ballest
20.12.04, 20:01
Widze, ze tu coraz bardziej ludzie o kulturze zapopmonajam, wiec, mysle ze
czas podsumowac watek polskiej historii:
"1. Wieża spadochronowa – „chwieje się”, że tak powiem. Jej mitologia jest w
trakcie badań. Najnowsze informacje zdają się zaprzeczać zarówno dramatycznej
obronie wieży, jak i jakiemuś wybitnemu bestialstwu Niemców wobec harcerzy –
jeśli to okrucieństwo rzeczywiście było - to raczej „typowe”.
2. Westerplatte – historia w zasadzie do spisania prawie od nowa. Rzeczywisty
dowódca obrony placówki to kpt. Franciszek Dąbrowski, nie zaś mjr Henryk
Sucharski, który ma w Polsce tysiące ulic, placów, skwerów i szkół swojego
imienia. Franciszek Dąbrowski nie ma nawet jednej tablicy honorującej go jako
faktycznego dowódcę obrony Westerplatte w zastępstwie chorego, przerażonego,
histerycznego, albo okresowo nieprzytomnego Sucharskiego. Apel niektórych
publicystów historycznych do parlamentu, aby choć w 100. rocznicę urodzin
Dąbrowskiego uczcić go w jakiś minimalny sposób, choćby minutą ciszy –
pozostał bez echa. No ale cóż, wiadomo – tegoroczni maturzyści-posłowie
Samoobrony sami pewnie piszą w swoich pracach z polskiego lub historii, że
Westerplatte obronił Sucharski.
3. Rzekoma „bitwa po Lenino” nawet nie odbyła się pod Lenino, lecz pod
Trygubową. Na peerelowskich mapkach książkowych wioska Lenino urosła do
wielkości miasta i przesunęła się o parę kilometrów, aby tylko zbliżyć ją do
pozycji polskiej 1. DP, bo wioska miała dobrą nazwę kojarzącą się z wielkim
wodzem. Przebieg tej bitwy należałoby spisać wręcz od nowa, co powoli jakoś
się próbuje robić – przynajmniej na łamach czasopism. Bitwa nie wygrana –
wbrew propagandzie PRL – lecz przegrana i to boleśnie.
4. Monte Cassino – mistrzostwo świata w dziedzinie public relations dla gen.
Władysława Andersa. Mało sensowna śmierć 923 polskich żołnierzy przy
jednoczesnej niesubordynacji Andersa i jego zamiłowaniu do współpracy z
generałami Alexandrem i Leese’m zamiast z dowództwem polskim. Nie ma chyba
lepszego przykładu bardziej nachalnej propagandy sukcesu uprawianej i przez
Londyn, i PRL (cóż za egzotyka!) na rzecz „sprzedania” nam, durnej gawiedzi,
tej bitwy jako dziejowego sukcesu oręża polskiego i polskiej myśli
strategiczno-taktycznej. O tym, że gen. Anders nie bardzo wiedział, co czyni
pod Monte Cassino, już choćby na skutek zerowego doświadczenia w polu,
przeczytać cokolwiek nad wyraz trudno. Sam znam przypadki, gdy kombatanci
polscy spod Monte Cassino mówią, że tego, co wypisano w Polsce o tej bitwie
po prostu nie da się czytać.
5. Rzekoma walka ORP „Piorun” z pancernikiem „Bismarck” – kolejna kosmiczna
bzdura dla ubogich. Rzecz ta właściwie się nie odbyła. Podobnie, jak rzekome
sukcesy polskiej MW na Morzu Śródziemnym. Mariusz Borowiak od wielu lat bada
te kłamstwa i weryfikuje je na podstawie archiwów brytyjskich i niemieckich,
jak również na podstawie tego, co mówią ci światli polscy marynarze, którzy
nie godzą się na pompatyczny fałsz wykreowany na ich temat.
6. Udział 1. DPanc w kotle Falaise – kolejny kwiatek. O tym, że na gen.
Stanisława Maczka złożono dwie oficjalne skargi do dowódcy II Korpusu jakoś
polscy autorzy zawsze zapominali napisać. O tym, że Polacy atakowali tam na
oślep, bez rozpoznania terenu, i dzięki temu atakowali pułki kanadyjskiej 4.
DPanc też jakoś w Polsce nie da się niczego dowiedzieć. Samozwańcze
przypisanie sobie przez Polaków zdobycia Chambois – kolejne polskie
mistrzostwo z gatunku „czarnego public relations”. Cześć i chwała chociaż
odważnemu płk. Koszutskiemu (odważnemu jak zawsze!), że jako jedyny
zdecydował się wspomnieć o nafaszerowaniu naszych pancerniaków narkotykiem
Benzendryną (o działaniu identycznym jak amfetamina). Zawsze po czymś takim
łatwiej zrozumieć rozstrzelanie ok. 1300 jeńców niemieckich schwytanych przez
Polaków. O tym, że za te wszystkie wyczyny gen. Maczka nie pozbawiono
dowództwa wyłącznie z przyczyn politycznych też nigdzie nie przeczytamy, choć
odbyła się na ten temat niejedna dyskusja generałów Simondsa, Crerara i
Montgomery’ego.
7. Udział 1. SBS w operacji „Market-Garden” – kolejna historia dla
maluczkich. Polscy reenactorzy związani z weteranami brygady śmieją się z
książkowych bredni wypisanych do tej pory. Rzekomo „bohaterska” śmierć ppor.
Richarda Tice’a (w istocie bardzo głupia śmierć), albo to, czy Polacy
znaleźli prom, czy może go nie znaleźli – to kolejne ciemne plamy polskiej
radosnej twórczości historycznej. Nieszczęsny kombatant 1. SBS, który jako
jedyny w tym oceanie pompatyczno-patetycznego fałszu zdecydował się przyznać,
iż operację „Market-Garden” przeleżał na dnie okopu trzęsąc się ze strachu –
opublikował swoje wspomnienie w Holandii. W Polsce pewnie by go ukamienowano.
Kim jesteś Polaku – rzec by można na widok tych wszystkich fałszerstw, a na
dodatek kabaretowej koalicji Londyn/PRL razem (choć z różnych pobudek)
fałszującej nawet najprostsze fakty z historii polskiej wojskowości."
Mysle, ze wystarczy na dzisiaj !