ballest
31.01.05, 20:32
" Gość: lowca jeleni 31.01.2005 17:56 + odpowiedz
POGROM WIELKANOCNY
Na początku okupacji Warszawy w 1939 roku na ulicach miasta dokonywały się
akty
terroru niemieckiego przeciwko ludności żydowskiej. Niemcy dokonywali
bezprawnych konfiskat mienia, przypadki bicia Żydów spotykały się z
entuzjazmem
motłochu. Po pewnym czasie akty agresji niemieckiej i towarzyszącej jej
agresji
polskiej ludności cywilnej na przełomie 1939/40 roku nabrały charakteru fali
pogromowej, jak określa Izrael Gutman w pracy "Żydzi warszawscy 1939 - 1943".
2 stycznia 1940 r. Ch. Kapłan pisał: "W ostatnich dniach nie ustają napaści na
Żydów, w dziennym świetle, w publicznych miejscach. Okupant przymyka oczy".
E. Ringelblum w pracy "Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny
światowej. Uwagi i spostrzeżenia" pisze wręcz o polsko-niemieckiej współpracy.
Niemiecki rabunek był zwykle dokonywany przy entuzjazmie polskiego tłumu, zaś
po
kradzieży do sklepów wdzierali się Polacy - "gawiedź uliczna, która sklep taki
oczyszczała do cna".
W czasie zimy 1939/40 napady Polaków i Niemców na Żydów stały się powszechne.
Ringelblum, sam będąc świadkiem i ofiarą ataków tak opisywał ulice warszawskie
codziennie będące widownią aktów terroru: "Dla Niemców Żydzi w kapotach, z
brodami, byli niezwykłą atrakcją. Byli specjaliści, którzy zatrzymywali
ortodoksyjnych Żydów i obcinali im brody nożyczkami, częściej obrzynali brody
nożami wraz z kawałkami mięsa. Za przykładem Niemców poszła miejscowa
łobuzeria,
która śmiechem i wyciem dodawała ducha niemieckim pobratymcom po nożu do
"kulturalnego" dzieła cywilizowania Żydów. Role były czasem podzielone. Polak
wyszukiwał brodacza, Niemiec zatrzymywał go, Polak go przytrzymywał, podczas
gdy
Niemiec mu obcinał lub obrzynał brodę. Za przykładem Niemców antysemici polscy
zatrzymywali przechodniów żydowskich i bili ich niemiłosiernie. W obawie przed
"porządnymi" Niemcami, którzy stawali czasem w obronie Żydów, chuliganeria
musiała w dzień ograniczyć swoje wyczyny. Wieczór za to był ich niepodzielną
domeną. Wtedy hulali bezkarnie. Były ulice, na których nie wolno się było
Żydowi
pokazać, o ile nie chciał powrócić do domu pobity do krwi, obrabowany z
pieniędzy, a nawet z odzieży".
Ringelblum datuje nasilenie się ataków już na luty, jednak prawdziwy,
wielodniowy pogrom wybuchł w marcu 1940 roku. Zgodnie z wielowiekową tradycją
chrześcijańską, w dniu obchodzonej w milczeniu i smutku śmierci Chrystusa, w
Wielki Piątek 22 marca. Tłum dokonywał napadów na sklepy żydowskie w wielu
dzielnicach warszawskich. Pogrom prowadzony był pod kierunkiem Niemców;
Ringelblum opisując pogrom na ulicy Grzybowskiej wymienia wśród polskiego
tłumu
niemieckich żołnierzy, lotników strzelających na wiwat przy wtórze polskich
okrzyków: "Niech żyje wolna Polska bez Żydów".
Pogrom przypominał "Kristallnacht" - tłum wybijał szyby w żydowskich sklepach,
oznaczonych wcześniej gwiazdami Dawida, sklepy rabowano, spotkanych po drodze
Żydów bito do nieprzytomności. Pogrom trwał kilka dni, w czasie których Niemcy
nie interweniowali. Dokonał się w zupełnej ciszy, Polska Podziemna milczała.
W "Kronice getta warszawskiego" Ringelblum daje taki obraz pogromu: "Począwszy
od piątku (22) marca do dzisiaj, czwartku 28 marca, miały miejsce ekscesy
przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś
na
ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu
Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (onegdaj odbył się tam wiec, na
którym wznoszono antyżydowskie okrzyki) Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej,
Chłodnej, Mazowieckiej i innych. Wszędzie ograbiono żydowskie sklepy (mówią,
że
na Niecałej także polskie, nie słyszałem o takich wypadkach w innych
stronach).
Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach
zadowalali się tłuczeniem szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na
Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i
chuliganami. Podobno został tam zabity chrześcijanin".
Ludwik Landau w "Kronice lat wojny i okupacji" będącej zapisem codziennych
wydarzeń w Generalnym Gubernatorstwie relacjonuje pogrom marcowy szczegółowo.
"Dnia 24 marca 1940 r. - Święta zaznaczyły się zwiększoną liczbą wypadków
napadów wyrostków w dzielnicy żydowskiej - napadów połączonych z biciem
noszących opaski przechodniów, ale mających jako cel istotny po prostu
rabunek.
Dnia 27 marca 1940 r. - Zajścia antyżydowskie nie skończyły się, wczoraj, dziś
znowu te same bandy w różnych okolicach miasta grabiły sklepy. Bandzie
zupełnie
małych chłopców przewodził podobno jakiś starszy młodzieniec, student czy coś
w
tym rodzaju. Niektórzy z obserwatorów tych wypadków twierdzą, że widzieli w
pobliżu auto niemieckie, obserwujące przebieg awantur. Podobno organizatorem
tych band jest jakieś wyspecjalizowane w akcji antysemickiej stowarzyszenie
"Atak", zupełnie wyraźnie zresztą faworyzowane przez Niemców, jak świadczą
napisy na kolportowanych przez nie tabliczkach dla sklepów, wzywających do
bojkotowania Żydów.
Dnia 28 marca 1940 r. - Sprawa, która wysunęła się teraz w Warszawie na plan
pierwszy, to sprawa zajść antyżydowskich. Rozwinęły się one w wielkich
rozmiarach, tak że ludność żydowska żyje znów w strachu i w głównych
dzielnicach
żydowskich boi się pokazywać na ulicy. Rabowane są zwłaszcza sklepy - wybijane
szyby, niszczone urządzenia, a przede wszystkim grabione towary; ale obok nich
ofiarą napadów padają i mieszkania, tym częściej zaś przechodnie, którzy,
rozpoznawani po opaskach, są bici i obrabowywani. Wszystkiego tego dokonywają
bandy włóczące się po całym mieście, zarówno w dzielnicach żydowskich, jak i w
śródmieściu: na Franciszkańskiej, na Lesznie, na Marszałkowskiej, na Powiślu,
na
Pradze. Bandy dochodzą do siły 500 ludzi, przeważnie młodych wyrostków i
różnych
szumowin. Inscenizowanie tych zajść przez Niemców staje się coraz
wyraźniejsze.
Powszechnie obserwowane jest robienie przez Niemców, wcale się z tym nie
kryjących, zdjęć fotograficznych i filmowych; zdarza się, że z początku
przyjeżdża auto niemieckie, wychodzą z niego operatorzy filmowi i potem
dopiero
zjawia się tłum rabusiów. Do udziału w akcji wzięto też polskich policjantów:
podobno w jakimś punkcie policjant kazał otworzyć zamknięty sklep, po czym
zwrócił się do czekającego tłumu, aby brać co się chce; w każdym razie nie
zdarzyło się, aby gdziekolwiek policja interweniowała. Tak samo zresztą
policja
niemiecka przygląda się spokojnie akcji: tłum z jakichś 500 osób, kierując się
na Pragę, przeszedł spokojnie koło pałacu Blanka, siedziby niemieckiego
prezydenta Warszawy [...]. Wypadki te zresztą odbywają się nie tylko w
Warszawie, ale i różnych miastach prowincjonalnych.
Dnia 29 marca 1940 r. - Jeden ciąg wypadków - to zajścia antyżydowskie. Trwają
one dalej i przybierają coraz groźniejsze rozmiary. Sklepy w dzielnicach
żydowskich są porozbijane na miazgę - tak że trudno się zorientować, że w
ogóle
w tym miejscu był sklep. Jest wielu poranionych, są podobno i zabici - w
każdym
razie jest zabity jakiś chłopiec-chrześcijanin z grupy napastników, ugodzony
kamieniem gdzieś na Franciszkańskiej czy Bonifraterskiej. Gmina Żydowska była
przez kilka godzin oblegana przez ogromny tłum, tak że pracownicy gminy mogli
wyjść z jej biur dopiero pod opieką żandarmów niemieckich. Tak więc działanie
Niemców jako obrońców Żydów przed polską ludnością chrześcijańską już się
zaczęło. Także w innych miejscach były podobno wypadki wystąpień niemieckich
przeciw bandom przez nich samych zorganizowanym - wystąpień połączonych z
niemiłosiernym biciem. I te wystąpienia były fotografowane - jako akcja
Niemców
w obronie ładu (policjanci polscy w paru, rzadkich zresztą wypadkach, gdy
chcieli interweniować, byli pobici przez niemieckich policjantów, przeważnie
co
prawda policja okazywała dla "pogromców Żydów" ca