To nie mogli byc Polacy!

31.01.05, 20:32
" Gość: lowca jeleni 31.01.2005 17:56 + odpowiedz



POGROM WIELKANOCNY

Na początku okupacji Warszawy w 1939 roku na ulicach miasta dokonywały się
akty
terroru niemieckiego przeciwko ludności żydowskiej. Niemcy dokonywali
bezprawnych konfiskat mienia, przypadki bicia Żydów spotykały się z
entuzjazmem
motłochu. Po pewnym czasie akty agresji niemieckiej i towarzyszącej jej
agresji
polskiej ludności cywilnej na przełomie 1939/40 roku nabrały charakteru fali
pogromowej, jak określa Izrael Gutman w pracy "Żydzi warszawscy 1939 - 1943".

2 stycznia 1940 r. Ch. Kapłan pisał: "W ostatnich dniach nie ustają napaści na
Żydów, w dziennym świetle, w publicznych miejscach. Okupant przymyka oczy".
E. Ringelblum w pracy "Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny
światowej. Uwagi i spostrzeżenia" pisze wręcz o polsko-niemieckiej współpracy.
Niemiecki rabunek był zwykle dokonywany przy entuzjazmie polskiego tłumu, zaś
po
kradzieży do sklepów wdzierali się Polacy - "gawiedź uliczna, która sklep taki
oczyszczała do cna".
W czasie zimy 1939/40 napady Polaków i Niemców na Żydów stały się powszechne.
Ringelblum, sam będąc świadkiem i ofiarą ataków tak opisywał ulice warszawskie
codziennie będące widownią aktów terroru: "Dla Niemców Żydzi w kapotach, z
brodami, byli niezwykłą atrakcją. Byli specjaliści, którzy zatrzymywali
ortodoksyjnych Żydów i obcinali im brody nożyczkami, częściej obrzynali brody
nożami wraz z kawałkami mięsa. Za przykładem Niemców poszła miejscowa
łobuzeria,
która śmiechem i wyciem dodawała ducha niemieckim pobratymcom po nożu do
"kulturalnego" dzieła cywilizowania Żydów. Role były czasem podzielone. Polak
wyszukiwał brodacza, Niemiec zatrzymywał go, Polak go przytrzymywał, podczas
gdy
Niemiec mu obcinał lub obrzynał brodę. Za przykładem Niemców antysemici polscy
zatrzymywali przechodniów żydowskich i bili ich niemiłosiernie. W obawie przed
"porządnymi" Niemcami, którzy stawali czasem w obronie Żydów, chuliganeria
musiała w dzień ograniczyć swoje wyczyny. Wieczór za to był ich niepodzielną
domeną. Wtedy hulali bezkarnie. Były ulice, na których nie wolno się było
Żydowi
pokazać, o ile nie chciał powrócić do domu pobity do krwi, obrabowany z
pieniędzy, a nawet z odzieży".

Ringelblum datuje nasilenie się ataków już na luty, jednak prawdziwy,
wielodniowy pogrom wybuchł w marcu 1940 roku. Zgodnie z wielowiekową tradycją
chrześcijańską, w dniu obchodzonej w milczeniu i smutku śmierci Chrystusa, w
Wielki Piątek 22 marca. Tłum dokonywał napadów na sklepy żydowskie w wielu
dzielnicach warszawskich. Pogrom prowadzony był pod kierunkiem Niemców;
Ringelblum opisując pogrom na ulicy Grzybowskiej wymienia wśród polskiego
tłumu
niemieckich żołnierzy, lotników strzelających na wiwat przy wtórze polskich
okrzyków: "Niech żyje wolna Polska bez Żydów".

Pogrom przypominał "Kristallnacht" - tłum wybijał szyby w żydowskich sklepach,
oznaczonych wcześniej gwiazdami Dawida, sklepy rabowano, spotkanych po drodze
Żydów bito do nieprzytomności. Pogrom trwał kilka dni, w czasie których Niemcy
nie interweniowali. Dokonał się w zupełnej ciszy, Polska Podziemna milczała.

W "Kronice getta warszawskiego" Ringelblum daje taki obraz pogromu: "Począwszy
od piątku (22) marca do dzisiaj, czwartku 28 marca, miały miejsce ekscesy
przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś
na
ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu
Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (onegdaj odbył się tam wiec, na
którym wznoszono antyżydowskie okrzyki) Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej,
Chłodnej, Mazowieckiej i innych. Wszędzie ograbiono żydowskie sklepy (mówią,
że
na Niecałej także polskie, nie słyszałem o takich wypadkach w innych
stronach).
Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach
zadowalali się tłuczeniem szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na
Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i
chuliganami. Podobno został tam zabity chrześcijanin".

Ludwik Landau w "Kronice lat wojny i okupacji" będącej zapisem codziennych
wydarzeń w Generalnym Gubernatorstwie relacjonuje pogrom marcowy szczegółowo.

"Dnia 24 marca 1940 r. - Święta zaznaczyły się zwiększoną liczbą wypadków
napadów wyrostków w dzielnicy żydowskiej - napadów połączonych z biciem
noszących opaski przechodniów, ale mających jako cel istotny po prostu
rabunek.

Dnia 27 marca 1940 r. - Zajścia antyżydowskie nie skończyły się, wczoraj, dziś
znowu te same bandy w różnych okolicach miasta grabiły sklepy. Bandzie
zupełnie
małych chłopców przewodził podobno jakiś starszy młodzieniec, student czy coś
w
tym rodzaju. Niektórzy z obserwatorów tych wypadków twierdzą, że widzieli w
pobliżu auto niemieckie, obserwujące przebieg awantur. Podobno organizatorem
tych band jest jakieś wyspecjalizowane w akcji antysemickiej stowarzyszenie
"Atak", zupełnie wyraźnie zresztą faworyzowane przez Niemców, jak świadczą
napisy na kolportowanych przez nie tabliczkach dla sklepów, wzywających do
bojkotowania Żydów.

Dnia 28 marca 1940 r. - Sprawa, która wysunęła się teraz w Warszawie na plan
pierwszy, to sprawa zajść antyżydowskich. Rozwinęły się one w wielkich
rozmiarach, tak że ludność żydowska żyje znów w strachu i w głównych
dzielnicach
żydowskich boi się pokazywać na ulicy. Rabowane są zwłaszcza sklepy - wybijane
szyby, niszczone urządzenia, a przede wszystkim grabione towary; ale obok nich
ofiarą napadów padają i mieszkania, tym częściej zaś przechodnie, którzy,
rozpoznawani po opaskach, są bici i obrabowywani. Wszystkiego tego dokonywają
bandy włóczące się po całym mieście, zarówno w dzielnicach żydowskich, jak i w
śródmieściu: na Franciszkańskiej, na Lesznie, na Marszałkowskiej, na Powiślu,
na
Pradze. Bandy dochodzą do siły 500 ludzi, przeważnie młodych wyrostków i
różnych
szumowin. Inscenizowanie tych zajść przez Niemców staje się coraz
wyraźniejsze.
Powszechnie obserwowane jest robienie przez Niemców, wcale się z tym nie
kryjących, zdjęć fotograficznych i filmowych; zdarza się, że z początku
przyjeżdża auto niemieckie, wychodzą z niego operatorzy filmowi i potem
dopiero
zjawia się tłum rabusiów. Do udziału w akcji wzięto też polskich policjantów:
podobno w jakimś punkcie policjant kazał otworzyć zamknięty sklep, po czym
zwrócił się do czekającego tłumu, aby brać co się chce; w każdym razie nie
zdarzyło się, aby gdziekolwiek policja interweniowała. Tak samo zresztą
policja
niemiecka przygląda się spokojnie akcji: tłum z jakichś 500 osób, kierując się
na Pragę, przeszedł spokojnie koło pałacu Blanka, siedziby niemieckiego
prezydenta Warszawy [...]. Wypadki te zresztą odbywają się nie tylko w
Warszawie, ale i różnych miastach prowincjonalnych.

Dnia 29 marca 1940 r. - Jeden ciąg wypadków - to zajścia antyżydowskie. Trwają
one dalej i przybierają coraz groźniejsze rozmiary. Sklepy w dzielnicach
żydowskich są porozbijane na miazgę - tak że trudno się zorientować, że w
ogóle
w tym miejscu był sklep. Jest wielu poranionych, są podobno i zabici - w
każdym
razie jest zabity jakiś chłopiec-chrześcijanin z grupy napastników, ugodzony
kamieniem gdzieś na Franciszkańskiej czy Bonifraterskiej. Gmina Żydowska była
przez kilka godzin oblegana przez ogromny tłum, tak że pracownicy gminy mogli
wyjść z jej biur dopiero pod opieką żandarmów niemieckich. Tak więc działanie
Niemców jako obrońców Żydów przed polską ludnością chrześcijańską już się
zaczęło. Także w innych miejscach były podobno wypadki wystąpień niemieckich
przeciw bandom przez nich samych zorganizowanym - wystąpień połączonych z
niemiłosiernym biciem. I te wystąpienia były fotografowane - jako akcja
Niemców
w obronie ładu (policjanci polscy w paru, rzadkich zresztą wypadkach, gdy
chcieli interweniować, byli pobici przez niemieckich policjantów, przeważnie
co
prawda policja okazywała dla "pogromców Żydów" ca
    • ballest Re: To nie mogli byc Polacy! 31.01.05, 20:37
      "W obawie przed
      "porządnymi" Niemcami, którzy stawali czasem w obronie Żydów, chuliganeria
      musiała w dzień ograniczyć swoje wyczyny. Wieczór za to był ich niepodzielną
      domeną. Wtedy hulali bezkarnie. Były ulice, na których nie wolno się było
      Żydowi
      "

      Nie wierze, ze tam jakies porzadni Niemcy sie po Warszawie tulali, a Ci co tych
      Zydow tepili, to byli komunisci a nie Polacy, bzdury wypisuja jak zwykle!
      Ja bym takich wszystkich pod sad postawil!
      • ballest Re: To nie mogli byc Polacy! 01.02.05, 07:03
        W to tez nie wierze:
        "Naoczny świadek pogromu wielkanocnego złożył po latach w Palestynie zeznanie:
        "Pogrom dokonany na Żydach w Warszawie w dniach świąt Pesach, trwał około 8 dni.
        Pogromu dokonał tłum chuliganów, którego liczebność dochodziła do tysiąca. Na
        ulicach pojawili się nagle. Nikt ich razem nie widział ani przedtem, ani potem.
        Byli to prawdopodobnie lekkomyślni i nieodpowiedzialni młodzi ludzie, którzy
        zeszli się specjalnie w tym celu ze wszystkich ulic miasta... W większości
        wypadków działali sami, ale zdarzało się również, że niemieccy żołnierze
        przyłączali się do tych ekscesów".

        Pod datą 27 marca 1940 r. Ringelblum notuje: "Mówią, że wystąpiono przeciwko
        smutnym wydarzeniom. W Krakowie wypadki te trwały cały dzień. Interweniowano u
        dowódcy SS Krugera, i dzięki temu ukrócono ekscesy. Aresztowano niejakiego
        Puławskiego, który miał pono coś wspólnego z tymi zajściami".

        W listopadzie 1940 roku Niemcy na trwałe powstrzymali możliwość ponawiania się
        awantur ulicznych, warszawskie getto zostało zamknięte.

        Kilka słów wyjaśnienia co politycznego kontekstu pogromu wielkanocnego, bo
        istniał taki. Na przełomie września i października sam Hitler wspominał o
        możliwości stworzenia niewielkiego, 8-10 milionowego państewka polskiego, tworu
        podobnego do czeskiego protektoratu.
        Niemieckie koła wojskowe w 1939 r. rozpoczęły rozmowy sondażowe w sprawie
        utworzenia rządu. Rozmowy powyższe przeciągnęły się do początku 1940 r. Sondaże
        przeprowadzono wśród znanych polityków ludowych - Witosa, Rataja i
        konserwatystów - prof. Estreichera. Rozmowy nic nie dały.
        Na początku listopada 1939 r. Hitler zdecydował, że Rzesza zatrzyma utworzoną 26
        X 1939 r. Generalną Gubernię, a nie jak poprzednio planowano tylko pozostawi GG
        w strefie wpływów niemieckich. Polskie warstwy kierownicze miały być
        likwidowane.
        Mimo tego jeszcze na początku 1940 r. niektóre koła polskie żywiły złudzenia co
        możliwości porozumienia z Niemcami. O najpoważniejszej próbie oferty kolaboracji
        pisze Antoni Dudek w biografii Bolesława Piaseckiego.
        W październiku 1939 r. w Warszawie powstała organizacja NOR - Narodowa
        Organizacja Radykalna. Organizację tworzyły różne środowiska. Przywódca NOR
        Andrzej Świetlicki i wielu innych jej członków związanych było przed wojną z
        ONR-Falangą. Udział przywódcy ONR Bolesława Piaseckiego w NOR jest
        prawdopodobny, choć nie został całkowicie potwierdzony.
        W NOR znaleźli się także przedwojenni sympatycy narodowego socjalizmu,
        członkowie Polskiego Towarzystwa Kultury i Oświaty Robotniczej "Pochodnia" -
        Erazm Samborski i Podgórski oraz germanofile - Władysław Studnicki, Pułaski,
        Zygmunt Cybichowski i ksiądz Stanisław Trzeciak.
        Program NOR znany jest w niewielkim stopniu - NOR uznawał straty ziem zajętych
        przez Niemców (Pomorze, Poznańskie i Śląsk) za możliwe do zaakceptowania, pod
        warunkiem uzyskania rekompensat na Wschodzie. Polska miała utworzyć armię, która
        u boku Niemiec walczyć miała z ZSRR. Funduszy potrzebnych na wystawienie armii i
        odbudowę przyszłego państwa polskiego dostarczyć miała konfiskata mienia
        żydowskiego.

        NOR korzystał z opieki niemieckich kół wojskowych, ale po likwidacji wojskowej
        administracji na terenach okupowanych i przejęciu kontroli przez Gestapo NOR
        musiał się czuć mniej pewnie.
        Być może pogrom wielkanocny miał być próbą zdobycia wiarygodności u Niemców.
        Próba ta całkowicie zawiodła, w kwietniu 1940 r. Hitler zabronił niemieckiemu
        dowództwu mieszania się w problemy polityczne na zajętych terenach. W marcu 1940
        r, Hitler zalecał gubernatorowi Frankowi poddanie Wschodu kontroli i utrzymania
        całkowitego spokoju, w związku z sytuacją na Zachodzie. Te i wcześniejsze
        decyzje fuhrera co do przyszłości GG całkowicie uniemożliwiały dalsze istnienie
        NOR. Zajścia oczywiście musiały być uzgadniane z władzami niemieckimi, ale byli
        to najwyraźniej niscy rangą funkcjonariusze. O tym, że wyższe władze niemieckie
        zostały zaskoczone pogromem dowodzi sposób jego zakończenia. W ostatnim dniu
        pogromu 29 marca 1940 r. Niemcy rozpoczęli akcję AB, likwidacji polskiej elity.
        Przy tej okazji dokonali aresztowań wśród przywódców NOR, Andrzej Świetlicki,
        Tadeusz Lipkowski i Wojciech Kwasieborski zostali zamordowani w czerwcu 1940 r.

        Najbardziej może absurdalnym epizodem związanym z historią NOR była...próba
        wywołania kolejnego pogromu w Warszawie 5 lipca 1940 r. NOR-owcy przeszli wtedy
        przez stolicę w pochodzie, wznosząc okrzyki: "Precz z żydokomuną i Stalinem",
        "Niech żyje Hitler". Żydów bito i rabowano sklepy.
        Mord na przywódcach, masowe zbrodnie w Palmirach - nawet to nie powstrzymało NOR
        przed kolejnymi ekscesami.
        Cóż jednak stałoby się, gdyby Niemcy przyjęli ofertę NOR? Czy udałoby się
        uaktywnić "oficjalnie", we współpracy z Niemcami zasobów polskiego
        antysemityzmu? Na szczęście Adolf Hitler zwolnił nas z konieczności zadawania
        sobie takich pytań.

        Całą sprawę podsumował 21 czerwca 1940 r. "Biuletyn Informacyjny": "Już w parę
        miesięcy po okupacji przez Niemców Warszawy pojawiły się za strony
        niepoczytalnych jednostek społeczeństwa polskiego próby nawiązania kontaktu z
        okupantem (akcja samodzielna Studnickiego, tworzenie organizacji Radykalno -
        Narodowej - z Cybichowskim, ks. Trzeciakiem, Podgórskim, mjr. Pułaskim,
        Świetlickim etc., tym ostatnim poczynaniom patronowało jak wiadomo Gestapo).
        Byliśmy świadkami wystąpień pogromowych antyżydowskich, wydawania ulotek etc. Od
        prawie dwóch miesięcy - wszystko to ucichło i zamarło. Były jakieś aresztowania
        wśród kierowników partii Radykalno - Narodowej. Jak się zdaje - obie strony
        rozczarowały się do siebie".

        Pewną wskazówką dla zrozumienia nastrojów okupacyjnej Polski są fakty podane
        przez Jana Tomasza Grossa w artykule "Ten jest z Ojczyzny mojej..". w "Aneksie"
        nr. 41/42 z roku 1986. Jan Karski wiosną 1940 r. przebywał we Francji i złożył
        tam generałowi Sikorskiemu raport o losie Żydów w kraju. Raport ten zawierał
        opinię, iż Niemcom udało się znaleźć wąską platformę porozumienia "z dużą
        częścią polskiego społeczeństwa" w kwestii postępowania wobec Żydów. Konkluzja
        ta była tak szokująca, że sporządzając raport oficjalny dla aliantów rząd
        sfałszował raport Karskiego. Uznano, że informacje o antysemickich nastrojach w
        Polsce zaszkodzą polskim interesom.

        25 września 1941 r. dowódca Armii Krajowej, generał Stefan Rowecki - Grot
        meldował Londynowi: "Melduję, że wszystkie oświadczenia i posunięcia Rządu i
        członków Rady Narodowej dotyczące Żydów w Polsce, wywołują w Kraju jak najgorsze
        wrażenie i znakomicie ułatwiają propagandę Rządowi nieprzychylną lub wrogą. Tak
        było z "Dniem Żydowstwa" i przemówieniem Szwarcenberga, nominacją Liebermana i
        życzeniami na żydowski nowy rok. Proszę przyjąć jako fakt zupełnie realny, że
        przygniatająca większość kraju jest nastrojona antysemicko. Nawet socjaliści nie
        są tu wyjątkiem. Różnice dotyczą tylko taktyki postępowania. Zalecających
        naśladowanie metod niemieckich prawie nie ma. Nawet tajne organizacje
        pozostające pod wpływem przedwojennych aktywistów Klubów Demokratycznych lub
        Polskiej Partii Socjalistycznej, akceptują postulat emigracji jako rozwiązanie
        problemu żydowskiego. Jest to dla wszystkich równie oczywiste, jak, na przykład,
        konieczność usunięcia z kraju Niemców... Antysemityzm jest obecnie postawą
        szeroko rozpowszechnioną ".

        Dnia 28 grudnia 1939 r. Ludwik Landau zapisał w swej "Kronice..." : "Zajścia
        jakieś były w Częstochowie: gazeta warszawska podaje wiadomość, że chłopcy
        polscy spalili synagogę i że za to ukarano zarówno Polaków, jak i Żydów zakazem
        wychodzenia po godzinie 19 względnie 18 i zakazem sprzedaży wódki; jaki był
        istotny przebieg zajść, trudno się z tego domyślić".

        W czasie pierwszych dni inwazji niemieckiej na ZSRR doszło do przeszło 50
        pogromów, w których padły ofiary śmiertelne. Pogromów głównie dokonywali
        Ukraińcy, ale wiele zbrodni obciąża Polaków - fala pogromów przeszła przez
        ziemie białostockie i łomżyńskie. Dane na temat ofiar śmiert
        • Gość: xx Re: To nie mogli byc Polacy! IP: *.icis.pcz.pl 01.02.05, 20:09
          Polska znalazla w sobie dosc sily, zeby wyrazic skruche za Jedwabne.

          Byly rzeczy, ktorych powinnismy sie jako Polacy wstydzic.

          Ale trudno je w ogole porownywac z barbarzynstwem Niemiec hitlerowskich -
          barbarzynstwem na skale jakiego nie znala historia.

          Ballest nie cofa sie przed zadnym klamstwem - jak z ta synagoga w Czestochowie,
          ktora spalili Niemcy, a potem robili wszystko, zeby obwinic Polakow.

          To tylko mala ilustracja metod rodem z Goebelsa, ktore stosuje ballest.

          • ballest Re: To nie mogli byc Polacy! 01.02.05, 20:57
            "W czasie pierwszych dni inwazji niemieckiej na ZSRR doszło do przeszło 50
            pogromów, w których padły ofiary śmiertelne. Pogromów głównie dokonywali
            Ukraińcy, ale wiele zbrodni obciąża Polaków - fala pogromów przeszła przez
            ziemie białostockie i łomżyńskie. Dane na temat ofiar śmiertelnych mogą być
            zawyżone, profesjonalne badania nad tymi wypadkami dopiero się rozpoczęły,
            niemniej wymienić należy pogromy w Jedwabnem (ok. 1600 zabitych), w Jasionówce
            (74 zabitych), w Szczuczynie (300 zabitych), w Wąsoszu Grajewskim (1000
            zabitych), w Radziłowie (1500 zabitych), w Rajgrodzie (100 zabitych), w Kolnie
            (30 zabitych), w Goniądzu (217 zabitych).
            Pogromy, w których nie było śmiertelnych ofiar, a tylko ranni liczy się na co
            najmniej 20, w Białymstoku, Stanisławowie i Stołopcach dokonali ich Polacy i
            Białorusini, w Grodnie Polacy z Litwinami, w Tykocinach sami Polacy.

            Najtragiczniejszym z fali pogromów z 1941 r. był pogrom we Lwowie dokonany w
            dniach między 30 VI a 3 VII 1941 r. zabito wtedy 4 tys. Żydów; w pogromie obok
            Ukraińców i Niemców brali udział Polacy.

            Ile było podobnych "zajść" w okupowanej Polsce można się tylko domyślać, polscy
            historycy bowiem na "antygoizm" (takiego epitetu użył znany historyk na
            określenie tekstu Michała Cichego o mordach, jakich dokonywali powstańcy
            warszawscy na Żydach) nie cierpią. Nie ma odważnych, którzy poważyliby się
            oświetlić strefę mroku. Kiedy wreszcie nasi historycy łaskawie wyjaśnią udział
            polskiej ludności przy akcji likwidowania gett przez Niemców?
            Milczą wszyscy, prócz naszych wspaniałych moralistów - intelektualistów. Mamy
            przecież wspaniały wierszyk Miłosza o karuzeli, która kręciła się w dniach
            likwidacji getta warszawskiego. Ta sama karuzela wywołała prawdziwy wstrząs
            moralny w duszy zawodowego moralnego autorytetu - Andrzeja Szczypiorskiego...
            Likwidacja getta zbiegła się z Wielkim Tygodniem, pogrom z 1940 r. też. Ale
            karuzela jako symbol polskiej winy jest alegorią o wiele strawniejszą, niż obraz
            tłumu mordującego wraz z niemieckimi żołnierzami Żydów. O pogromie wielkanocnym
            nikt nie napisał wiersza, i nie napisze nigdy.


            *Landau L. "Kronika lat wojny i okupacji", 1962 PWN
            *Dudek A. "Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej", 1990 Londyn
            *Szarota T. "Zajścia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie" w: "Holocaust
            z perspektywy półwiecza" ŻIH 1993 Warszawa
            *Ringelblum E. "Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939 - styczeń 1943", 1983
            Warszawa
            *Gutman Y. "Żydzi warszawscy 1939-1943: getto - podziemie - walka", 1993
            Warszawa
            *Ringelblum E. "Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej:
            uwagi i spostrzeżenia", Czytelnik 1988
            *Madajczyk Cz. "Generalna Gubernia w planach hitlerowskich. Studia", PWN 1961

            * wszystkie podkreślenia w tekście są mojego autorstwa
            Andrzej Krzemiński."
            • Gość: Wszystko jedno kto Biedni niewinni Niemcy,co ta Europa chce! IP: *.olsznet.ec.pl 01.02.05, 21:37
              Pisz sobie ,pisz,pisz,pisz................ ........
              Pisz,pisz,pisz ,pisz i sam,co napisales czytaj.
              Gdybys byl starszy,to by bylo zrozumiele,demencja itd.
              • Gość: Ziemkiewicz Re: Biedni niewinni Niemcy,co ta Europa chce! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 21:57
                Polak grzmi dumnie

                To nie przekłamania historii w zachodnich mediach są uderzające, ale siła i
                skuteczność, z jaką Polacy stanęli w obronie swojej dumy

                Rafał A. Ziemkiewicz
                • ballest Boleslaw Prus brzmi dumniej ! 01.02.05, 22:29
                  "Antysemityzm Bolesława Prusa


                  I Prus nie stanowił wyjątku wśród oświeconej opinii, gdy w 1874 roku pisał:
                  "Liczna a próżniacza ludność faktorów i małomiasteczkowych giełdowiczów ma wiele
                  podobieństwa do grzybów i pleśni drzewnej..."
                  I jak reszta opinii oświeconej gromił z zapałem żydowską odrębność. W 1877 tak
                  definiował, dręczącą inteligentów jego czasu kwestię żydowską: "...oto ciemnota
                  i kastowość [...], dodajmy żargon, chałat i wczesne zawieranie związków
                  małżeńskich, ocukrujmy to wszystko biedą, wywołującą oszustwo i lichwę, a mieć
                  będziemy cały tort nazywający się kwestią żydowską. Że on jest niesmaczny - to
                  prawda, ale żeby nie miał kiedyś prysnąć pod naciskiem oświaty i idei
                  postępowych - w to nie uwierzę".
                  Program więc cokolwiek prostolinijny, postęp miał zlikwidować odrębność,
                  asymilacja miała Żydów zbliżyć do jedynie słusznej kultury polskiej. Jednak Prus
                  do typowego programu pozytywistycznego dołączył antyżydowską obsesję, która tak
                  jak w przypadku Świętochowskiego w końcu zwyciężyła. Już w latach 70-tych
                  protestował przeciwko żydowskiej dominacji w gospodarce. W 1877 r. protestował
                  przeciwko nazywaniu Żydów narodem, dla niego "ciemne masy" były tylko kastą i
                  materiałem dla "tego lub owego społeczeństwa". Wszystko to jednak mieściło się w
                  ramach środowiskowej filozofii, antyżydowski język miał tylko znaczenie
                  perswazyjne.

                  Prawdziwym przełomem dla Prusa w postrzeganiu przez niego kwestii żydowskiej
                  była pisana w latach 1887-89 "Lalka", w czasopiśmiennym pierwodruku powieść
                  dwutomowa. Porównanie zawartości tomów dowodzi, jak wielkich zmian dokonał Prus
                  w tomie II.
                  Społeczeństwo, ukazane w tomie I powieści znajduje się w stanie głębokiego
                  kryzysu gospodarczego i nade wszystko duchowego, rozkład jest najbardziej
                  adekwatnym pojęciem. Poszczególne warstwy nie tworzą organicznej społecznej
                  tkanki, kasty arystokracji, burżuazji i drobnomieszczaństwa szamoczą się w
                  bezsensownym, ambicjonalnym konflikcie. Droga awansu indywidualnego jest
                  nierealna, stanowy status jest barierą nie do pokonania, Wokulski licząc tylko
                  na własne siły musi pozostać subiektem, przy czym status "subiekta" jest niemal
                  feudalnym statusem przynależności do klasy niższej; młody Szlangbaum i doktor
                  Szuman cierpiąc antysemickie docinki pozostają na granicy dwu światów, polskiego
                  i żydowskiego, nie będą faktycznie akceptowanymi przez żaden z nich. Zastój
                  cywilizacyjny, konserwatyzm kastowy, takie są symptomy kryzysu społeczeństwa w I
                  tomie "Lalki". Przełomem ma być praca organiczna, spółka do handlu z cesarstwem,
                  która zaktywizuje elitę kraju, posiadającą kapitał, lecz nie ducha
                  przedsiębiorczości. Przedsięwzięcie to przez samego Prusa ukazane jako
                  inicjatywa heroiczna, wobec całkowitego, wszechobecnego marazmu staje się w
                  istocie fikcją.
                  Żydzi w I tomie to trzy postaci: stary Szlangbaum, ortodoks, zasymilowani Szuman
                  i Henryk Szlangbaum, dwaj ostatni uczestnicy wraz z Wokulskim powstania
                  styczniowego, mający za sobą zesłanie na Syberii. Obaj dotkliwie znoszą
                  antysemityzm i kastowe bariery; gdy Wokulski daje pracę pogardzanemu przez
                  Polaków i Żydów młodemu Szlangbaumowi (nie przyszedłbym, gdyby nie troska o
                  dzieci, mówi ten) opinia polska ma mu to za złe. Szuman to postać głęboko
                  tragiczna, po osobistym dramacie jest wypalony, zgorzkniały, mimo, że
                  asymilator, to świadomy swego statusu mieszkańca dwu światów, z których żaden go
                  nie zechce. Stary Szlangbaum to żydowski biznesmen, Prus opisuje go z sympatią,
                  gdy staruch jadąc dorożką zmuszony jest zapłacić większą taryfę czuje słabość
                  "około serca". Umowa, jaką zawiera z nim Wokulski o kupno kamienicy jest tak
                  mętna, że jej realizacja może się oprzeć tylko na wzajemnym zaufaniu. Lojalność
                  i zaufanie łączą tych dwu ludzi, zapamiętajmy to.
                  Pozytywnego obrazu Żydów dopełnia przedstawienie przez Szlangbauma rozrywek
                  młodych Żydów, mających ćwiczyć rozum; mądrość i cierpliwość mają być typowymi
                  żydowskimi cechami. Żydzi zasymilowani w tomie I "Lalki" noszą piętno tragizmu,
                  są postaciami psychologicznie skomplikowanymi.

                  Naraz w II tomie przechodzimy do innego świata stosunków polsko-żydowskich,
                  spotykamy Wokulskiego rozmawiającego z Rzeckim o rozpanoszeniu się Żydów i
                  możliwej sprzedaży sklepu, Rzecki zapowiada: "Będzie kiedyś awantura z tymi
                  Żydami", Wokulski odpowiadając wygłasza słowa znamienne - Prześladowania Żydów
                  trwają już osiemnaście wieków, jedynym ich rezultatem jest wyginięcie jednostek
                  szlachetnych, a pozostanie przy życiu tylko Żydów "wytrwałych, cierpliwych,
                  podstępnych, solidarnych, sprytnych i po mistrzowsku władających jedyną bronią,
                  jaka im pozostała - pieniędzmi. Tępiąc wszystko, co lepsze, zrobiliśmy dobór
                  sztuczny i wypielęgnowaliśmy najgorszych." Pamiętajmy, mówi to przyjaciel Żydów
                  z I tomu, która to przyjaźń budziła wrogość polskiej opinii.
                  Spotykamy także młodego Szlangbauma, niegdyś tak poniżanego, teraz zhardziałego,
                  który wie już, że jest prawie właścicielem sklepu. Wrócił do papy, i to wcale
                  nie z powodu antysemickich przytyków, lecz dla majątku. W rozmowie z Rzeckim
                  oświadcza, że pożycza arystokratom, by ich przyjmować na salonach. W duszy jest
                  demokratą, ale czegóż nie robi się dla stosunków. Pamiętajmy, mówi to
                  ex-powstaniec, zasymilowany, upokarzany przez Żydów i Polaków, obecnie wróciwszy
                  do papy staje się on Żydkiem - geszefciarzem.
                  W tomie II, po długiej nieobecności, naraz spotykamy doktora Szumana, niegdyś
                  zgorzkniałego, teraz pełnego optymizmu...żydowskiego optymizmu. Odwiedzającemu
                  go Rzeckiemu objawia, że w jego duszy nastąpił przełom, ba, to prawdziwa
                  iluminacja. Postanowił bowiem zająć się biznesem. Wyrzeka, że dziesięć lat
                  strawił na bezwartościowe badania włosów, na publikację broszury o tychże
                  włosach wyłożył rubli 1000. I żadnego odzewu. Obecnie postanowił zająć się
                  robieniem pieniędzy, czyli geszeftem, bo pieniądz jest sezamem, przed którym
                  otwierają się wszystkie drzwi, za pieniądze ma się nawet gotowych do ofiar
                  przyjaciół. Przestał już wierzyć w "polski system" ten bowiem jest uosobieniem
                  marzycielstwa i braku rozsądku, jedynym efektem działania "polskiego systemu" są
                  bankructwa moralne i materialne.
                  Na pytanie ogłupiałego Rzeckiego, jakiż system proponuje w zamian, odpowiada:
                  "nasz żydowski". Wedłu niego Żydzi są cierpliwi i genialni, zaś Polacy głupi
                  bankruci. Wszyscy arystokraci trwonią majątki, na czele z Łęckimi i
                  Krzeszowskim. Nawet Wokulski to bankrut. "Wszyscy bankrutujecie, wszyscy... Całe
                  szczęście, że wasze miejsce zajmują świeże siły. Są nimi Żydzi, są oni sprytni,
                  nawet ich postępowanie z kobietami jest zupełnie inne niż sentymentalizm
                  Polaków. Żyd finansista bierze żonę bogatą, nic nie znaczą dlań czułości. Jeśli
                  wziąłby żonę ubogą, to wtedy musiałyby procentować jej wdzięki. "Ona
                  prowadziłaby mu salon, zwabiała gości, uśmiechałaby się do możnych,
                  romansowałaby z najważniejszymi, słowem - na wszelki sposób popierałaby interes
                  firmy" - tak oto dowiadujemy się, że wśród Żydów w powszechnym zwyczaju jest
                  prostytuowanie żon (zresztą za ich zgodą) dla geszeftu. Przy okazji dowiadujemy
                  się, że szczery przyjaciel Wokulskiego z I tomu Szuman teraz właśnie zajęty jest
                  sprawdzaniem rachunków księgowych sklepu Wokulskiego, który chce nabyć stary
                  Szlangbaum.
                  Były przyjaciel Szlangbaum kupujący sklep, wcześniej jednak wydobywający
                  rachunki (czy aby wszystko prowadzone uczciwie), i były przyjaciel Szuman,
                  dokładnie kontrolujący stan kasy. Czegóż nie robi się dla geszeftu.
                  Cały powyższy wywód o żydowskich przewagach nad polską bezmyślnością głosi,
                  pamiętajmy, niedawny szczery patriota polski, powstaniec, mający za sobą
                  syberyjską katorgę. Ten właśnie człowiek, pamiętajmy zasymilowany Żyd doznaje
                  olśnienia i bredzi, niczym podpity półanalfabeta, który przebrnął właśnie przez
                  trzy strony "Protokołów mędrców Syjonu". Postać tragiczna, ofiara polskich
                  przesądów kastowych staje się żydowskim geszefciarzem. Dusza żydowska? Dlaczego?
                  Prus mieć musiał bardzo ważny powód, że uc
            • Gość: xx Re: To nie mogli byc Polacy! IP: *.icis.pcz.pl 01.02.05, 22:33
              Goebels mogl by sie u Ciebie uczyc fachu - duzo straciles ze nie zyles w czasach
              Hitlera.

              Na szczescie moje osobiste doswiadczenia sa takie ze wsrod normalnych Niemcow
              nie znalazbys miejsca.
              • Gość: Wszystko jedno kto Do kochanego ballescika IP: *.olsznet.ec.pl 01.02.05, 22:50
                Tyle zapisanych linijek.Czytaj ballescie,czytaj,czytaj ,co napisales.
                Stawiam ci piatke z pisowni ale z historii pale.
                • ballest Re: Do kochanego ballescika 01.02.05, 23:14
                  a dziekuje, ze mnie tak kochacie, tylko ja tu na forum sie nie udzielam, zeby
                  mnie tu kochano!
                  Jesli mnie Polacy kochaja to sa tylko dwie mozliwosci
                  1. osiagnalem cel i polscy nacjonalisci zrozumieli moje dobre intencje
                  2. nacjonalisci polscy zmysly postradali i nie wiedza co czynia!

                  Wybierzcie prosze !
Pełna wersja