Ostrzeżcie żeglarzy!

IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 26.08.05, 22:42
Monopol energetyki złamał nie jednego właściciela nie jednej elektrowni a co
tu mówić o życiu jakiegoś żeglarza czy bezpiecznego nie tylko oznakowania. W
tych kwestiach energetyka jest samowładna i samowystarczająca ;((
    • Gość: siostra Pawła Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.cs.bialystok.pl / 217.17.33.* 27.08.05, 10:40
      "- Znak ostrzegający o kablach stoi tam, gdzie kończą się wody żeglowne. Nie
      można go przestawić nawet kilkadziesiąt metrów dalej, bo znaki mogą być tylko na
      szlaku."
      Co za bzdura! Czyli niby wejście do portu leży już poza szlakiem, tak? Zatem do
      portu nie powinno się wpływać, bo szlaku już tam nie ma. Paranoja! Ludzie, to
      mogło się przydarzyć każdemu. Przestańcie już szukać furtek w prawie i
      tłumaczyć, że szlak jest prawidłowo oznakowany, skoro tyle osób (w tym samych
      żeglarzy), twierdzi, że nie. Te oznaczenia są niewystarczające. Nawet teraz, po
      tragedii, nic w tej kwestii się nie zmieniło - nie ma choćby strzałki na
      główkach portu dla jachtów z niego wychodzących. Niech Państwo z energetyki na
      jacht wsiądą i wypłyną z tego portu. Czy widać jakiekolwiek ostrzeżenie, czy
      choćby informację??? My mamy odwagę powiedzieć otwarcie, że tragicznie się
      pomyliliśmy, ale do wypadku mogłoby nie dojść, gdyby ktoś oznakował
      niebezpieczne miejsce. I nieważe, czy przepisy do tego zobowiązują, czy nie.
      Bezpieczeństwo i możliwość utraty zdrowia, czy życia są najważniejsze. Niech
      znakujący szlaki, czy energetyka, też wykażą się odwagą, jakimś ludzkim uczuciem
      i przyznają się do "niedopatrzenia". Jednak mam wrażenie, że walczę teraz z
      wiatrakami. Kasa, kasa, kasa - widać niektórzy mają takie priorytety. Ludzie,
      co jest w życiu naprawdę ważne?
      • Gość: kartha Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.ols.vectranet.pl 27.08.05, 12:19
        Zgadzam się, że zabrakło dobrej woli u wszystkich urzędników. To, że nie ma
        obowiązku prawnego postawienia znaku w tym miejscu nie znaczy, że nie MOŻNA go
        było mimo wszystko postawić, skoro od lat zgłaszano na niego zapotrzebowanie.
        Ale własciciel lub zarządca portu mógł we własnym interesie postawić tablicę
        ostrzegawczą, np. strzałkę pokazującą gdzie jest szlak żeglowny i drugą
        pokazująca linię energetyczną. Przecież zależy mu na żeglarzach jako klientach,
        a śmierć tuż przy porcie to marna reklama, że nie wspomnę o wyrzutach sumienia.
        Jednak zastanawia mnie czemu ci nieszczęśnicy wpływali do kanału z postawionym
        masztem. Jedną z pierwszych rzeczy jakich mnie uczono na kursie, to żeby ZAWSZE
        przed kanałem polożyć maszt.
        • Gość: R. Sprawa wyszkolenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 13:44
          Gość portalu: kartha napisał(a):
          > Jednak zastanawia mnie czemu ci nieszczęśnicy wpływali do kanału z postawionym
          > masztem. Jedną z pierwszych rzeczy jakich mnie uczono na kursie, to żeby
          > ZAWSZE przed kanałem polożyć maszt.

          No właśnie, mnie to też zastanowiło. Dramat bliskich, smutna rzecz. Ale może
          jednak ludzie powinni dostosowywać zamiary do swojego doświadczenia i
          umiejętności?
          • being28 Re: Sprawa wyszkolenia 27.08.05, 13:48
            Poniewaz wszyscy zeglarze wiedza, ze w Wegorzewie linie energetyczne sa na duzej wysokosci i nie trzeba tam kłaść masztu. A na oko nie ocenisz wysokosci. Na jeziorze Tałty tez jest linia wysokiego napiecia na wysokich slupach, ale dreszcz zawsze ludziom przechodzi jak sie pod nimi przeplywa. W innych miejscach sa linie nisko i tam sie zawsze składa maszt (chociaz i tak nie sa w zaden sposob oznaczone). Wyjatek to tylko Wegorzewo.
            • Gość: kartha Re: Sprawa wyszkolenia IP: *.ols.vectranet.pl 27.08.05, 15:53
              Nie wszyscy to wiedzą, ja np. poza Piękną Górę dalej na północ nie pływam, co
              nie znaczy że postawiłabym maszt. A na Tałtach rzeczywiście dreszcze człowieka
              przechodzą, zwłaszcza jak nieźle wieje i kable tańczą.
            • Gość: stary żeglarz To jest sprawa wszystkich. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 17:09
              1. Poszkodowani.
              Po pierwsze, źle pojechali. Kto choć raz widział mapę i pcha się do steru, ten
              powinien pamiętać. A kto nie widział mapy, ten powinien ją obejrzeć.
              Po drugie, gdzie jest powiedziane, że musieli płynąć kanałem/rzeką z
              postawionym masztem? Do dobrej praktyki żeglarskiej należy sprawdzenie
              działania urządzeń na nieznanym sobie jachcie przed pierwszym wyjściem z portu.
              W tym patentu do kładzenia masztu. A jeśli już umieli położyć maszt, to
              spokojnie mogli tę umiejętność wykorzystać.

              2. Właściciel firmy czarterowej.
              Też powinien był lepiej się postarać. Każdy, kto prowadzi tki interes, powinie
              dbać o bezpieczeństwo. A już firma, która tak jak Mamry Yacht Charter celuje w
              górny segment rynku, powinna zadbać naprawdę o wszystko.
              O skserowaną mapkę na każdej łodce i tablicę przy wyjściu z basenu też.

              3. Inspektorat Żeglugi Śródlądowej, Zakład Energetyczny i kto tam jeszcze.
              Urzędnik ma przepisy, zgodnie z którymi ma działać, ma budżet, którego nie
              powinien przekroczyć etc. I nic więcej NIE MUSI. Ale czy NIE POWINIEN?
              Tak po ludzku, żeby spokojnie spać.

              4. Władze mazurskich powiatów.
              Nie orientują się w strukturze swoich budżetów? Nie dostrzegają, jak ważnym
              źródłem dochodów na ich popegegerowskich włościach jest turystyka? Nie
              rozumieją, że jeden czy dwa takie wypadki w sezonie podważają sens wysiłku
              organizacyjnego i finansowego, inwestycji w infrastrukturę itd? Nie mają
              środków nacisku, bardziej czy mniej formalnych, żeby wymusić zapewnienie
              bezpieczeństwa żeglugi?
              Czy właśnie to, co się stało, jest marzeniem wydziałów promocji w urzędach?
              Czy naprawdę komuś potrzebny taki PR?


              Pływam po Mazurach od 1980 roku. I nigdy nie miałem problemów z liniami
              energetycznymi. Na kamolach - owszem, siadało się. Ale na drutach nigdy.
              I wiadomo, że przytłaczająca większość żeglarzy nie tyle nawet się
              prześlizguje, co wręcz w ogóle nie spotyka się z tymi niebezpiecznymi drutami.
              Ale co z tego?

              Wiadomo równie dobrze, że te kilka łódek w sezonie siadających na drutach to
              wręcz statystyczna konieczność przy takiej ilości ludzi pływających po
              Mazurach. A niebezpieczne miejsca można policzyć na palcach jednej ręki.
              Wystarczą przecież dwa słupy wbite w ziemię 20 metrów przed linią energetyczną
              i rozpięta pomiędzy nimi solidna linka stalowa półtora metra niżej od przewodów
              elektrycznych. I to samo po drugiej stronie linii. I po krzyku.
              Ile to kosztuje? 10, 20 tysięcy PLN? Ile to jest w porównaniu do budżetów
              instytucji, które powinny być problemem zainteresowane? A w porównaniu do
              funduszów reprezentacyjnych szefów tych instytucji?
              Ludzie giną. Mądrzy czy głupi - to bez znaczenia. Większość nieszczęśliwych
              wypadków w górach, na wodzie etc. ma przyczyny w błędnych kalkulacjach, braku
              wyobraźni czy wręcz w czystej głupocie nieszczęsnych ofiar. Ale co z tego?
              Jeśli można kogoś ocalić, po prostu trzeba to zrobić.

              Chyba, że decydują o tym ludzie, którym "dupokrytka" zastępuje sumienie.
              Ale jeśli tak, to - z przeproszeniem pięknych pań - po h... nam taki państwo?!
          • Gość: Ed Re: Sprawa wyszkolenia IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.08.05, 13:59
            Niestety, na wodzie bywa z doświadczeniem dosyć często tak jak na drogach. Nic
            jednak nie stoi na przeszkodzie, by podjąć stosunkowo proste przecież środki
            zaradcze i to po obydwu stronach. Ani niewłaściwie ustawiane znaki ostrzegawcze,
            ani brak wyobraźni niczego tutaj nie zmienia, a fakty są faktami.
            Ponieważ nie jest to ani pierwszy ani zapewne ostatni wypadek, brak reakcji ze
            strony energetyki nie buduje najlepszej opiniii o tej firmie.
            • Gość: aneczka w Re: Sprawa wyszkolenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 16:40
              to jest to rozwidlenie przad samym portem w Węgorzewie. do Węgorzewa płyniesz w
              prawo (i masz nad głową inne linie wysokiego napięcia, ale one są wysoooooko),
              a do miejsca tragedii płyniesz prosto...
              • Gość: a w Re: Sprawa wyszkolenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 16:41
                sorry, pomyłka
        • Gość: vero ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 16:36
          W kanale NIE MA OBOWIĄZKU KŁADZENIA MASZTU! Robi się to tylko wtedy, gdy
          wiadomo, że będzie jakaś przeszkoda, pod która nie przepłyniemy. Ja co roku
          wpływam do Węgorzewa z postawionym patykiem.
          • Gość: kartha Re: ??? IP: *.ols.vectranet.pl 27.08.05, 17:08
            tak samo nie było obowiązku postawienia tam znaków, no nie? powtórzę się ale nie
            zawsze trzeba robić tylko to co nakazują przepisy, czasami trzeba zrobić więcej.
            Lepiej chyba narazić sie na docinki tzw. "wyg" z postawionym patykiem niż... i
            do końca zycia pluć sobie w twarz.
            • Gość: vero Re: ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 17:24
              w opisie wypadku było napisane, że byli w Węgorzewie nie raz. ktos, kto tam był
              wie, że tam się masztu nie kładzie!
              • Gość: kartha Re: ??? IP: *.ols.vectranet.pl 27.08.05, 17:37
                i masz efekt.
                • Gość: vero Re: ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 17:44
                  myśląc w ten sposób powinno się pływać bez żagli i z położonym masztem... byłam
                  na 3 obozach żeglarskich. żaden z instruktorów z którymi pływałam (a nie były
                  to żółtodzioby z patentem żeglarza nastawione wyłącznie na imprezowanie) nie
                  wpadł na pomysł kładzenia masztu przed kanałem w którym nie jest to konieczne.
                  ile załóg kładzie maszt wchodząc do Węgorzewa? pomijam tych, którzy są tam
                  pierwszy raz i nie znają wysokości masztu własnej łódki...
                  • Gość: kartha Re: ??? IP: *.ols.vectranet.pl 27.08.05, 17:51
                    to jednak nie byli tacy wspaniali ci instruktorzy, skoro nie nauczyli cię poza
                    prawem innych zdroworozsądkowych zasad. mam nadzieję że nie będziesz następna,
                    bo ty chyba też pływasz raczej na pamięć.
                    • Gość: vero Re: ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 18:06
                      pływam po WJM od wielu lat... a pamięć mam całkiem niezłą
                      i nie wiem po co ta złośliwość...
                      a ty dużo żeglujesz po Mazurach?
                      • Gość: kartha Re: ??? IP: *.ols.vectranet.pl 27.08.05, 18:08
                        tak
                        • Gość: vero Re: ??? IP: *.chello.pl 28.08.05, 15:49
                          yhm... i za każdym razem kładziesz przed Węgorzewem pałę?

                          kable na kanale (a nie te na rzece) są na wysokości 14 metrów. przeciętnie
                          maszty na mazurskich łajbach mają 8-10 metrów. nie wiem ile jest jachtów na WJM
                          który miałyby dłuższego patyka niż 13 m... jeden, dwa, może trzy? żaglówka o
                          takim maszcie ma ponad 10 metrów długości.
                          wpływałam tam 4 razy w życiu, pod kablami przepływałam więc 8 razy. NIGDY,
                          powtarzam NIGDY nie widziałam aby ktokolwiek kładł tam maszt.
                          • Gość: Carlozzz Re: ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 23:02
                            A ja znam taki jeden jacht... Tango Family - 780 cm długości, 11 metrów pały
                            (przedłużona), 1,5 metra burty i 2 metry anteny CB na topie... Kładą maszt przy
                            każdej wizycie w Węgorzewie.

                            Skoro port Mamry Yacht Czarter znajduje się już za znakiem końca szlaku
                            żeglownego, to trzeba przesunąć znak... A jeśli "się nie da" (bzdurne
                            wytłumaczenie), to właściciel przystani powinien zadbać o bezpieczeństwo swoich
                            klientów.

                            Co do wyszkolenia Kartha... Kiedy robiłaś patent? Chyba jakoś niedawno... Nie
                            zwalaj całej winy na tych biednych żeglarzy. Poza tym czy słyszałaś, żeby
                            dozwolone było kładzenie pały w porcie?? A przecież to musieliby zrobić, żeby
                            nie wychodzić na kanał z podniesionym masztem. Poza tym to jest rzeka, a nie
                            kanał, więc obowiązku kładzenia masztu tak czy inaczej nie było...
                            • Gość: Piotr Re: ??? IP: *.dyn.optonline.net 31.08.05, 04:09
                              Dziękuję!
        • Gość: Carlozzz Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 23:09
          już pisałem o tym, ale cóż... Kanał prowadzi dopiero od rozwidlenia do
          Węgorzewa... Przystań, z której wypływali nieszczęśliwi żeglarze jest położona
          przy rzece, a na rzece można pływać z postawionym masztem...
          • Gość: vero Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 10:31
            ale przecież na kanale (na którym nie ma żadnych przeszkód w postaci nisko
            zawieszonych linii energetycznych czy mostów) również... czy wchodząc do
            Sztynortu kładzie się maszt? :>
            nie widzę żadnego błędu w tym, że nie położyli masztu. winą należy obarczyć
            zarządcę, administrację czy tego, kto powinien postawić ten cholerny znak
      • Gość: juruś Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.idea.pl 28.08.05, 22:20
        Podzielam Twoje zdanie. Bo jak wpłynąć do portu, który jest poza szlakiem? A
        może ten port jest nielegalnie zbudowany? Może go w papierach nie ma?
        Wracając do tresci artykułu, to dziwi mnie stanowisko dyrektora dróg wodnych.
        Otóż za oznakownianie linii energetycznych odpowiada właściciel, natomiast
        zarząd dróg wodnych za egzekwowanie tego obowiązku. Kanał Mazurski jest też
        zamknięty dla żeglugi, ale tam linie energetyczne są oznakowane. Podziwiam
        również dobre samopoczucie właściciela portu. Cóż by się stało, gdyby tak jak
        piszesz, na główkach portu ustawił strzałkę z napisem MAMRY?
      • Gość: Paweł Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.met.pl / 217.153.134.* 01.09.05, 09:35
        W związku z opisywanym wypadkiem i przedstawianą totalną niemożnością
        postawienia znaków żeglugowych na starym kanale w Węgorzewie mam następującą
        propozycję:
        Skoro w okolicach opisywanej linii elektrycznej kanał nie jest już szlakiem
        żeglownym, to nie obowiązują przepisy zakazujące umieszczania jakichkolwiek
        obiektów pływających (boi, tyk itp). Wobec tego należy umieścić przed drutami
        coś w rodzaju tablicy informacyjnej, boi lub " bannera reklamowego"
        ostrzegającego przed drutami. Najprościej jest pomalować dużą beczkę na kolor
        niebieski ze znaczkiem białej błyskawicy i podaniem wysokości drutów i
        zakotwiczyć ją na środku kanału w bezpiecznej odległości od opisywanej linii, w
        taki sposób, aby duży jacht musiał wykonać wyrażny manewr omijania, świadczący o
        tym, ze ten znak zauważył (jak nie zauważy to go stuknie- i...też zauważy). W
        świetle przepisów nie będzie to znak żeglugowy bo - po primo: nie ma tam szlaku
        żeglownego, -po secundo: bo taki znak w postaci boi nie istnieje.
        Takie rozwiązanie będzie najtańsze i w miarę bezpieczne, tylko trzeba to zrobić
        anonimowo, aby nie narazić się na zarzut np. zaśmiecania wód śródlądowych, czy
        podobny. A potem.... Pokażcie mi urzędnika, który się odważy wydać decyzję o
        usunięciu takiej boi z wód kanału. A jak taki się znajdzie ? To podajcie jego
        nazwisko do publicznej wiadomości.
    • Gość: medrek UCIAC SQURVIELOM TEN KABEL I TAK DO SKUTKU IP: *.fbx.proxad.net 27.08.05, 13:43
      JEZELI PONOWNIE PRZECIAGNA
      NIC NIE JEST BARDZIEJ SKUTECZNE W WALCE Z KRETYNAMI I DURNIAMI NIZ UPOR I
      DETERMINACJA
    • being28 Re: Ostrzeżcie żeglarzy! 27.08.05, 13:43
      Byłem kilka razy w Wegorzewie, ale o jakie linie chodzi to nie mam pojecia? Mapka jest calkowicie nieczytelna.

      Poleca dla redakcji GW ponizszy link:

      www.zeb.com.pl/pl/zeb.php?m=513
      Wystaczy zadzwonic i zapytac sie kto jest za to odpowiedzialny. Podac nazwisko, moze kilka nazwisk. KTOS sie przeciez tym zajmuje, biora za to pieniadze.
      • being28 Re: Ostrzeżcie żeglarzy! 27.08.05, 13:54
        Jeszcze jeden link:
        www.zeb.com.pl/pl/zeb.php?m=121
        Jest tam zazanczony Wydział Automatyki i Zabezpieczen. To sa ludzie, ktorych jedynym celem jest dbanie o bezpieczenstwo i to oni powinnie odpowiadac za wypadki. Redakcja zainteresuje sie?
        • Gość: aneczka w Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 16:41
          to jest to rozwidlenie przad samym portem w Węgorzewie. do Węgorzewa płyniesz w
          prawo (i masz nad głową inne linie wysokiego napięcia, ale one są wysoooooko),
          a do miejsca tragedii płyniesz prosto...
    • Gość: bender miejsce jest dobrze oznakowane ! IP: 193.29.207.* 27.08.05, 13:51
      to znaczy:
      zgodnie zjakimś głupim przepisem = dobrze.
      zamiast:
      tak, żeby ludzie byli bezpieczni = dobrze.

    • Gość: ja Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 14:07
      Problem jest skomplikowany:

      - na Mazurach przez lata maszty miały zwykle 7-9m wysokości i było OK, ale dziś
      jachty "urosły" i przeciętne mają 9-12m (ten jacht miał około 10,5m, a druty
      były 10m nad wodą)), a zdarzają się 18m i większe i zaczynają się wypadki

      - żeglarze mają coraz mniejsze umiejętności i zwykle nie patrzą w górę(potrafią
      się zderzyć nawet z drzewem, a gałęzie przecież widać), ani na znaki - WSZYSTKIE
      linie na szlakch są oznakowane dobrze lub b.dobrze

      - zakłady energetyczne na bocznych szlakach i poza szlakami (wypadek był poza
      szlakiem) mają linie kiepsko oznakowane i nisko - sam widziałem nieoznakowane
      linie 5-7 m nad wodą, fakt że poza żeglownymi szlakami ale jednak
      • Gość: vero Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 16:43
        żeglarz nie powienien "patrzeć w górę" (bo i tak nie jesteś w 100% ocenić
        odległości...), tylko na ZNAKI. których w tym przypadku nie było
        • Gość: ja Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 17:00
          > żeglarz nie powienien "patrzeć w górę" (bo i tak nie jesteś w 100% ocenić
          > odległości...), tylko na ZNAKI. których w tym przypadku nie było

          "żeglarz" musi patrzeć "dookoła" tak mnie uczono...
          musi obserwować 360st. dookoło, a także niebo nad nim

          ale dziś żeglarz nie musi nigdzie patrzeć...
          dlatego zaskakują ich "nagłe burze i wichury" na jeziorach - kiedyś jachty były
          mniejsze, bardziej wywrotne, ale jakoś "wichury i burze" nie kładły jachtów
          dziesiątkami na wodzie...
          dlatego jak nie ma znaku to dziś dla "żeglarzy" oznacza że nie ma przeszkód w
          powietrzu (mostów też czasem nie zauważają)...
          • Gość: vero Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 17:04
            heh... no racja... ale patrząc na to z drugiej strony - skoro można czytać z
            nieba, to po co znaki? tak, tak, znam "żeglarzy", którzy rozpoznają ze 2 znaki,
            nie więdzą co oznacza bojka zielona, a co czerwona, a jak słyszą
            nazwę "kardynałki" to się śmieją, bo "to tak fajnie brzmi".
    • Gość: Ted Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.crowley.pl 27.08.05, 14:09
      To możliwe chyba tylko w Polsce - port jachtowy leży poza drogą zeglowną !
      Albo trzeba ten port zlikwidować bo jest nielegalny albo przdłużyć szlak
      żeglowny.To tak jakby na parking trzeba było wjeżdżac przez orne pole.
      Alo to nie jest na łeb urzędnika.
      • Gość: Michał Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.acn.waw.pl 27.08.05, 14:28
        Z informacji GW wynika, ze za wypadek odpowiada:

        a) Mamry Yacht Czarter, poniewaz powstal poza szlakiem wodnym niezgodnie z prawem
        (byc moze ma wszystkie pozwolenia i wina lezy po stronie tego, kto takie
        pozwolenia wydawal)

        b) Regionalny Zarzad Gospodarki Wodnej, jako zarzadca szlakow wodnych, ktory nie
        oznakowal konca szlaku wodnego w odpowiednim miejscu

        To jest sprawa dla prokuratury o nieumyslne spowodowanie smierci i o ogromne
        odszkodowanie dla poszkodowanych w wypadku zeglarzy. Na miejscu poszkodowanych
        walczylbym po pierwsze o poprawne oznakowanie niebezpiecznego miejsca, po drugie
        skierowalbym sprawe do prokuratury, po trzecie zazadal gigantycznego
        odszkodowania za smierc brata, meza.

        To sie musi skonczyc i wierze, ze jako bezposredni poszkodowani zajmiecie sie ta
        sprawa do konca, wlacznie z ukaraniem winnych. Jesli to ma byc panstwo prawa, to
        sami musimy pilnowac zeby je egzekwowano.
        Wyrazy wspolczucia.
    • Gość: marecki Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.csk.pl 27.08.05, 14:32
      Bzdury !!! Jest to nowa linia przy nowozbudowanym porcie. Szlak żeglowny kończy
      się 40 m przed wejściem do portu - to co dalej mamy jachty zatargać wołami no
      kei. Wypływając z portu po przejęciu jachtu od armatora widzimy tylko z daleka
      tył znaków. Zarówno administracja portu jak i szlaków żeglownych przyczyniła
      się niewątpliwie do tej tragedii. Bezczelność ZEB i p. Piskorza nie zna granic.
      Jak mozna tak powiedzieć. A kto ma pływac po Mazurach jak nie młodzież, która
      pojechała na wakacje i pierwszy raz mogła ten port zobaczyć na oczy, nie mówiąc
      juz o kanałach dookoła niego. Nie ma żadnego w tym miejscu właściwego
      oznakowania - zarówno na brzegu jak i w powietrzu jak i na lądzie. Żeglarze
      zapewne wstali rano bo przyjechali popływać na weekend i woleli dzień spędzać
      na jeziorze niz bujać się w porcie na cumach.
      Dokładnie w tym samym miejscu zdarzył się wypadek w zeszłym roku (pisały o tym
      Żagle) a zakład energetyczny jak widać nie zareagował.Podobnie w tym sezonie.
      Musiał zginąć młody chłopak, żeby zebrała sie komisja (smieszne) i co ustaliła,
      że nie nalezy tędy pływać. Pytam się co dalej ???!!! Ile ludzi jeszce musi
      zginąć po to żeby postawić tablice wartą kilkadziesiąt złotych z właściwym
      kierunkiem ruchu i rozwiesić w poprzek kanału linkę ostrzegającą o sieci
      energetycznej.
      • Gość: XYZ Re: Ostrzeżcie żeglarzy! (z kupionymi patentami) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 15:29
        Tragedie sie skoncza jesli skonczy sie sprzedawanie pantentow razem z lodziami.
        Zeby pomylic odnogo Wegora[py trzeba byc:

        a) slepym
        b) pijanym
        c) idota
        d) Wszystkie mozliwosci naraz

        Plynac po Wegorapie nie sposob wplynac w zla odnoge - na parwde niewiem co
        trzeba zrobic zeby az tak sie "pomylic".
        Podejrzewam,z e gosc nie znalpoprostu oznakowania. Inaczej tego nie da si
        wytlumaczyc. Poza tym mam jeszcze ejdnawatpliwosc. jakon plynal Wegorapa z
        wylaczonym silnikiem? (w tekscie tuz po tej tragedii bylo napisane ze usilowal
        wlaczyc silnik ale nie zdazyl).
        Obawiam sie ze ta "tragedia" jest zawinona niestety bezmyslnoscia zeby nie
        powiedziec glupota sternika. (i z powodu takich ludzi na Mazurach kilka lat temu
        wynioslem sie na morze - tam jest bezpieczniej bo mniej idioto wplywa)
        • Gość: Michał Re: Ostrzeżcie żeglarzy! (z kupionymi patentami) IP: *.acn.waw.pl 27.08.05, 16:13
          Slepy nie dostanie uprawnien, pijany nie ma prawa prowadzic jachtu, dla idiotow
          sa znaki, ktorych tam nie ma.
        • Gość: vero Re: Ostrzeżcie żeglarzy! (z kupionymi patentami) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 16:45
          czytałeś ten artykuł???
          • Gość: xyz Re: Ostrzeżcie żeglarzy! (z kupionymi patentami) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 17:56
            znaki sa tam i to calkiem sporo
            szlaku zeglownegonie sposob pomylic ze "stara odnoga".
            A patentow sprzedaja coraz wiecej - niestety (bedzie wiecej takich wypadkow -
            choc moze to i dobrze zle geny same si wyeliminuja z puli ;)
            • Gość: vero Re: Ostrzeżcie żeglarzy! (z kupionymi patentami) IP: *.chello.pl 28.08.05, 16:06
              okey, wiadomo, że handluje się patentami i to jest nie halo, ale co to ma do
              tego wypadku? :>

              przeczytaj artykuł i relację Michała (kilka wypowiedzi poniżej) to będziemy
              mogli podyskutować
        • Gość: Piotr Re: Ostrzeżcie żeglarzy! (z kupionymi patentami) IP: *.dyn.optonline.net 27.08.05, 23:00
          Niestety. Sam wydałeś(aś) na siebie wyrok... Tak jak Ty traktujesz innych tak
          Ciebie potraktuje życie... W zasadzie swoimi słowami rozpocząłeś(aś) egzekucję
          wyroku... Tak jest zbudowana RZECZYWISTOSC... Bilans zawsze wychodzi na zero...
          Skoro mówisz o innym , że jest A,B,C,D, to znaczy, ze sam(a) jesteś A,B,C,D,...
          Nie znasz fragmentu o drzazdze i o belce w oku?
          Teraz nie pozostaje Tobie nic, jak tylko obserwować co się dzieje w Twoim życiu
          i wyciągać wnioski... A to może boleć....
          To, ze czegoś nie wiesz (jak sam(a) napisałeś(aś)) bynajmniej nie świadczy o
          Twojej wiedzy... Świadczy o niewiedzy...
          A to, że wyniosłeś(aś) się na morze wpłynie na bezpieczeństwo zarówno mazur jak
          i morza... Na szczęście ubyło idioty(ki) na mazurach ale przybyło na morzu...
          Przed samym(ą) sobą nie uciekniesz... A przed swoją głupotą tym bardziej...
          Oceniaj dalej innych i wydawaj na nich swoje wyroki... Bardzo dobrze, zycie
          potraktuje Cię tak samo!
          Smacznego K.....
        • Gość: siostra Pawła Re: Ostrzeżcie żeglarzy! (z kupionymi patentami) IP: *.cs.bialystok.pl / 217.17.33.* 28.08.05, 11:19
          Przeczytaj opis całego wydarzenia! Paweł pływał po Mazurach jako kapitan na
          wielu rejsach od prawie 10 lat. Patent zrobił na najlepszym, najdłuższym i
          najporządniejszym obozie żeglarskim w porcie. My też. I razem pływaliśmy tyle
          lat. Ten tragiczny wypadek nie oznacza braku doświadczenia. Wypadki zdarzają
          się najlepszym.
          • Gość: siostra Pawła Re: Ostrzeżcie żeglarzy! (z kupionymi patentami) IP: *.cs.bialystok.pl / 217.17.33.* 28.08.05, 11:22
            "w porcie" - miało być "w Polsce". Zdenerwowanie.
    • monster1972 jak sie kupuje prawo jazdy to sie umiera 27.08.05, 14:34
      i zabija czasem innych

      jak sie kupuje patent sternika, to tez mozna umrzec

      płynalem tamtedy pare razy

      w zyciu by mi nie przyszlo do lba ze mozna w prawo skrecic

      pomijam fakt, ze nie polozyli masztu

      gratuluje debilstwa

      kandydaci do nagrody Darwina

      słów brak
      • Gość: Michał Re: jak sie kupuje prawo jazdy to sie umiera IP: *.acn.waw.pl 27.08.05, 15:17
        Skad masz wiedze na temat kupna patentu przez poszkodowanych i skad Ci wiadomo,
        ze nalezy plynac w lewo, wychodzac z portu, jesli mozna wiedziec?

        p/s
        Do zeglugi srodladowej wymagany jest patent zeglarza jachtowego o ile mi wiadomo.
        • monster1972 oczywiscie nie wiem tego 27.08.05, 15:29
          czy maja, mieli odpowiednie uprawnienia....

          ale czlowieku

          tam golym okiem widac, ze przewody sa nisko...

          nawet gdybym pierwszy raz w zyciu tamdety plynal, wolalbym zlozyc maszt

          Tango jest dosc duza łodka, pływalem nia... w Wegorzewie obowiazkowo zlozenie
          masztu plus silnik

          i tyle

          niedzielni sa nie tylko kierowcy, zeglarze tez tacy bywaja

          bardzo przykro, ze cena za "niedzielnosc" byla az tak wielka

          • Gość: Michał Re: oczywiscie nie wiem tego IP: *.acn.waw.pl 27.08.05, 16:06
            To nie insynuuj ludziom takich rewelacji, jesli nie posiadasz na ten temat wiedzy.
            Ja nie wiem, czy golym okiem widac, czy przewody sa nisko, czy tez nie są. To
            nie ma zupelnie zadnego znaczenia. Sa przepisy zeglugowe na srodladowych drogach
            wodnych, ktore reguluja oznakowanie wskazania i nawet niedzielny zeglarz widzac
            ostrzezenie nie popelnilby zbiorowego samobojstwa. Obarczyc ich wina i nazwac
            debilami moglbys wtedy, gdyby byl znak wskazania linii napowietrznej, widoczny z
            wyjscia z Mamry Yacht Czarter i port w ktorym czarterowali jacht byl na drodze
            srodladowej. Z artykulu wynika, ze tak nie bylo. Czytaj dokladniej i nie obrazaj
            ludzi, ktorym stala sie tragedia, bo Tobie rowniez moze sie zdazyc sytuacja
            podbramkowa i bedziesz rownie biedny, czego Ci nie zycze oczywiscie.

          • Gość: Piotr Re: oczywiscie nie wiem tego IP: *.dyn.optonline.net 27.08.05, 23:12
            Słuchaj koleżko... Jeśli ktoś Cię uczył żeglarstwa, to poproś Go o zwrot
            pieniędzy... Bo nauczył Cię nie tego co trzeba... Ale w zasadzie logicznego
            myślenia trudno jest nauczyć... No dobra... Niech nie oddaje Tobie pieniędzy...
            Jeszcze byś sobie nimi krzywdę zrobił K....
      • Gość: vero Re: jak sie kupuje prawo jazdy to sie umiera IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 16:47
        jak tak można??? zginął człowiek. z niewiedzy. i zaniedbania urzędników. a nie
        z głupoty
      • Gość: Piotr Re: jak sie kupuje prawo jazdy to sie umiera IP: *.dyn.optonline.net 27.08.05, 23:07
        Oceniłeś, że ktoś sobie kupił patent... A tego właśnie nie zrobił... To był mój
        kursant... Nie dziwię się, że nigdy byś nie pomyślał, że można skręcić w
        prawo... Jak może pomyśleć ktoś, kto nie myśli... ? I nie gratuluj sobie...
        Darwin zajmował się ewolucją żywych organizmów... A Ty jesteś martwy! Życiowo i
        intelektualnie... I chory... Zdrowi ludzie nie wypisują takich bzdur jak Ty K.....
    • Gość: janek Ale nam dużą ilustrację daliście..... KPINA !!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 14:50
      Panowie z "Gazety" - jak macie dawać nam taki szajs, to lepiej w ogóle nic nie
      dawajcie.
    • Gość: johnny Nie dadzą ostrzeżenia bo przepisy nie pozwalają :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 15:04
      ... czy to jakaś kpina??? Dla kogo są te przepisy?
    • Gość: walec drogowy Dlaczego ich o to prosicie? IP: *.magma-net.pl 27.08.05, 15:50
      Po co prosic o to wlasciela linii energetycznych lub faceta z portu? Lepiej
      skierowac wniosek do prokuratora o nieumyslne spowodowanie smierci, postawic
      przed sadem wytoczyc uczciwy proces i powiesic na suchej galezi.
    • Gość: 3razy NIE!!! Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.05, 16:09
      a po co nam żeglarze, czy robią coś dobrego dla kraju?
      NIE!
      czy odbudowują stolicę?
      NIE!
      czy pływanie pod żaglami jest dochodowe i przynosi wymierne efekty w postaci
      wzrostu gospodarczego?
      NIE!
      Więc o co tyle szumu?
      • Gość: Lehoo Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: 62.69.198.* 27.08.05, 16:27
        A co gorsze marnotrawią cenne dewizy na zakup sprzętu
        • Gość: Ed Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.08.05, 16:57
          I wiatry wykorzystują :o))
      • Gość: Piotr 3 × tak! IP: *.dyn.optonline.net 27.08.05, 23:21
        Tylko żywi ludzie mogą coś zrobić dla Ciebie... W zasadzie nie mogą bo Ty już
        jestes martwy intelektualnie i życiowo... A to nie żeglarze robią cos dla kraju,
        odbudowują stolicę, ucza takich nieuków i ignorantów jak Ty K... To ludzie - nie
        żeglarze... A to co robia poza pracą, czy żeglują czy jeżdzą na nartach, czy
        zalewają się alkoholem - to nie jest Twoja sprawa K... Popatrz na siebie! No
        ok... Morze przesadziłem... Nie patrz na siebie bo się zrzygasz K....
        P.S. A żeglarstwo jest dochodowe... Bo to jest turystyka... Z żeglarstwa właśnie
        żyją ci biedni ludzie na mazurach... Ale to nie Twoja sprawa... Nie myśl o tym -
        niewprawionym szkodzi... K....
        • Gość: Carlozzz Re: 3 × tak! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 23:25
          Piotr... Nie widzisz w tym ironii, sarkazmu?? Ja mam wrażenie, że ten człowiek
          pływa i to sporo (choć mogę się mylić, w końcu jestem tylko ŻEGLARZEM
          JACHTOWYM)...
          • Gość: Piotr Re: 3 × tak! IP: *.dyn.optonline.net 31.08.05, 04:16
            Nie wiem jak masz na imię Carlozzz... Nie wiem też czy wiesz, ale nie jesteś
            żeglarzem jachtowym... Jesteś człowiekiem... I naprawdę jesteś... To dużo więcej
            niż "wydumany" żeglarz jachtowy...
            Dziękuję!
    • Gość: Michał Prutis wypadek z perspektywy uczestnika IP: *.cs.bialystok.pl / 217.17.33.* 27.08.05, 16:19
      oto mój list do redakcji,
      proszę przeczytać i od tej pory głupio wypadku nie komentować.



      "W życiu wyobrażałem sobie różne tragedie i to, jakbym na nie zareagował. Tej
      jednak w żaden sposób nie mógłbym się spodziewać.
      Zaczęło się tak jak zwykle zaczynają się niewinne przygody. W sobotę o 17.00
      przejęliśmy łódkę w porcie Mamry Jacht Czarter w Węgorzewie.
      Postanowiliśmy na wieczór nie wypływać, ale za to wstać wcześnie rano i płynąć
      jak najdalej na południe – w stronę Mikołajek. Było nas cztery osoby.
      Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, coś tam zagrała gitara. Wypiliśmy z Pawłem po trzy
      piwa. Poczęstował mnie też niewielką ilością jakiejś słodkiej nalewki (piszę o
      tym dla tych, którzy chcieliby upatrywać przyczyny wydarzeń w alkoholu). Jak to
      zazwyczaj jest na takich wyjazdach - atmosfera była miła, mimo to roztropnie
      położyliśmy się spać ok. 22.00. Wstaliśmy przed szóstą i po krótkiej toalecie
      już startowaliśmy. O godzinie 6.02 – pamiętam bo spojrzałem na zegarek - oddałem
      cumę dziobową. Paweł stał za sterem i oddał sobie rufową. Prosty manewr, powoli
      i profesjonalnie.
      Żadnego kręcenia się po porcie. Popłynęliśmy prosto przez główki portu i dalej
      prosto przez kanał z prędkością jakichś 2-3 węzłów, silnik pracował wolno, żeby
      nie budzić innych (to w końcu niedziela rano). Ok. 50 metrów za główkami portu
      silnik przygasł. Nie było pośpiechu, żadnych łódek przed nami poza jakimś
      wędkarzem w oddali, który najwidoczniej wracał z jeziora. Paweł pociągnął
      szarpak i pobawił się z cięgłem ssania. Ja stałem sobie na dziobie klarując
      dziobową. Poruszaliśmy się dość wolno. Widząc, że silnik nie chce Pawłowi
      odpalić zszedłem do kokpitu mówiąc mu, że się tym zajmę. Otworzyłem bakistę ze
      zbiornikiem, ścisnąłem gruszkę na przewodzie popatrzyłem na silnik, szarpnąłem,
      po czym dostrzegłem, że przewód paliwowy nie trzyma się dobrze silnika.
      Docisnąłem go i jeszcze raz chwyciłem szarpak. Wtedy usłyszałem krzyk dziewczyn.
      Obróciłem głowę i zobaczyłem Pawła, który jakby wstawał z ławeczki kokpitu
      (prawej) trzymając rękę na rumplu. Obracał się w lewo, a zza jego pleców
      zobaczyłem jakiś błysk – jakby iskrę. Runął (bo inaczej nie umiem tego określić)
      do wody. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Nie zorientowałem się, o co w tym
      chodzi. Żona Pawła znalazła się nagle z tyłu kokpitu i próbowała dosięgnąć go i
      przytrzymać przy łódce. Cały czas nie wiedząc co się dzieje, nachyliłem się nad
      silnikiem i też próbowałem go dosięgnąć z drugiej strony stójki rufowej. Ona
      widząc, że tak nie da rady mu pomóc, skoczyła do wody, zapewne po to by go
      utrzymać na powierzchni. Ja przeszedłem na jej miejsce (cały czas nie rozumiejąc
      co się stało) i nachyliłem się by go dosięgnąć, chwyciłem przy tym za stójkę
      relingu, by zyskać jakieś oparcie. Wtedy poczułem jak coś skręca moje ciało,
      wygina mi plecy i wpadam do wody. Wtedy dotarło do mnie, że poraził nas prąd.
      Życie przeleciało mi przed oczami, czułem, że to koniec. Prawdopodobnie nie było
      tam nawet głęboko, chyba odbiłem się nogą od dna i wypłynąłem na powierzchnię.
      Nie czułem rąk poniżej łokci. Ruchy miałem takie, jakie ma się we śnie, wtedy
      gdy się chce bardzo szybko biec, a nie można oderwać nogi od ziemi. Rozejrzałem
      się dookoła, zobaczyłem siostrę Pawła, która również znalazła się w wodzie, a
      obok mnie jego żonę, która walczyła o to by utrzymać go na powierzchni. Ruchy
      dziewczyn przypominały moje. Przez moją głowę przemknęła myśl o ciągłym napięciu
      w wodzie wokół łódki. Siostra Pawła była najbliżej brzegu, krzyknąłem (a może
      wybełkotałem) do niej coś w rodzaju „Płyń… płyń…”. Do brzegu mieliśmy jakieś 6
      metrów. Wspólnie z jego żoną próbowaliśmy go ciągnąć do brzegu. Nie wychodziło
      nam to najlepiej, wymykał nam się z rąk – był w końcu wysokim, dobrze zbudowanym
      facetem. Na brzegu pojawił się jakiś człowiek. Pomagał wyjść z wody siostrze, a
      ja – bełkocząc - krzyczałem do niego, żeby ją już zostawił, ona już da radę,
      krzyczałem, żeby ratował Pawła, bo my nie damy rady. Nie zastanawiałem się nad
      tym, że nikt o zdrowych zmysłach nie wszedłby w tym momencie do tej wody.
      Dotarliśmy do brzegu, nie wiem, ile to trwało, ale mogło być i ze 3-4 minuty od
      momentu porażenia. Nie daliśmy rady wyciągnąć go na brzeg bardziej niż do pasa.
      Obróciliśmy go na bok i próbowaliśmy wylać wodę z płuc. Siostra Pawła wołała o
      pomoc. Za ogrodzeniem kanału pojawiło się jakichś dwóch mężczyzn, jeden z nich
      miał telefon i dzwonił po pogotowie. Chcieliśmy Pawła reanimować, ale cały czas
      ”nie miałem” rąk. Jeden z mężczyzn zajął się masażem serca, a żona sztucznym
      oddychaniem. Pamiętam, że chodziłem w kółko i krzyczałem do tego pierwszego,
      który się pojawił (wyglądał na kogoś miejscowego) - „…Panie, skąd tu te druty?
      Przecież tu nigdy nie trzeba było kłaść masztu…”. Sprawdziłem co z siostrą Pawła
      – ją też poraziło i podobnie jak ja, nie miała czucia w rękach.
      Nieznajomy razem z żoną Pawła cały czas próbowali go przywrócić do życia, cały
      czas byliśmy przekonani, że za chwilę Paweł odkrztusi wodę i zaczerpnie oddech,
      że się ocknie i wszystko będzie normalnie. Pamiętam, że od momentu, w którym
      znalazłem się w wodzie, bardzo chciałem się obudzić, ale im dłużej to trwało tym
      wyraźniej widziałem, że z tego akurat obudzić się nie da, bo to nie sen. Po
      jakimś czasie pojawiło się pogotowie, panowie szli normalnym krokiem, nie
      śpieszyli się – ich prawo – ale wydawało się to strasznie nie na miejscu. Wtedy
      nie wiedzieliśmy jeszcze, że nie miało to aż tak wielkiego znaczenia. Paweł nie
      żył już prawdopodobnie w chwili, w której wpadł do wody. Reanimacja nie dała
      żadnego efektu. Pamiętam tylko żonę Pawła patrzącą na lekarza, który zakończył
      akcję ratunkową, krzyczącą: „To już koniec? Już nic nie będziecie robić?!”
      Któryś z nieznajomych zapytał, po co żeśmy tu płynęli. Powiedziałem, że
      płynęliśmy na Mamry. Jego odpowiedź dźwięczy mi w uszach jeszcze teraz…: „Na
      Mamry to trzeba było z portu skręcić w lewo, to nie ten kanał…”.

      Jest środa – czwarty dzień po wypadku. Pierwszego dnia nie wierzyłem w to, co
      się stało. Drugiego dnia ciągle nie wierzyłem i zadawałem sobie pytanie –
      dlaczego? Trzeciego dnia już trochę wierzyłem i wydawało mi się, że wszystko się
      stało przez nasza głupią pomyłkę. Dzisiaj natomiast czuję, że sporo racji mają
      jednak ci, którzy komentują to z zewnątrz. W sieci znalazłem jakiś komentarz o
      tym, że w tamtym miejscu to nie pierwszy taki wypadek, wielu też zadaje pytanie
      - dlaczego nie ma tam odpowiedniego oznakowania.

      Zapewne nie jestem obiektywny, wypadek ten dotknął mnie i osoby mi bliskie.
      Paweł nie żyje, za 4 godziny jest msza żałobna, jego żona uniknęła poparzeń
      tylko dlatego, że skoczyła do wody, by go ratować. Jego siostra ma poparzone
      dłonie i plecy. Ja sam mam poparzoną prawą nogę, lewą dłoń i palce prawej. W
      jakiś sposób pięć małych ranek na plecach siostry pasuje do układu palców mojej
      prawej dłoni. Musieliśmy w którymś momencie zamknąć obwód, pasują do tego małe
      dziurki wypalone w jej koszulce, która leży teraz w nieładzie wśród innych
      rzeczy, na które nie chce nam się patrzeć. Jak można się czuć psychicznie po
      takim wypadku? Prawdopodobnie każdy może sobie wyobrazić. Paweł miał 25 lat,
      szczęśliwe małżeństwo, dobrą pracę i śliczne plany na przyszłość. Zostawił żonę,
      rodziców, siostrę i wszystkich innych, którzy zapytani, nie przypomną sobie ani
      jednej złej rzeczy o nim. I nie dlatego, że o zmarłych źle mówić nie wolno.
      Właśnie dlatego to tak bardzo boli. Był naprawdę dobrym człowiekiem i zginał w
      tak bezsensowny sposób.

      Wszyscy zadają sobie pytanie, dlaczego tak się stało i kto jest za to
      odpowiedzialny. Odpowiadając na to pytanie nie chcę zrzucać z siebie całej
      odpowiedzialności. W moich oczach wygląda to tak:
      Na patent żeglarza jachtowego pracowaliśmy z Pawłem na tym samym obozie
      żeglarskim, okre
    • Gość: Michał Prutis wypadek z perspektywy uczestnika IP: *.cs.bialystok.pl / 217.17.33.* 27.08.05, 16:23
      ślanym przez znawców sztuki jako dobra szkoła żeglarstwa i życia. Ja na wodzie
      jestem raczej ostrożny, Paweł zaś ostrożny był wszędzie. Pływaliśmy wiele razy
      po całych Mazurach. Nie sądzę by ktokolwiek mógł ocenić naszą załogę jako
      nierozważną i „nieopływaną”. Warunki atmosferyczne tego feralnego dnia były
      znakomite, ciepło i słonecznie. Nastroje były wyśmienite – dla Pawła i jego żony
      był to początek urlopu po dość długim okresie ciągłej pracy. Koleżeńska
      atmosfera panująca na łódce i wzajemne zaufanie powodowało, że jak to zazwyczaj
      w takich sytuacjach bywa nie ustalaliśmy jedynowładcy kapitana. Obaj z Pawłem
      czuliśmy się współodpowiedzialni za to, co się na łódce dzieje.
      Żaden z nas nie miał wątpliwości, że wszystko odbywa się właściwie. Kanał
      Węgorzewski każdy z nas przemierzył, jak myślę, przynajmniej dziesięć razy.
      Jedyna nowa okoliczność to fakt, że po raz pierwszy wyruszaliśmy z przystani
      Mamry Jacht Czarter. Położona przy kanale jest - o ile dobrze pamiętam - dość
      niedawno zorganizowana. Teraz wiem, że po minięciu główek portu powinniśmy
      skręcić w lewo i popłynąć wzdłuż przystani. Dopłynęlibyśmy do właściwego kanału…
      Ale nie skręciliśmy…Nawet przez myśl mi nie przeszło, że możemy płynąć nie tam
      gdzie trzeba, Pawłowi pewnie też, bo przecież by się odezwał. Byłem w stu
      procentach przekonany, że nasza przystań dotyka bokiem kanału i płynąc w lewo
      dopłynęlibyśmy do głównego - znanego mi - portu Keja w Węgorzewie, a płynąc w
      prawo dopłyniemy do Jeziora Mamry. Widziałem dalej na naszym szlaku druty nad
      wodą, ale każdy wie, że nad Kanałem Węgorzewskim wiszą one na wysokości 14
      metrów nad wodą i masztu kłaść tam nie trzeba, Paweł zapewne myślał tak samo.
      Pora była wczesna i nie było innych jachtów, które płynąc z lewej strony – od
      właściwego kanału, mogłyby zwrócić naszą uwagę na właściwy szlak. Przy wyjściu z
      portu nie było żadnych oznaczeń wskazujących drogę do właściwego kanału. Nie
      przypominam sobie, bym widział jakiekolwiek znaki wskazujące na zakaz wpływania
      do kanału, w którym żeśmy się znaleźli. Nie widziałem również żadnej tablicy
      ostrzegającej o tym, że znajdujące się przed nami przewody wiszą na groźnej dla
      nas wysokości 10 metrów. Zastanawiam się teraz nad tym czy takie oznaczenia
      faktycznie się tam znajdują (tak przynajmniej podobno twierdzi odpowiedzialny za
      przebieg przewodów – właściwy zakład energetyczny). Wydaje się, że nasz wypadek
      wyraźnie potwierdza tezę, że takich oznaczeń tam nie ma, a jeżeli są - to są
      absolutnie niewystarczające.
      Każdy kto pływał po mazurskich kanałach wie, że takie tablice ostrzegające o
      przebiegu przewodów elektrycznych (wyblakłe od słońca jasnoniebieskie tło i
      białe napisy) wyglądają raczej jakby miały informować o jakimś nieciekawym
      zjawisku i w żadnej mierze w cywilizowanym świecie nie mogą być uznane za
      element ostrzegający przed tak śmiertelnym niebezpieczeństwem. Przewody nad
      innymi kanałami, przez które pływałem na trasie Giżycko – Mikołajki, nie są tak
      niebezpieczne ze względu na istnienie mostów, a czasem biegnących nad kanałami
      rur, które wymuszają położenie masztu.
      Dlaczego w miejscach takich jak to, gdzie tylko dzięki jakiemuś szczęściu nie
      zginęły na miejscu cztery osoby zamiast jednej, tablice nie mają kolorów
      czerwonych, czy pomarańczowych, które - kłując w oczy – przykułyby uwagę
      każdego? Jeżeli osobom odpowiedzialnym za oznakowanie szlaków żeglownych i
      kanałów wyłączonych z żeglugi wydaje się, że szlak (a raczej jego brak) jest w
      owym miejscu oznaczony prawidłowo, to dlaczego na wszelki wypadek nie pomyśleć o
      dodatkowym zabezpieczeniu w postaci liny napiętej bezpośrednio przed drutami,
      która zatrzymała by maszt prawdziwych pechowców, którzy owych „doskonale
      widocznych” znaków jednak nie zauważyli, albo w sytuacji gdy znaki owe (co się
      czasem ponoć zdarza) zostałyby ukradzione lub zdewastowane. Dziwię się też
      właścicielowi przystani, że nie pomyślał on o osobach słabiej niż on znających
      okolicę i nie postawił przy główkach portu, chociażby na pomoście, strzałki
      wskazującej, w którą stronę należy płynąć, by znaleźć się na kanale wiodącym na
      jezioro Mamry.
      Pomyliliśmy się i to tragicznie w skutkach, wydaje mi się jednak, że gdyby osoby
      decydujące o tym jak ma wyglądać poruszanie się po szlakach żeglownych i
      kanałach wykazały się odrobinę większą wyobraźnią, to konsekwencje naszego błędu
      skończyłyby się na własnym poczuciu wstydu, że wpłynęliśmy nie tam gdzie trzeba
      i wtedy zapewne czułbym się jak głupek. Jednakże z perspektywy już tylko
      czterech dni wiem, że wolałbym czuć się jak idiota niż - tak jak to czuję teraz
      – myśleć o sobie jak o doświadczonym (tragicznie) żeglarzu."
      • Gość: gacek Re: wypadek z perspektywy uczestnika IP: *.ds.pg.gda.pl 27.08.05, 21:25
        [']

        macie calkowita racje. 'my nie musimy' to nie jest odpowiedz.
      • Gość: Agnieszka Re: wypadek z perspektywy uczestnika IP: *.ld.euro-net.pl 01.09.05, 08:07
        Bardzo współczuję rodzinie i przyjaciołom Pawła.
        Ten wypadek poruszył mnie szczególnie, ponieważ mogłam znaleść się w podobnej
        sytuacji - od kilku lat spędzam część wakacji na Mazurach. Jak pokazuje ten i
        inne wypadki, części tragedii możnaby uniknąć ustawiając znaki ostrzegawcze czy
        dodatkowe zabezpieczenia. Przecież ludzie są tylko ludźmi a więc są omylni.
        Dodatkowo to Michał, uczestnik wypadku, był jednym z instruktorów na moim
        obozie żeglarskim. To m.in. dzięki Tobie pokochałam żeglarstwo, dziękuję.
        Trzymaj się.
        Agnieszka Dworakowska
    • Gość: sternik Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.olsztyn.mm.pl 27.08.05, 16:54
      Jest rzeczą fatalna ponieważ zginął człowiek. Bardzo proszę aby poniższych uwag
      nie traktować jako skierowanych do sternika i załogi fatalnej łódki. Moj
      komentarz dotyczy generaliów:
      Mazury zostały opanowane przez krzykliwych,chamskich dyletantów którzy nawet
      jeżeli posiadają uprawnienia żeglarskie to Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ NIE POSIADAJĄ
      stoaownych kwalifikacji.Łódki czarterują osoby nie majace najmniejszego pojęcia
      o żeglarstwie,prawie drogi na wodzie i zasadach zachowania się na wodzie.
      Niestety takich ludzi jest bardzo wiele.Ulubionym terenem ich działania jest
      Sztynort,Mikołajki,Wierzba.
      Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do prawidłowości tej oceny to niech sie ustawi
      koło śluzy w Guziance i poobserwuje zachowanie załóg,poczynania sterników i
      słownictwo używane niegdyś przez meneli a dzisiaj przez uprawiających sport
      dżentelmenów.
      Coraz częściej po Mazurach pływa po prostu hołota.
      I ubolewając nad tragicznym wypadkiem pozwolę sobie stwierdzić jedno: jeżeli
      ktoś nie wie w którą stronę płynąć na j.Mamry powinien poprzestać na uprawianiu
      żeglugi w domowej wannie.
      • Gość: Piotr Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.dyn.optonline.net 27.08.05, 23:30
        Taak... Twój komentarz dotyczy generaliów i nie jest skierowany do nikogo
        ("zbierzność nazwisk i postaci jest zupełnie przypadkowa") Więc generalnie mam
        do Ciebie trzy słowa: P.... się K.... I utopisz się właśnie w wannie a nie na
        jeziorach... Usatysfakcjonowany?
        I masz rację... Na mazurach coraz więcej chołoty... Może przenieś się na morze -
        ale wtedy będą zagrożone nie tylko polskie małe jachty ale również drobnicowce,
        tankowce i marynarka wojenna... Wiem! Lepiej przenieś się na pole buraczane -
        będziesz wśród swoich i nikomu nie będziesz zagrażał... Hahahahahahahahahaha K.....
        • Gość: sternik Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.olsztyn.mm.pl 28.08.05, 20:26
          Oczywiście jestem usatysfakcjonowany.Nawet bardzo.Ponieważ poziom chamstwa jest
          proporcjonalny do znajomości ortografii (zbieżność,hołota) utwierdzam się w
          przekonaniu,że miałem rację.
          Mam nadzieję,że chociaż umiejętności żeglarskie są nieco wyższe od znajomości
          ortografii.
          • Gość: Piotr Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.dyn.optonline.net 29.08.05, 03:30
            No to wspaniale... Utwierdzaj się dalej... Do ortografii i zasad poprawnego
            pisania należą też przecinki (tzw. inerpunkcja), "literówki"... Dalej chcesz się
            licytować? Co tak naprawdę chciałeś powiedzieć w swojej wypowiedzi? Że ta załoga
            to hołota, menele? A może podważasz Ich umiejętności...? Chcesz się do Nich
            porównywać? To jeszcze długo, długo musisz się uczyć... Zarzucasz mi chamstwo...
            Twoja sprawa... A czy nie chamstwem, prostactwem i k...stwem jest ocenianie
            umiejętności żeglarskich innych ludzi, którym akurat przydażyła się tragedia...
            Których nigdy nie widziałeś, a tym bardziej nie wiesz jak pływają i jakie mają
            doświadczenie... To jest zachowanie zwyczajnego, zakompleksionego K.... "Kim Ty
            właściwie k... jesteś? Pajacu..." W dalszym ciągu życzę Tobie abyś nie musiał
            topić się na mazurach... Wanna całkowicie Tobie wystarczy...
            Paweł, Michał i Aśka - to byli moi kursanci... Jeśli uważasz, że jestem złym
            instruktorem - Twoja sprawa... Ale jeśli mówisz negatywnie o Ich umiejętnościach
            żeglarskich, doświadczeniu - zasługujesz na zwykłe wpie.... Dziecku daje się
            klapsa, żeby się opamiętało... I zazwyczaj się opamiętuje... I ten klaps nigdy
            nie jest konsekwencją złości rodziców...
            Życzę Tobie abyś też zasmakował w życiu podobnych (do tej załogi) doświadczeń...
            Wtedy zapraszam do dalszej konwersacji... A teraz... Zresztą sam wiesz, gdzie
            jest Twoje miejsce... Cukrownia "Łapy" czeka!!!
            Pozdrawiam!
            Piotr
            • Gość: sternik Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: 213.25.179.* 29.08.05, 09:16
              przydarzyła a nie przydażyła.
              Jeżeli jesteś instruktorem to znaczy,że jesteś bardzo złym instruktorem.Gdybys
              był dobrym instruktorem to potrafiłbys:
              - czytać i rozumieć przesłania innych osób,
              - panować nad emocjami,
              - nigdy nie używac słów jakich uzywasz
              - nie demonstrować chamstwa.
              Nie stawiałem żadnych zarzutów załodze ani prowadzącemu jacht - opróćz
              jednego:niewiedzy co do kierunku płynięcia.A ten brak wiedzy dyskwalifikuje.
              Ubolewam nad niskim poziomem wyszkolenia i wiedzy żeglarzy a jest to zjawisko
              coraz bardziej powszechne i niestety udokumentowane.
              Jednym ze zjawisk wpływających na wzrost ilości wypadków na wodzie jest opróćz
              braku kwalifikacji chamstwo i agresja wielu zeglarzy co tak znakomicie
              potwierdzasz swoją osoba.
              Może zamiast szkoleniem zajmiesz się leczeniem własnych kompleksów?
              • Gość: ToKu Jaki to dyskwalifikujący błąd? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.05, 11:25
                To, że w złą stronę skręcili? Chyba żartujesz. Czy jeżeli Sebastian Loeb pomyli
                skręty i zamiast na wylotówkę do Zurichu skręci do Bazylei, to znaczy, że nie
                potrafi jeździć, bo taki błąd dyskwalifikuje kierowcę?

                Być może Ci ludzie byli w Węgorzewie pierwszy raz, z portu nie widać jeziora, a
                skoro jacht dopiero wyczarterowali, to nie mogli wiedzieć jak dopłynęli do
                portu, a więc także jak zeń wypłynąć. Może zapytali się kogoś i ten ktoś się
                pomylił (wielu ludzi myli lewo - prawo)?

                Jak pierwszy raz wpływałem do Węgorzewa, to też miałem zagwozdkę - w którą do portu?

                Prawda jest taka, że jakby na drodze byłą nieoznaczona, wielka dziura, w tą
                dziurę wpadł maluch i zginęła jedna osoba, to ktoś powinien za to odpowiedzieć.
                Nie byłby to kierowca malucha, lecz ten z czyjej winy dziura była nieoznakowana,
                badź też brakowało znaku zakaz wjazdu na początku drogi.

                Dziurę też na oko widać, tak samo, jak to, że druty są nisko. Nie znaczy to, że
                oznaczenia dziury mozna zaniedbać.
              • Gość: Carlozzz Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 23:36
                Piotra popieram tylko w jednym (w tym wątku). Sterniku. Na sam koniec swojej
                pierwszej wypowiedzi "ukierunkowałeś" ją na feralną załogę...

                Co do reszty wypowiedzi... Port jest położony POZA szlakiem żeglownym, co
                oznacza, że o pomyłkę nie trudno. Nie każdy ma kompas w głowie i to go wcale
                nie dyskwalifikuje jako żeglarza. Swoją drogą gratuluję Twojego kompasu
                (zapewne masz taki w głowie i z Nowego Jorku też wiesz w którą stronę na
                Mamry)... Powtarzam. Przy tym położeniu portu nie trudno o pomyłkę. Te bardziej
                popularne przystanie są na końcu kanału, a nie przy Węgorapie...
                • Gość: Piotr Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.dyn.optonline.net 31.08.05, 04:11
                  Dziękuję!
    • Gość: Gość DO SĄDU ZAKŁAD ENERGETYCZNY! IP: *.hsd1.il.comcast.net 27.08.05, 17:08
      Napewno po tym jak wypłacą słone odszkodowanie rodzinie zmarłego to zaraz znaki
      sie pojawia a może i druty będą podwyższone. Polacy - jak amerykanizacja to na
      całego.
      • Gość: Kamil Każdy sie może pomylić!!! IP: *.ols.vectranet.pl 27.08.05, 17:55
        Nie wińmy ludzi że pomylili drogę, każdemu się moze przytrafić. Kiedyś młodzi muszą nabrać doświadczenia i stać się doświadczonymi żeglarzami, przez brak znaków ostrzegawczych i (lub) lin nie będa mieli już szansy. Nie zwalajmy całej winy na nich, oni zwyczjnie pomylili drogę.
    • Gość: xp Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.swan.ac.uk 27.08.05, 17:53
      Niektore wypowiedzi sa takie, jakby
      ich autorzy nie widzieli nic wiecej
      na swiecie poza Mazurami.
      Przeciez jadac zeglowac gdzies indziej
      na swiecie musieliby sie opierac na
      znakach.
      Po prostu przed drutami MUSI byc znak,
      winien jest przede wszystkim ten kto go tam nie
      umiescil lub nie umiescil znaku zamkniecia szlaku.
      (mowienie o tzw. 'stonce', etc. jest zwykla
      skandaliczna wymowka)
      Zawsze sie plynie gdzies po raz pierwszy.

      instruktor PZZ (obecnie nieaktywny)
      • rfx Re: Ostrzeżcie żeglarzy! 27.08.05, 18:52
        1. To co napisał Michał powinno zamknąć dyskusję. Jest jasne, że nie popełnili
        błędu - nieszczęśliwy zbieg okoliczności i olewactwo ludzi, którzy mogli
        oznaczyc linię wysokiego napięcia. Przykro mi że po takiej tragedii muszą tu
        jeszcze wysłuchiwać bzdur nadętych autorytetów.
        2. Nie pierwszy to wypadek na Mazurach. I pewnie nie ostatni. Skąd wiecie które
        linie są na bezpiecznej wyskości,a które nie? Najczęsciej od znajomych - mało
        kto podchodzi pod brzeg by zobaczyć jaka liczba jest pod znakiem ostrzegawczym.
        Na Mazurach zmieniło sie prawie wszystko - a tak jak przed 30 laty trzeba
        uważać na kamienie, rafy i kable nad głową.
        3. Przechodząc pod taką linia nigdy nie ocenisz, czy masz pół czy pięć metrów
        zapasu, tego normalnie nie widać.
        4. Na kursach nie uczą nawet cumowania z kotwicą czy holowania jachtu - więc
        tym bardziej żaden świeżo upieczony zeglarz jadąc na żagle nie spodziewa się
        niebezpieczeństwa nad głową.
        5. Gadanie że w każdym kanale trzeba kłaść maszt to kpina z rozsądku. Kto
        wchodził do Sztynortu czy do Wegorzewa ten wie o co chodzi. A kto zna Mazury
        tylko z "morskich opowieści" - niech lepiej milczy.


        Współczują waszej trójce, że musicie z tym żyć. Zrobiliście wszystko co się
        dało, by Paweł żył.Trzymajcie się.
        • Gość: Piotr Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.dyn.optonline.net 27.08.05, 23:34
          Dziękuję!
          • Gość: żeglarz Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.man.olsztyn.pl 28.08.05, 00:33
            Muszę przyznać, że zdziwłem się gdyzobaczyem ten artykuł w GW na cala stronę
            (chyba w ostatnich latach takiegonie było), ale sprawa rzeczywiście zasluguje
            na taką uwagę.
            Myślałemw pierwzej chwili ze tekst jest mocno naciagany i przedramtyzowany w
            opisie, ale gdy zoabcyzłemlist Michała stiwredziłem, że tym razem dziennikarze
            nie szukali taniej sensacji,a jego opis tego jak to było naparwe jest jeszcze
            bardziejwstrzasający.
            Puenta... Nikt nic nie może, nikt nie jest winny - norma. Mam nadzieję że kogos
            po tym atykule ruszy sumienie.
        • Gość: siostra Pawła Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.cs.bialystok.pl / 217.17.33.* 28.08.05, 11:26
          Dziękujemy.
    • Gość: walec drogowy Przyczyna wypadku IP: *.magma-net.pl 28.08.05, 09:59
      Przyczyna wypadku zostala opisana juz na poczatku naszej ery przez Plutarcha:
      Navigare necesse est, vivere non est necesse. Wszystkie katastrofy na morzach i
      innych wodach swoje zrodlo mialy w zlej nawigacji i blednym przeswiadczeniu o
      swojej pozycji. Mlodzi koledzy nie doceniaja zaslug stalinizmu w rozwoju
      cywilizacji. "Jesli jestes czegos pewnien - to sprawdz, jesli sprawdziles -
      zrob to jeszcze raz, dwa razy sprawdziles i wszystko sie zgadza to zaloz
      kartoteke i zacznij sprawdzac od nowa."
    • Gość: siostra Pawła MÓJ BRAT NIE ŻYJE IP: *.cs.bialystok.pl / 217.17.33.* 28.08.05, 12:53
      Ludzie, staram się Was wszystkich zrozumieć. Czytam różne komentarze: z jednymi
      się zgadzam, inne wywołują złość, irytację, inne są mi obojętne. Taki moje
      zwykłe, ludzkie odczucia. Ale rozumiem Was, bo ilu ludzi - tyle odmiennych
      opinii. Wydarzenie komentują osoby, które Pawła znały mniej lub bardziej i
      zupełnie obce - anonimowi obserwatorzy. Wielu z Was też pewnie życie w różny
      sposób doświadczyło, pewnie przeżyliście różne przykre zdarzenia, może nawet
      podobne tragedie. Takie jest życie. Jesteśmy na tu, na ziemi, by doświadczać
      rzeczy złych i dobrych. Ja byłam świadkiem śmierci mojego brata, byłam najbliżej
      i sama też otarłam się o śmierć - my wszyscy zresztą. Widziałam jak razi go
      prąd, jak nie może puścić rumpla, jak wpada do wody. Ratowaliśmy go, ale było
      już za późno - najprawdopodobniej zginął na miejscu. Bezskuteczna reanimacja. I
      koniec. Ciągle w głowie mam obraz twarzy Pawła, jak leży tam na brzegu i
      sinieje. Ale w tym ciele już go nie było. To było tylko ciało.
      Paweł (i wiedzą to wszyscy, którzy go znali), był wspaniałym, dobrym i mądrym
      człowiekiem. Nie piszę tego dlatego, że tak wypada, z szacunku dla zmarłego, dla
      własnego brata, bo i po co. Taki po prostu był. I zawsze był żeglarzem. Kochał
      żeglarstwo. Patent miał od lat prawie dziesięciu. Tak, jak pisałam w którymś
      komentarzu, na uprawnienia żeglarza ciężko zapracował na bardzo dobrym obozie
      żeglarskim. Potem, po roku mi pomagał przygotować się do zdawania na patent -
      tak jeszcze zanim poszłam na kurs. Był odpowiedzialny, bardzo spokojny i ludzie
      mu ufali. Wielokrotnie był kapitanem na rejsach mazurskich, razem pływaliśmy.
      Zostały wspomnienia - piękne i dobre. Został jego pokój, w którym wszędzie
      łódki, szekle, knaga, liny, modele żaglowców i obrazy łódek na fali, które mu
      malowałam lub dostawał od przyjaciół.
      On już jest szczęśliwy, ból pozostał dla nas: dla rodziny, przyjaciół,
      znajomych. Ale trzeba żyć dalej.
      Niby normalne - teraz wszystko nabrało dla mnie większego znaczenia: miłość,
      przyjaźń i docenianie każdej chwili. To zwykła rzecz po tragicznym
      doświadczeniu. Zwykła i niezwykła.
      Teraz, gdy słyszę: "Jesteś młody(a), jeszcze życie przed tobą", robi mi się
      dziwnie, nieswojo. O wypadkach, o śmierci słyszymy na co dzień - ludzie
      przychodzą i odchodzą - porządek świata. Dopiero, gdy dotyczy to nas
      bezpośrednio, wtedy tak bardzo boli.
      Jestem z moim bratem cały czas, będę stać po jego stronie, bo wiem, jakim był
      człowiekiem i żeglarzem, jak było naprawdę tego feralnego ranka. Jeszcze raz
      powiem otwarcie: pomyliliśmy się, ALE...
      • Gość: vero-anonimowa Re: MÓJ BRAT NIE ŻYJE IP: *.chello.pl 28.08.05, 16:50
        tak, jestem jednym z tych anonimowych obserwatorów...
        powiem szczerze, że nawet nie wyobrażam sobie jak się czujecie... bardzo
        współczuję waszej trójce i wszystkim waszym bliskim. gdy przeczytałam artykuł i
        relację Michała z wypadku to w moich oczach pojawiły się łzy.
        najgorsze jest to, że ta tragedia nie była wynikiem głupoty, zaniedbania czy
        braku doświadczenia.. nie pozwólcie dać sobie wmówić, że to wasza wina!
        trzymajcie się!

        • Gość: wardog1 Re: MÓJ BRAT NIE ŻYJE IP: *.versanet.de 28.08.05, 22:34
          A czyja?????
          • Gość: Piotr Re: MÓJ BRAT NIE ŻYJE IP: *.dyn.optonline.net 29.08.05, 03:35
            Nie pluj sobie w brodę... To też nie Twoja wina... Twoją jedyną winą jest to, że
            zadajesz głupie pytania... K....
          • Gość: vero Re: MÓJ BRAT NIE ŻYJE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 10:26
            a nie uważasz, że przyczyną tej tragedii był brak znaku???

            bardzo wstrząsnęło mną to wydarzenie. przede wszystkim dlatego, że w sytuacji
            tej pechowej załogi mógł się znaleźć niemal każdy żeglarz (no oczywiście oprócz
            tych "wszystkowiedzących" z tego forum...)
        • Gość: Piotr Re: MÓJ BRAT NIE ŻYJE IP: *.dyn.optonline.net 29.08.05, 03:33
          Dziękuję!
    • Gość: Piotr Co chcecie powiedzieć? IP: *.dyn.optonline.net 29.08.05, 04:01
      Witam...
      Widzę, że większość postów ma na celu wykazanie, jakimi to k... jesteście
      wspaniałymi żeglarzami, jak się k... na tym znacie, i jak to dużo jest gorszych
      od Was i mniej doświadczonych żeglarzy... Ugryźcie się proszę w język (lub gdzie
      sobie tylko chcecie), i nie oceniajcie ludzi, których umiejętności i
      doświadczenia nie znacie... Ciekawe, jak Wy poradzilibyście sobie psychicznie w
      podobnej sytuacji?...
      A jeśli chcecie coś powiedzieć na forum, to nie mówcie tylko tego co (niby)
      wiecie... Wiedzcie raczej to, co mówicie!
      Pozdrawiam!
      Piotr
      • Gość: sternik Re: Co chcecie powiedzieć? IP: 213.25.179.* 29.08.05, 09:18
        Widzimy jak ty sobie radzisz.Kiepsko.
        • zbyszek07 Re: Co chcecie powiedzieć? 29.08.05, 09:36
          Wspolczuje...
          Tragiczna pomylka moze sie zdazyc wszystkim i kazdemu.
          Przykra jest reakcja wielu przedmowcow...
          odszedl czlowiek,
          kolega zeglarz...
          Trzeba zrobic wszystko by przez niefrasobliwosc opiekunow jezior nie odszedl
          nastepny.

          Wspolczuje.

          Zbyszek W
          • Gość: vero Re: Co chcecie powiedzieć? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 10:22
            i wreszcie ktoś powiedział coś odpowiedniego do sytuacji
    • Gość: ikis Mogło mnie spotkać to samo.Bardzo Im współczuję.. IP: *.kir.pl 29.08.05, 15:21
      ..tym bardziej że w lipcu sam byłem w podobnej sytuacji; tzn zaczynałem rejs z
      portu Mamry Jacht Czarter. Wielokrotnie cumowałem w Węgorzewie ale z tego portu
      wypływałem po raz pierwszy. Pływaliśmy w dwie łajby i kumpel wypłynął pierwszy
      (ja zawsze trochę się guzdram ;-))... i też chciał skręcić w prawo... Dopiero
      jak mu krzyknełem ze trzeba skręcić w lewo to skierował się we właściwym
      kierunku. A gdybym nie zwracał uwagi na jego manewry to co? Pewnie mógłby
      spotkać go podobny los... Tam przy wyjściu z portu nie ma żadnych oznaczeń!!!
      Ja akurat dobrze sie orientowałem w terenie i dzięki Bogu bo pomogłem nie tylko
      sobie. Co to za pomysł aby szlak żeglowny kończył sie 40 m przed portem? A
      dalej mimo że jest w rzeczywistości ruchliwa droga żeglowna nie było już
      żadnych oznaczeń? Jak powstała nowa przystań to wypadałoby chyba zmienić
      oznaczenia, prawda? Ktoś tego zaniedbał...
      Jak po dwóch tygodniach wracaliśmy do portu Mamry Jacht Czarter to ta tablica z
      końcem szlaku żeglownego wprawiła mnie w niemałe zdumienie!!! No bo niby jak
      dopłynąć do portu skoro oficjalnie szlak już tam się kończy jeszcze przed
      wejściem do przystani? Gdzie rozum i co to za reklama dla portu? Przecierałem
      oczy ze zdumienia i nie przypuszczałem nawet że te fatalne oznakowanie (a w
      zasadzie jego brak w odpowiednim miejscu)już wkrótce doprowadzi do tragedii.
      P.S. wyrazy współczucia dla uratowanych członków załogi: Trzymajcie się
      dzielnie!
      • Gość: Michał Prutis Re: Mogło mnie spotkać to samo.Bardzo Im współczu IP: *.cs.bialystok.pl / 217.17.33.* 29.08.05, 16:20
        Dzięki.

        długo czekałem na taką wypowiedź jak ta...

        bo przecież tak łatwo o anonimową krytykę.
        • ktos2104 Re: Mogło mnie spotkać to samo.Bardzo Im współczu 29.08.05, 23:06
          Za ustawienie znaków na szlaku odpowiada Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w
          Giżycku.

          - Znak ostrzegający o kablach stoi tam, gdzie kończą się wody żeglowne. Nie
          można go przestawić nawet kilkadziesiąt metrów dalej, bo znaki mogą być tylko
          na szlaku. Reguluje to ustawa o żegludze śródlądowej. To żeglarze powinni
          bardziej uważać - mówi Stanisław Piwkowski, kierownik tamtejszego Inspektoratu.

          - Doszło do tragedii. By zapobiec kolejnym, warto dogadać się po ludzku i
          postawić ostrzeżenie - nalegam.

          - Ja nie mogę. Może prokuratura? - odpowiada.

          Bardzo poruszyła mnie ta tragedia. A powyższy cytowany fragment tekstu..jest
          dla mnie kompletnie niezrozumiały. Tym bardziej..że zginął człowiek..
          Współczuję Rodzinie.
          • Gość: Ed Re: Nie jednego spotkać to samo!!! IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.09.05, 23:33
            Nie znając akwewnu, każdego z nas mogło by spotkać to samo.

            Mam parę pytań:
            Po pierwsze - czy może jakiś powstawać port poza szlakiem żeglownym?
            Po drugie - na jakiej podstawie prawnej władze miejscowe wydały pozwolenie na
            taką lokalizację inwestycji?
            Po trzecie - jakie spoczywały na inwestorze obowiązki "prawnie nakazane" przed
            oddaniem inwestycji do użytku?

            Na budowę byle jakiej chaty wymagane jest rozwiązanie problemów gospodarki
            przestrzenno-środowiskowej łącznie z potwierdzonymi uzgodnieniami inwestycyjnymi
            z włodarzami istniejącej na danym terenie infrastruktury. Czy takie uzgodnienia
            z energetyką zostały dokonane i na jakich warunkach?

            Uważam, że wszyscy zainteresowani bezpieczeństwem szlaków żeglownych powinni być
            zainteresowani udzieleniem jednoznacznej odpowiedzi na te pytania. Jeżeli jedna
            ta sprawa będzie prowadzona pod nadzorem olsztyńskiej Prokuratury, mam wątłe
            nadzieje na postępowanie wyjaśniające zgodne z intencjami prawa a nie teorią
            czyichś interesów :(
    • Gość: krOOszyna Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.chello.pl 29.08.05, 23:44
      Rzadko bywam w Węgorzewie więc sprawy nie znam może z autopsji ale żegluje po
      innych akwenach mazurskich i wiem że bardzo często zdarza się że są one źle
      oznaczone. Wiem też że "chcieć to móc". Jezioro Niegocin po którym czasem udaje
      mi się pływać również było słabo oznaczone ale w tym roku wszystko się
      zmieniło. może na ten przypadek też trzeba czasu. Tylko pytanie ile jeszcze
      ludzi musi zginąć.
    • Gość: żeglarz Oby Paweł był ostatni IP: *.orasoft.net.pl 29.08.05, 23:46
      Mam nadzieję, że te wszystkie p...^#*&%%$*%$ urzędasy jak również luzak pan
      właściciel mariny ruszą swoje dupy i zrobią coś, co zapobiegnie podobnym
      tragediom w przyszłości. Mam nadzieję, że ofiara Pawła nie pójdzie na marne, i
      że nikt więcej już tam nie zginie.
      Michał i dziewczyny - dużo siły wam życzę, i nie rezygnujcie z żeglarstwa. Mimo,
      że będzie to rodziło bolesne wspomnienia, myślę, że Paweł chciałby, abyście
      dalej pływali i byli szczęśliwi, a on i tak będzie z wami. Pozdrawiam i
      trzymajcie się dzielnie.
      Piotrek
      • Gość: Piotr Re: Oby Paweł był ostatni IP: *.dyn.optonline.net 31.08.05, 04:20
        Dziękuję! I może mi wybaczysz emocje... I ortografy
        Życzę Tobie ŚZCZĘŚCIA! Niczego więcej nie potrzebujesz!
        Pozdrawiam!
        Piotr
    • Gość: Marek Zaremba Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.csk.pl 30.08.05, 00:17
      Witam Wszystkich !
      Od kilku już dni które minęły od tej tragedii przyglądam się temu forum.
      Uważam, że jako doświadczony żeglarz z prawie dwudziestoletnim stażem,
      instruktor żeglarstwa z ponad dziesięcioletnim stażem i przyjaciel Michała mogę
      się wypowiedzieć.
      Na miejscu tego zdarzenia znalałem się już kilka godzin po tragedii i miałem
      okazję porozmawiać z uczestnikami zdarzenia, policjantami, administracją portu
      i postronnymi żeglarzami. Opinie były różne, podobnie jak powyżej i bardzo
      dobrze. Jednakże - my żeglarze - bo wiem, że wypowiem się w imieniu wielu
      ludzi, którzy na tym forum wystąpili,nie możemy pozwolić sobie ażeby dyskusję
      sprowadzić do poziomu rynsztoka.
      Oto kilka moich spostrzeżeń.

      Po pierwsze nie dajmy się wciągnąć w płonne wyzywanki i bezmyślne przerzucanie
      się obelgami. Jak wszyscy wiemy na każdym forum jest zawsze grupa
      sfrustrowanych użytkowników, którym chodzi tylko i wyłącznie o bezmyślne
      klepanie w klawiaturę.

      Po drugie, jeżeli ktoś występuje pod pseudonimem z krytyką nieszczęsnych
      żeglarzy i mieni siebie jako znawcę jezior mazurskich to znaczy, że
      najprawdopodobniej ma kilkanaście lat na karku, nowiuteńki patent i zaliczone
      trzy rejsy na trasie MIkołajki - Węgorzewo. Podobnie jak i Ci którzy twierdzą,
      że nie można pomylić się w tym miejscu. Im z kolei polecam dogłębne lektury
      Żagli i opisy starorzecza Węgorapy, okolic wyspy węgorzewskiej i kanału
      mazurskiego. Może kiedyś popłyniecie tam pooglądać ładne widoczki. Polecam.
      Wypadki zdarzają się tym co pływają, a nie tym co stoją (lub leżą) na cumach w
      Sztynorcie lub pod knajpą w Mikołajkach.

      Po trzecie, trochę cywilnej odwagi. Krytykujcie, piszcie posty, stawiajcie
      pytania ale pod swoimi (przynajmniej) imionami, chyba że się ich wstydzicie.

      Po czwarte, jeżeli ktoś wymyśla nieszczęśnikom od pijaków, idiotów, ślepców i
      innych to mu współczuję, bo to oznacza jedynie, że Bóg już mu rozmum odebrał. A
      następny tego typu lub podobny wypadek zdarzy się najprawdopodobniej właśnie
      jemu. Czego nie życzę.

      Po piąte apeluję do wszystkich o to, ażeby uczcić pamięć nieszczęśliwie
      zmarłego kolegi i skończyć z postami, które nic nie wnoszą do dyskusji o
      wypadku, a jedynie świadczą o braku kultury i chamstwie ich autorów. W myśl
      zasady - Jak się nie ma nic do powiedzenia, to nie zabiera się głosu.

      Po szóste nie przeklinajcie wszystkich instruktorów żeglarstwa i nie wyzywajcie
      nas od nieuków, bo to właśnie najprawdopodobniej też ja i moi koledzy
      szkoliliśmy Was i to my uznaliśmy, że należy Wam się na egzaminie patent -
      także w efekcie prezentujecie tylko pewien ułamek naszej wiedzy. ;-))

      Ad rem, po dokładnym obejrzeniu miejsca w terenie, osobiście jestem przekonany
      o tragicznej pomyłce załogi, jednakże wina nie leży tylko i wyłącznie po ich
      stronie. Ogromną rolę w tej pomyłce odegrał brak właściwego oznakowania szlaku
      i właściwych oznaczeń linii energetycznej. Wypływając z główek portu nie
      widzimy znaków. Są one oddalone od nas o około 30 m i ustawione do jachtu
      tyłem. O 6,50 nie ma innych jachtów na wodzie, które mogłyby sugerować właściwy
      kierunek ruchu. A port jest położony poza szlakiem żeglugowym, tak więc poza
      jakąkolwiek (teoretycznie) strefą ruchu. Co na to administrator portu, czemu
      nie postawił żadnej tablicy??? Biorąc pod uwagę powyższe i fakt, że wychodzili
      oni z tego portu po raz pierwszy, uważam za możliwe popełnienie błędu i skręt w
      niewłaściwą stronę. Ponadto oponentom przypomę, że był to juz trzeci wypadek w
      tym miejscu, a drugi w tym sezonie.

      Chciałbym rodzinie i uczestnikom wypadku przekazać wyrazy współczucia !!!
      Pozdrawim wszystkich moich znajomych użytkowników forum i zapraszam do dyskusji.
      Marek Zaremba
      • Gość: Piotr (Tadzik) Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: *.dyn.optonline.net 31.08.05, 04:31
        Marek! Dziękuję! To chyba jedyna rzeczowa wypowiedź na forum... Ciebie nie
        poniosły newy (tak jak mnie poniosły)...
        Pozdrawiam!
        Tadzik

        P.S. Weź od Michała nr gg do mnie...
        • Gość: MZ Re: Ostrzeżcie żeglarzy! IP: 212.33.74.* 31.08.05, 12:12
          Witam Tadziu!
          niestety nie ma gg ala za to możesz pisac do mnie na zarembus@o2.pl
Inne wątki na temat:
Pełna wersja