Dodaj do ulubionych

Stajenki z marcepana

07.12.05, 19:21
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=28299478
Stajenki z marcepana
Tradycja robienia szopek w Olsztynie sięga aż XVI wieku. Początkowo szopkę na
Gody, bo tak nazywali na Warmii święta Bożego Narodzenia stawiali w kościele
św. Jakuba rzemiślnicy zrzeszeni w czechach. Szopka co roku była zatem
orginalna. W okresie międzywojennym szopki pojawiały sie też w witrynach
sklepowych i na targowiskach jako towar handlowy. Przy Starym Ratuszu
organizowane były specjalne świąteczne jarmarki.
Szopki dekorujące przeważnie wystawy były sprodukowane i sprowadzane z
Niemiec.
W sklepach kolonialnych, piekarskich oraz cukierniczych dominowały wyroby z
kompozycji ciast, marcepana, karmelu, suszonych owoców oraz czekolady. Dzieci
uwielbiały ten okres przedświąteczny, chętnie się gromadziły i brały udział w
różnych odbywających się loteriach prowadzonych przez sklepikarzy. Jak jest
dziś wszyscy wiemy :)

Gość: tralala 06.12.05, 20:47 + odpowiedz

Pyszne te szopki z marcepana! Czekałam i czekałam na świąteczną atmosferę,
żeby w końcu napisać o jutrzni mazurskiej na Gody. Chyba już można? Dziś
wprowadzenie: 'Chyba najpiękniejszą mazurską tradycją była jutrznia. Jej
przebieg opisał już Max Toeppen w 1866 roku i w takiej postaci jutrznia na
Mazurach cieszyła się ogromną popularnością. W kościołach, a tam, gdzie w
rozległych parafiach nie było kościołów, głównie w wiejskich szkołach, w
dzień Bożego Narodzenia odbywały się jasełka z żywym udziałem miejscowej
dziatwy szkolnej. Karol Małłek zabiegał o utrzymanie starych tradycji
mazurskich. Coraz bardziej zapominaną na niemieckich Mazurach tradycję
jutrzni w latach trzydziestych udało się ponownie na krótko ożywić w
okolicach Działdowa.'
(Mazurzy - tradycja i codzienność).
Jutro - fragmenty jutrzni napisanej przez Karola Małłka. Podobno jutrznię też
spisał Michał Kajka, ale tego tekstu nie mam. A czy teraz gdzieś na Mazurach,
a może na Warmii odbywają się jutrznie?

Gość: tralala 06.12.05, 21:14 + odpowiedz


No właśnie niekoniecznie! Choć to tylko moje przypuszczenia. Kilka lat temu
wróciłam z pasterki, trafiłam na jakiś dobry film, posiedziałam do późnej
nocy, a właściwie wczesnego poranka, i kiedy już szłam spać, wyjrzałam przez
okno - i ku swemu niepomiernemu zdziwieniu zobaczyłam rodzinę z dziećmi,
wszyscy nieśli zapalone lampiony i szli w stronę Starego Miasta. Do tej pory
zastanawiam się, czy to znaczy, że być może w kościele ewangelickim jednak
jest jutrznia, nie pasterka. I może ożywają te stare mazurskie teksty? Może w
końcu w tym roku to wybadam i wypytam moją koleżankę, ewangeliczkę?

rita100 06.12.05, 21:29 + odpowiedz

Wiesz Tralala, to jest dla mnie najcięższy temat, bo tu się przeplata wiara
katolicka z ewangielicką i robi mi zamieszanie. Czyli Jutrznia jest po
Wigilii ?
I jest ona tylko uznawana przez ewangielików.
Dlatego też możesz spotakć ludzi o świcie z lampionami w Olsztynie, ale w
Krakowie takich nie spotkasz.

Gość: tralala 06.12.05, 21:39 + odpowiedz

Wolę nie twierdzić, że katolicy na pewno i od zawsze na pasterkę szli o
północy, a ewangelicy wyruszali wczesnym rankiem na jutrznię. Nie wiem, czy
nie zdarzało się tak, że jednak bezpieczniej było iść na mszę nad ranem, a
nie w środku nocy, zwłaszca jeśli ludzie mieszkali w odległych wsiach i
musieli iść w nocy przez las. Takie lampiony może odstraszały wilki? Jak jest
teraz w kościele ewangelickim w Olsztynie, spróbuję podpytać. A od jutra
zapraszam na Małłkową jutrznię.
Ech, jutro wstaję raniutko, jak nie przymierzając na jutrznię, więc się już
pożegnam i dobrej nocy życzę. Deszczyk cały czas siąpi, pogoda usypia jak
nic.

rita100 06.12.05, 21:51 + odpowiedz

dobranoc, ale mamy tu wielokulturowość i o pomyłke nie trudno :)
Popatrz, też coś mam :)

"Z kamnienia na kamnień skowronecek skace,
tak i moje serce, tak i moje serce, zawse we mne płacze.
Ojczulek z mateczką pod ziemną sie skryli,
a mne sieroteckę, a mne sieroteckę, na świecie zostawili".

Tak spiewała Dina Małłek - teraz rozumie tą pieśń, to pieśń 'Jutrzni'
Ale zostawmy to na jutro, bo ciekawy temacik





Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Stajenki z marcepana 07.12.05, 19:28
      Adwent
      Tralala, wdrożyłam sie w temat - przeczytaj wspaniałe fragmenty pewnego
      wykładu. To co napisałaś wcześniej i wspomnieliśmy o adwencie. Tu mamy więcej
      napisane i przytaczam :
      "Obecnie dawne zwyczaje i obrzędy występują w szczątkowej formie bądź w ogóle
      zanikły. Najlepszymi informatorami są ludzie starsi, nie można jednak pominąć
      starych kalendarzy mazurskich, jako źródła informacji. Od kilku lat obserwuje
      się wzrost zainteresowania tradycją i kulturą ludową a także historią
      najbliższego terenu.
      Święta Bożego Narodzenia należą do najbogatszych w tradycje ludowe świąt roku
      obrzędowego. W tradycji ludowej trwają one od Wigilii Bożego Narodzenia do
      Trzech Króli. Na terenie całym Mazur i Warmii nazywane były godami lub godnimi
      świętami. Jeszcze w okresie adwentu gdzieniegdzie na Mazurach zaczynają chodzić
      przebierańcy - maszkary lub chłopcy z gwiazdą. Na terenie katolickiej Warmii
      okres ten nie wyróżniał się niczym szczególnym. Występowały tam też wyżej
      wymienione zwyczaje jednak bardzo interesującymi były zwyczaje adwentowe.
      Adwent trwał cztery tygodnie. Wieniec adwentowy podobnie jak i choinka
      przywędrował z Niemiec. Po rewolucji przemysłowej I połowy XIX wieku wielu
      ludzi utraciło pracę, a jedyną formą edukacji była często szkoła niedzielna
      przy parafii. Jednym z nauczycieli ewangelickich był Jan Wichern w Hamburgu. To
      on w I niedzielę adwentu 1833 roku wraz ze swymi podopiecznymi zapalił pierwszą
      świecę adwentową umocowaną na drewnianym kole. Kolejne, mniejsze świece
      zapalano codziennie aż do Wigilii. Później drewniane koło przystrojono
      gałęziami jodły, a z czasem liczbę świec zmniejszono do czterech. Do Polski
      wieniec trafił w 1925 roku, najpierw do Wrocławia. Wieniec symbolizuje koronę
      Zbawiciela. Na Warmii i Mazurach w pierwszą niedzielę robiono z choiny wianek i
      przybierano go czerwonymi wstążkami i ustawiano na nim jedną świeczkę. Całość
      zawieszano pod sufitem. W każdą następną niedzielę dodawano jedną świeczkę tak,
      aż do czterech. Czasem wieniec adwentowy zdobiły wstążki różnych kolorów (np. w
      pierwszą niedzielę były to wstążki -czerwone, w drugą - żółte, w trzecią -
      srebrne, w czwartą - złote) na naszym terenie występują wstążki czerwone lub
      fioletowe a także białe. Kulminacyjnym punktem uroczystości adwentowych była
      jutrznia na gody."

      A ta Jutrznia to niesmowicie ciekawe musi być widowisko.
      Już trochę ją rozgryzamy i zaczynamy rozumieć bardziej mazurskie obrzędy.
      • Gość: tralala Re: Jutrznia mazurska na Gody IP: 83.9.243.* 07.12.05, 20:15
        Dziś, zgodnie z obietnicą, początek Jutrzni mazurskiej na Gody, spisanej przez
        karola Małłka. już wtedy, w latach trzydziestych XX wieku ta stara tradycja
        zamierała - dobrze, że w ostatniej niemal chwili Karol Małłek zdołał ją opisać.
        Trochę tego wklepywania w komputer mnie czeka, znalazłam też wiele tropów
        świadczących, że jutrznia tak zupełnie nie znikła, może czeka nas jej ponowne
        ożywienie? Tu tylko jeden dowód - jutrznia mazurska wystawiona w Szczytnie w
        2001 roku:
        www.interklasa.pl/portal/dokumenty/r026/doroczne/jutrznia.htm
        • Gość: tralala Re: Jutrznia mazurska na Gody IP: 83.9.243.* 07.12.05, 20:16
          Przedmowa

          'Chwała, chwała, chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój, w ludziach
          dobre upodobanie’.

          Tak oto możesz śpiewać ty, ludu mazurski, albowiem jutrznia, która gasła, znowu
          wskrzeszona została. Jutrznia, która przez przodków naszych tak uroczyście na
          Gody rokrocznie obchodzona była, niechaj znowu do nas zawita, albowiem nie
          możemy siebie u nas przedstawić bez niej tego przyjemnego i błogosławionego Gód
          czasu.

          Odczuwając osobiście potrzebę takiej jutrzni i ulegając życzeniom współrodaków,
          postanowiłem ją odtworzyć, co mi się udało dzięki tylko dobrej pamięci naszych,
          w sędziwym wieku ojców i matek.

          Niech więc radość jutrzenna znowu zawita w sercach dziatek, które w bieli
          ubrane, aniołom podobne Narodzenie Pańskie wysławiać mogą, przez co niejednego
          grzesznika do pokuty pobudzą, a cały lud chrześcijański w prawdziwej wierze w
          Chrystusie Panu utwierdzą. Pan niech pobłogosławi tę pracę.'
          Karol Małłek, Kisiny, dnia 14 lipca 1931 r.
          • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 07.12.05, 20:24
            Chyba tylko Karol Małłek zdążył zapisać te obrzędy - to przedmowe już mamy.
            • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 07.12.05, 20:35
              Oj, chyba nie tylko. Zdaje się, że i Michał Kajka 'popełnił' jutrznię, ale
              trzeba poszukać w realnych bibliotekach. W necie na nic takiego nie natrafiłam.
              Ktoś mi zajął Tralalę, więc musiałam doczepić numerek. No trudno :(
              • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 07.12.05, 20:43
                Śliczne Tralala i z numerkiem 33 , a ja moja seteczkę też musiałam zalożyć , a
                ponieważ tych numerków to u mnie dość dużo w pracy, to tak by łatwiej
                zapamiętać wybrałam 100. Ale fajnie , że jesteś zalogowana, bedziesz mogła
                zakladać wątki , bo moich jest za dużo.
                To toaścik z tej okazji ;)

                Hej ha kolejke nalej,
                Hej ha kielichy wzniescie
                To zrobi doskonale
                Mazurskim opowieściom.
              • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 20:30
                Wczoraj przedmowa - dziś Karol Małłek opowie, jak należy przygotować się do
                jutrzni. Po pierwsze - gdzie i kiedy:

                'Jutrznia może się odbywać w szkole, kościele, a nawet w domu.
                Według zwyczaju mazurskiego rozpocząć się powinna o godzinie drugiej w nocy z
                wigilii Bożego Narodzenia na pierwsze święto, to jest dnia 25 grudnia bardzo
                rano, można ją urządzić w wigilię o godzinie siódmej wieczorem .
                Dzwony kościelne budzą ludzi o godzinie pierwszej w nocy na jutrznię.'

                Pobudka o pierwszej w nocy - oj, zaczynam rozumieć, czemu ta tradycja zanikła.
                • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 20:33
                  A teraz będzie jeszcze ciekawiej - jak ubrać się na jutrznię.
                  'Wszyscy biorący udział w jutrzni powinni być ubrani w długie i białe koszule z
                  długimi rękawami, koszule przybrane są różnobarwnymi szarfami, wstążkami i
                  gwiazdkami.
                  Aniołowie i żaczki mają poza tym w prawej ręce palącą się świecę w specjalnym
                  lichtarzyku (kierca). Główny anioł powinien mieć skrzydła. Pasterze mają długie
                  laski, pielgrzym laskę podróżną. Królowie mają na głowach korony ze złotego
                  papieru. Uczeni w piśmie trzymają księgi w rękach. Oracje sierot powinny
                  wygłaszać rzeczywiste sieroty, ażeby nastrój był szczery i wzruszający.'

                  No to przy okazji wiemy, jakie postaci pojawiały się w jutrzni: aniołowie,
                  żaczki, pasterze, królowie, pielgrzym, uczeni w piśmie i sieroty. Choć pomysł,
                  by wybierać prawdziwe sieroty wydaje mi się nieco okrutny.
                  • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 20:39
                    Też mi się wydaje , że okrutny, bo dość , ze los sierocie odebrał rodziców to
                    jeszcze ma odgrywać rolę, która jest napewno nieprzyjemna. Przypuszczam , ze
                    takie dziecko płakało w tym momencie ze smutku. Ale obrzędy czasami nie zawsze
                    są miłe.
                    • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 09.12.05, 20:18
                      Bim bom! Bim bam bom! Już dzwonią dzwony na jutrznię (a skryba jeszcze tekst
                      przepisuje)
                      • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 09.12.05, 20:34
                        Pierwsza oracja

                        Zitam cie zborze tutejsy,
                        w ty godzinie teraźniejsy.
                        Zitam was tu wsystkich ludzi,
                        bo nas aniół Pański budzi,
                        O zitajciez moi nili,
                        radujmy sie w ty to chwsili,
                        ześmy z zdroziu docekali,
                        to jutrznie tu oglądali.

                        Ja was wsystkich z sèrca prose,
                        i głos swój do was podnose,
                        by niechtórzy dobrzy byli,
                        a nam tu niejsce zrobzili,
                        bo sie nas tu zięcy stazi,
                        Narodzénie Pańskie objawzi.

                        Przyńdziém ze spsiewaniem Bozêm,
                        bramy sérc wasych otworzym.

                        Pan Jezus, dzisiejsy nocy,
                        idzie do was ku pomocy.

                        Tègo zitajmy, pokłón mu dajmy,
                        z niebzieskich krajów przysedł Pan,
                        co niesie wsystkim zywot nam.

                        Na wsystkie stróny świata sén,
                        spraziedliwości jasny dzień.

                        Dla nas sie niewolnikièm stał,
                        w obóstwie nieskiém Zbawca trwał,
                        by na ty zièni kazdy z nas,
                        Królestwo Ojca dosiągł raz. Amen.
                        • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 09.12.05, 20:42
                          A kto tą orację wygłasza ?
                          • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 09.12.05, 20:52
                            O, tego nie wiem, ale skoro pierwsza i powitalna to powinien gospodarz - może
                            pastor, może nauczyciel? Za to jutro usłyszymy rozmowę żaczka z aniołem.
                            • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 09.12.05, 20:56
                              Popatrz sie i to wszystko w języku mazurskim sie zachowało.
                              Dobrze, będę czekać do jutra :)
        • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 07.12.05, 20:19
          haha, własnie to mam i jak przeczytałam to włąsnie tam jest studnia bez dna
          wiedzy o jutrznie i nie tylko.

          Jutrznia
          " Kulminacyjnym punktem uroczystości adwentowych była jutrznia na gody. Było to
          widowisko typowo religijne, polegające na śpiewaniu pieśni z kancjonału przez
          dzieci szkolne. Brała w nich udział zazwyczaj cała wieś, co ze względu na
          polskie teksty pieśni miało w okresie germanizacji duże znaczenie. Niemcy w
          latach trzydziestych zaczęli jutrznię tępić doceniając jej rolę w utrzymywaniu
          polskości mazurskiego ludu."

          Tralala, jakie to wszystko jest ciekawe, a czy wiesz, że andrzejki też sie
          odbywały tylko, to było dzień przed Nowym Rokiem dawniej , a nie tak jak dziś w
          Andzrzejki i to była zjigilia Nowego Roku. Ale nas czeka klikanie.
          Jeszcze kolendy , piesni , zabawy - włąsnie dlatego zaliożyłam nowy watek, bo
          temat może być szeroki, toz przed nami długie świeta.
          • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 19:57
            Hieronim Skurpski powiedział:- Proszę państwa, tu trochę o tej jutrzni mówiłem.
            Czy nie zawsze te tematy dostrzegałem, jak mówił przyjaciel Erwin. Mogę
            odpowiedzieć: jednak drążyłem, drążyłem też tematy mazurskie... no, inaczej,
            aniżeli on. Dlatego powiem: ta jutrznia stanowiła pewną chwałę tego terenu,
            która dzięki światłym, jak powiedziałem, kaznodziejom, którzy znali łacinę,
            przetłumaczyli z łaciny, przerobili, dodali do tego stopnia, że tam były pewne
            subtelne oddziaływania socjologiczne, że np. gdy sierota mówiła "wyproskę",
            czyli orację, to wtedy wybierano do recytacji sierotę, która nie miała ojca czy
            matki, albo była pełną sierotą. Proszę więc sobie wyobrazić, jakie mogło być
            wśród słuchających wrażenie. Ludzie wiedzieli, jaka jest sytuacja w danej
            rodzinie. To jest wydarzenie, moim zdaniem, niebywale chwalebne dla regionu.
            W naszych czasach, gdyby "Jutrznia" była wykonywana, to musiałaby być zupełnie
            przerobiona i wymagałaby nowej reżyserii, dostosowania do naszych czasów. Ale w
            każdym razie, jest pewien element, który, jak powiedziałem, stanowi chwałę dla
            kultury tego regionu, który niestety przez historyków nie jest dostrzegany. Aby
            to na wieczną pamiątkę, żeby powiedzieć dumnie i buńczucznie, zachować, żeby
            był pewien ślad refleksji, no i, jak wiem, adaptacji do naszych czasów. Może
            być, kto wie, może i wykonywany.
            • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 20:01
              Erwin Kruk powiedział:- Mnie się zdaje, że takie próby są podejmowane. Niedawno
              napisała do mnie instruktorka teatralna, pani Aleksandra Żabińska z Krutyni i
              podała, że od paru lat dzieci z Krutyni przygotowują jutrznię na Gody i
              wystawiają. Jak napisała, w inscenizacji pominęła wiele oracji sierocych, bo
              takiego wielkiego smutku nie ma, jak po wojnie, ale stara się zachować to, co
              było w opracowaniu Małłka. A druga rzecz, jak przypominam sobie z różnych
              lektur historię Jutrzni, to muszę powiedzieć, że było to misterium
              rozpowszechnione w Europie przez franciszkanów, w Europie przed reformacją. Na
              Mazurach zmieniło się ono nie tyle przez to, że przetłumaczono teksty z łaciny,
              ale przede wszystkim, że w śpiewnikach, zwanych kancjonałami, były pewne jej
              elementy, a zwłaszcza pieśni. One zostały potem z kancjonałów wybrane i
              dołączone do jutrzennego misterium. Podstawowa różnica między
              przedreformacyjnym misterium a Jutrznią mazurską była taka, że tam były
              jasełka, a w mazurskich inscenizacjach - żywe postaci, odgrywające swe role...
              Do Jutrzni wracano także po wojnie Jak wiadomo, gdy ksiądz Alfred Jagucki
              przybył do Sorkwit, to pastorowa przygotowywała na Boże Narodzenie
              mazurską "Jutrznię na Gody". Jutrznia prezentowana była również w Rudziskach
              Pasymskich. Obecna tutaj pani Dina Małłkowa, jak już mówiła, przebywając w
              Mazurskim Uniwersytecie Ludowym, brała udział w tej powojennej Jutrzni.

              Tralala, o Jutrzni coraz głosniej jest, ona chyba będzie powracać do obrzędów.
              • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 20:41
                O Jutrzni głośniej, ale jednak nie w Olsztynie. Tu msza wigilijna odbywa się 24
                grudnia o godz. 16, wszystko co do joty bardzo zgodnie z Pismem Świętym,
                minimum obrzędów pozakościelnych czy tradycyjnych. Choć, jak się dowiedziałam
                może coś tak jakby, co nieco, ociupinkę przypomina o dawnych zwyczajach. Otóż w
                trakcie tej mszy przez około 10 minut występują dzieci i przedstawiają scenkę z
                narodzenia Jezusa. Może to jest drobne wspomnienie Jutrzni?
                • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 21:39
                  Ja jeszcze chyba coś mam o Jutrzni, ale nie mogę tego znaleź. Moze jutro.
                  • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 21:43
                    Jutro zapraszam na pierwszą orację - niekoniecznie o drugiej w nocy, ale lepiej
                    się dobrze wyspać, żeby sił do śpiewania nabrać. Dobrej nocy, Rito.
                    • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 21:46
                      Dobranoc Tralala, ja się nie mogę doczekac tematu wigili Nowego Roku , to są
                      fajne zwyczaje i takie smieszne.
                      • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 10.12.05, 20:26
                        Rozmowa Żaczka z Aniołem

                        Żaczek: Zitam cie, mój miły aniele.
                        Anioł: Dziękuję ci, mój bracie śniele!
                        Żaczek: Pytam cie, dlacegóś tak rano wstał?
                        Anioł: Abym Pana Jezusa Nowo narodzonego przyzitał?
                        Żaczek: Co to sie Pan Jezus co rok rodzi?
                        Anioł: Nie, ale Jégo paniątkę narodzénia sie obchodzi.
                        Żaczek: Jak długo paniatkę narodzenia sie obchodzi?
                        Anioł: Tak długo, ze juz 2005-ty rok dochodzi!
                        Żaczek: I zacne do cie, bracie, esce jedno mowe: Dlacegooś sie ubrał w bziało
                        ozdobe?
                        Anioł: By kazdy aniół tak chodzi, to i mnie sie tak godzi!
                        Żaczek: Cyś godziéń być aniołém nazwany?
                        Anioł: Nie, bracie, alem dzisiaj jest za niego ubrany!
                        Żaczek: Cy takich was jest tu zięcy ubranych?
                        Anioł: O, ja ci ich tu zara pokaze.

                        (wkleiłam tam, gdzie należało - do Jutrzni mazurskiej)
                        • tralala33 Re: Jutrznia mazurska na Gody 21.12.05, 19:52
                          Zupełnie nieoczekiwanie znalazłam jeszcze ostatnie wersy Małłkowej jutrzni
                          mazurskiej - pieśń o narodzeniu Jezusa:

                          Z całégo sérca dziękuję, mój Panie,
                          Tego casu rannégo i póki mnie stanie.
                          Boze! W Twym tronie, niej chwałe przez własnégo
                          Syna, Pana nasego, w kazdej świata stronie.
              • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 08.12.05, 20:44
                Dina Małłek powiedziała:- Ja śpiewałam solo pieśń o Jezusie. Myślałam, że w
                każdej chwili zemdleję, bo z przejęcia taka blada byłam. To było w Pasymiu, w
                szkolnej auli, gdy pierwszy raz po wojnie wystawiano. A potem były i inne
                mazurskie pieśni - i zaśpiewała:
                "Z kamnienia na kamnień skowronecek skace,
                tak i moje serce, tak i moje serce,
                zawse we mne płacze.
                Ojczulek z mateczką pod ziemną sie skryli,
                a mne sieroteckę, a mne sieroteckę, na świecie zostawili".
                - Śpiew pani Diny Małłkowej sprawił ożywienie na sali. Ci, którzy siedzieli
                bliżej niej, zachęcali, by jeszcze coś zaśpiewała. Ona nie dała się prosić i
                zanuciła pieśni, których się nauczyła w Mazurskim Uniwersytecie Ludowym, gdzie
                dyrektorem był jej przyszły teść, Karol Małłek:
                "Na weselum byłam,
                Światam se użyła,
                Bucikim poderła,
                Jużcim nie umerła!"
                - A potem pieśń weselną, śpiewaną podczas tańca młodej z wykupem:
                "A kiedym ja była u mojej mateczki,
                Kraśniały mi licecki jak dwa jabłusecki.
                A teraz-em zbladła jek bziała lilijo,
                Dla ciebie, Janecku, dla ciebie, bestyjo."
                - Wreszcie dotarła do pieśni "Wśród modrych fal", którą Karol Małłek nazywał
                hymnem mazurskim. I Dina Małłek śpiewała dalej:
                "Ojczyzna to nasza, te wody i las.
                Niech żyją Mazury ten kraj pełen kras."

                Hieronim Skurpskipowiedział: - Chciałbym przypomnieć, że w tym naszym tomie, w
                tym albumie, który zredagował Erwin, jest dużo Działdowszczyzny. Warto na to
                zwrócić uwagę. I tutaj, skoro Małłkowa zaczęła śpiewać, to chciałbym
                przypomnieć, że tylko dzięki temu małemu skrawkowi Mazur wokół Działdowa
                zostały zachowane autentyczne mazurskie rzeczy. Myśmy je jeszcze znali, albo
                dowiadywaliśmy się o nich od naszych grósków. Ta wiedza została zapisana. Kto
                ciekawy, może wrócić do książek, albo obejrzeć obrazy, jak choćby ten, któremu
                dałem tytuł "Jutrznia".
                www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/MTE_2005_04_25.htm
                • rita100 Re: godnie święta 09.12.05, 20:51
                  Obecnie dawne zwyczaje i obrzędy występują w szczątkowej formie bądź w ogóle
                  zanikły. Najlepszymi informatorami są ludzie starsi, nie można jednak pominąć
                  starych kalendarzy mazurskich, jako źródła informacji. Od kilku lat obserwuje
                  się wzrost zainteresowania tradycją i kulturą ludową a także historią
                  najbliższego terenu. Święta Bożego Narodzenia należą do najbogatszych w
                  tradycje ludowe świąt roku obrzędowego. W tradycji ludowej trwają one od
                  Wigilii Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Na terenie całym Mazur i Warmii
                  nazywane były godami lub godnimi świętami.
                  • rita100 Re: Dzień Wilii 09.12.05, 20:53
                    Dzień Wilii, nie zaliczany właściwie do godnich świąt, zawiera i na Warmii, i
                    na Mazurach bardzo niewiele elementów kościelnych. Nawet na katolickiej Warmii
                    nie przestrzegano postu. Potrawy wieczerzy wigilijnej często nie różniły się od
                    potraw dnia powszedniego. Przy "bogatszej" kolacji podawało się na stół
                    przeważnie gęś i mięso: wieczerzę podawano około siedemnastej, była pieczona
                    gęś, kiełbasa gęsia, mięso, ciasto, słodycze. Podawano chleb razowy, wypiekany
                    w specjalnie cienkich formach, smarowany po wierzchu. Na talerzyki każdemu
                    sypali kuchy i bombony. Tylko na krańcach regionu w powiatach szczycieńskim,
                    działdowskim, ełckim na wzór obyczaju sąsiedniego Mazowsza post był
                    zachowywany. Do 1945 roku nie był znany zwyczaj łamania się opłatkiem ani na
                    terenie Warmii, ani Mazur. Około 1910 roku przyjął się zwyczaj stawiania
                    choinki. Jeszcze wciąż żywa jest pamięć stawiania snopa zboża w kącie izby lub
                    wieszania gałęzi jeglijki (np. w Drygałach).
                    O Wigilii jeszcze jutro będzie.
                    • tralala33 Re: Dzień Wilii 09.12.05, 21:04
                      No to czekam do jutra - i na tą prawdziwą Wilię też już czekam coraz bardziej
                      niecierpliwie :) Dobrej nocy.
                      • rita100 Re: Dzień Wilii 09.12.05, 21:14
                        Nie wiem , ale się chyba doczytamy, że wtenczas nie było dzielenia się
                        opłatkiem jak w dzisiejszych czasch :)
                        Miłych snów
                        • rita100 Re: Dzień Wilii 10.12.05, 20:17
                          Tralala, dziś wcześniej musze zejśc z forum, jutro się spotkamy.
                          • Gość: tralala Re: Dzień Wilii IP: 83.9.211.* 10.12.05, 20:20
                            OK, a na górze - rozmowa Żaczka z Aniołem :)
                          • tralala33 Re: Dzień Wilii 10.12.05, 20:21
                            Rozmowa Żaczka z Aniołem

                            Żaczek: Zitam cie, mój miły aniele.
                            Anioł: Dziękuję ci, mój bracie śniele!
                            Żaczek: Pytam cie, dlacegóś tak rano wstał?
                            Anioł: Abym Pana jezusa Nowo narodzonego przyzitał?
                            Żaczek: Co to sie Pan Jezus co rok rodzi?
                            Anioł: Nie, ale Jégo paniątkę narodzénia sie obchodzi.
                            Żaczek: Jak długo paniatkę narodzenia sie obchodzi?
                            Anioł: Tak długo, ze juz 2005-ty rok dochodzi!
                            Żaczek: I zacne do cie, bracie, esce jedno mowe: Dlacegooś sie ubrał w bziało
                            ozdobe?
                            Anioł: By kazdy aniół tak chodzi, to i mnie sie tak godzi!
                            Żaczek: Cyś godziéń być aniołém nazwany?
                            Anioł: Nie, bracie, alem dzisiaj jest za niego ubrany!
                            Żaczek: Cy takich was jest tu zięcy ubranych?
                            Anioł: O, ja ci ich tu zara pokaze.
                            • tralala33 Re: Dzień Wilii 10.12.05, 20:23
                              Zamiast na górze - Rozmowa znalazła się na dole, na tym niestety kończy sie
                              wydrukowana wersja Jutrzni mazurskiej. Czas ruszyć do realnej biblioteki - może
                              coś jeszcze się znajdzie.
                              • rita100 Re: Dzień Wilii 10.12.05, 20:27
                                Ale to bardzo ciekawe, i po raz pierwszy czytam dialog w gwarze mazurskiej ,
                                taki bezpośredni. Szkoda, że nie ma dalszej części, to musi być bardzo
                                interesujące. To znaczy Tralala, z ebędzie dalsza część jak wypożyczysz
                                ksiązkę ?
                • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 11.12.05, 19:37
                  Jeszcze coś znalazłam o Jutrzni

                  www.interklasa.pl/portal/dokumenty/r026/zespoly.htm
                  JUTRZNIA MAZURSKA NA GODY
                  Na Mazurach od niepamiętnych czasów wielką uroczystością była Jutrznia na
                  Gody. Jutrznia to inaczej pora przed wschodem słońca. Gody w tradycji ludowej
                  to święta Bożego Narodzenia. W tym czasie następuje zetknięcie się dwóch lat
                  (godów), czyli starego i nowego roku. Podczas Jutrzni na Gody odtwarzano sceny
                  związane z narodzeniem Chrystusa. Zwyczaj ten ma bardzo długą tradycję i trafił
                  na Mazury z jasełek rozpowszechnionych przez franciszkanów na przełomie XV i
                  XVI wieku. Pierwotnie było to misterium religijne, które przekształciło się w
                  XVIII wieku w teatrze ludowym.

                  Inscenizację "Jutrzni mazurskiej na gody", tradycyjnego obrzędu
                  mazurskiego wg scenariusza Karola Małłka, zaprezentowaliśmy w Muzeum Mazurskim
                  w Szczytnie 2001 roku. Uczniowie z "Koła Regionalnego" pod kierunkiem p.
                  Małgorzaty Jabłonowskiej i chóru szkolnego pod kierunkiem p. Doroty
                  Niechwiadowicz zaprezentowali staro-mazurski obyczaj bożonarodzeniowy. Pamięć o
                  Jutrzni i jej treści zachowała się wśród Mazurów, a na światło
                  dzienne "wyciągnął" obyczaj Karol Małłek, który w 1931 roku opublikował treść
                  przedstawienia, usuwając zeń gwarę mazurską, a stosując literacką polszczyznę.
                  Kilka lat później Jutrznia została wydana ponownie, już w oryginalnej,
                  mazurskiej wersji, a jeszcze później, już po wojnie, Emilia Biedrawina-
                  Sukeretowa ponownie "przerobiła" ją na język literacki. Tę właśnie wersję
                  zebranym w muzeum gościom oraz, w telewizji kablowej przedstawiliśmy przed
                  Wigilią Bożego Narodzenia, co wprowadziło wielu mieszkańców Szczytna w
                  świąteczny nastrój.
                  • rita100 Re: Jutrznia mazurska na Gody 11.12.05, 21:10
                    www.silk.net/RelEd/graphics/2-aw.gif
                    To chyba tu powinno być :)
                    • rita100 Re: Dzień Wigilii 11.12.05, 21:48
                      Wigilia
                      Dzień wigilii nie zawierał elementów kościelnych. W tym dniu nie przestrzegano
                      postu i nie urządzano kolacji typowo wigilijnej. Nie znano też zwyczaju
                      dzielenia się opłatkiem. Strojono jednak piękną choinkę, pod którą stawiano
                      talerze pięknych i dorodnych jabłek, pierników, orzechów , cukierków oraz
                      układano drobne prezenty.
                      Na wsiach znany był zwyczaj stawiania snopów zboża w czterech kątach izby.
                      Każdy snop zrobiony był z innego gatunku zboża. Miało to zapewnić urodzajny
                      rok. Nastrój wigilii dopełnialo śpiewanie pięknych polskich kolend.

                      Tralala i takie świeta pamiętam, tak własnie było w Olsztynie. Zawsze prawdziwa
                      choinka kupowana na targu.
                      Ten dzień to dzień pracy był , wypieków, ubierania choinek, a pózniej szukania
                      pod nią prezentów. Dodam , ze jeszcze samemu z bibułki wyrabiało sie ozdoby na
                      choinkę i nieśmiertelny , najdłuższy kolorowy łańcuch z klejonego kolorowego
                      papieru. Ludzie wtenczas na wszystko mieli czas, jak to oni robili ? Wieczory
                      spędzane na owijanie w złotka orzechy ....:)
                      • tralala33 Re: Dzień Wigilii 12.12.05, 22:27
                        Właśnie sobie przypomniałam, że na tych choinkach oprócz własnoręcznie
                        robionych łańcuchów i jeżyków z bibułki, były też najprawdziwsze świeczki, w
                        takich żabkach. Długo się ich nie paliło, ale emocje były - zapali się choinka,
                        czy nie?
                        • tralala33 Re: Dzień Wigilii 12.12.05, 22:29
                          Może nie było tradycji łamania się opłatkiem, ale z Kiermasy na Warmii taki
                          fragmencik, który jasno dowodzi, że kolędować Warmiacy potrafili i lubili:

                          Cioteczko, toć i my śpiewáwa – wyrywa się Baśka. – Kiedy już nie w szkole, to w
                          domu. Kiedy zieczór łojczulek i bracia z pola abo z łobory przydą, tu siądą
                          koło kominka gdzie matulka warzy – tędy łojczulek zanuci z ksiąjżki a bracia na
                          trzy głosy pod niebiosy. Matulka warzy i smaży i pomága nucić i já téż pomágám.
                          A kiedy dopsiero przydą gody:
                          'Hej, gody, gody, gody
                          Wen tu bańdzie zino z wody'.
                          Tedy by już skończyć nie chcieli tego: ,W żłobie leży’, ‘Bóg się rodzi, moc
                          truchleje’, ‘A wczora z wieczora z niebieskiego dwora.’ A po ziecierzy to znowu
                          ksiąjżki do rangki i daléj ‘śpiewajmy, śpiewajmy, chwałę Bogu dajmy’, jak te
                          pastuszki wesołe, co to rozłochocają małego Pana Jezusa i spsiewam i graniam, i
                          'Na kozłowym rogu
                          Kryczą chwałę Bogu'.

                          • rita100 Re: Dzień Wigilii 12.12.05, 22:34
                            Strasznie cieplutkie te gody były, zauwaz jak zdrobniale do siebie sie odnoszą
                            i czuć nastrój świąteczny.
                        • rita100 Re: Dzień Wigilii 12.12.05, 22:29
                          No i jeszcze były takie , nie wiem jak się one nazywaja ogienki , które się
                          zapalało zapałkami, a one tak iskrzyły aż się nie wypalą, na takich drucikach :)
                          Jutro będzie więcej o samych świetach jeszce.
                          czas już na mnie, dobranoc
                          • tralala33 Re: Dzień Wigilii 13.12.05, 19:55
                            Zimne ognie, ale chyba i dziś można je kupić?
                            • tralala33 Re: Zielona wrona 13.12.05, 20:06
                              dziób w wężyk szamerowany...
                              W taki dzień jak dziś przypomnę nie tak dawną, świecką tradycję Świąt i dnia
                              codziennego lat osiemdziesiątych - kolejki. W latach 1983-1984 pani Bożena Beba
                              przepytała ponad trzysta rodzin olsztyniaków, jak obchodzą świeta i rodzinne
                              uroczystości. Oto co powiezieli o Wigilii:
                              'wiele czasu pochłaniało poczynienie stosownych zakupów i przygotowanie
                              wieczerzy wigilinej. Robienie zakupów obciążało niepomiernie domowników, a
                              zwłaszcza kobiety. Problemem było zdobycie choćby śledzi, karpia, szynki,
                              kiełbasy. Do wszystkiego formowały się kolejki agresywnych ludzi, obawiających
                              się stałej konkurencji tych 'z lewej' i zadających sobie pytanie 'czy do nas
                              dojdzie' (to znaczy, czy dla nas wystarczy). Podobne były problemy z zakupem
                              prezentów pod choinkę.' Ale za to jak już udało się coś upolować, jaka była
                              radość. Pamiętam, jak stałam parę godzin na mrozie przed budką z warzywami, do
                              której akurat 'rzucili' pomarańcze i mandarynki. Do domu wracałam jak na
                              skrzydłach i nawet ciężka torba owoców wydawała się lekka - może dlatego, że mi
                              nieco nogi i ręce odmroziło :(
                              • rita100 Re: Zielona wrona 13.12.05, 20:50
                                Mnie oszczędził ten los kolejkowy. Moja teściowa miała sklep na Grodzkiej z
                                koszulami męskimi i wszyscy artyści do niej przychodzili na zakupy, same sławne
                                gwiazdy. Mieli znajomości wśród sklepikarzy i tak jakoś odbyło się bez bólu. A
                                na dodatek paczki z Niemiec od mojej pamiętnej koleżanki , tylko koleżanki z
                                tenisa, sportowa znajomość, która własnie pojechała przed trzynastym do Niemiec
                                na kontrakt i miała szczęście. Wspaniała kolezanka , ktora właśnie w tym
                                momencie pamiętała o mnie - to pamiętam najbardziej , tą pierwszą paczkę i tyle
                                w niej rzeczy, a oczy nam się iskrzyły nawet do kartonowego soku, nie
                                wspominając o słodyczach. I cudownych mikołajowych wyrobach.
                                Ale po mleko dla dzieci to raniutko wyjezdzałam samochodem na wieś za misto i
                                przywoziłam tak co drugi dzień. Kiedyś nawet jadąc po to mleko w taki poślizg
                                wpadłam, że nie wiem jak wyszłam bez szwanku - ktoś czuwał, że nie miałam
                                nadjeżdzających samochodów z naprzeciwka.
                                • tralala33 Re: Zielona wrona 13.12.05, 21:06
                                  Myśmy uczciwie całą rodziną odstali swoje w kolejkach, bywało, że i po dwa dni
                                  pod rząd (oczywiście na zmianę). A jak już nic, ale to nic na Święta nie było
                                  to mój tato wyprawił się na wieś i przywiózł w bagażnku malucha ćwierć
                                  świniaczka. Duszę miał na ramieniu, bo za tak groźne 'przestęptwo' groziła
                                  nawet konfiskata samochodu, a już na pewno przepadek świniaczka. Potem
                                  głowiliśmy się, jak to przerobić na szynki i kiełbasy - bardzo amatorscy z nas
                                  masarze, ale jakoś uradziliśmy. No to teraz muszę wracać do kolejki - może
                                  rzucą kawę, to będę miała na rano? Dobranoc.
                                  • rita100 Re: Zielona wrona 13.12.05, 21:17
                                    Dobranoc
                                    Przyznam , że to było po ślubie , ale przed ślubem , moje święta wyglądały
                                    całkiem samotnie, właściwie zamknieta w garsonierze, bo mimo , że bywałam
                                    zaproszona na Wigilie nigdy nie szłam, zawsze się wstydziłam tej swojej
                                    bezrodzinności i zostawałam w domu przy tv puszczając płyty jeszcze te
                                    winylowe. Ale najczęściej w tym czasie organizowano w moim klubie obozy
                                    świąteczne i wtenczas to miałam raj na ziemi - np obóz zimowy w Krynicy
                                    górskiej i wspólna sportowa Wigilia i kościółek w Krynicy do którego
                                    prowadziliśmy pijanego kierownika klubu po tej Wigilii;))) Tak są wspomnienia i
                                    te miłe i takie. Albo takie , że w teściów sprawdzałam czy kaczka się upiekła w
                                    piekarniku i jak ogień buchnął z tego piekarnika to w Wigilię pół włosów
                                    spłoneło ;).
                                    Oj, ile już miałam tych Wigilli i w Wieliczce tez mi kiedyś babcia zrobiła hece
                                    wpuszczając kolędników do mojego pokoju gdzie spałam i wszyscy mi nad łóżkiem
                                    kolędy śpiewali, a ja pod pościel się schowałam i płakałam ze wstydu, a teraz
                                    się z tego śmieję ;))
                                    dobranoc :)
                                    • rita100 Re: szemla z orszakiem 14.12.05, 21:03
                                      " Jeszcze do niedawna funkcjonował zwyczaj chodzenia sług z szemlem, którym
                                      towarzyszy bogaty orszak. Najstarszy sługa pełni tu funkcję Mikołaja i wręcza
                                      dzieciom prezenty. Zbierając materiały natknęłam się na opis orszaku szemla
                                      przekazany gwarą, który przytaczam:

                                      Jak tilko zmrok przijdzie,
                                      chodzo sługi z szemlem.
                                      To dzieciuki bali się,
                                      ale czekali, bo on kładł prezenti i bombon•i ...

                                      To jak idzie, to naprzód w sieni zwonek zwoni, szemel wpada do izb•i i skacze,
                                      i zwoni, a sługa p•ita dziewczoki i siurków pacierza... Za sługani z szemlem
                                      chodzo też kominiarz, baba, koza... Szemel to ma łeb drzewa obciągnięti skóro,
                                      kadłub z przetaków, obsadzon•i jest na kiju, płachto obwinięti, spod której
                                      w•iglundajo ludzkie nogi. A te sługi to też so na bziało w płachtachi larw•i
                                      (maski) majo.
                                      Obrzędowi towarzysz strzelanie z bata - batoga, zakończonego skórą węgorza.
                                      Miało to sprowadzić pomyślność. Jest rzeczą interesującą, że w zwyczaju tym
                                      brała udział ludność napływowa. Gdzieniegdzie główna postać tego orszaku -
                                      szemel - występuje w grupach chodzących w innych okresach, jak Nowy rok, Trzech
                                      Króli. Z samą nocą wigilijna wiąże się na Warmii, podobnie jak w całej Polsce,
                                      opowiadanie o zwierzętach mówiących ludzkim głosem."

                                      No i popatrz się Tralala jaki fajny orszak chodził i opis w gwarze warmińskiej.
                                      I co Ci Mikołaj taki świąteczny przynosił ?

                                      Ja powiem , krótko , najbardziej się cieszyłam z ksiązki jaką otrzymałam pod
                                      choinką 3 lata temu pt. Włodzimierz Sołowjow. To był najpiękniejszy prezent i
                                      Święta piekne. Ale pamietam swój pierwszy prezent mikołajowy w Olsztynie, był
                                      nim pamiętnik do wpisywania ku pamięci, mam go do dzisiejszego dnia z pierwszym
                                      wpisem matki.

                                      • tralala33 Re: szemla z orszakiem 14.12.05, 21:26
                                        Świetny opis, bardzo obrazowy, takiego szemla (skąd ta nazwa?) to dzieci mogły
                                        się wystraszyć. Z kolędnikami to jeszcze chodził mój tato, jak był małym
                                        chłopcem. I Gwiazdę Betlejemską też z przetaka robiono, oklejano go kolorową
                                        bibułką nasączoną tłuszczem, a w środek wstawiano świeczkę. Tylko szemla nie
                                        było - był za to herod, i śmierć, i anioł i turoń.
                                        A prezenty to lubię dostawać, jak każdy, ale jeszcze bardziej dawać,
                                        szczególnie jak uda mi się trafić i spełnić jakieś marzenie. Taki pamiętnik to
                                        był doskonały pomysł. Może skopiuję w tym roku?
                                        • rita100 Re: szemla z orszakiem 14.12.05, 22:05
                                          W tym roku mamy dużo prezentów w domu , bo i dużo gości - i pełno pracy teraz.
                                          Jutro tez fajny opis zamieszczę świateczny - niesamowite były święta dawniej.
                                          Wydaje mi się , że bardziej radosne , sama zobaczysz.
                                          A wiesz jak dzisiaj wyglądaja kolendy - grupa dzieci z kartonem chodza i
                                          zbierają pieniądze, nawet kolend nie dospiewają. Całkiem inny świat teraz.
                                          • tralala33 Re: szemla z orszakiem 14.12.05, 22:25
                                            No to może warto choć zwyczaj wspólnego śpiewania kolęd w rodzinie zachować?
                                            Czekam więc na jutrzejsze opowieści o dawnych czasach, a sama podczepiam pod
                                            zieloną wronę jeszcze kawałeczek (nie ostatni) wspomnień z lat
                                            osiemdziesiątych. Potem już zmykam śnić o Świętach.
                                            • rita100 Re: szemla z orszakiem 14.12.05, 22:31
                                              Tralala, wstyd mi powiedziec , ale u mnie nie śpiewa się kolend po Wigilii,
                                              otwieramy wino i pijemy i gadki szmatki, chyba , ze w tv śpiewaja. Ale zuważ ,
                                              że w mediach juz spiewają kolendy i w marketach - wszystko komercja. Ale w
                                              kościele śpiewaja , dlatego uwielbiam w tym czasie wędrowac po róznych
                                              kościołach i oglądać szopki. Od tamtego roku tak robię.
                                              Tez już 'legnę' sobie :)
                                              dobranoc
                                              • tralala33 Re: szemla z orszakiem 17.12.05, 21:24
                                                Odnalazł się tajemniczy (przynajmniej dla mnie0 szemel. Szemel to był siwy koń.
                                                Swoją konstrukcją przypominał krakowskiego lajkonika (!), nie był jednak
                                                kolorowy. Obwieszony dwoneczkami tańczył i podskakiwał ku radości dzieci. jego
                                                podskokom towarzyszyło strzelanie z bata. szemel miał łeb konia z drewna
                                                obszyty skórą, z tyłu kadłub obsadzony na kiju i obwinięty prześdzieradłem. W
                                                orszaku z szemlem szedł też kominiarz, była baba i koza, no i koniecznie sługa
                                                ze skarbonką. (Jan Chłosta, Słownik Warmii)
                                                • tralala33 Re: Rogale 18.12.05, 19:48
                                                  Był już szemel, teraz pora no Rogale: (Jan Chłosta, Słownik Warmii)
                                                  Między Nowym Rokiem a Trzema Królami we wsiach pod Olsztynem i Biskupcem
                                                  panował zwyczaj chodzenia po rogalach. Grupa 'maszkarów', w której przewodzili
                                                  niedźwiedź, koza i bocian odwiedzała gospodarzy. Towarzyszyli im dziad, baba i
                                                  kominiarz. Swoje odwiedziny urozamicali tańcami, żartami i piosenką,
                                                  zachęcającą gospodarzy do poczęstunku i składania podarków:

                                                  'Stumpa pani stumpa
                                                  Kluczykami brzunka
                                                  Od komórki do komórki
                                                  Szuka noża do pieczonki
                                                  Rogale!'
                                                  • rita100 Re: Rogale 18.12.05, 20:20
                                                    Tak , to już chodzi o dni poświąteczne. A zważ Tralala szczegolnie na dzień
                                                    wigilii Noewgo Roku , to dopiero prawie dzień andrzejkowy, tam dopiero będzie
                                                    się wyprawiać zabawy, iście andrzejkowe i tak mi sie wydaje , że te andrzejki
                                                    to własnie dane dni wigilii Nowego Roku. Jeszcze mam trochę tych obrzędów, ale
                                                    one sa już w dniach świętych wieczorów. Może trzeba je juz poruszyć , by
                                                    wiedzieć jak się bawić :) Własciwie to zabawy zaczynały sie dopiero w okresie
                                                    Nowego Roku z którym to też wiążą się ciekawe obrzędy.
                                                  • tralala33 Re: Rogale 18.12.05, 20:35
                                                    Tp prawda, Rogale dopiero zaczną się po Świętach, ale tak mi tu dopasowały do
                                                    Szemla. A i jeszcze będą Herody, ale to już na Trzech Króli.
                                                  • tralala33 Re: Rogale 19.12.05, 21:10
                                                    W Święto Trzech Króli napotkać można było grupy odgrywające przedstawienia
                                                    jasełkowe, nazywane Herodami. Była to często opowieść o królu Herodzie wraz z
                                                    piosenką o poczęstunek. Ludzie ubodzy w ten sposób zbierali datki i świąteczne
                                                    pożywienie.
                                                • tralala33 Re: szemla z orszakiem 06.02.06, 12:58
                                                  Zobacz Rito - Zsemel z Węgorzewa:
                                                  www.wm.pl/Index.php?ct=wegorzewo&sct=wegorzewo&id=818816
                                                  • tralala33 Re: szemla z orszakiem 06.02.06, 13:04
                                                    He, he - Szemel a nie żaden 'węgierski' Zsemel. I jeszcze parę fragmentów z
                                                    tego artykułu:
                                                    Zanim na scenie zaczęły się prezentować kolędnicy z Polski, Rosji i Litwy, we
                                                    środę w węgorzewskim Muzeum odbyła się międzynarodowa konferencja "Tradycyjna
                                                    obrzędowość okresu bożonarodzeniowego". Była to już druga okazja do porównania
                                                    folkloru różnych narodów, których przedstawiciele mogli prezentować się nad
                                                    Węgorapą dzięki wsparciu Stowarzyszenia Samorządów Polskich
                                                    Euroregionu "Niemen" ze środków Unii Europejskiej.
                                                    Spośród trzydziestu trzech zespołów, które podczas czwartku i piątku
                                                    prezentowały się na scenie, jury wyróżniło nagrodami ufundowanymi dzięki
                                                    wsparciu Związku Gmin Warmińsko-Mazurskich i Starostwa Powiatowego w Węgorzewie
                                                    następujące zespoły - w kategorii grup kolędniczych: "Rogole" z Barczewka,
                                                    szkolne koło teatralne z Łęgajn oraz zespół z Gminnego Ośrodka Kultury w
                                                    Budrach.

                                                    I jeszcze o zwyczajach na Gody:
                                                    Okres Bożego Narodzenia był tradycyjnym czasem wróżb, zwłaszcza tych, wiążących
                                                    się z zamążpójściem. Siedząc w półmroku przy świecach panny wypatrywały w
                                                    lustrze oblicza oblubieńca. Kierunki, z których miał nadejść narzeczony mogły
                                                    wskazywać szczekające psy, ale i... karaluchy. W tym czasie w okolice domów
                                                    nadciągały także duchy przodków. Nie prano i nie wieszano ubrań, żeby dusze nie
                                                    powiesiły się na sznurze. Wylewając też pomyje czy brudną wodę specjalnie
                                                    krzyczano, ostrzegając krążące wokół domu duchy.
                                                  • rita100 Re: szemla z orszakiem 06.02.06, 20:52
                                                    Tralala, ale konkurs zorganizowano kolędników. Fajnie , bo taka rywalizacja
                                                    jest potrzebna, to wyzwala energię twórczą i grzebanie w zródłach. Ja również
                                                    zauważyłam jescze jeden obrzęd, ten w wyławianiem monety z akwarium. Mamy w tym
                                                    watku juz dużo tradycji , wierzeń, wrózb i obrzędowości.
                                                    No własnie niech nie mylą nazw Szemel to Szemel :)

                                                    " Nikt też wówczas nie dawał kolędnikom pieniędzy, tylko kiełbasę, szynkę,
                                                    jajka, ciasta i... wódkę, bowiem wszystkie podarunki niesiono nazajutrz do
                                                    gospody, gdzie młodzież organizowała zabawę, trwająca czasami nawet kilka dni."
                                                    Ale się bawiono :)
                                    • tralala33 Re: Zielona wrona 14.12.05, 22:28
                                      Wigilia to taki dziwny dzień - może być najszczęśliwszy w roku, ale może też
                                      bardzo zasmucić. Tym razem, Rito, chyba szykują się u Ciebie radosne Święta? No
                                      to może warto już wyprać, wykrochmalić i wyprasować biały obrus. Tak to było w
                                      Olsztynie w latach stanu wojennego:

                                      'Stół, przy którym rodzina zasiada aby wieczerzać, jest odświętnie udekorowany.
                                      Na białym obrusie rozstawiona świąteczna zastawa, przy każdym talerzu gałązka
                                      świerku z dekoracją lub ikebana świerkowa (kto pamięta jeszcze ikebany!). W
                                      wielu rodzinach kładzie się pod obrus lub pod opłatek leżący troszkę sianka,
                                      czasem w worku foliowym (!) ‘żeby nie zaśmiecać dywanu’. W jednym przypadku
                                      odnotowałam także pieniążki.
                                      Czyni się to na pamiątkę narodzin Chrystusa w żłobie na sianku, lub dlatego, że
                                      jak twierdzą niektórzy ‘u nas na wsi rodzice tak zawsze robili’. Ci zaś, którzy
                                      znają zwyczaj, ale go nie praktykują powiadają: ‘Z tego tylko bałagan w domu’,
                                      lub ‘A skąd tu w mieście wziąć siano?’ (Bożena Beba)
                                      • rita100 Re: Zielona wrona 14.12.05, 22:36
                                        Tak , ten zwyczaj stosuję z tym siankiem, ale Cię zaskoczę co do obrusu :)
                                        Więc Tralala, jak jeszcze nie było internetu to kobieta lubiała haftować i tak
                                        ja wyhaftowałam dwa duże białe obrusy białą muliną. Hafty znajdowałam
                                        w 'Burdzie' i tak jestem dumna z obrusów własnoręcznych.
                                        • rita100 Re: świeczki czyli dwunastki lub psia skóra lub 15.12.05, 19:32
                                          A oto Tralala, za czym zaczniemy śpiewać kolendy, wspaniał opis obezędów i
                                          zwyczajów warmińskich mam :

                                          "Okres od pierwszego dnia Bożego Narodzenia do Trzech Króli liczy dwanaście
                                          dni. Na naszym terenie nazywano go świeczkami, występowały również nastepujące
                                          nazwy: dwunastki, psia skóra, święte wieczory. Z okresem tych dwunastu dni
                                          wiąże się powszechna na całym terenie wróżba pogody. Kolejne dni od Bożego
                                          Narodzenia do Trzech Króli mają symbolizować poszczególne miesiące roku, np.
                                          pierwszy dzień Bożego Narodzenia - styczeń, drugi - luty, itd. Gustaw Optacy z
                                          Pisza prowadził obserwacje pogody w te dni i zestawienie ze stanem pogody w
                                          ciągu roku, co miało potwierdzać trafność wróżb.
                                          Inną wróżbą oznaczającą przepowiadanie pomyślności na podstawie tego, kto
                                          pierwszy wchodzi do domu w dzień Bożego Narodzenia, omówię przy Nowym Roku,
                                          gdyż w tym terminie częściej występuje.

                                          Jak myślisz Tralala, kto w Wigilie pierwszy ma przyjść do domu ? Chyba ten kto
                                          jest zaproszony - czyli trzeba zapraszać samych dziadków ;)), zeby była
                                          pomyślność.
                                          Nie wiem jak swoją teściową potraktować w Wigilie gdy przyjdzie ? Moze ją
                                          trzeba oknem wpuścić, jak pamiętasz dawniej pewien Warmiak trzecią żonę musiał
                                          oknem wprowadzać do domu :))), żeby mu nie umarła jak poprzednie :) (To tak na
                                          marginesie, by troszeczkę się pośmiać )


                                          • tralala33 Re: świeczki czyli dwunastki lub psia skóra lub 15.12.05, 20:55
                                            Myślałam, że pierwszy gość to wróżba na Nowy Rok, a tu i w Wigilię trzeba
                                            uważać - jutro się dowiem, kto pomyślność przynosi? Dziś muszę już zmykać,
                                            pracy mam huk, i co najgorsze nie związanej z przygotowaniami do Świąt.
                                            • rita100 Re: świeczki czyli dwunastki lub psia skóra lub 15.12.05, 21:42
                                              Ja w niedzielę będę ubierać choinke sztuczną, taka dużą , kiedyś nawet
                                              transmitowałam ubieranie choinki na forum, bo akurat będzie stać przy
                                              komputerze i świeciła swoim blaskiem.
                                              A kiedy Ty ubierasz swoja ?
                                              Ale już lecisz - dobranoc
                                              O, oo ile jeszcze pracy.
                                              • rita100 Re: świeczki czyli dwunastki lub psia skóra lub 16.12.05, 20:44
                                                hehe, Tralala, teraz się zaczną nakazy i zakazy , zalecenia , co wypada, czego
                                                nie wypada robić w okresie Świąt. Zwróć uwagę na ten groch, który sprowadza
                                                wrzody, a i kasza jest niewskazana, sprowadza wszy ;)) Nie smaż też skwareczek,
                                                bo powodują liszaje :). A zobacz jakie prace nie powinniśmy wykonywać w tym
                                                okresie, żadnych ruchów obrotowych , żadnego szycia - bo będziemy
                                                pokręcone ;))) Tak więc zostanie nam siąść w fotelu z książką w ręku - to
                                                bedzie najbezpieczniejsze :).
                                                Ale wreszcie dopuszczę Cię do tekstu, oto on :


                                                "Z pierwszą częścią tego okresu, trwającą do Nowego Roku, wiąże się bardzo
                                                wiele zakazów i czynności mających znaczenie magiczne, a stanowiących
                                                pozostałość obchodzonych dawniej w tym czasie świąt zmarłych. Dość długo
                                                respektowano zakazy wykonywania pewnych prac i czynności. Zakaz ten objaśnia
                                                się przebywaniem w tym czasie duchów i wzmożoną działalnością czarownic, a
                                                nieprzestrzeganie go miało powodować różne szkody w gospodarstwie i zdrowiu. Na
                                                naszym terenie nie wolno było gotować grochu - sprowadza wrzody, kaszy -
                                                sprowadza wszy, a smażenie skrzeczek (skwarek) miało powodować liszaje. Zakazem
                                                tym były objęte wszystkie czynności, przy których wykonuje się ruch obrotowy,
                                                tnący, szczególnie przy pomocy narzędzi metalowych. Szycie miało powodować to,
                                                że jagnięta rodzą się pokręcone. Obowiązywał zakaz przędzenia, który tłumaczono
                                                tym, że w gospodarce się wszystko pokręci. W niektórych wsiach nie wolno było
                                                skrobać kartofli, bo żywioła (bydło) sierść straci (Piecki), młócenie miało
                                                wywoływać choroby prosiaków (Ełckie, Oleckie).
                                                Popołudniami i wieczorami powszechne było darcie pierza, jednak i tę czynność
                                                obwarowano zakazem - szypułki pierza należało wyrzucać na rozstajnych drogach.
                                                Większość tych zakazów była przestrzegana "na wszelki wypadek" do
                                                niedawna przez starszych. Niektóre zakazy i nakazy wykluczają się wzajemnie w
                                                zależności od miejsca. Np. na Warmii groch był zalecany na dobry urodzaj, a na
                                                Mazurach wywoływał on wrzody."
                                                • tralala33 Re: świeczki czyli dwunastki lub psia skóra lub 18.12.05, 20:41
                                                  Do dawnych zakazów dorzucę jeszcze i ten - w okresie 'dwunastek'
                                                  (lub 'świeczek' na Mazurach) nie wolno było młocić zboża ani rąbać drewna, bo
                                                  jak daleko byłoby słychać odgłos młócenia czy rąbania, tak daleko byłyby na
                                                  polu puste kłosy. Dobrze było za to wybrać popiół z pieca i przechować go do
                                                  wiosny, by w stostownym czasie użyć do tępienia gąsienic w kapuście i na
                                                  drzewach.
                                        • tralala33 Re: Zielona wrona 15.12.05, 20:46
                                          Takie brusy to rewelacjia - szczerze podziwiam. Ja tylko raz wydziubałam
                                          serwetkę szydełkiem, i to w dodatku z różowego kordonka, więc na Wigilię nie
                                          przyda się.
                                          A podczepiam się jeszcze pod zieloną wronę, bo mam teraz najciekwaszy fragment
                                          z opracownia pani Bożeny Beby - co na tym pięknie przygotowanym stole postawić.
                                          I tu niespodzianka - 'pokaż mi co jesz, a powiem ci skąd jesteś'.
                                          "Zróżnicowanie pochodzenia regionalnego mieszkańców Olsztyna powoduje, że na
                                          stole wigilijnym pojawia się takie bogactwo i różnorodność potraw, że skłonna
                                          byłabym w tym względzie przyznać palmę pierwszeństwa.'
                                          • tralala33 Re: Zielona wrona 15.12.05, 20:54
                                            Errata: takie obrusy, naturalnie. Ale wrócę do potraw:
                                            'Wśród zup na stole dominuje barszcz z uszkami (wileńskie, lwowskie,
                                            wołyńskie), barszcz z ziemniakami (np. Mazowsze, Kurpie), zupa grzybowa
                                            (Podlasie?), zupa z suszonych owoców z makaronem (???), żur z ziemniakami i
                                            zupa rybna. A dalej idą śledzie pod różnymi postaciami - w occie i w oleju, w
                                            śmietanie i w pomidorach, pierogi z kapustą i z grzybami, z makiem, ruskie z
                                            ziemniakami, ze słodką kapustą, kulebiak, kluski z makiem, groch z kapustą,
                                            kapusta z grzybami, sałatka litewska (fasola, buraki, ogórki kiszone), lwowska
                                            i wołyńska kutia, ryż na słodko z makiem i miodem, wileńskie śleżyki (kruche,
                                            ale twarde ciasteczka z makiem, podawane w mleczku makowym z bakaliami),
                                            małopolskie łamańce, mazowieckie i podlaskie racuchy, bułka drożdżowa
                                            (wileńskie), kompot z suszu owocowego, kisiel żurawinowy, no i ryby, wśród
                                            których króluje karp smażony, ale także przyrządzany na inne sposoby - po
                                            greckum po żydowsku, w galarecie. Rzadziej pojawiają się inne ryby. Towarzyszą
                                            temu grzyby marynowane, panierowane i coraz częściej pieczarki (?). No i
                                            oczywiście strucla z makiem lub tort makowy.'
                                            Uff, jest z czego wybierać. A jakby było za mało to polecam moje ulubione
                                            danie - gołąbki z hreczką (kaszą gryczaną).
                                            • rita100 Re: Zielona wrona 15.12.05, 21:39
                                              Ależ potraw, faktycznie cała gama kulinarii tylko jeden żoładek ;)
                                              Ale jednak w dalszej części niektóre potrawy jak groch będziemy wykluczać , bo
                                              w dalszych wykładach okaże się , że nie przystoi jeśc grochu na Wigilię ;)
                                              Ale z gołabkami to duzo pracy. Ja zobaczę co moi wymyslą z tym jedzeniem
                                              światecznym. Ciasta zawsze mam kupne z cukierni juz sprawdzonej.
                                              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14682
                                              Popatrz się Tralala, jest forum gwary. Jest tam gwara góralska i slaska. Nie ma
                                              warmińskiej.
                                              • tralala33 Re: Zielona wrona 17.12.05, 21:26
                                                Z gołąbkami dużo pracy, ale można je zrobić dzień wcześniej. A oto co znalazłam
                                                dziś w interecie - rozmowa z krakowianinem Robertem Makłowiczem:

                                                A jakie potrawy znajądą się na stole wigilijnym?

                                                ’Dwunastu potraw nie ma. W ramach jednej wielkiej wspólnoty
                                                judeochrześcijańskiej jest karp po żydowsku, karp smażony, jakaś inna ryba, na
                                                przykład sandacz albo szczupak, jest barszcz kiszony domowo, z uszkami. Jest
                                                strudel z jabłkami, jest kutia. Bywają pierogi z kapustą i grzybami, gołąbki z
                                                kaszą gryczaną i grzybami. Jest kompot z suszu, makowiec... Pijemy też dobre
                                                wino.’

                                                Proszę, gołabki z kaszą gryczaną – pan Robert wie, co dobre!

                                                • rita100 Re: Obrzędowość Bożego Narodzenia 17.12.05, 22:05
                                                  Pan Robert to znawca kuchni regionalnej, ale do jedzenia podejdę dopiero w
                                                  poniedziałek, dzis stroję dom i ubieram choinkę, jestem własnie w trakcie
                                                  pracy, ale nie zapomniałam o naszych rozmowach. :)


                                                  " Na obrzędowości Bożego Narodzenia i całego okresu zaciążyły bardzo silnie
                                                  relikty obchodzonego dawniej w tym czasie święta zmarłych. Panowało
                                                  przekonanie, że w noc wigilijną chodzą dusze (powiaty: ełcki, olecki, piski). W
                                                  wielu wsiach (do 1945-1950) zostawiano dla dusz zapaloną świecę, wodę,
                                                  jedzenie, palono w piecu. Posypywana piaskiem lub popiłem ława czy podłoga
                                                  nosić miały nazajutrz ślady duchów.
                                                  Z formami magicznymi okresu Bożego Narodzenia wiąże się przekonanie, że
                                                  wówczas specjalnie aktywnie działają czarownice, szkodząc bydłu i ludziom.
                                                  Zabezpieczano się przed nimi kładąc siekierę ostrzem do góry na progu domu i
                                                  obory. Panował przesąd, który przetrwał, że w tym okresie nie wolno nic
                                                  pożyczać, bo by się wszystko z domu straciło, znany jest on na terenie całej
                                                  Polski..
                                                  W związku z zakazem różnych czynności gospodarskich i dużą ilością
                                                  wolnego czasu w okresie Bożego Narodzenia kwitło życie towarzyskie. Powszechnie
                                                  zbierano się na wspólne darcie pierza, a gdzieniegdzie i na zabawy. Na terenie
                                                  powiatów giżyckiego, oleckiego i ełckiego zabawy urządzane w wieczory świeczek
                                                  mają nazwę guziny. Do dziś żywe są wspomnienia wesołych gier towarzyskich: w
                                                  świeczki nie wolno było nic robić, wieczorami odbywały się guziny, grano,
                                                  tańczono. Bawiono się w węża, ustawiając się jeden za drugim. Pierwszy w wężu
                                                  miał pytę ukręconą z ręcznika, którą starał się dosięgnąć i uderzać ostatniego.
                                                  Zabawa zaczynała się zawołaniem: do kucznego - przekaz pochodzi ze Świdrów koło
                                                  Giżycka. Wszystkie zakazy pracy w okresie Boże Narodzenie - Nowy Rok nie
                                                  dotyczyły dnia poprzedzającego Nowy Rok."

                                                  Tralala, czyż nie cudownie spędzano Święta ?. Cała wieś się bawiła, wszyscy sie
                                                  znali i widać jak byli weseli. Tu wspomniano o zabawie w węża, o której nie
                                                  wspomnieliśmy we folklorze. Taka zabawa w węża, to zabawa grupy ludzi, którzy
                                                  doskonale się bawili hehe.
                                                  Jeszcze raz haha, wiesz dlaczego ? Bo taką zabawę w węża mieliśmy na II
                                                  Zjeździe forumowiczów olsztyńskich i wężowaliśmy się nie wiedząc o tej tradycji.
                                                  A teraz widzisz jak się spędza Święta, siedzi się za tym stołem, popija winko
                                                  czy gorzałeczkę, czeka się na gości lub samemu się idzie w gości i kończy sie
                                                  wspólnym oglądaniem telewizji. Teraz nawet jest bardziej modne wyjechać na
                                                  święta na wczasy.

                                                  A co do win, to teraz też jest wybór.
                                                  • rita100 Re: Obrzędowość Bożego Narodzenia 18.12.05, 20:24
                                                    Tralala, jesteśmy podczas przygotowań światecznych, wprawdzie choinkę mam już
                                                    ubraną, teraz tylko ogólne porzadki i kulinaria. Nie zapomnij jak już
                                                    wspomniałaś o winie , ten trunek poświęcić ;) Jak wspominają żródła i na to
                                                    musi być odpowiedni czas.
                                                    "Piwo i wino musi być święcone w trzeci Dzień Bożego Narodzenia jest to
                                                    późniejszy nakaz."

                                                    Zapewne wiesz jak życzono sobie na Warmii, ale koniecznie musimy to napisać -
                                                    po raz pierwszy w tej formie będę składać życzenia forumowiczom.

                                                    Życzenia na Warmii

                                                    Boże, daj wama sz'częscia na te łuroczyte święta, cobyśta w sz'częściu i
                                                    zdrowiu drugich doczekali.
                                                    Bóg zapłać.
                                                    I wama daj Boże, sz'częscia na te łuroczyste święta, żebyśta w zdrowiu drugiego
                                                    doczekali !
                                                  • tralala33 Re: Obrzędowość Bożego Narodzenia 18.12.05, 20:33
                                                    Piękne życzenia, muszę je powtórzyć - teraz internetowo, a już za kilka dni na
                                                    żywo!

                                                    Boże, daj wama sz'częscia na te łuroczyte święta, cobyśta w sz'częściu i
                                                    zdrowiu drugich doczekali.
                                                    Bóg zapłać.
                                                    I wama daj Boże, sz'częscia na te łuroczyste święta, żebyśta w zdrowiu drugiego
                                                    doczekali !

                                                  • rita100 Re: Kolenda 18.12.05, 20:47
                                                    Ja też podziwiam te życzenia, pierwszy raz je poznałam .

                                                    Kolęda mazurska
                                                    Posłuchajcie z weselem, z weselem, z weselem !
                                                    Co się dnia tego, casu dawnego w Betlejem, w Betlejem,
                                                    zapewnie stało, a juz podało ludziom wsem, ludziom wsem !

                                                    Narodził się Chrystus Pan, Chrystus Pan, Chrystus Pan
                                                    zubogi pany, chtóry nad pany, panem sam, panem sam ;
                                                    nimiał wcesności, by wziecne włości sprawziuł nam, sprawziuł nam.

                                                    Ach synecku jedyny, jedyny, jedyny,
                                                    coś w ludzkiem ciele ucierzpsiał wziele, bez wziny, bez wziny.
                                                    Wszystkie trzymając, a w mocy mając krainy, krainy.
                                                    K.Małłek


                                                    ---
                                                    Boże, daj wama sz'częscia na te łuroczyte święta, cobyśta w sz'częściu i
                                                    zdrowiu drugich doczekali.
                                                  • rita100 Re: Kolenda 18.12.05, 20:49
                                                    Jak przed świętami na zachodzie niebo było czerwone, to mówiono, że 'aniołki
                                                    pierniki psieką'.

                                                    Tralala, pieczesz pierniki ?
                                                    Zobacz na niebo, jeśli czerwone , to aniolki pierniki psieką :)
                                                  • tralala33 Re: Kolenda 18.12.05, 21:18
                                                    Pierniczki choinkowe
                                                    1 kg maki (lub trochę więcej, jeśli trzeba dosypać na końcu zagniatania ciasta)
                                                    1 i 1/2 szklanki miodu + 6 dkg masła + 30 dkg cukru = zagotować, mieszając,
                                                    przestudzić (!) i dodać do mąki.
                                                    1 kieliszek spirytusu, 1 torebka przypraw korzennych, 3 jajka (2 żółtka i 1
                                                    całe), 1 dkg sody rozpuszczonej w 1 łyżce wody.
                                                    - Zagnieść ciasto, posypać mąką i mocno schłodzić (np. na noc do lodówki)
                                                    - wałkować placki na grubość ok. 0,5 cm, wykrawać ciastka, smarować jajkiem,
                                                    piec krotko w gorącym piekarniku.
                                                    - lukier: 2 białka ubić na pianę, dodać cukier puder i łyżkę mąki ziemiaczanej.
                                                    Zrobić rożek z pergaminu, odciąć nieco czubka, napełnić lukrem i dekorować
                                                    ciastka
                                                    - Pierniczki przechowywać w pudełku (nie tracą świeżości, ale wtedy są twarde),
                                                    lub zostawić na wierzchu albo zawieśić na choince (wtedy zmiękną).

                                                    Taki przepis dostałam parę lat temu od Bardzo Dobrej Gospodyni. Pani Gospodyni
                                                    zapomniała mnie jednak uprzedzić, że te proporcje pozwalają wyprodukować
                                                    wystarczająco dużo pierniczków, by udekorowac choinkę w Rockefeller Center w
                                                    Nowym Jorku. Od wałkowania i wycinania ciasta spuchły mi ręce, a pierniczkami
                                                    zapełniłam kilka pudełek. W dodatku te, które powiesiłam na choince, nie
                                                    zmiękły i nadawały się tylko dla wiewiórek. Więc, Rito, jakbyś miała lepszy
                                                    przepis to czekam. Dziś przed zachodem słońca niebo było czerwone.
                                                  • rita100 Re: Kolenda 18.12.05, 21:40
                                                    Nie , Tralala, niech mi pierniczki Aniolki pieką, już od dawna ciasta kupuję.
                                                    Mam fajną cukiernię, taką swoją swojską i zamawiam wypieki, poniewaz mój czas
                                                    domowy jest ograniczony, pracuję 11 godzin dziennie. A Ty masz czas na wypieki ?
                                                    Acha , sernik obowiązkowo piecze teściowa.
                                                  • tralala33 Re: Kolenda 18.12.05, 21:55
                                                    Po tej mordędze z pierniczkami sprzed dwóch lat już tylko Piernik kętrzyński (z
                                                    pudełka), rozmieszać z wodą, masłem i miodem, i siup do piekarnika. Zapach
                                                    jest, efekt jadalny i gwarantowany, pracy tyle co nic. Pozdrawiam wszystkie
                                                    Aniołki, niech nam pieką świąteczne ciasta, i dobrej nocy życzę.
                                                  • rita100 Re: Kolenda 18.12.05, 21:59
                                                    Dobrej nocy - czyli Ty też na ławizne idziesz z ciastami ;))) Najlepiej to
                                                    kutie robię. To jest makaron łazankowy z makiem i bakaliami. Więc gotuję
                                                    makaron i potem mieszam go z makiem z ciata kruchego . Jest taki placek
                                                    makowiec wiedeński , czyli sam mak na kruchym i zbieram ten mak łącząc z
                                                    makaronem . To jest najszybsza potrawa wigilijna i dość smaczna.
                                                  • rita100 Re: Dzień poprzedzający Nowy Rok 19.12.05, 20:31
                                                    "Dzień poprzedzający Nowy Rok nazywany był ziliją (wiliją) do Nowego Roku. Był
                                                    on bardzo uroczyście obchodzony przez Warmiaków i Mazurów. Odbiciem żywego
                                                    niegdyś kultu zmarłych było, że w tym czasie na świecie przebywają dusze
                                                    zmarłych, co miało sprzyjać wszelkim wróżbom. Tak, więc lano ołów lub wosk na
                                                    wodę, a z kształtu bryły przepowiadano przyszłość. Inną wróżbą było puszczanie
                                                    drewienek lub igieł na miskę pełną wody. Połączenie tych przedmiotów ma
                                                    zapowiadać ślub osób wykonujących wróżbę. Dziewczęta powszechnie nadsłuchiwały,
                                                    z której strony odezwie się głos zwierzęcia - z tej strony przyjdzie przyszły
                                                    mąż. Powszechnie wróżono z figurek ciasta nowolatkowego podłożonych pod
                                                    miseczki, przedstawiające krzyż = śmierć, kolebkę = urodziny, różaniec =
                                                    klasztor, obrączkę = zamążpójście. Zwyczaje, te bardzo przypominają powszechne
                                                    wróżby andrzejkowe."

                                                    Tralala, czyli faktycznie czas poświateczny był urozmaicony i bardzo zabawny.
                                                    Ale to nie wszystko jeszcze. Jak świetnie potrafili bawić się Mazurzy w tym
                                                    okresie czasu. Mieli oni czas na zabawę i czas na pracę.
                                                  • rita100 Re: Prządki, pierzajki 19.12.05, 20:44
                                                    Prządki, pierzajki


                                                    W wielu domach jesienią i zimą były organizowane prządki, czyli przędzenie
                                                    nici lnianych lub wełnianych. Bardziej efektowne były pierzajki
                                                    (pierzowiny), czyli darcie pierza.

                                                    Pierzajki odbywały się wieczorami przy lampach naftowych.
                                                    Uczestniczyły w nich głównie kobiety i młode dziewczęta. Skubały one pierze
                                                    kacze lub gęsie, z którego robiono wielgachne poduchy i pierzyny, a także
                                                    malutkie jaśki, z knotów natomiast - knotuśnioki. Szukający uciech chłopy i
                                                    kawalery wpadali na pierzajki nieproszeni: otwierali drzwi, robili przeciągi,
                                                    wpuszczali różnorakie ptactwo (wróble, gołębie, kury), co powodowało, że pióra,
                                                    pierze i puch krążyły po całej izbie. Kobiety piszczały, krzyczały i
                                                    przepędzały gości. Dla wyciszenia atmosfery gospodyni polewała wszystkim
                                                    bimbru i dawała zakąskę. Pierzowiny kończyły się śpiewem, a nawet zabawą
                                                    taneczną. Kiedy wydarto całe pierze u jednej baby, przenoszono się do drugiej.

                                                    Zwyczaj ten zamarł w drugiej połowie lat sześćdziesiątych, bynajmniej nie z
                                                    powodu pojawienia się we wsi elektryczności, lecz watowej kołdry, którą
                                                    zaczęto otulać śpiące ciała zamiast pierzyną. W tych okolicznościach gęgający
                                                    i kwaczący drób stał się zbędny, a jego miejsce na podwórku zajęły klomby i
                                                    milcząco nieruchome krasnale, które - jak wiadomo - upierzone nie są.



                                                    Źródło: Na podstawie informacji zebranych przez Bożenę Plutę, klasa Vb.

                                                    szkola.interklasa.pl/f057/przadki.htm
                                                  • rita100 Re: W noc poprzedzającą Wigilię 19.12.05, 20:47
                                                    W noc poprzedzającą Wigilię chłopcy i młodzi mężczyźni „chodzili po
                                                    szczęściu"”, czyli bezkarnie robili różne dowcipy słodko śpiącym mieszkańcom
                                                    wsi: malowali wapnem okna chałup, w których mieszkały panny na wydaniu,
                                                    zatykali słomą kominy, wciągali na dachy stodół lub chałup furmanki, kradli
                                                    furtki lub wychodki. Cała zabawa polegała na tym, aby mieć szczęście i nie dać
                                                    się złapać.
                                                    szkola.interklasa.pl/f057/chodzenie_po_szczesciu.htm
                                                    Tralala, fajne znalazłam ?
                                                  • tralala33 Re: W noc poprzedzającą Wigilię 19.12.05, 21:08
                                                    O, to już Nowy Rok zawitał? Świetna stronka, choć tradycja robienia psot nie
                                                    wiem, czy by się dzisiaj podobała. A wciagnięcie samochodu na dach domu to
                                                    karkołomna propozycja. No to wskakuję na górę i pod Rogale podczepiam
                                                    Herody )))
                                                  • tralala33 Re: W noc poprzedzającą Wigilię 19.12.05, 21:19
                                                    'Nowolatka' przydawały się nie tylko do wróżb. Dawano je też do zjedzenia
                                                    bydlętom, co chroniło je przed chorobami. W sadzie zaś owijano drzewka owocowe
                                                    słomą, do której wrzucano okruszki z 'nowolatka'. Dodatkowo wymawiano taką
                                                    orację 'ja ci daję nowolato, a ty mi daj owoc za to.'
                                                    Ale w tych dniach między Wigilią a Nowym Rokiem, oprócz białej magii można było
                                                    też uciec się do magii czarnej - wystarczyło podejść w noc sylwestrową pod dom
                                                    sąsiada i potrząsając płotem powiedzieć te slowa ;'jaja dla nas, gdakanie dla
                                                    was' - odtąd kury gospodarza na jego podwórku tylko gdakały, a niosły się u
                                                    siąsiada. No ale teraz stawiamy solidne, murowane płoty i potrząsnąc się nimi
                                                    nie da.
                                                  • rita100 Re: W noc poprzedzającą Wigilię 19.12.05, 21:26
                                                    Faktycznie, kury uwielbiaja nosić jaja u sąsiada :) Pamiętam jak jedna kura
                                                    sąsiada trudna drogę pokonywała by jajeczko znieść w naszym ogrodzie i tak
                                                    trwało jakiś czas dopóki sąsiad ją na rosół nie przeznaczył ze złosci ;)))
                                                    I nie wiem czy moja babcia takiej magii sięgała, ale coś w tym jest:)

                                                    Teraz to już i kur w okolicach brak :)
                                                  • rita100 Re: W noc poprzedzającą Wigilię - niespodzianka 20.12.05, 22:09
                                                    laband 24.12.03, 03:00 zarchiwizowany

                                                    Gody

                                                    Łod Wilije do Trzech Króli
                                                    Godni święta my święcili.
                                                    Już w Tomasza było kozani
                                                    Połączone z pieśniczkami.
                                                    Jako wiycie "w Tóma siedź w dźma"
                                                    Tóż chłopi drzewo rąbali
                                                    Na nolepe ukłodali.
                                                    Szyli kyrpce na święta.
                                                    Baby zaś i dziewczęta
                                                    Plotły kopyca i prały
                                                    Na płocienku rozwieszały.
                                                    Bielizna pościelowo, płócienne koszule
                                                    Robiły porządki w sieni i stodole.
                                                    Ługe i żółte pioske myły
                                                    Ławki drewniane i stoły.
                                                    A że łod wilije do Trzech Króli
                                                    Nie wolno było trzaskać i bulić
                                                    Mielono w żarnach zboże, bo święto!
                                                    Słomę na sieczkarni ręcznej cięto.
                                                    A 23 grudnia to był Szczodry Dzień
                                                    Nie zamykała się u Gazdy sień.
                                                    Chodzili po prośbie biydocy
                                                    Kaleki abo i kumorniocy.
                                                    Gaździno czym mogła łobdzielała
                                                    A za życzenia zdrowia dostawała.
                                                    We Wilije pieczono chleby
                                                    W piekarszczoku na drzewie z nolepy
                                                    Pote buchty a toczeniki
                                                    Ale dobre były te liczne wypieki.
                                                    Na łostatku jelita wkłodano
                                                    Bydó jeść ich gazdowie rano.
                                                    Swiyczka sie na stole poli.
                                                    Wszyscy sie wyrychtowali.
                                                    Swiyczka mo świycznik z karpiela
                                                    Na ławie jedzenio wiela.
                                                    Łod stołu sie nie łodchodziło
                                                    Bo by sie do roku umrzyło.
                                                    Pod biołó płachte dlo uciechy
                                                    Dowali jabłka, czosnek, łorzechy.
                                                    Jadło sie kapuste z mięse i szpyrkami
                                                    Groch i brędze z pieczkami
                                                    Maęlónkó sie popijało
                                                    "Ojcze nasz" sie porzykało.
                                                    Pod świeczką sie piniądz mości
                                                    By ich było w obfitości.
                                                    Po wieczerzy zaś do chlywa
                                                    Mama, dziecka, służka Jewa.
                                                    Krową sie chlyb podowało
                                                    Czy bydą mówić sie słuchało.
                                                    Dziywki se wróżyły pote
                                                    Po wieczerzy trzęsły płote.
                                                    Posłóchały skąd pies szczeko
                                                    Z tej strony kawaler czeko.
                                                    Rano na jutrznie do kościoła
                                                    Dzwon głośniutko wszystkich wołoł.
                                                    A że ćmisko jeszcze było
                                                    Pochodnią się świeciło.
                                                    Bicie dzwonów, światła blaski
                                                    Łoznajmiały że czas łaski.
                                                    A kto z jutrzni wrócił pirwszy
                                                    Był cały rok zdrowy, czyrstwy.
                                                    Pote chodzili wszędzi połaźnicy
                                                    Pastuszkowie i kolędnicy
                                                    Wszyscy pieknie winszowali
                                                    Za to kolęde szumną dostali.
                                                    Dobre są te "Godni Swięta"
                                                    Każdy z nas ło nich pamięto.
                                                    Na gębach nó uśmiech gości
                                                    Serdecznie witómy gości.
                                                    Bo to święta są pokoju
                                                    Po trudnym całorocznym znoju.

                                                    TAK TO WIDZIAUA WE BESKIDZIE SLONSKIM MARIA SZTURC


                                                  • rita100 Re: Ciasto " Nowolatko" 20.12.05, 22:19
                                                    Ciasto " Nowolatko"

                                                    "Innym zwyczajem zawierającym elementy magiczne, znanym tak Mazurom, jak i
                                                    Warmiakom, jest pieczenie w wieczór poprzedzający Nowy Rok specjalnego ciasta
                                                    obrzędowego, zwanego nowolatkiem lub nowolatem. Brało się mąkę i zarabiało
                                                    piwem kadykowym, czyli jałowcowym, a teraz bardzo często winem. Piwo i wino
                                                    musi być święcone w trzeci Dzień Bożego Narodzenia jest to późniejszy nakaz.
                                                    Samo nowolatko, wypiekane w postaci figurek wyobrażających zwierzęta
                                                    gospodarskie, ptactwo domowe, kłosy żyta, ma zapewnić dobytkowi zdrowie i dobry
                                                    chów w nadchodzącym roku. Dawało się je po trochu zwierzętom, które
                                                    przedstawia, a resztę chowało starannie, by w czasie choroby któregoś ze
                                                    zwierząt wykorzystać jako lekarstwo. Zwyczaj ten, będący dawną pozostałością
                                                    zabiegów magicznych jeszcze do niedawna był żywy, ale wypiekaniu nie zawsze
                                                    towarzyszy świadomość, po co się to robi.

                                                    Tralala, takie ciasteczka ze zwierzatkami to piekło się też na Świeta i
                                                    wieszało na choince - pamiętasz ?
                                                    Szyko się to robiło z kruchego ciasta i na brytwaneczkę i do piekarnika i
                                                    gotowe. Uwielbiały takie wypieki dzieciaki i choćby były jak twarde to zawsze
                                                    cieszyły te zwierzatka domowników :)
                                                  • rita100 Re: Ciasto " Nowolatko" 20.12.05, 23:00
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=27625528&a=33793514
                                                    Tralala, zobacz na tą chatkę, mamy płot, który musimy potrząsnąć, by kury
                                                    sąsiada znosiły jajka u nas ;))))
                                                  • tralala33 Re: Ciasto " Nowolatko" 21.12.05, 19:59
                                                    Z kruchego ciasta to nie, ale pierniczki w różnych kształtach to pamiętam. A na
                                                    mojej choince, na górze wieszam dużego aniołka ze słomki, a niżej, schowany
                                                    wśród gałązek siedzi słomkowy kłobucek :) - niech i on ma święta.
                                                    Wczoraj niestety zasnęłam przed dobranocką, a dziś muszę na gwałtu rety
                                                    pokończyć różne prace przed Świętami, więc znikam z forum (ale może coś tu
                                                    znajdę do poczytania?).
                                                  • rita100 Re: Ciasto " Nowolatko" 22.12.05, 09:26
                                                    Tak Tralala, teraz mamy gorący okres przedświąteczny. Pamietam swoje wypieki
                                                    róznych zwierzatek, ale teraz kiedy mam dorosłe córki świat mi się zmienił.
                                                    Teraz będę czekać na wnuki , by im sprawić radość.
                                                    Chciałam wczoraj wejśc na Olsztyn, ale się troche bałam by nie robić
                                                    zamieszania. Dziś spokojnie jest.
                                                    Więc korzystając z okazji składam Ci Tralala życzenia jak najmilej spędzenia
                                                    czas, ten tradycyjny i odwieczny, Czas Bozego Narodzenia. By był dla całej
                                                    Twojej rodziny czasem radosnym.
                                                    Wiesz, jak bardzo jestem Ci wdzięczna za te miłe rozmowy i mam nadzieję , że
                                                    dalej będa toczone, wszak przed nami też Karnawał :)
                                                    Wesołych Świąt
                                                  • rita100 Re: Z samego nieba 22.12.05, 22:00
                                                    Kolęda mazurska
                                                    Z samego nieba

                                                    Anieli z nieba zstąpili,
                                                    Pasterzom się objawili, mówiąc:
                                                    Oto narodzone Dziecię
                                                    W żłobie położone.

                                                    W Betlejem Dawidowym,
                                                    Za proroctwem Michałowym,
                                                    Tam macie narodzonego
                                                    Znaleźć Zbawiciela swego.

                                                    Weselcież się z tego z nami
                                                    Że się Bóg tak zbracił z wami.
                                                    Przyjął na się wasze ciało,
                                                    By się wam niebo dostało.

                                                    Niech wam nie panuje trwoga,
                                                    Macie przyjaciela z Boga,
                                                    Darmo się czart o was kusi,
                                                    Przed Jezusem uciec musi.

                                                    Boże, daj wama sz'częscia na te łuroczyte święta, cobyśta w sz'częściu i
                                                    zdrowiu drugich doczekali.
                                                  • tralala33 Re: Ciasto " Nowolatko" 23.12.05, 20:40
                                                    Dziękuję za życzenia, Rito. Twoje Święta szykują się gwarnie i szczęśliwie -
                                                    czy w tym ferworze świąteczym uda nam się dopilnować wszystkich tradycji? A
                                                    nawet jak o czymś zapomnimy, to najważniejsze, żeby było pogodnie, serdecznie i
                                                    radośnie, tak jak w tej oracji z Jutrzni mazurskiej (to ci niespodzianka, co?
                                                    Pobiegłam jeszcze do osiedlowej biblioteki, żeby coś ciekawego do czytania
                                                    wyhaczyć, zaglądam na półki a tam - Jutrznia mazurska! cała i jeszcze kilka
                                                    takich wspaniałych dodatków - będę miała coś dla Twojej córki na wesele!!!). No
                                                    to wklejam orację, i jeszcze raz - udanych i szczęśliwych Świąt, Rito.
                                                  • tralala33 Re: Jutrznia mazurska 23.12.05, 20:41
                                                    Czternasta oracja

                                                    Radośnie spsiewajmy,
                                                    w sércach Panu grajmy.
                                                    Radość nasa w złobzie lezy
                                                    o tej dobzie. Nad słońce jaśniejsy,
                                                    Jezus najnilejsy.

                                                    Tego zitajmy,
                                                    pokłon mu dajmy.
                                                    O Jezu malucki,
                                                    Zbazicielu ludzki.
                                                    Pocies duse mojo
                                                    przez łaskawość Twojo.
                                                    Synacku nadobny,
                                                    O Królu ozdobny,
                                                    ciągnij mnie ku sobzie
                                                    bym buł przy Tobzie.
                                                    O ojca niłości!
                                                    O syna litości!
                                                    Ciebzie gdybyśmy byli
                                                    przez grzechy stracili,
                                                    tyś spraziuł w scérości
                                                    niebzieskie radości,
                                                    nam do zywota
                                                    otworzył wrota
                                                    kędyś so radości?

                                                    Tam na wysokości,
                                                    gdzie anieli spsiéwajo,
                                                    a psieńi nowe majo,
                                                    Tam najlepse Gody,
                                                    wybranych ochłody:
                                                    Obym tam byli,
                                                    Boga chwalili. Amen.
                                                  • tralala33 Re: Jutrznia mazurska 24.12.05, 13:52
                                                    Na wigilijne kolędowanie taka oto mazurska pieśń z 'Jutrzni' Karola Małłka.

                                                    Anioł Pański o tem praziuł
                                                    pasterzom w polu objaził,
                                                    chtórzy straz nocno trzymali
                                                    i trzód swoich psilnowali.

                                                    Mówziąc: Przecie sie lękacie
                                                    i od stracju uciekacie?
                                                    Zielgo radość wam przynosim,
                                                    posłuchajcie, psilnie prosim.

                                                    Mesyjas on obziécany
                                                    już wam dzisiaj z nieba dany.
                                                    Oto w Betlejemnie nieście
                                                    lezy, tylko sie tam spsieście.

                                                    W stajni lezy, bo gospody
                                                    nie mógł dostać dla wygody,
                                                    stąd w lichym i twardym złobzie
                                                    obrał psiérsy nocelg sobzie.
    • szwager_z_laband Re: Stajenki z marcepana 24.12.05, 14:52
      A jo se sam piozwola powinszowac wsszyskim ze Olsztyna piyknyj Wiliji -
      szczynsc boze !!

      :)

      • rita100 Re: Stajenki z marcepana 26.12.05, 22:16
        skromniuko i cichutko podziękuję - słowami: jestem pod wielkim wrażeniem
        Waszych życzeń , tak cieplutko się robi na serduszku że się to czuje :)
        Może jutro dojdę do siebie, bo duzo wrażeń, a przede wszystkim - zaręczyny
        mojej córki :)
        • rita100 Re: Stajenki z marcepana 27.12.05, 19:31
          Jeszcze nie mogę dojśc do siebie po tak wspaniałych świetach :)
          No więc Święta spędziłam rodzinnie z gośćmi z Kołobrzegu i bardzo wesoło. Tak
          wesoło, że już na drugi dzień wysiadło mi całkowicie gardełko i już nie mogłam
          za dużo mówić. Do takiej prawdziwej tradycji to dużo brakowało, ale tą
          nowoczesną tradycję zachowaliśmy. Miłe były zaręczyny córki , a na drugi dzień
          wizyta w sławnym Wierzynku. Byłam tam po raz pierwszy i nie mogę nic
          powiedzieć, jest to klasa lokalu. Ale jak to młodzi, woleli Tacco i tam też
          wylądowaliśmy. I tu pełne zaskoczenie, tłoki w knajpach straszne, miejsc brak ,
          co wywnioskowałam, że tradycja przeniosła sie do lokali. Całe rodziny w nich
          siedziały. Rynek krakowski tonął w turystach i spacerowiczach. Śmiało mogę
          powiedzieć, że drugi dzień świąt to tradycja już knajpowa :)
          Kościoły przepełnione, tak , że nawet nie widzieliśmy szopek. Kraków
          światecznie udekorowany i był cudowny.
          A co u Ciebie Tralala slychać ?
          • rita100 Re: Stajenki z marcepana- kolenda narodów 27.12.05, 19:35
            Nużmy bracia pastuszkowie, kompanowie
            Wszyscy razem bieżmy, do Betlejem śpieszmy
            Anieli nam rozkazali, Bysmy Boga oglądali
            Narodzonego.

            Mazur mówi: hojze moja do oboja i do picołecki
            Zagram ze Mu wdzięcnie, miło, By sie z nami uciesyło, To Paniątecko.

            Rusin każe: hałyłuja, pomyłuja, Odnych zakłykaty druhych poprachaty, by wsi
            chudko prychodyły, knyszy, pyrochy znosyły, Panu dawały.

            Moskalowi gdy znać dano, nakazano - Kak stupaj batiuszka, rodytsia dytiuszka,
            Druhych braty, zakłykaty - Sołdat braty poprahaty, stupaj w Betleem.

            Litwin z lasa jak kiełbasa, hasa, hasa Przyprawia boćwinę, karmiąc tę
            dziecinę, A kałuchę kraje palcem, Kądluch stawia razem z smalcem, Wojtalis
            kieptas.

            Węgrzyn kusy z olejkami, z kropelkami, Do szopy przybywa,w tór głosu dobywa,
            Legem, legem malatana, Sem prinosim tu dla Pana, Sdrefe olejki.

            Niemiec bieży marsz w te tropy, Do tej szopy, Ach! ach! ach! mein Kinder, in
            sehr grossem Winter, Ist geboren auserkorren, in der Krippe nicht erfroren, In
            Betleem Stall.

            Goral sliwek koszałeczkę i miseczkę wziąwszy z domu masła, pobieżał do Jasła
            Nu Panuszku, przymijże to, Co Ci przynoszę z ochotą, Zda się Tobie

            Slęzak wieprzkow pędzi pare na ofiare; Zostawiwszy trzody, spieszy na te gody;
            Chce wyskoczyc z kąpanami, Lecz nie może przed trzosami, Przed Tem Panięciem

            Holenderczyk gdy przybywa, z sobą wzywa Pobliższe narody, do szopy w zawody:
            Angielczyka i Dunczyka,
            Kicinenig, wart ein wenig, Tuch und Gold ist da.
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34281&w=34013030&v=2&s=0

            • rita100 Re: Stajenki z marcepana 27.12.05, 19:39
              Popatrz Tralala , jak wyglądaja Święta w górach :)
              www.watra.pl/rozne/parada2005/bdunajec/DSC03668.JPG
              • tralala33 Re: Stajenki z marcepana 28.12.05, 08:26
                Pięknie, a ja jeszcze świętuję, ale nad morzem. Wracam w piątek, no chyba że
                zostanę na Sylwestra :)
                • rita100 Re: "Fafernuchy" do gorzałeczki 28.12.05, 20:40
                  To bardzo dobrze, urlopuj się i jestem za tym by i Sylwester spędzić w tym
                  świątecznym gronie :)A w którym miejscu nad morzem ?
                  Ale gdybyście przypadkowo pili gorzałeczkę to nie zapomnij o "Fafernuchach"

                  "W Sylwestra na Mazurach pieczone jeszcze inne specjalne ciastka - słone i z
                  pieprzem, nazywane fafernuchami (do wódki). Tam gdzie całkowicie zaginęła już
                  tradycja nowolatka, fafernuchy bardzo często mylone są z pieczywem obrzędowym."

                  Chyba ich nie jadłam, ale to musi być coś w rodzaju paluszków słonych lub z
                  kminkiem lub coś do czerwonego barszczu. Teraz to bardziej stosuje się chyba
                  kapusniaczki.
                  • rita100 Re: a to niespodzianka :) 29.12.05, 15:36
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14682&w=34104680&v=2&s=0
                    • rita100 Re: opowiada Warmiak Edward Cyfus 29.12.05, 20:09
                      O świętach po warmińsku opowiada znany Warmiak Edward Cyfus

                      Jo zawdy mniarkuja co Gody jidó jek w coły chałupsie feferkucham puchnie. Bo na
                      Gody na Warniji fejn łupsieczóno gajś i feferkuch to mus. Taki rychtyczny

                      warnijski feferkuch mus psiec na tydziań abo dwa przed Godami coby do Godów
                      fejn doszed. I psiernikowe begelki i te druge tyż. Tlo latoś am ta łuciecha

                      mnioł aż dwa razy. A wszystko bez tan gupsi tylewizór i te eszcze gupsze
                      zyriale.

                      Matylda do kucha rozczyniuła, a jom pod kochram fejn nahejcowoł, coby
                      rychtyczno gorónc do psieczanio buła. Potam am poszed szczapów do psieca

                      nahakać. Łuż am sia doczkać ni móg jek co rok, sia eszcze ciepluchnami
                      begelkami z mlykam łusmaczyć. Ale jek am do jizby nazod wloz tom sia tak

                      zjadoziuł co mi szczapy z ranców na dyle wylecieli. No bo mówta tlo! Plota
                      czerwóno jek rusko fana, smród w coły chałupsie aż w łoczy gryzie, a mojo

                      Matylda łuryczano jek na pogrzebzie w tylewizór dulczy! Prazie nie
                      pomniarkowała jek am na nia zaryczoł. -Eszcze tlo siułeczka Klyjmansku mózi toc
                      musza łoboczyć czy łóni sia łożanió.

                      A grznióncne psioruny zatrzasnóńć z takó babó!!! W tam gupsiam zyrialu łuż sia
                      i szwogerki z zianciami po pora razy żanili, bo tych łobcinków łuż bez

                      trzy tysiónce buło! Zagasiuł am zomniona i Matyldzie poziedzioł co do Godów bez
                      tylewizóra sia bandzie musiała łobónc. Razu jedan begelek sia nie łostoł

                      do zjydzanio. Som wangel!

                      Pyzoj sia ano chućko do spódzielni mózia, mónki i co tam eszcze brok pokupać i
                      na zieczór feferkuch i begelki majó na stole stojić, bo ci latoś take Gody

                      łuszykuja co ruski rok nie zaboczysz! A fejnych modrych piciów w zilijo pod
                      jeglijkó tyż nie nojdziesz. Jeno co w zilijo dostoniesz to łod sługów

                      klopejczam!

                      Ze dwa godziny dołrowało aż am sia łustyrowoł.

                      Spraziedlizie poziam, Matylda razu gamby nie roztworzuła jek am jó wyszudziuł,
                      a po zieczerzy mi pod nos coło łokopa begelków i becherek z

                      mlykam podetchła. Bo ornung musi być!

                      Ale jo siebzie znom i ziam co z tami Godami łu noju latoś tak nie bandzie jek
                      am napsisoł, bo to by buło nie po katolickamu i nie po warnijsku. Te

                      modre picie łuż am downo no Matyldy kupsiuł i eszcze cóś z czegój sia długo
                      radować bandzie.

                      Jó, życza Woma wszystke Warnijoki i wszystkam tam co do noju na Warnijo na te
                      Śwanta zjodó gwołt, gwołt zdrozio, politykrom rozumu, a no dzieciuków,

                      coby jam Wejnachcmon pod jeglijkó łostaziuł, to na co łuż downo chanć mnieli.
                      cdn
                      • rita100 Re: opowiada Warmiak Edward Cyfus 29.12.05, 20:14
                        Bandó gody, czyli warmińska gawęda na Boże Narodzenie (2)
                        Łostońta z Bogam.

                        Słowniczek

                        Bandó - będą
                        Gody - święta Bożego Narodzenia
                        mniarkuja - dostrzegam
                        feferkucham - ciasto piernikowe
                        gajś - gęś
                        rychtyczny - prawdziwy
                        begelki - ciasteczka
                        tlo - tylko
                        latoś - w tym roku
                        kucha - ciasta
                        rozczyniła - przygotowała
                        kochram - pod kuchnią z fajerkami (w piecu)
                        zjadoziuł - zdenerwował
                        mózia - mówi
                        łoboczyć - zobaczyć
                        łóni sia łożanió - oni się pobiorą
                        grznióncne psioruny zatrzasnóńć - przekleństwo
                        zomniona - czorta
                        som wangel- sam węgiel
                        Pyzoj sia ano chućko do spódzielni mózia, mónki i co tam eszcze brok pokupać -
                        ruszaj się szybko do sklepu, mówię, mąki i czego brakuje kup
                        nie zaboczysz - nie zapomnisz
                        piciów - pończoch
                        w zilijo pod jeglijkó - w Wigilię pod choinką
                        dołrowało - trwało
                        łustyrowoł - uspokoił
                        wyszudziuł - krzyczał
                        noju - nas
                        gwałt - dużo
                        Wejnachcmon - św. Mikołaj


                        • rita100 Re: Święta Warmiaków 29.12.05, 20:33
                          Święta Warmiaków

                          Rozmawiała Ewa Jarzębowska 20-12-2005 , ostatnia aktualizacja 20-12-2005 11:41

                          Zdrozio, szczościo i rozumu... - życzyli sobie Warmiacy na Święta Bożego
                          Narodzenia i Nowy Rok. O warmińskich obyczajach opowiada Edward Cyfus*.

                          Ewa Jarzębowska: Kiedy zaczynały się przygotowania do Bożego Narodzenia na
                          Warmii?

                          Edward Cyfus, Warmiak: - Z początkiem adwentu. Mężczyźni musieli nafitać
                          (nałapać) ryb, które kobiety wekowały w soli lub occie. Zabijano świniaka, z
                          którego przygotowywano leberkę - pasztetową, grycówkę - kaszankę i blutufkę -
                          czarny salceson. Szlachetne mięso wędzono, wekowano w zalewie solnej lub
                          pieczono. Nic nie mogło się zmarnować, dlatego z nóg, głowy i uszu przyrządzano
                          galaretę. Przed świętami przygotowywano też ciastka, w tym pierniki i
                          feferkuch - ciasto piernikowe - przysmak Warmiaków. Ciasto bożonarodzeniowe
                          musiało być ciemne, dlatego dodawano przyprawy korzenne, a nawet drobno mieloną
                          kawę zbożową.

                          Jak wyglądała Wigilia Bożego Narodzenia?

                          - Wigilii Warmiacy nie obchodzili tak uroczyście jak dziś. 24 grudnia
                          przygotowywali się do świąt. Kobiety sprzątały w domu, odkurzały, owijały
                          doniczki nowym papierem, zmieniały pościel. Kończyły też szykowanie posiłków na
                          dwa świąteczne dni. Obowiązywała zasada dzień świąt święcić - więc nic nie
                          robić. Kobiety wcześniej obierały ziemniaki, by w Boże Narodzenie mieć jak
                          najmniej pracy. Rytuałem było też szorowanie drewnianej podłogi, to była
                          ostatnia czynność przed świętami. Wykorzystywano do tego wodę z mydlinami po
                          wieczornej kąpieli.

                          Co robili wtedy mężczyźni? Wychodzili z domu?

                          - Do zadań mężczyzn i chłopców należało porządkowanie obejścia, przygotowanie
                          zapasów jedzenia dla zwierząt, narąbanie drewna na kilka dni i przyniesienie
                          choinki. Drzewko ubierała cała rodzina pod okiem najstarszego, ale dopiero po
                          pierwszej gwiazdce. Na świerk kładziono dużo waty, wieszano kolorowe ozdoby z
                          papieru, ze słomy, a także naturalne świeczki i zimne ognie. Wbrew pozorom
                          pożary od świeczek zdarzały się bardzo rzadko.

                          Po przygotowaniu do świąt był czas na wspólną kolację?

                          - W wigilię do południa lub do północy - zależnie od tradycji lokalnej -
                          obowiązywał post ścisły. Dopiero wieczorem siadano do wieczerzy, ale nie tak
                          uroczystej jak dziś. Warmiacy jedli wówczas ryby, grycówkę, leberkę. Po kolacji
                          był czas na modlitwę i kolędy np. Stille Nacht.

                          Czy do Warmiaków przychodził Mikołaj z prezentami?

                          - Dzieci przed snem ustawiały pod choinką talerze na prezenty od Mikołaja.
                          Rano, w dzień Bożego Narodzenia, sprawdzały zostawił im pod choinką. Czekały na
                          nie jabłuszka, orzechy laskowe i włoskie, pierniki, wyroby czekoladowe,
                          karmelki. Zdarzały się też prezenty: rękawiczki, skarpety, czy zabawki zrobione
                          przez dziadka.

                          Jak mijał dzień świąt, podczas, którego nie można było niczego robić?

                          - Do kościoła chodziło się jak najwcześniej, by potem cały dzień świętować.
                          Pierwszy dzień świąt był dniem rodzinnym. Ludzie rozmawiali, słuchali opowieści
                          krewnych. Nie wykonywali żadnej pracy, poza niezbędną.

                          Co Warmiacy jedli w Boże Narodzenie?

                          - Śniadanie musiało być bardzo obfite. Na stół trafiały sałatki jarzynowe i
                          śledziowe, wędliny i ryby. Nie mogło braknąć tradycyjnych śledzi smażonych z
                          zalewy octowej. Zdarzało się, że podawano prawdziwą czarną kawę w specjalnych
                          świątecznych filiżankach - to był wtedy rarytas. Herbaty nie znano.

                          Na obiad tradycyjnie rosół z kury. Jako przekąskę między pierwszym i drugim
                          daniem serwowano marchew z groszkiem i maleńkimi kotletami mielonymi, a na
                          drugie danie gęś pieczoną z duszoną na słodko-kwaśno czerwoną kapustą. Nie
                          brakowało surówek, kiszonych ogórków, pikli, grzybków marynowanych.

                          Warmiacy nie pili wódki. Do obiadu podawali wino domowej roboty . Na deser był
                          budyń, kisiel i sałatki owocowe oraz kompot z suszu.

                          Po obiedzie panie sprzątały i plotkowały, a panowie grali w karty i palili
                          cygara kupione w sklepie kolonialnym. Popijali przy tym nalewkę domowej roboty.

                          Na kolację podawano zimne dania. Nie jedzono w święta bigosu. Wieczorem
                          śpiewano kolędy, zapalano świeczki na choince i sztuczne ognie, a babcia
                          opowiadała wnukom o narodzeniu Jezusa.

                          W drugi dzień świąt posiłki wyglądały podobnie, a po obiedzie zaczynały się
                          sąsiedzkie odwiedziny.

                          Jakie były zwyczaje i przesądy związane ze świętami?

                          - Nie było uroczystej wigilii, więc nie było 12 potraw, sianka pod obrusem ani
                          opłatka. Ten zwyczaj trafił na Warmię po 1945 roku. Okres od Bożego Narodzenia
                          do trzech króli - 6 stycznia to były dwunostki. Chodziło się wtedy po rogolach -
                          odwiedzać sąsiadów, dla których się nie miało czasu lub z którymi się kłóciło.
                          Chodziło o pojednanie się przed Nowym Rokiem. Według staropruskich zabobonów
                          nie wolno było w tym czasie prać pościeli, gotować grochu ani kapusty. Urodziny
                          i śmierć w tych dniach były wróżbą na nowy rok dla rodziny. W tym czasie
                          chodzili też kolędnicy i słudzy - przebierancy, np. szemel (warmiński
                          odpowiednik Lajkonika), kominiarz, diabeł, śmierć. Gospodyni dawała im coś do
                          jedzenia, by nie psocili w domu.

                          Był jeszcze taki zwyczaj, że lepiono z mąki z wodą i solą tzw. nowe lato -
                          postacie zwierzątek, świętych, gwiazdki. Potem figurki wysychały w duchówce, a
                          w wigilię lub sylwestra po zmroku gospodarz karmił nimi zwierzęta i składał
                          życzenia "Ja ci dawam nowe lato, ty mi dasz cielaka za to".

                          Jak witano Nowy Rok?

                          - W Sylwestra młodzież spotykała się na zabawie. Nowy Rok zaczynał się nocą
                          psot. Robiono sobie żarty: ktoś zasmarował okno popiołem, żeby w izbie było
                          ciemno, ktoś wyniósł wrota od stodoły na środek jeziora. Trzeba było uważać
                          przy wychodzeniu z domu, bo mógł spaść na głowę kubeł z wodą lub popiołem.
                          Zasadą było, że ten, komu zrobiono psikusa nie mógł pokazać złości. Należało
                          nawet przykry żart przyjąć na wesoło.

                          A jak mogły brzmieć warmińskie życzenia składane w święta lub Nowy Rok?

                          Zdrozio, szczościo i rozumu... - to zawierało wszystko, co najważniejsze.

                          * Edward Cyfus jest rodowitym Warmiakiem, gorącym popularyzatorem kultury i
                          historii regionu. autorem gawęd warmińskich „Po naszamu”
                          miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35191,3075873.html
                          • rita100 Re: Jak wyglądało Boże Narodzenie po mazursku 29.12.05, 20:36
                            Jak wyglądało Boże Narodzenie po mazursku

                            Rozmawiał Tomasz Kurs 20-12-2005 , ostatnia aktualizacja 20-12-2005 11:38

                            Tomasz Kurs: Jak wyglądało Boże narodzenie u Mazurów?

                            Dina Małłek, Mazurka z krwi i kości: - Przed wojną mieszkaliśmy w Raszągu, koło
                            Biskupca. To Warmia, ale było sporo Mazurów. Przyjeżdżali z okolic, bo jest tam
                            kościół ewangelicki. U nas w wigilię szło się do kościoła na pasterkę. To było
                            około godz. 6-7. Jeden ze starszych domowników zostawał, aby nakryć do stołu i
                            położyć prezenty. Choinkę ubieraliśmy wcześniej, jeszcze przed południem.
                            Paliły się na niej zwykłe świeczki. Drzwi do pokoju, gdzie stała choinka były
                            zamknięte, dopóki wszystko nie zostało przygotowane. Po powrocie z kościoła,
                            zaczynała się wieczerza wigilijna.

                            Czy na święta oczekiwało się z niecierpliwością?

                            - W domu pod sufitem wisiał wieniec adwentowy. W każdym tygodniu zapalało się
                            świeczkę - w sumie cztery. Tydzień przed świętami rodzice robili zakupy.
                            Oczywiście wszystko dobrze chowali, ale zawsze szukaliśmy paczek. Nie
                            zaglądaliśmy do środka, ale musieliśmy wiedzieć gdzie, co leży. Prezenty były
                            naprawdę dobre, dużo większe niż np. na urodziny. Dlatego jako dzieci już na
                            kilka tygodni przed świętami myśleliśmy o tym dniu i nie mogliśmy się doczekać.
                            Jakieś dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem zaczynaliśmy śpiewać kolędy. Wiele
                            takich, które nie mają polskich tytułów. Zresztą, choć moi rodzice znali język
                            polski, to ja nauczyłam się go dopiero po wojnie.

                            Co było na stołach?

                            - Gotowaniem zajmowała się mama, my pomagaliśmy. Na stole był zwykle bigos,
                            grzybówka, smażona gęś. Na święta biliśmy też zawsze świnię. Były też pierniki.

                            Mama robiła ciasto z mąki. My lepiliśmy z niego krowy, kury itd. Na wigilię
                            karmiliśmy nimi zwierzęta. Nie było sianka, 12 potraw, ani opłatków, było
                            natomiast dodatkowe nakrycie dla gościa.

                            Jak wyglądały prezenty?

                            - To były lalki, wózki, samochodziki. Do tego orzechy i inne przysmaki. Każdy
                            dostawał prezent, choć było nas ośmioro - cztery dziewczyny i czterech braci.
                            Raz rodziła się dziewczynka, a raz chłopak i tak na zmianę. A, że matka była
                            położną, to ojciec mawiał, że robi jej dobrą reklamę. Ojciec przebierał się za
                            Mikołaja, ale zawsze go poznawałam, najczęściej po butach. Natomiast w drugi
                            dzień świąt pożyczało się konie i we wsi był kulig. Zimy były wtedy porządne i
                            brało w nich udział pół wioski. Choinka stała u nas jeszcze długo po świętach.
                            Zdarzało się nawet, że do Wielkanocy. I nie wypadały jej nawet igły.

                            Jak dziś wyglądają Pani święta?

                            - Teraz jest trochę inaczej. Moje dzieci zabierają mnie do siebie do Torunia.
                            Mam piątkę dzieci i ośmioro wnucząt. Już dawno kupiłam im prezenty. Śmieją się
                            ze mnie, że jak tylko Boże Narodzenie się kończy, zaczynam myśleć o następnych
                            świętach. Ale atmosfera i potrawy ciągle są podobne.
                            miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35191,3075871.html
                            Popatrz się Tralala, jaki ogrom tradycji. Najgorsze w tym , że musimy
                            rozgraniczać zwyczaje warmińskie od mazurskich
                            • rita100 Re: Zwyczaje noworoczne 30.12.05, 19:40
                              Zwyczaje noworoczne mazurskie zapisał 150 lat temu Max Toppen. Oto najciekawsze:
                              1. W wieczór sylwestrowy należało koniecznie schować nóż od sieczkarni, w
                              przeciwnym razie następnego dnia można było znależć w słomie człowieka bez
                              głowy.
                              2. W noc sylwestrową można było z ogniska w piecu wypatrzeć, co złego lub
                              dobrego czekało w przyszłym roku.
                              3. Młodzież zbierała się przy płocie, potrząsała nim mocno, póżniej
                              nasłuchiwano, z której strony szczekały psy ; stantąd mieli przyjść przyszły
                              mąż lub żona.
                              4. Dziewczęsta udawały sie po ciemku do owczarni i chwytały zwierzeta. Jeżeli
                              któraś złapała barana, to wrózyło rychłe zamążpójście, jeżeli owcę, to
                              pozostawało panną. Schwytanie jagnięcia zapowiadało urodzenie dziecka.
                              5. Dziewczęta ze strzechy wydłubywały słomę. Gdy któraś trafiła na kłos z
                              ziarnami, to miała poślubić chłopaka gospodarza, kłos bez ziaren wrózył parobka.
                              6. Wiatr w dzień Nowego Roku zapowiadał obfitość owoców, śnieg zwiastował, że
                              pszczoły będa się dobrze roiły. Gwiaździste niebo gwarantowało obfitość jaj.

                              Jutro przygotuje miskę 'breji' :)
                      • rita100 Re: Boże, daj wama sz'częście 02.01.06, 10:01
                        Boże, daj wama Tralala sz'częście w tym roku nowym, abyśta w zdrowiu drugiego
                        doczekali !

                        O północy jedzono z jednej miski 'breję'. która była symbolem jedności i zgody
                        całej rodziny. Kiedy wybiła północ wychodzono przed dom i głosno krzyczano -
                        'już po brei' !!! i to własnie miało oznaczać poczatek Nowego Roku.

                        No i tak, gnębie się tym , ze spóźniłam się zyczeniami
                        'Już po brei'
                        • rita100 Re: Profesjonalni kolędnicy 02.01.06, 22:40
                          miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3090677.html
                          Młodzi kolędnicy chodzą od domu do domu, śpiewają kolędy i recytują rymowanki.
                          Ich występy są bardzo dynamiczne. Na koniec Anioł dziękuje za gościnę, a
                          kolędnicy rozdają domownikom naklejki z bożonarodzeniowym pozdrowieniem. - To
                          ma być nasza opozycja do Halloween. Chcemy odwołać się do polskiej tradycji.
                          Kolędowanie to przeżycie duchowe, głosimy radość Bożego Narodzenia - opowiada
                          Aleksandra Gąsecka, która gra Anioła.

                          Tralala, bardzo przyjemnie czyta się artykuł. Dobry pomysł z tymi
                          profesjonalnymi kolednikami, bo naprawdę jak się widzi tylko podróbki to
                          niechęć bierze do ich przyjmowania.
                          Ale ciekawe, w tym roku nie bylo w Krakowie żadnych kolędników . Może jeszcze
                          przyjdą.
                          • tralala33 Re: Profesjonalni kolędnicy 03.01.06, 21:03
                            Nawet nie wiesz, Rito, jak bardzo bliski jest mi ten pomysł i osoby, które się
                            w to zaangażowały :) W tym roku zbyt późno wpadła mi w ręce książka z całym
                            tekstem Jutrzni mazurskiej, ale w przyszłym myślę, że jeśli nie w kolędowaniu,
                            to może w jasełkach choć jedna oracja się pojawi.
                            • rita100 Re: Profesjonalni kolędnicy 03.01.06, 22:02
                              A ja Ci powiem Tralala, że własnie Olsztyn i Warmia może być regionem gdzie
                              tacy profesjonaliści będa chodzi, że odnowia sie te dobre tradycje i że ludzie
                              Olsztyna i okolic to zrozumią, jesli nie sa jeszcze tak zniechęceni jak w
                              Krakowie, bo ci co przychodzili z kolęda to po prostu nie na szczęście tylko za
                              potrzebą własną, a to trzeba odróznić. W ten sposób ludzi zrazili do takich
                              sztucznych kolend.
                              Artykuł przeczytałam , a czy będą w internecie prawdziwe zdjęcia z tych kolend ?

                              ps. Dodam , że miasto powinno bardziej zfinansować takie poczynania, bo one
                              promują region. Wiesz , że nawet w zimie w Krakowie stoja 'miny' ale sa oni
                              finansowani przez miasto dla potrzeb turystów.
                              • tralala33 Re: Profesjonalni kolędnicy 05.01.06, 20:36
                                A ja się jeszcze dppiszę do tego wątku i przypomnę, ze już jutro koniec
                                dwunastek, czyli Trzech Króli. Tego dnia wieczorem na drzwiach obór i stodół
                                należało nakreślić trzy krzyże, co miało chronić zwierzęta gospodarskie przed
                                chorobami i zmorami. Tak przynajmniej czyniono we wsiach w okolicach Olsztynka.
                                • rita100 Re: Profesjonalni kolędnicy 05.01.06, 20:42
                                  I u nas też, tak czynią.
                                  Tralala, jednak podsumowując , to zauważyłam , ż enasze tradycje nie odbiegają
                                  wielce od tradycji w całej Polsce. Różnimy się tylko gwarą i może innymi
                                  emocjami, ale tak własciwie to obchodzimy je jednakowo dostojnie.
                                  • rita100 Re: Obyczaje noworoczne na dawnej Warmii 06.01.06, 20:49
                                    Obyczaje noworoczne na dawnej Warmii (część 1).
                                    Jednym ze starszych i zachowanych jeszcze po II wojnie światowej obyczajów jest
                                    chodzenie zespołów przebierańców. Choć wywodzi się on jeszcze z tradycji
                                    pogańskich, to splótł się z czasem z obyczajami kościelnymi, czyli z tzw.
                                    Kolędowaniem. Anna Szyfer, znana badaczka problematyki etnograficznej regionu,
                                    chodzenie obrzędowych zespołów na Warmii, łączy zdecydowanie z Nowym Rokiem, a
                                    nie wigilią świąt Bożego Narodzenia. Zespół taki składał się z kilku osób
                                    przebranych najczęściej w maski zwierzęce i nosił w regionie nazwę Rogali.
                                    Wśród masek zwierzęcych najpopularniejsze były: kozy, bociany i niedźwiedzie.
                                    Obok nich występowały postaci drugorzędne: baba zbierająca datki do koszyka,
                                    grajek, kominiarz, a czasami również Żyd, lub Cygan. Nazwa zespołów: Rogale,
                                    lub powiedzenie: po Rogalach chodzą związana jest najprawdopodobniej z faktem,
                                    iż takim kolędnikom, dawano niegdyś pączki w kształcie rogala. Zespoły często
                                    wyposażone były w ośmioramienne gwiazdy, kręcące się na długim kiju. Rogale
                                    śpiewali kolędy, ale znacznie starsze były humorystyczne przyśpiewki jak np.
                                    ta, pochodząca z podolsztyńskich Dywit:

                                    Stumpa pani, stumpa
                                    Kluczykami brzunka.
                                    Od komórki do komórki
                                    Szuka noża do pieczunki.
                                    Rogale!
                                    Naszo pani stumpa,
                                    Kluczykami brzanka.
                                    Od komina do szafy
                                    Po kawałek kiełbasy
                                    Rogalom!
                                    Oj krajcież, krajcież
                                    Z dala od ręki,
                                    Nie zadawajcież sobzie
                                    Takiej wielkiej męki.
                                    Może macie portki stare
                                    Lub chodaków parę…
                                    Rogalom!

                                    Ponieważ stronka będzie uaktualniana, lepiej zapisać ją
                                    www.olsztyn-pamiatki.pl/?m=page&s=v9tl8cszko11akvmqacytc0x1a6ss53b&id=6504
                                    • rita100 Re: Obyczaje noworoczne na dawnej Warmii 06.01.06, 20:52
                                      Innym zwyczajem związanym z Sylwestrem, zwanym ziliją do Nowego Roku, było
                                      wypiekanie obrzędowego ciasta, które miało kształt jednego ze zwierząt
                                      gospodarskich. Ów wypiek, zwany nowolatką, miał charakter magiczny. Wedle
                                      warmińskich wierzeń, ciasto miało zapewnić dobry chów zwierzęcia, jakiego
                                      kształt posiadała. Dlatego tez bogatsze gospodynie wypiekały tyle ciast
                                      nowolatkowych, ile zwierząt gospodarskich posiadały w hodowli. Takowe ciasto
                                      wytwarzano z mąki zalewanej piwem jałowcowym. Wiązało się to z bardzo starą
                                      tradycją, gdyż jak twierdzi A. Fischer, piwo jałowcowe odgrywało rolę obrzędową
                                      w tradycjach plemion pruskich. Dobry urodzaj w sadach owocowych miało zapewnić
                                      obwiązywanie drzew owocowych słomą zmieszaną z kawałkami ciasta nowolatkowego.
                                      To czyniło się już w Nowy Rok, a nie jak w innych regionach w Boże Narodzenie.
                                      W tym obrzędzie brało udział dwu gospodarzy, z których jeden groził drzewu
                                      siekierą, zaś drugi pytał, czy da w nadchodzącym roku, urodzaj owoców. Przy tej
                                      okazji mówiono:

                                      ... ja ci daję nowelato
                                      a ty midaj owoc zato...


                                      Aby ludzie mieli powodzenie w nadchodzącym roku, przygotowywano tuż przed
                                      północą ziliji do Nowego Roku tzw. breję. Przepis na nią podaje wspominana
                                      wyżej Anna Szyfer cytując jedną z dywickich gospodyń: ... to wzieło się mąki
                                      grubej z żyta, tak grubo mnielonej i sypsie się na wodę, to musi być war i dużo
                                      mnieszać trzeba... Ta breja to taka gansta bandzie. Na mniskę sie wylije, w
                                      środku dołek na skrzeczki (czyli skwarki) zrobzi... Dawnij to łobsiedli dookoła
                                      mniski z łyżkani i z jednej mniski jedli to breje... Po spożyciu brei
                                      wychodzono przed dom i okrzykiwano: już po brei, co oznaczało, że nadszedł Nowy
                                      Rok. Ta żytnia potrawa zapewniała nie tylko powodzenie ludziom, ale również
                                      dobry zbiór żyta w nadchodzącym roku.

                                      Marcin Wakar

                                      Ha, Tralala, wszystko to omawialiśmy, jest tak jak pisaliśmy. Myslę , że
                                      najłatwiej to będzie przejąć ten okrzyk o północy Nowego Roku - 'juz po brei':)

                                      Ale z niecierpliwościa czekam na II część.
                                      • rita100 Re: szopka w kolorze :) 06.01.06, 22:26
                                        www.krenzek.de/Zbyszek_03/slides/0180_P1010180.html
                                        Piękna :)
                                        • tralala33 Re: szopka w kolorze :) 08.01.06, 20:26
                                          Do profesjonalnych kolędników ze Słonecznego Stoku dołączyli 'jasełkarze' (?)
                                          miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,3103166.html
                                          Kaplica przy parafii św. Franciszka w Kortowie zamieniła się w Betlejem, a
                                          dzieci wcieliły się w role Maryi, Józefa, pastuszków, trzech króli, aniołków i
                                          prostych ludzi


                                          • rita100 Re: szopka w kolorze :) 08.01.06, 22:25
                                            Oj, jak sie dziś naczytałam i naoglądałam stronek, coraz ich jest więcej i
                                            bardzo ciekawe. Tralala, jak tam przeziebienie , wychodzi już na zewnątrz ?
                                            • rita100 Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 20:54
                                              Wydaje mi sie , że widzaiłam tą szopkę w zdjeciach gazety, ale coś teraz nie
                                              mogę znaleź. W każdym razie glośno o niej.
                                              Tralala, jak zdrowie ?
                                              • tralala33 Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 21:04
                                                Czy chodzi o szpokę w kościele garnizonowym?
                                                W koncu mówię już ludzkim głosem, choć cicho, więc idzie ku lepszemu.
                                                A przy okazji przypomnę, że 'Na trzy Króle - na kobylim ogonie!' - czyli dzień
                                                coraz dłuższy. Aby do wiosny.
                                                • rita100 Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 21:14
                                                  Nie , chodziło o kolędników na Slonecznym Stoku. Były zdjęcia, ale cos je teraz
                                                  nie widze. Uprzedzali ludnośc , że własnie takowa będzie chodzić.
                                                  Już zauważyłam , że dzień jest dłuższy i jak tylko styczeń minie to juz będzie
                                                  bliżej do wiosny. Ale czas tak szybko lecie :)
                                                  • tralala33 Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 21:22
                                                    Artykuł jeszcze jest, ale zdjęcia przy nim nie ma. A było?
                                                    Rito, co może oznaczać takie przysłowie:
                                                    'Jeży Nanuar poda Februaroziu
                                                    to draszować będziem w zdroziu'? - ponoć coś o tęgim mrozie, ale ja nie mogę
                                                    tego rozwikłać. Naunar - to styczeń, Februar - to luty, ale draszować?
                                                    Czuję, że zaplątały nam się te wątki, bardziej to pasuje do Folkloru, ale tam
                                                    dziś kroluje Plac Bema.
                                                  • rita100 Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 21:31
                                                    Tak , straszny mamy koktaji na watkach :) Już sie zapytałam na forum gwary i
                                                    może pomoc nadejdzie.
                                                    Tymczasem , by tradycji stalo sie zadość , to dziś w Angorze przeczytałam
                                                    artykuł o Olsztyne w który się wyśmiewają z bajeczki wydanej w Olsztynie i
                                                    którą tylko tam można kupić. A sprawa jest tego rodzaju, że tekst jest o
                                                    odchodach zwierzęcych. Już wiem, to jest tytuł :' Kto krecikowi zrobił na
                                                    głowę' i sa tam obrazki tylko zadków zwierzęcych , które własnie są w
                                                    potrzebie, a kracik prowadzi śledztwo jakie zwierze narobilo mu na głowę.
                                                    Rodzice , którzy zakupili tą bajeczkę dzieciom na Gwiazdkę sa zbulwersowani i
                                                    chyba ja też.
                                                    Słyszałas coś o tym ?
                                                  • tralala33 Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 21:51
                                                    Może to jakaś ekologiczna bajka ;)
                                                  • rita100 Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 22:18
                                                    No wiesz, ekologiczna ;))))) Takie obrazki zadków robiące odchody i takie
                                                    oreślenia - ale jutro dokładniej to przeczytam , bo gazetę mi odebrali , ale
                                                    fantastyczny temat bajkowy. Można się uśmiać :))))
                                                  • tralala33 Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 22:28
                                                    E tam, taką bajeczkę to mam, za przeproszeniem, w zadku. Przeczytam sobie
                                                    lepiej Zdradzona siostrę i idę spać. Dobrej nocy, Rito.
                                                  • rita100 Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 22:30
                                                    Dobrej nocy , ja tez już lecę.
                                                  • szwager_z_laband Re: szopka w kolorze :) 09.01.06, 23:15
                                                    'Jeży Nanuar poda Februaroziu
                                                    to draszować będziem w zdroziu'

                                                    je to richtik wszysko szkryfniynte?

                                                    podejzywom ze to znaczy ze "jeśli styczen bedzie jak luty to bedziemy młócić w
                                                    zdrowiu" - ale ino zgaduja:))

                                                    a jak to je richtik to je to ajnfach ludowe przisuowie w stylu w marcu jak w
                                                    garcu
                                                  • szwager_z_laband ps 09.01.06, 23:17
                                                    "w zdrowiu" to sam w synsie "obficie" rozumia.

                                                    ale jak godouech, jo ino zgaduja
                                                  • tralala33 Re: ps 10.01.06, 19:33
                                                    Dziękuję! Czyli draszować to młócić, tego nie wiedziałam. A richtik to
                                                    poprawnie - zgaduję? Kolejne przysłowia, to marcowe też, wkleję już do wątku
                                                    folklorystycznego.
                                                  • rita100 Re: ps 10.01.06, 20:12
                                                    'richtink' to oznacza - rzeczywiście lub faktycznie :)
                                                    Cięzka jest gwara Tralala - prawda ?
                                                    Laband, dzięki stokrotne za odzew. Teraz dla Was niespodzianka będzie. Laband
                                                    to zna , a Tralala coś nowego pozna.
                                                    Nawiązując do tematu folkloru, to takie coś mam, tak dla rozrywki i poznania
                                                    innej kuchni - nie wiem czy znasz zupę śląską 'wodzonkę', to taka zupa z wody
                                                    dla biedaków, ale zobacz w jaki wesoły sposób była przygotowywana i jedzona :)
                                                    Miłego słuchania i podśpiewywania :)
                                                    www.cider-records.de/feet/
                                                    Ref: Hmm... Wodzionka – Suchy chlyb i wody szklonka
                                                    Hmm... Wodzionka – to najlepszo z wszystkich śląskich zup.
                                                    Hmm... Wodzionka – jak jom zrobi moja żonka
                                                    Hmm... Wodzionka – to jest łosmy świata cud.

                                                    1. Leć do kuchnie i z bifyja gorczek weś,
                                                    puś kokotek, nalyj wody i na piec.
                                                    Potym wejrzi czy porządny łogiyń mosz,
                                                    no – to piyrwszo czynść warzynio znosz.
                                                    Tera nojważniejszy bydzie suchy chlyb,

                                                    zrob go w konski i do jakiś michy wciep.
                                                    Łobejrz czy w boncloku jakieś tuste mosz,
                                                    no – to drugo czynść warzynio znosz.

                                                    Ref: Hmm... Wodzionka – Suchy chlyb i wody szklonka…h

                                                    2. Tera przidzie czosnek, łon tam musi być,
                                                    dodej magi, piepszu i posolić tysz.
                                                    Dźwigni dekel czy już woda dobro mosz,
                                                    no – to czecio czyńść warzynio znosz.
                                                    Jak zawrało, wszystko to zalywo sie,
                                                    dowej pozor na paluchy, niy sporz je.
                                                    Rykni z łokna bajtlom, że już łobiot mosz,
                                                    no – jak fajnie wonio, sukces mosz.

                                                    Bridge: Bogoc, czy biydok niy łopsze tymu sie,
                                                    Jak w siyni zacznie woniać, za łyżka kożdy rwie.
                                                    Niy ma taki siyły, by zaczimała cie,
                                                    za jedyn talyrz zupy, pozabijajom sie.

                                                    3. Wyboczcie ludkowie ale kończa to,
                                                    moja we szuflotce suchy chlebek mo.
                                                    Widza że już z gymby ślinka leci wom,
                                                    co – myślami ście z wodzionkom som!
                                                    Teraz jedna dobro rada dowom wom,
                                                    niy wierzcie, że inne dobre zupy som.
                                                    Przepis my wom dali, kozdy już go zno,
                                                    no – to teraz sie uwarzcie to.

                                                    Ref: Hmm... Wodzionka – Suchy chlyb i wody szklonka…


                                                    Tralala , doskonały tekst - nieprawdaż ?
                                                  • szwager_z_laband Re: ps 11.01.06, 14:37
                                                    Dziynkuja Rita za niysodzianka:) - jo uwielbiom se pojesc mocnyj(z kopom
                                                    czosnku) wodzionki :))
                                                  • rita100 Re: ps 11.01.06, 21:08
                                                    Ale ta piosenka o woodzonce to się Wam ona udała, to istny szlagier kuchenny.
                                                    Niestety kuchnia warmińska to najczęściej fasola , groch i mąka oraz ziemniaki
                                                    i dużo, dużo skwarek. Mięso jedynie od święta.
                                                  • rita100 Re: Rozbieramy choinki :) 11.01.06, 21:49
                                                    Tralala, czy wiesz jakie obrzędy wtenczas panowały ? Może Laband nam powie jak
                                                    u nich to robiono ?
                                                    Może prosto , od tak rzut choinką przez okno ? ;)))))
                                                    Czeka mnie własnie rozbieranie.
                                                  • tralala33 Re: Rozbieramy choinki :) 11.01.06, 22:02
                                                    Nie wiem, jak niegdyś rozbierano choinki, może nikt nie chciał o tym pamiętać,
                                                    bo to mniej przyjemności niż jej strojenie. W mojej rodzinie staramy się
                                                    trzymać choinkę do 2 lutego czyli do matki Boskiej Gromniczej, a potem
                                                    rozbieramy bardzo ekologicznie (chyba?), czyli tniemy na kawałeczki. Ale parę
                                                    lat temu pojawił się inny pomysł - żeby z tych wyrzuconych choinek robić duże
                                                    ognisko dla dzieci, na przykład z domu dziecka, z zabawami na śniegu, gorącymi
                                                    kiełbaskami, itp. To moim zdaniem najlepszy pomysł - zamiast żalu zabawa.
                                                  • rita100 Re: Rozbieramy choinki :) 11.01.06, 22:11
                                                    W pierwszym momencie myślałam , że to bluźnierstwo, ale faktycznie , dlaczego
                                                    mamy być smutni i żałośni w tym dniu kiedy można by zrobic z tego fajna wspólną
                                                    zabawę i wtenczas będzie wielka przyjemność rozbierania choinki. Ja mam
                                                    sztuczną , to co widziałaś na zdjęciu w galerii, a tu mnie czeka odkurzanie i
                                                    składanie wszystkiego do pudełka i wynoszenie do piwnicy. To nie ejst
                                                    przyjemne, ale jakby była taka piosenka jak przy woodzonce to praca szłaby
                                                    ochoczo , a tak....
                                                  • tralala33 Re: Rozbieramy choinki :)