Gość: Marian
IP: *.cpe.net.cable.rogers.com
11.12.05, 21:21
Od 23 lat, od kiedy zamieszkałem w Kanadzie, odwiedzam Mazury niemalże co
roku; tak też się stało minionego lata. I choć dane mi było zwiedzić 34 kraje
na obu Półkulach Globu, to niezmiennie twierdzę, że pejzaż Mazur należy do
niepowtarzalnych w swym uroku, zaś przydrożne drzewa są diamentami w jego
koronie. Podobnego zdania byli również moi kanadyjscy przyjaciele, z którymi
minionego lata przejechałem blisko 1600 km głównie po tamtejszych drogach.
Prawdziwy szok przeżyliśmy natomiast na odcinku pomiędzy miejscowością Lutry
a Bisztynkiem, na którym to kończono właśnie wycinkę drzew; faktycznie, jak
pisała niedawno w "Polityce" pani Podgórska - krajobraz jak po kataklizmie.
Nie opuścił mnie jeszcze stan apopleksji kiedy piszę te słowa (a pisałem ich
wiele w tejże tonacji, między innymi do Zarządu Dróg Wojewódzkich w
Olsztynie, nie doczekawszy się nigdy na nie odpowiedzi). Jeżeli adherenci
wycinania drzew za jedyną przyczynę podają śmiertelne wypadki, jakie się na
nich zdarzają, to dlaczego nie są konsekwentni i z równą sobie determinacją
nie starają się wyciąć w pień z polskiego życia również papierosy i alkohol,
dzięki którym przedwcześnie odchodzą z tego świata liczne zastępy moich
Rodaków? Wycinka drzew pachnie mi szczurem i jak tak dalej pójdzie to runie
jedyny w swym pięknie mazurki krajobraz, często ukazując w zamian jakże
niezwykle dramatyczne realia tamtejszego ludzkiego bytowania, które to na
pewno nie ulegnie poprawie, jeśli wzrastać będzie liczba rozgoryczonych,
choćby takich jak ja turystów, którzy będą zmuszeni ze łzami w oczach
podziwiać Mazury na zdjęciach w czasie minionym zrobionych.
P.S. Po wycięciu wszystkich mazurskich drzew proponuję ruszyć na Jezioro
Śniardwy w celu jego osuszenia, bowiem często wzbierająca się na nim fala
jest przyczyną przewracania się łodzi, kalectwa a nierzadko też i śmierci.