Gość: Hakenbu
IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl
05.11.02, 19:04
Wyobraźmy sobie, że w 1989 roku pewien Olsztyniak wyjeżdża gdzieś daleko, np.
za ocean. Mieszkał on w Olsztynie od urodzenia, powiedzmy od połowy lat
pięcdziesiątych. Na codzień obserwował jak miasto się rozwija. Był swiadkiem
likwidacji linii tramwajowych, wielkiego budowania z okresu lat
sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w postaci "ozdabiania" miasta betonowymi
dziesięciopiętrowcami, utworzenia WSP, budowy planetarium, "Uranii" i innych
ważnych wydarzeń w powojennej historii miasta.
Po 13 latach spędzonych na obczyźnie powraca do swojego ukochanego miasta,
żeby tu spędzić jesień swojego życia. Jest pełen ciekawości i nadziei.
Wierzy, że po tylu latach Olsztyn w nowych realiach, uwolniony od
socjalistycznych ram narzucających mu rolę prowincjonalngo ośrodka, odżył i
rozwinął się.
Oczyma wyobraźni widzi nowe okazałe gmachy w centrum, sklepy i bary. Nowe
budynki użyteczności publicznej. Myśli sobie: "ale to bedzie frajda
poodkrywać Olsztyn na nowo..."
Ląduje na Okęciu, wsiada w samochód by po niespełna trzech godzinach znaleźć
się na rogatkach Olsztyna. Którędy by go skierować, żeby poczuł się
usatysfakcjonowany?
Człowiek ów chciałby pojeździc nowymi drogami, pooglądac nowe domy, słowem
poczuć ten "nowy Olsztyn".
Czy taka trasa w ogóle istnieje? Co nam Olsztyniakom, przyniosło minione 13
lat...?