theedge
07.04.06, 07:40
Wczoraj kolo szkoly 30 na Jarotach przywiazany do slupka duzy amstaf bez
kaganca pociagnal za reke przechodzaca obok dziewczynke i pogryzl ja
dotkliwie. Nie widzialem zdarzenia - dowiedzialem sie o nim od przechodniow -
ale slyszalem z daleka przerazliwy niedoopisania krzyk dziewczynki (choc to
nie byl krzyk tylko cos co trudno nawet nazwac) a gdy bylem juz na miejscu
widzialem wlascicielke psa ktora okladala czworonoga smycza.
Chcialem prosic osoby ktore to czytaja a znaja to przymulona kobiecine zeby
przekazaly jej ode mnie ze powinna jak najpredzej stanac przez jakims murem i
z calej sily walnac sie glowa o ww mur i to wielokrotnie.
Nie jestem zwolennikiem wydawania pozwolen na psy bo doskonale znam
"skutecznosc" przepisow naszego chorego prawa ale uwazam ze polmozgi powinny
byc za cos takiego wsadzane do wiezienia. Jezeli ktos jest klinicznym debilem
powinien byc izolowany od spoleczenstwa bo poprostu stwarza zagrozenie dla innych.
Poza tym chcialem pozdrowic nasza kochana i oczywiscie niezbedna straz
miejska. Jadac wczoraj z miasta na Jaroty naliczylem po drodze 6 duzych psow
idacych z wlascicielami bez kaganca. Czy naprawde tak trudno wyslac patrol
ktory wlepialby mandaty? Wyobrazcie sobie straznicy miejscy poszarpana reke
tej dziewczynki i jej krzyk w chwili gdy wypisujecie kolejny mandat za brak
karty postojowej.