Gość: kibic sfustrowany
IP: *.olsztyn.mm.pl
12.06.06, 04:13
WSTYD, SAMOKRYTYKA I...
MUNDIAL 2006 * Chaos oraz ciche dni w Barsinghausen, znikający trener Janas, z
czym do Niemców?
Po piątkowym kompromitującym falstarcie (0:2 z Ekwadorem w Gelsenkirchen) w
reprezentacyjnej ekipie polskich piłkarzy jest chyba... jeszcze gorzej. Bardzo
chciałbym przychylić serca i zawodnikom, i trenerowi Pawłowi Janasowi (bo on
jest główną osobą dramatu), ale wiadomości, jakie napływają z ośrodka w
Barsinghausen wskazują, iż przed meczami z Niemcami i Kostaryką realizowany
jest już jeszcze gorszy, czarny scenariusz.
W sobotę piłkarze, po powrocie z Sheratona w Essen, gdzie spędzili dwa dni,
prześcigali się w samokrytyce („Jest nam wstyd”), trochę potruchtali po boisku
i zniknęli w swoich pokojach. Potem kolportowano już wiadomości, iż wcześniej
była kłótnia w szatni, że nie wszyscy podali Janasowi rękę, że jest początek
buntu, a starszyzna drużyny wini trenera za źle obraną taktykę i domaga się
zmian.
Nerwowa konferencja
W niedzielę znowu nie trenowano, bo Janas dał niespodziewanie reprezentantom
dzień wolny, nakazując powrót przed godziną 20.00. Część spotkała się z
bliskimi, część pojechała na mszę do pobliskiego Hanoweru, a trener zniknął.
Ponoć poszedł na ryby, co sprzyja medytacji i wyrabia cierpliwość. Kuriozalna
i wielce nerwowa była za to konferencja prasowa, w której miast Janasa i
piłkarzy uczestniczyli prezes Michał Listkiewicz, Antoni Piechniczek i
(rzucony widać mediom na pożarcie)… kucharz reprezentacji, którego jednak nikt
o nic nie pytał, bo nie o schabowe tu chodzi… Surrealizmu całości dopełniały
żale pięćdziesięciu kilku naszych dziennikarzy, którzy nie mogli opanować
wzburzenia („Janas nie ma klasy!”, „Małomówny nie znaczy lekceważący media i
kibiców”). Bo zamiast trenerskiej oceny tego, co stało się w Gelsenkirchen i
co powinno się wydarzyć w środę przeciw Niemcom w Dortmundzie, były tylko
adwokackie popisy „Listka” i Piechniczka broniących trenera („To on – chociaż
zbyt mało od niego zależało – ponosi odpowiedzialność, ale rozliczymy go
dopiero po analizie szkoleniowej naszych wszystkich meczów na mundialu. Teraz
jednak szukajmy pozytywów, podobnych do wspaniałej postawy naszych kibiców,
którzy tak licznie przyjechali do Niemiec”). Chociaż to przecież będący w
wielkim stresie Janas, wsparty przez zawodników, powinien bronić się sam…
Boję się, iż nic nie zmieni tej nerwowej atmosfery, nawet zapowiadana przez
drużynę „burza mózgów”; już bez „rzucania mięsem”, bo i to było ponoć widać i
słychać przez weekend w luksusach Barsinghausen. Więc, jak mówi jeden z moich
redakcyjnych kolegów, „Czarno to widzę!”.
Ich skruszony głos
Mariusz Jop: – W meczu z Ekwadorem zawiedliśmy siebie i kibiców. Ustawiliśmy
się pod murem.Wiedzieliśmy, że spotkanie będzie bardzo istotne dla naszych
losów na mundialu. Mieliśmy świadomość odpowiedzialności, jaka na nas ciążyła.
W takiej imprezie każdy, nawet najdrobniejszy błąd może drogo kosztować.
Niestety, nie udało się ich uniknąć. Nie mieliśmy recepty na sforsowanie
obrony Ekwadoru. Nastroje nie są dobre. W szatni panowała cisza. Będziemy
walczyć do końca, choć sami mocno skomplikowaliśmy sobie sytuację.
Artur Boruc: – Jest mi po prostu wstyd. Jeśli przegrywamy z Ekwadorem, to z
kim chcemy wygrać? Na pewno bardzo ciężko będzie się pozbierać do następnego
meczu, ale ja nie spuszczę głowy i nie zacznę płakać. W sporcie niespodzianki
się zdarzają, faworyci nie zawsze wygrywają i może w naszym spotkaniu z
Niemcami też tak będzie.
Mirosław Szymkowiak: – Jesteśmy podłamani. Najbardziej zawiodły stałe
fragmenty gry. Mieliśmy ich mnóstwo i nic nam nie wychodziło, a na treningach
poświęcamy temu dużo czasu. Zabrakło dokładności. Nasza gra była jednostajna,
więc mogło to wyglądać tak, jakbyśmy biegali na zwolnionych obrotach.
Założenia były takie, że gramy jednym wysuniętym napastnikiem, ale inni mają
do Maćka Żurawskiego dołączać. Teraz bronić już nie ma czego, trzeba atakować.
Maciej Żurawski: – Każdy bardzo chciał, a wyglądało to tak, jak wyglądało.
Może za dużo chciałem zrobić? Sam nie wiem. Nie chcę jednak, abyśmy już się
skreślali. Trzeba wyjść na mecz z Niemcami z innym nastawieniem.
Prezydent Palacio i piwo
Za to w Ekwadorze radość. Po meczu z Polską tysiące ludzi wyległo na ulice
Quito. Prezydent kraju Alfredo Palacio telefonował z gratulacjami dla drużyny.
„Pokazaliśmy światu, że Ekwador jest poważną siłą w południowoamerykańskim
futbolu”, powiedział 34-letni Palcio, trzymając w jednej ręce butelkę piwa, a
w drugiej flagę narodową. „Wykonaliśmy cudowną robotę. Będę świętował, ile
tylko organizm wytrzyma”. No właśnie, nam „Tyskie” jakoś teraz nie smakuje.