Dodaj do ulubionych

Dla czego w szkole nie uczą mitologii słowiańskiej

09.12.06, 16:17
Oprócz greckiej i rzymskiej, a przecież mamy własną o wiele bardziej
interesującą, ciekawszą, piękną, fascynującą i każdemu z nas bliższą, bo
wywodzącą się z wierzeń naszych przodków. Ludzie aktualnie bardzo często nawet
nie mają pojęcia o tym, że mamy swoją mitologię, demonologię i swoje pradawne
wierzenia. O tym powinno się uczyć.

Czemu więc w programie nauczania jest miejsce np. na religię chrześcijańską, a
odrzuca się naukę o tym jak w czasach przedchrześcijańskich wyglądało życie na
terenach Europy środkowej i naszych ziemiach?

Komu zależy na tym, wciskać metodą Kononowicza, że przed chrześcijaństwem nie
było niczego?

Czy w miejsce jednej z dwóch godzin religii - skoro nie można jej przywrócić
na rzecz historii - nie można przeznaczyć jej na przyswajanie sobie wiedzy z
zakresu mitologii słowiańskiej?
Obserwuj wątek
      • edico Re: Dla czego w szkole nie uczą mitologii słowiań 09.12.06, 16:56
        Nie wiem, czy te osobiste wysublimowane sentymenty znajdą jakieś godne uwagi
        uzasadnienie, ale masz prawo i do takich sugestii. Wiedza także i w tym zakresie
        nikomu by nie zaszkodziła. Przekonany jestem, że nawet pobieżne zapoznanie się z
        mitologią słowiańską uchroniło by Cię przed bezmyślnym wypuszczeniem kolejnego
        szczura :))
          • edico Re: Dla czego w szkole nie uczą mitologii słowiań 09.12.06, 17:43
            Gość portalu: m napisał(a):

            > ale nie mozna zrownywac MITOLOGII slowianskiej, o ktorej niewiele wiemy, z
            > TEOLOGIA katolicka - badz, co badz rozwijana bez przerwy od dwoch tysiac leci.
            I która to teologia katolicka od 1000 lat robi wszystko, co tylko było i jest w
            jej mocy, by wszelkie ślady po mitologii słowiańskiej usunąć.
            Nie stanowi to nie tylko nadającego się do przyjęcia żadnego argumentu ale także
            wszelkie cechy dywagacji tego typu można porównać do negacji zgłębiania się
            egiptologów w przeszłe czasy, skoro na ziemiach Faraonów początek swój wzięła
            nowa religia tzw. chrześcijańska.
            Wręcz kapitalne uzasadnienie o wyższości teologii katolickiej nad wszelkimi
            innymi wartościami tego świata acan tu serwujesz.

            > bardziej sensownym rozwiazaniem byloby nauczanie w szkolach na osobnych
            > zajeciach podstaw filozofii albo religioznawstwa jako takiego (gdzie etyka i
            > teologia chrzescijanska bylaby jednym z elementow nauczania).
            Byłem i jestem za tym rozwiązaniem nie tylko ja, o czym świadczy wiele
            publikacji na ten temat, dyskusji medialnych czy wątków w dyskusjach na szeregu
            forum. W praktyce ważne było jednak tylko wprowadzenie religii do szkół pod
            jakimkolwiek pretekstem i nikt niczego więcej obiecywanego w związku z tym
            wiekopomnym dziełem nie miał zamiaru robić czy spełniać.
            Potraktowano społeczeństwo tak, jak się go traktuje w IV RP - czyli delikatnie
            mówiąc mało poważnie.
            W miejsce zagospodarowania wolnego czasu uczniom nie uczęszczającym na lekcje
            religii zafundowane w środku innych zajęć, zafundowano drugą taką godzinę w
            tygodniu. Czyli innymi słowy przez cały czas trwania lekcji religii na terenach
            szkół wałęsa się bez opieki mniej więcej polowa klas, w których się odbywają
            lekcje religii z bardzo prozaicznego powodu, ponieważ:

            - zabrakło najzwyklejszej odpowiedzialności spadochroniarzom wprowadzającym
            religie do szkół za pozostawienie bez nadzoru dzieci i młodzieży na takie lekcje
            nie uczęszczające (nie poszły za tym rozwiązaniem żadne etaty pozwalające na
            organizowanie czasu wolnego czy chociaż najzwyklejszego nadzoru nad raptem
            uwalnianymi uczniami z zajęć szkolnych)

            - o zajęciach z filozofii czy religioznawstwa można tylko pomarzyć do dnia
            dzisiejszego z wiadomych zresztą przyczyn,

            - o etyce gadaj sobie tatka latka, bo stanowiło by to zwrócenia uwagi również na
            inne niż głoszone wartości.

            Natomiast wszelkie jakieś teorie nauczania teologii na lekcjach religii z braku
            innych możliwości darował bym szkołom z pełnym przekonaniem i w dobrej wierze
            oczekując najpierw jednoznacznego wyjaśnienia szeregu zagadnień tej natury
            najpierw w samym kościele bez zawracania głowy uczniom.
          • edico Re: Najpierw był chaos 14.12.06, 19:57
            Czyli zupełnie tak samo, jak w religii katolickiej.
            Poza Zwiętowitem pływającym łodzią (być może też i unosił się?) po morzu
            pokrywającym całą ziemię, nic nie istniało. W bliżej nie określonym przedziale
            czasowym Kiedyś (w bliżej nie określonym przedziale czasowym) podzielił się na
            dwie części dając początek dwóm bogom: Swarożycowi (tutaj utożsamianemu z
            Perunem) i Welesowi. Czy nie nawiązuje to czasem do mitologii greckiej czy syna
            bożego na ziemię w katolicyźmie? A trzeba pamietaćo tym, że te wierzenia są
            znacznie starsze od historii katolicyzmu na naszych ziemiach.

            Weles mieszkał w głębi morza, a Swarożyc (Perun) pływał łodzią po jego
            powierzchni. Obaj pragnęli samodzielnie stworzyć Ziemię, wiedzieli jednak, że
            jest to tylko wtedy możliwe, gdy będą ze sobą współpracować. Czy nie uważacie,
            że już od samych podstaw legła zupełnie inna filozofia życia na ziemi od
            szerzonej w religiach chrześcijańskich jedynie słusznej racji???

            Pewnego dnia Weles wynurzył się wydobywając na powierzchnię garstkę piasku, z
            której Swarożyc stworzył kolebkę Ziemi. A więc współpraca w przeciwieństwie do
            wskazówek wynikających z ST i NT.

            "Była to mała wysepka, na której obaj ledwie się mieścili. Weles nie miał
            zamiaru się nią z nikim dzielić i postanowił zepchnąć Swarożyca do wody. Wtedy
            mógłby stać się samodzielnym władcą Ziemi. Jednak jego plan się nie powiódł. Gdy
            Perun spał, Weles chciał zepchnąć go do wody, ale w którą stronę go nie
            popchnął, ziemia rozrastała się, aż urosła do niewyobrażalnych rozmiarów".
            Doszło do walki między braćmi, w której zwyciężył Swarożyc (Perun). Weles został
            zesłany do otchłani, która oddana została mu we władanie. Perun nie mógł go
            zniszczyć, wiedząc, że bez niego nie może nic stworzyć.
            Czy nie przypomina to wiecznie trwającej potyczki Boga z diabłem w chrześcijaństwie?

            Czyż nie znacznie ciekawsze podejście do zagadnienia dobra i zła? Takie
            podejście do tego zagadnienia wynika z założenia, że rzeczywiście o to w tym
            przekazie chodzi, ponieważ nie zostało wyraźnie wyartykulowanw, że któryś z tych
            Bogów był jednoznacznie zły.

            Istnieją jeszcze inne wersje tego mitu o symbolizujące dwoistość natury i jej
            konfrontacji w układzie dobro przeciwko złu.

            Jako ciekawostkę można zasygnalizować, że Cyganie siedmiogrodzcy słowiańską
            genesis wzbogacili o powstanie ludzi.

            Mam nadzieję, że skorzystasz czytając ten dość ogólny i skrótowy post korygując
            swoje założenie, że przed katolicyzmem na tych ziemiach nic nie istniało.

            Na dole wątku podałem kilka linków wzbogacających przytoczone tu informacje.

            Pozdrawiam w przekonaniu, że poruszona w tym wątku tematyka zmusi do rozwagi
            przed dezawuowaniem mitologii i kultury Słowian.
    • ravendom do edico 09.12.06, 19:20
      Musze Ci przyznać, że sam kiedyś zastanawiałem się nad tym faktem. Zacząłem
      nawet sam grzebać w interencie zeby sie czegoś więcej dowiedzieć. Na jednej ze
      stron interentowych (adresu nie przytocze gdyż było to dosyć dawno temu, w
      czasach kiedy jeszcze korzystałem z kawiarenki) przeczytałem o przyczynie braku
      nauczania o mitologi słowińskiej w szkołach. Otóż nasi przodkowi byli w
      większości niepiśmienni (w przeciwieństwoe do Greków i Rzymian) i niewielka
      jest wiedza na temat samej mitologi słowiańskiej. Przebieg rytułałów i zarys
      kultury można odtworzyć na podstawie wykopalisk, ale z mitologią już
      tak 'łatwo' nie ma niestety. Gdyby krzyżowcy przestrzegali przykazań własnej
      religi, a zwłaszcza 'Nie zabijaj' i nie wycieli w pień naszych braci, którzy
      swoich bogów już mieli, to moze w szkołach dzieci uczyłyby sie o wierze ojców.

      POZDRAWIAM
      ravendom
      • edico Re: do edico 09.12.06, 23:25
        Jest dosyć sporo materiału na ten temat. Niestety celowo dosyć skrzętnie
        skrywanego przed oczyma gawiedzi. Na początek odpowiedzi na pytanie dla czego
        tak się dzieje, postaraj się sięgnąć do najnowszych badań archeologicznych
        dokonanych przy remoncie katedry w Poznaniu finansowanego z kasy państwowej i
        przerwanych w momencie odkrycia innej znacznie starszej budowli mogącej
        przynieść bardziej skonkretyzowaną wiedzę o tamtych czasach weryfikującą
        głoszone przekonania. Stawianie kościołów katolickich na gruzach świątyń
        słowiańskich lub innych budowli z tamtych czasów było regułą tej ekspansji
        zmierzającą do bezpardonowego odcięcia Słowian od własnych korzeni.

        Dzisiaj nie ulega już żadnej wątpliwości, że opór przeciw chrześcijaństwu wśród
        Słowian był poważny. Biskup Thietmar przekazuje przykładowo, jak wyglądał opór w
        diecezji marseburskiej (jak podaje "najspokojniejszej" w regionie).

        Otóż chrystianizowani tam Słowianie, którym kazano klepać niezrozumiałe im
        modlitwy (jak Kyrie eleison), drwili sobie zmieniając słowa: "Aby łatwiej
        nauczać powierzone swej pieczy owieczki, biskup Bozo spisał słowo Boże w języku
        słowiańskim i polecił im śpiewać Kyrie eleison, wskazując na wielki płynący stąd
        pożytek. Ci nierozumni Słowianie - zżyma się biskup — jednak przekręcili te
        słowa gwoli szyderstwa na pozbawione sensu ukrivolsa".

        W diecezjach mniej spokojnych rodzimowiercy dysponowali zdecydowanie mniejszą
        skłonnością do żartów. Sam biskup opisuje wielkie powstanie słowiańskie ludów
        niedawno nawróconych na chrześcijaństwo, które miało wybuchnąć w 983 r.:

        "Zaczęła się ta zbrodnia 29 czerwca od wyrżnięcia załogi w Hobolinie i
        zniszczenia tamtejszej katedry. W trzy dni potem zjednoczone siły Słowian
        napadły, w chwili gdy dzwoniono na jutrznię, na katedrę brenneńską... Jej...
        pasterz Folkmer uratował się na czas ucieczką, jej zaś obrońca Teodoryk wraz z
        rycerstwem ledwie uszli tegoż dnia przed wrogiem. Duchowieństwo tamtejsze
        dostało się do niewoli, Dodilo zaś, drugi pasterz tego biskupstwa, który,
        uduszony przez swoich, leżał od trzech lat w grobie, został zeń wyrzucony. Te
        chciwe psy obrabowały go z szat pontyfikalnych, które na równi z ciałem nie
        uległy dotąd najmniejszemu zepsuciu, a następnie rzuciły go bez żadnego szacunku
        z powrotem do trumny. Cały skarb kościelny został rozgrabiony i wiele krwi się
        polało w sposób pożałowania godny. Zamiast Chrystusowi i jego zacnemu rybakowi
        Piotrowi zaczęto oddawać cześć różnym bożkom z diabelskiej herezji poczętym i tę
        żałosną zmianę pochwalali nie tylko poganie, lecz także chrześcijanie... Po tych
        wypadkach Słowianie zniszczyli klasztor św. Wawrzyńca w mieście Kalbe, a
        następnie ścigali naszych uciekających jak pierzchliwe jelenie. Nasze bowiem
        grzechy przydawały nam strachu, a im męstwa".

        Pomińmy tu wcale nie taki krótki okres tego powstania trwającego kilka lat czy
        kilka następnych i kończonych przy pomocy wojsk cesarskich.

        W pierwszych latach XI w. (1003) dochodzi do większego mordu kleru w Polsce — na
        tzw. Pięciu Braciach Polskich Męczennikach, dzięki któremu Polska zyskuje swoich
        pierwszych — obok Wojciecha, Bruna, Świerada-Andrzeja i Stosława-Benedykta —
        świętych i męczenników zarazem. W skład tzw. św. Pięciu Braci Polskich wchodziło
        dwóch niemieckich mnichów mających podjąć u nas ewangelizację, ich dwóch
        polskich pomocników i nauczycieli zwyczajów tubylczych oraz polski kucharz.

        W roku 1022, kiedy to wybuchnąć miała "straszliwa zawierucha", czyli bunt
        przeciwko płaceniu dziesięcin. Czeski Kosmas napisał nawet, że w roku tym "w
        Polsce nastało prześladowanie chrześcijan". Po ujarzmieniu buntu, jego przywódcy
        zostali ścięci.

        Śmierć Chrobrego pozwoliła poddanym na tyle odetchnąć i odreagować owo sławetne
        wybijanie zębów za łamanie postu, że doszło do szeregu kolejnych znacznych
        wystąpień i zrywów.

        I to nie jest jeszcze koniec tych ogólnie zasygnalizowanych faktów. Zachęcam do
        samodzielnej lektury, która może przynieść znacznie większe korzyści, niż czyjeś
        zawsze w jakimś tam sposób skażone osobistym punktem widzenia informacje.

        Pozdrawiam
        • edico Re: Coś o naszym Wojciechu 09.12.06, 23:38
          Był wyjątkowo nieudolnym czy może raczej pechowym krzewicielem "łowa Bożego".
          Jako czeski biskup Adalbert, na chrzcie otrzymał imię "cieszącego wojów" —
          Wojciecha.

          Najpierw poniósł klęskę ewangelizacyjną w swej diecezji "Gdy nakłaniając swe
          owieczki do posłuszeństwa wobec przykazań Bożych nie mógł ich odwieść od błędów
          zadawnionej bezbożności, wyklął je wszystkie i podążył do Rzymu, aby się
          wytłumaczyć z tego kroku przed papieżem", po czym zrezygnował z pasterzowania i
          zaszył się w klasztorze.

          Kiedy kolejny raz zapragnął przekonywać do wiary, trafił do pogańskich Prusów u
          których musiał dopuścić się jakiegoś ciężkiego przewinienia tudzież profanacji,
          gdyż stamtąd już nie wrócił ("Gdy potem z upoważnienia tegoż papieża usiłował
          poskromić dusze Prusów wędzidłem słowa Bożego, przeszyto go włócznią i odcięto
          mu głowę" - pisze Thietmar).
          Jego towarzysze wrócili bez szwanku do siebie.
      • tauron10 Re: do edico 12.12.06, 12:54
        Sposoby narzucania "jedynie słusznej wiary" w bardzo przystepny i skrócony
        sposób przedstawił A.Sapkowski w książce pt."Świat króla Artura".Naprawdę
        polecam!
          • edico Re: do tauron10 12.12.06, 18:23
            W rewanżu :))
            Czesław Białczyński: Stworze i zdusze czyli starosłowiańskie boginki i demony,
            Wyd. Leksykon.

            Nie jest to co prawda książka naukowa a raczej jak przewodnik po świecie
            trochę przypominającym świat Wiedźmina, tylko na ok. pere setek lat albo lat
            wcześniej, zanim cywilizacja wypłoszyła Przypołudnice, Krasawki-Feje,
            Bagienniki i inne, zostawiając tylko parę sztuk, by Wiedźmin na coś sie
            przydał.

            Ewa Nowacka: Bożęta i my, Wyd. Orenda.
            Ładnie wydana i pięknie zilustrowana, raczej dla edukascji starszych dzieci.

            Z poważniejszych wydań:
            - Andrzej Szyjewski: Religia Słowian, Wyd. WAM, napisana przez pracownika
            Instytutu Religii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jeszcze jest chyba do zdobycia
            na rynku księgarskim.
            - Aleksander Gieysztor: Mitologia Słowian, EAN, Warszawa 2006. Przybliża system
            mitologii Słowian polecana na niektórych kierunkach uniwersyteckich. Osobiście
            polecam właśnie tę ostatnio wymieniona pozycję.

            Pozdrawiam
            • edico Re: do tauron10 23.12.06, 04:02
              Mirce Eliade napisał - wprawdzie nie wiele - o religii Słowian. Niestety,
              wszelkie ślady po tej religii zostały zniszczone przez przedstawicieli obecnej
              dominującej na naszych terenach religii.

              Warto jednak pamiętać, że poza kilkoma opisami poczynionymi czy to przez kupców
              czy zachowanych w klasztorach prawosławnych nie ma żadnych śladów po tej
              religii. Wszystko zniszczono. Więc książki gdzie autorów ponosi fantazja
              (polecam np. Brucknera) cenne są, ale nie pod względem dokumentalnym. Oczywiście
              religia nie zawsze wymaga rytualnych zachowań i wyobraźnia może być tutaj cenna,
              jednak poza imionami Bogów i przypuszczeniami niewiele zostało.

              Warto w miarę możliwości sięgnąć do prac Kolberga Oskara. Pomijając fakt, że to
              już niemal współczesne i przesiąknięte chrześcijaństwem pozycje, to dużo starych
              i słowiańskich zachowań w nich opisuje. Czasami można nawet się nieźle
              pouśmiechać, ale to właśnie zostało w ludzie ze starych wierzeń i podań.

              A tak dla ciekawości - ponoć królestwo Welesa pod Tatrami sobie leży :))

              Podejmowane próby bardziej precyzyjnego i ziemskiego zlokalizowania pojęć
              spotykanych w mitach spotykamy nie tylko u Słowian.

              W roku 1556 Rutilio Benicasa obliczył, że długość czyśćca wynosi 15750 mil a
              jego szerokość 5011. Ta katolicka pakamera nieba znajduje się w odległości 505 i
              pół mili od ziemi.

              Z kolei benedyktyn, Alberano Desiderio, obliczył w roku 1705, że od stworzenia
              świata, w niebie znalazło się 111.111.111.000 dusz ludzkich. Na skutek buntu
              Lucyfera, ubyła trzecia część, czyli 37.037.037.000. Jego zdaniem, po rewolcie
              pozostało w niebie 74.074.074.000 szczęśliwców :))
    • edico Re: Bogowie słowiańskich mitologii 10.12.06, 14:06
      Kto wie (zwłaszcza wśród młodszych), kto to był Weles, Mokosz, Radogost,
      Strzybóg, Chors, Siemargł, Rod, Dola itp..

      Kto zna słowiańskie demony, albo pradawne święta i obrzędy? - np. święto Jaryły,
      kupalnockę, święta godowe, plonów, święto ognia i wody, (wjątkiem są tu Dziady,
      które znamy dzięki A.M).

      Kto wie co to jest Nawia, kim był Żmij, a kim Płanetnik...no właśnie jest tak
      jakby nie było nic, a potem nagle hooo...ooop zjawił się Mieszko i od tego
      momentu wszyscy jesteśmy katolikami i spadkobiercami wszystkiego tego, co za
      sobą przyniósł w swych dziejach katolicyzm.

      Dlaczego nie uczy się jaka była rodzima wiara Słowian (czyli między innymi
      nasza), jakie były ich wartości i zwyczaje?

      Wiara w potęgę przyrody i szacunek do niej godny jest naśladowania także przez
      dzisiejszą młodzież.
    • edico Święta Bożego Narodzenia, to nic innego, jak 13.12.06, 01:11
      słowiańskie Godowe Święto, Szczodre Gody, Święto Zimowego Staniasłońca -
      pradawne święto Słowian, przypadajace na okolice przesilenia zimowego. Obchodząc
      święto solarne uznawane uznawane jest za początek nie tylko nowego
      roku słonecznego, ale także roku liturgicznego oraz wegetacyjnego.

      Oryginalnie święto to trwało kilka lub kilkanaście dni, przynosząc ludziom
      nadzieję, napawając radością i optymizmem. Swaróg - Słońce po tych świętach znów
      zaczyna odzyskiwać panowanie nad światem.

      Tak więc w tej mierze importowany na mieczach katolicyzm nie tylko, że nic
      nowego nie wniósł, to jeszcze zawłaszczył święta do niego nie należące.
          • edico Re: O mitologii chrześcijańskiej trochę poważniej 20.12.06, 20:55
            Zgodnie z dzisiejszą wiedzą na ten temat (niestety nie z Kościoła), oryginalne
            Pisma powstawały przez ponad 1500 lat i spisywane były przez ponad 40 autorów
            (królów, pasterzy, rybaków, poetów, proroków itp.). Napisane zostały w językach
            hebrajskim, aramejskim i greckim na trzech kontynentach.

            Stary Testament powstawał w granicach jednego kraju lecz księgi Nowego
            Testamentu w zupełnie innych i odległych od siebie rejonach Europy i Azji. Do
            dzisiaj nie wiemy, do jakiego stopnia apostołowie uświadamiali sobie, że ich
            pisma będą częścią "pisanego Słowa Bożego" przeznaczonego dla adeptów tej sztuki
            przyszłych wieków.

            Obecnie znanych jest ok. 4000 rękopisów całej Biblii, bądź jej części,
            napisanych między II-im a XV-tym wiekiem. Znane nam manuskrypty pisane na
            pergaminie, zostały sporządzone między IV-tym a XV w. Nazywa się je Uncjałami i
            Kursywami. Uncjały pisano dużymi literami. Jest ich około 160. Pochodzą z okresu
            pomiędzy IV-tym i X-tym w. Kursywy pisano drobnym, ciągłym pismem, poszczególne
            wyrazy łącząc ze sobą. Powstały między X-tym i XV-tym wiekiem.

            Obecnie składa się na nią 45 ksiąg ST i 27 pism NT. Do pierwszych tłumaczeń
            należą "Przekład starosyryjski", "Septuaginta" i "Wulgata". W miarę rozwoju
            papiestwa Biblia wychodziła z powszechnego użytku aż w 1229 r. papież Grzegorz
            IX zakazał czytania "Biblii" pod sankcją kar inkwizycyjnych.

            Zastępowano ją dekretami i dogmatami (twierdzeniami uznawanymi za pewnik jedynie
            na mocy autorytetu soborów i papieża). Jak zresztą twierdzą Żydzi i
            Chrześcijanie, powstała z natchnienia Bożego (rozumianego jako boskie-tchnienie,
            oddech, "theo-pneustos"). Kontrastuje to z faktem, że w ST ani razu nie pada
            słowo choć podobne do "natchnienie" z taką chęcią później eksploatowane.

            Wiara ta opiera się więc jedynie na zaufaniu do proroków, którzy rzekomo mówili
            z "rozkazu" i w imieniu Boga. Twierdzą oni także, iż Pisma są nieomylne, nie
            posiadają ewidentnych błędów i są doskonałe dla zbawienia.

            Przedstawione poniżej nieścisłości są zaledwie niektórymi, wybranymi przykładami
            poddającymi delikatnie mówiąc w wątpliwość tę nieomylność. Ostateczny kształt
            kanonu (wzoru) Nowego Testamentu (ilość i kolejność ksiąg) ustalił dopiero sobór
            Trydencki w 1546 r. Nader długo trwały się spory o to, które to pisma
            czesnochrześcijańskie należy uznać za bardziej ważne jako kanoniczne a które za
            tło tych kanonów zwanych apokryfami.

            Wierzący twierdząc, że Biblia jest tekstem oryginalnym i niepowtarzalnym zapewne
            bardzo się "zmartwią" poniższymi informacjami dając tak charakterystyczny dla
            nich upust "woli bożej".

            Mając uszy i oczy zaklejone Biblią, trudno jest usłyszeć o Sumeryjczykach? A
            żyli niestety tacy "paskudnicy (hi) w południowej części Mezopotamii i nad
            Zatoką Perską istniało państwo Sumer. Wprawdzie do dziś nie ustalono, kiedy i
            skąd przybyli jego mieszkańcy. Był to jednak niezwykły lud dysponujący już
            wówczas wiedzą w wielu wypadkach dorównującą współczesnej. Już sześć tysięcy lat
            temu Sumerowie wiedzieli, że Ziemia obraca się wokół Słońca i znali budowę
            Układu Słonecznego, czego niektórzy "prawdziwni" katolicy do dnia dzisiejszego
            nie są w stanie pojąć.

            To właśnie oni podzielili niebo na 12 znaków zodiaku. Ponad 5000 lat temu
            Sumeryjczycy a później Egipcjanie tworzyli już pisane dokumenty. Cywilizacja ta
            kwitła przez blisko tysiąc pięćset lat. Gliniane tabliczki odkryte (w połowie
            XIX wieku) w ruinach Niniwiy (dawnej stolicy Asyrii) i w Nippur, pozwoliły
            zrekonstruować dzieje tego państwa. Odnaleziono ogromną bibliotekę króla
            Asurbanipa (668 - 627 p.n.e.), w której znaleziono ok. 25 000 tabliczek,
            pokrytych pismem klinowym. Pozwoliły one poznać wielkie poematy mitologiczne,
            mówiące także o początkach świata i człowieka.

            I cóż to za dziwo??!!
            Otóż okazało się, że pojawia się w nich wiele motywów i tematów znanych
            dotychczas jedynie z Biblii.
            W Księdze Rodzaju odnajdziemy np. echa poematu na cześć Marduka, głównego boga
            Babilonu (poemat Enuma Elisz). A wszystko zaczyna się w czasach, kiedy nie było
            jeszcze niczego, bo nic nie otrzymało jeszcze imienia. W poemacie tym, podobnie
            jak i w całej mitologii, kosmogonia jest jednocześnie teogonią, czyli innymi
            słowy narodziny wszechświata są narodzinami bogów.

            W VI w. synom Izraela żyjącym na wygnaniu w Babilonii, Marduk musiał wydawać
            się bardzo potężny. Przecież król Babilonii zburzył nawet świątynię Jahwe. I to
            było najstraszniejsze. Okazało się bowiem, że Marduk jest silniejszy od Jahwe.
            Monoteizm żydowski nie był jeszcze w tym czasie ani tak nieugięty, ani tak
            jasno wykrystalizowany, jak to na ogół sobie wyobrażamy. I właśnie tu i w tym
            miejscu kapłani Izraela podjęli trud przemyślenia i ponownego odczytania całej
            historii swego ludu, aż do samych początków, od pradziejów świata.

            Jeden z tych kapłanów jest autorem pierwszej stronicy Biblii, można zgadywać, że
            kiedy pisał swój hymn na cześć Jedynego, miał przed oczami kapłana Marduka,
            recytującego Emuna Elisz. Chciał mu się być może w ten sposób przeciwstawić, być
            może chciał pokazać Boga Izraela jako prawdziwego stwórcę i władcę wszechświata.

            Aby to uczynić, nie wahał się sięgać po najróżniejsze materiały z literatury
            świata wówczas go otaczającego. Oczyszczał je ze śladów politeizmu, choć nieraz
            uchodzi to naszej uwadze, zresztą z bardzo różnych przyczyn.

            Najwięcej jednak kłopotu najprawdopodobniej przyczynił interpretatorom
            wspomniany poprzednio nasz kapłan przyjętym schematem siedmiu dni stworzenia.
            Zapominamy bowiem lub nie wiemy, że w chwili gdy pisano ten tekst, Żydzi
            święcili już Szabat co najmniej od siedmiu stuleci. Zachowanie
            szabatu było równoznaczne z zachowaniem swej odrębności i musiało nieraz -
            niestety - drogo kosztować, co w biblii jest bardzo wyraźnie zaznaczane.

            Na początku Bóg stworzył Niebo i Ziemię. Jest to pierwsze zdanie, a zarazem
            niejako tytuł całości, bo wszystko w nim zostało już zawarte. Niebo i Ziemia
            znaczyła wtedy tyle, co dziś wszechświat. Wszystko więc zaczyna się więc dla
            nich od Boga. Bóg nie jest tu jednak jakimś absolutem wydedukowanym przez
            filozofów ani też jakimś zwycięskim mocarzem. Jest on tym, który po prostu i
            najzwyczajniej działa twórczo według własnych zamysłów. A działanie
            jego jest wybitnie proste: Bóg rzekł i stało się.

            Pozostawia to za sobą pewne komplikacje - bowiem Enuma Elisz jest tu jedynym
            aktorem i dlatego jego imię powtarza się w każdym niemal z 35 pierwszych
            wersetów (Rozmowy o Biblii).

            Dilmun, sumeryjski poemat o raju, spisany 1500 lat przed Genesis, opisuje: Enki,
            pana ziemi, jednego z trzech głównych bogów Sumeru, który zjadł 8 zakazanych
            roślin, od czego zachorowało 8 organów jego ciała, w tym żebra. Leczyło go 8
            bogiń-pielęgniarek. Na glinianych tabliczkach zachowała się rycina
            przedstawiająca boga Enki, całą serię identycznych osobników oraz boginkę Ninki,
            trzymającą na kolanach pierwszego człowieka. To po sumeryjsku oznacza zarówno
            żebro jak i "przywołać do życia", a bogini lecząca żebra to Nin-Ti, czyli pani
            żeber, lub pani przywołująca do życia (stąd też stworzenie Ewy z żebra).

            Enki lepi człowieka z gliny zmieszanej z ciałem i krwią jednego z bogów,
            złożonego specjalnie w tym celu w ofierze. Człowiek ma tutaj cząstkę boskiej
            natury, ale jego przeznaczeniem jest pracować w pocie czoła i służyć bogom.

            Odczytując znalezione w ruinach Niniwy tabliczki, badacze natrafili na
            opowieść o potopie przypominającą uderzająco tekst Biblijny. Największą
            sensację wzbudził fakt, że choć odczytana tabliczka pochodziła z VII w. p.n.e. -
            poemat, którego część stanowiła, był z pewnością znacznie starszy od Biblii i w
            tej czy innej postaci znany już także Biblijnym autorom.
            Dziś wiemy, ze jest to nic innego, jak jedenasta tabliczka wielkiej epopei o
            Galigameszu.

            Galigamesz wyrusza na poszukiwanie nieśmiertelności. Po wielu trudach udaje mu
            się dotrzeć do krainy leżącej poza wodami śmierci, gdzie żyje wyzwolony już z
            jej więzów Utanapi
            • edico Historia Święta Bożego Narodzenia................. 11.02.07, 20:57
              obchodzone jest 25 grudnia wyłącznie dlatego, iż ten dzień w starożytnym Rzymie
              był dniem święta Natalis Solis Invicti (Urodziny niezwyciężonego Słońca).

              25 grudnia obchodzono narodziny pogańskiego boga Mitry.

              Aby wyrugować obchodzenie przez lud pogańskiego święta, ustanowiono święto
              urodzenia Jezusa w dniu urodzenia Słońca.

              Najstarsza tradycja obchodzenia Narodzenia Pańskiego pochodzi z III wieku, wtedy
              jednak obchodzono ten dzień 20 maja (podawano też inne daty, m.in. 2 kwietnia).

              Po raz pierwszy o 25 grudnia wzmiankowano w 336 roku.
              • edico Re: Panteon bogów slowiańskich 23.12.06, 03:06
                Bogowie Słowian
                Perun - Bóg wojny, gromów i nieba, pan zjawisk atmoswerycznych.
                Weles - Bóg śmierci, pan Nawii i nawek(dusz), oraz przysiąg i magii.
                Swaróg - Bóg słońca i ognia wszelkiego.
                Swarożyc - syn Swaroga, pan ognia wszelkiego.
                Daźbog - syn Swaroga, pan ogniska domowego.
                Chors - Bóg księżyca, nocny odpowiednik Swarożyca.
                Perepłut - Bóg wody, piwa i miodu, pan tańca i libacji.
                Mokosz - płodna Matka Ziemia, pani aktywności seksualnej.
                Rod - Bóg losu ludzkiego.
                Porewit - Bóg siły.

                Powyższy panteon można - a nawet trzeba - uzupełnić o pewne informacje.
                Otóż Perun i Weles to dwaj bogowie najwyżsi. Jakby dwie strony, dwie natury boga
                stwórcy i ojca wszystkiego. Tak zresztą Latynowie nazywali swego odpowiednika
                Peruna - Dies Pater (ojciec dzień, jasny ojciec).

                Perun jest panem nieba, dawcą i opiekunem władzy królewskiej.
                Weles to bóg kapłanów i wróżbitów pozwalający widzieć "tamten świat" a przy tym
                strażnik ładu moralnego i sędzia ludzkich czynów, w tym i tamtym świecie.

                Swaróg i Swarożyc to być może jedna postać. Jakby jednak nie było bóg Słonca
                jest również strażnikiem przysięgi i trwałości instytucji społecznych i
                państwowych.

                Bóg ognia (Swaróg) jest również opiekunem rzemiosła, magii i ofiary, a także
                pośrednikiem między ludźmi a bogami.

                Chors - Bóg Księżyc ma również związki z magią i wróżbami. Jest przewodnikiem
                dusz w zaświaty oraz dusz szamanów i wróżbitów w transie.

                Wzajemnych wpływów religijnych wśród Indoeuropejczyków nie sposób rozwikłać
                wobec podobieństwa systemów. Wydaje się że pewne koncepcje bóstw żeńskich
                Słowianie mogli także zapożyczyć od Finów. Sami jednak niewątpliwie wpłynęli
                także na kształt panteonu bogów u ludów tureckich.
                • edico Re: Koncepcja piekła, czyśćca i nieba 23.12.06, 03:27
                  Koncepcja czyśćca w religii i tradycji ludów indoeuropejskich jest chyba
                  najtrudniejszą sprawą do wykazania transpozycji tego mitu, ponieważ nigdzie nie
                  jest wyrażona wprost, ale też nie da się powiedzieć że nie istnieje.

                  W zasadzie świat dzielił się na trzy sfery:
                  - niebiańską - gdzie przebywali bogowie i ich pomocnicy a także wybitni ludzie
                  po śmierci,
                  - ziemską - dla żywych
                  - i podziemną - dla większości zmarłych.
                  Pomiędzy tymi strefami przebywały różne rodzaje duchów i demonów.

                  U Słowian mamy całą kategorię demonów powołanych poprzez niedopełnienie zwyczaju
                  pogrzebowego lub "nieakuratne" życie i czyny zmarłego.
                  Demony takie to ludzie "nie do końca umarli", nie mogący odejść na swoje
                  miejsce, sami cierpiący i często zadający cierpienia innym (odzwierciedlenie
                  tego mamy w szeregu legendach-podaniach o duchach zamkowych czy zjawach).

                  Demona można było niekiedy "zabić" czyli skierować do świata podziemnego. Czyli
                  po prostu uwolnić do końca duszę zmarłego. Na ten temat jeszcze dzisiaj krąży
                  sporo podań ludowych a w niektórych wypadkach nawet zbeletryzowanych w
                  twórczości pisarskiej czy filmowej)
    • Gość: belfer Dlaczego w szkole nie uczą mitologii słowiańskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.06, 10:17
      Problem jest chyba źle postawiony. Przyjmując chrześcijaństwo zostaliśmy
      „podłączeni” do innej mitologii. Ani lepszej, ani gorszej. Wrosła ona w naszą
      kulturę i myślimy nią niezależnie od tego, czy jesteśmy religijni, agnostyczni,
      czy ateistyczni. Problem leży natomiast w tym, że jesteśmy na tyle
      niesamodzielni psychicznie (w sensie samoregulacji uczuciowej, wolitywnej i
      umysłowej), iż nie odróżniamy dwóch sfer tejże metodologii – sfery wiary i sfery
      wiedzy. Pierwsza łączy się z wychowaniem i powinna być uprawiana we wspólnocie,
      np. ludzi wierzących. Rodzina, parafia, czy inne organizacje, to właściwe
      miejsca kształtowania wiary aż do przekonań. Szkoła to świątynia wiedzy. I może
      się tam znaleźć ta sfera mitologii, ale pod warunkiem, że jest traktowana na
      jakimś poziomie uogólnienia (porównania), podobnie jak to czyni naukowe
      religioznawstwo. Uczenie wiary w szkole, z czym mamy do czynienia obecnie, to
      seryjna produkcja umysłów niepełnosprawnych.
    • edico Kupajło - Bóg letniego słońca. 15.12.06, 19:49
      Iwan Neczuj-Łewycki tłumaczy jego nazwę tak:
      "Jasne letnie moce niebieskie, słońce, błyskawica i grom wspólnymi siłami jak
      gdyby kąpią ziemię, darząc ją największą w czasie święta Kupajły siłą płodną, a
      może i tak, że w święto Kupajły ludzie kąpali się w wodzie, wierząc w jej
      cudowną moc".

      Inni badacze przypuszczają, że nazwa ta jest bliska łacińskiej Cupido -
      Kupidyn, która znaczeniem swym zbliża się do indoeuropejskiego "kipieć",
      "pałać", "namiętnie pragnąć".
      Kupalne ognisko zapalano "żywym ogniem" pozyskiwanym przez tarcie o siebie dwóch
      kawałków drewna i było symbolem niebieskiego ognia słonecznego, który rozpala
      miłość w sercach chłopców i dziewcząt, tworzy z nich pary w tę czarowną noc.

      W Latopisie hustyńskim mamy objaśnienie, że "Kupało to bóg obfitości jak u
      Hellenów Ceres".

      Bogini Ceres u Etrusków, a później u Greków i Rzymian uważana była za boginię
      zaślubin, macierzyństwa, woli niebios.

      Żeńskie bóstwo Kupała jest tożsame z małoazjatycką Kybele, boginią miłości i
      Matką Bogów. Wszystkie obrzędy kupalnego święta są u tych narodów dentyczne.

      Posągów Kupale (brak na to dowodóew) nie stawiano, uważając, że jest ona nie
      tyle bóstwem, ile osobistością, uczestnikiem świątkowego rytuału obrzędowego ku
      czci letniego przesilenia dnia z nocą.

      Kupajłem też zwano kukłę słomianą specjalnie zrobioną przez młodzież na to święto.

      Prócz Kupajły robiono jeszcze kukłę Marzeny: lalkę z mioteł, gałęzi itp.,
      przybraną kwiatami i wstążkami.

      Zdaniem Iwana Neczuja-Łewyckiego Kupajło i Marzena - to dwa bóstwa odpowiadające
      dwóm żywiołom: ogniowi i wodzie (Słońcu i Chmurze). Takie wyjaśnienie rzeczy
      wydaje się być całkiem przekonywające, o ile to dotyczy tylko letniego
      solstitium. "Słoneczną" kukłę robi się ze słomy (por. sołn-ce i soł-oma), a
      Chmurze poświęca się kukłę Marzeny (por. Mar-ena i Ch-mar-a). Słońce utożsamia
      się z niebieskim ogniem, Chmurę z niebieską wilgocią.

      Przed takimi "idolami" stawiano stół z różnymi potrawami, obok pałał święcony
      ogień, wokół którego młodzieńcy i dziewczęta weseląc się, tańcząc i śpiewając
      świętowali prażnik. Na jego zakończenie Marzenę topi się w rzece, czasem to samo
      robi się z Kupajłem.

      Dzisiaj relikty dawnych obrzędów są tak dalece poplątane, że nie zawsze
      rozumiemy ich sens. Gdyby iść za logiką objaśnionych wyżej symboli, to męskim
      początkiem jawi się tu Kupajło (niebieski ogień), a żeńskim - Marzena (żywioł
      wody).
      W obrzędach ustalono, że Marzenę przygotowują dziewczęta, o nią toczy się walka
      na niby między chłopcami a dziewczętami, chłopcy często wykradają kukłę i
      rozrywają ją, a gałązki z Marzeny dziewczęta zabierają ze sobą, żeby rozrzucić
      je po ogrodzie dla pobudzenia płodności.

      Niezależnie od tego dziewczęta szybko sporządzają nową Marzenę, którą jednak
      topią w rzeczce, w ten sposób zwracając ją wodnemu żywiołowi. Kupajłę zaś
      oddają ogniowi. Gdzieniegdzie zamiast kukły ze słomy robią koło omotane słomą,
      następnie zapalają je i toczą z góry do rzeczki. Koło ogniste oznacza
      bezsprzecznie odniesienie do Słońca - ognia niebieskiego.

      O ile zmianę pór roku wyobrażali sobie nasi przodkowie jako zmagania Zimy z
      Latem, a ubytek siły Słońca i Gromu - jako cierpienia tych bogów kończące się
      śmiercią, to staje się oczywiste, że wiara chrześcijańska zapożyczyła swą
      filozofię właśnie z pogaństwa.

      Po śmierci następuje zmartwychwstanie - na wiosnę znów ożywa przyroda, a z nią
      jaśni bogowie słoneczni (patrz Jaryło).

      Z istoty swej bóstwo to jest bliskie Kupajle, "jeno" działające tylko wiosną.
      Bóg miłości i namiętności - czyli wiosennego rozkwitu przyrody. Jaryłę uważa się
      za symbol płodności (patrz ekwilibrystyka koscielna w sprawie aborcji). Nazwa
      jego ma w sobie rdzeń Jar ( czyli Jary) - co znaczy silny, zawzięty, namiętny,
      gniewny. To męski symbol zapładniającej siły.

      Pierwsze święto Jaryły wyznaczano na wiosnę, kiedy on się budził razem z
      przyrodą, natomioast w lecie odbywał się symboliczny pogrzeb Jaryły, znany także
      pod nazwą "pogrzeb Kostrubońka", kiedy to kobiety wśród żartów chowały kukłę
      Jaryły (Kostruba), który już wszystko zapłodnił i zamiera na zimę, by obudzić
      się znowu na wiosnę.

      Ten obrzęd oznaczał zamieranie słonecznej siły, bo - po Kupajle "Słońce powraca
      na zimę".

      O Jaryle brak jest pewnych wiadomości. Wiadomo, że przygotowaniem jego kukły
      zajmowały się młode żonki, przy czym szczególną uwagę zwracano na jego
      dzieciorodny organ. Jedynie z przekazów dawnych podróżników dowiadujemy się, że
      posąg Jaryły stał w pobliżu miasta Kostromy (nazwa współbrzmiąca z Kostrubą).

      Na Białorusi na wiosnę oprowadzano Jaryłę - przystojnego młodzieńca z wieńcem na
      głowie, strojnego w jasne, uroczyste szaty.

      U innych Słowian identyczny z Jaryłą był Jarowit, u Greków i Rzymian - Dionizos
      i Bachus. Święto Jaryły przypomina kupalne także w tym, że w czasie jego
      obchodzenia młodzieńcy podobnie wykradali dziewczęta na swe żony.

      Otóż Jaryło i Kostrubońko uosabiali triumf życia nad śmiercią. Bogowie ci
      zamierali na zimę i budzili się (zmartwychwstawali) na wiosnę.

      Za niepisującego już dzisiaj na FK swarożyc'em, który padł pod naciskiem jedynie
      słusznej racji:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=6570932&a=6571235
    • edico Pogańskie Narodziny Słońca a Boże Narodzenie w Krk 20.12.06, 16:54
      Wszelkie znane nam dzisiaj podania i legendy mówiące o narodzinach bogów,
      wywodzą się od ludów rolniczych i pasterskich, widzących swoją pomyślność oraz
      dobrobyt w siłach przyrody.

      Bezpośrednia zależność człowieka od natury nie budząca chyba żadnych zastrzeżeń
      (np. zmienne pory roku, powodzie i susze), początkowo wyrażała się czcią różnych
      duchów (np. totemów itp.) oraz przodków. Z czasem wierzenia te zostały
      przetransportowane na określone bóstwa i siły przyrody, które częstokroć
      przybierały postać totemiczną (np. w niektórych wierzeniach ludów pasterskich
      Słońce uważano za oko byka znajdującego się na niebie, natomiast w innych,
      Słońce było zwierzęciem lub ptakiem).

      Do Słońca kierowano więc swoje modlitwy o ciepło i urodzaj (w tym także o deszcz
      - hi). Starożytne ludy wierzyły, że gdy przestaje ono grzać — to umiera, a razem
      z nim cała roślinność. Pod koniec grudnia (przesilenie zimowe) powracało ku
      wiośnie (rodziło się), a wiosną zmartwychwstawało wraz z całą przyrodą, która z
      nim wcześniej umarła.

      Bogowie Słońca podobnie jak bogowie roślinności, rodzili się, umierali i
      zmartwychwstawali. Wierzono, iż Słońce podobnie jak zasiane jesienią ziarno,
      skryte pod ziemią, "umiera", aby "zmartwychwstać" wiosną i kwitnąć.

      Ten pogański pogląd mamy także wyraźnie zaakcentowany w Nowym Testamencie: "To,
      co zasiewasz, nie odżywa, nim wprzód nie umrze..." (1. Korynt. XV, 36).

      W wielu legendach przedchrześcijańskich narodziny bogów i bohaterów miały
      miejsce w grotach, podziemiach lub jakiejś stajni. W nieprzeniknionym mroku grot
      i pieczar, z matki-dziewicy w grudniową noc rodzili się nieżyjący już od setek a
      nawet tysięcy lat bogowie: Adonis, Budda, Dionizos, Hermes, Kriszna, słoneczny
      Mitra i „płomienny" Agni (Agnu), Perseusz, Zeus kreteński, Manu — wielki
      prawodawca i Oksus-Zbawiciel, Egipski Horus narodził się w "stajence" i leżał w
      "żłobie" (świątyni) "świętej krowy" (Izydy). Miejsca ich narodzin wskazywały
      gwiazdy, a nowonarodzeni bogowie, musieli być ukrywani przez swych rodziców
      przed grożącym im niebezpieczeństwem ze strony władców.

      Bogowie rodzili się w dniu, który wyznaczyła im ludzkość, a więc w okresie,
      kiedy Słońce zaczynało się wznosić coraz wyżej nad widnokręgiem, dążąc ku
      wiośnie. Data narodzin Jezusa zwanego też Jeshua czy Chrystusem nie uległa
      zmianie. Pozostała ta sama, co u jego pogańskich poprzedników. Oni wszyscy
      rodzili się zgodnie z cyklem astrologicznego Kalendarza, ustanowionego przez
      Niewypowiedzianego, Niewysłowionego, Nieogarniętego...

      Według apokryfów Jezus narodził się w grocie, a według ewangelii w stajni - np.
      Mitra także urodził się w grocie pomiędzy zwierzętami.

      Na jego życie dybał Herod (który - o zgrozo - w okresie narodzin Jezusa nie żył
      już od kilku lat).
      Jedna z legend koczujących w Asyrii plemion żydowskich mówi, że król Nemrod
      ujrzał kiedyś na niebie niezwykłą gwiazdę. Kapłani-wróżbici wyjaśnili mu, że owa
      gwiazda zwiastuje narodziny chłopca, który w przyszłości zostanie wodzem
      wielkiego narodu i zapanuje nad światem. Król rozkazał pozabijać wszystkich
      nowonarodzonych chłopców, jednak matka niemowlęcia, którym był przyszły
      patriarcha żydowski, Abraham, uprzedzona o niebezpieczeństwie, ratowała się
      ucieczką. Motyw masakry niewiniątek znajdujemy również w biblijnej legendzie o
      Mojżeszu, według której faraon wydał rozkaz zabicia niemowląt, aby w ich liczbie
      zginął także Mojżesz.

      W opowiadaniu ewangelistów słyszymy echa starszego od samego Jahwe, hinduskiego
      podania o synu bożym, imieniem Kriszna. Boska dziewica, Dewaki, urodziła w
      podziemiach boskiego potomka. Zamknięto ją tam z rozkazu króla Kamsa, któremu
      wróżbici przepowiedzieli, że grozi mu detronizacja ze strony mającego się
      cudownie narodzić syna bożego, Kriszny. W chwili Jego narodzin, mają miejsce
      różne cudowne wydarzenia. Chóry anielskie głoszą chwałę Dzieciątka, a bogowie
      zstępują z darami. Król Kamsa wydał rozkaz zabicia matki i dziecka, ale głos z
      nieba uprzedził Dewaki o grożącym im niebezpieczeństwie i oboje ratowali się
      ucieczką na drugi brzeg rzeki Dżamna. Wówczas Kamsa rozkazał zabić wszystkich
      chłopców w wieku poniżej 2 lat. Kriszna ocalał cudownym sposobem. Według innej
      legendy, Kriszna urodził się w stajence, między osłem i bykiem. Nad stajenką
      świeciła niezwykle jasna gwiazda, a pastuszkowie złożyli mu hołd. Przyszedł na
      świat w Madurze, dokąd jego rodzice udali się w celu uiszczenia podatków. Chcąc
      ratować życie dziecka, rodzice Kriszny uciekli z nim do Gokalu...

      Gwiazda pomogła trzem magom zlokalizować miejsce pobytu dzieciątka w
      betlejemskiej stajni, jakkolwiek wszelkim szpiegom Heroda rozesłanym w świat nie
      udało się wpaść na jego ślad. W końcu cała pobożna rodzina nie czekając na
      jakikolwiek cud, salwowała się ucieczką do Egiptu, gdyż hufce niebieskie nie
      interweniowały w niecne zamiary króla Judei, który na wszelki wypadek nakazał
      masakrę niemowląt płci męskiej, itp, itd.

      Narodzinom perskiego Boga-Słońca, Mitry, towarzyszyła światłość. Pierwszy hołd
      złożyli mu pasterze z okolicznych pól. Ponieważ urodził się w grocie, zwano go
      "zrodzony ze skały", czyli "opoki". Niebo, według perskich wyobrażeń było
      skalnym sklepieniem, stąd "syn skały" był tym samym synem niebios, zrodzonym
      przez matkę bożą, Anahitę.

      Ks. dr G. Szmyd w dziele "Liturgika katolicka" Lwów 1934 pisze: "Źródłem
      powstania okresu Bożego Narodzenia jest nie dzisiejsze święto Bożego Narodzenia
      z 25 grudnia, lecz uroczystość Epifanii czyli Trzech Króli z 6 stycznia. To
      święto było z początku właściwą rocznicą Narodzenia Jezusa Chrystusa. Powstało
      ono na Wschodzie w Aleksandrii w II wieku, zaś Kościół rzymski wprowadził je u
      siebie około roku 300 i przeniósł je w ćwierć wieku później na dzień 25 grudnia,
      ażeby przez to wyprzeć uroczystość pogańskiego boga słońca, która przypadała
      właśnie na ów dzień."

      Pierwszą wzmiankę o chrześcijańskim święcie Bożego Narodzenia znajdujemy w
      kalendarzu rzymskim z roku 354, w którym pod datą 25 grudnia zapisano: "Chrystus
      narodził się w Betlejemie judejskim." W Konstantynopolu po raz pierwszy
      obchodzono boże narodzenie w 375 roku, w Antiochii — 386 r., a w Jerozolimie
      dopiero w 431 roku. Natomiast Kościół wschodni (z wyjątkiem ormiańskiego),
      zaprowadził to święto dopiero w roku 431.

      W pierwszych czterech wiekach naszej ery kłócono się o datę rzekomych narodzin
      Jezusa Chrystusa. Były to: 6 stycznia, 28 marca, 19 kwietnia, 20 maja i 25
      grudnia. Tylko i wyłącznie niekwestionowana popularność w tamtym czasie kultu
      Mitry, zadecydowała, że Kościół ustanowił 25 grudnia dniem narodzin Chrystusa;
      dniem narodzin Nowego Światła. Inną ciekawostką jest fakt, że do dnia
      dzisiejszego nie ustalono ścisłej daty urodzin Jezusa (różnice sięgają nie tylko
      dni czy miesięcy, ale także lat), chociaż z wielką precyzją podaje się słowa i
      fakty z jego życia.
    • edico Re: Słowiańskie święta 23.12.06, 02:54
      Było ich trochę i tak, jakby nam coś przypominały:

      21 marzec - święto Jare, pierwszy dzień wiosny.
      kwiecień - Dziady wiosenne.
      2 maj - święto Świętego Gaju, początek zieleni.
      21-22 czerwiec - święto Kresu(Kupała), pierwszy dzień lata.
      czerwiec - Dziady letnie.
      20 lipiec - święto Mocy Twórczej.
      23 wrzesień - święto Plonów, pierwszy dzień jesieni.
      24 październik - Dziady jesienne.
      21-22 grudzień - święto Godów (Korczun), pierwszy dzień zimy.
      24 grudnia - Dziady zimowe.

      (na podstawie Mitologii Słowiańskiej z serii Mitologie Świata autorstwa
      Aleksandra Gieysztora)
      • edico Re: Wieczerza "wigilijna" u Słowian 23.12.06, 03:13
        W podanym powyżej wykazie pominąłem Święto Godów (ok.21 XII - ok.6 I)
        zaczynające nowy rok.

        W ich skład wchodzą Dziady, których reliktem jest nasza wieczerza wigilijna,
        gdzie pusty talerz służy zaproszeniu przodków na wspólną z żywymi ucztę.

        Reliktem Godów jest też wizyta Św. Mikołaja zwanego przez Słowian Dziadem
        Mrozem. Dobrych wynagradzał on prezentem a niepokornym dawał rózgę. Rózga jak
        wierzono ma w rękach istoty nadprzyrodzonej moc zadawania długiej i bolesnej
        śmierci, najczęściej od nieuleczalnej choroby zakaźnej.

        Dziad znaczyło - przodek. Pan Mróz - to śmierć. Święty Mikołaj to nikt inny jak
        Weles - czyli władca tamtego świata i sędzia.

        Z okazji nadchodzących świąt życzę wszystkim samych prezentów :))

        Pozdrawiam
    • edico Re: Dla czego w szkole nie uczą mitologii słowiań 19.01.07, 18:17
      ..."Przeciwstawmy ciemności - światło, ascezie - miłość życia, klątwom -
      błogosławienie ! W imię Dadźbóg Swarożyca, słońca na niebie, siłę życia
      niosącego, oczyszczającego ognia na ziemi, błogosławiący pogańskiej od setek
      lat wyklętej ziemi, wodzie, powietrzu, lasom i górom. Wołajmy ku sobie ludzi
      pogodnie na świat patrzących; przyzywajmy Bogi na prastare uroczyska - moc
      klątw niech pierzchnie przed promieniami słońca."
      (Zdzisław Harlender: Czciciele Dadźbóg Swarożyca, 1937r.
        • edico Re: Dla czego w szkole nie uczą mitologii słowiań 19.11.20, 18:28
          ... "Odnaleziony tekst to jeden z tzw. Żywotów świętego Ottona, napisanych ok. 1140 – 1150 r. Jest to najwcześniejsza wersja Vita Prieflingensis mnicha Wolfgera (z ok. 1139), której późniejszy ocenzurowany tekst jest znany pod tym samym tytułem (zredagowany ostatecznie ok. 1140 r.). Cenzor kazał usunąć fragmenty mówiące o wierzeniach Słowian i o tym, że mieli pismo, potrafili pisać listy." ...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka