edico
22.12.06, 21:56
Niejednokrotnie z niesmakiem, rozbawieniem a czasami i z pewną satysfakcją
słucham dzisiaj wijących się jak przysłowiowe piskorze dostojników kościelnych
wpadających w uprzednio "tolerowane" napędzanie sideł lustracji.
Dzisiaj, nie przebierając w słowach, krytykuje się po raz któryś dziką
lustrację przeprowadzaną na swoich urzędnikach przez prawicowe media.
Wcześniej jakoś nie było słychać ani słowa sprzeciwu czy też nawoływania do
koniecznej rozwagi, gdy Wildstein wykradł i opublikował listę z 250.000
nazwisk, z których nie wiadomo było wiadomo kto jest kim, dlaczego i z jakiej
przyczyny tam się znalazł.
Gdzieście byli wówczas, kiedy to okładanie teczkami, pomówieniami i
insynuacjami współpracy z wywiadem funkcjonariusze PiS, IPN i reżimowych
mediów wprowadzali do swego codziennego arsenału dewastowania ludzi?
Gdzieście byli, gdy p. Gargas w "Linii Specjalnej" mieszała z błotem ludzi, o
których nie wiele było wiadomo poza tym, że znaleźli się na tej nieszczęsnej
liście?
Gdzieście byli w tym czasie, jak dziennikarze celowo mieszali pojęcia i z
katów SB-ków oraz ich współpracowników robiono ofiary, a z osób próbujących
dojść do prawdy - napastników?
No bo i po co, prawda?
Własne ciepłe pielesze są najważniejsze, a stawanie w obronie głoszonej
moralności, zasad czy kanonów spoczywających sobie najspokojniej gdzieś wśród
najbardziej słusznych kanonów WC było przecież "takie niepolityczne".
Patrząc na to wszystko nie dziwię się, że nie jednemu chce się wyjść z tego
kina i pooddychać świeżym powietrzem :((
Jak bowiem można potraktować rozdzieranie szat nad losem własnych kapusiów
przy jednoczesnym robieniu oszołomów z tych, co dążą do wyjaśnienia prawdy?