brzoza2
04.05.03, 07:48
Właśnie wróciłam z psem-sunią ze spacerku i choc spacerek sie udal, to smutek
mnie wielki ogranął.
Otóż mieszkam na warszawskich Bielanach w paskudnych blokowiskach, ale za to
przy slicznych, właśnie wyremontowanych stawach, wokół których zorganizowano
ławeczki, plac zabaw dla dzieci, wiaty, stoły pingpongowe itp. Dla ludzi,
żeby mieli gdzie posiedziec i nacieszyć sie wiosna, a przy okazji życiem.
Tymczasem cóż ja widze rano, po wczorajszym wieczorze i nocy. Na świeżo
posainej i zieloniutkiej trawie porozrzucane papiery, opakowania, resztki
jedzenia, miliony petów, ślady po ognisku (!), a więc i wypalona w tym
miejscu trawa, setki butelek po piwie i nie tylko, a niektóre porozbijane na
dropbne kawałki walaja sie przy huśtawkach dla dzieci, przy zdejżdżalniach,
na trawnikach.
Do oczyszczonego dopiero stawu ktos powrzucał nie tylko butelki, ale
zawartość kilku koszy na smieci wraz z nimi samymi.
Nie będe dalej opisywac tego, co zobaczyłam, bo szkoda pieknego dnia. Ale
smutno, bardzo smutno mi sie zrobiło.
Mam jedynie nadzieje, że u Was (w Olsztynie, Krakowie, Poznaniu, Elblągu itp)
stopień wandalizmu jest mniejszy, niz w naszej ukochanej stolicy.
---
<<<~~~~~~~~~~~>>>
---
<<<~~~~~~~~~~~>>>