Gość: kolejna mama
IP: 195.42.249.*
25.04.07, 09:05
Jestem mamą dziecka 10-letniego i 1,5 rocznego. Jestem więc w okresie
przejściowym, jeśli chodzi o chodzenie na place zabaw. Dla mnie największą
bolączką były psy i koty biegające po placach zabaw i załatwiające się do
piaskownicy, często pod okiem właścicieli, a zwrócenie uwagi było ryzykowne,
bo właściciele byli czasami groźniejsi,niż ich pupile. Pamiętam też dobrze
zgraje wyrostków bluzgające w odległości kilku metrów od dzieci. A przeceiż
mamy takie piękne tereny zielone w Olsztynie - np park przy WDK (teraz CEIK)
czy Park Kusocińskiego (oblegany zwłaszcza zimą ze względu na zjazdy
saneczkowe). Te parki są tak naprawdę puste, a przecież aż się prosi, żeby
przywrócić je do życia - były kiedyś ogródki jordanowskie, ogrodzone świetne
place zabaw dla dzieci. Czy tak trudno jest wrócić do tego pomysłu? Nieśmiałą
próbą połączenia placu zabaw z parkiem jest plac przy zamku (dla olsztyniaków
tzw niagara) - ale jest nieogrodzony i na dodatek przy samej jezdni. Jednak
kierunek jest dobry. Oczywiście jestem za placami zabaw przy osiedlach - ale
ogrodzonych i z czystą piaskownicą.