Ratowali Żydów od śmierci z rąk hitlerowców

IP: *.olsztyn.mm.pl 09.08.07, 21:50
Wkraczaliśmy do Warszawy po kocich łbach. Polacy strzelali, ale nie
było ich widać. Na domach białe flagi. Skoczyłem przez wybite okno.
Na schodach leżeli mężczyzna i kobieta zabici strzałem w czoło.
Atak się udał. Polacy cofali się. Biegliśmy za nimi. Za nami z
piwnic wychodzili ludzie z podniesionymi rękami. "Niś partizani!"
["nie jesteśmy partyzantami"], krzyczeli. Nie widziałem, co się tam
dzieje, bo ostrzeliwaliśmy się z Polakami, ale słyszałem, jak ten SS-
man w skórzanym płaszczu krzyczał do swoich ludzi, żeby zabijali
wszystkich. Kobiety i dzieci też.
Wpadliśmy za Polakami do jakiegoś domu. Było nas trzech. My na
parterze, Polacy atakowali z pięter i piwnicy. Całą noc paliliśmy w
pokoju różne sprzęty, żeby trochę widzieć. Co chwila walczyliśmy na
bagnety. O świcie zobaczyłem, że zostaliśmy we dwóch, trzeci kolega
leżał z poderżniętym gardłem. W każdym pokoju były ciała. Z dachu
domu naprzeciwko strzelał snajper. Trafiliśmy go, zwalił się i
zahaczył nogą o belki. Wisiał z głową w dół. Żył jeszcze długo...
Kiedy wracaliśmy, na ulicach leżały ciała Polaków. Nie było miejsca,
trzeba było iść po zwłokach; w tej gorączce szybko się rozkładały.
Słońce zasłaniał kurz i gęsty dym. Mnóstwo robaków i much. Byliśmy
usmarowani krwią, mundury się lepiły. Przywitał nas porucznik Fels,
głupi fanatyk: "Gdzie byliście, bezczelne świnie?!". Chwalił SS za
dobrą robotę. Nic nie mogłem zjeść, wymiotowaliśmy.Do zwykłych drzwi
od kamienic i domów wystarczył duży łom. Pod te mocniejsze
podkładaliśmy ładunek wybuchowy albo wiązankę z trzech granatów.
Ciężkie podwójne drzwi Pałacu Biskupiego wyleciały w dwie strony. W
środku wszystko było purpurowe. W jadalni stało jedzenie na stole.
Jeszcze ciepłe. Nie spróbowaliśmy, baliśmy się, że zatrute.
Trzeba wiedzieć, gdzie podłożyć ładunek. Z boku, na środku. To
zależy od tego, w którą stronę mają wylecieć drzwi. I wszystko jak
najciszej, bo Polacy za drzwiami słuchali i strzelali. Więc jak się
zakładało ładunek z lewej albo na środku, to się najpierw skrobało
drzwi z prawej strony, żeby zmylić Polaków.
Podkładałem ładunek pod duże drzwi, gdzieś na Starym Mieście.
Usłyszeliśmy ze środka: "Nicht schießen! Nicht schießen!" ["nie
strzelać!"]. W drzwiach stanęła pielęgniarka z małą białą flagą.
Weszliśmy do środka z nastawionymi bagnetami. Ogromna hala z łóżkami
i materacami na podłodze. Wszędzie ranni. Oprócz Polaków leżeli tam
ciężko ranni Niemcy. Prosili, żeby nie zabijać Polaków. Polski
oficer, lekarz i 15 polskich sióstr Czerwonego Krzyża oddało nam
lazaret. Ale za nami biegli już dirlewangerowcy. Zdążyłem wepchnąć
jedną z sióstr za drzwi i zakluczyć. Słyszałem po wojnie, że
przeżyła. SS-mani rozstrzelali wszystkich rannych. Rozwalali im
głowy kolbami. Niemieccy ranni krzyczeli i płakali. Potem
dirlewangerowcy rzucili się na siostry, zdzierali z nich ubrania.
Nas wypędzili na wartę. Słychać było krzyki kobiet. Wieczorem na
Adolf Hitler Platz [plac Piłsudskiego] był wrzask jak na walkach
bokserskich. Wdrapaliśmy się z kolegą po gruzach, żeby zobaczyć, co
się dzieje. Żołnierze wszystkich formacji: Wehrmacht, SS, kozacy od
Kamińskiego, chłopcy z Hitlerjugend; gwizdy, nawoływania.
Dirlewanger stał ze swoimi ludźmi i się śmiał. Przez plac pędzili
pielęgniarki z tego lazaretu, nagie, z rękami na głowie. Po nogach
ciekła im krew. Za nimi ciągnęli lekarza z pętlą na szyi. Miał na
sobie kawałek szmaty, czerwonej, może od krwi, i kolczastą koronę na
głowie. Szli pod szubienicę, na której kołysało się już kilka ciał.
Kiedy wieszali jedną z sióstr, Dirlewanger odkopnął jej cegły spod
nóg. Nie mogłem na to patrzeć. Pobiegliśmy z kolegą do kwatery, ale
na ulicach kozacy Kamińskiego pędzili cywilów. Mówiliśmy na nich
Hiwis - od Hilfswillige [ochotnicy, chętni do pomocy]. Obok upadła
Polka w ciąży. Jeden z Hiwis zawrócił i zdzielił ją pejczem.
Próbowała uciekać na czworaka. Stratowali ją końmi.
Wysadziliśmy drzwi, chyba do szkoły. Dzieci stały w holu i na
schodach. Dużo dzieci. Rączki w górze. Patrzyliśmy na nie kilka
chwil, zanim wpadł Dirlewanger. Kazał zabić. Rozstrzelali je, a
potem po nich chodzili i rozbijali główki kolbami. Krew ciekła po
tych schodach. Tam w pobliżu jest teraz tablica, że zginęło 350
dzieci. Myślę, że było ich więcej, z 500.
Albo ta Polka [Schenk nie pamięta, jaka to była akcja]. Za każdym
razem, kiedy szturmowaliśmy piwnicę, a były w niej kobiety,
dirlewangerowcy je gwałcili. Często kilku tą samą, szybko, nie
wypuszczając broni z rąk. Wtedy, po jakiejś walce wręcz, trząsłem
się pod ścianą, nie mogłem się uspokoić; wpadli ludzie Dirlewangera.
Jeden wziął kobietę. Była ładna, młoda. Nie krzyczała. Gwałcił ją,
przyciskając mocno jej głowę do stołu. W drugiej ręce miał bagnet.
Najpierw rozciął jej bluzkę. Potem jedno cięcie, od brzucha po
szyję. Krew chlusnęła. Czy wiecie, jak szybko zastyga krew w
sierpniu...?
To, co pozostało z Warszawy, wysadzali minerzy. Zostaliśmy
przeniesieni, ale w listopadzie znowu tam byliśmy. Graliśmy w piłkę.
Piłka wpadła do piwnicy. Wskoczyłem, żeby ją wyciągnąć. W piwnicy
leżały niezliczone ciała, już prawie szkielety.

Znaleźli mnie polscy chłopi. "Rusek? - zapytali. - Niemiec?" -
kiwnąłem głową. Wtedy ten najwyższy powiedział po niemiecku: "Biedny
chłopcze, jesteś głodny?". Zaciągnęli mnie do domu. Bałem
się. "Polacy są przebiegli, podstępni i fałszywi" - uczyli mnie w
wojsku. Kiedy do kuchni weszła dziewczyna z dużym nożem, myślałem,
że mnie zarżną. Rozcięła mi buty, bo nie mogli ich zdjąć. Miałem
złamaną nogę, rękę i liczne odmrożenia. Dali ciepłego mleka. Tak
trafiłem do braci Brzewińskich z Ochodzy [już nie żyją]. Na
starszego, Ignacego, mówiłem "ojciec", a na Wincentego - "wuj". Na
mnie wołali Mateusz. Ukrywali mnie w stajni z trzema końmi, Mucką,
Gniadym i Murzynem. W mroźne noce spałem nad parownikiem do
ziemniaków.
Rosjanom, którzy zaglądali do wsi, Brzewińscy powiedzieli, że jestem
ciężko chorym synem, a chorych Rosjanie omijali z daleka. Polskim
władzom wmówili, że już pół roku się u nich ukrywam, bo
zdezerterowałem z Wehrmachtu.Dlaczego mnie uratowali? Nigdy się nie
dowiedziałem. Chyba z litości; wyglądałem jak pobity dzieciak.
Kiedyś mi powiedzieli, że przez czarny różaniec, który znaleźli na
piersi, jak zdzierali ze mnie mundur.Kiedyś "ojciec"
powiedział: "Hitler kaputt", "wojna kaputt" i Mateusz już się nie
musiał ukrywać. Wieś lubiła Mateusza, on był w Ochodzy szczęśliwy.
Pomagał w gospodarstwie.
- Przesłuchiwali mnie w Trzemesznie, Polak i Rosjanin. Kazali mi się
rozebrać. Oglądali, czy nie mam tatuaży SS. Na podwórzu leżał
rozstrzelany chłopak w mundurze Hitlerjugend. Kręcili nosem na te 19
walk wręcz w Warszawie, które miałem w książeczce. Ale "ojciec"
poręczył za mnie, a książeczkę zamurował w ścianie.
Pamiętam, jak miejscowy proboszcz wrócił z obozu koncentracyjnego.
Parafianie wyjechali mu naprzeciw. "Ojciec" też mnie zabrał. Ksiądz
szedł, wspierając się laską, chudy i blady, w pasiaku. Pojechaliśmy
do kościoła. Pierwszy raz po długim czasie usłyszałem Tantum Ergo,
brzmiało tak jak w domu. Ksiądz szedł, śpiewając, przez kościół i
błogosławił. Mnie też. Byłem szczęśliwy, pełen wstydu i winy.
Mateusz wyjechał z Ochodzy w czerwcu 1946 roku. Brzewińscy dali mu
na drogę 200 zł, chleb i masło.
Dziesięć lat chodził w pielgrzymkach pokutnych do Banneux, gdzie
Matka Boska ukazała się małej dziewczynce. W latach 80. organizował
w Brukseli akcje pomocowe dla Polaków. 32 razy wiózł do Polski
jedzenie, ubrania i pampersy.
- Znowu byłem w Warszawie. Spotkałem się z weteranami Powstania.
Byli mili. Jeden opowiadał, jak 1 sierpnia ostrzelał ostatni
niemiecki pociąg.

W Ochodzy nie wiedziałem już, kim jestem - Belgiem, Niemcem,
Mateuszem? Nawet nie wiedziałem, czy Belgia jeszcze istnieje.
Myślałem, że moja rodzina nie żyje.

Gdybym w marcu 1
    • Gość: bob Ratowali Żydów od śmierci z rąk hitlerowców IP: *.olsztyn.mm.pl 09.08.07, 21:52
      Gdybym w marcu 1946 roku nie dostał od nich wiadomości, zostałbym w
      Ochodzy. I byłbym Polakiem, tak jak wy.

      • Gość: kik Re: Ratowali Żydów od śmierci z rąk hitlerowców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.07, 22:12
        Jestem pod wrażeniem!
      • chateau Re: Ratowali Żydów od śmierci z rąk hitlerowców 09.08.07, 22:54
        Podawaj link:

        powstanie-warszawskie-1944.ac.pl/z_drugiej_strony1.htm
    • Gość: Warmiak Ratowali Żydów od śmierci z rąk hitlerowców IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.08.07, 22:10
      Panie przecież Warmia to dawne Prusy Wschodnie, jesteśmy przecież Niemcami..
    • Gość: Cass Lewart Ratowali Żydów od śmierci z rąk hitlerowców IP: *.hsd1.nj.comcast.net 11.08.07, 01:57
      Dziekuje za wspanialy artykul
      Cass Lewart (Kazik Lewartowicz)
      email: rlewart@monmouth.com

      • Gość: Cass Lewart Re: Ratowali Żydów od śmierci z rąk hitlerowców IP: *.hsd1.nj.comcast.net 12.08.07, 21:03
        Ja jestem tym chlopcem ktorego uratowali p. Uggla.
    • Gość: cywil Re: Ratowali Żydów od śmierci z rąk hitlerowców IP: 213.184.17.* 14.08.07, 14:13
      Hm chyba trzeba napisac z rąk Niemców . Jak by nie patrzeć Hitler
      był przywódcą wybranym demokratycznie ... .Nie przez
      mitycznych "hitlerowców" a zwykłych obywateli Niemiec .I jeszcze
      jakoś nizbyt oni mu przeszkadzali w jego krwawej "robocie".
Pełna wersja