Dodaj do ulubionych

Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.08, 21:42
To prawdziwy biwak! Zaślepienie biurokratyczne zabiera najpiękniejsze
wspomnienia. Żal.
Obserwuj wątek
              • milleniusz Dzieci ze stolicy 09.07.08, 00:05
                Dzieci ze stolicy srają tylko w porcelankę. A myją się w wodzie butelkowanej ze
                stosowną zawartością mikroelementów.

                Ale spoko luz. Jako, że przyroda nie znosi próżni, to na drodze ewolucji
                wymyśliła mechanizm, dzięki któremu o zawartość flory bakteryjnej w trawnikach
                dbają psy dzieci ze stolicy.

                Pod moim oknem - na przykład - po stronie "miejskiej" są zdeponowane cztery
                stolce. A pod drugim, po stronie "wspólnotowej" jest ładny trawnik. Tu flora
                bakteryjna kuleje, bo dzieci stolicy (jaki i ich rodzice), aplikują kulturę (w
                tym tę bakteryjną) wybiórczo, czyli głównie na stronę "miejską".

                Przepraszam, jeśli kogoś razi mój nadmierny naturalizm w niektórych postach tego
                wątku, ale przecież nie będę pisał - w kontekście wstrętnego śmierdzącego dołu z
                odchodami - o oddawaniu kału. Gó.. jest gównem i nie nazywajmy szamba
                perfumerią, że zacytuję klasyka (skoro już zostałem klechą...) :)

                Świętoszkowie wszystkich krajów łączcie się.
                • tu-166 Re: Dzieci ze stolicy 09.07.08, 00:22
                  Tylko bez przeasdy z tym naturalizmem. Pierwszą cywilną budowlą którą stawia
                  wojsko kiedy zatrzymuje się na dłuższy powód jest s*acz, nie bez powodu.
                  Powrót do natury można praktykować jak ma się pod opieką dwójkę własnych dzieci
                  a nie dwadzieścioro cudzych.
                  • milleniusz Re: Dzieci ze stolicy 09.07.08, 00:25
                    tu-166 napisała:

                    > Tylko bez przeasdy z tym naturalizmem.

                    Poczytaj moje posty poniżej. A ty myślisz, że ten wielki smrodliwy dół to do
                    czego służył? Do kontemplacji? Fekalia zawierał po prostu, dwa razy dziennie
                    chyba zalewane lizolem. A dzieciaków bywała czasem ponad setka.
                  • Gość: Sławek Nałęcz Re: Dzieci ze stolicy IP: *.stat.gov.pl 09.07.08, 10:27
                    Moje dziecko było na takim biwaku rodzinnym pod opieka wychowawców z
                    Warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej.
                    Z 20tką dziećmi jedzie 5-6 osób kadry (czyli proporcje sa jak w
                    większej rodzinie).
                    Obóz budują rodzice dzieci. Zawsze budują conajmniej dwie toalety
                    polowe. Budują też piec-kuchnię z cegieł, drewniany pomost
                    prowadzący do jeziora, ustawiają "wojskowe" namioty.
                    Naczynia rzeczywioście myją w potoku, ale jadą w takie miejsca
                    godzie potok jest jeszcze potokiem. I w ogóle mają świetny kontakt z
                    przyrodą, ze swoja grupą i z wychowawcami, z którymi spotykają się
                    systematycznie od lat a nie tylko raz jadą na ten wyjazd.
                    Te letnie wyjazdy (i zimowe też) są świtną szkołą życia a i kadra
                    jest świetnie przygotowana i bardzo zaangażowana w to co robi. To są
                    wolontairusze, wychowankowie takich samych grup Sekcji Rodzin Klubu
                    Inteligencji Katolickiej.
                    Jeśli prawo zakazuje robienia takich biwaków to coś jest nie tak z
                    prawem a nie z organizatorami.
                    Pozdrawiam
                    Sławek Nałęcz
                    • Gość: Iwo Re: Dzieci ze stolicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.08, 17:41
                      Bravo przedmówca!
                      Sam byłem na takim obozie z KIKiem (prawdopodobnie w tym samym
                      miejscu) ze 20 lat temu.
                      Było tak samo. Wróciłem wprawdzie z pociętym nosem :) ale na własne
                      życzenie! Na obozach harcerskich i zuchowych (7-10 lat) też tak było
                      i powiem szczerze, że nie zamieniłbym tych wakacji na żadne inne w
                      dzieciństwie.
                      A nadwrażliwym rodzicom polecam wakacje z dziećmi w Turcji/Tunezjii-
                      ciepło bezpiecznie, klima... Tylko co za nuda dla dzieciaka!!!
                      Iwo
                    • Gość: Marta. Re: Dzieci ze stolicy IP: *.adsl.inetia.pl 15.07.08, 09:10
                      zgadzam się. ja jestem uczestnikiem takich wyjazdów. I to od 6 lat.
                      LudZie którzy się nami opiekują, czyli nasza kadra z którą spotykamy
                      się także w roku szkolnym, przeszli szkolenia na pomocnika
                      wychowawcy i wychowawce. jeśli chcą nas uczyć jeździć na nartach, a
                      to jest główny sport obozów zimowych to mają ukończone także kursy.
                      świetnie jeżdża na nartach i za darmo uczą tego innych. W Klubie
                      Inteligencji Katolickiej można ukończyć wile kursów i to takich
                      państwowych. Jakim cudem przez te jakieś 13 obozów przeżyłam myjąc
                      się w czystszym potoku niż nasza woda w Stolicy, oddychając 1000
                      razy czystszym powietrzem i jedząc jedzenie którego cząstki nie były
                      w probówce? Jakim cudem podczas tylu obozów na każdym była wizytacja
                      i nigdy nikt się niczym nie strół? Dlaczego żadne dzicko nigdy się
                      nie skarżyło? Osobiście, jeśli czegoś potrzebujemy z sensem,
                      tymbardziej środków czystości np skończy się nam mydło, szampon
                      cokolwiek zawsze to dostajemy od kadry.
                      Nie rozumiem dlaczego ktoś się wypowiada negatywnie mając pod ręką
                      tylko kilka faktów? obozy Kik mają przygotowany plan obozu i
                      zatwierdzony przed nim więc nie może być to " dziki obóz" tak jak
                      już powiedziano są tam dobre warunki. Może komuś przeszkadzają takie
                      warunki ale dla mnie cała sprawa jest czystą manipulacją i stekiem
                      bzdur a o autorce tego artykułu wolę nie wyrażać mojej opinii..
                • wisjab Re: Dzieci ze stolicy 09.07.08, 01:09
                  milleniusz napisał:

                  > wątku, ale przecież nie będę pisał - w kontekście wstrętnego
                  śmierdzącego dołu
                  > z
                  > odchodami - o oddawaniu kału. Gó.. jest gównem i nie nazywajmy
                  szamba


                  Milleniuszu, a wiesz , ze w Twoim g ównie kąpią się dzieci w
                  Bałtyku? Ja też kąpałem się w Twoim g ównie, bo ono spływa z wc do
                  rzeki, a potem dawaj na północ do mroza. Każdy s ra, takie są wilcze
                  prawa przyrody.
                  • milleniusz Re: Dzieci ze stolicy 09.07.08, 01:24
                    wisjab napisał:

                    > Każdy s ra, takie są wilcze prawa przyrody.

                    Ależ ja sobie doskonale zdaję z tego sprawę, co więcej - jeśli wspomniane
                    fekalia są w odpowiednim stopniu rozrzedzone i przetworzone, to wcale mi nie
                    przeszkadzają.

                    Nawet te psie stolce na trawniku po miejskiej stronie mojego bloku mieszkalnego
                    mi już tak bardzo nie przeszkadzają, bo są one, te psie kupy, zeschnięte.

                    I z naturalizmem nie mam specjalnego problemu, choć inni miewiają, stąd moje
                    przeprosiny z góry, a w zasadzie z dołu. Mam problem z hipokryzją i sadzeniem
                    psich kup po stronie miejskiej, a nie po stronie wspólnotowej, a w zasadzie z
                    sadzeniem psich kup w ogóle. Powinny być zbierane i tyle.

                    A co do wilczych praw - ciekawy jestem jak sobie radzą z tą świadomością
                    kosmonauci na stacji orbitalnej, wiedząc że piją to co uprzednio wydalili (na
                    oba sposoby). Tam ten obieg jest dość paskudnie krótki. Niesmaczne.
                    • wisjab Re: Dzieci ze stolicy 09.07.08, 12:02
                      milleniusz napisał:

                      > A co do wilczych praw - ciekawy jestem jak sobie radzą z tą
                      świadomością kosmonauci na stacji orbitalnej, wiedząc że piją to co
                      uprzednio wydalili (na oba sposoby). Tam ten obieg jest dość
                      paskudnie krótki. Niesmaczne.

                      Naczytałeś się wywiadu z ubiegłego tygodnia z Hermaszewskim, zresztą
                      w Wyborczej.Wszyscy czytali, więc nie popisuj się wiedzą, tak było
                      30 lat temu.
            • Gość: ack Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.chello.pl 09.07.08, 00:26
              No kurcze, jak na obozie harceskim :) Rzeczywiscie dzieci trochę małe (8-9 lat) ale sam byłem chyba w wieku 10 czy 11 na takim obozie i było super. Jedyne co mogli dopilnować, to rzeczywiście próbki jedzenia - zdarzają się czasem "pogromy" salmonellowe i warto ustalić z czego wyszło. Reszta, o ile tylko było wiadomo od początku że warunki są polowe, a nie rodzicom powiedziano o dobrych warunków, a było kiepsko, to wszystko jest ok.
                • Gość: Sławek Nałęcz Ja posłałem swoje dzieco na dokładnie taki wyjazd IP: *.stat.gov.pl 09.07.08, 11:02
                  Ja posłałem swoje dzieco (wtedy 9 lat) na dokładnie taki wyjazd i :
                  1) wszyscy rodzice wiedzieli jaki to sa warunki,
                  2) rodzice sami jeżdzili na takie wyjazdy i po to zapisali swoje
                  dzieci do Sekcji Rodzin Klubu Inteligencji Katolickiej żeby dzieci
                  mogły brać udział w takich wyjazdach.
                  3) Rodzice dostają codzienne relacje mailem z tego co dzieje się na
                  obozie
                  4) Mimo bardzo trudnych warunków pogodowych zeszłego lata - dzieci
                  wróciły zachwycone.
                  5) Dzięki istnieniu Sekcji Rodzin Klub Inteligencji Katolickiej w
                  Warszawie nie wymarł jak wiele innych stowarzyszeń i organizaji
                  opozycji antyPRLowskiej.
                  Mamy świetną młodzież, która umie żyć i pracować w grupie, umie
                  radzic sobie w trudnych warunkach, MA WARTOŚCI i umie pomgać innym
                  (np. młodzież z KIKu współtworzy Inicjatywę Wolna Białoruś, akcje na
                  rzecz Tybetu, działa w organizacjach ekologicznych, Amnesty
                  International itd. Organizują też m.in. coroczny koncert pod hasłem
                  Wolna Białoruś)
                  Pozdrawiam
                  Sławek
        • Gość: gość Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.adsl.inetia.pl 08.07.08, 23:54
          pieprzysz!!! pieprzysz!!!
          namioty 8 osobowe, łóżka polewe, z łóżek prosto do butów lub błotka :) mycie siebie , naczyń w olzie, latryna 200 metrów w las..... ciepłej wody nie widziałem 3 tygodnie i co? żyje!!! nie mam żadnych alergii, krzywego kręgosłupa, a przecież w górach na ogół jest zimniej , szczególnie nocą!!! a zapomniałbym - 2 godzinne wart w nocy z jednym kolegą i tak co dwa , trzy dni. mówie ci suuuper było!!! a miałem 9 lat
          • Gość: no name Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.4web.pl 09.07.08, 06:37
            To nie weim, gdzie tę pałatkę postawiliscie, skoro w błoto
            wstawaliscie, chyba w jakiejs dziurze.

            W kazdym razie - dokładnie tak wyglądały obozy harcerskie - mycie w
            miskach albo w jeziorze(!), latryna w lesie ( ale latryna, nie
            wykopany dól )itp...

            Nie zmieni to jednak faktu, ze jesli ma się 8 latków to trzeba mieć
            normalne zpaleze kuchenne, bo naprawdę jiałam juz okazję na obozie 2
            ni rzygać, bo jakimś wesołym daniu w upał.
        • rikol Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 09.07.08, 13:40
          Horror to przezywaja dzieci afrykanskie, umierajace z glodu lub walczace w armii.

          Na obozie sa warunki POLOWE, jest norma, ze nie ma lodowki czy lazienki - po to
          sie tam przeciez jedzie, zeby odpoczac od cywilizacji. Pamietam biwaki pod
          namiotem z lat 90. (czyli juz po upadku komunizmu) - kapiel i mycie zebow w
          jeziorze, mycie naczyn w jeziorze piaskiem, jedzenie z puszek (lodowki nie
          bylo), ewentualnie upieczone w ognisku. Wszechobecne komary dawaly popalic -
          liczylismy, kto ma najwiecej babli (nie uzywalo sie wtedy srodkow do
          odstraszania komarow). W nocy zimno, kto nie mial cieplych ubran, ten cierpial.
          Nic sie nikomu nie stalo, nikt nie umarl ani nawet nie zachorowal. Nie bylo tez
          tylu alergikow co teraz - jedna z przyczyn alergii jest nadmierna czystosc. Poza
          tym, kiedy dzieci maja sie nauczyc samodzielnosci? Kiedy maja miec kontakt z
          natura? Obecny tryb wychowania robi z dzieci trybiki w maszynie
          kapitalistycznej. Dzieci nie potrafia wykorzystac rozrywek darmowych czy tanich
          (takich jak oboz wlasnie, czy wyjscie do parku), musza miec konsole i gry
          komputerowe, rosnie pokolenie konsumpcyjne. Kiedys zabawki robilo sie z patyka i
          sznurka (luki, dzidy i inne) i nikt nie cierpial z tego powodu. Dzis zabawki
          musza byc markowe. Dzieci sa wiezione przez wlasnych rodzicow (bo niby wszedzie
          czyhaja pedofile), nie maja szans na dorosniecie. Niedlugo bedzie sie wsadzac do
          wiezienia rodzicow, jak dziecko z drzewa spadnie i sobie siniaka nabije - bo
          przeciez rodzice maja kontrolowac dzieci 24 godziny na dobe.
          • kamil922 Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 09.07.08, 22:15
            rikol napisała:

            > Horror to przezywaja dzieci afrykanskie, umierajace z glodu lub
            walczace w armi
            > i.
            >
            > Na obozie sa warunki POLOWE, jest norma, ze nie ma lodowki czy
            lazienki - po to
            > sie tam przeciez jedzie, zeby odpoczac od cywilizacji. Pamietam
            biwaki pod
            > namiotem z lat 90. (czyli juz po upadku komunizmu) - kapiel i
            mycie zebow w
            > jeziorze, mycie naczyn w jeziorze piaskiem, jedzenie z puszek
            (lodowki nie
            > bylo), ewentualnie upieczone w ognisku. Wszechobecne komary dawaly
            popalic -
            > liczylismy, kto ma najwiecej babli (nie uzywalo sie wtedy srodkow
            do
            > odstraszania komarow). W nocy zimno, kto nie mial cieplych ubran,
            ten cierpial.
            > Nic sie nikomu nie stalo, nikt nie umarl ani nawet nie zachorowal.
            Nie bylo tez
            > tylu alergikow co teraz - jedna z przyczyn alergii jest nadmierna
            czystosc. Poz
            > a
            > tym, kiedy dzieci maja sie nauczyc samodzielnosci? Kiedy maja miec
            kontakt z
            > natura? Obecny tryb wychowania robi z dzieci trybiki w maszynie
            > kapitalistycznej. Dzieci nie potrafia wykorzystac rozrywek
            darmowych czy tanich
            > (takich jak oboz wlasnie, czy wyjscie do parku), musza miec
            konsole i gry
            > komputerowe, rosnie pokolenie konsumpcyjne. Kiedys zabawki robilo
            sie z patyka
            > i
            > sznurka (luki, dzidy i inne) i nikt nie cierpial z tego powodu.
            Dzis zabawki
            > musza byc markowe. Dzieci sa wiezione przez wlasnych rodzicow (bo
            niby wszedzie
            > czyhaja pedofile), nie maja szans na dorosniecie. Niedlugo bedzie
            sie wsadzac d
            > o
            > wiezienia rodzicow, jak dziecko z drzewa spadnie i sobie siniaka
            nabije - bo
            > przeciez rodzice maja kontrolowac dzieci 24 godziny na dobe.


            Wiele razy byłem w tak zwanej "dzikiej Afryce" - wojen było w brut,
            ale nigdy nie walczyły tam dzieci.
            • rikol Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 10.07.08, 13:25
              Niestety, w Afryce w armii walcza dzieci (co nie oznacza, ze jest to tam
              legalne). Co jakis czas zdjecia tych malych zolnierzy sa drukowane, ale moze nie
              w Polsce. Male dziewczynki natomiast sa niewolnicami seksualnymi. Nawet
              jednostki ONZ byly oskarzane o przemoc seksualna.
    • wiatr_w_bambusie Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 08.07.08, 22:10
      kiedyśna obozach nie było kateringu, woda na zupę była nie wiadomo skąd, mleko
      zdobbywało się z pasących się w pobliżu krów, a żeby mieć latrynę, to trzeba
      sobie ją było z całym zastępem wykopać i otoczyć brezentem. było słodko, zupa
      smakowała, srało się też przednie i przede wszystkim była wielka frajda. a teraz
      przygotowujemy pokolenie, które żeby konserwę otworzyć będzie musiało założyć
      lateksowe rękawiczki.
      • milleniusz Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 08.07.08, 22:15
        wiatr_w_bambusie napisał:

        > kiedyśna obozach nie było kateringu,

        O właśnie. Widzę, że kolega bywał w tych samych miejscach. :)

        Co do lateksowych rękawiczek - można i tak. Ale kontakt z bakteriami (nie mówię
        od razu, że z kupą) jest niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania układu
        immunologicznego. Nadmierna higienia i brak ekspozycji układu na zagrożenia z
        zewnątrz powoduje autoagresję, czy też bardzo popularne ostatnio alergie.
          • milleniusz U mnie na obozie obieraczka była 08.07.08, 23:49

            > i bez mikrofalówki, zmywarki do naczyń czy obieraczki do ziemniaków.
            > Toż to po prostu hiperskandal

            Nie no, to pojechałeś po bandzie teraz. My co prawda sraliśmy do dużej dziury,
            myliśmy się w jeziorze, i stanowiliśmy zagrożenie epidemiologiczne dla całej
            okolicy, ale obieraczka do ziemniaków to była.

            Wyglądało to jak pralka Frania, tylko bez tej wyżymałki, a bęben nie był gładki,
            tylko trochę jak papier ścierny. Wrzucało się tam nieszczęsne ziemniactwo i po
            paru chwilach wychodziły z zestruganą warstwą wierzchnią. Oczywiście te
            wszystkie oczka zostawały, bo nikomu się nie chciało ich wygrzebywać (dyżury w
            kuchni były rotacyjne, gotowaliśmy sami).
              • milleniusz Re: U mnie na obozie obieraczka była 09.07.08, 00:23

                > Gotowaliscie sami??? A zaświadczenia z Sanepidu mieliście
                > podstemplowane?

                Nie mam pojęcia. Ale ktoś chyba miał, bo to było legalne. Pamiętam na którymś
                obozie była jakaś kontrola, to wszyscy trzęśli tyłkami, ale jakoś przeżyliśmy i
                nikogo do pierdla komuna nie wsadziła. Swoją drogą szkoda, załapałbym się
                jeszcze na kombatantkę, a tak się o włos z totalitaryzmem minąłem. No i klops. A
                za demokracji do więzienia iść nie wypada. :)
            • Gość: Ex harcerka Re: U mnie na obozie obieraczka była IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.08, 09:52
              A u nas za obieraczkę, to służył zastęp. I oczek też nie wycinaliśmy, bo jak 6
              osób na obrać ze 3 kotły ziemniaków, to nie ma czasu na pierdoły. Fajnie było.
              Za lodówkę służył dołek, wyłożony patyczkami. Prawie ziemianka. Drugi mniejszy
              dołek do przechowywania próbek. Kolejny dołek (tylko duuuuużo większy) to już
              profesjonalna latryna, z możliwością zachowania intymności ale i pogawędki z
              innym użytkownikiem. Woda z jeziora do picia i do mycia. I wszyscy żyjemy i
              sraczek nie było. A jak lało przez cały obóz to nogi rzeczywiście z łóżka w
              błotko. Wszystkie stare harcerki potrafią i gwoździe wbijać i upiłować co trzeba
              i się okopać. Jak już ktoś napisał, to są jedne z najpiękniejszych wspomnień z
              dzieciństwa, wczesnego i późnego . Każdemu takich doświadczeń i wspomnień życzę
          • the_dzidka Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 09.07.08, 11:47
            > i bez mikrofalówki, zmywarki do naczyń czy obieraczki do
            ziemniaków.
            > Toż to po prostu hiperskandal

            Naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy koniecznością posiadania
            lodówki na letnim obozie dziecięcym, a kaprysem posiadania
            mikrofalówki? Czy tylko udajesz idiotę, bo masz akurat dzisiaj taki
            nastrój?
            • daria_nowak Ciekawe, czy tylko dziś 10.07.08, 17:09
              jak 'inteligenci' popisują się brakiem znajomości obowiązującego prawa, to
              lepiej olać niż się denerwować:).
              Warto znać regulacje prawne, gdy chce się organizować obóz dla dzieci czy
              młodzieży, a nie kompromitować się pseudo-obozem. Widać inteligencja katolicka
              ma alergię na czytanie i stosowanie się do prawa. A wystarczyło w googlu
              poszukać, co wolno, a czego już nie.
        • co.ty.powiesz Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 08.07.08, 23:45
          Gość portalu: Menschenfresser napisał(a):

          > OK, ale 15latkowie, maturzysci albo studenci.

          G... prawda. Po raz pierwszy byłam na takim obozie, kiedy miałam 9
          lat i wcale nie byłam najmłodsza. Razem ze starszymi, harcerzami,
          stawiałyśmy namioty, kopałyśmy dół na latrynę i pomagałyśmy gotować.
          A do mycia naczyń, także kotłów kuchennych, używano wyłącznie wody w
          potoku i piasku. Efekt - z porady lekarza korzystam nie częściej niż
          raz na pięć lat, albo jeszcze rzadziej.
          Ale dawniej nie było procedur europejskich...
        • Gość: kataryna Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.08, 00:12
          Osobiście współprowadziłam kolonie zuchowe (komendantka miała 15 lat, ja 16,
          oboźna 18). Dzieciaki w wieku od 7 do 9 lat. Namioty, łóżka polowe, wykopana
          latryna, siedzisko do niej na nieokorowanej żerdzi, woda do mycia siebie i
          naczyń z jeziora, do picia też tyle, że przez wwierconą pompę (I klasa czystości
          była!, znajdźcie gdzieś teraz taką). Jedynie próbki jedzenia przechowywaliśmy w
          pojemniku w ziemiance. Aha, lodówki też nie było, bo nie było prądu, na żywność
          była ziemianka, gotowaliśmy na piecu, który nam starsi harcerze wymurowali
          (cegły przywieźli, zaprawę zrobili na miejscu z gliny i piasku, całość pięknie
          wypalili, super był!), światło w nocy z latarek i lamp naftowych (tych to
          dzieciakom nie dawaliśmy, żeby siebie i lasu nie sfajczyły. I jednego kataru nie
          było, nie mówiąc już o biegunkach:)
        • asmok6 Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 09.07.08, 08:15
          Gość portalu: Menschenfresser napisał(a):

          > OK, ale 15latkowie, maturzysci albo studenci.
          > Ale przeciez 8latki, to cos zupelnie innego !
          > Bez lodowki itp., to po prostu idiotyzm !!

          Bez lodówki. Zaiste wstrząsające. Jak można? I wanny nie było o zgrozo. Ani
          kanalizacji. Przecież każdy normalny turysta z dziećmi wie że przed rozbiciem
          namiotu należy najpierw uzbroić teren, wybudować kibel i łazienkę oraz
          zaopatrzyć się w generator prądotwórczy i studnię głębinową :)
          > Reszta pewnie tez byla - tzn. 1) albo wcale nie byla
          > 2) albo tylko na niby 3) albo jakos to bedzie. :(((((
      • Gość: r.j. Re: katole niczym sekta IP: *.eranet.pl 08.07.08, 23:49
        zapwne w Twoim przkonaniu, intligencja jeździ na wczasy do Egiptu a
        nie do lasu...Tak się składa, że jestem związana z tym Klubem, a
        plującym jadem w kierunku ideologii powinni przed opublikowaniem
        swoich wypowiedzi wejść na www.kik-u aby zasięgnąć języka. Zapwniam
        wszystkich, że moje dziecko wraca zdrowe i szczęśliwe z takich
        eskapad. Dla niewtajemniczonych dodam, że nie modli się przed każdą
        lekcją :-)
    • milleniusz Bywałem kiedyś na obozach harcerskich 08.07.08, 22:12
      Spaliśmy na własnoręcznie zrobionych pryczach, nie było ubikacji, budowało się
      latryny, jak w wojsku, nie było wody bieżącej, nie pamiętam też aby ktokolwiek
      zabezpieczał próbki (żywności).

      I wszyscy przeżyli, wszyscy dobrze się bawili, każdy czegoś się nauczył.

      No ale to było jeszcze za komuny. Teraz to pewnie organizatorów odsądzono by od
      czci i wiary. Czasy się zmieniają, ale jakoś nie sądzę aby społeczeństwo było
      czystsze, czy lepsze, przez te zdobycze regulacyjno-prawne.

      Paradoksalnie - za czasów czerwonego zamordyzmu w tak przyziemnych kwestiach
      wolno było więcej, niż teraz.
          • Gość: chyba_ty Re: Bywałem kiedyś na obozach harcerskich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.08, 18:17
            buhahaha!!!

            jestem dość mocno związany z tym klubem... Od zawsze jeżźdże na tak właśnie
            wyglądające obozy, które NIGDY (to piszę do autora artykułu) nie nazywały się
            żadnymi koloniami. Wiem jak takie obozy wyglądają (organizacja b. podobna do
            harcerskiej) i dla mnie osobiście kompromitacją jest nazywanie czegoś takiego
            kolonią.

            Smutne jest to, że przez takie przepisy idea organizowania a la pionierskich
            wyjazdów zanika, bo jakiejś urzędniczce z sanepicu możę się nie spodobać, że
            woda jest noszona w baniakach po wodzie mineralnej.

            Niestety do takich ludzi dociera tylko to, że dzieci nie mają dostępu do ciepłej
            wody płynącej z kranu (bo kranu nie ma), za to nie potrafią docenić uroku
            gotowania na piecu wykonanym wcześniej przez kwaterkę. również niedopuszczalne
            jest to, że jedzenie jest gotowane we własnym zakresie, a żadna umowa z firmą
            cateringową nie jest podpisywana.

            cóż, chyba dla wybiórczej trwa sezon ogórkowy, jak nie ma o czym napisać to
            piszemy o niczym, żeby wywołać aferę
        • Gość: klerwon Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.toya.net.pl 10.07.08, 00:14
          Zaiste niezwykłe! Tak mało wie o katolicyzmie! A powinna dużo, bo
          religia u nas obowiązkowa od przedszkola. Katolicka, rzecz
          jasna.Innych się nie dopuszcza. No to wyobraź sobie, ze większość
          Polaków ma twoją religię w głębokim poważaniu i nie ma najmniejszego
          zamiaru wiedzieć o niej czegokolwiek, poza tym, że na widok
          katolskiego klechy dziecko powinno czym prędzej uciekać do jakiegoś
          odpowiedzialnego dorosłego. I pod żadnym pozorem nie przyjmować
          prezentów, nie odpowiadać na zaczepki i nie dać się wciągnąć do
          tzw.miejsc kultu. Nigdzie w Europie nie słyszałem tylu krytycznych
          uwag od ludności na temat Kościoła katolickiego. W gruncie rzeczy,
          praktycznie wcale nie zdarza mi się słyszeć uwag pozytywnych.
      • Gość: Matka Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.toya.net.pl 08.07.08, 22:29
        Kościół od zawsze tak ma.Pamiętam, kiedy byłam jeszcze uzależniona
        od tej sekty, jeździłam na podobne obozy. Karmili nas konserwami z
        amerykańskich darów (obrzydlistwo!), a któregoś dnia guru proboszcz
        kościoła akademickiego opieprzył mnie za to, ze wylałam zupę z
        poprzedniego dnia (przechowywaną bez lodówki!), bo jedzenia nie
        wolno marnować. Gdyby dzisiaj ktoś coś takiego zrobił mojemu
        dziecku, nie wyszedłby z sądu przez następne dwa lata! Inteligencja
        katolicka! Dobre sobie! Ciemnogród, zacofanie i zagrożenie epidemią
        dla całej okolicy!
        • milleniusz Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 08.07.08, 22:37

          > Gdyby dzisiaj ktoś coś takiego zrobił mojemu
          > dziecku, nie wyszedłby z sądu przez następne dwa lata! Inteligencja
          > katolicka! Dobre sobie! Ciemnogród, zacofanie i zagrożenie epidemią
          > dla całej okolicy!

          No właśnie. To jest paranoja. Jakoś kiedyś żyło się prościej i bezpieczniej.
          Dzisiaj mamy rozwnięte poczucie własnych praw, możliwości, mamy dostęp do
          szerego cywilizacyjnych udogodnień, ale czy jesteśmy przez to lepsi,
          bezpieczniejsi i zdrowsi? Nie sądzę.

          Stawiasz sprawę na głowie. I to nic nie ma wspólnego z kościołem, czy nie
          kościołem. Takie obozy były, są i mam nadzieję, że będą.

          Jak człowiek bez kibla, butelkowanej wody, komórki i telewizora nie może
          wytrzymać parę dni, to biada takiej cywilizacji. A o ekspozycji na
          drobnoustroje, czy wirusy już pisałem i inni też. Jest niezbędna do prawidłowego
          funkcjonowania organizmu.
            • milleniusz Nie 08.07.08, 22:50
              Myślę, że Matka, jak każda matka, chce dobrze. Ale dała się zmanipulować
              jakiemuś bezmógiemu dziennikarzowi. Wolę myśleć, że jest bezmózgi, niż że ma w
              tym jakiś interes.

              To pokazuje jak w imię słusznych skądinąd zasad można udupić szczytny projekt.

              Nie jetem zwolennikiem kościoła instytucjonalnego i nie zamierzam go bronić, ale
              tu nie o kościół chodzi, czy katolików. Tu chodzi o zdrowy rozsądek i prawo
              ludzi do kontaktu z naturą.

              A, a myliśmy się w jeziorze. Tylko mydłem, bo mydło się rozkłada. Pewnie
              stanowiliśmy zagrożenie epidemiologiczne dla całej okolicy.
        • rodowiczmaryla Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 08.07.08, 23:32
          "Polecam" klasztor-kompleks Gietrzwald: "specjalizuja"
          sie na pobyty rodzin z dziecmi, grupowe rekolekcje itp.
          Masy, doslownie masowy zaklad gastronomiczno-hotelarski.

          A zarcie maja takie obrzydliwe, ze wszyscy sie krzywia,
          dzieci nawet obrzydliwej herbaty nie chca pic. I przez te
          kilka dni co drugi choruje, glownie dzieci.

          Problem: w tej dziurze jest malo mozliwosci
          dokupienia prowiantu. Wiec sie cierpi.....
    • wlodzimierz.ilicz Epidemiologów - do kopania latryn dla dzieci. 08.07.08, 22:25
      Ta podejrzana banda nierobów wymyśla coraz to nowe idiotyczne wymogi
      by zarobić sobie na kawałek chleba ze szmalem.
      O zgrozo, maluchy myły się w miskach. Nie było wanien i pryszniców w
      namiotach.
      Wodę przynoszono ze studni zamiast żeby leciała z kranu jak w domu.
      Brak "opieki medycznej"? Co to znaczy? Na moich obozach nigdy nie
      było etatu lekarza i wszyszcy przeżyli.

      Rozgonić tych bezczelnych złodziei.


      • wlodzimierz.ilicz Nie ważne czy organizuje KK czy KW PZPR 08.07.08, 22:37
        Obóz musi być obozem.
        Coś z natury a nie "przechowywanie próbek żywności".
        Dawniej na obozach lodówek nie było.
        I było wspaniale.
        M. in. i z tego powodu.
        A etatowe szajbusy na tym forum mają z powodów ideolo za złe
        wszystko co ktoś robi lub czego nie robi.
        Z KK czy z KW.
        • Gość: Matka Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.toya.net.pl 08.07.08, 22:54
          Ani inteligencja, ani tym bardziej katolicka! Nienawiść do ludzi
          bije od nich na kilometr, warunki życia propagują typowe dla
          dziewiętnastowiecznych chłopów pańszczyźnianych. Wygląda na to, że
          należałoby z urzędu sprawdzać tzw. katolickich rodziców, bo a nuż w
          ich domach dzieci myją się na wielkanoc i boże narodzenie, a do
          jedzenia otrzymują regularnie suchy chleb z wodą (bo u nich więcej
          postów niż normalnych dni), albo i wcale nie jedzą (np. przed tzw.
          wigilią). A na wakacje wysyłają je w leśną głuszę w towarzystwie
          swoich guru, żeby tam pobierały pierwsze lekcje wychowania
          seksualnego.
          • milleniusz Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 08.07.08, 22:59
            Gość portalu: Matka napisał(a):

            > Ani inteligencja, ani tym bardziej katolicka! Nienawiść do ludzi
            > bije od nich na kilometr, warunki życia propagują typowe dla
            > dziewiętnastowiecznych chłopów pańszczyźnianych.

            A co bije z Twoich wypowiedzi? Laicka tolerancja i chęć zrozumienia opinii
            innych? Bo jakoś nie widzę. Jeszcze raz powtórzę - będąc jak najdalszym od
            bronienia kościoła instytucjonalnego - dostrzegam absurd tej sytuacji i próbę
            ukręcenia jakiegoś pomysłu poprzez implantację (jakie ładne słowo, ciekawe, czy
            na miejscu) negatywnych stereotypów związanych ze światopoglądem katolickim.

            A to nie ma nic wspólnego z tym światopoglądem. Tak wygląda życie bez komórki,
            laptopa, telewizora i klopa.

            O i rym mam na koniec. Chyba nie częstochowski, ale to może i lepiej, bo znowu
            by się źle skojarzyło.
    • Gość: titta Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.botany.gu.se 08.07.08, 22:50
      O, okazuje sie, ze ja prawie zbrodniazem bylam. A moze nie prawie...
      Niewiele starsze dzieci (choc w mniejszej liczbie) myly sie w rzece
      lub jeziorze, pily wade skad sie ja przynioslo, w krzaki biegaly, a
      jedzenie przechowywane bylo w namiocie/kajaku. No i jeszcze
      biedactwa musialy czasem wioslowac. Zreszta po rodzicach to mialam,
      bo i ja tak dziecinstwo spedzalam... Dzisiaj lezka sie w oku kreci,
      bo dzike miejsca coraz trudniej znalezc.
    • olias Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 08.07.08, 22:53
      dzieci z Warszawy dowiedziały się jak wygląda Polska i jak żyją ich
      rówieśnicy. Mocniejsze niż Hickook, horror.
      Popoieram stwierdzenia o szkodliwości nadmiernej czystości i
      przewrażliwienia rodziców. Znam lekarkę która w latach 80. zrobiła
      moim sąsiadom karczemną awanturę, bo się przyznali ze pieluchy
      (wtedy nie było jednorazówek, tylko porządna tetra) po wypraniu i
      wuysuszeniu prasują żelazkiem żeby zabić ostatnia bakterię.
      Alegologów opinia - brak kontaktu dziecka z psem i kotem to
      późniejsza alegia.
      • Gość: Matka Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.toya.net.pl 08.07.08, 23:04
        Dziecko mojej koleżanki z jakiegoś właśnie katolickiego obozu
        przywiozło wszy! Jego ojciec - lekarz mało zawału nie dostał z
        wrażenia. Awantura była taką, ze w promieniu pół kilometra od
        kościoła było słychać. I kategoryczny zakaz chodzenia do kościoła
        wydany przez ojca. I bogu dzięki! Przynajmniej dziecko
        demoralizowane nie będzie.
        • milleniusz Aaa, Ty masz jakiś problem z kościołem 08.07.08, 23:08
          > I kategoryczny zakaz chodzenia do kościoła
          > wydany przez ojca.

          Lekarz półgłówek? Dlaczego nie umie wyciągnąć wniosków z prostej zależności
          przyczonowo skutkowej? Zakaz chodzenia do kościoła zapobiegnie przyszłym
          epidemiom wszawicy? Niezłe. :D

          > I bogu dzięki! Przynajmniej dziecko demoralizowane nie będzie.

          Ale widzę, że masz jakiś problem ogólny z kościołem. No to ja nie będę
          polemizował, bo to nie na temat obozów. Obozy są dobre i już. A kościół jest
          różny. Jest ten dobry i jest ten zły. I to jest poza dyskusją.
    • Gość: x15 Dziś prawdziwych harcerzy już nie ma IP: *.acn.waw.pl 08.07.08, 23:19
      Na obozach harcerskich tak było. To były lata 80-84. Fakt że miałem
      wtedy 10-14 lat a nie 8-9. Jedliśmy chleb z dżemem, z którego
      bezpośrednio przed spożyciem usuwaliśmy własną finką osy. Spaliśmy
      na siennikach własnoręcznie napełnionych sianem na własnoręcznie
      zbudowanych pryczach. Wojskowe namioty ciekły w czasie ulewy.
      Naczynia myło się nie tylko w potoku ale i w jeziorze bez środków
      myjących, tylko z pomocą piasku. Nie było lodówki tylko wykopana
      przez nas ziemianka, w której było trochę chłodniej. Na 4 obozy nie
      było zatrucia, chociaż lekkie biegunki pamiętam (jedliśmy wtedy
      węgiel drzewny z ogniska jako odtrutkę zamiast takiego z apteki bo
      akurat nikt nie miał). Były drobne wypadki, np. ktoś rzucił finką i
      wbiła się dziewczynie w nogę, albo w czasie budowy mostu przez potok
      ktoś dostał siekierą w głowę (lekko).

      Latryna była z belek na wysokości jakieś 1.5m nad ziemią, a na dole
      był wielki dół. Korzystało się grupami, bez krępacji. Ale była
      higiena, bo trzeba było tam raz dziennie wlewać taki płyn lizol -
      super śmierdzący i trujący.

      Uważam, że nie można zakazywać takiego wypoczynku i zbliżenia z
      przyrodą. Nie można przeginać z ta higieną, bo tracimy coś fajnego.
      • Gość: JP Re: Dziś prawdziwych harcerzy już nie ma IP: 157.25.9.* 10.07.08, 12:22
        Ha. Jeździłem na podobne obozy, tyle że w latach 90' i na początku 00'. Jeden
        organizowałem. Wiem jakie te rzeczy są fajne, jak zbliżają do przyrody, jak
        wyrabiają charakter. Z tym, że żyjemy w państwie prawa, jeśli są pewne przepisy,
        to trzeba się ich trzymać. Ja się w ogóle dziwię, że za samą organizację takiego
        niezgłoszonego do kuratorium oświaty obozu nie ma jakiejś solidnej kary. Nie kumam.

        Jeśli chodzi o noże wbite w stopy albo łomot siekierą w głowę, to jest zupełnie
        inna para kaloszy. Dzieci i młodzież trzeba pilnować na każdym kroku,
        szczególnie w sytuacjach, kiedy posługuje się niebezpiecznymi narzędziami. I nie
        ma to akurat nic wspólnego ze spartańskimi warunkami na obozie.

        Ja słowo "dziki" w tytule artykułu pojmuję raczej jako "nielegalny".

        Pozdrawiam,
      • antysejmowiec Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 08.07.08, 23:26
        Byłem kiedyś na takim obozie jako obserwator nie jako uczestnik ani opiekun i powiem jedno. Dzieciom to nie przeszkadza. Jak przeszła po mazurach nawałnica która obóz zmiotła z ziemią to dzieciaki nie narzekały. Dzięki takim obozom rośnie pokolenie inteligentów które nie jest odmóżdzone przez siedzenie 24h przed komputerem i granie w sieciówki.
        Wiedzą jak wygląda rak, dżownica, i inne stworzenia, wiedzą jak się jeździ na rowerze, jak się pieszo idzie do sklepu itp. W WoWie tego nie ma.
              • milleniusz Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 08.07.08, 23:44
                Gość portalu: Matka napisał(a):

                > Milleniusz - dyżurny klecha na forum?

                Sobie daruję. Tobie nie. :) Widzę, że nic nie zrozumiałaś z moich wypowiedzi,
                ale nic nie szkodzi. Trzeba siać, siać, siać. :)))

                Jesteś tak zaślepiona przez swój - notabene jakiś spaczony - światopogląd, że
                nie potrafisz spojrzeć na rzeczy obiektywnie. Ktoś Ci zarzucił hasło "złe
                klechy, złe" to Ty już jak piesek pana Pawłowa warczysz i szczerzysz kły
                niezależnie od przedmiotu sporu. Zawsze dajesz tak sobą manipulować?
                • Gość: Matka Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.toya.net.pl 09.07.08, 00:02
                  "Spaczony swiatopogląd"? Ty chyba dawno z normalnymi ludźmi nie
                  rozmawiałeś?! Ja jestem wyjątkowo łagodna w stosunku do tzw.
                  kościoła katolickiego. Gdybyś posłuchał np. robotników, którzy nie
                  mają oporów przed posługiwaniem się dużo mocniejszym językiem od
                  mojego, to może byś coś zrozumiał z otaczającej cię rzeczywistości.
                  A co ty mnie możesz darować? Najwyżej podziękować za objaśnianie
                  świata.
                  • milleniusz Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 09.07.08, 00:14

                    > "Spaczony swiatopogląd"?

                    No może się zagalopowałem w dyskusji. Nie znam w gruncie rzeczy Twojego
                    światopoglądu. Po prostu nie uważam, że kościół jest winny całemu złu na świecie.

                    > Ty chyba dawno z normalnymi ludźmi nie rozmawiałeś?!

                    Codziennie rozmawiam z ludźmi. A czy są normalni? Trudno wyczuć. Ale ja mam dość
                    szerokie pojęcie normy, w przeciwnym razie mógłbym się nie załapać. A wtedy
                    byłoby mi przykro. Unikam sprawiania sobie przykrości. :)

                    > Ja jestem wyjątkowo łagodna w stosunku do tzw. kościoła
                    > katolickiego. Gdybyś posłuchał np. robotników, którzy nie
                    > mają oporów przed posługiwaniem się dużo mocniejszym językiem od
                    > mojego, to może byś coś zrozumiał z otaczającej cię rzeczywistości.

                    No jakoś tej łagodności nie zauważyłem. Ale powtórzę jeszcze raz - zupełnie mnie
                    nie interesuje kwestia kościoła. Szanuję kościół, ale pozostajemy w pełnej
                    szacunku odrębności (jeśli w ogóle jakikolwiek kościół zauważył moją marną
                    egzystencję, to jest). Tyle że ta dyskusja nie jest o kościele, a o obozie,
                    myciu się w misce i braku lodówki. Z tym da się żyć. Znaczy bez tego. Tak jak i
                    bez kościoła.

                    > A co ty mnie możesz darować?

                    Niewiele. Ale chwilę swojego czasu na przykład.
                    • Gość: Matka Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.toya.net.pl 09.07.08, 00:36
                      Ta dyskusja jest również o tym, jak Kościół katolicki kpi sobie z
                      przepisów prawa i jak traktuje powierzone sobie dzieci oraz ich
                      rodziców. A sytuacja jest o tyle trudna, że jakikolwiek sprzeciw
                      wobec tej instytucji, dla wierzącego może skończyć się bardzo
                      przykro. W związku z tym większość rodziców nie protestuje, mimo, ze
                      ich dzieci spotyka ewidentna krzywda.Tutaj to jeszcze drobiazg, ale
                      kiedy mamy do czynienia z wykorzystywaniem seksualnym albo przemocą
                      psychiczną i fizyczną,to jest prawdziwy problem. A że nie lubię
                      Kościoła,to fakt. W naszym społeczeństwie to raczej typowe zjawisko.
                      Nie wiem, co cię tak dziwi. Ja też jeździłam na rózne obozy w życiu.
                      I dokładnie pamiętam: na obozie harcerskim była lodówka i
                      elektryczność oraz piwnica,w której przechowywano np. żółte sery i
                      pomarańcze (lata siedemdziesiąte, Jarosławiec), naczynia myło się
                      najpierw w wanience z płynem do mycia naczyń, a później płukało w
                      dwóch wanienkach kolejno z ciepłą i zimną wodą, mycie dwa razy
                      dziennie w morzu i co kilka dni pod prysznicem w jakimś ośrodku po
                      sąsiedzku. Jadłospis przygotowywała intendentka, a sanepid
                      przyjeżdżał regularnie i kontrolował. Tak mieli harcerze, zuchom
                      przysługiwały zdecydowanie bardziej cieplarniane warunki.
                      • milleniusz Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 09.07.08, 00:49

                        > Ta dyskusja jest również o tym, jak Kościół katolicki kpi sobie z
                        > przepisów prawa i jak traktuje powierzone sobie dzieci oraz ich
                        > rodziców.

                        Pokój z nim. Ja nie dyskutuję o kościele. Kościół jest instytucją wielce
                        grzeszną i - paradoksalnie - w swej wierze ma na to dobre wytłumaczenie, bo
                        człowiek z istoty rzeczy jest grzeszny. To jest ciekawa instytucja. Ale szkoda
                        życia na analizowanie tego zjawiska, szczególnie, że i tak by go nie starczyło
                        (życia znaczy).

                        > I dokładnie pamiętam: na obozie harcerskim była lodówka i
                        > elektryczność oraz piwnica,w której przechowywano np. żółte sery i
                        > pomarańcze (lata siedemdziesiąte, Jarosławiec),

                        O nie. To nie był prawdziwy obóz. To była kolonia. Prawdziwy to taki jak
                        opisuję. Przyjeżdzało się na leśną polanę i wszystko się budowało od zera.

                        Ale nie każę od razu każdemu jeździć w tak surowe warunki - zależy co kto
                        oczekuje. Jesli rodzice oczekiwali lodówki i tego całego socjalu, to powinno to
                        być. Jeśli nie, to wara pismakom i całemu temu sanepidowi od tego obozu. A jakoś
                        mam wrażenie, że wszyscy - może prócz życzliwej Wyborczej - wiedzieli gdzie jadą.
                        • Gość: Matka Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy IP: *.toya.net.pl 09.07.08, 01:22
                          Wyobraź sobie, że w latach siedemdziesiątych wszystko w tym kraju
                          było czerwone. Takie czasy. Ale do kościoła czasem puszczali.
                          Zachowując oczywiście odpowiednie formy ostrożności. Przyznaje się
                          uczciwie, wykorzystywaliśmy te nielegalne wyjścia również po to,
                          żeby nielegalnie wypić piwo albo zapalić papierosa. A kto mi płaci?
                          Podziemny Komitet Wojewódzki PZPR. To zupełnie oczywiste. Myślałam,
                          że wiesz. Dlatego dzisiaj jeżdżę na wakacje do Kaliforni (Egipt to
                          jednak zdecydowanie dla plebsu).
                      • asmok6 Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 09.07.08, 08:48
                        Gość portalu: Matka napisał(a):

                        > Ta dyskusja jest również o tym, jak Kościół katolicki kpi sobie z
                        > przepisów prawa i jak traktuje powierzone sobie dzieci oraz ich
                        > rodziców.

                        Ależ nie. Ta dyskusja nie jest o tym. Po pierwsze nie kościół tylko świeckie
                        stowarzyszenie. Po drugie jak ma traktować? Mają im kanalizacje do namiotów
                        wstawić? Z artykułu nie wynika żeby były jakieś braki poza formalnymi. W końcu
                        to był obóz pod namiotami, to co mieli zrobić? Wanny do namiotów wstawić?
                        Kanalizację, wodę i linię energetyczną z pobliskiego miasta dociągnąć?

                        > A sytuacja jest o tyle trudna, że jakikolwiek sprzeciw
                        > wobec tej instytucji, dla wierzącego może skończyć się bardzo
                        > przykro. W związku z tym większość rodziców nie protestuje, mimo, ze ich
                        dzieci spotyka ewidentna krzywda.

                        Tylko wyobraź sobie straszliwą rzecz - większość obozów nie ma nic wspólnego z
                        KK więc twoja argumentacja jest zupełnie ale to zupełnie nie trafiona. Coś ty
                        się tak na ten KK uparła? Obóz to obóz, wygląda tak samo niezależnie od wiary
                        obozowiczów.
                        A na czym ta ewidentna krzywda polega? Bo idąc tym tokiem rozumowania to należy
                        wprowadzać zakaz przebywania dzieci np. w bieszczadach i nakaz obozowania
                        wyłącznie w hotelach. A obozy to naprawdę jest dobra rzecz, szczególnie dla dziecka.

                        > Tutaj to jeszcze drobiazg, ale
                        > kiedy mamy do czynienia z wykorzystywaniem seksualnym albo przemocą
                        > psychiczną i fizyczną,to jest prawdziwy problem.

                        Tak tak, a kiedy mamy do czynienia z walkami kibiców, wysokimi podatkami, wojną
                        w iraku i problemami komunikacyjnymi z marsjańskimi lądownikami to już w ogóle
                        jest ogromny problem. Tylko jaki to ma związek z ideą wypoczynku pod namiotem?
                        Chyba trochę odbiegasz od tematu.

                        > Nie wiem, co cię tak dziwi. Ja też jeździłam na rózne obozy w życiu.
                        > I dokładnie pamiętam: na obozie harcerskim była lodówka i
                        > elektryczność oraz piwnica,

                        Aleś sobie poobozowała :) A mi się zdarzyło być na pieszej harcerskiej wycieczce
                        szlakiem prowadzącym przez kompletną dzicz. Gdybyśmy musieli na każdy nocleg lub
                        posiłek zasuwać do najbliższego miejsca z prądem to musielibyśmy wynająć
                        helikopter. W takiej sytuacji zapewnienie wanny i lodówki było po prostu
                        najzwyczajniej w świecie fizycznie niemożliwe. Nie sądzę że lepiej by było dla
                        nas gdyby nam tej wycieczki po prostu zakazali.

                  • asmok6 Re: Dzikie letnisko dla dzieci ze stolicy 09.07.08, 08:31
                    Gość portalu: Matka napisał(a):

                    > "Spaczony swiatopogląd"? Ty chyba dawno z normalnymi ludźmi nie
                    > rozmawiałeś?! Ja jestem wyjątkowo łagodna w stosunku do tzw.
                    > kościoła katolickiego.

                    Dobra jesteś :) Faktycznie uwarunkowana. Ciekawie się śledzi tą dyskusję.
                    Wygląda to tak jakbyś po zobaczeniu słowa "kościół" ignorowała zupełnie całą
                    resztę wypowiedzi :)
          • Gość: x15 Matka - wyluzuj IP: *.acn.waw.pl 09.07.08, 00:13
            > A że czasem któreś załapie salmomonellę albo nawet zejdzie
            > śmiertelnie, to wypadek przy pracy. Widać Bóg tak chciał!

            Coś w tym jest, ale wnioski wyciągasz mylne. Nie można całkowicie
            wyeliminować ryzyka z życia. Ale można wyeliminować całą frajdę i
            zastąpić ją biurokratyczną papką wcale tego ryzyka istotnie nie
            redukując.

            Poza tym w lesie nie ma żadnej salomonelli. Salomonellę możesz
            złapać w mieście, kiedy do jednej siatki włożysz surowego kurczaka i
            chleb. I żadna pieczatka sanepidu cię wtedy nie uratuje.

        • tk_s Prawdziwych obozów już nie ma... i nie będzie 10.07.08, 17:31
          Ja byłem i jako obserwator i jako uczestnik i jako opiekun. Zawsze
          niezapomniane wrażenia i prawdziwy wypoczynek. Niestety - to se ne
          wrati. Na skutek wymagań prawnych prawdziwy obóz, jak za starych
          czasów jest nierealizowalny. Muszą być umywalnie, kuchnia z bieżącą
          wodą i podłogą, toj toje zamiast latryn i wiele innych rzeczy które
          nie mieszczą się w kanonie harcerskim a muszą być realizowane pod
          sznurek. Nawet nie można się specjalnie czepić sanepidu, oni mają
          tylko egzekwować stosowanie prawa, bo są za to odpowiedzialni.
          Szkoda, że moje dzieci prawdziwego obozu nie przeżyją :(
          --------------------------------------------------------
          Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych...
          (Jack Carter)
          --------------------------------------------------------
    • co.ty.powiesz To przecież normalne warunki! 08.07.08, 23:37
      "Kilkuletnie maluchy myły się w miskach ... Naczynia i sztućce po
      jedzeniu były myte w potoku"

      No i co się stało? Kiedy byłam na obozie zuchowskim każdy musiał myć
      menażki i sztućce w potoku, pomagając sobie piaskiem. A mycie
      odbywało się w tymże samym potoku - nawet misek nie było. I ani nikt
      nie narzekał, nikomu też nic się nie stało! Redaktorzynom z GW
      wydaje się, że w każdym namiocie obowiązkowo powinna być łazienka z
      prysznicem i wanną, naturalnie ciepłą wodą, a naczyń inaczej nie
      myje się, jak w zmywarce. Biedni ludzie...
      • carpaccio4 Re: To przecież normalne warunki! 09.07.08, 01:25
        co.ty.powiesz napisała:


        >
        > No i co się stało? Kiedy byłam na obozie zuchowskim każdy musiał myć
        > menażki i sztućce w potoku, pomagając sobie piaskiem. A mycie
        > odbywało się w tymże samym potoku - nawet misek nie było. I ani nikt
        > nie narzekał, nikomu też nic się nie stało!
        ----------------------------------------------------

        ale co se nasikali górale w górze potoku to ich
      • Gość: slawek Je też myslę że Sanepid działał nazlecenie IP: *.stat.gov.pl 09.07.08, 10:36
        Je też myslę że Sanepid działał na zlecenie jakiegoś lokalnego
        wazniaka, który chciał miec ten super piekny kawalek przyrody tylko
        dla swojego wędkowania.
        Świadczy szybkość (biwak trwał dopiero kilka dni) i zawziętość w
        kontrolowaniu (przychodzili dzień po dniu) oraz ilość i kaliber
        zarzutów sformułowanych wobec biwakowiczów m.in. że nie zbudowali
        schodów do wchodzenia na wzgórze na którym stały namioty!!!
        Przydałaby sie jakas lokalna komisja do zbadania nacisków na
        inspektorów SANEPIDu!!!
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka