Gość: suunu2
IP: *.gprs.plus.pl
23.07.08, 12:38
Sceny z oddziałów PKO BP po wprowadzeniu "nowego" systemu operacyjnego przywodzą na myśl mięsny w PRL.
Młody człowiek próbuje zlecić przelew za granicę. Po odstaniu - jak wszyscy - ok. 45 minut w kolejce dowiaduje się w okienku, że musi wypełnić formularz. Na nic zdają się jego protesty, że gdy 2 miesiące temu wykonywał taką operację, żaden formularz nie był potrzebny.
Wypełnienie formularza zajmuje - wliczając w to wyjaśnienie kilku jego niejasnych pozycji - ok. 5 minut, po czym urzędniczka zaczyna jego treść mozolnie wstukiwać do komputera. Widać przy tym wyraźnie, że z komputerową myszką ma do czynienia od niedawna. Czynność wielokrotnie przerywa, ponieważ jej współpracowniczki co chwila zwracają się do niej z pytaniami z serii "u mnie coś nie działa". Wreszcie drukuje formularz - w zasadzie po prostu kopię tego, co wypełnił klient i idzie, bo druk musi być "zaakceptowany". Przybicie pieczątki u koleżanki nie udaje się, ponieważ "u niej coś nie działa". Podobnie u drugiej, wreszcie u trzeciej operacja się udaje. Urzędniczka wraca do klienta, który prosi, żeby na wszelki wypadek - kobieta nie wygląda na zbyt przytomną - sprawdzić, czy czegoś nie pomyliła. Okazuje się, że błędnie wpisała tytuł przelewu. "Czy to takie ważne?" - pyta urzędniczka, ale okazuje się, że przelew jest płatnością za zakup jakiejś maszyny. Całą operację trzeba powtórzyć.
Czas obsługi - 1.5 godziny.
Starsza kobieta próbuje spieniężyć jednostki uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym. Po wpisaniu wszystkich danych do komputera okazuje się, że w okienku programu zniknął przycisk "Wykonaj" na pasku narzędzi. Kobieta cierpliwie czeka, urzędniczka przechodzi do koleżanki "bo może z moim komputerem jest coś nie tak". Niestety u koleżanki przycisk "Wykonaj" również się nie wyświetla. Klientka zostaje poinformowana, że ma przyjść po weekendzie, jest problem techniczny, ale niech się nie martwi, bo na pewno na tym nie straci. Poza czasem, w tym przypadku 25 minut zmarnowane (poza ok. pół godziny w kolejce), a operacja nie została wykonana.
Mężczyzna - również po odstaniu ok. 20 minut w kolejce podchodzi do Stanowiska Obsługi Klienta, żeby poinformować, że mimo złożenia zlecenia przez internet nie otrzymał zamówionej karty kodów dostępu. Urzędniczka informuje go, że oddział może mu tę kartę wystawić, ale musi podejść do Stanowiska Kasowego (jak miał się tego domyślić). Informuje go też, że może tam podejść poza kolejką (15 osób, statystyczny czas obsługi 1 osoby - 15 minut, na 4 okienka pracują 2).
Mężczyzna czeka przy okienku, ale tam akurat trwa jakaś skomplikowana operacja, na pewno nie związana z wypłatą pieniędzy (pomimo napisu "Obsługa kasowa"). Znowu uwagi urzędniczek "U mnie coś nie działa". Trwają konsultacje, do komputera podchodzą kolejne osoby i bezradnie wpatrują się w ekran, urzędniczki dzwonią pod jakieś numery, gdzie nikt nie odpowiada albo jest zajęte. Po ok. 20 minutach klientka zostaje wreszcie obsłużona, a mężczyzna podchodzi, żeby załatwić wydanie karty. Urzędniczka wyjmuje z szuflady kartę, wchodzi do systemu i okazuje się, że nie może tej karty wydać, bo według systemu zamówiona przez mężczyznę karta została do niego wysłana i jest aktywna i nie można aktywować innej karty. Wreszcie urzędniczka wpada na pomysł, że dezaktywuje rzekomo wysłaną kartę. Klient podpisuje 4 dokumenty i wychodzi z nową kartą.
Czas obsługi - 1 godzina 15 minut.