Debata rowerowa - co nam obiecali?

IP: *.elblag.pl 23.09.08, 11:12
No i bardzo dobrze. Tak, te sprawy trzeba prowadzić. Na efekty na pewno trzeba
będzie jeszcze poczekać, no i pilnować przez cały czas sprawy.
    • robac Na początku może i będzie SPOłECZNY 23.09.08, 12:14
      Ten pełnomocnik może na początku będzie społeczny, ale podejrzewam, że miasto tak skonstruuje zasady jego wybierania, że będzie to przebiegać w podobny sposób jak wybór miejskiego konserwatora zabytków. Czyli najważniejsze będzie kryterium wierności.

      Krótko mówiąc - obawiam się, że to może być strzał w stopy.
    • Gość: BorOl Re: Debata rowerowa - co nam obiecali? IP: *.olsztyn.mm.pl 23.09.08, 12:47
      Problem w tym, że takie debaty nie zmienią mentalności niektórych ludzi, ale
      może pomogą zmienić pośladki przyrośnięte do posadki? Moja refleksja z
      zachowania p. Jaszczuka - dał się wyprowadzić z równowagi (prawda w oczy kole?),
      nie odpowiadał na pytania, kończył dyskusję słowami "to nie jest tematem
      debaty", "zapisałem, skończmy już ten temat", itp. Ten człowiek niestety nie
      jest w stanie się zmienić i nie jest w stanie zrozumieć swojej roli w mieście.
      Obiecuje zająć się tematem, ale nikt mu nie uwierzy, bo przecież sprawa
      wadliwego działania pętli indukcyjnych jest poruszana od kilku lat i NIC SIĘ NIE
      ZMIENIA, więc słowa, że zajmie się sprawą należy traktować jako ponury żart.
      Żart z nas - mieszkańców, którzy składają się na jego pensję.
      Oddzielną sprawą są radni. P. Lenkiewicz przyznał, że nie jest kompetentny
      odpowiadać na pytanie dotyczące skutków podwyżki cen biletów MPK - na jakiej
      zatem podstawie podejmował on decyzję w czasie głosowania? Żadnej refleksji po
      przeczytaniu/wysłuchaniu uzasadnienia prezesa Królaka? Smutne. O ważnej rzeczy
      wspomniał p. Szóstek i mam nadzieję, że pojawi się to w relacji z debaty. Otóż
      mówił o wydzieleniu pasów dla autobusów z istniejących jezdni. Dobry pomysł,
      tylko spóźniony i przede wszystkim niespójny z ostatnimi decyzjami o podwyżkach
      cen biletów. Dowodzi to, że radni nie mają żadnego kompleksowego programu,
      żadnego pomysłu na transport w tym mieście, a decyzje podejmują spontanicznie.
      Spontaniczność dobra może jest w miłości, ale nie w rządzeniu miastem.
      Komentarza wymaga też postawa zaproszonego wiceprezydenta (p. Głażewskiego o ile
      dobrze pamiętam), który obiecał przyjście na debatę, potem informował, że się
      spóźni, a w końcu nie przyszedł wcale. Wystarczyło przed debatą poinformować, że
      nie przyjdzie (wiadomo, że zawsze może coś wypaść) i wysłać pełnomocnika. To
      naprawdę zbyt trudne dla p.o. prezydenta 170-tysięcznego miasta?
      Tym samym debata udowodniła mi, że przed nami bardzo dużo pracy nad radnymi i
      urzędnikami. Tu apel. Wszyscy narzekamy, że Olsztyn to Polska C, a ja mam
      pytanie - kto jak nie mieszkańcy tworzą miasto? Dużo gadamy i nic nie robimy.
      Zaraz, zaraz. Czy to nie to, co zarzucamy urzędnikom? Władza jest taka, jacy
      mieszkańcy. Musimy zacząć wymagać od władzy pracy, ale nie mrucząc coś pod
      nosem, nie wypisując żale na forum tylko czyniąc konkretne kroki - tak jak
      zrobili to rowerzyści.
      • Gość: kolarz Re: Debata rowerowa - co nam obiecali? IP: *.gprs.plus.pl 23.09.08, 13:27
        Poniedziałkowe spotkanie w GW raczej pogłębiło mój niepokój i irytację.
        - Prezydent Głażewski, jak już wiemy, nie raczył się w ogóle pojawić. Na pewno
        mu to zapamiętamy.
        - P. Szóstek z WORD nie powiedział nic ciekawego poza mglistymi obietnicami,
        przez część debaty zajmował się swoim telefonem (jest z tego zdjęcie) i wyszedł
        przed czasem.
        - No i główna postać spotkania, Paweł Jaszczuk z Zarządu Dróg. Trudno jest
        odtworzyć (nie mówiąc już o zrozumieniu) jego tok rozumowania, ale szło to mniej
        więcej tak:
        1. Nawierzchnia asfaltu jest tańsza i lepsza niż z kostki (nawet tzw.
        bezfazowej, czyli pozbawionej obijających koła roweru nacięć). Ale jest wygodną
        w użytkowaniu nawierzchnią, bo jak np. pęknie pod nią jakaś rura, to nie trzeba
        kuć i potem zaklejać, wystarczy wyjąć kilka kostek. Nurtuje mnie zatem: dlaczego
        panowie nie robicie ulic z tej świetnej kostki? Gdy ktoś na sali stwierdził, że
        taka nawierzchnia jest wygodna, ale nie dla rowerzystów, Jaszczuk powtórzył, że
        jest wg niego bardzo dobra.
        2. Na pytanie, czy nie można powstrzymać lawiny znaków zakazu jazdy rowerem,
        Jaszczuk stwierdził, że pozostaje przy swoim zdaniu, tj. jeśli można oddzielić
        rowery od samochodów, należy to robić.
        3. W ruchu wyższe priorytety należy dawać działaniom służącym większości – w tym
        przypadku: samochodom.
        I to jest moim zdaniem jeden z głównych punktów sporu. Taka filozofia
        doprowadziła już do tego, że z wielu obszarów sypialnianych Olsztyna (a więc
        potencjalnie tras, na których rower mógłby zastąpić samochód) jazda rowerem jest
        bardzo utrudniona. Dotyczy to Gutkowa/Likusów/Redykajn (beznadziejna i
        niebezpieczna trasa wzdłuż Bałtyckiej), Dajtek (wcale nie taka świetna, w
        dodatku urwana trasa wzdłuż Sielskiej), Jarot/Nagórek/Bartąga/Pieczewa
        (zamknięte dla ruchu rowerowego Synów Pułku, Sikorskiego) i Kortowa (nowe znaki
        zakazu na Warszawskiej). Wymuszona przez ZD jazda „ścieżkami” (w rzeczywistości
        bzdurnie wytyczonymi i tandetnie wykonanymi szlakami) zmusza do kombinowania.
        Każde utrudnienie zniechęca do jazdy ileś tam osób. Natomiast KAŻDY ZAKAZ JAZDY
        DLA ROWERÓW CORAZ BARDZIEJ ROZZUCHWALA KIEROWCÓW, WZMACNIAJĄC ICH PRZEKONANIE,
        ŻE JEZDNIA JEST TYLKO DLA NICH.

        Zastanawiam się nad ogólnymi efektami spotkania. Środowisko rowerowe szło na nie
        z pewną ustaloną strategią, chodziło o zrealizowanie dwóch celów: powołanie
        pełnomocnika miasta mającego pilotować sprawy rowerowe i ustalenia w formie aktu
        prawnego standardów budowy ścieżek. Realizacja obu postulatów jest b. dobrym
        punktem wyjścia do dalszych (oby szybkich) prac. Niestety, oba postulaty zostały
        przez Jaszczuka i Szóstka utopione w pocukrzonej mowie-trawie: tak tak,
        oczywiście, będą się ze środowiskami rowerowymi konsultować. Przyprawione to
        było dobrymi intencjami, np. że nowa Artyleryjska (przypominam, że wszystko
        wskazuje na to, że ta ulica nie powstanie nigdy) będzie miała ścieżki.
        Tu dochodzimy do drugiego dna sprawy. Bardzo trudno dyskutuje się z takim
        osobami jak Jaszczuk. Jak napisałem wyżej, jest nieprzemakalny na argumenty,
        jest w nim bardzo dużo arogancji, uwagi krytyczne komentuje w stylu „Ale pan
        jest ironiczny”. Jako urzędnik z nadania, jest najwyraźniej bardzo pewny swojego
        stanowiska, skoro żadne zmiany personalne w ZD nie są spodziewane – a przecież
        instytucja ta od lat udowadnia, że o zarządzaniu ruchem w mieście (nie tylko
        rowerowym) nie ma pojęcia. Przykładem niech będzie zadane na debacie przez
        uczestnika debaty pytanie o pętle indukcyjne, które nie wykrywają motocykli (o
        rowerach już nie wspominam). Gazeta pisała o tym już chyba z rok temu! Czy coś
        się zmieniło? Nic.

        Reasumując: dobrze, że do tej debaty doszło, ale to jest wierzchołek góry
        lodowej. Nad zmianą sposobu myślenia biurokratów trzeba będzie jeszcze dużo
        pracować (moim zdaniem prościej byłoby ich pognać na cztery strony świata,
        większość posłałbym na wschód), a bez mocno zintensyfikowanego lobbyingu
        konkretnych zmian nie doczekamy się nigdy. Nie dajmy się zwieść urzędnikom
        zaprawionym z neutralizacji krytyki i działamy dalej!
        • Gość: BorOl Re: Debata rowerowa - co nam obiecali? IP: *.olsztyn.mm.pl 23.09.08, 14:06
          Czyli ja - nie-rowerzysta - odebrałem to podobnie jak Ty. Niestety wcale mnie to
          nie cieszy.
          P. Jaszczuk jest niestety aroganckim dyletantem, który nie potrafi przyjąć
          krytyki. Nie rozumiem dlaczego lawirowanie rowerzysty między jezdnią a
          pseudościeżką rowerową (na którą nie ma z jezdni zjazdów!) jest bezpieczniejsze
          od jazdy ulicą o ruchu uspokojonym jaką jest Żołnierska. Przecież nie chodzi nam
          o to, żeby ścieżki były wszędzie - tam gdzie da się bezpiecznie jechać jezdnią
          ścieżka nie jest potrzebna.
          A sprawa Nowowiejskiego? Tam też jest raczej mały ruch - po co tam
          jednokierunkowa ścieżka? Tam przydałby się kontrapas, którym rowerzyści mogliby
          jechać "pod prąd". I to moim zdaniem wystarczy.
          P. Jaszczuk jest niezwykle pewny siebie, bo sytuacja jest taka, że nie ma
          chętnych na jego miejsce. Nie wiem czy już znaleziono zastępcę, ale nawet z tym
          były duże problemy. Temu miastu brakuje prezydenta, który weźmie sprawy w swoje
          ręce, a niestety takowego nie widać, ani w Olsztynie, ani w Białymstoku, ani
          nigdzie po drodze :/
          • Gość: UCZESTNICZKA Re: Debata rowerowa - co nam obiecali? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.09.08, 17:04
            Pan Jaszczyk zachowywał się arogancko i grubiańsko. Zgadzam się ,że nie
            odpowiadał na pytania, nie był przygotowany na podstawowe pytania, co dowodzi
            tylko jego niekompetencji.
            Był jak zgorzkniała pani w okienku, do której przychodzą natrętni petenci(z ich
            podatków panie Juszczyk jest opłacana pana pensja).
            Słowem człowiek z innej epoki. Brak pomysłów , wiedzy , umiejętności,aktywności
            ,a nadmierna pewność siebie.Na słowa pana z Zielonych zareagował wybuchem
            agresji, w końcu najlepsza obrona jest atak szczególnie przed słusznymi
            słowami. No i te jego zapewnienia o takich "innowacjach" przez niego wymyślonych
            jak konsultacje społeczne. W jakich czasach on żyje?

            Pozytywnie zaskoczył mnie pan Lenkiewicz, urzędnik , który umie przyznać się do
            błędu to nieczęsty widok. Przynajmniej zdaje sobie sprawę ze swoich
            braków...miejmy nadzieję ,że je nadrobi.

            Zgadzam się z panem Szóstakiem co do roli transportu rowerowego. Uważam ,że brak
            nakierowania przez "działaczy rowerowych "na ten tok postrzegania bicykla jest
            jednym z przyczyn problemu. ROWER TO JEDNO Z LEKARSTW NA KORKI , a nie tylko
            rekreacja.




            • Gość: b28 Re: Debata rowerowa - co nam obiecali? IP: *.olsztyn.mm.pl 23.09.08, 17:59
              Podsumowując wasze wypowiedzi:
              "... mój mąż z zawodu jest dyrektorem (...) a ścieżkę rowerową damy tutaj."

              Jaszczuk siedział do końca bo zapewne nadgodziny dostanie;)
              • mirxx Re: Debata rowerowa 23.09.08, 23:08
                o debacie pisać nie będę. poprzednicy zrobili to lepiej.
                dzięki dla wszystkich uczestników/-czek:)

                wkrótce ofensywa na Komisję ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.
                pisałem o nich już kilka razy przy różnych okazjach. to gremium
                odpowiada za większość bzdur rowerowych (i nie tylko) w Olsztynie.
                najwięcej wspaniałych pomysłów zgłasza i przepycha Policja... robią
                to oczywiście na podstawie bezkrytycznej interpretacji swoich
                statystyk, które najczęściej nijak mają się do lokalnych uwarunkowań
                i realiów drogowych. uśrednione wartości stosują do każdej sytuacji
                i z radością 'odfajkowują' kolejny sukces realizacji założeń
                Gambitu... do tego dochodzi dyletanctwo (i brak starndardów ich
                pracy) ludzi od oznakowania i tak otrzymujemy naszą drogową
                rzeczywistość.
    • taras70 co nam obiecali? 24.09.08, 11:43
      pewien kolega obiecal mi oddac 200zl, ktore pozyczyl 8 lat temu i ja mu wierze,
      chociac wiem , ze na efekt trzeba bedzie jeszcze poczekac ...
Pełna wersja