liisa.valo
27.01.09, 13:20
Cholera, czy wyjdę z domu pół godziny przed czasem, czy 20 minut, czy nie
wiadomo ile, zawsze przez te cholerne tramwaje się spóźnię. Teoretycznie mój
tramwaj jedzie do miejsca przeznaczenia 15 minut. Tramwaj jedzie co 10 minut.
Z tej arytmetyki wynika, że nawet jak mi spierdzieli tramwaj, przy 10
minutowym oczekiwaniu na następny, jeśli wychodzę tak jak dziś 35 minut przed
czasem, powinnam zdążyć na zajęcia z palcem w dupie. A tu nie. ponad 5 minut
spóźnienia. Facet mnie znienawidzi, bo jeszcze nigdy nie przybyłam na jego
wykład punktualnie, a mam z nim cholera egzamin...
PS Dodam, że poza tym tramwajem, są jeszcze 2, którymi mogę jechać, tylko
potem kawałek trzeba przejść. Te też się zbiesiły.