menk.a
07.04.09, 13:54
Sobotnie popołudnie w Warszawie, Tramwaj linii 17.
"W tyle drugiego wozu starszy, pijany mężczyzna głośno i natarczywie prowadził
"dialog" z pasażerką, zakonnicą. Nie napastował jej, nie wyklinał, ot takie
pijackie, nieco wulgarne, zbyt głośne żale, co jakiś czas przerywane gromkim
"łachudry", "szmaty" itp.
(...)Jeden ze stojących nieopodal pijaka pasażerów dobitnie postawił
skandalicznie brzmiące w krakowskich uszach ultimatum: albo facet się zamknie,
albo opuści tramwaj, niekoniecznie z własnej woli. Natychmiast dołączyli do
niego inni.
(...)Szkoda, że ludzkiej solidarności musiałem się uczyć w nielubianej i
rzekomo zimnej, bezosobowej, goniącej tylko za pieniędzmi i karierą Warszawie,
a nie w wiecznie dumnej stolicy kultury pod Wawelem."
Warszawa da się lubić.
Jeden skowronek wiosny nie czyni, ale wbrew narzekaniom innych... mieszkają tu
tacy sami ludzie jak wszędzie indziej. Jeśli ktoś nie zgadza się z tą
oczywistą oczywistością, proszony jest o wskazanie miejsca, cobym zamiast siły
argumentu, przekonała go o swojej racji argumentem siły.;)