bytom6
26.04.09, 11:33
poznałam w pracy, klienta... i zadzwoniłam do niego następnego dnia z pytaniem
czy ma żonę (jakbym w papierach nie mogła sprawdzić:P) i po jego odpowiedzi,
że nie, nie ma żony... spytałam to kiedy się widzimy? w czwartek o 11 czy o
17? o 17? ok... to jestem popieprzona równo?
jestem ciekawa Waszych opinii, co sądzicie o możliwie, ze zbyt odważnym
podejściu do wszystkiego? o braku romantycznych podchodów, o waleniu prosto z
mostu? o kobiecie, która dzwoni go gościa, bo ma ochotę się z nim spotkać,
wpadł jej w oko, ona mogła pozostać p rzez niego niezauważona, i pewnie tak
było... ale nie czeka na księcia tylko bierze sprawy w swoje ręce...? mnie
osobiście czasem to we mnie przeraża...