wilowka
21.05.09, 22:00
Byłabym wcześniej ale musiałam ratować świat. Wróciłam se z rowerka i
pomyślałam, że (fak) muszę zebrać resztę prania z suszarni, co to dosychało,
po zeszłotygodniowym zalaniu.
Jadę na 11 piętro, wysiadam z windy...gaz.
Kurwa, a ja gazu się boję jak nie wiem co.
Łupię w drzwi obok, otwiera facet a ja z uprzejmym uśmiechem: "dobry wieczór
czuje pan gaz?"
On nie czuł, ale poszedł po inną sąsiadkę. Patrzyli na mnie jak na ufoka
trochę. Pogotowie gazowe przyjechało po 15 minutach.
Ulatniał się. Zakręcili.
Śmiali się ze mnie, że mąż to już sobie nie popije, jak taki czujnik ma w domu :)