liisa.valo
06.06.09, 17:59
A więc teoretycznie jestem od dziś absolwentką. W todze i birecie dygałam
grzecznie odbierając kartę absolutoryjną i różyczkę. Rękę dziekana ściskałam.
A w sumie od 5 lat o tym marzyłam, bo uważam, że nasz dziekan jest
rewelacyjny. Rodzicom się bardzo podobało, stwierdzili, że dziekan, rektor,
prodziekani... wszyscy o niesamowitym poczuciu humoru, nie było żadnych
nudnych mów, bardzo wesoła uroczystość. O, i Maciej się do mnie uśmiechł, gdy
dygałam przez wykładowcami :) Po raz pierwszy od niemal 1,5 roku spojrzał na
mnie inaczej niż na filar na uczelnianym dziedzińcu.