jak się zapatrujecie na spotkania

    • gruby_brzydal Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 15:42
      owszem, spotykamy się osobno z przedstawicielami płci przeciwnej. Z tym że
      pochodzimy z miast położonych daleko od siebie, a teraz razem mieszkamy w
      jeszcze innym, też daleko. I jak któreś jest np samo w swoim rodzinnym mieście
      to owszem, spotykamy się z kolegami/koleżankami na kawę i piwo i nie robimy z
      tego przed sobą tajemnicy. Jednakowoż nie bardzo sobie wyobrażam, że ona
      wieczorem odpicowuje się i zostawia mnie samego w domu, oznajmiając że idzie z
      kolegą na drinka. Albo że robię to ja, z koleżanką. Z grupą osób z pracy, czy z
      jakichś tam zajęć/treningów - spoko, to się zdarza i to regularnie. Nawet kilka
      dni temu - szła z grupą na piwo, zapytała czy się przyłączę; nie miałem ochoty,
      poszła sama, nie mówiła o której wróci; wróciła 3h później i poszliśmy oglądać
      spadające gwiazdy.
      Spotkać kolegę/koleżankę na mieście np podczas zakupów i zajść na kawę - ok.
      Spotkać się z kimś do kogo ma się biznes - ok. Granica jest cienka. Pewne rzeczy
      po prostu wydają się nie w porządku jakoś.
      • czujny_obywatel Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 15:58
        gruby_brzydal napisał:

        > "Jednakowoż nie bardzo sobie wyobrażam, że ona wieczorem odpicowuje się i zostawia mnie samego w domu, oznajmiając że idzie z kolegą na drinka. Albo że robię to ja, z koleżanką. "

        Dokładnie tak jak piszesz. Po prostu pewnych rzeczy się nie robi i nie toleruje. Takie zachowania o których powyżej wspominasz, gdyby zdarzały się faktycznie, to świadczyły by albo o kompletnej głupocie partnera, albo o jakiś parasutnerskich układach w tym związku

        • znam-sie Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:20
          RAZ ZE PRAWDZIWY FACET DO TEGO NIE DOPUSCI, A JAK JUZ SIE COS TAKIEGO WYDARZY
          WBREW JEGO WIEDZY TO STRZELI W PYSK I ODEJDZIE. I ODWROTNIE, SZANUJACA SIE
          KOBIETA ZROBI TAK SAMO

          SZOKUJACE? PRAWDZIWE

          JAK PARTNER/PARTNERKA WOLI PRZESIADYWAC Z KIMS INNYM NIZ ZE MNA, TO WYPIERDALAJ
          • hb1980 Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:26
            ...STRZELI W PYSK ...

            hej znam-sie, na czym ty sie znasz? cos mi sie zdaje, ze tylko na
            przemocy domowej...
      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:16
        Nie chodzi mi o ekstremalne sytuacje i nocne wyjścia trącące randkami, tylko
        zwykłe, koleżeńskie spotkania o normalnej porze.

        W każdym związku są jakieś granice, ale powinny być one akceptowane przez obie
        strony. Poza tym też trzeba dawać partnerowi trochę swobody, bo inaczej zacznie
        się dusić, a jak zacznie się dusić to i kombinować, a z kombinowania jeszcze
        chyba nic dobrego nie wyszło.
        • gruby_brzydal Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:22
          no to się rozumiemy. Dobrześ to określiła - żeby to nie trąciło randką ;)

          A poza tym to widzę to podobnie. Ja mam to szczęście, że w moim związku
          (nieformalnym) widzimy to podobnie, obgadaliśmy zresztą te sprawy nie będąc
          jeszcze parą a przyjaciółmi (w związkach z zazdrośnikami;)). No, stąd też wiemy
          jak się kończy kombinowanie i spotkania przyjacielskie o zbyt późnej porze ;)
          Ale poza tym spoko, jak któreś wychodzi samo to nie pytamy się nawzajem dokąd,
          nie sprawdzamy czy naprawdę z tą osobą ani o której powrót - chyba że są jakieś
          wspólne plany na później.
        • znam-sie Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:23
          A JA CI POWIEM ZE PIERWSZE MOJE WRAZENIE JAK PRZECZYTALEM TWOJ PIERWSZY WPIS,
          TOTO ZE JESTES ZAZDROSNA ZE FACET SIE NIE CHCA Z TOBA SPOTKAC SAM NA SAM TYLKO
          ZE Z UKOCHANA KTORA WYZEJ CENI OD CIEBIE

          I TYLE WARTY JEST TEN TEMAT
          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:05
            Po pierwsze nie krzycz jak do mnie piszesz, czyli wyłącz capsa locka.
            A po drugie jeżeli po przeczytaniu jednego wpisu wyrabiasz sobie o mnie zdanie,
            to guzik mnie ono obchodzi, bo nie mam zamiaru udowadniać Ci, że nie jestem
            wielbłądem.
            • gruby_brzydal Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:16
              Babo, ale chyba nie ma sensu karmić trolla :)
              • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:19
                Masz rację, odpuszczam, bo jak grochem o ścianę ;)
                • czujny_obywatel Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:32
                  Babo :)

                  nie ma sensu karmić trolla w dodatku niedouczonego, trolla który nie wie, że się nie używa caps locka bez widocznej, istotnej przyczyny
                  • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:50
                    zapomniałam się przez chwilę ;)
    • grogreg Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:21
      > Może ja mam jakiś zryty
      > obraz związków, ale wydawało mi się, że jeżeli ludzie sobie ufają to nie ma
      > problemu, gdy poza wspólnymi znajomymi ma się też własnych, z którymi od czasu
      > do czasu się spotyka.

      Z związkach jest tak, że sobie ludzie nie robią przykrości nawzajem.
      Czasem słyszymy, że "nie ma sprawy, przecież Ci ufam", ale pod skóra wiemy że
      sprawa jest.
      Dlatego myślę, że lepiej będzie jeśli się spotkasz z obojgiem.
      • madzionek Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:47
        a ja tam po ostatnich doświadczeniach z takim jednym typkiem, dwuletnich
        nadmienię, stwierdzam, że chłopa trzeba trzymać krótko, bo się rozpuści za bardzo ;)
        ale tak serio, to ja myślałam, że tak po partnersku to będzie ok, że ja mam
        swoich przyjaciół i imprezy od czasu do czasu z nimi, i on tez, no bo przecież
        nie mozna stale razem wszedzie ;) mówiłam: idź, pobaw się z kumplami, zostań na
        weekend w toruniu, impreza z ludźmi z pracy, spoko, nie ma sprawy, ja i tak ich
        nie znam, to po co będę szła...
        no i mu się spodobało, aż za bardzo ;)
        • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:07
          no ale to jest znowu ekstremalna sytuacja, że za bardzo wziął sobie Twoje słowa
          do serca i poszalał ;) mnie chodzi o raz na czas
    • olala_29 Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:58
      Ja dużo i często spotykam się ze znajomymi, z mężczyznami też. Maż nie ma wielu
      znajomych, jest odludkiem, nie lubi wychodzić zbyt często z domu. Jeśli ja lub
      on mówimy, że wychodzimy z kimś to druga strona życzy dobrej zabawy i zajmuje
      się dziećmi. Nie zdradzam. Potrzebny mi kontakt z innymi bo to mnie rozwija i
      czyni mnie interesująca osoba dla męża.

      Nie lubię gdy koleżanki ciągną mężów ze sobą na spotkanie (jeśli to nie jest
      wyjście całymi rodzinami) ale wśród moich znajomych jest to sporadyczne. Uważam
      też, że chodzenie wszędzie razem nie jest rozwojowe (mnie by zabiło). Wychodząc
      za mąż nie stałam się bliźniakiem syjamskim, mamy część innych zainteresowań,
      części z moich znajomych mąż nie cierpi.

      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:11
        olala_29 napisała:

        > Wychodząc za mąż nie stałam się bliźniakiem syjamskim

        Szkoda, że tak wiele osób o tym zapomina i to tych niekoniecznie już w związkach
        małżeńskich.
        • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:27
          a moze wypadaloby uszanowac decyzje i styl zycia- "nieoswieconych"...?
          a nie wyszydzac ich jako niepostepowych i dziwnych? skoro im pasuje zyc inaczej
          niz ty uwazasz ze jedyne i sluszne?

          w moim gronie znajomych spotykaja sie wszysyc razem, mezowie nie chadzaja na
          kawki z kolezankami- i wszysyc zyja szczesliwie

          nie pobierali sie z przymusu, tylko dla obecnosci tej drugiej osoby w swoim zyciu

          ja takze lubie z moja druga polowa spedzac czas, nawet ten wolny -nie mamy
          tajemnic( z kolegami i kolezankami) i nie meczymy sie soba
          po to wg nas sie ze soba wlasnie jest

          zwiazek nie polega na walce o wlasna przestrzen a na tworzeniu wspolnej, ale
          teraz taka moda...

          czy mam sie wstydzic? ze moj partner nie lubi zebym biegala na kawki z kolegami?
          ja nie narzekam.swiadomie weszlam w zwiazek. czyli jestem zwiazana- i lubie
          to.nie czuje sie niewolnica.

          poza tym lekcewazaco sie wyrazasz o nim i jego stousnku do jego
          kobiety."wyzwolona kolezankao"....
          ja szanuje zony i dziewczyny moich przyjaciol, szanuje ze w ich zyciu zaszla
          zmiana- a ty nie chcesz uszanowac faktu, ze on jest zwiazany z kims i moze jego
          samopoczcuie jest dla niego wanziejsze niz jakas kolezana...ktora chce sobie od
          serca pogadac...

          jak dla mnei to jestes niedojrzala
          i zaborcza wbrew pozorom, ktore chcesz tworzyc

          ona ma go puscic samego - bo ty tak chcesz
          ale juz ty chcesz odmowic spotkania- bo nie jest po twojej mysli?

          dojrzali ludzie wprowadzaja swoich partnerow do towarzystwa, poznaja z ludzmi.a
          egoisci kaza szanowac swoja niezaleznosc....i wychodza z kolenzaka.nie
          chcialabym byc w zwiazku z kims takim.

          hm.....
          • czujny_obywatel Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:44
            Bardzo pięknie i mądrze emma to opisałaś. Bo jak zauważam, to pod to wyzwolenie podciąga się różne anormalne zachowania. Z tego co pamiętam, to te najbardziej wyzwolone na studiach, to były albo tzw. cichodajki (kurewki takie dla niewtajemniczonych), albo bardzo brzydkie dziewczyny desperacko poszukujące kandydata na męża. Żadna piękna madra i porządna dziewczyna nie jest ani wyzwolona albo taka "nowoczesna"

            Jeżeli chodzi o związki i ich relacje. Co to za moda na chodzenie z kolegą, koleżanką na kawę czy na drinka w celach TOWARZYSKICH. Na kawę na drinka z samym kolegą czy kolezanką można iść po pracy, aby dyskretnie omówić jakieś zagadnienie, poradzić się itp. ewentualnie pójść całą mieszaną grupą po pracy, po jakimś kursie czy zajęciach sportowych.

            Nie ma i nie powinno być zadnych indywidualnych wyjaś na kawę czy drinka z kolego czy koleżanką, którzy są w parach, związkach itp. Idziemy razem, umawiamy się z innymi parami. Moze być tak, ze np. czyjaś żona i czyjś mąż mają wspólną pasję. Np. lubia zbierać informacje o ufo. Całkiem aseksualny temat, ale tylko wtedy, jak ta obca żona jest brzydka jak noc i aseksualna. Jeżeli jest ładna i oboje sa dla siebie atrakcyjni, to przez jakiś czas będą niewinie rozmawiać o ufo czy zbierać motyle, ale poźniej da o sobie znać biologia i natura i razem wylądują w łóżku na ostrym seksie z pełną penetracją (pisze konkretnie, bo dla mnie lobienie tzw. loda to tylko wstęp do seksu). Tak to już jest, natury nie da się oszukać.
            • bertrada Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:35
              A wiesz, że taka zazdrość to choroba wymagająca leczenia? Taka seksualna obsesja
              również. No bo to trzeba mieć jakąś obsesję, żeby wszędzie doszukiwać się
              podtekstów seksualnych. ;D

              Na dobrą sprawę, to nigdzie nie można partnera puszczać. Nawet do pracy. A jak
              już, to zatrudnić się w tej samej firmie i pracować w tym samym pokoju. W końcu
              zawsze może wpaść w sidła koleżanki singielki albo takiej, która chce sobie
              wymienić męża na nowy model. Nie wiadomo z kim jada lunche. No i w żadnym
              wypadku nie można go puszczać na żadne szkolenia, konferencje i wyjazdy
              integracyjne. O studiach też nie ma mowy, wszakże wszyscy wiedza co się dzieje
              na zjazdach jak to są studia zaoczne i podczas okienek na studiach dziennych. O
              spotkaniach z okazji x-lecia szkoły to już w ogóle powinien zapomnieć. A konto
              na NK skasować. W zasadzie to wszystkie portale społecznościowe i fora powinny
              być dla niego zamknięte. W końcu wszędzie czyhają na niego samotne kobiety.
              Trzeba też uważać gdzie się mieszka. Jak w bloku z windą, to całkowity zakaz
              korzystania z niej. Nie można dopuścić żeby spotkał w windzie sąsiadkę. Do
              sklepów też nie powinien chodzić. Zbyt wiele kobiet robi zakupy, poza tym prawie
              wszystkie sprzedawczynie to kobiety. Trzeba uważać na jego zdrowie, bo jak trafi
              do szpitala, to na pewno jakaś pielęgniarka poda mu pigułkę gwałtu i go wykorzysta.

              Miałam kiedyś sąsiadkę, która do tego stopnia pilnowała męża, że chodziła z nim
              na wizyty. Facet był lekarzem i bała się go puszczać samego do domów pacjentek.
            • thank_you Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 22:54
              Żadna piękna ani mądra nie zwiąże się z Tobą. Zgadnij czemu :D
              • 2szarozielone Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 23:07
                Hahahaha, bez Twojego posta, nie znalazłabym tego napisanego przez Czujnego.
                Mocne ;)
                Zaiste - jestem gruba i brzydka, albo dziwka. Nie ma opcji.
          • seeah Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:47
            A gdyby Twoj partner/partnerka poszedl sam/sama na to grupowe spotkanie, bo Ty
            akaurat nie miałas ochoty. Partner na tym spotkaniu poznałby inną dziewczynę,
            która też akurat przyszła sama. I ta dziewczyna poprosiłaby o telefon (tak się
            fajnie gadało). I Twój mąż dałby ten numer. I nic Ci nie powiedział? To jak byś
            się zachowała, gdybyś jednak odkryła tę akcję?
            • czujny_obywatel Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:52
              seeah,

              no bo właśnie tak jest, opisałś życie. Jest spotkanie, impreza, zabawa, śłub itp itd są na nim pary i są osoby samotne. Naturalną koleją rzeczy te osoby soba sie zajmuja, razem rozmawiają, razem tańczą itd. A później wymieniaja się numerami komórek i CO SIĘ PYTAM TYCH WYZWOLONYCH, AMMY POCZĄTEK ROMANSU (I PENETRACJI) CZY NIE MAMY :)
            • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:59
              zalozycielka watku zapewne by poblogoslawila nowa znajomosc ;)
              • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:15
                założycielka wątku skupiła się na starych znajomych, a nie nowych przelotnych
                znajomościach, więc daruj sobie rozważania co bym zrobiła, a czego nie :)
            • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:05
              ja bym urzadzila malo postepowa scene w stylu hiszpanskim-mojemu biednemu
              niewolnikowi ;)

              nie wiem jak to zrobilam, ale moj druga polowka ;) nie szuka sobie kolezanek
              i dobrze nam
              o zgrozo- on ma identyczne poglady!!!!patologia co? ;)


              seeah napisał:

              > A gdyby Twoj partner/partnerka poszedl sam/sama na to grupowe spotkanie, bo Ty
              > akaurat nie miałas ochoty. Partner na tym spotkaniu poznałby inną dziewczynę,
              > która też akurat przyszła sama. I ta dziewczyna poprosiłaby o telefon (tak się
              > fajnie gadało). I Twój mąż dałby ten numer. I nic Ci nie powiedział? To jak byś
              > się zachowała, gdybyś jednak odkryła tę akcję?
              • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:06
                ja bym odprawila faceta, ktory z kazdego wyjscia( a nawet jakiegokolwiek ;))
                przyprowadza sobie nowa kolezanake i powieksza liste kontaktow
          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:13
            emma_ja napisała:

            > a moze wypadaloby uszanowac decyzje i styl zycia- "nieoswieconych"...?
            > a nie wyszydzac ich jako niepostepowych i dziwnych? skoro im pasuje zyc inaczej
            > niz ty uwazasz ze jedyne i sluszne?

            jeszcze nigdzie nie wyszydzałam, więc wrzuć na luz ;)


            > w moim gronie znajomych spotykaja sie wszysyc razem, mezowie nie chadzaja na
            > kawki z kolezankami- i wszysyc zyja szczesliwie

            jeśli żyją szczęśliwie i im takie grupowe spotkania odpowiadają to nic mi do
            tego i nie uważam, że to jest złe... złe jest w sytuacji, gdy jedno woli
            grupowe, a drugie indywidualne spotkania

            > nie pobierali sie z przymusu, tylko dla obecnosci tej drugiej osoby w swoim zyciu
            > ja takze lubie z moja druga polowa spedzac czas, nawet ten wolny

            no i tu się różnimy, bo ja uważam, że obecność tej drugiej osoby nie oznacza, że
            fizycznie musi być non stop ze mną

            > zwiazek nie polega na walce o wlasna przestrzen a na tworzeniu wspolnej, ale
            > teraz taka moda...

            nie jestem za przekreśleniem wspólnej przestrzeni, bo oczywiście ona musi być
            (inaczej co to byłby za związek?), ale za zachowaniem odrobiny dla siebie... być
            może Tobie nie jest potrzebna, ale mnie jest i jeśli np. moim hobby byłoby
            jeździectwo, a mojego faceta narty, to nie będę na siłę ciągnąć go na konie, ani
            nie chcę, żeby on ciągnął mnie na narty, skoro ta dyscyplina to nie moja bajka

            > czy mam sie wstydzic? ze moj partner nie lubi zebym biegala na kawki z kolegami?
            > ja nie narzekam.swiadomie weszlam w zwiazek. czyli jestem zwiazana- i lubie
            > to.nie czuje sie niewolnica.

            jeśli Ci to nie przeszkadza, ani nie utrudnia życia to nie musisz się
            wstydzić... mnie po prostu by przeszkadzało i dlatego decydując się na związek
            wybieram partnera o podobnym zdaniu na ten temat, po to żeby uniknąć
            potencjalnych problemów

            > poza tym lekcewazaco sie wyrazasz o nim i jego stousnku do jego
            > kobiety."wyzwolona kolezankao"....
            > ja szanuje zony i dziewczyny moich przyjaciol, szanuje ze w ich zyciu zaszla
            > zmiana- a ty nie chcesz uszanowac faktu, ze on jest zwiazany z kims i moze jeg
            > o
            > samopoczcuie jest dla niego wanziejsze niz jakas kolezana...ktora chce sobie od
            > serca pogadac...

            widać, że nie przeczytałaś całego wątku, skoro wysnuwasz takie wnioski

            > jak dla mnei to jestes niedojrzala
            > i zaborcza wbrew pozorom, ktore chcesz tworzyc

            ile się należy za psychoanalizę? ;)


            > ona ma go puscic samego - bo ty tak chcesz
            > ale juz ty chcesz odmowic spotkania- bo nie jest po twojej mysli?

            spotkania nie będzie, bo on zaczął kombinować, a ja oszukiwania drugiej osoby
            nie popieram

            > dojrzali ludzie wprowadzaja swoich partnerow do towarzystwa, poznaja z ludzmi.a
            > egoisci kaza szanowac swoja niezaleznosc....i wychodza z kolenzaka.nie
            > chcialabym byc w zwiazku z kims takim.

            jak sama napisałaś "do towarzystwa", a chyba jedna koleżanka towarzystwa nie
            czyni ;)
            jesteś w związku z kimś podobnym do Ciebie, więc ciesz się bo masz szczęście i
            daruj sobie napastliwy ton w stosunku do kogoś, kto ma wizję innego związku niż Twój
            • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 20:56
              jesli to ja mam napastliwy ton to jak nazwac rezygnacje ze spotkan z kims za to
              ze smie miec inne poglady?
              ......

              a ton przyjelam taki bo ty wypowiadalas sie b kategorycznie, nie widzialam
              akceptacji dla innosci, wyrazasz swoje poglady oceniajac kazdego kto postepuje
              inaczej-

              czego zreszta wyrazem jest "obrazenie sie" na kolege..i rezygnajaca ze spotkan-
              jak dla mnei to dosc agresywny i despotyczny sposob wyrazenia swojej opinii
              • 2szarozielone Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:00
                Przecież Baba 100 razy napisała w tym wątku, że zrezygnowała, bo kolega
                okłamywał swoją drugą połowę. I Baba nie chciała się mieszać w jakiś dziwaczny
                kłębek kłamstw bez powodu - czemu trudno się dziwić. Nie z żadnego innego
                powodu. Inne powody wzbudziły w niej refleksje, a nie agresję ;)
                • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:12
                  Dzięki Ci Szaro, bo naprawdę już mi wszystko znowu opada. Tak to jest jak się
                  przeczyta 5 postów na krzyż i wyciąga wnioski, albo co gorsze przeczyta
                  wszystkie i bez zrozumienia.
    • pitland.pl przeczytałem na ławce 19.08.09, 17:17
      a nie na kawce. Wtedy byłby większy problem.
      • baba_krk Re: przeczytałem na ławce 19.08.09, 17:21
        ;)
    • anorektycznazdzira ano, wiesz 19.08.09, 17:21
      Wycieczki mojego chłopa na kawki mnie irytują, ale akurat ze starą
      znajomą, to bym zrozumiała. Nie wykazałabym tolerancji dla kawkowania z
      paniusią poznaną na np. poprzedniej imprezie.
      • emma_ja Re: ano, wiesz 19.08.09, 17:39
        do mnie nie trafia twoja retoryka wolnosci w zwiazku
        nie kazdy chce takiego zwiazku, trzeba sie z tym pogodzic;))

        wolnosc w zwiazku to branie bez dawania..bierzesz co potrzebujesz, ale jak masz
        ochote to adios i spedzasz wieczor w kumplem- i niech no sprobuje jakis
        ciemnogrod ci ograniczyc wolnosc prawda?

        ja akurat wybralabym, na partnera, twojego kolege, ktory swoja dziewczyne
        "ciagnie " wszedzie ze soba ku niezadwoleniu kolezaneczek, ktorym sie marzy
        pospotykac z nim jakby byl nadal kawalerem ....;)

        ale ja jakas zacofana jestem ....:)

        a ty zdecydowanie kaz mu wybierac...a jak wybierze dziewcyzne to nie zapomnij go
        uswiadomic- jakie ma tragiczne zycie i jaki jest zniewolony i jakie to
        beznadziejne nie olac wlasnej kobiety bo jakas panna chce na kawke...

        • emma_ja Re: ano, wiesz 19.08.09, 17:57
          wydaje mi sie, ze nie jestes zbyt grzeczna rezygnujac ze spotkania z kolega,
          ktory chce ci przedstawic wazna dla siebie osobe

          widac dla nich to zaden problem spotkac sie razem, za to ty wolalabys zachowac
          status quo i miec kolege na zawolanie, na wylacznosc
          i robisz focha- niegrzecznego focha
          wiec kto tu bardziej chce stawiac warunki?czy aby ona?

          nie zaakcpetowalas faktu, ze kolega dorosł był i wszedl w zwiazek
          koniec swiata...tak trudno sie z tym pogodzic...niektorym

          za pare lat napsizesz ze chcesz na kawke a on odpisze, ze dziecko ma kolke i
          zony z nim samej nie zostawi, albo ze wlasnie maluja przedpokoj, albo ona zla bo
          sie poklocili wiec nie ma szans

          wtedy sie dopiero wkurzysz...
          wiec lepiej moze zerwac te chora znajomosc juz dzis;)?
          • baba_krk Re: ano, wiesz 19.08.09, 18:27
            zakładam, że to do mnie, chociaż jakby drzewko inaczej wskazuje :>

            domyślam się, że na serio nie przeczytałaś całego wątku i dlatego wciąż piszesz
            to samo... no cóż powtórzę się

            emma_ja napisała:

            > wydaje mi sie, ze nie jestes zbyt grzeczna rezygnujac ze spotkania z kolega,
            > ktory chce ci przedstawic wazna dla siebie osobe
            > widac dla nich to zaden problem spotkac sie razem, za to ty wolalabys zachowac
            > status quo i miec kolege na zawolanie, na wylacznosc
            > i robisz focha- niegrzecznego focha
            > wiec kto tu bardziej chce stawiac warunki?czy aby ona?

            jak się okazało to nie jest tak, że on chce mi ją przedstawić z własnej
            nieprzymuszonej woli, to raczej efekt tego, że ona jest zazdrośnicą i pragnie go
            kontrolować

            > nie zaakcpetowalas faktu, ze kolega dorosł był i wszedl w zwiazek
            > koniec swiata...tak trudno sie z tym pogodzic...niektorym

            kolega dorósł był jakieś 20 lat temu i to nie jest jego pierwszy związek, ale za
            to pierwsza kobieta w jego życiu, która robi problem ze spotkania ze starą
            znajomą... bo wyobraź sobie, że kolega należy do tych "wyzwolonych" i zawsze się
            z tymi "wyzwolonymi" wiązał

            > za pare lat napsizesz ze chcesz na kawke a on odpisze, ze dziecko ma kolke i
            > zony z nim samej nie zostawi, albo ze wlasnie maluja przedpokoj, albo ona zla b
            > o
            > sie poklocili wiec nie ma szans
            >
            > wtedy sie dopiero wkurzysz...

            tak Ci podpowiedziała magiczna kula? próbuj dalej, normalnie świetnie Ci idzie ;)

            > wiec lepiej moze zerwac te chora znajomosc juz dzis;)?

            rady możesz sobie darować, bo nigdzie o nie nie prosiłam... główne pytanie,
            przypominam, brzmiało zupełnie inaczej :)
    • paweln83 Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:06
      szkoda gadac , a co zrobic dopiero jak czlowiek chce sie spotkac z przyjacielem
      pogadac , a jego kobieta robi sceny .....baby to maja jednak niezdrowo pod
      sufitem , fakt tez ze on dal sie wziac pod pantofel , ale zobaczymy jak dlugo
      tak wytrzyma .....
      • czujny_obywatel O przepraszam 19.08.09, 18:17
        ja nie jestem babą tylko facetem :)

        Akurat rozumiem kobiety, te mądre które się tu wypowiadają. Jak się chcą kumple spotkać (chłopcy) razem i pogadać to nie muszą zaraz się spotykać w burdelu czy z obcymi panienkami w wiadomych (penetracyjnych) celach.

        Jak się starzy znajomi spotykają chłopak i dziewczyna to niby dlaczego on nie może przyjść przedstawić swojej nowej dziewczyny/miłości, a ona nie może przedstawić swojego nowego faceta/miłości. Jakieś tajemnice przed swoimi partnerami maja czy co.

        Natomiast jeżeli chodzi konkretnie o mnie to nie wyobrażam sobie sytuacji, że moja kobieta biega sama na spotaknia TOWARZYSKIE ze znajomymi, spotkania mieszane, zakrapiane alkoholem itp. czy w końcu ona sama spotyka się sam na sam w celach TOWARZYSKO NIEWIADOMO JAKICH z jakimś kolegą z dawnych czasów, z sąsiedztwa czy z pracy. Jak by to mojej kobiecie przeszkadzało, to raczej nie widziałbym przyszłości dla naszego związku. Nie lubię latawic oraz uważam, że nie ma nic bardzieś żałosnego i śmiesznego pod słońcem niż facet z doprawionymi rogami i cudzym bachorem :)
        • 2szarozielone Re: O przepraszam 19.08.09, 18:22
          Wiesz, para może nie mieć wobec siebie tajemnic - ale już np. nie sądzę, żeby
          mój przyjaciel miał obowiązek zwierzania się ze wszystkiego mojemu partnerowi.
          Więc na spotkania z kumplami swojego faceta nie ciągałabym, ani nigdy nie
          wyciągałam. Choć oczywiście znali się - z jakichś tam luźniejszych okazji.

          Zazdrość i zaborczość w związku przerabiałam i dziękuję bardzo. Uważam też, że
          zaufanie polegające na przywiązywaniu faceta do nogi od stołu to idiotyzm. Chcę
          żeby mnie nie zdradzał bo tego nie chce - a nie dlatego, że nie ma okazji.
          Wierność z przymusu jest g... warta i do niczego jej nie potrzebuję.
          • baba_krk Re: O przepraszam 19.08.09, 18:32
            2szarozielone napisała:

            > Wiesz, para może nie mieć wobec siebie tajemnic - ale już np. nie sądzę, żeby
            > mój przyjaciel miał obowiązek zwierzania się ze wszystkiego mojemu partnerowi.

            Szaro, część dzisiejszych wpisów daje mi jasno do zrozumienia, że dla niektórych
            osób jest to niestety niewyobrażalne i od razu węszą podstęp.
            • 2szarozielone Re: O przepraszam 19.08.09, 18:35
              Nie po raz pierwszy widzę takie wpisy na forum - i mnie zęby bolą. Rozumiem, że
              wizja jest taka, że jak złapię chłopa, to powinnam przyjaciół, na których
              polegam od 10 lat, wyrzucić jak stare kapcie. Bo mają penisy :)
              • baba_krk Re: O przepraszam 19.08.09, 18:52
                Koniecznie musisz tak zrobić, żeby nie być "wyzwoloną", bo to przecież ma taki
                negatywny wydźwięk i świadczy o Twojej niedojrzałości ;)
                • 2szarozielone Re: O przepraszam 19.08.09, 19:03
                  No koniecznie. A faceta koniecznie krótko trzymać, żeby się nie dowiedział, że
                  tak naprawdę wszystkie inne są fajniejsze ode mnie - bo od razu do nich ucieknie.

                  Mam w ogóle znajomego, którego żona kilka lat robiła mu coraz większe sceny o
                  to, że na pewno go zdradza, szlaja się z kimś, robiła awantury o każdą znajomą
                  płci żeńskiej, o każde wyjście. Facet wytrzymał parę lat - a potem stwierdził,
                  że skoro i tak mu się obrywa - to niech chociaż zasłużenie. I zasadniczo w ich
                  związku nic się nie zmieniło - tylko że teraz on ją naprawdę zdradza. Bez
                  wyrzutów sumienia. Nie jest to wzór do nasladowania - ale przykład wymowny.
                  • baba_krk Re: O przepraszam 19.08.09, 20:39
                    A czemu się nie rozstali? czuje coś do niej jeszcze?
                    • 2szarozielone Re: O przepraszam 19.08.09, 20:48
                      Wiesz co... Nie wiem. To jest generalnie już wielo-(ponad 20-)letnie małżeństwo,
                      z dorosłym synem. Jakoś tak trwają. Nie tłumaczą się. Szczęśliwi ze sobą nie są
                      - przynajmniej on, bo jego opowieści znam. Ale chyba im wygodnie.

                      Nie mój biznes.

                      Nie opowiedział mi tego, żeby się usprawiedliwić, czy do łóżka zaciągnąć, w
                      innym kontekście to było. Ale zapamiętałam, bo jest w tym sens i logika. Jak
                      ktoś Ci ufa bezgranicznie, to trzeba byc naprawdę skurwielem, który już nic nie
                      czuje, żeby go zdradzić i skrzywdzić. Jak Ci totalnie nie ufa - to trzeba być
                      świętym, żeby to niewinnie znosić.
                      • baba_krk Re: O przepraszam 19.08.09, 21:19
                        2szarozielone napisała:

                        Jak
                        > ktoś Ci ufa bezgranicznie, to trzeba byc naprawdę skurwielem, który już nic nie
                        > czuje, żeby go zdradzić i skrzywdzić. Jak Ci totalnie nie ufa - to trzeba być
                        > świętym, żeby to niewinnie znosić.

                        Racja.

                        Ja chyba tylko raz się solidnie przejechałam na tym wielkim zaufaniu, którym
                        obdarzyłam. Zatem tak czy siak bilans wychodzi na plus i nie doszukuję się prób
                        zdrady na każdym kroku.
          • czujny_obywatel Re: O przepraszam 19.08.09, 18:40
            2szarozielone

            > Wiesz, para może nie mieć wobec siebie tajemnic - ale już np. nie sądzę, żeby
            > mój przyjaciel miał obowiązek zwierzania się ze wszystkiego mojemu partnerowi.
            > Więc na spotkania z kumplami swojego faceta nie ciągałabym, ani nigdy nie
            > wyciągałam. Choć oczywiście znali się - z jakichś tam luźniejszych okazji.

            Wiesz, ja nawet podzielam Twoje zdanie. Oczywiście masz prawo spotkać się ze swoim starym zaufanym kumplem czy nawet kochankiem, obgadać jakąś sprawę, poradzić się czy mu poradzić. To jest jak najbardziej OK. Nie ma nic złego w tym,, gdy takie spotkania są rzadkie, incydentalne. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że spotykasz się z taką osobą często, co drugi trzeci dzień, jesteś dla takiej osoby zaufaną powiernicą, osoby, która bez Twoich rad nie może żyć - o to już jest niebezpieczne dla związku i uważam, że w tym przypadku granica zostaje przekroczona. Spotkanie kolega z kolegą - tak, koleżanka z koleżanką -tak, ale zbyt czeste, "intymne " spotkania Ciebie z obcym facetem, nie to już jest niewporzadku. Widać wtedy, ze ten obcy facet nie może żyć bez Ciebie, potrzebuje kontaktu z Tobąitp. itd a to już tylko krok do zdrady i do penetracji :)
            • 2szarozielone Re: O przepraszam 19.08.09, 18:45
              Mhm, bo jak ludzie się przyjaźnią, to muszą się od razu penetrować. Strach Cię
              do pubu z kumplami puścić... Co to w ogóle za ohydne słowo - penetracja? Zarazem
              techniczne i absurdalne. Bo jak tu czuć zazdrość o tak techniczną i
              zdehumanizowaną czynność? Tak się dom maklerski nazywa :/

              • czujny_obywatel 2szarozielone 19.08.09, 18:56
                poniżej napisałem dlaczego piszę o penetracji. Jest to bardzo jednoznaczne określenie czynności seksualnych przyjętych jednoznacznie w naszej kulturze na wypełnienie swoją treścią definicji zdrada.

                Zamiast pisać kilkaset złów, używam jednego słowa i wszystko jasne. Konkretnie, nie uważam za zdradę tylko za bardzo złe zachowanie, jak dziewczyna pójdzie z tym swoim kolegą do knajpki, na drinka, pogadają powspominają stare dizeje i przy wyjściu on ją przytuli, poczuje bicie jej serca, pocałuje ją nawet w usta...to nie jest zdrada i jest to zachowanie naganne, ale do wybaczenia.

                Ale jak członek tego kolegi zacznie penetrować w chwili uniesienia jej pochwę, to jest już zdrada.I tego żaden porządny facet nie wybaczy tylko pogoni dziwkę :) Takie zycie

    • xen_ia Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:14
      Moja przyjaciółka niedługo wychodzi za mąż. Informując mnie o tym zapytała, czy
      zostanę jej świadkiem. Po namyśle powiedziałam, że biorę tę fuchę, na
      przeszkodzie stanęła jednak dziewczyna chłopaka, który miał być świadkiem, która
      stanowczo zaprotestowała przeciwko jego udziałowi w tej imprezie w tym
      charakterze. A gdzie zaufanie i luz?
      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:33
        W tym wypadku zaufanie poszło się chyba paść.
      • olala_29 Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 00:48
        Pewnie jesteś bardzo ładna i kobitka spękała ;-))
    • catthe :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 18:39
      Pełna penetracja i lody do kawy jako gra wstępna przed pełną i
      głęboką penetracją wymiatają:D
      • czujny_obywatel Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 18:47
        catthe napisała:

        > Pełna penetracja i lody do kawy jako gra wstępna przed pełną i
        > głęboką penetracją wymiatają

        Dobra dobra :) piszę o pełnej penetracji pochwy z tego powodu, aby nie było niedomówień. Tu są też osoby o emocjonalności dzieci z przedszkola, dla których zdradą jest pocałunek w rekę czy policzek, uśmiech czy tzw. zdrada smsowa, blogowa czy na gg.

        Zdrada i to zdrada absolutnie niewybaczalna, zaczyna się od penetracji pochwy przez penisa. Bez niedomówień i światłocienia, konkretnie i jednoznacznie :)
        • bertrada Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 18:53
          > Zdrada i to zdrada absolutnie niewybaczalna, zaczyna się od penetracji pochwy
          przez penisa.

          Znaczy, że oral i anal to nie jest zdrada? ;))
          • czujny_obywatel Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 19:03
            bertrada napisała:

            > > Zdrada i to zdrada absolutnie niewybaczalna, zaczyna się od penetracji po
            > chwy
            > przez penisa.
            >
            > Znaczy, że oral i anal to nie jest zdrada? ;))

            oral i anal według mnie nie jest zdradą, ale zapewniam Cię, że jak już dojdzie pomiedzy kochankami do oralu i analu to pomijając kontakty z prostytutkami(tam za każdą czynność się płaci, więc mogło zabraknąć po prostu pieniędzy) dojdzie też do penetracji pochwy. To jest zdrada, to są czynności porwadzące do prokreacji i przypadkowej ciąży itp, itd według mnie, i nie tylko mnie to jest jednoznaczna definicja zdrady. Bo jak się mamy umówić, na pocałunek, na ściągniecie spódniczki, majtek, bez sensu - ale penetracja symbolizuje już pełne oddanie się kochankowi, pełną uległość, pełną zdolność do zapłodnienia CZYLI W KOŃCU ZDRADĘ :)
            • 2szarozielone Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 19:06
              rozumiem, że kolega uczył się od Billa Clintona :)
              • czujny_obywatel Re: he, he 19.08.09, 19:07
                dokładnie, taki przecież prestiżowy nauczyciel
                • 2szarozielone Re: he, he 19.08.09, 19:12
                  Jednakowoż ja bym wolała by mój osobisty kochanek nie strzelał minetek na prawo
                  i lewo, ani też nie wycierał swojej męskości po cudzych anusach. To by mi
                  również trochę przeszkadzało, z definicja więc się nie zgadzam absolutnie. Co
                  nie przeszkadza mi w puszczaniu mężczyzny życia na kawki i piwka z koleżankami.
        • baba_krk Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 18:53
          A nie prościej i szybciej napisać jedno słowo seks? ;)
          • catthe Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 18:58
            baba_krk napisała:

            > A nie prościej i szybciej napisać jedno słowo seks? ;)

            Jestem czułemu wdzięczna za penetrację gdyż dzięki temu rżałam przez
            parę minut a smiech to zdrowie:P
            Gdyby napisał po prostu 'seks' nie byłoby takiej zabawy:D
            • catthe errata 19.08.09, 19:01
              :D Pomyliłam czujnego z czułym. Najmocniej przepraszam:DDDDDDDD
              • czujny_obywatel Re: errata 19.08.09, 19:08
                ja jestem również CZUŁY
                • emma_ja Re: errata 19.08.09, 21:01
                  no to w koncu czuly czy czujny ;)
          • puszysta_gimnazjalistka Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 18:58
            Nie brnijmy w całkowity absurd, zdrada jest wtedy gdy jedna z osób w związku
            czuje się zdradzona.
            Każdy ma inną definicję zdrady, zależy to w dużej mierze od wrażliwości,
            koncepcji związku i wielu innych osobistych wartości i przekonań.
            • czujny_obywatel Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 19:13
              > Nie brnijmy w całkowity absurd, zdrada jest wtedy gdy jedna z osób w związku
              > czuje się zdradzona.
              > Każdy ma inną definicję zdrady, zależy to w dużej mierze od wrażliwości,
              > koncepcji związku i wielu innych osobistych wartości i przekonań.

              puszysta_gimnazjalistk powyżej piszesz dokladnie o tym przed czym przestrzegam. Przestrzegam przed relatywizmem, relatywizmem związków, uczuć zachowań. Dla osób chorych czy zniezrównoważonych psychicznie czy emocjonalnie zdradą jest wdedy, gdy partner patrzy na inną osobę, uśmiechnie się do niej. Tu dochodzimy do absurdów.

              Penetracja to jednoznaczna granica, po przekroczeniu ,której jest tylko zdrada, nie ma już związku, nie ma już nas, jest tylko niewierny kochanek/kochanka i osoba zdradzona cierpiąca i samotna.
              • 2szarozielone Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 19:17
                Są ludzie praktykujacy otwarte związki, życie w trójkątach, akceptujące skoki w
                bok partnera - i jakoś żyją, są szczęśliwi - i nikomu nic do tego. Każdy może
                seks umieścić w hierarchii wartości tak, jak mu wygodnie. Byle nie zdradził przy
                tym samego siebie i zaufania bliskiej osoby.
              • puszysta_gimnazjalistka Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 19:22
                Ależ tu nie ma żadnego absurdu, ja mówię o ogólnym modelu, Ty o swoim pojęciu
                zdrady. Widzę, że lubisz proste i konkretne definicje, rozumiem to, jest w tym
                coś wyjątkowo podniecającego, nie ukrywam, niestety nie wykraczając po ze nie
                możesz nie być zrozumiany w szerszym gronie.
                • czujny_obywatel Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 19:52
                  nie, nie mówię o moim pojeciu czy o mojej definicji zdrady. To jest konkretna, bo niestety w tej materii życie jest bardzo konkretne, definicja sądowa, przyjmowana w sprawach o rozwodzie, definicja seksuologiczna-pojęcie czy gotowość do prokreacji itp itd. Może na swój użytek cos takiego przyjąłem.

                  Na szczęście nie piszę z własnego doświadczenia, ale tu akurat mam bardzo wyraźne stanowisko. Zdrady fizycznej nie wybaczyłbym mojej kobiecie nigdy. Zdrady fizycznj, rozumianej jako penetracji, a nie masowania przez lewą nogę kochanka prawego uszka np. mojej żony. Tu trzeba konkretnie i zapewniam Cię, że w sytuacjach podbramkowych kończy się relatywizm, mamy tylko konkrety, konkretne zachowania i sytuacje, a także konkretne owoce zdrady czyli dzieci. Ze stosunków analnych czy oralnych dzieci raczej nie ma :)
          • czujny_obywatel Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 19:06
            baba_krk napisała:

            > A nie prościej i szybciej napisać jedno słowo seks? ;)

            nie, nie bo jest seks analny, oralny i jeszcze kilka mniej fajnych odmian. Mi chodziło o takie czynności, które najlepiej wypełnią swoją treścią definicję ZDRADY
            • baba_krk Re: :DDDDDDDDDDDDDD 19.08.09, 20:38
              dla mnie każda odmiana seksu jest zdradą, nie robię tu rozgraniczeń
    • puszysta_gimnazjalistka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:45
      Nie oszukujmy się, Baby już nie ma, zjedli ją :)
      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:54
        Wciąż tu jestem Puszku Okruszku :D
        • puszysta_gimnazjalistka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 19:01
          Nie, nie, zostało po Tobie tylko kilka okruszków i jedna obgryziona kostka :)
          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 20:37
            Podjadłam przed chwilą, więc znów jest mnie więcej :D
    • tenshii Pies na łańcuchu nie błądz... 19.08.09, 20:46
      ...ale też nigdzie nie zajdzie...
    • zloty.strzal Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:12
      Babo, znowu żeśta na główną trafili.:)
      • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:19
        zazdrosna robiaca sceny kobieta
        i robiaca sceny kolezanka

        facet ma talent do otaczania sie zaborczymi babami , nie ma co:))

        jednak chce zeby bez niej nie szedl
        a druga zeby koniecznie sam na sam sie z nia spotkal

        dziewczyna to jeszcze ma jakies uprawnienia do tego bo on ci jej

        ale zeby kolenzaka odstawiala taka komedie?to cyrk jakis...
        gorsza dla mnie od dziewczyny

        zaborcza i zazdrosnica awanturnica,tupiaca nogami- bo ona chce sama i juz
        ktora przezywa 2 dni na forum...ze facet sie sprzeciwia, obiwnia laske choc jej
        nie zna, grozi odwolaniem spotkania-niezla jazda....
        czy aby gra warta swieczki?
        i to jest niby postawa czlowieka wyzwolonego, dajacego wolnosc komus?hehe
        i tyle
        pod sztandarem wolnosci...


        • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:23
          skończyłaś już? mąż ci pozwala tyle przy komputerze siedzieć i tracić czas na
          wątki sprzed paru dni?
          chyba masz jakąś obsesję na moim punkcie, ale muszę cię zmartwić - jestem hetero :D
          • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:25
            rouzmiem , ze odpowiedz niezgodna z doktryna nie jest pozadana?
            to od razu trzeba bylo mowic, ze zakladasz klub wzajemnej adoracji :)) i chcesz
            pogdac
            tyle ze to forum a nie czat....pomylio sie

            mam obsesje jak cholera, bo napisalam w sumie z 5 postow ;)))
            a ty za to 250...
            • 2szarozielone Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:30
              laska, opanuj się, ktoś Ci nadepnął na odcisk, czy jak? wątek nie z gruszki ni z
              pietruszki wylądował na głównej - stąd tłumy odwiedzających.
              A sytuacja Baby nie jest tematem wątku. Tematem watku jest zdanie na temat
              spotkań na kawę z płcią przeciwną, gdy się pozostaje w mniej lub bardziej
              formalnym związku. Ty zdanie wyraziłaś, znamy je, z każdym Twoim postem
              pogłębiamy tę znajomość. Bądź szczęśliwa i nie truj życia innym.
            • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:34
              no i guzik rozumiesz - po to jest forum, żeby dyskutować: zadałam pytanie i
              oczekiwałam na nie odpowiedzi (jeśli podobna do mojego zdania to super, jeśli
              nie - chętnie podyskutuję i poznam racje drugiej osoby, ale ma to być dyskusja
              na poziomie, wiesz o czym mowa?

              nie życzę sobie, żebyś się do mnie personalnie dopieprzała, bo mnie nie znasz,
              więc nie mam ochoty na twoją marną analizę mnie i próbę sprowokowania mnie do
              pyskówek... nie znasz także jego, ani jej, więc odpuść pisanie jaka ona biedna i
              robienie ze mnie tej złej

              nie musisz też w moim imieniu nikomu odpisywać, ani streszczać Złotej Strzałce
              twojej wersji całego wątku, bo to mądra kobieta i potrafi czytać ze zrozumieniem

              przelicz jeszcze raz swoje posty - jest więcej niż 5, przelicz moje odpowiedzi -
              jest mniej niż 250, wniosek: odrobić lekcję z matematyki!!!
          • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:29
            nie o ciebie mi chodzi
            a o sprawe...

            wyrazam swoje zdanie-temu sluzy forum..wiec nie wyganiaj mnei bo nie jest to
            twoje prywatne forum:))moglas sie spodziewac komenatrzy odmiennych niz twoje
            przekonania ktore chcialas tu tylko ugruntowac

            ja mam przyjaciela, a on ma zazdrosna dziewczyne
            i ja nie utrudniam mu zycia
            nie robie afer, nie zerwalam znajomosci

            bo nei jestem zaborcza, bo nie jestem taka podla zeby gosciowi utrudnia cos...na
            tym zdaje sie polega kolezenstwo?

            a ty myslisz tylko o sobie..masz gdziesz ze pokloci sie z dziewczyna, ze
            stawiasz go w trudnej sytaucji

            czym sie roznisz do tej jego niby zaborczej kobiety
            bo ja nie dostrzegam

            NICZYM...

            wiec zamisat sie obrazac na mnei zastawno sie czy akcja jaka robisz kumplowi nie
            jest zwyczajnie chamska...i przykra.i dlaczego to robisz.

            milego wieczoru
            • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:40
              nie wyganiam cię - twoja obecność mi nie przeszkadza

              przedstawiłaś swoje zdanie na zadane pytanie - fajnie, o to chodziło

              jedyny wymóg, o którym jest też w regulaminie - odpuść personalne wycieczki, bo
              krzywdy ci żadnej nie wyrządziłam i nie dokonuj nadinterpretacji, bo i ja mogę
              to zrobić, tylko po co?
        • catthe Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:27
          Emmo, z całym szacunkiem ale Ty chyba nie czytasz tego co jest
          napisane.
          Baba nie zrobiła afery o to, że jej kolega chciał przyjść na
          spotkanie ze swoją dziewczyną. Przecież już wiele razy napisała, że
          zrezygnowała ze spotkania bo byłaby zamieszana w kłamstwo. A na
          spotkanie z nim i z jego dziewczyną od poczatku nie miała ochoty.
          Chyba ma prawo, co?
          Poza tym ta sytuacja była tylko punktem wyjścia do pytania, które
          Baba tutaj zadała. Jak my rozwiązujemy kwestie wyjść naszych
          partnerów na spotkania ze znajomymi. Nikt tu nie prosił o
          psychoanalizę Baby, jej relacji z kolegą ani związku kolegi z
          dziewczyną. Wystarczyło tylko odnieść się do zadanego pytania.

          I nie widzę nic złego w tym, że jakaś dyskusja trwa dwa dni. Ludzie
          zaczęli się odzywać, Baba zaczęła odpowiadać. Tyle.
          • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:35
            a mnie sie wydaje ze Baba o ile nie analizuje zwiazku kolegi, to przynajmniej
            go ocenia, opisuje- czemu wiem nie moge sie odniesc do tego?

            w skrocie- kolega chce zmuszony syt zabrac kobiete a Baba obrazila sie zrobila
            focha bo ona nie ma ochoty

            ja nie atakowalam Baby- wyrazilam swoja opinie, ktora sie jej nie spodobala, bo
            najbardziej podobaja sie jej opinie Szaro..
            wiec mnie niezbyt milo odeslala na drzewo z moimi postami

            alez kazdy sie tu odnosi do pytania, tyle ze na rozne sposoby, rozne pojawily
            sie juz watki a dyskusja dawno wyszla poza ramy, bynajnmnije nie za sprawa
            mojego postu

            tyle ze Baba robi sie niemila i nerwowa kiedy przerywa sie jej slodkie
            przytakiwanie wzajemne z Szaro..
            • 2szarozielone Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:40
              jest pyskówka - jest zabawa ;)

              Powiedz szczerze - poszłabyś na spotkanie z kumplem, jeśli byś wiedziała, że
              okłamał swoją kobietę, żeby na nie przyjść?
            • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:49
              emma_ja napisała:

              > a mnie sie wydaje ze Baba o ile nie analizuje zwiazku kolegi, to przynajmniej
              > go ocenia, opisuje- czemu wiem nie moge sie odniesc do tego?

              kolegi związek jak wygląda to wiem bardzo dobrze, wg mnie charakterami
              kompletnie się nie dobrali, ale się nie wtrącam bo to dorosły człowiek i wie co
              robi... tu na forum przytoczyłam jedynie mały fragment, który miał być tłem dla
              zadanego pytania, ot zwykły przykład, bo ja tu nie mam zamiaru analizować jego
              związku

              > w skrocie- kolega chce zmuszony syt zabrac kobiete a Baba obrazila sie zrobila
              > focha bo ona nie ma ochoty

              jestem już zbyt dużą babą na fochy to raz, a powód dla którego przeszła mi
              ochota na spotkanie był tu już wałkowany tysiąc razy i ani raz się do niego
              merytorycznie nie odniosłaś... rozumiem, że być może nie chce ci się czytać
              wszystkich wątków, ale wystarczy zapytać o streszczenie i streściłabym ci
              "problem", po to żebyś w kółko nie dokonywała tej samej nadinterpretacji

              > ja nie atakowalam Baby- wyrazilam swoja opinie, ktora sie jej nie spodobala, bo
              > najbardziej podobaja sie jej opinie Szaro..
              > wiec mnie niezbyt milo odeslala na drzewo z moimi postami

              nie atakowałaś? weź przeczytaj jeszcze raz te wszystkie wycieczki personalne,
              które uskuteczniłaś w moim kierunku
              poza Szaro, mimo wszystko jest jeszcze znaczna większość osób, których
              wypowiedzi do mnie trafiły :)

              > alez kazdy sie tu odnosi do pytania, tyle ze na rozne sposoby, rozne pojawily
              > sie juz watki a dyskusja dawno wyszla poza ramy, bynajnmnije nie za sprawa
              > mojego postu

              oczywiście, że można w różny sposób odpowiadać i mogą dochodzić wątki poboczne,
              ale nie życzę sobie obrażania mnie bez dokładnej lektury całego wątku

              > tyle ze Baba robi sie niemila i nerwowa kiedy przerywa sie jej slodkie
              > przytakiwanie wzajemne z Szaro..

              nie są w stanie wyprowadzić mnie z równowagi literki i do bycia nerwową naprawdę
              mi jeszcze dużo brakuje
            • catthe Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:49

              emma_ja napisała:

              > a mnie sie wydaje ze Baba o ile nie analizuje zwiazku kolegi, to
              przynajmniej
              > go ocenia, opisuje- czemu wiem nie moge sie odniesc do tego?
              >
              > w skrocie- kolega chce zmuszony syt zabrac kobiete a Baba obrazila
              sie zrobila
              > focha bo ona nie ma ochoty
              >
              > ja nie atakowalam Baby- wyrazilam swoja opinie, ktora sie jej nie
              spodobala, bo
              > najbardziej podobaja sie jej opinie Szaro..
              > wiec mnie niezbyt milo odeslala na drzewo z moimi postami
              >
              > alez kazdy sie tu odnosi do pytania, tyle ze na rozne sposoby,
              rozne pojawily
              > sie juz watki a dyskusja dawno wyszla poza ramy, bynajnmnije nie
              za sprawa
              > mojego postu
              >
              > tyle ze Baba robi sie niemila i nerwowa kiedy przerywa sie jej
              slodkie
              > przytakiwanie wzajemne z Szaro..



              Baba zna tego kolege osobiście stąd nawet jeśli analizuje to ma do
              tego większe prawo, tak myślę. Ty próbujesz zaanalizować ją, kolegę
              i dziewczynę na podstawie jednego wpisu. To musi budzić sprzeciw.

              I nie mam już siły pisać na co Baba się obraziła. Na tym polega jej
              wolność-nie miała ochoty na spotkanie z kolegą i jego dziewczyną
              więc z takiego spotkania zrezygnowała. Nie miała też ochoty spotykać
              się z nim w tajemnicy przed jego dziewczyną więc takie spotkanie też
              się nie odbędzie.
              Dyskusje na forum bywają gorące ale naprawde warto spróbować
              rozmawiać tak, żeby na siebie nie napadać. Mnie dziwią takie związki
              jak Twój i siłą rzeczy chcąc wyrazić swoje zdanie na ten temat
              musiałabym napisać, że dla mnie to dziwne, nie do przyjęcia itd.
              Może Baba wyraziła się podobnie o związku kolegi a Ty potraktowałaś
              to zbyt osobiście. Nie wiem.
              Teraz to już chyba po jabłkach i chyba się nie zaprzyjaźnicie;)

    • lavinka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:34
      Ciężko powiedzieć. Jestem z natury bardzo zazdrosna, więc pewnie bym
      o fakcie nie została powiadomiona. Byłabym trochę zła, ale co
      począć(mnie złość szybko mija, wręcz bezobjawowo czasem). Chce to
      idzie. Ja też mam przecież znajomych, powiedziałabym,że głownie
      znajomych płci męskiej... trudno bym zabraniała komuś tego, co sama
      robię :)

      Co do przypadku powyżej.
      Raczej bym się nie wpychała na siłę na to spotkanie, ale jeśli mojemu
      partnerowi zależało bym na tym spotkaniu była - to bym poszła(i to
      chyba jest ten przypadek, delikwent się zakochał i chce się pochwalić
      całemu światu swoim szczęściem). W sumie wolałabym być(ale nie na
      siłę, tylko zaproszona), bo dzięki temu poznałabym jego znajomą i
      wówczas byłaby to już nasza wspólna znajoma (mam nadzieję).
      • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:40
        wiec ja napisze wylacznie na pytanie:)))coby sie nie obrazil ktos znow

        gydby moj facet mial kolezanke, ktora ZADA spotkan z nim sam na sam

        a na wiesc o tym, ze ja mam tam byc dostaje histerii, czy okazuje swoje
        rozczarowanie, zlosc, niezadowolenie, obraza sie, odwoluje spotkanie- to ja bym
        zabronila wogole mu z nia utrzmywac kontakty

        koniec kropka

        ale ze mnie franca:)
        • catthe Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:52
          emma_ja napisała:

          > wiec ja napisze wylacznie na pytanie:)))coby sie nie obrazil ktos
          znow
          >
          > gydby moj facet mial kolezanke, ktora ZADA spotkan z nim sam na sam
          >
          > a na wiesc o tym, ze ja mam tam byc dostaje histerii, czy okazuje
          swoje
          > rozczarowanie, zlosc, niezadowolenie, obraza sie, odwoluje
          spotkanie- to ja bym
          > zabronila wogole mu z nia utrzmywac kontakty
          >
          > koniec kropka
          >
          > ale ze mnie franca:)

          A gdyby koleżanka nie żądała, nie robiła histerii? Gdyby koleżanka
          była fajną kobietą i chciała spotkać się z Twoim mężem sama, żeby na
          spokojnie móc powspominać stare czasy? Być może zwierzyć się z
          rzeczy, o których już nie powiedziałaby przy Tobie? To zgodziłabyś
          się?
          • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:59
            i do baby:
            dziekuje ze wydalas mnei za maz, i dalas dobra rade co mam robic wieczorem

            ja tobie zas radze zebys poszukala sobie swojego faceta, a nie wlazila w cudze
            zwiazki, mieszajac w nich, zebys nie byla przyczyna konfliktow

            jak bedziesz miala swoje zycie- to odejdzie ci ochota i nie bedziesz miala czasu
            przezywac kilka dni na forum, ze jakis gosc chcial przyjsc na piwo z dziewczyna
            jakos niedrowe mi sie to wydaje..

            to nie jego dziewczyna jest zaborcza tylko ty
            i to w cudzym zwiazku...chcesz stawiac warunki, rzadzic, decydowac
            nieladnie

            • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 22:06
              emma_ja napisała:

              > i do baby:
              > dziekuje ze wydalas mnei za maz, i dalas dobra rade co mam robic wieczorem

              jeśli to nie ty pisałaś wcześniej, że masz męża, to przepraszam - najwidoczniej
              pomyliłam cię z kimś

              > ja tobie zas radze zebys poszukala sobie swojego faceta, a nie wlazila w cudze
              > zwiazki, mieszajac w nich, zebys nie byla przyczyna konfliktow

              a skąd wiesz czy nie jestem od wielu lat mężatką? albo w związku? przypominam,
              że to nie jest wątek o mnie, więc na serio odpuść swoje złote rady, bo z nich
              najzwyczajniej w świecie nie skorzystam

              > jak bedziesz miala swoje zycie- to odejdzie ci ochota i nie bedziesz miala czas
              > u
              > przezywac kilka dni na forum, ze jakis gosc chcial przyjsc na piwo z dziewczyna
              > jakos niedrowe mi sie to wydaje..

              mnie się wydaje niezdrowe, że ty dalej swoje... no ale co ja mogę na to? mam
              przepraszać, że ten wątek trafił na główną akurat dzisiaj, a nie wtedy gdy go
              założyłam? ;)

              > to nie jego dziewczyna jest zaborcza tylko ty
              > i to w cudzym zwiazku...chcesz stawiac warunki, rzadzic, decydowac
              > nieladnie

              ziew
          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:59
            nauczyłam się od Emmy robić za adwokata, więc ja Ci odpowiem:
            nie, nie zgodziłaby się, bo oni z mężem nie czują potrzeby samotnych wyjść

            i do jasnej ciasnej, jeśli to obojgu odpowiada to ja to ROZUMIEM, gorzej jak
            taki model pasuje tylko jednej ze stron jak w opisanym przeze mnie przypadku
          • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:59
            ale ta tutaj kolezanka robi histerie, obrazila sie i oswiadczyla ze nie idzie
            bo to idiotyczne zeby musiala z kolega nie sam na sam

            wiec pouczona sie odnosze do pytania i konkretnej sytuacji:)))

            • catthe Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 22:05
              emma_ja napisała:

              > ale ta tutaj kolezanka robi histerie, obrazila sie i oswiadczyla
              ze nie idzie
              > bo to idiotyczne zeby musiala z kolega nie sam na sam
              >
              > wiec pouczona sie odnosze do pytania i konkretnej sytuacji:)))

              Ale zostawmy już Babę, tak? Ja zadałam Ci konkretne pytanie. To jest
              forum i właśnie sobie dyskutujemy. Więc ja jestem ciekawa czy gdyby
              Twój mężczyzna chciał spotkać się na kawę z fajną kobietą a nie
              histeryczką to zgodziłabyś się?
              I nie odnosisz się właśnie do konkretnej sytuacji. Pytanie brzmiało
              czy zgadzacie sie, żeby wasz partner/partnerka chadzał sam na kawy
              ze znajomymi. Histeryczke, żadania itd dopisałaś sobie Ty.
        • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:56
          a ty dalej swoje... przeczytaj jeszcze raz co przed chwilą Catthe i Szaro ci
          odpisała nt. powodów odwołania spotkania, zanim następnym razem po raz kolejny
          napiszesz te same bzdury
          i nie każ mi sądzić, że umiejętność czytania ze zrozumieniem niektórych przerasta
          • emma_ja Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 22:03
            przyczyna jest taka, ze kolezanka czyli TY od poczatku nie zyczyla sobie
            obecnosci dziewczny
            i tak sie porobilo

            a ton ...skoro uwazasz,ze potrzebny...

            dobrej nocy i wiecej dystansu do kolegi zycze
            • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 22:21
              tak na marginesie: jednak z nikim cię nie pomyliłam, tylko niepotrzebnie
              założyłam, że twój partner jest twoim mężem

              tak, to prawda - od początku chciałam spotkać się we dwójkę, bo tak spotykaliśmy
              się od lat i dotąd jego poprzednim partnerkom to nie przeszkadzało. Chciałam
              zrobić to oficjalnie, bo to byłoby kolejne spotkanie starych znajomych,
              całkowicie bez podtekstów, więc nie trzeba byłoby tego faktu ukrywać. Jego
              dziewczyny nie znam, ale z jego opowieści wiem, że nie jest z mojej "bajki",
              więc tym bardziej nie czuję potrzeby by ją poznać. Poza tym czy to tak trudno
              zrozumieć, że można mieć własne tematy do rozmów i niekoniecznie bym chciała
              poruszać je przy niej, czyli przy obcej osobie? Uwierz mi, że nie każda relacja
              damsko-męska musi się kręcić wokół seksu. Więcej zaufania do ludzi i własnego
              partnera!
    • duzy_mysz Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 23:21
      Z rozbawieniem przeczytałem większość komentarzy zwłaszcza wymiany
      korespondencji pomiędzy Autorką tematu a Panią catthy. Ale do rzeczy. W moim
      wypadku, gdy wychodziłem na jakiś wieczór kawalerski moja córka zaczynająca
      ówcześnie pisać wyposażyła mnie w kartkę wielokrotnego użytku o treści "To TAta
      moJej mamy. NiE Dotykać". Używam jej do dzisiaj.
      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 23:32
        I nie dotykały? ;)
        No i gratuluję pomysłowej córci :)
        • duzy_mysz Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 23:40
          Nie mówię, że nie próbowały :) Ale kartka dosyć skutecznie działa.
    • ritsuko Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 09:30
      Ja zabieram mojego A. na spotkania i z kolegami i koleżankami. I
      nikt nie ma nic przeciwko (wręcz odwrotnie, podczas pierwszego piwa
      w trójkę z moim kolegą, jak w pewnym momencie odkryli, że znają te
      same osoby plus tematy samochodowe to ja musiałam się wyłączyć ;))
      Mamy o tyle łatwiej, że zanim się poznaliśmy znaliśmy w większości
      tych samych ludzi. Skoro więc spotykali się z nami obojgiem
      wcześniej, to teraz jak przychodzimy razem to chyba problemu nie ma?
      Szczerze to ze znajomych par to dobrze się czuję w towarzystiwe obu
      osób- uważam, że jesli się wszyscy dogadują (jak nie znają to mogą
      się poznać, nie?)to nie ma sensu na siłę robić podziały :)
      • czujny_obywatel Tak się kończą znajomości między koleżanką a koleg 20.08.09, 09:53
        Niewinna, trwająca od lat znajomość. Mąż, żona i ich wspólny kolega, przyjaciel domu, powiernik. Czytajcie, to jest to przed czym przestrzegam. Później zostaje tylko cierpienie i ból. Poruszyła mnie ta historia:

        To chyba nie moje dziecko
        Autor: kostekwawa 01.10.08, 22:17

        Pierwszy raz w ogóle odzywam się na jakimkolwiek forum, ale że nie mam się
        komu wygadać, to wylądowałem tutaj.
        Problem tkwi w tym, że mam podejrzenia, że moja córka, Anielka, może nie być
        moim dzieckiem. Kocham moją żonę i córkę i naprawdę nie wiem jak się zachować.
        Prawie dwa lata temu, przed wyjazdem w delegację, pokłóciłem się z żoną i nie
        było mnie przez dwa tygodnie. Jakoś tydzień przez kłótnią kochaliśmy się,
        później mieliśmy przerwę z powodu mojego wyjazdu i kiepskich nastrojów. Jakiś
        czas później okazało się, że Kasia jest w ciąży. Ucieszyłem się jak nic, bo
        staraliśmy się o dziecko i nie mogłem się doczekać kiedy w końcu nam się uda.
        Anielka przyszła na świat, piękna i zdrowa, nieco po terminie. Od momentu jak
        Kasia zaszła w ciąże wszystko się super układało. Nieco się zdziwiłem, że ja
        brunet i Kasia brunetka, spłodziliśmy rudą córkę. Ale ze strony mojego ojca
        jego brat tez miał taką sytuacje, że z trójki dzieci dwójka była ruda, a jedno
        czarne, więc pewnie i u nas się powtórzyło.
        Ostatnio coraz częściej zastanawiam się czy moja żona mnie nie zdradziła z
        chrzestnym naszej córki. Jest on naszym bliskim przyjacielem, znamy się jak
        łyse konie i naturalnym było, że będzie chrzestnym dziecka. Często nam
        pomagał, jak mieliśmy z Kasią ciche dni, bo ja kiedyś często jeździłem z firmą
        po kraju i żona miała do mnie żal, że nie bywam w domu często. Teraz bardzo
        nas wspiera, kupuje Anielce zabawki, aż normalnie jestem zaskoczony. No i
        jest lekko rudawy.
        Wiem, że brzmi to kiepsko i właściwie pisząc to, mam tylko w głowie
        scenariusz, że żona wylądowała w łóżku w moim kumplem. Ale może ja się mylę i
        niepotrzebnie dokładam sobie do głowy i nasza ruda Anielka jest powtórzeniem
        sytuacji ze strony rodziny mojego ojca. Mam teraz żal do siebie, że nie
        bywałem w domu wystarczająco często i mogła zdarzyć się taka sytuacja.
        Sam już nie wiem, myśli kłębią się w głowie i nie dają spokoju. Przecież nie
        zapytam Kasi czy kumpla o taką sprawę. Nawet jak Anielka nie jest moja, to ją
        bardzo kocham i nie wiem jak bym się zachował, jakby się okazało, że żona mnie
        zdradziła. Może ja jestem przewrażliwiony.
        Piszę to chyba po to, aby się wymagać. Może przy okazji ktoś coś mi powie
        konkretnego.

        Gdyby nie to, że sobie wszedłem na gazetowa poczte i zobaczyłem, że ktoś mi
        wysłał maila z pytaniem jak badania, to zapomniałbym, że napisałem ten wątek.
        Jak widzę, dyskusja nadal się toczy. Chyaba powinienem coś od siebie dodac.
        Nie wiem czy pisałem, że zrobiłem ten test DNA – nie będę się przedzierał przez
        wczesniejsze odpowiedzi. W kazdym razie bardzo ciężko mi o tym pisac, bo jak
        sobie pomysle, to jak glupi chce mi się płakac.
        Żona nie wie, że ja wiem, że córka nie jest moja. Nie powiedziałem jej. Kasia
        teraz chodzi do pracy, ja mniej wyjezdzam i opiekujemy się córką na zmianę.
        Wyniki testu przyszły mi na adres mojej pracy –gapiłem się z godzinę na kopertę,
        aż w końcu nie wytrzymałem i ją otworzyłem. Byłem dziwne spokojny jak
        przeczytałem wynik, a później się porzygałem w kiblu. Wziąłem kilka dni wolnego
        i leżałem w łóżku, bo autentycznie się z tego wszystkiego pochorowałem.
        przyszedł wtedy do mnie mój kumpel, bo miał mi film oddać. Dobrze, że żony wtedy
        z córką w domu nie było. Nie wytzrymałem i powiedziałem mu, żeby spier z mojego
        domu i zycia. Nie załapał o co chodzi, to mu pokazałem wynik. Nawet się nie
        wypierał. Powiedział, że tak czuł, że kiedyś to wyjdzie. Zarzekał się, że tylko
        raz się przespali, jak się kiedyś pokłóciliśmy przed moim wyjazdem z pracy, to
        ona do niego zadzwoniła, bo nie mogła się uspokoić. Coś mieli wypić, i jakoś tak
        miało wyjść, że wylądowali w łózku. Po tym wszystkim podobno moja zona jak się
        ocknęła zaczęła histeryzować i mieli do tego nie wracac. A później pojawiła się
        ciąża. Pytał się jej czy to jego dziecko, powiedziała, że nie.
        Zapytałem się go dlaczego mi to zrobił. Najgorsze jest to, że nie odpowiedział
        nic. Mówił coś w stylu, że nie wie, że to był moment, ze mu przykro, ze nie
        chcial. Takie banaly. Powiedziałem mu, ze ma się nie zblizac do mojej zony i ma
        o niczym nie wiedzieć.
        Normalnie nie chce mi się wierzyć w to, co pisze. Jak z jakiegos chorego filmu.
        Czuje się z reszta jak w filmie, nie wiem gdzie jest moje zycie. Pewnie kiedys
        ta sprawa wyjdzie, on jej powie, albo ja nie wytrzymam. Czasem chciałbym cofnac
        czas. Bylbym losiem, ale przynajmniej tego nieswiadomym. Szkoda mi tylko mojej
        corki, bo wlasciwie tylko dla niej to robie, ze jej jeszcze nie uswiadomilem.
        Dobrze z tego wszystkiego, że matka mi się pochorowala, przynajmnie nie musze
        się tlumaczyc, dlaczego tak dziwnie się zachowuje. Jak się wali, to chyba
        wszystko po kolei. Nie mam pojecia jak to się potoczy. To chyba tyle.

        całość

        https://forum.gazeta.pl/forum/w,150,85409842,,To_chyba_nie_moje_dziecko.html?s=0


        Niewinnie się zaczeło, nie. Poźniej an i ona ani on nie wiedzą dlaczego tak się stało, dlaczego znaleźli się w łożku. Sytuacja, okoliczności, alkohol i mamy OHYDNĄ, PARSZYWĄ ZDRADĘ i dziecko, podrzucane wprost naszemu bohaterowi - bękarta.

        Przed takimi zachowaniami was drogie Państwo przestrzegam. Jakieś incydentalne spotkania, jakieś grupowe, popołudniowe wyjścia to tak, ale nie ma czegoś takiego jak sytuacja, że po kłótni małżeńskiej on lub ona dzwonią po swoich powierników płci odmiennej i im się wypłakują w mankiet, a później co, następny etap, penetracja możliwe że zakończona ciążą, która przekreśla wszystko. Pomyślcie o tym :)
        • dassmina Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 10:46
          A JA WAS ZASKOCZĘ I ZARAZ POLECĄ SAME GROMY W MOIM KIERUNKU.
          Otóż ja i mój luby nie spotykamy się sam na sam z płcią przeciwną.
          Zdarzy się wyjść oddzielnie na jakieś spotkanie grupowae ale rzadko.
          Tak ustaliliśmy i tak nam dobrze. Wszystko robimy razem, wszędzie
          razem jeździmy. Może to wygląda na chorą symbiozę ale jesteśmy
          szczęśliwi.
          Zaczęło się od tego że widziałam jak koleżanki mojego chłopaka
          traktują go tzn. nazbyt się spoufalały i za dużo sobie pozwalały.
          Np. Cyt. koleżankę: Witaj kochanie!Całuje Cię niziutko!Tęskniłam!
          Gdyby miał normalne kolezanki nie było by problemu ale skoro
          wszystkie go podrywają to cóż.....Z resztą mój też jest o mnie
          zazdrosny jak mnie ktoś podrywa. Doszliśmy do wniosku że takie
          atrakcje nie są nam potrzebne.
          Wszystko robimy razem i nie czujemy że nie mamy wolności. Nie musimy
          od siebie odpoczywać. We własnym towarzystwie czujemy się najlepiej.
          Mamy wielu znajomych i spotykamy się z nimi wspólnie.
          • gruby_brzydal Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:00
            moja dziewczyna jest cudowna. Nie ma nic przeciwko żeby chodzić ze mną na
            wszelkie spotkania: z kolegami, koleżankami, wykładowcami oraz dentystą. Była
            również tak dobra, że przeprowadziła analizę wszystkich moich znajomych oraz
            później na podstawie jej wyników, selekcję - z kim mogę się spotykać a z kim
            nie. Zbiegiem okoliczności w selekcji odpadły wszystkie znajome płci żeńskiej,
            jako że w wyniku analizy okazały się durnymi nimfomankami. I to dobrze, ponieważ
            towarzystwo mojej dziewczyny nie tylko jest mi niezbędne do życia ale również
            wystarcza mi ono, nie są mi już potrzebne spotkania z innymi ludźmi. Ewentualnie
            czasem zabiera mnie do kościoła żeby pokazać jaki ładny sweterek mi kupiła. Sam
            tam nie chodzę, gdyż chodzą tam również kobiety, niektóre z nich atrakcyjne, a
            jak wiadomo natury nie da się oszukać i na pewno skończyłoby się to penetracją.
            Jeszcze pół biedy jeśli analną, gdyż to nie zdrada.
            Moja dziewczyna jest kochana i tolerancyjna i wyrozumiała. Nie tylko pozwoliła
            mi wyrazić mój własny pogląd w tym poście, ale też sama mi go podyktowała.
            • dassmina Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:09
              gruby brzydal...
              rozumiem co miałeś na myśli. Ale wyobraź sobie, że jak mój chłopak
              wraca ze spotkania firmowego czy jakiegoś ( bo zdarza się że
              wychodzi, nie jest zamknięty w złotej klatce)to mówi: "Było
              beznadziejnie bo nie było Ciebie. Nigdzie nie będe chodził bez
              Ciebie." Ja go do tego nie zmuszam i czuję to samo.
              • puszysta_gimnazjalistka Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:13
                Podziwiam go, mam niezłą wyobraźnię ale taki tekst :

                "Było beznadziejnie bo nie było Ciebie. Nigdzie nie będe chodził bez
                Ciebie."

                to zdecydowanie najwyższa półka.
                • gruby_brzydal Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:24
                  :)

                  czasem tak mówię swojej dziewczynie. Żartem, kiedy oboje wiemy że bawiłem się
                  dobrze, i że to jest OK. I kiedy bawiłem się w takim towarzystwie, w którym
                  oboje bawilibyśmy się gorzej, gdybyśmy byli tam razem.
                  • dassmina Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:29
                    :-)
                    Spodziewałam się tego :-)))))))))))
                    • gruby_brzydal Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:34
                      Więc przykład. Grałem w zespole. Było nas 4, bardzo się przyjaźniliśmy. Bywało
                      że imprezowaliśmy razem, np jakieś BBQ w ogrodzie u jednego z chłopaków. Tylko
                      nas czterech. Rozmowy na tematy, o których nie-muzyk nie będzie miał pojęcia
                      plus trochę męskich niewybrednych żartów. Gdyby była tam dziewczyna
                      któregokolwiek z nas, wszyscy bawiliby się gorzej, łącznie z nią, byliby
                      skrępowani. Więc gdybym po powrocie powiedział jej, że było źle z powodu jej
                      nieobecności, skłamałbym. A ja staram się jej nie okłamywać. I wiem, że nie
                      byłaby szczęśliwsza, gdybym był od niej chorobliwie uzależniony. I sam też
                      bardzo się cieszę, że i ona ode mnie nie jest.
                      • ritsuko Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:43
                        Hmmm odkąd pamiętam byłam traktowana przez kumpli jak facet, jeden z
                        nich. Byłam jedyną dziewczyną z klasy, którą zabierali na męskie
                        posiadówki. Może to kwestia znania się od dziecka czy mieszkania
                        blisko siebie. Zapewniam Cię, że nigdy się nie krępowali przy mnie
                        nawet najbardziej niewybrednych żartów czy obgadywania kobitek ;).
                        Kiedyś mój kolega powiedział mi: "Nie wierzę w przyjaźń damsko-
                        męską, ale kurcze Ty jesteś jak kumpel nie jak kobieta". To
                        podsumowuje sprawę, choć nie jest to dowód na to, że jestem jakimś
                        wybrykiem natury, którego pod kobietę podciągnąć nie można ;))
                        Kolegów mojego A. znam od dawna, dużo dłużej niż jego samego. Nawet
                        jeśli na początku musieli mnie przerobić na "Dziewczyna A." to ja
                        jakoś niespecjalnie się zmieniłam, więc też trudno byłoby zacząć
                        traktować mnie inaczej. Tak myślę, że czasem zapominają, że jest w
                        towarzystwie ja-wróg-kobieta :)
                        • gruby_brzydal Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 12:03
                          cóż, moi koledzy nie znają mojej dziewczyny dłużej niż mnie. Nie traktują jej
                          jak kumpla, traktują ją jak moją dziewczynę. I nie pozwalaliby sobie przy niej
                          na niewybredne żarty, a gdyby sobie pozwolili, ona mogłaby poczuć się niefajnie.
                          A czasem mają ochotę tak sobie pożartować, również ze mną. Jej też nie
                          przeszkadza, że czasem nie wiszę jej w domu nad głową; zresztą nie zawsze siedzi
                          w domu, kiedy ja wychodzę.
                    • dassmina Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:39
                      Kiedyś byłam w 7 letnim związku. Luźnym tzn. chdziłam na spotkania
                      sama, często mój ex nie wiedział gdzie byłam i z kim i nie dopytywał
                      się. Często namawiał mnie żebym poszła z koleżankami na
                      dyskotekę...sam też miał sporo luzu. Nie wyobrażałam sobie związku w
                      którym dwoje ludzi tłumaczy się z każdego wyjścia. Niestety...tamtem
                      związek okazał się zbyt luźny. Nie przetrwał.
                      Wszystko się zmieniło o 180 stopni.
                      Z moim obecnym chłopakiem, może to szokujące ale uwielbiamy robić
                      wszystko razem. Dogadujemy się bez słów, mamy bardzo podobne
                      poglądy, takie samo poczucie humoru, takie samo hobby. Trudno
                      znaleźć drugą taka osobę z którą mogła bym sie tak dogadywać jak z
                      nim.
                      Wiem jak to z boku wygląda ale nie obchodzi mnie to bo jesteśmy po
                      prostu szczęśliwi!
                      • ritsuko Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:45
                        Wiesz co? Patrząc na moje wcześniejsze doświadczenia, to chyba po
                        prostu jak się trafi na TĄ własciwą osobę to nie ma się takiej
                        potrzeby skrajnego demonstrowania swojej odrębności, chęci pobycia
                        samemu. Ja też miałam sporą potrzebę swobody. Teraz czuję swobodę
                        będąc z nim, nie muszę do tego na siłę spotykać się z kimś sama.
                        • gruby_brzydal Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 12:22
                          To nawet nie chodzi o demonstrowanie czegokolwiek. Chodzi o to, że nie rozumiem,
                          dlaczego zwykłe życiowe sytuacje są postrzegane jako niewłaściwe. I nie chodzi o
                          swobodę. Również czuję się swobodnie ze swoją partnerką, bardziej niż w
                          jakimkolwiek innym towarzystwie. Ona jest moim najlepszym przyjacielem.
                          Uwielbiam z nią przebywać, ale lubię też towarzystwo innych ludzi. I ona też.
                          Czasem się z tymi ludźmi spotykamy razem, czasem tylko jedno z nas. I nie jest
                          to żadna demonstracja; nie znaczy też, że nie czujemy się ze sobą swobodnie.
                          Wręcz przeciwnie. Czujemy się swobodnie, fakt naszych 'osobnych' spotkań ze
                          znajomymi nie wywołuje w nas niepokoju, ufamy sobie.
                      • gruby_brzydal Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:48
                        No i spoko. Ale nie wyobrażam sobie ustalania z góry, że "nie spotykamy się
                        pojedynczo ze znajomymi; jeśli gdzieś wychodzimy to razem". Też w większości
                        wypadków wszystko co można robimy razem, i spędzamy razem tyle czasu ile damy
                        radę. Ale nie zawsze "razem" jest lepiej. Przykład z zeszłego tygodnia. Byliśmy
                        zaproszeni (oboje) na imprezę z ludźmi z pracy mojej dziewczyny. Późno się o tym
                        dowiedziałem, miałem już inne plany - parę swoich rzeczy do zrobienia w domu,
                        które nie mogły dłużej czekać. Poszła sama. Bawiła się dobrze, i to, proszę
                        sobie wyobrazić, bez penetracji. Czy sprawiła mi tym przykrość? Nie, i tak gdyby
                        została nie miałbym dla niej czasu. Z tego również powodu i ona nie spędzałaby
                        czasu milej, gdyby została w domu. Nie twierdzę, nawiązując przy okazji do postu
                        poniżej, że należy "dla zasady" wychodzić samemu. Ale nie będę też "dla zasady"
                        uczestniczył w ciąganiu się wszędzie nawzajem, nawet jeśli oboje czulibyśmy się
                        lepiej inaczej.
                        • dassmina Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:55
                          Nie dajmy się zwariować. Reguła "nie spotykamy się
                          pojedynczo ze znajomymi; jeśli gdzieś wychodzimy to razem" nie jest
                          stalowa. W życi są rózne sytuacje i jeśli tego wymagaja to
                          wychodzimy oddzielnie. Nie jest to reguła stała i bez wyjątków. Nie
                          musztrujemy się wzajemnie. Podkreslam, że mi głównie chodzi o
                          spotkania np. jego z koleżanką czy moje z kolegą.
                          Na spotkania firmowe czy klasowe chodzimy oddzielnie.
                          I tak jak poprzedniczka napisała, w moim związku czuję się wolna,
                          przy nim odpoczywam i czujęsię zrelaksowana.
              • ritsuko Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:35
                To nie jest absolutnie nic dziwnego, my też mamy tak, że po prostu
                nie specjalnie lubimy gdzieś osobno wychodzić na spotkania
                towarzyskie. Dobrze się razem czujemy i nie mamy takiej potrzeby. To
                nie jest trzymanie na smyczy, ograniczanie. Wyjazdy też mamy
                wspólne. Tak się zresztą składa, że moich dwóch bliskich kolegów ma
                dziewczyny, obie naprawdę fajne, mądre kobietki. I bardzo lubię
                spotykać się z nimi w parach, nikomu to nie przeszkadza. Myslę, że
                gdybym "dla zasady" robiła wyjścia pojedynczo to byłoby gorsze, bo
                robiłabym coś wrew sobie, tylko dla jakiegoś durnego udowodnienia
                innym, że nie jestem uzależniona.
                • dassmina Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:45
                  gruby_brzydal......nie jest tak jak mówisz
                  Mój chłopak chodzi na męskie spotkania i mi nic do tego, chociaż
                  często zabiera mnie ze sobą.Ma fajnych kolegów z którymi sie
                  świetnie dogaduję i którzy mnie lubią. Bardziej miałam na myśli
                  spotkania mieszane.
                  • gruby_brzydal Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:52
                    więc co nie jest tak jak mówię? Czyli zgadzasz się ze mną, że pójście samemu
                    może być w porządku. Co znaczy "spotkania mieszane"? To takie na których ktoś
                    miesza?
                    • czujny_obywatel Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 12:04
                      gruby się zgrywa, jakby nie rozumiał o co chodzi. Idzie na imprezkę w ogrodzie 4 facetów i 3 dziewczyny. Piją alkohol, świntuszą, żarty coraz mniej wybredne i nagle po wielu godzinach widzimy jak jeden kolega leży na jednej kolezance i penetruje, poźniej w ich ślady idą następne pary, a później wszyscy to nawzajem robią ze wszystkimi-mam nadzieję, że zachowując kryterium różnych płci (choć to też nie jest konieczne). Więc pytam się co, ktoś zawinił, nie sytuacja sprokowała to zachowanie, więc po co takie sytuacje stwarzać?
                  • czarnyrogalik Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 11:58
                    Kwestie widzę 2.
                    1) Spotkanie bez połówki z przedstawicielem innej płci, znanym od lat -
                    generalnie bez znaczenia, lepiej wiedzieć, ale co normalne spotkanie towarzyski.
                    2) Jeśli chłopak/mąż chcą się spotkać ze starą znajomą i poznać ją ze swoją
                    dziewczyną, czy odwrotnie? co to za problem? I dlaczego ktoś kto jest sam widzi
                    problem w spotykaniu się ze znajomymi którzy są razem? To chyba normalne że taki
                    partner chciałby znać znajomych "towarzyskich"? Autorkę wątku to dziwi, ale to
                    chyba normalne? No chyba że ma jakąś drażliwą/niewyraźną sprawę, której woli nie
                    upubliczniać, wtedy to zrozumiałe. A niezrozumiałe byłoby tylko wtedy gdyby
                    spotkanie miało cel wspominkowy i obecność drugiej strony byłaby krępująca.
                    Wtedy najzwyczajniej w świecie o takich rzeczach się nie rozmawia, bo to historia:)
                    • gruby_brzydal Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 12:06
                      Autorka wątku raczej wyraziła niezadowolenie z faktu, iż kolega, owszem,
                      spotkałby się z nią sam na sam, ale po kryjomu; natomiast chęć pojawienia się
                      razem z lubą zadeklarował z takiej oto przyczyny, że owa luba przysłuchiwała się
                      rozmowie i bał się powiedzieć inaczej.
                    • baba_krk Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 12:24
                      Jest tak jak poniżej napisał Gruby_brzydal i tak jak Ty piszesz w części o tym,
                      że są pewne tematy, których nie mam zamiaru poruszać przy obcej dla mnie osobie.
                      Piszesz, że wtedy to zrozumiałe - no mam nadzieję :)
                      I żeby była jasność: nasze spotkania nie mają celu wypominkowego, nie wspominamy
                      na nich naszej wspólnej przeszłości, bo niczego takiego nie było. Spotkania mają
                      wybitnie koleżeński charakter i dziwi mnie, że niektórym tak ciężko to zrozumieć
                      i doszukują się podwójnego dna i dorabiają do wydawało mi się, że prostej
                      kwestii jakieś dzikie historie.
                      Pisałam już poniżej, że znamy się od kilku lat (więc nie jest to tygodniowa
                      znajomość z internetu ;) i dotąd zawsze raz na kilka m-cy (częściej się nie da,
                      bo mieszkamy w innych miastach) spotykaliśmy się we dwójkę i jego poprzednim
                      partnerkom, ani moim to nie przeszkadzało.
            • fraupilz Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 12:47
              gruby_brzydalu, po co tyle ironii?

              Wierzyłam kiedyś w przyjaźnie damsko-męskie, do czasu kiedy mój trzyletni
              związek zakończył się przez "przyjaciółkę" chłopaka. Facet był zazdrosny o moich
              przyjaciół płci męskiej, wkurzał się, że spotykam się z kimś innym i zwykłe
              wyjście na piwo z dobrym kolegą (zajętym i za starym!) traktował jako zdradę.
              Był zazdrosny o wszystkich i o wszystko. Ale to ci, którzy sami zdradzają,
              najbardziej się boją zdrady. Człowiek myśli, że wszyscy myślą tak jak on...

              Kiedy już ograniczyłam do minimum kontakt z kumplami, mój ukochany poznał
              "najlepszą przyjaciółkę", zaczął z nią chodzić wszędzie, mieć tajemnice, a w
              końcu mnie dla niej zostawił. I co, mam nie być nigdy zazdrosna o nikogo? Po
              takim czymś zazdrości nie da się chyba wyłączyć.
              • baba_krk Re: Tak się kończą znajomości między koleżanką a 20.08.09, 13:00
                fraupilz napisała:

                > Ale to ci, którzy sami zdradzają,
                > najbardziej się boją zdrady. Człowiek myśli, że wszyscy myślą tak jak on...

                niestety taka prawda, mają swoje na sumieniu i projektują

                > I co, mam nie być nigdy zazdrosna o nikogo? Po
                > takim czymś zazdrości nie da się chyba wyłączyć.

                Da się. To że jakiś palant okazał się niewierny, nie oznacza, że każdy następny
                taki będzie. Logiczne, że na początku ciężko nową osobę obdarzyć maksymalnym
                zaufaniem, ale też nie można jej winić za to co zrobił poprzedni partner.
                Odrobina zazdrości jeszcze nikomu nie zaszkodziła, ale też nie można popadać w
                obłęd i z nią przesadzać, bo to do niczego dobrego nie zaprowadzi.

                Tu masz historię, którą wczoraj przytoczyła Szaro:
                forum.gazeta.pl/forum/w,64121,98968341,99188439,Re_O_przepraszam.html
    • adomas Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 12:05
      Jeżeli Ci tak odpowiedział, to: albo traktuje cię jako potencjalną kochankę i
      woli się asekurować czyli zabrać żonę przyzwoitkę,
      albo żona niedawno mu wypomniała, że jest żonaty i znajomi powinni zapraszać ich
      dwoje bo są parą.
      W wielu środowiskach jest taki zwyczaj, że jeżeli się zaprasza męża samego, to
      tylko na imprezy kawalerskie. Inaczej jest to traktowane jak afront wobec żony
      (że nie chce się jej poznać).
      W przypadku kawy to moim zdaniem nie powinno mieć zastosowania.
      Wydaje mi się, że twój znajomy traktował cię zawsze z nadzieją na coś więcej niż
      przyjaźń, dlatego jesteś teraz postrzegana jako zagrożenie dla ich związku, jako
      ktoś z przeszłości z kim mógłby być ale nie jest bo się ożenił z tą co
      się ożenił. :D
      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 12:14
        Po pierwsze on nie jest żonaty, a po drugie zawsze traktowaliśmy się czysto po
        koleżeńsku, żadne z nas nie widzi w drugim potencjalnego kochanka. Zatem nie
        stanowię dla niej żadnego zagrożenia. Z nią jest od kilku miesięcy, my znamy się
        kilka lat.
        • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 12:20
          Widocznie ona się obawia waszego spotkania i dlatego chce iść z nim.
          A on boi się jej odmówić żeby nie wzbudzac podejrzeń.
          A czy to aż taki problem dla Ciebie? Może to fajna kobitka?
          A może głupio Ci będzie bo Ty będziesz bez swojej połówki a oni we
          dwoje?
          • gruby_brzydal Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 12:24
            O to właśnie chodzi. Dlaczego ona się obawia tego spotkania? Dlaczego on boi się
            jej powiedzieć? Czy tak wyglądają symptomy zdrowego, pełnego wzajemnego
            uwielbienia, związku?
            • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 12:32
              Dlaczego się obawia?
              Nie wiem i sie chyba nie dowiemy. Tak to poprostu wygląda.
              A ich związkiek jaki jest, nie mi oceniać. Jest taki jaki chcą żeby
              był.
              • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 12:37
                Droga autorko.
                Albo zapytaj kolegę czy jest możliwość spotkania w cztery oczy albo
                po prostu spotkaj się z nimi. Jeśli dziewczyna faktycznie się czegoś
                obawia to zobaczy że nie ma czego i następnym razem nie przyjdzie.
              • gruby_brzydal Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 12:39
                byłem przez 5 lat z dziewczyną, która obawiała się każdego mojego spotkania z
                innymi ludźmi. Nie miała podstaw. I to, że ten związek tak wyglądał, wcale nie
                oznaczało, że oboje tego chcieliśmy.
            • wueska Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 12:58
              chodzę ze swoimi znajomymi raz na jakiś czas bez męża. On chodzi podobnie ze
              swoimi, czasem tez idziemy razem. są koleżanki mojego męża, z którymi nie
              miałabym żadnych obaw go "puścić" i odwrotnie. NIestety, nie jestem na tyle
              tolerancyjna, gdy była dziewczyna dzwoni i pyta o spotkanie, ale sam na
              sam...beze mnie. Może to zazdrość...raczej na pewno, ale nie poradzę. Zgodziłam
              się, ale ciężko było.
              • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:03
                "byłe dziewczyny" to jest osobna kategoria, tu chodziło mi o jedynie stare
                znajomości: koleżanki/kolegów z którymi partnera nigdy nic nie łączyło
                • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:17
                  baba_krk ale czego ty tu oczekujesz? Faktem jest że dziewczyna
                  Twojego kolegi chce przyjść na spotkanie i jak pisałam wczesniej
                  albo poprosisz go o spotkanie 1:1 albo spotkajcie się 1:2 bo nie
                  będzie wyjścia. Po co rozkładać to na czynniki pierwsze? Taka ich
                  decyzja i trzeba to uszanować.W końcu są parą.
                  Na kiedy się umówiłaś?
                  Dlaczego do niego nie zadzwonisz?
                  • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:28
                    Ale to nie ja rozkładam na czynniki pierwsze i uwierz, że w tym wątku nie
                    chodziło mi o to co ja mam zrobić w tej konkretnej sytuacji, bo ja wiem co mam
                    zrobić. I jeżeli będę chciała prosić o radę to założę inny wątek, w którym
                    będzie jasno wyrażona moja prośba.

                    W tym wątku chciałam TYLKO I WYŁĄCZNIE wiedzieć jak kwestia samotnego
                    wychodzenia ma się w innych związkach, poczytać wypowiedzi tych, którzy nie
                    widzą w tym problemu, racje tych którzy widzą, a także tej trzeciej grupy, która
                    najzwyczajniej w świecie nie czuje takiej potrzeby. I proszę trzymajmy się tematu :)
                    • catthe Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:35
                      Biedna Baba:D
                      Nie jest wcale łatwo być sławnym, co?;)
                      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:42
                        Rozmawiasz chyba sama ze sobą, przecież Baba to Twój drugi nick :P
                        • catthe Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:50
                          baba_krk napisała:

                          > Rozmawiasz chyba sama ze sobą, przecież Baba to Twój drugi nick :P

                          A kto tak rzekł? Bo ja nie w temacie chyba. Dopiero wróciłam z kawy
                          z penetracją i lodami:P
                          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:57
                            nikt, sama tak dla jaj napisałam :P
                            • catthe Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:09
                              baba_krk napisała:

                              > nikt, sama tak dla jaj napisałam :P

                              A już myślałam, że ktoś nas posądził:P
                              • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:13
                                jeszcze wszystko przed nami :D
                      • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:49
                        No więc ja nie chodzę na spotkania z 1:1 z kolegą i mój chłopak nie
                        chodzi na spotkania 1:1 z koleżanką. Na kawę jak chcemy pójść to
                        chodzimy razem. Nie czujemy potrzeby spotkań o które pytasz.
                        • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:54
                          No! I o to mi chodziło. Dzięki za odpowiedź.
                          • puszysta_gimnazjalistka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 14:07
                            A ja bym Ci jakiś medal dał, wiesz ?
                            • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 14:42
                              wolałabym miguela :D
                              może się znowu o coś założymy? l
                              • puszysta_gimnazjalistka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 14:56
                                Już Pospolitemu naopowiadałem, że Bolt dziś zejdzie poniżej 19 sek. na 200m,
                                może więc o to ?
                                • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:09
                                  chcesz wykorzystać moją niewiedzę? w taki sposób nijak nie wygram :P
                                  • puszysta_gimnazjalistka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:29
                                    Spoko, poniżej 19 sek. na 200, gdyby tak pobiegł to zostałby bogiem, chyba mu to
                                    nie grozi :)
                                    • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:37
                                      Ok. To zakładamy się o piwo i ja mówię, że powyżej 19 sek.? ;)))
                                      • puszysta_gimnazjalistka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:38
                                        Ok, ja mówię, że będzie miał 19.00 lub mniej, lubię taki hurra optymizm,
                                        poprawia mi nastrój :)
                                        • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:50
                                          No to ja, że od 19.01 w górę.
                                          I też wykazuję się optymizmem licząc na wygraną w temacie, o którym nie mam
                                          pojęcia :D
                                          • puszysta_gimnazjalistka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:54
                                            Jeżeli chodzi o Twoją wygraną to ułatwiłem Ci zadanie w sposób niemalże
                                            groteskowy :)
                                            • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 16:11
                                              No w końcu się ktoś nade mną ulitował ;)
          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 12:37
            No i zaczynasz niepotrzebnie analizować. Widzę, że źle zrobiłam dając taki, a
            nie inny przykład, bo mogłam po prostu zadać suche pytanie i czekać na odpowiedzi.
            Żebym mogła odpowiedzieć Ci na powyższe pytania, musiałabym opisać ich związek i
            dodać charakterystykę każdego z nich, a to w sumie nie miejsce na to.
            • agni-esz Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:00
              Nie mam przyjaciela więc nie chodzę na spotkania 1:1. Mój mąż też nie ma
              przyjaciółki i tez nie chodzi. Bardzo mnie to cieszy bo byłabym zazdrosna. Moi
              przyjaciele są jego przyjaciółmi i na odwrót więc nie rozumiem czemu miałby
              chodzić sam. Wyjście z kumplami na piwo lub spotkanie z pracy gdzie są również
              kobiety ok. Ale wyjście 1:1 nie, po co kusić los.
              • pat_pd Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:45
                Witam,
                Przeczytałam wszystko co napisaliście.
                Raz zgadzam się z Babą, raz z kimś innym.

                Ja mam ogromny problem, którego właściwie nie potrafię dobrze opisać.
                Wiem, że mój facet mnie nie zdradza, nie zdradzi i nie myśli o tym.
                Ufam mu, a jednak mam problem, żeby wychodził beze mnie. Oczywiście
                nie mówię o wyjściu na urodziny szefowej, czy na imprezę wigilijną w
                firmie...ale takim ogólnym wyjściu na piwo z ludźmi z pracy (bez
                okazji)..mam z tym ogromny problem.
                • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 13:56
                  Ale czy kiedyś coś przeskrobał, niekoniecznie mam na myśli zdradę, ale czy stało
                  się coś co zachwiało Twoim zaufaniem do niego? Albo czy ktoś przed nim solidnie
                  je nadwyrężył?
                  • pat_pd Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 14:00
                    No właśnie NIE, dlatego nazywam to problemem.
                    • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 14:10
                      Mój np. tez nie przeskrobał ale przeskrobały jego koleżanki.
                      Jakiś czas pracowaliśmy razem i nasze wspólne koleżanki strasznie go
                      adorowały. Jak coś im było trzeba pomóc to zwracały się tylko do
                      niego, zwierzały się mu za moimi plecami, bez mojej i nawet jego
                      wiedzy raz jedna nawet zapisała go do dentysty bo mówił że go ząb
                      boli. Zachowywały się jak by były jego dziewczynami. Przy mnie
                      zasypywał komplementami, kokietowały...itp. Może były zazdrosne....
                      Postawiłam sprawe jasno, że nie życze sobie takich sytuacji, że jest
                      to dla mnie krępujące, że traktują mnie jak powietrze i się
                      skończyło. Niestety kobiety takie są.Po tym co widziałam wolę aby
                      się nie spotykał 1:1 z koleżanką.Na szczęście nie ma parcia na takie
                      spotkania.
                      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 14:46
                        Ty piszesz, że kobiety takie są, ktoś wcześniej napisał, że facet spotykając się
                        z jakąkolwiek kobietą (zakładam, że jednak z pominięciem tych z rodziny ;)),
                        zawsze widzi w niej obiekt seksualny. Może lepiej przestać uogólniać aż tak
                        bardzo, bo inaczej wszyscy powinni się zamknąć w domach, bo poza nimi czai się
                        zło :D

                        Ja tylko przypominam, że poza skrajnymi przypadkami, chęć musi być z obu stron -
                        inaczej nic się nie stanie.
                        • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:16
                          Zgadzam się z Tobą że nie można uogulniać ale każdy ma inne
                          doświadczenia. Ja mialam takie a nie inne i dlatego takie mam
                          podejście do sprawy. Ufam mojemu facetowi i wim, że mnie nie zdradzi
                          ale nie chciała bym żeby jakaś koleżanka go kokietowała. Nie chcę
                          żeby się znalazł w takiej sytuacji.
                          Może partnerka Twojego kolegi ma podobne podejście. Nie wie czego
                          może się spodziewać po Tobie bo Ciebie nie zna.

                          Ostatnio miałam taka sytuację. Mój luby wyjechał w delegację na
                          kilka miesięcy gdzie współpracował z samymi dziewczynami, mieszkał w
                          hotelu a do domu przyjeżdżał raz na 2 tyg. Te dziewczyny były
                          oddelegowane z innych miast. Akcja się zakończyła i wszyscy się
                          rozjechali w swoje strony.
                          Mój wrócił do domu i pewnego wieczoru o 22:00 telefon. Dzwoni
                          koleżanka z delegacji. Mój wychodzi porozmawiać. Nie ma go i nie ma.
                          Jak wrócił pytam sie kto dzwonił o takiej porze? Koleżanka. A co sie
                          stało? A nic ,tak pogadać.Ale o czym? O pracy? Nie, o niczym tak
                          poprostu.
                          No i ja tego nie rozumiem. Nigdy więcej jej nie zobaczy bo pracują w
                          różnych miastach, łączył ich tylko wyjazd służbowy a tu ona w nocy
                          dzwoni i gada o niczym. Wiem, że ich nic nie łączyło ale po co
                          zawraca głowę? Takie kobiety są jak lep. A że mój chłopak jest
                          dobry, uprzejmy, zawsze pomoże i wysłucha to wykorzystują to.
                          Dużo miałam gorszych doświadczeń z jego koleżankami. Jedna wysyłała
                          mu sprośne maile. Na litość Boską! Jak sobie przypomne tą akcje to
                          aż mnie telepie. I dziwisz mi się, że nie chcę zgadzać się na
                          spotkania z koleżankami?
                          • gruby_brzydal Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:22
                            No to nie chcesz zgadzać się na jego spotkania z koleżankami, czy żadne z was
                            nie czuje potrzeby i chęci takich spotkań i jemu zawsze jest beznadziejnie,
                            kiedy Ciebie nie było...?
                          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:35
                            Spójrz na to z innej strony. Ludzi poznajemy przez całe życie, czy to na
                            wakacjach, czy w pracy, czy przez wspólnych znajomych. Część z tych osób to są
                            przelotne znajomości, ale z części może się wykluć coś fajnego, co z czasem
                            zmieni się w przyjaźń. Przecież znajomości nie tylko muszą być z jednej ławki w
                            podstawówce? Związek nie oznacza, że już się jest zamkniętym na nowe znajomości.
                            I oczywiście chodzi mi o tylko koleżeńsko-przyjacielskie relacje.

                            Być może Twój facet ją polubił, ona jego i oboje chcą podtrzymywać znajomość i z
                            czasem być może chciałby, żebyście się poznały.

                            A że zadzwoniła o 22... różne sobie ludzie godziny dzwonienia wybierają. Do mnie
                            zdarza się, że znajomi dzwonią jeszcze później, bo wiedzą, że i tak spać nie
                            będę, a np. dla mojej mamy, która kładzie się o wcześniejszej porze, byłoby to
                            nie do pomyślenia.

                            Nie chcę bronić tej dziewczyny, ale też nie zakładaj z góry, że jest kolejną
                            kokietką, która chce poderwać Ci faceta. Najlepiej jego zapytaj co on o niej
                            myśli i jakie połączyły ich relacje.
                      • catthe Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:07
                        dassmina napisała:

                        > Niestety kobiety takie są.Po tym co widziałam wolę aby
                        > się nie spotykał 1:1 z koleżanką.Na szczęście nie ma parcia na
                        takie
                        > spotkania.

                        I Ty też taka jesteś jako kobieta? Czy Ty jesteś kobietą szczególną?
                        Czy jakąs 'nadkobietą'?
                        • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:20
                          Nie jestem taka. Nie podrywam facetów, szanuję czyjeś związki.
                          Może źle się wyraziłam że kobiety takie są ale wiele takich znam.
                          Moi koledzy wiedzą że mam kogoś i nie zachowują się w stosunku do
                          mnie tak jak koleżanki mojego chłopaka.O to mi chodziło.
                          • gruby_brzydal Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:23
                            Czyli Ty możesz się spotykać z kolegami, bo oni szanują wasz związek; to Twój
                            facet nie może się spotykać z koleżankami, bo one "takie są" i czyhają tylko na
                            to, aby ów związek zniszczyć :)
                          • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:30
                            gruby_brzydal.już Ci odpowiadam
                            Otóż nie czuję potrzeby spotykania się z kolegą 1:1 ani mój chłopak
                            z koleżanką 1:1. Po kilku akcjach sam przyznał że to nie jest do
                            niczego potrzebne bo przez zachowania koleżanek są problemy. Miał
                            jedną fajną koleżankę ale jak się dowiedziała że jesteśmy razem to
                            się odsuneła na bok. Chyba była w nim zakochana. Spotykamy się
                            często ze znajomymi parami i takie spotkania towarzyski nam
                            wystarczają.
                            • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:32
                              NIE, nie spotykam się sama z kolegą czy kolegami
                              • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:41
                                A! I jeszcze jedno. Był ostatnio na imprezie firmowej. Jak wrócił to
                                powiedział, że jest szczęśliwy że mnie ma i patrząc na koleżanki z
                                imprezy docenia to szczęście. Tak, często mi takie rzeczy mówi.
                                • catthe Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:48
                                  dassmina napisała:

                                  > A! I jeszcze jedno. Był ostatnio na imprezie firmowej. Jak wrócił
                                  to
                                  > powiedział, że jest szczęśliwy że mnie ma i patrząc na koleżanki z
                                  > imprezy docenia to szczęście. Tak, często mi takie rzeczy mówi.

                                  Mój Miś też mi często tak mówi.
                                  • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:51
                                    Pędze do mojego Ukochanego ;-)
                                    Do jutra!
                                  • dassmina Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 15:56
                                    Uciekam do mojego Ukochanego ;-)
                                    Do jutra!
Pełna wersja