Dodaj do ulubionych

Definicja głupiej ci...

27.08.09, 15:24

Najpierw tekst

A teraz odniosę się do cytatu: "Kobiety przyznały się do winy, jednak zastrzegają, że plagiat zrobiły nieumyślnie"

No co za czysta bezczelność, jak do diabła można nieumyślnie dopuścić się plagiatu, no niech mi ktoś wytłumaczy, czy naprawdę wszyscy muszą brać przykład z polityków ?
Obserwuj wątek
    • bertrada Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 15:28
      Może po prostu pisały tą pracę na zasadzie kopiuj wklej. Tak jak większość
      studentów. Mogły nie wpaść na to, że to jest plagiat, zwłaszcza jak nikt im nie
      powiedział o tym wcześniej. Musiały się komuś narazić, że to się skończyło w sądzie.
          • funny_game Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 15:35
            Według mnie: nie.
            Ale powinno się w przypisie zaznaczyć jakieś "por." czy "zob. też").
            Prace licencjackie czy magisterskie bardzo rzadko są samodzielne od A do Z.
            Ale zrobienie kopiuj-wklej, bez ujęcia w cudzysłów, bez odnośnika, to
            zdecydowanie plagiat.

            Starałam się nie wklejać definicji plagiatu np. z wiki, bo byłby to plagiat :F
        • bertrada Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 15:50
          No można nie wiedzieć. Na niektórych uczelniach a nawet w szkołach średnich i
          wcześniejszych, tłuką do głów uczniom i studentom definicje plagiatów i ścigają
          ich za takowe nawet w pracach domowych. Ale większość placówek edukacyjnych nie
          zawraca sobie tym głowy.
          Teoretycznie promotor już na pierwszym spotkaniu powinien wyjaśnić magistrantom
          co i jak. Powinien też dać im to wszystko na piśmie. Powinien też sam czytać co
          mu student przyniesie. Ale to też jest fikcja. Promotorom chodzi tylko o to,
          żeby jak najszybciej praca była napisana i złożona do dziekanatu. Mało kto w
          ogóle czyta takowe. Podobnie jest z recenzentami. Też rzadko który w ogóle
          przekartkowuje pracę, o czytaniu w ogóle nie ma mowy.
          A jak nikt się tym nie przejmuje to potem jak ktoś ma pecha i natrafi na
          jakiegoś upierdliwego recenzenta, to ma problem. Zwłaszcza że to niekoniecznie
          musi być recenzent. Może to być ktokolwiek kto przeczyta pracę i zauważy że jest
          to plagiat i zgłosi to odpowiednim służbą.
    • liisa.valo Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 15:40
      Słuchaj, ja ci powiem jak można nieumyślnie zrobić plagiat, sama zrobiłam na I
      roku studiów.

      Na I roku pisaliśmy prace zaliczeniowe. I polazłam do gościa na omówienie pracy,
      a on, że wszystko w porządku itd., po czym otwiera pracę na n-tej stronie, gdzie
      znajduje się podkreślone zdanie i mówi: To jest cytat z ksiązki profesora
      takiego-a-takiego. Więc ja, że niemożliwe, bo ja tej książki nie miałam w ręku w
      ogóle. On: Ale naprawdę, to jest mój szef, ja wiem. Ja idę w zaparte, że miałam
      tę książkę w konspekcie i on (wykładowca) mi ją sam wykreślił, mówiąc, że na nic
      się nie przyda, nie ma sensu czytać, więc w ogóle jej nie wypożyczałam.
      Faktycznie, dziwna sytuacja, nie? Wychodzi na to, że na I roku myślę identycznie
      jak profesor :D

      Po chwili okazało się, skąd się wziął w mojej pracy kryptocytat. Z profesorem -
      autorem książki mieliśmy wykłady i on na wykładzie posłużył się takim
      spostrzeżeniem. A ja je sobie zapamiętałam, nie pamiętając już, że to jego
      wykład był, wzięłam za swoją genialną myśl :)
      Uśmialiśmy się z tego wtedy.
        • liisa.valo Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 15:47
          Ale ja nie odnoszę się do tej sytuacji, ja odpowiadam na pytanie, jak można
          nieumyślnie zrobić kryptocytat. Inny przykład:
          do magisterki robiłam notatki z opracowań na kompie. Oprócz notatek z
          opracowania, robiłam obok nich własne uwagi do wykorzystania przy pisaniu.
          Wystarczyłoby, żebym nie zaznaczyła co cytatem, a co moją myślą i mogłabym się
          wpakować w podobny bigos. Więc można, nawet nie przez głupią cipę, ale
          roztrzepanie, niedopatrzenie. To oczywiście nikogo nie usprawiedliwia i zostały
          już za to ukarane, i bardzo słusznie, ale też nie powód, żeby je wyzywać zaraz.
              • liisa.valo Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 15:56
                Twoim zdaniem tak, ale sądy są różne, także głupie, a my akurat karnistami nie
                jesteśmy.
                Podałam tylko przykład na możliwość popełnienia tzw. nieumyślnego plagiatu przez
                niedopatrzenie i bezmyślność, a niekoniecznie przez perfidię. A poza tym w ogóle
                jestem przeciwniczką wieszania psów na ludziach i posuwania się do obelg w necie
                (też karalnych) na podstawie jednego artykułu.
          • bertrada Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 15:55
            Dlatego mój promotor sugerował, żeby każdy akapit opatrzyć stosownym
            odnośnikiem, np na podstawie "XYZ" Ksawerego Iksińskiego, str 145-152. I wtedy
            nikt nie zarzuci, że to plagiat ani nikt mi nie zarzuci, że jakieś głupoty
            wyssane z palca napisałam.
            • liisa.valo Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 15:58
              Też tak robiłam, ale chociaż zob. też, por. itp.
              Chociaż część rzeczy wymyślałam sama w mojej pracy (promo powiedział, że taka
              odważna praca i że nawet z nim samym się wiele razy nie zgadzałam :) więc tu
              siłą rzeczy było bez przypisu. Ale też często pisałam np. "Inaczej na tę sprawę
              patrzy taki-a-taki..."
    • bertrada Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 16:00
      Mam jeszcze jedno spostrzeżenie. Czy przypadkiem promotor, który puścił taką
      pracę nie powinien być sądzony za współudział. A przynajmniej ponieść jakąś
      uczelnianą karę za olanie swoich obowiązków. W końcu za to mu płacą, żeby czytał
      prace i zapobiegał takim wpadkom.
      • liisa.valo Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 16:02
        Właściwie to tak. W moim przypadku facet jedno czy dwa zdania z całej pracy
        wychwycił. Zarzut jakiś taki jak w przypadku wypadku na lekcji w szkole -
        niedopełnienie obowiązków.

        Możliwe, że to taki promotor jak z koziej dupy waltornia.
          • liisa.valo Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 16:11
            U nas akurat promotor musiał być w temacie - taki był wymóg, czego dowodem, że
            mi z moim tematem dwie osoby odmówiły.
            Poza tym jak słusznie wyżej zauważyłeś tu nie chodzi o jedno zdanie czy jeden
            akapit - więc powinien był zauważyć. To tak jak ostatnio w Opolu z dzieciakiem,
            który sobie zęby na wf-ie wybił, też można powiedzieć: Trudno, żeby wuefista na
            zajęciach pozalekcyjnych miał na oku wszystkie dzieci jednocześnie. Trudno, ale
            skoro się podejmuje, powinien włożyć w to trochę wysiłku jednak.
          • bertrada Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 16:12
            Promotor promuje pracę z danej tematyki. Najczęściej dość wąskiej. I w związku z
            tym wypadałoby żeby znał wszystkie publikacje jakie sie kiedykolwiek pojawiły.

            Można też zrobić tak jak pewien promotor z prawa na UJ. Studenci musieli na
            spotkania przynosić wszystkie książki z których korzystali. I on sprawdzał, czy
            faktycznie cytaty się zgadzały. I czy wszystkie książki zostały wykorzystane i
            czy przypadkiem nie ma jakiś fragmentów nie wiadomo skąd przepisanych.
              • bertrada Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 16:24
                Zważywszy na to, że polskie uczelnie są w 99% odtwórcze a nie twórcze, a praca
                naukowa polega głównie na wertowaniu publikacji i dowiadywaniu się co w wielkim
                świecie nauki słychać, to jestem przekonana, że statystyczny pracownik
                uczelniany doskonale zna publikacje ze swojej działki. W końcu sam pisuje różne
                prace na podstawie tego co przeczyta i na tej samej podstawie przygotowuje się
                do wykładów i ćwiczeń.

                Każdy promotor prowadzi seminarium mgr z określonej tematyki. To jest coś w
                rodzaju wykładów. A wykładowca prowadzący zajęcia z jakiegoś przedmiotu jest
                zobowiązany znać wszystkie publikacje jakie się pojawiły. Chociażby dlatego,
                żeby być na bieżąco z tym co się w danej dziedzinie nauki na świecie dzieje. I
                studenci, na podstawie tego co ich interesuje, wybierają sobie konkretnego
                promotora i konkretne seminarium.
                • baba_krk Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 16:43
                  Berta nie do końca mogę się zgodzić. Załóżmy, że jest student filologii
                  angielskiej, ma on do wyboru pisanie pracy z językoznawstwa, albo na bardziej
                  literacki temat. Wybiera literacki no i tutaj znowu może wybrać czy interesuje
                  go lit. z UK czy z USA. Wybiera USA i tym samym promotora, który "specjalizuje"
                  się w tej literaturze. Aaaaaaaaaaaaale specjalizuje nie oznacza, że zna
                  wszystkich możliwych autorów i wszystkie napisane przez nich dzieła. No
                  normalnie nie ma bata.

                  Moja promotorka pracuje w zawodzie od lat, jest b. oczytana, a mimo wszystko ja
                  sobie wynalazłam autorów, o których ona w życiu nie słyszała i których dzieła u
                  nas są niedostępne.
                  • bertrada Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 18:55
                    No bo to jak zwykle jest zderzenie teorii z praktyką. Teoretycznie promotor,
                    który nie jest specjalistą z danej tematyki, nie powinien promować prac z tego
                    tematu. Teoretycznie wcale nie jest tak, że student ma całkowitą dowolność w
                    wyborze tematu. Temat może mu być narzucony odgórnie, podobnie jak i lista
                    lektur. I tak jest w niektórych uczelniach. Albo jest pula tematów na dany rok,
                    wraz z zakresem materiału, jaki ma obejmować i studenci sobie wybierają, albo
                    promotor na bieżąco wymyśla coś dla każdego studenta.
                    A nawet jak student sobie wybierze temat, to promotor ma prawo się na ten wybór
                    nie zgodzić, albo całkowicie albo częściowo. Nie może być tak, że promotor nie
                    ma zielonego pojęcia o tym co promuje. A jak dochodzi do sytuacji, kiedy praca
                    zaczyna wymykać się wiedzy promotora, to promotor powinien z powrotem skierować
                    ją na właściwe tory, albo polecić magistranta komuś bardziej kompetentnemu.

                    A w praktyce każdy chce jak najwięcej i jak najszybciej prac odfajkować i nikt
                    się niczym nie przejmuje. Promotorzy przyjmują każdy temat jaki sobie student
                    wymyśli, nie czytają tych prac w ogóle i podpisują jak leci. Po prostu, skoro
                    nie ma nad tym żadnej odgórnej kontroli, to nikt nie jest idiotą, żeby sobie
                    dokładać roboty.
                    • baba_krk Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 19:16
                      Po pierwsze nie wyobrażam sobie sytuacji, że to promotor mi narzuca temat. Na
                      seminarium chodziłam, a i owszem, ale gdybym musiała pisać pracę na którykolwiek
                      z tematów poruszanych na seminarium, to bym sobie chyba w łeb strzeliła. No więc
                      sama sobie wymyśliłam temat i przeszedł. Wiem, że niektóre osoby nie miały tyle
                      szczęścia, ale to dlatego, że wybrały złe aspekty danego tematu, albo za
                      szerokie (a to nie była praca doktorska, żeby się tak rozpisywać), albo zbyt
                      wąskie (i też nie licencjat, żeby spłodzić raptem 30 stron). Tak więc owszem,
                      promotor musiał interweniować, ale w sensie lepiej ukierunkować, doprecyzować
                      temat. Zdarzyły się też osoby, które po 4 latach studiowania nie miały fantazji
                      o czym by tu pisać, więc im promotorka wymyśliła tematy i podpowiedziała
                      bibliografię.
                      Nie wiem jak jest na innych uczelniach, czy po prostu wydziałach, ale u mnie
                      prace były sprawdzane: donosiliśmy na bieżąco rozdziały i otrzymywaliśmy je
                      poprawione, a przynajmniej z jakimiś notkami i sugestiami, które świadczyły o
                      tym, że promotor je czytał. Więc w sumie też nie ma co uogólniać, że wszyscy się
                      opieprzają i zlewają czytanie prac.
                      • bertrada Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 19:37
                        To wszystko zależy od promotora i zwyczajów panujących na danym wydziale. Nie ma
                        żadnych odgórnych wytycznych. Wszystko zależy od tego jak się komu trafi.

                        Nie mniej jednak większość prac albo jest plagiatami, albo nie spełnia
                        formalnych wymogów pracy mgr, albo ich poziom merytoryczny kwalifikuje je do
                        wyrzucenia, albo mają wszystkie mankamenty na raz. I nikt nie robi z tego
                        żadnego problemu. Dziewczyny najwyraźniej miały pecha. I jak to ktoś bystrze
                        zauważył w komentarzach pod artykułem, zapewne stały się ofiarami jakiegoś
                        wewnątrzuczelnianego konfliktu. Normalnie recenzent nie robi bydła promotorowi i
                        nie podważa promowanej przez niego pracy ani oceny tej pracy. Co najwyżej może
                        po cichu mu zwrócić uwagę, że coś jest nie tak i trzeba to poprawić. W końcu
                        najczęściej są to koledzy jak nie z tego samego to z sąsiedniego pokoju. A na
                        UMK podobno jest nowy rektor, który robi jakieś czystki, więc pracownicy są
                        podzieleni na dwa wzajemnie zwalczające się obozy.
                • puszysta_gimnazjalistka Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 20:28
                  Nie ma żadnych szans, żadnych, mój znajomy na przykład pisał magisterkę z
                  optymalizacji grafiki komputerowej, nie wiem czy sobie wyobrażasz jak wiele
                  publikacji istnieje na ten temat, najlepszy promotor na świecie nie ma prawa
                  znać nawet promila wszystkich akademickich tekstów na ten temat.
                  • liisa.valo Re: Definicja głupiej ci... 27.08.09, 21:06
                    A plagiat można jeszcze po stylu wykryć, tym bardziej prac polskojęzycznych, tym
                    bardziej, jesli plagiat to nie jedno - dwa zerżnięte skądś zdania. Nie mając w
                    dziedzinie sprawdzania prac wielkiego doświadczenia na praktykach w gimnazjum
                    potrafiłam wskazać, w którym miejscu zaczyna się "kopiuj-wklej" z internetu
                    właśnie na podstawie zmiany stylu. Myślę sobie, że doświadczony pracownik
                    naukowy, jeśli czyta pracę, też powinien sobie poradzić.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka