Dodaj do ulubionych

hej wielodzietni z Ursynowa!

08.04.10, 23:53
z wyboru czy z przypadku - skąd tyle dziatków? - o to nikt nie zapyta
(chyba) choć będzie (tylko przysłowiowa: gruba) ryba (niejedna
zresztą).

A serio: ursynowscy wielodzietni są zaproszeni na spotkanie w
ursynowskim ratuszu (14 kwietnia, godzina 17, niewielkie szczegóły na
www.ursynow.pl).

Samorządowcy chcą chyba zapytać: "can I help You?".

Może warto odpowiedzieć?

Bądź co bądź, to dzięki trudowi wielodzietnych będzie miał kto
pracować na emerytury bezdzietnych...
i małodzietnych...

Może warto spróbować zadbać o dziś i jutro naszych dzieci?

Może warto spróbować zadbać o wyrównanie szans jedynaków, parek i
naszej trójki, czwórki, szóstki, dla której też musi wystarczyć jedna
pensja?

Może warto pokazać, że jesteśmy tu, na Ursynowie, że kochamy naszą
gromadkę i jesteśmy gotowi zainwestować czas i podjąć ryzyko, by
spróbować zrobić coś tam, coś tam, co sami wymyślimy, by naszym
"młodym" żyło się lepiej i dostatniej?

Może warto skorzystać z zaproszenia i zrobić dużo więcej, niż
spodziewają się gospodarze tego spotkania?

Wielodzietni! Dajmy czadu!
Obserwuj wątek
    • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 13.04.10, 16:30
      crayka napisała:

      > z wyboru czy z przypadku - skąd tyle dziatków? - o to nikt nie zapyta
      > (chyba) choć będzie (tylko przysłowiowa: gruba) ryba (niejedna
      > zresztą).
      >
      > A serio: ursynowscy wielodzietni są zaproszeni na spotkanie w
      > ursynowskim ratuszu (14 kwietnia, godzina 17, niewielkie szczegóły na
      > www.ursynow.pl).
      >
      > Samorządowcy chcą chyba zapytać: "can I help You?".
      >
      > Może warto odpowiedzieć?
      >
      > Bądź co bądź, to dzięki trudowi wielodzietnych będzie miał kto
      > pracować na emerytury bezdzietnych...
      > i małodzietnych..

      Nie kochana. Na moja emeryturę mam co miesiąc odprowadzane składki. I nie liczę
      na to, ze jakikolwiek potomek wielodzietnych będzie mnie utrzymywał. Co więcej,
      co miesiąc dokładam sie do utrzymania rodzin wielodzietnych, gdyż z moich
      podatków finansowana jest opieka społeczna, a gros rodzin wielodzietnych
      korzysta z jej pomocy.
      >
      > Może warto spróbować zadbać o dziś i jutro naszych dzieci?
      Moich dzieci tak. Mam tyle na ile mnie stac ( bliźniaki) i nie widzę powodu dla
      którego miałabym jeszcze finansować innych.
      >
      > Może warto spróbować zadbać o wyrównanie szans jedynaków, parek i
      > naszej trójki, czwórki, szóstki, dla której też musi wystarczyć jedna
      > pensja?
      A może warto się zastanowić nad rozmnażaniem sie bez ograniczenia? Jeśli nie
      stac mnie na 5-6-8 warto poprzestać na jedynaku?
      >
      > Może warto pokazać, że jesteśmy tu, na Ursynowie, że kochamy naszą
      > gromadkę i jesteśmy gotowi zainwestować czas i podjąć ryzyko, by
      > spróbować zrobić coś tam, coś tam, co sami wymyślimy, by naszym
      > "młodym" żyło się lepiej i dostatniej?
      Mów za siebie a nie wszystkich mieszkańców Ursynowa. Powtarzam, jeśli kogos nie
      stać na gromadkę niech kontroluje rozród. I przyjmie do wiadomości , że dzieci
      kosztują.
      >
      > Może warto skorzystać z zaproszenia i zrobić dużo więcej, niż
      > spodziewają się gospodarze tego spotkania?
      >
      > Wielodzietni! Dajmy czadu!
      Dajcie czadu czyli...... Wyciągniecie rączke do władz dzielnicy, żeby dopłacało
      Wam do czynszów, dawało wszelkiego rodzaju przywileje kosztem innych? NIE!!!!
      Wasze dzieci - Wasz problem. Jesli macie pieniądze, siły, czas, energię itd -
      możecie fundowac sobie nawet drużyne piłkarską, ale tylko i wyłacznie na swój
      rachunek.
      Wstrętni egoiści.
        • silvio1970a Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 13.04.10, 20:43
          jan-w napisał:

          > Podpisuję się wszystkimi rękami. Każdy ma prawo do dowolnych
          kaprysów, ale na
          > swój koszt.

          swoista definicja wolności, demokracji i państwa prawa. w 100%
          zgodna z wykładnią autorytetów błeee... moralnych.

          czy ktoś tu się niegdyś nie powoływal na ideały solidarności, przez
          małe czy duże S, czy ktoś tu nie "murderuje" pod egidą konsorcjum
          zbudwanego na jej symbolu?

          odpowiedz Janie-W. przedw wszystkim sobie!


      • volta2 Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 14.04.10, 09:24
        protozoa już nam się zwierzyłaś z tego, jak kontrolujesz rozród -
        wybacz, nie wszyscy podzielają twoje przekonnia i poglądy - i pora
        to przyjąć do wiadomości wreszcie

        nie każdy ma możliwość znalezienia dyskretnego lekarza, który wpisze
        w dokumentację medyczną co trzeba i po koleżeńsku - nie weźmie kasy.
        nie każdy ma takiego farta jak ty, więc się tu nie wymądrzaj.

        a nawet jak ma możliwość, to niekoniecznie chce z tego korzystać

        są ludzie na tym świecie gdzie trzecie dziecko w rodzinie nie urasta
        do rangi tragedii antycznej, przyjmuje się je normalnie i też kocha.

        sama nie wiem, czy ludziom z większą ilością dzieci należą się
        jakieś ulgi czy prefernecje, ale żeby taki najazd zrobić - mimo
        wszystko do głowy by mi nie przyszło.
        z drugiej strony patrząc- chyba lepiej by to na ursynowie ludzie
        mieli więcej tych dzieciaków niż na popegeerowskiej wiosce w
        zachodniopomorskiem, na przykład(takie dzieciaki już z miejsca są
        skazane na gorsze warunki, nie tylko w rodzinie wielodzietnej,
        założę sie że i tamtejszym jedynakom lekko nie będzie w przyszłości)


        nie jest to tylko do ciebie, tak mi się po prostu pod twoją
        wypowiedzią ulało...



      • crayka Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 13.04.10, 23:15
        Spotkanie zostało przełożone na następną środę - reszta bez zmian - o
        godz. 17 w sali 136.

        A odnośnie postów przeciwników wielodzietności:
        powielanie stereotypów, utożsamiających wielodzietność z beztroską
        prokreacją, biedą i patologią oraz roszczeniowymi postawami nie służy
        niczemu dobremu. I nikomu.

        Nasze składki, które teraz odkładamy są niezwłocznie,
        aktualnie konsumowane. Systemowi emerytalnemu grozi zapaść.
        Prognozy ekonomiczne są nieciekawe - jeśli się nic nie zmieni, to za
        30 lat jeden pracujący będzie przypadał na 4 niepracujących (bo teraz
        mamy za mało dzieci, a dzisiejsi aktywni zawodowo będą żyć długo - i
        oby dostatnio...). Tyle ekonomicznie.

        Teraz - bardziej patetycznie: te dzieci (mające kilkoro rodzeństwa i
        mniej kasy per capita w rodzinie) już są, chodzą do przedszkola i
        szkoły z Waszymi jedynakami i parkami. Czy mają ponosić
        odpowiedzialność za (przyjmijmy - beztroskie) decyzje swoich
        rodziców? Czy oczywisty fakt istnienia tych dzieci nie powinien
        skłaniać do przyjęcia postawy: wszystkie dzieci są nasze?
        Osobom nastawionym bardziej pragmatycznie powiem, że to się im i ich
        jedynakom naprawdę opłaci!
        Zapewnienie zbliżonych warunków, możliwości rozwoju i partycypacji
        wszystkim dzieciom (bez względu na to, ile mają rodzeństwa!)
        zmniejszy liczbę dzieci sfrustrowanych (a więc - zgodnie z literaturą
        psychologiczną - agresywnych), zagrożonych różnej maści wykluczeniem
        - a w dalszej perspektywie - wykluczonych.
        Nasi jedynacy będą mieli więcej fajnych, sympatycznych, mądrych,
        wrażliwych kolegów w przedszkolu i klasie, potem w pracy.

        Jak nasi jedynacy będą przeżywali trudności, to nie wpadną od razu w
        "złe towarzystwo" na podwórku, lecz spotkają mądrych, wspierających
        kolegów. Nie uda się wychować dziecka pod kloszem, za ogrodzeniem. A
        nawet, gdyby się udało - to w końcu wsiądą do metra.

        Moim zdaniem, rodzice kilkorga dzieci mają wiele specyficznych dla
        dużych rodzin problemów (nie zawsze i nie tylko finansowych) i w celu
        ich rozwiązania wcale nie muszą sięgać do kieszeni rodzin z jednym
        dzieckiem.

        Trzeba zidentyfikować te trudności, wspólnie podjąć działania na
        rzecz ich rozwiązania. Liczna rodzina to naprawdę nie jest synonim
        biedy i patologii!!! Chociaż, tak też się zdarza.
        Ale rodzina z jednym, dwójką dzieci też nie jest synonimem rodziny
        sielskiej anielskiej. I to też jest prawda!
        Skończę to pisanie, bo za chwilę zacytuję Księdza Tischnera definicję
        prawdy i mój post wyląduje na oślej ławce.

        pozdrowienia szczególne dla tych, którzy pragną dla wszystkich
        dzieciaków dobrego życia, bez względu na to, w jak licznej rodzinie
        przyszło im żyć i dla tych, którzy gotowi są rozważyć, czy może im
        takie pragnienie się jednak opłaci
        crayka
        • jan-w Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 13.04.10, 23:27
          1. Manipulacja. Nie "przeciwników wielodzietności", ale przeciwników beztroskiego płodzenia dzieci bez zastanowienia czy jest się w stanie zapewnić im odpowiednie warunki. Pomijając marginalne wypadki losowe (np śmierć któregoś rodziców) większość potrzebujących pomocy rodzin wielodzietnych powstaje właśnie w ten sposób.
          2. Przyjmując rozumowanie "ale to już się stało" należało by akceptowac wszelkie aspołeczne postawy. Zaparkował ktoś na trawniku? Trawnik już jest zniszczony i nalezy to przyjąć do wiadomości. Pogryzł kogoś pies? Założenie mu kagańca przecież nie zlikwiduje rany ofiary. Itd.
          A wezwanie "dajmy czadu" jest kuriozalne. Dzieci którymi rodzice się nie zajmują właśnie dają czadu. Wszyscy odczuwamy tego skutki.
          • crayka Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 13.04.10, 23:48
            jan-w napisał:

            > 1. Manipulacja. Nie "przeciwników wielodzietności", ale
            przeciwników beztroskiego płodzenia dzieci bez zastanowienia czy jest
            się w stanie zapewnić im odpowiednie warunki.
            1. Stereotyp - wielodzietność = ubóstwo

            Pomijając marginalne wypadki losowe (np śmierć któregoś rodziców)
            > większość potrzebujących pomocy rodzin wielodzietnych powstaje
            właśnie w ten sposób.

            > 2. Przyjmując rozumowanie "ale to już się stało" należało by
            akceptowac wszelkie aspołeczne postawy. Zaparkował ktoś na trawniku?
            Trawnik już jest zniszczony i nalezy to przyjąć do wiadomości.
            Pogryzł kogoś pies? Założenie mu kagańca przecież nie zlikwiduje rany
            ofiary. Itd.
            2. Samochód odholować, zasiać trawę na nowo. Założenie psu kagańca
            uchroni innych (jeśli chory na wściekliznę - wyleczyć, nie da się -
            uśpić)

            A dzieci naprawdę już są i żadne z analogicznych do powyższych
            rozwiązań chyba nie wchodzi w grę? Można też udawać, że ich nie ma...


            > A wezwanie "dajmy czadu" jest kuriozalne. Dzieci którymi rodzice
            się nie zajmują właśnie dają czadu. Wszyscy odczuwamy tego skutki.

            Znowu stereotyp: "nie zajmują się dziećmi".
            A wezwanie "dajmy czadu" powszechnie rozumiane jest jako zachęta do
            zdecydowanego działania.
            Wielu rodziców na Ursynowie ma więcej niż 3 dzieci i nie mają powodów
            do czucia się z tego powodu gorszymi. Chociaż, jak czytam posty w tym
            wątku, to myślę, że postawy ich sąsiadów mogą to zmienić
            • vortex_p Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 00:47

              > 1. Stereotyp - wielodzietność = ubóstwo

              Istotnie, nie każda rodzina wielodzietna jest uboga. Znam gościa, który ma
              trójkę dzieci, ale zarabia koło 20 tys. miesięcznie. Ciekawe, ile rodzin
              wielodzietnych może pochwalić się dochodami może nie tak dużymi jak wspomniane,
              ale na tyle wysokimi, by nie wyciągać rąk po pomoc.
              • allija Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 04:08
                takie mam dziwne uczucie po przeczytaniu tego co powyżej, że zwyczajnie
                jesteście podli, egoistyczni i wstrętni materialiści.
                Ja nie jestem wielodzietna a na swoje dzieci pracuję wspólnie z mężem,
                mam wystarczająco aby zapewnić im to czego potrzebują a nawet nie
                potrzebują. W dodatku tych dzieci jest dwójka wiec nawet na emeryturę
                moja i męża zapracują, do nikogo ręki wyciagać nie muszę. Dlatego mogę
                powiedzieć, bedąc z drugiej strony, to co powiedziałam.
                Przykre. Szcególnie z ust lekarza /o ile dobrze pamieęam/, który jakieś
                tam wartosci humanistyczne powinien reprezentować z założenia, że
                przypomnę

                DEKLARACJA GENEWSKA
                czyli zmodyfikowana przysięga Hipokratesa

                Przysięgam uroczyście że,

                życie moje poświęcę służbie ludzkości;...

                mieć będę najwyższy szacunek dla życia ludzkiego już od chwili jego
                poczęcia;
                ...

                na mój honor uroczyście oświadczam, że tej przysięgi dochowam.


                Pewnie jest w tym jakaś racja że nie zawsze rodziny wielodzietne mają
                wystarczająco środków materialnych na utrzymanie. Jednak nikt nie może
                mieć pewności że jeśli dziś zarabia 20 tys i ma troje /czy wiecej/
                dzieci to za rok, dwa, będzie nadal tymi środkami dysponował, a może
                straci pracę? zachoruje? umrze współmałżonek?. I co wtedy?
                Po drugie, nie widzę jakiegoś nawału rodzin wielodzietnych. Osobiście
                znam tylko jedną, z 4. dzieci i to też pewnie tylko dlatego, że trzej
                pierwsi to chłopcy i dopiero ostatnia dziewczynka, najwyraźniej
                wyczekiwana. W dodatku ta rodzina nie jest biedna.
                W końcu, jeśli naprawdę jest problem z wielodzietnymi rodzinami to chyba
                lepiej sprawdzi się uświadamianie i wychowywanie, pewnie na wsiach i w
                mniejszych miastach szczególnie. Ale z tego co słychać to w Polsce jest
                akurat problem odwrotny, spadek dzietności.
                W końcu - jeśli w Polsce byłyby godziwe zarobki to żadna rodzina z
                pracującym rodzicem nie musiałaby korzystać z pomocy. Przeciętna pensja
                u nas /rzeczywista, bez kominów/ to 2500 zł brutto. Za to ciężko jest
                utrzymać jakąkolwiek rodzinę. Może warto i o tym pomyśleć, tak
                konstruktywnie bardziej i nie tylko w ten sposób, że np. pielęgniarka
                nie może mieć dzieci bo jej nie stać.
                Z moich podatków opłacana jest nie tylko pomoc społeczna, także np.
                krociowe pensje państwowych urzędników i mniej krociowe innych. Warto
                może pomyśleć komu zabrać a komu dać więcej zamiast urządzać rzeź
                niewiniątek.
                A na te emerytury ze składek to ja bym tak do końca nie liczyła, na czyj
                koszt będzie żył emeryt którego zgromadzone w OFE składki skończą się a
                życie nie?
                • kasiulek_1 Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 12:27
                  > takie mam dziwne uczucie po przeczytaniu tego co powyżej, że
                  zwyczajnie
                  > jesteście podli, egoistyczni i wstrętni materialiści.

                  Dokładnie takie samo wrażenie odniosłam, ale o rodzicach wielu
                  dzieci, po przeczytaniu postu autorki tego wątku.
                  Jest to tekst w tonie mocno roszczeniowym i akurat mnie, właśnie to
                  najbardziej zniesmaczyło.
                  Wyczułam też, jakieś takie poczucie wyższości, ale może tylko mi się
                  zdawało.

                  Cięzko mi uwierzyć, że w XXI wieku, kiedy kobieta ma pełną kontrolę
                  nad swoją płodnością, czy to hormonalnie czy naturalnie, kilka razy
                  z rzędu rodzi dzieci "z przypadku" czy z miłości jak kto woli.
                  Doskonale więc wie, z czym to się je i jakie mogą być skutki
                  współżycia płciowego.
                  Zatem jeśli decyduje się na kilkoro dzieci to w pełni świadomie, i
                  doskonale zdaje sobie sprawę z dalszych konsekwencji.
                  Grubym nietaktem jest więc oczekiwanie, że za takie "zasługi" należy
                  się gratyfikacja. Przecież nikt Im nie karze robić, rodzić, i w
                  konsekwencji utrzymywać, takiej gromady.
                  Wsparcie państwa należy się wszystkim rodzinom w ciężkiej sytuacji
                  finansowej, a nie tylko dlatego, że mają kilkoro dzieci. Przecież to
                  absurd.
                  • allija Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 15:45
                    > Dokładnie takie samo wrażenie odniosłam, ale o rodzicach wielu
                    > dzieci, po przeczytaniu postu autorki tego wątku.
                    > Jest to tekst w tonie mocno roszczeniowym i akurat mnie, właśnie to
                    > najbardziej zniesmaczyło.


                    A gdzie ten ton roszczeniowy? O ile się nie mylę to jest tu tylko
                    informacja że samorząd urysnowski wychodzi do rodzin wielodzietnych z
                    jakąś propozycje, chyba że nie znam ang. Albo ty. Widocznie samorząd ma
                    jakąś pulę na pomoc lub inne formy pomocy, nawet nie wiadomo do końca o
                    co chodzi.
                    W żadnym momencie jej post nie jest roszczeniowy i agresywny, już nie
                    wspomnę że nie do was adresowany.
                    Lincz jaki tu urządziliście nad rodzinami wielodzietnymi jest poniżej
                    krytyki, szczególnie niesmaczny jeśli weźmiemy pod uwagę sort
                    linczujących.
                    Doprawdy nie wiem, czy ja żyję w głębokim średniowieczu czy XXI w?
                    Czy tylko tragedia na miarę ostatnich dni jest w stanie wywołać w
                    ludzkich sercach empatię, serdeczność i zwykłą życzliwość? a na co
                    dzień, dla sasiadów to tylko i tzw. zwykłego człowieka jest tylko
                    obojętność przemieszana z nienawiścią?
                    Po prostu żenujące. Juz nie wspomnę że rodziny wielodzietne mogą być
                    różne i powstałe nie tylko na skutek radosnego i bezmyślnego
                    baraszkowania w łóżku. To także rodziny zastępcze, adopcyjne. Ale ty,
                    oczywiście, widząc mamę z gromadką dzieci "spluwasz" przez ramię nie
                    próbując nawet zastanowić się kto to jest. Od razu wiesz, że to kolejni
                    pasożyci siedzący w twojej kieszeni. Gratuluję.
                    Może jednak warto sobie uprzytomnić, że na tak podziwianym zachodzie
                    zupełnie inaczej traktuje się takie rodziny i że miarą cywilizacji jest
                    także sposób traktowania słabszych członków naszej społeczności.
                    Po prostu żenujące.
                    • kasiulek_1 Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 20:09
                      Kolega juz przytoczył cytat, więc widać nie było to tylko moje
                      urojenie. Zresztą autorka w kolejnym poście tylko to potwierdziła
                      "Czy oczywisty fakt istnienia tych dzieci nie powinien
                      skłaniać do przyjęcia postawy: wszystkie dzieci są nasze?"
                      I błagam, nie wyjeżdżaj tu z tragedią ostatnich dni. Uspokój
                      emocje...
                      • allija Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 21:17
                        Może warto spróbować zadbać o wyrównanie szans jedynaków, parek i
                        naszej trójki, czwórki, szóstki, dla której też musi wystarczyć
                        jedna pensja?


                        jeśli to jest ton roszczeniowy to ja jestem święta. Czy ona
                        pisze "należy mi się", "mam prawo", "żądam"?
                        Nie, zaledwie "może warto spróbować...".
                        Dla pewności
                        www.sjp.pl/roszczenie
                        Daleka jestem od jakichkolwiek dni, pierwszych czy ostatnich, nie wiem
                        czy zauważyłaś w ferworze walki, że nie to było tematem moich wypowiedzi.
                        • jan-w Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 21:37
                          allija napisała:

                          > Może warto spróbować zadbać o wyrównanie szans jedynaków, parek i
                          > naszej trójki, czwórki, szóstki, dla której też musi wystarczyć
                          > jedna pensja?

                          >
                          > jeśli to jest ton roszczeniowy to ja jestem święta.

                          Oczywiście że jest roszczeniowy. Konkretnie jest to domaganie się pieniędzy dla
                          rodzin wielodzietnych, kosztem pozostałych. A forma to tylko zabieg wynikający
                          ze świadomości że napisanie wprost: "chcemy pieniędzy" budzi niesmak, więc
                          trzeba to zaprezentować w lepszym opakowaniu.
                          • allija Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 16.04.10, 01:25
                            janie-w, no proszę cię...
                            "moze warto spróbować" to jest domaganie się czegokolwiek? i ty
                            oczywiscie wiesz jaką formą co chciała powiedzieć autorka? za chwilę
                            dowiem się, że żądała swoim postem 10 pokojowej willi w lesie kabackim i
                            tylko przez swoją ułomność nie potrafiłam tego odczytać.
                        • kasiulek_1 Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 15.04.10, 10:43
                          < Czy tylko tragedia na miarę ostatnich dni jest w stanie wywołać w
                          < ludzkich sercach empatię, serdeczność i zwykłą życzliwość?

                          Nadal będziesz sie upierać, że nic takiego nie napisałaś?
                          Chyba to nie ja zagalopowałam się w ferworze walki, bo to nie ja
                          wciągam tę niewątpliwą tragedię, w przepychanki o dotacje dla
                          wielodzietnych. Doprawdy to wysoce niestosowne, ale z pewnością
                          świadczy o Twojej wielkiej empatii i zrozumieniu dla bliźnich...
                          Myślę, że dalsza dyskusja nie ma sensu. Moje odczucia po
                          przeczytaniu posta crayki są takie jakie są, i żadne Twoje łzawe
                          argumenty nie są w stanie ich zmienić.
                    • asiuniap Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 15.04.10, 09:23
                      allija napisała:
                      > A gdzie ten ton roszczeniowy? O ile się nie mylę to jest tu tylko
                      > informacja że samorząd urysnowski wychodzi do rodzin
                      wielodzietnych z
                      > jakąś propozycje, chyba że nie znam ang. Albo ty. Widocznie
                      samorząd ma
                      > jakąś pulę na pomoc lub inne formy pomocy, nawet nie wiadomo do
                      końca o
                      > co chodzi.

                      Cały jest roszczeniowy. Poczynając od wyrównania szans jedynaków,
                      parek i wielorodzin, poprzez bzdurne teksty w stylu, Wasz jedynak na
                      podworku pozna madrych, wywazonych kolegów (z rodzin
                      wielodzietnych), co samo w sobie jest już dobrym dowcipem, kończąc
                      na braku empatii do dzieci z rodzin małodzietnych, a znajdujących
                      się w trudnej syt. materialnej.

                      > W żadnym momencie jej post nie jest roszczeniowy i agresywny, już
                      nie
                      > wspomnę że nie do was adresowany.

                      Został napisany na forum dyskusyjnym, więc do nas też. Sama
                      napisałaś, że masz parkę, więc idąc Twoim takiem rozumowania nie
                      powinnaś się tu udzielać, ten wątek też nie jest adresowany do
                      Ciebie.


                      > Lincz jaki tu urządziliście nad rodzinami wielodzietnymi jest
                      poniżej
                      > krytyki, szczególnie niesmaczny jeśli weźmiemy pod uwagę sort
                      > linczujących.

                      Co masz na myśli mówiąc 'sort' linczujących?


                      > Czy tylko tragedia na miarę ostatnich dni jest w stanie wywołać w
                      > ludzkich sercach empatię, serdeczność i zwykłą życzliwość?

                      Raczej histerię.


                      > To także rodziny zastępcze, adopcyjne. Ale ty,
                      > oczywiście, widząc mamę z gromadką dzieci "spluwasz" przez ramię
                      nie
                      > próbując nawet zastanowić się kto to jest. Od razu wiesz, że to
                      kolejni
                      > pasożyci siedzący w twojej kieszeni. Gratuluję.


                      www.epoznan.pl/index.php?section=news&subsection=news&id=9049
                      bilet sieciowy za 1zł.

                      Posiadając rodzinę wielodzietną często można liczyć na ulgi
                      prorodzinne ze strony państwa jak i przedsiębiorstw (z wikipedii,
                      hasło 'rodziny wielodzietne').

                      www.gorzow24.pl/news/507/rodziny-wielodzietne-potrzebuja-pomocy.html
                      Raport określa też status społeczny i zawodowy rodzin
                      wielodzietnych, analizując pochodzenie społeczne, wykształcenie,
                      poziom materialny. Z badań wynika, że najwięcej, bo ponad połowa
                      ojców i matek posiada wykształcenie zawodowe i podstawowe. Mimo to
                      rodzice posiadają wysoką świadomość potrzeby dalszego kształcenia
                      dzieci i podnoszenia kwalifikacji. Stałą pracę ma 128 ojców i 124
                      matki, pozostali posiadają status osób bezrobotnych, bądź
                      świadczenia emerytalno – rentowe i zasiłki.
                      Pomoc społeczna skupia się przede wszystkim na dostarczaniu rodzinom
                      wielodzietnym żywności i leków oraz opłacaniu rachunków,
                      dofinansowaniu do artykułów szkolnych. Rozszerzana jest współpraca z
                      organizacjami pozarządowymi, stowarzyszeniami, fundacjami i
                      kościołem w zakresie udzielania pomocy rodzinom. W planach jest
                      także zwiększenie ich dostępu do kultury, poszerzenie współpracy ze
                      szkołami w sprawie stypendiów oraz udzielania informacji o
                      programach pomocowych PFRON.

                      www.wroclaw.pl/m3515/p45115.aspx
                      Lista form pomoc wielodzietnym we Wrocławiu: bezpłatne badania i
                      zajęcia rehabilitacyjne, preferencje przy rozpatrywaniu wniosków na
                      turnusy rehabilitacyjne, bezpłatne szczepienia przeciw grypie,
                      bezpłatne wejścia do ZOO, bezpłatne baseny, ulgowe bilety wstępu na
                      Opatowicką Wyspę Przygody, pomoc finansowa świadczona przez MOPS (
                      rodziny spełniające kryterium dochodowe zgodnie z ustawą o pomocy
                      społecznej).

                      Więcej linków nie chce mi się szukać.
                      Nie myl rodziny wielodzietnej z rodziną zastepczą i adopcyjną. To
                      zupełnie co innego. Te drugie są objęte pomocą na zupełnie innych
                      zasadach.


                      > Może jednak warto sobie uprzytomnić, że na tak podziwianym
                      zachodzie
                      > zupełnie inaczej traktuje się takie rodziny i że miarą cywilizacji
                      jest
                      > także sposób traktowania słabszych członków naszej społeczności.
                      > Po prostu żenujące.

                      Przypomnij sobie jaki szum się zrobił po wysterylizowaniu po
                      porodzie matki dziewczynki, która wychowywała 3 dzieci, a
                      wczesniejsza 3 trafiła, z tego co pamiętam, do domów dziecka.
                      Okazało się, że jednak sterylizacja była konieczna. Pomoc słabszym
                      to nie tylko pomoc ubogim rodzinom, robiącym kupę dzieci i
                      wyciągającym rękę do państwa.
                      Zachód powiadasz. Tak, czytałam artykuł, chyba w WO o matkach, które
                      produkuja z partnerami dzieci, nie wchodzą w zwiazki małżeńskie, bo
                      im się to nie opłaca. W zamian mając ileś tam dzieci, otrzymują od
                      państwa domy, kompleksową opiekę na dzieci i olbrzymie zasiłki. I
                      same twierdza, że będą tak robić dalej bo dobrze z tego żyją.
                      O taką pomoc Ci chodzi?

                      • allija Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 16.04.10, 01:59
                        > Został napisany na forum dyskusyjnym, więc do nas też. Sama
                        > napisałaś, że masz parkę, więc idąc Twoim takiem rozumowania nie
                        > powinnaś się tu udzielać, ten wątek też nie jest adresowany do
                        > Ciebie.

                        różnica polega na tym, że ja odpowiadam wam a nie autorce i nie na jej
                        wątek /który nie był do mnie adresowany/


                        > Co masz na myśli mówiąc 'sort' linczujących?

                        pozostawiam to twojej inteligencji


                        > rel="nofollow">www.gorzow24.pl/news/507/rodziny-wielodzietne-
                        potrzebuja-pomocy.html
                        > Raport określa też status społeczny i zawodowy rodzin

                        nie wiem co chcesz przez to udowodnić? należałoby w tym momencie
                        porównać w ogóle wszystkie rodziny, to by dało jakiś obraz sytuacji a
                        nie tylko te wielodzietne bo nie bardzo wiadomo do czego się odnieść. To
                        że akurat w Gorzowie 128 ojców ma pracę o niczym nie świadczy, a ilu
                        nie ma? na ilu ojców w ogółem? itd, itp. trudno więc mówić o jakimś
                        olbrzymim obciążeniu dla tamtej społecznosci, bo rozumiem, że to właśnie
                        usiłujesz udowodnić.

                        > Nie myl rodziny wielodzietnej z rodziną zastepczą i adopcyjną. To
                        > zupełnie co innego. Te drugie są objęte pomocą na zupełnie innych
                        > zasadach.
                        są objęte finansowaniem rodziny zastępcze, adpocyjne nie. Co nie znaczy,
                        że np. szkoła nie traktuje rodziny zastępczej tak jak zwykłej rodziny
                        wielodzietnej finansując jej np. obiady.


                        Tak, czytałam artykuł, chyba w WO o matkach, które
                        > produkuja z partnerami dzieci, nie wchodzą w zwiazki małżeńskie, bo
                        > im się to nie opłaca. W zamian mając ileś tam dzieci, otrzymują od
                        > państwa domy, kompleksową opiekę na dzieci i olbrzymie zasiłki. I
                        > same twierdza, że będą tak robić dalej bo dobrze z tego żyją.
                        > O taką pomoc Ci chodzi?

                        mylisz się. Tak są traktowane wszystkie samotne matki, nie tylko
                        wielodzietne, wystarczy jedno dziecko. Tak więc możemy ubolewać nad
                        naturą matek w ogóle, nie tylko wielodzietnych. Strzał niecelny.
                        • asiuniap Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 16.04.10, 03:07
                          allija napisała:

                          > różnica polega na tym, że ja odpowiadam wam a nie autorce i nie na
                          jej
                          > wątek /który nie był do mnie adresowany/

                          Różnica polega na tym, że Ty żeby odpowiedzieć nam, my musieliśmy
                          wcześniej odpowiedzieć autorce wątku, azaliż? W przeciwnym razie
                          mogłabyś odpowiadać sobie a muzom, czyliż autorce, więc de facto,
                          odpowiadałabyś jej w wątku, kóry Ciebie nie dotyczy.


                          > > Co masz na myśli mówiąc 'sort' linczujących?
                          >
                          > pozostawiam to twojej inteligencji

                          Ah, zabrakło odwagi?
                          Ty się sortujesz w jakim sorcie?

                          > > rel="nofollow">www.gorzow24.pl/news/507/rodziny-wielodzietne-
                          > potrzebuja-pomocy.html
                          > > Raport określa też status społeczny i zawodowy rodzin
                          >
                          > nie wiem co chcesz przez to udowodnić? należałoby w tym momencie
                          > porównać w ogóle wszystkie rodziny, to by dało jakiś obraz
                          sytuacji a
                          > nie tylko te wielodzietne bo nie bardzo wiadomo do czego się
                          odnieść. To
                          > że akurat w Gorzowie 128 ojców ma pracę o niczym nie świadczy, a
                          ilu
                          > nie ma? na ilu ojców w ogółem? itd, itp. trudno więc mówić o
                          jakimś
                          > olbrzymim obciążeniu dla tamtej społecznosci, bo rozumiem, że to
                          właśnie
                          > usiłujesz udowodn

                          Nie mam w tym interesu. Ani czasu, nie pracuję w pomocy społecznej.
                          To były przykłady pomocy dla wielodzietnych, a nie tworzenie ich
                          struktury, która, nota bene, broni/uaktywnia się sama.


                          > > Nie myl rodziny wielodzietnej z rodziną zastepczą i adopcyjną.
                          To
                          > > zupełnie co innego. Te drugie są objęte pomocą na zupełnie
                          innych
                          > > zasadach.
                          > są objęte finansowaniem rodziny zastępcze, adpocyjne nie. Co nie
                          znaczy,
                          > że np. szkoła nie traktuje rodziny zastępczej tak jak zwykłej
                          rodziny
                          > wielodzietnej finansując jej np. obiady.

                          Ano.

                          > mylisz się. Tak są traktowane wszystkie samotne matki, nie tylko
                          > wielodzietne, wystarczy jedno dziecko. Tak więc możemy ubolewać
                          nad
                          > naturą matek w ogóle, nie tylko wielodzietnych. Strzał niecelny.

                          Ty się mylisz. Otrzymany dobrostan zależy ściśle od dobrostanu
                          posiadanych dzieci.
                          • allija Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 24.04.10, 22:38
                            nawet nie chce mi się dalej prowadzić z tobą tych analiz każdego słowa,
                            szkoda czasu dla "wszystkolepiejwiedzącej" i "nieomylnej".
                            Dla przykładu

                            > > mylisz się. Tak są traktowane wszystkie samotne matki, nie tylko
                            > > wielodzietne, wystarczy jedno dziecko. Tak więc możemy ubolewać
                            > nad
                            > > naturą matek w ogóle, nie tylko wielodzietnych. Strzał niecelny.
                            >
                            > Ty się mylisz. Otrzymany dobrostan zależy ściśle od dobrostanu
                            > posiadanych dzieci.

                            no, o ci kobito chodzi? sama znam taką matkę w NL /i nie jest
                            to "cwana" Polka/, która samotnie wychowując jedno dziecko otrzymuje
                            cały pakiet świadczeń, na siebie i dziecko, łącznie z zapewnieniem
                            mieszkania, do ukończenia 18 roku życia przez wzmiankowane dziecko. No,
                            oczywiście masz rację, gdyby to była samotna matka z dwójką czy trójką
                            dzieci otrzymałaby pewnie większe mieszkanie i więcej pieniedzy na ich
                            utrzymanie, to jest jakby zrozumiałe bo przecież jej wydatki będą
                            większe. Co nie zmienia istoty tego co napisałam.
                            I tak można by po kolei. I pewnie bez końca.
                            Ręce i piersi opadają.
                • protozoa Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 16:58
                  Hi, hi, hi - to może jeszcze będziesz się domagała, aby kazdy lekarz w ramach
                  służenia ludzkości od poczęcia aż do naturalnej smierci zafundował
                  wielodzietnemu po samochodzie. Przydał by im się i zachęcił do dalszej pracy na
                  rzecz zwiększania przyrostu naturalnego.
                  Może jestem materialistka, ale najbardziej interesuje mnie byt mojej własnej
                  rodziny! Pracuję na to uczciwie, ciężko i nie widzę pododu dla którego część
                  moich zarobków mam oddawać tym, którzy nie pytając mnie o zdanie rozmnażają się
                  jak króliki.
                  Jak sprawia im to przyjemność - to proszę uprzejmie, ale na swój rachunek.
                  • allija Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 21:02
                    Nikt nie każe ci płacic dodatkowych pieniędzy przecież, chodzi o podział
                    podatków, które i tak płacisz. Za te podatki m.in. uzyskałaś swoje
                    wykształcenie a może nie wiesz ale studia medyczne sa najdroższymi
                    studiami i jeśli chciałbyś obecnie opłacać swoją naukę to musiałabyś
                    przeznaczyć na to 30 000 zł rocznie /same pięniadze dla uczelni + np.
                    ksiażki/. Pomnóż tę sumę przez lata studiów i bedziesz miała całkowity
                    koszt swojego wykształcenia, za który płaciło całe społeczeństwo, także
                    ja i pracujący rodzice z rodzin wielodzietnych, którzy często studiów
                    nie ukończyli oraz ich pracujące dzieci, także często bez studiów bowiem
                    one zaczynają wcześnie pracę aby odciążyć finansowo swoje rodziny. Może
                    oni wcale nie chcieli płacić za twoje wykształcenie, moze także uważają,
                    że jeśli chciałaś zostać lekarzem to proszę bardzo ale na swój koszt.
                    Twoje argumenty /to o samochodach/ są tak absurdalne, że aż żałosne,
                    mają sie nijak do tematu.
                    Ja także pracuję i płacę podatki. I też wolałabym żeby z nich była
                    opłacana oświata /bo dzieci się uczą/, komunikacja /bo dzieci
                    korzystają/, drogi i autostrady /bo ja jeżdżę samochodem/, kultura /bo
                    lubię dobry film czy teatr/. Nie interesuje mnie natomiast publiczne
                    lecznictwo /nie kortzystam/, żłobki i przedszkola, emeryci czy
                    niepełnosprawni ale to nie znaczy, że kiedy spotkam niepełnosprawnego to
                    go uświadamiam jakim jest dla mnie obciążeniem i jeśli chce się np.
                    rehabilitować to proszę bardzo ale na swój koszt. Dlaczego? bowiem mam
                    tzw. społeczną świadomość i wiem, że ja pomagam im ale kiedy ja będę
                    potrzebowała pomocy to państwo pomoże mi.
                    Są kraje i to wcale nie tak egzotyczne jak Bahrajm ale też np. Monako,
                    gdzie podatków nie płaci się w ogóle lub mocno okrojone. Może warto
                    pomyśleć o takiej alternatywie jeśli nie chce się uczestniczyc w
                    kosztach utrzymania państwa.
                    • jan-w Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 14.04.10, 21:43
                      allija napisała:

                      > Nikt nie każe ci płacic dodatkowych pieniędzy przecież, chodzi o podział
                      > podatków, które i tak płacisz.

                      Dokładnie tak. Ale suma do podziału nie jest nieograniczona. Jeżeli więcej pójdzie na sponsorowanie niefrasobliwości, mniej zostanie na inne ważne cele. Np przedszkola których na Ursynowie tak brakuje.
                      Tylko niech nikt nie pisze że wielodzietność jest niezależna od rodziców. Przypadki biedy spowodowanej wypadkami losowymi to margines. W takich sytuacjach oczywiście należy pomagać. Większość to niefrasobliwość i "jakoś to będzie, ludzie pomogą".

                      Rozdawanie ograniczonej puli pieniędzy każdemu kto ma więcej niż 2 dzieci, powoduje że dla naprawdę potrzebujących pozostają tylko symboliczne sumy.

                    • asiuniap Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 15.04.10, 09:44
                      allija napisała:

                      > Pomnóż tę sumę przez lata studiów i bedziesz miała całkowity
                      > koszt swojego wykształcenia, za który płaciło całe społeczeństwo,
                      także
                      > ja i pracujący rodzice z rodzin wielodzietnych, którzy często
                      studiów
                      > nie ukończyli oraz ich pracujące dzieci, także często bez studiów
                      bowiem
                      > one zaczynają wcześnie pracę aby odciążyć finansowo swoje rodziny.


                      I teraz spłaca ten dług wdzięczności pracując w tym kraju, tu płacąc
                      podatki dochodowe oraz koopę parapodatków. W przeciwieństwie do
                      nieopierzonych lekarzy, których mnóstwo wyjechało po zakończeniu
                      studiów w Polsce do lepiej płatnych posad za granicę. Chyba w
                      zeszłym roku były próby wprowadzenia przepisów, na mocy których
                      lekarz wyjeżdżający za granicę ma spłacić koszt nauki w AM albo
                      odpracować w służbie zdrowia ileś tam lat. Zagwarantujesz, że dzieci
                      z wielodzietnych rodzin po uzyskaniu wykształcenia nie wyfruną za
                      łatwiejszym chlebem? Nie muszą być lekarzami. Mogą być tokarzami,
                      hydraulikami, murarzami, kucharzami itd. Nie dość, że opłacaliśmy w
                      Polsce ich naukę oraz z naszych podatków byli dofinansowywani na
                      preferencyjnych warunkach, nie otrzymamy od nich żadnej wartości
                      dodanej.


                      > Ja także pracuję i płacę podatki. Nie interesuje mnie natomiast
                      publiczne
                      > lecznictwo /nie kortzystam/, żłobki i przedszkola, emeryci czy
                      > niepełnosprawni ale to nie znaczy, że kiedy spotkam
                      niepełnosprawnego to
                      > go uświadamiam jakim jest dla mnie obciążeniem i jeśli chce się
                      np.
                      > rehabilitować to proszę bardzo ale na swój koszt.

                      Emeryci pracowali na Twoje utrzymanie kiedy chodziłaś do żłobka,
                      przedszkola, szkoły, jeździłaś po chodnikach w wózku, autobusem po
                      ulicach. I to oni dopłacali do Twojego biletu zniżkowego na
                      komunikację, do kolonii, półkolonii, zasiłku rodzinnego dla rodziców
                      itd. Teraz Ty pracujesz i płacisz podatki.
                      Jesli chodzi o niepełnosprawnych, taka jest rola państwa i
                      społeczeństwa. Nikt nie rodzi się czy ulega niepełnosprawności z
                      własnego widzimisię.
                      Natomiast rolą państwa nie musi być dopłacanie do radosnych igraszek
                      bez zabezpieczenia, bo jednak większość wielodzietnych rodzin to
                      rodziny z pogranicza patologii lub z patologii.


                      Dlaczego? bowiem mam
                      > tzw. społeczną świadomość i wiem, że ja pomagam im ale kiedy ja
                      będę
                      > potrzebowała pomocy to państwo pomoże mi.

                      W jakiej postaci? Emerytury w wysokości 1/2 lub 1/4 średniej
                      pensji? :)

                      • allija Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 16.04.10, 02:49

                        > I teraz spłaca ten dług wdzięczności pracując w tym kraju, tu płacąc
                        > podatki dochodowe oraz koopę parapodatków. W przeciwieństwie do
                        > nieopierzonych lekarzy, których mnóstwo wyjechało po zakończeniu
                        > studiów w Polsce do lepiej płatnych posad za granicę.

                        Mylisz się, to nieopierzeni lekarze spłacaja swój dług bo to oni muszą
                        płacić haracz za studia, wejdź do pierwszego lepszego szpitala. To
                        przede wszystkim lekarze z doświadczeniem wyfrunęli, ci najcenniejsi dla
                        społeczeństwa. Tak właśnie wyjechała moja pani pediatra, doskonały
                        doświadczony lekarz, który miał dosyć pracy w szpitalu, przychodni i
                        prywatnej praktyki jednocześnie. Na szczęście moje dzieci zdążyły już
                        wydorośleć.
                        Mniejszą finansową /czyli to co lubicie, pieniądze/ stratą będzie wyjazd
                        inżyniera czy chemika - studia 10-krotnie tańsze.


                        .
                        >
                        > Emeryci pracowali na Twoje utrzymanie kiedy chodziłaś do żłobka,
                        > przedszkola, szkoły, jeździłaś po chodnikach w wózku, autobusem po
                        > ulicach. I to oni dopłacali do Twojego biletu zniżkowego na
                        > komunikację, do kolonii, półkolonii, zasiłku rodzinnego dla rodziców
                        > itd. Teraz Ty pracujesz i płacisz podatki.

                        z półkolonii nie korzystałam.


                        > Natomiast rolą państwa nie musi być dopłacanie do radosnych igraszek
                        > bez zabezpieczenia, bo jednak większość wielodzietnych rodzin to
                        > rodziny z pogranicza patologii lub z patologii.

                        proszę cię, bo już nie mogę tego czytać. Dlaczego wszyscy usiłujecie
                        stworzyć obraz wielodzietnych rodziców jako w najlepszym razie
                        alkoholików parzących się po krzczorach. Znasz takich? ilu?
                        Pokazana w tv prosta rodzina z kilkorgiem dzieci, z biedą wyglądającą z
                        każdego kąta to nie jest obraz wszystkich rodzin. To obraz który ty
                        znasz - z ekranu.

                        > Jesli chodzi o niepełnosprawnych, taka jest rola państwa i
                        > społeczeństwa. Nikt nie rodzi się czy ulega niepełnosprawności z
                        > własnego widzimisię.

                        nikt nie rodzi się niepełnosprawnym z własnej woli tylko z woli swego
                        rodzica. Dzisiaj rodzice najczęściej wiedzą o niepełnosprawności swego
                        dziecka we wczesnym okresie ciąży. Rodzą dziecko mając pełną świadomość,
                        że obciążą nim państwo /mnie także/ do końca jego życia. Ja nie mówię
                        czy to dobrze czy źle ale tak jest. Dlaczego ja muszę opiekować się tym
                        właśnie dzieckiem /jako społeczeństwo/ a tamtym nie? Przecież rodzice
                        dziecka niepełnosprawnego też mogli wybrać /podobnie jak wielodzietni/
                        czy chcą tego dziecka czy nie.
                        Możesz powiedzieć na jakiej zasadzie dokonałaś tego wyboru, które może
                        się urodzić? Przy czym jest uzasadniona nadzieja, że
                        dziecko "wielodzietne" uwolni mnie od tej opieki za ileś lat, to drugie
                        raczej nie. I prawdę mówiąc to więcej w swoim środowisku znam rodziców z
                        niepełnosprawnymi dzieci niż tych z gromadką.

                        • asiuniap Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 16.04.10, 03:25
                          allija napisała:
                          > Mylisz się, to nieopierzeni lekarze spłacaja swój dług bo to oni
                          muszą
                          > płacić haracz za studia, wejdź do pierwszego lepszego szpitala. To
                          > przede wszystkim lekarze z doświadczeniem wyfrunęli, ci
                          najcenniejsi dla
                          > społeczeństwa.

                          Mylisz sie. Nieopierzeni otrzymali niesamowity bonus od Min Zdrowia
                          w postaci dużej podwyżki płac, właśnie w celu zatrzymania ich w
                          kraju. Doszło do chorej sytuacji, polegającej na tym, że książkowy
                          gołowąsowaty lekarz zarabia teraz więcej niż specjalista z
                          kilkunastoletnim stażem i popełnia kardynalne błędy, czego
                          przykładem jest mój zmarły niedawno ojciec, który był kilka miesięcy
                          leczony przez dziunie bez doświadczenia na łuszczycę, a potem
                          okazało się, że jego choroba była związana z niewydolnością serca,
                          co lekarz z kilkunastoletnim stażem stwierdził po pierwszym badaniu.

                          Tak właśnie wyjechała moja pani pediatra, doskonały
                          > doświadczony lekarz, który miał dosyć pracy w szpitalu, przychodni
                          i
                          > prywatnej praktyki jednocześnie. Na szczęście moje dzieci zdążyły
                          już
                          > wydorośleć.

                          No proszę, a zwróciła za zasponsorowane przez polskie społeczeństwo
                          studia?

                          > Mniejszą finansową /czyli to co lubicie, pieniądze/ stratą będzie
                          wyjazd
                          > inżyniera czy chemika - studia 10-krotnie tańsze.

                          Buhaha. Nic nie rozumiesz i wygląda na to, że nie zrozumiesz.


                          > > Emeryci pracowali na Twoje utrzymanie kiedy chodziłaś do żłobka,
                          > > przedszkola, szkoły, jeździłaś po chodnikach w wózku, autobusem
                          po
                          > > ulicach. I to oni dopłacali do Twojego biletu zniżkowego na
                          > > komunikację, do kolonii, półkolonii, zasiłku rodzinnego dla
                          rodziców
                          > > itd. Teraz Ty pracujesz i płacisz podatki.
                          >
                          > z półkolonii nie korzystałam.

                          Tylko tyle masz do powiedzenia??? A ze świetlicy korzystałaś?


                          > > Natomiast rolą państwa nie musi być dopłacanie do radosnych
                          igraszek
                          > > bez zabezpieczenia, bo jednak większość wielodzietnych rodzin to
                          > > rodziny z pogranicza patologii lub z patologii.
                          >
                          > proszę cię, bo już nie mogę tego czytać. Dlaczego wszyscy
                          usiłujecie
                          > stworzyć obraz wielodzietnych rodziców jako w najlepszym razie
                          > alkoholików parzących się po krzczorach. Znasz takich? ilu?
                          > Pokazana w tv prosta rodzina z kilkorgiem dzieci, z biedą
                          wyglądającą z
                          > każdego kąta to nie jest obraz wszystkich rodzin. To obraz który
                          ty
                          > znasz - z ekranu.

                          Bo Ty tak twierdzisz? Wiesz co robiłam w swoim życiu? Łomatko,
                          Kaszpirowska.



                          > nikt nie rodzi się niepełnosprawnym z własnej woli tylko z woli
                          swego
                          > rodzica.

                          Bosz. Zastanawiasz się co piszesz, a raczej co Ci wychodzi z tego
                          pisania? 2 ludzi planuje dziecko: kochanie, jak myslisz, spłodzimy
                          synka z Downem czy tak ustawimy poród, żeby małe urodziło się z
                          porażeniem mózgowym... Czytaj kobieto swoje maile przed wysłaniem na
                          forum.


                          Dzisiaj rodzice najczęściej wiedzą o niepełnosprawności swego
                          > dziecka we wczesnym okresie ciąży.

                          Wiesz ile kosztują badania prenatalne??? Wiesz ilu lekarzy daje
                          skierowanie na te badania??? Lepiej nie bluźnij.

                          Rodzą dziecko mając pełną świadomość,
                          > że obciążą nim państwo /mnie także/ do końca jego życia. Ja nie
                          mówię
                          > czy to dobrze czy źle ale tak jest.

                          Prosze, lepiej już nic nie mów...
                          Twoje dyletanctwo i buta są porażające.

                          Dlaczego ja muszę opiekować się tym
                          > właśnie dzieckiem /jako społeczeństwo/ a tamtym nie? Przecież
                          rodzice
                          > dziecka niepełnosprawnego też mogli wybrać /podobnie jak
                          wielodzietni/
                          > czy chcą tego dziecka czy nie.

                          Rodzice dzieci niepełnosprawnych wybaczcie jej, bo nie we co
                          wypisuje.

                          > Możesz powiedzieć na jakiej zasadzie dokonałaś tego wyboru, które
                          może
                          > się urodzić? Przy czym jest uzasadniona nadzieja, że
                          > dziecko "wielodzietne" uwolni mnie od tej opieki za ileś lat, to
                          drugie
                          > raczej nie. I prawdę mówiąc to więcej w swoim środowisku znam
                          rodziców z
                          > niepełnosprawnymi dzieci niż tych z gromadką.


                          Znają Twoją opinię na ten temat?
                          • allija Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 24.04.10, 03:21
                            > Mylisz sie. Nieopierzeni otrzymali niesamowity bonus od Min Zdrowia
                            > w postaci dużej podwyżki płac, właśnie w celu zatrzymania ich w
                            > kraju.
                            Nie mylę się, oni zostali w kraju i to właśnie napisałam i to
                            potwierdzasz. Czy dostali pieniądze czy nie? o tym nie mówię.

                            > No proszę, a zwróciła za zasponsorowane przez polskie społeczeństwo
                            > studia?

                            Nie wiem i mnie to nie obchodzi bo...jakby nie w tym rzecz była, ujmę to
                            dokładniej - to był przykład, że dobrzy lekarze wyjezdżają.

                            > Buhaha. Nic nie rozumiesz i wygląda na to, że nie zrozumiesz.

                            Rozumiem że w te studia państwo mniej /pieniędzy/ włożyło bo ich koszt
                            jest mniejszy niż. np. medycznych. To proste zdanie, nie wymaga dużej
                            inteligencji.

                            > Tylko tyle masz do powiedzenia??? A ze świetlicy korzystałaś?

                            Nie, nie korzystałam też z zasiłków ale za to chodziłam po chodnikach.


                            > Bo Ty tak twierdzisz? Wiesz co robiłam w swoim życiu? Łomatko,
                            > Kaszpirowska.

                            Wole nie wiedzieć.


                            2 ludzi planuje dziecko: kochanie, jak myslisz, spłodzimy
                            > synka z Downem czy tak ustawimy poród, żeby małe urodziło się z
                            > porażeniem mózgowym...


                            Dwoje ludzi może, a nawet powinno, zrobić badania stwierdzające stan
                            zdrowia ich nienarodzonego jeszcze dziecka. Obecnie wiele wad można
                            korygować jeszcze w czasie ciąży lub bezpośredno po porodzie, dzieci są
                            zdrowe. Natomiast jeśli ktos chce urodzic dziecko z Downem to jego
                            sprawa, tak jak 4-te dziecko w rodzinie wg. was powinna byc sprawą tej
                            rodziny. Ja nie muszę partycypować w kosztach utrzymania 4-ego dziecka,
                            czemu przyklaskujecie, jak i nie muszę w kosztach utrzymania Downa, co
                            wzbudza twoje oburzenie, ciekawe dlaczego? W czym lepszy jest Down od 4-
                            ego dziecka w rodzinie?

                            Interesujacą zależnoscią jest że kiedy nie ma się argumentów to
                            odpowiedzią jest krzyk i obrażanie rozmówcy.
                    • protozoa Re: Beztroska niektórych, obciąża wszystkich. 16.04.10, 11:46
                      allija napisała:

                      > Nikt nie każe ci płacic dodatkowych pieniędzy przecież, chodzi o podział
                      > podatków, które i tak płacisz. Za te podatki m.in. uzyskałaś swoje
                      > wykształcenie a może nie wiesz ale studia medyczne sa najdroższymi
                      > studiami i jeśli chciałbyś obecnie opłacać swoją naukę to musiałabyś
                      > przeznaczyć na to 30 000 zł rocznie /same pięniadze dla uczelni + np.
                      > ksiażki/. Pomnóż tę sumę przez lata studiów i bedziesz miała całkowity
                      > koszt swojego wykształcenia, za który płaciło całe społeczeństwo, także
                      > ja
                      Nie domagałam się stworzenia dla siebie miejsca na uczelni. Zdałam egzamin
                      konkursowy i rozpoczęłam studia, bo okazałam się lepsza, bardziej pracowita,
                      zdolniejsza, lepiej przygotowana niz inni. Wypełniłam miejsce przewidziane dla
                      studenta medycyny- nie dla mnie, a właśnie dla studenta.
                      Zgadzam się, są to drogie studia, które w ciągu 20 lat pracy a 16 pracy
                      efektywnej bez zwolnień, zasiłków itd spłacilam już wielokrotnie, jesli wogóle
                      mozna mówić o spłacie.
                      Nie wiem skąd wzięłas 30 ooo rocznie, ale niech będzie. 30.000x6 lat = 180 000
                      tys. Pracuję efektywnie 16 lat czyli 192 miesiące. 180 000: 192 miesiące=
                      oznacza, że co miesiąc powinnam zapłacić ( o ile powinnam) niecałe 950 zł . Moja
                      pensja szpitalna jest co najmniej 2-3 krotnie niższa niż to co zarabiam
                      prywatnie płacąc podatek. Tak więc jak się domyślasz "dług" spłaciłam juz
                      bardzo, bardzo dawno.
                      A co do zasadności "długu" - nauka kosztuje - i w szkole podstawowej, i sredniej
                      i na wyższej uczelni - więc może niech wszyscy zaczną za nią płacić z własnej
                      kieszeni ( także bezrobotni, wielodzietni itd) a wtedy będziemy mieli sprawiedliwie.
                      W czasie studiów utrzymywali mnie rodzice, jedyne stypendia, które miałam, a
                      miałam, to za wysoka srednią. Książki w bibliotece były w ilości minimalnej, a
                      ja korzystałam z kupionych przez rodziców, własnych.


                      i pracujący rodzice z rodzin wielodzietnych, którzy często studiów
                      > nie ukończyli oraz ich pracujące dzieci, także często bez studiów bowiem
                      > one zaczynają wcześnie pracę aby odciążyć finansowo swoje rodziny.
                      Jedni zaczynają wcześnie pracę, żeby odciążyć rodziny, inni zaczynają tak jak
                      rodzice wczesnie się rozmnażać i obciążają społeczeństwo stając się także
                      klientami opieki społecznej.



                      Może
                      > oni wcale nie chcieli płacić za twoje wykształcenie, moze także uważają,
                      > że jeśli chciałaś zostać lekarzem to proszę bardzo ale na swój koszt.
                      Vide to co napisałam na początku. Czy ci wielodzietni zapłaciliby lekarzowi (
                      nieważne mnie czy dr X, Y, Z ) za wizytę czy też domagali się za darmo, bo
                      "sienależy"? Jeśli ja, dr X, Y czy Z zapłaciłby 180 000 zł ( w/g Twoich
                      wyliczeń) to nie pracowałby za grosze tylko otworzył prywatna praktykę i za
                      każdą wizytę inkasował honorarium. Co najmniej 150 zł.
                      > Twoje argumenty /to o samochodach/ są tak absurdalne, że aż żałosne,
                      > mają sie nijak do tematu.
                      Dlaczego? Przecież wielodzietnym według ich mniemania "sienależy".

                      > Ja także pracuję i płacę podatki. I też wolałabym żeby z nich była
                      > opłacana oświata /bo dzieci się uczą/, komunikacja /bo dzieci
                      > korzystają/, drogi i autostrady /bo ja jeżdżę samochodem/, kultura /bo
                      > lubię dobry film czy teatr/. Nie interesuje mnie natomiast publiczne
                      > lecznictwo /nie kortzystam/, żłobki i przedszkola, emeryci czy
                      > niepełnosprawni ale to nie znaczy, że kiedy spotkam niepełnosprawnego to
                      > go uświadamiam jakim jest dla mnie obciążeniem i jeśli chce się np.
                      > rehabilitować to proszę bardzo ale na swój koszt. Dlaczego? bowiem mam
                      > tzw. społeczną świadomość i wiem, że ja pomagam im ale kiedy ja będę
                      > potrzebowała pomocy to państwo pomoże mi.
                      Pomoże Ci, z Twoich podatków, ale moze ich zabraknąć, bo pójdą na pomoc
                      rodzinom, w których jest w każdym kątku po dzieciątku. A dzieciatka maja potrzeby.

                      > Są kraje i to wcale nie tak egzotyczne jak Bahrajm ale też np. Monako,
                      > gdzie podatków nie płaci się w ogóle lub mocno okrojone. Może warto
                      > pomyśleć o takiej alternatywie jeśli nie chce się uczestniczyc w
                      > kosztach utrzymania państwa.
          • silvio1970a Wielodzietność - przestępstwo czy wykroczenie? 14.04.10, 10:19
            jan-w napisał:


            > 2. Przyjmując rozumowanie "ale to już się stało" należało by
            akceptowac wszelki
            > e aspołeczne postawy. Zaparkował ktoś na trawniku? Trawnik już
            jest zniszczony
            > i nalezy to przyjąć do wiadomości. Pogryzł kogoś pies? Założenie
            mu kagańca prz
            > ecież nie zlikwiduje rany ofiary.

            czy mam rozumieć że oprócz swoistej wykładni pojęcia wolności
            (można wszystko byle na swój koszt) proponuje nam nasz moderator
            rozszerzenie katalogu postaw aspołecznych o wielodzietność? kto
            jest przeciw? nie widzę. wobec tego problem nalezy uregulować
            prawnie. Proponuję więc by dzietność była traktowana jako
            przestępstow podelagające grzywnie 5000 pln rocznie od każdego
            narodzonego dziecka. dodatkowe kary będą pobierane za dzieci
            niepełnoprawne umysłowo czy fizycznie, które jak wiadomo stanowią
            znacznie wiekszy koszt dla Społeczneństwa.

            Wielodzietność zaś rozumianą jako posiadanie powyżej dwóch dzieci
            proponuję wpisać do kodeksu karnego jako przestępstwo podlegające
            karze od 2-5 lat (w zalezności od stanu zdrowia dziecka) a każda
            kolejna recydywa (czyli że dziecko) karze podwójnej.

            Dzieci zattrzymanych oddawane byłyby do adopcji koniecznie parom
            posiadającym odpowiednią Społeczną świadomość tzn. nie mającym
            możliwośći i ochoty spłodzenia potomstwa w sposób naturalny. w
            praktyce parom homoseksualnym.

            Dziękuje

            Obywatel

        • asiuniap Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 14.04.10, 03:09
          crayka napisała:
          > powielanie stereotypów,

          Nie, to nie są stereotypy. To są fakty. Sama prezentujesz postawę
          roszczeniową typu ułatwmy start dzieciom z wielodzietnych rodzin,
          wyrównajmy ich szanse. Bo? Dlaczego im? Czemu nie generalnie
          dzieciom żyjącym poniżej poziomu rówieśników? I kto jest w stanie
          okreslić ten poziom?
          Poza tym, kto zwyczajowo posiadał duzo dzieci? Arystokracja w celu
          zapewnienia ciągłości rodu i biedota, tłukąca dzieci z rozpaczy oraz
          do pracy w polu i obejsciu. A jak jest teraz? Po wprowadzeniu
          becikowego kto robi duzo dzieci i jeszcze w ciąży planuje na co je
          przeznaczy? Patologia.

          > Nasze składki, które teraz odkładamy są niezwłocznie,
          > aktualnie konsumowane. Systemowi emerytalnemu grozi zapaść.
          > Prognozy ekonomiczne są nieciekawe - jeśli się nic nie zmieni,

          Dasz gwarancję, że dzieci z wielodzietnych rodzin będą pracować w
          Polsce, że nie wyjadą za chlebem czy dla kariery za granice? Spójrz
          jak jest teraz. Młodzież wyjeżdża i, bywa, że często nie wraca. Bo
          poza Polską żyje się dostatniej, ciekawiej. Dlaczego mam łożyć na
          czyjeś dzieci, co do których nie jest i nie będzie jasno określone,
          że swoje życie zwiążą z Polską? Ekspierci alarmują, że za
          kilkadziesiąt lat w Polsce na 1 pracującego będzie przypadać 2
          emerytów, i że ludzie w wieku produkcyjnym mogą się zbuntować i
          odmówić łożenia na pensje emeryckie. Czy ja mogę się zawczasu, już
          teraz zbuntowac przeciwko łożeniu na dzieci wyprodukowane przez
          ludzi, mających problemy z ich utrzymaniem? Otóż nie mogę. I gdzie
          tu sprawiedliwość. Rząd zastanawia się nad różnymi formami ulżenia
          przyszłym emerytom w wysokości pobieranej emerytury. Prognozuje się,
          że przyszły emeryt może otrzymywać połowę lub nawet mniejsze
          świadczenie od obecnego emeryta. Stąd różne pomysły na tworzenie
          funduszy, mieszkania w zastaw itp.

          > Czy oczywisty fakt istnienia tych dzieci nie powinien
          > skłaniać do przyjęcia postawy: wszystkie dzieci są nasze?

          Zaraz zaraz, więc wszystkie dzieci są nasze czy nasze są dzieci z
          rodzin wielodzietnych???

          > Osobom nastawionym bardziej pragmatycznie powiem, że to się im i
          ich
          > jedynakom naprawdę opłaci!


          Haha. Wiedza książkowa. Pojeździj sobie po "zdołowanych"
          dzielnicach, pozagladaj nie tyle do mieszkań ile na podwórka. Ile
          dzieci wychowuje się na ulicy i czego ulica ich uczy? Tiaaaa,
          rozwoju, partycypacji, qoopa smiechu. Uważasz, że jedynak jest
          bardzo wyalienowany? Przeciez może uskuteczniac partycypację z
          innymi 10 jedynakami. Udzielanie się towarzysko i społecznie z
          wielodzietniakami będzie dla niego korzystniejsze? Bo?

          > Nasi jedynacy będą mieli więcej fajnych, sympatycznych, mądrych,
          > wrażliwych kolegów w przedszkolu i klasie, potem w pracy.

          Rzuciłas mnie na kolana swym naiwniactwem i demagogią. W zasadzie
          teraz juz nie wiem czy popierasz wielodzietność czy współzycie w
          grupie niekoniecznie z wielodzietniakami, ale wiekszej grupce
          jedynaków i parek.


          > Jak nasi jedynacy będą przeżywali trudności, to nie wpadną od razu
          w
          > "złe towarzystwo" na podwórku, lecz spotkają mądrych,
          wspierających
          > kolegów. Nie uda się wychować dziecka pod kloszem, za ogrodzeniem.

          Łomatko i córko! Aleś dała czadu, buahah.


          > Liczna rodzina to naprawdę nie jest synonim
          > biedy i patologii!!! Chociaż, tak też się zdarza.

          Odwrotnie. zdarza się, że duża rodzina NIE jest symbolem patologii i
          biedy.


          > Ale rodzina z jednym, dwójką dzieci też nie jest synonimem rodziny
          > sielskiej anielskiej. I to też jest prawda!

          I co w związku z tym? To juz chyba lepiej, żeby produkowac mniejszą
          ilość dzieci, żyjących w rodzinie niesielskiej nieanielskiej, niż
          kupę sfrustrowanych biednych dzieci, żyjących w takiej rodzinie.
          Dlaczego duzo dorosłych, pochodzących z rodzin wielodzietnych
          decyduje się tylko na 1-2 dzieci? Jest taka miejcowość na Kaszubach,
          nazywa się Sierakowice, która do niedawna była uznawana za
          miasteczko najliczniejszych rodzin. Tłukło się tam nawet po
          kilkanaścioro dzieci. I te dzieci twierdzą teraz, że nie chcą miec
          tak licznych rodzin, bo nie czuli się tam dobrze. Brakowało im
          intymnosci, każdy kąt domu był przez kogoś zajęty, brakowało
          czułości rodzicielskiej, przytulenia, utulenia, było za dużo dzieci,
          nie każdy mógł się dopchać do rodzicielskich rąk i kolan na tyle
          czasu ile potrzebował.

          Wiesz, mam wrażenie, że zainicjowałaś ten temat nie z powodu
          posiadania wielodzietnej rodziny, tylko chciałaś poznać nasze
          opinie, które wykorzystasz nastepnie w pisaniu pracy magisterskiej z
          dziedziny psychologii, socjologii czy innej pedagogiki.
        • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 14.04.10, 16:52
          crayka napisała:

          > Spotkanie zostało przełożone na następną środę - reszta bez zmian - o
          > godz. 17 w sali 136.
          >
          > A odnośnie postów przeciwników wielodzietności:
          > powielanie stereotypów, utożsamiających wielodzietność z beztroską
          > prokreacją, biedą i patologią oraz roszczeniowymi postawami nie służy
          > niczemu dobremu. I nikomu.

          W życiu zetknęłam się w kilkunastoma rodzinami wielodzietnymi ( mam na myśli 5+)
          i TYLKO JEDNA mogła sobie finansowo pozwolić na tak dużą gromadke dzieci. Reszta
          znajdowała się w trudnej lub skrajnie trudnej sytuacji materialnej. Byli to
          klienci róznego rodzaju instytucji, od których domagali się wsparcia i
          współfinansowania elementarnych potrzeb. Więc są to fakty, nie stereotypy.

          > Nasze składki, które teraz odkładamy są niezwłocznie,
          > aktualnie konsumowane. Systemowi emerytalnemu grozi zapaść.

          Bardziej liczę jednak na moje składki, oszczędności i pomoc synów niz wypłacanie
          emerytur dzięki wielodzietnym. Jak dotąd ja ich współfinansuję.
          > Prognozy ekonomiczne są nieciekawe - jeśli się nic nie zmieni, to za
          > 30 lat jeden pracujący będzie przypadał na 4 niepracujących (bo teraz
          > mamy za mało dzieci, a dzisiejsi aktywni zawodowo będą żyć długo - i
          > oby dostatnio...). Tyle ekonomicznie.
          >
          > Teraz - bardziej patetycznie: te dzieci (mające kilkoro rodzeństwa i
          > mniej kasy per capita w rodzinie) już są, chodzą do przedszkola i
          > szkoły z Waszymi jedynakami i parkami. Czy mają ponosić
          > odpowiedzialność za (przyjmijmy - beztroskie) decyzje swoich
          > rodziców?
          Niestety tak. Nigdzie nie jest powiedziane, że wszystkim po równo.

          Czy oczywisty fakt istnienia tych dzieci nie powinien
          > skłaniać do przyjęcia postawy: wszystkie dzieci są nasze?

          Nie, wszystkie dzieci NIE SĄ NASZE. Są to dzieci konkretnych rodziców, którzy
          powołali je na świat i ich sprawą jest zapewnienie im takich czy innych
          warunków. Nie pytali mnie co myslę o tym, ze ONI decyduja się na liczną rodzinę,
          więc niech nie wymagają ode mnie współfinansowania.

          > Osobom nastawionym bardziej pragmatycznie powiem, że to się im i ich
          > jedynakom naprawdę opłaci!

          Bardzo proszę, abys nie decydowała za mnie i nie wmawiała mi co bardziej opłaca
          sie rodzinom mającym 1-2 dzieci. Tym bardziej, że oni niczego od Ciebie się nie
          domagają
          .
          > Zapewnienie zbliżonych warunków, możliwości rozwoju i partycypacji
          > wszystkim dzieciom (bez względu na to, ile mają rodzeństwa!)
          > zmniejszy liczbę dzieci sfrustrowanych (a więc - zgodnie z literaturą
          > psychologiczną - agresywnych), zagrożonych różnej maści wykluczeniem
          > - a w dalszej perspektywie - wykluczonych.

          A może o tym pomysleliby rodzice powołując na świat kolejne dzieci? Powtarzam -
          zapewnienie warunków jest sprawą rodziców a nie społeczeństwa, sąsiadów,
          bezdzietnych itd.


          > Nasi jedynacy będą mieli więcej fajnych, sympatycznych, mądrych,
          > wrażliwych kolegów w przedszkolu i klasie, potem w pracy.
          A może będą mieli agresywnych kolegów, którzy już w przedszkolu nauczyli się, że
          "sienależy" i będa dalej płodzić kolejne pokolenia na cudzy koszt?
          A może będą to bezrobotni zyjący z dzieci?
          >
          > Jak nasi jedynacy będą przeżywali trudności, to nie wpadną od razu w
          > "złe towarzystwo" na podwórku, lecz spotkają mądrych, wspierających
          > kolegów. Nie uda się wychować dziecka pod kloszem, za ogrodzeniem.
          Pozwól, ze o wychowaniu SWOICH dzieci będa decydowali rodzice. Może komuś
          odpowiada wychowywanie pod kloszem? Jeśli nie żąda specjalnych praw to dlaczego
          mu w tym przeszkadzać?

          A
          > nawet, gdyby się udało - to w końcu wsiądą do metra.
          >
          > Moim zdaniem, rodzice kilkorga dzieci mają wiele specyficznych dla
          > dużych rodzin problemów (nie zawsze i nie tylko finansowych) i w celu
          > ich rozwiązania wcale nie muszą sięgać do kieszeni rodzin z jednym
          > dzieckiem.
          Mają problemy - stopień egoizmu i agresji dzieci z rodzin wielodzietnych jest
          większy niz u jedynkaków czy rodzin z dwojgiem dzieci. A pieniądze? Sięgaja,
          domagają się przywilejów i , jak juz wspomniałam, zasilają grono klientów opieki
          społecznej.
          >
          > Trzeba zidentyfikować te trudności, wspólnie podjąć działania na
          > rzecz ich rozwiązania. Liczna rodzina to naprawdę nie jest synonim
          > biedy i patologii!!! Chociaż, tak też się zdarza.
          Powtarzam - znam kilkanaście rodzin wielodzietnych i tylko jedna(!!!) jest
          zamożna, żyje dostatnio a dzieci są dobrze wychowane i dopilnowane. Ta rodzina
          liczy na siebie lub/i dalszych lub bliższych krewnych. Pozostali to większa lub
          mniejsza bieda i jakaś tam patologia.
          > Ale rodzina z jednym, dwójką dzieci też nie jest synonimem rodziny
          > sielskiej anielskiej. I to też jest prawda!
          I tu się zgadzam - rodzina z 1-2 dzieci może byc rózna. Tym nie mniej z 1-2
          pensji łatwiej utrzymać 3-4 osoby niż z jednej ( bo matka albo jest w ciąży albo
          rodzi albo zajmuje się niemowlakiem) 10 osób. Nawet jeśli jest to suma rzędu 15
          tys pln. Zresztą bardzo rzadko jedyny żywiciel rodziny tyle zarabia, może tyle
          miec wyciągając rękę do darczyńców.
          > Skończę to pisanie, bo za chwilę zacytuję Księdza Tischnera definicję
          > prawdy i mój post wyląduje na oślej ławce.
          >
          > pozdrowienia szczególne dla tych, którzy pragną dla wszystkich
          > dzieciaków dobrego życia, bez względu na to, w jak licznej rodzinie
          > przyszło im żyć i dla tych, którzy gotowi są rozważyć, czy może im
          > takie pragnienie się jednak opłaci

          Niestety, muszę finansować- pośrednio, dzięki podatkom, cudze liczne rodziny.
          > crayka
    • asiuniap Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 13.04.10, 22:50
      crayka napisała:

      > z wyboru czy z przypadku - skąd tyle dziatków? - o to nikt nie
      zapyta
      > (chyba) choć będzie (tylko przysłowiowa: gruba) ryba (niejedna
      > zresztą).

      KoHana, skąd tyle dziatków to my raczej się domyślamy. Z kapusty!

      > A serio: ursynowscy wielodzietni są zaproszeni na spotkanie w
      > ursynowskim ratuszu (14 kwietnia, godzina 17, niewielkie szczegóły
      na
      > www.ursynow.pl).

      Od ilu dziatek jest się wielodzietnym?

      > Samorządowcy chcą chyba zapytać: "can I help You?".
      >
      > Może warto odpowiedzieć?

      W jakim języku?

      > Bądź co bądź, to dzięki trudowi wielodzietnych będzie miał kto
      > pracować na emerytury bezdzietnych...
      > i małodzietnych...

      Bosz. Kolejna naiwna ofiara propogandy. Nie będą. To inni pracują na
      przywileje wielodzietnych.

      > Może warto spróbować zadbać o dziś i jutro naszych dzieci?

      Na własny czyli poczynajacych koszt? Jestem za.

      > Może warto spróbować zadbać o wyrównanie szans jedynaków, parek i
      > naszej trójki, czwórki, szóstki, dla której też musi wystarczyć
      jedna
      > pensja?

      To znaczy? Masz jakiś pomysł? Rodzice wychowujący jedynaków i
      równoczesnie oboje pracujący łożą solidarnie na wychowywanie licznej
      progenitury rodzin, w których pracuje zawodowo tylko jedna osoba.
      Sugerujesz, żeby wielodzietni spłacali w jakiś sposób dług wobec
      reszty utrzymującego ich społeczeństwa? Słusznie.

      > Może warto pokazać, że jesteśmy tu, na Ursynowie, że kochamy naszą
      > gromadkę i jesteśmy gotowi zainwestować czas i podjąć ryzyko, by
      > spróbować zrobić coś tam, coś tam, co sami wymyślimy, by naszym
      > "młodym" żyło się lepiej i dostatniej?

      To, że jesteście słychać i widać na każdym kroku :)Tylko Waszym
      młodym ma się żyć lepiej i dostatniej? Wzruszyłam się, chlip.

      > Może warto skorzystać z zaproszenia i zrobić dużo więcej, niż
      > spodziewają się gospodarze tego spotkania?

      Jeszcze więcej????

    • yavorius parę słów ode mnie 14.04.10, 08:58
      Tu się śmiałem:
      > Bądź co bądź, to dzięki trudowi wielodzietnych będzie miał kto
      > pracować na emerytury bezdzietnych...
      > i małodzietnych...


      Ale tutaj już mnie rozwaliłaś:
      > Może warto spróbować zadbać o wyrównanie szans jedynaków, parek i
      > naszej trójki, czwórki, szóstki, dla której też musi wystarczyć
      > jedna pensja?
      • silvio1970a Re: parę słów ode mnie 14.04.10, 10:31
        yavorius napisał:

        > Tu się śmiałem:
        > > Bądź co bądź, to dzięki trudowi wielodzietnych będzie miał kto
        > > pracować na emerytury bezdzietnych...
        > > i małodzietnych...

        jak rozumiem nalezysz do tych, którzy wierzą iz to pieniądze
        pracują. dopiero się uśmiejesz jak ci za 10 lat powiedzą jaki jest
        twój 'kapitał' i zaproponują stworzenie kolejnego filaru, kolumny
        czy dowolnej innej figury finansowej oraz przesunięcie wieku
        emerytalnego do np. 90 roku życia.

        A spróbuj takiego ćiwczenia intelektualnego. Znosimy system
        emerytalny, nie ma żadnego szachu-machu, przesuwania, obniżania,
        kredytowania itp, itd. Posmiejemy się?
        • yavorius Re: parę słów ode mnie 14.04.10, 10:45
          silvio1970a napisała:
          > Posmiejemy się?

          Możemy się pośmiać, przynajmniej państwo polskie nie będzie mi
          kradło co miesiąc w majestacie prawa kilkunastu tysięcy złotych
          rocznie. Składka zdrowotna też mnie nie interesuje, mam prywatną
          opiekę medyczną.
            • silvio1970a Re: parę słów ode mnie 14.04.10, 15:01
              no to po 50 latach uzbierasz astronomiczną kwotę ...750 tys pln
              (oczywiście przy optymistycznym założeniu iż dzieki umiarowi w
              konsumpcji tudzież błyskotliwym decyzjom uda ci się zachowac realną
              wartość tych pieniędzy) Założywszy że będziesz wtedy chciał
              jeszcze przeżyć 10 lat da ci to będzies dysponował kwotą 6250 pln
              miesięcznie.

              Oczywiście kwota taka wydaje się majatkiem dla młodego człowieka, w
              którego budżecie główne pozycje stanowią obecnie wielopaki
              Heinekena, łańcuchy do rowerów i wydatki kulturalne w postaci
              abonamentu na GW i TVN. Jednak dla bezdzietnego 70+ latka, któty
              bedzie z tego musiał opłacić pomoc domową, , lekarstwa i innego
              rodzaju remonty substancji fizycznej i psychicznej nie będzie to
              tak wiele. I ciekawy jestem jakaż to firma ubezpieczeniowa
              zaoferuje 70 latkaowi polisę pokrywającą np. koszty leczenia
              kardiologicznego czt onkologicznego. Do tego dodaj sobie koszty
              leczenia paliatywnego i hospicjum ale rozumiem, że wtedy bedzie
              można zwrócic się o pomoc do Społeczeństwa. bo i co ci pozostanie,

              wesołego śmiania

              Oczywście ta optymistyczna kalkulacja pod warunkiem, że nie trafi
              ci się jakaś cieżka choroba lub wypadek, które w kilka miesięcy
              zjedzą twoje oszczędności. A idę o zakład że żadna firma
              ubezpieczeniowa nie wystawi ci wtedy polisy pokrywającej koszty
              ewentualnego leczenia kardiologicznego czy onkologicznego.

              Oczywiścia krzywa twoch dochodów może się dziarsko piąc w górę.
              Życze ci tego ale dziwnym jest że akurat tacy ludzie decyduja się
              na większa liczbe dzieci.

    • asiuniap Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 15.04.10, 23:50
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7773393,Niektore_rodziny_ofiar_bez_srodkow_do_zycia.html

      Żony nie były współwłaścicielkami kont mężów. Pełnomocnictwa bez
      klauzuli pośmiertnej wygasają w chwili śmierci właściela. Mało, nie
      były nawet pełnomocnikami... Ręce opadają.
      • crayka Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 16.04.10, 00:34
        Odpowiadam (prawie) wszystkim:
        przede wszystkim dziękuję Tym, którzy swoimi postami sprawili, że
        jednak nie poczułam się na Ursynowie jak w przysłowiowej dżungli
        (tylko silni i bezwzględni, dbający tylko o siebie i SWOJE potomstwo
        przetrwają);

        Pozostałym wypowiadającym się w tym wątku i będącym aktualnie w tzw.
        okresie rozrodczym proponuję zmierzyć się (dla ich dobra - tylko
        wirtualnie) z wyobrażeniem sytuacji, w której posiadają adekwatnie
        do swoich skrzętnie ocenionych możliwości finansowych tylko jedno
        dziecko i raptem, po podjęciu bardzo racjonalnej decyzji o powołaniu
        jeszcze jednego potomka, dowiadują się, że na ten ursynowski padół (w
        którym jest tak, jak Oni piszą) wybiera się nie jedno ale dwoje lub
        (o zgrozo!) troje Ich potomków!!! Zrobiłam rozeznanie w ciągu tych
        trzech dni i znalazłam 7 takich rodzin, którym to się właśnie
        przydarzyło!!!
        Nie zapytam, bo to zbyt intymne pytanie, co by zrobiła w takiej
        sytuacji np. asiuniap lub jan-w...
        I nie piszę pracy magisterskiej ani niczego podobnego
        • asiuniap Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 16.04.10, 01:27
          crayka napisała:

          > Nie zapytam, bo to zbyt intymne pytanie, co by zrobiła w takiej
          > sytuacji np. asiuniap lub jan-w...
          > I nie piszę pracy magisterskiej ani niczego podobnego


          Mogę odpowiedzieć choć nie pytasz?
          - nie pisałabym o wyrównywaniu szans
          - nie pisałabym o dziwnych pozytywach kolegowania się jedynaków z
          dziećmi z wielodzietnych rodzin, przedstawiając (z rękawa) same
          pozytywy dzieci z tych rodzin,
          - myślałabym nad zapewnieniem opieki dzieciom po powrocie do pracy
          po macierzyńskim, wiedząc, że moja rodzina będzie potrzebowała
          większych pieniędzy (babcie, ciocie, koleżanki, ewentualnie (w
          dramatycznej sytuacji) Ukrainki),
          - kompetowałabym wyprawki dla dzieciaków po dzieciach znajomych,
          - z ołówkiem w ręku starałabym się stworzyć budżet na najblizszy rok,
          - zastanawiałabym się nad wynegocjowaniem z moją firmą telepracy
          chociaż przez pierwsze pół roku po zakończeniu macierzyńskiego,
          - zastanawiałabym się nad utworzeniem - w swoim domu/mieszkaniu
          domowego przedszkola (skoro będę mieć 6-raczki, to 2 lub 3
          dodatkowych dzieci to pikuś, a każdy grosz się przyda, z własnego
          doświadczenia: po urodzeniu drugiego dziecka odstawiałam chałturę w
          postaci robienia swetrów na drutach),
          - a przede wszystkim udałabym się do gina po tabletki lub plastry.
        • vortex_p Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 16.04.10, 09:23
          Zrobiłam rozeznanie w ciągu tych
          > trzech dni i znalazłam 7 takich rodzin, którym to się właśnie
          > przydarzyło!!!

          Jeżli wierzyć Wikipedii, prawdopodobieństwo potrójnej ciąży wynosi 1:80 do kwadratu, tak więc 1 ciąża na 6400 owocuje trojaczkami. Nawet jeżeli naprawdę znasz siedem takich rodzin, zapewniam Cię, że obsłużyły one znaczny odsetek potrójnych ciąż w Polsce. Nie jest to więc aż tak częste zjawisko, nawet jeżeli tak Ci się zdaje. Podlegasz złudzeniu, jakiemu np. mógłby ulec ortopeda na urazówce, który twierdziłby, że najczęściej występującą przypadłością nie jest przeziębienie, tylko złamanie kręgosłupa.
        • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 16.04.10, 12:03
          Jestem matka bliźniaków, i interesowałam się ludźmi mającymi bliźnięta.
          Zapewniam Cię, że nie jest ich tak duzo jak usiłujesz przedstawić. Więc nie jest
          to zjawisko powszechne, ba jest dość rzadkie.
          Wiem ile kosztuje utrzymanie, wychowanie, zapewnienie dobrych warunków rozwoju i
          nauki 2 dzieciom. Sa to naprawdę duże sumy.
          Jedni wydają więcej inni mniej, ale są wydatki, których okroic się nie da.
          I jeśli ktoś ma 5+ dzieci to pensja rzędu 15-20 tys nie gwarantowałaby
          dobrobytu. A ile osób tyle zarabia? Zwłaszcza, że jest to w 99% jedna pensja (
          matka zajmuje się rozrodem i pracą w domu a nie pracą zarobkowa).
          W tej sytuacji rodziny wielodzietne ruszają mózgownicą i udają się do róznego
          rodzaju instytucji po datki, zasiłki, zapomogi. Pierwsza wizyta może byc nieco
          krępująca, ale następne to juz pestka. Minuta wstydu i dziecko jedzie na darmowe
          kolonie, ma darmowe obiady, w kieszeni jest dodatek mieszkaniowy, bilet
          bezpłatny itd.
          A poniewaz nic nie bierze się z nieba na te dobra ktos musi zapracować i komuś
          trzeba odebrać.
          Dzieci powielają wzory wyniesione z domu. Jest więc wysoce prawdopodobne, że
          bedą się rozmnażac a nie pomnażać dochód ku chwale społeczeństwa.
          Tak więc nie będa pracować na emerytury tych, którzy dziś utrzymuja ich ze
          swoich podatków lecz wyciągać rękę po zasiłki finansowane m.in. z emerytur.
          Wielodzietność - Tak! NA WŁASNY RACHUNEK.
          • crayka Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 17.04.10, 01:01
            15-20 tysięcy na 5 dzieci plus dwoje rodziców dałoby zawrotne (15000:7) ponad dwa tysiące zł na 1 osobę. Dowiedziałam się, że z pomocy ursynowskiego ośrodka pomocy społecznej korzysta ponad 2 tysiące rodzin, w tym ok. 100 rodzin wielodzietnych. Kryterium uzyskania pomocy to kilkaset! złotych dochodu miesięcznie na 1 osobę (niecałe 400) w rodzinie.
            Wygląda na to, że rodziny wielodzietne to niewielki odsetek rodzin z problemami finansowymi na Ursynowie.
            Jak zapewnić równe szanse rozwoju wszystkim dzieciakom, którym przyszło żyć w naprawdę ubogich rodzinach? Także ukochanym tu, na tym forum, jedynakom?
            Bo nadal jestem przekonana (a nie chcę się powtarzać, więc w skrócie), że zadbanie o dobre warunki rozwoju dzieci, także te nie własne, w ogólnym rachunku opłaci się wszystkim . Może wielodzietni wypracują jakieś rozwiązania, z których będą korzystać także np.jedynacy z ubogich rodzin.
            Na marginesie - mamy na naszym Ursynowie trzy rodziny osierocone w smoleńskiej katastrofie
            • jan-w Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 17.04.10, 07:39
              crayka napisała:

              > Jak zapewnić równe szanse rozwoju wszystkim dzieciakom, którym przyszło żyć w n
              > aprawdę ubogich rodzinach? Także ukochanym tu, na tym forum, jedynakom

              Popatrz na tytuł wątku jaki założyłaś.

              > Wygląda na to, że rodziny wielodzietne to niewielki odsetek rodzin z problemami
              > finansowymi na Ursynowie.

              Czyli jednak chodzi o wydobycie dodatkowych, publicznych pieniędzy.

              > Może wielodzietni wypracują jakieś rozwiązania, z których b
              > ędą korzystać także np.jedynacy z ubogich rodzin.

              Może. A może blondyni, a może wysocy. Należy dotować z naszych podatków wysokich
              i blondynów. Że nie starczy wtedy na przedszkola?
              Ale może wypracują jakieś rozwiązania?

              > Na marginesie - mamy na naszym Ursynowie trzy rodziny osierocone w smoleńskiej
              > katastrofie

              To naprawdę żenujące podczepiać się pod żałobę narodową, chociaż wątek nie ma z
              tym nic wspólnego i dotyczy tylko organizacji zbiorowego nacisku o charakterze
              roszczeniowym. Niesmaczne.
            • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 17.04.10, 08:11
              Obawiam się, że jedyne rozwiązanie, które będą wstanie wypracować rodziny
              wielodzietne to skłanianie rodziny z mniejszą ilością dzieci do dzielenia się
              np. zabawkami w piaskownicy ( Jasiu masz 3 ciężarówki po co ci tyle? Oddaj 2
              Kaziowi, bo on nie ma wcale).
              Gdzie jest powiedziane, że wszyscy mają mieć równe szanse w czymkolwiek? Pasażer
              malucha ma znacznie mniejszą szansę przeżycia wypadku samochodowego niż pasażer
              mercedesa. Czy w związku z tym w ramach wyrównania szansy należy rozdawać
              mercedesy? Bez przesady, czasy równości ( każdemu po równo czyli niewiele) już
              się skończyły, Janosik także nie grasuje.
              Myślę, że rodziny wielodzietne decydując się na rozród wiedzą jakie są koszty
              utrzymania od pampersów do podręczników akademickich i mają świadomość, że
              podołają temu obciążeniu. Rodzice a nie sąsiedzi, gmina.
              • grzalka Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 17.04.10, 09:30
                protozoa napisała:

                > Obawiam się, że jedyne rozwiązanie, które będą wstanie wypracować rodziny
                > wielodzietne to skłanianie rodziny z mniejszą ilością dzieci do dzielenia się
                > np. zabawkami w piaskownicy ( Jasiu masz 3 ciężarówki po co ci tyle? Oddaj 2
                > Kaziowi, bo on nie ma wcale).
                >

                się odniosę do tego fragmentu- mam zaledwie trójkę i więcej nie planuję, ale póki co to właśnie jedynacy korzystają z naszego "sprzętu"- bo moje dzieci mają rolki, rowery, hulajnogi, piłki itp- i ciągle jest u nas jakieś dziecko (właśnie najczęściej jedynacy) które spędza z nami całe dnie, a często i nocuje, bo u nas jest fajnie

                co do meritum- dzieci z rodzin wielodzietnych (i gmin popegeerowskich i z rodzin patologicznych itp) będą tworzyć społeczeństwo i nasz w tym interes żeby im szanse wyrównać- nie na zasadzie każdemu po równo, nie Janosik, ale jestem jak najbardziej za np. fundowaniem stypendiów dla zdolnych dzieci z trudną sytuacją finansową

                łatwo powiedzieć myśl zanim się rozmnożysz- jeśli jeszcze dzieci nie ma- ale jak już są to trzeba myśleć przyszłościowo, a nie bezmyślnie i krótkowzrocznie
                • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 17.04.10, 11:06
                  Mam dwoje dzieci. Najfajniejszymi kolegami/koleżankami moich synów były dzieci z
                  rodzin 2+1 lub 2+2. Przed laty sąsiadka mająca 4 dzieci odmówiła naprawy roweru,
                  który jej syn zniszczył jednemu z moich chłopców, bo.....nie miała pieniędzy, bo
                  on niechcący, bo przeciez macie drugi. Rower nadawał się do wyrzucenia. Nie
                  ukrywam, że nawymyslałam matce, ale nie w obecności dziecka, za to owa dama
                  rozdarła się na mnie w obecności dzieci ( jej i moich). Cóż. wiadac jestem
                  skąpa, nieużyta i be, skoro nie wyraziłam zachwytu z powodu zniszczenia roweru,
                  wziętego bez pytania i wartego 3/4 mojej ówczesnej pensji.
                  Czy jest jakikolwiek interes społeczny, aby równać szanse? Nie sądzę - pieniędzy
                  mało, więc aby jednym dać trzeba zabrać innym.
                  Co jest bardziej opłacalne z punktu widzenia społecznego - inwestowanie w
                  zdolnych czy w biednych? Inwestując w zdolnych jest szansa, że potencjał osoby
                  utalentowanej nie zostanie zmarnowany, inwestując w biednych - nie ma takiej
                  pewności. Zamiast profesora i sprzątaczki będziemy mieli dwóch miernych urzędników.
                  Jeśli młody człowiek dostanie coś za darmo uzna, że mu sie należy i będzie
                  wydeptywał ściezki do wszelkich instytucji rozdających pieniądze. A po latach
                  ten wzór powielą jego dzieci. Czy o to nam chodzi? Czy stać nas na- tu padnie
                  ostre określenie - bandę darmozjadów?
                  • eg0s Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 17.04.10, 17:01
                    protozoa napisała:
                    > Mam dwoje dzieci. Najfajniejszymi kolegami/koleżankami moich synów
                    były dzieci z
                    > rodzin 2+1 lub 2+2.

                    A ile rodzin wielodzietnych znasz? W klasie mojego dziecka
                    jedynaków jest 12, dzieci z rodzin wielodzietnych jest dwójka (w tym
                    mój synek). Rodzin z jednym/dwójka dzieci jest po prostu więcej,
                    więc łatwiej takie dzieci spotkać i ewentualnie się zaprzyjaźnić.

                    Przed laty sąsiadka mająca 4 dzieci odmówiła naprawy roweru
                    > ,który jej syn zniszczył jednemu z moich chłopców, bo.....nie
                    > miała pieniędzy, bo on niechcący, bo przeciez macie drugi.
                    Rower nadawał się do wyrzucenia.

                    A myślisz, że jeśli by ta kobieta miała jedno/dwójkę dzieci to
                    inaczej by zareagowała? Dobre wychowanie nie zależy od ilości
                    posiadanych dzieci. Zastanów się czy wszyscy ludzie, którzy nie mają
                    dzieci lub mają tylko jedno dziecko zachowują się porządnie?

                    Nawet jeśli znałaś jedną rodzinę wielodzietną, która byla nastawiona
                    roszczeniowo do innych, to nie znaczy, że wszyscy tacy są. Choć nie
                    twierdzę, że takich rodzin nie ma (taka postawa bardziej niż od
                    ilości dzieci zależy od charakteru człowieka).

                    Znam kilka rodzin wielodzietnych (z trójka/czwórka dzieci) i ani
                    jedna z tych rodzin nie korzysta z pomocy państwa.
                    • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 17.04.10, 20:01
                      Znam kilka rodzin wielodzietnych 3+. Zgadzam się, że tych 2+1 czy 2+2 jest
                      znacznie więcej. Jednak większość rodzin 3+, znanych mi rodzin, miała większe
                      czy mniejsze problemy natury finansowej. Wakacje - krócej i gorsze, nauka
                      języków obcych - ograniczona, ubrania donaszane po rodzeństwie itd. Dzieci
                      kosztują!!! Są wydatki. I powtarzam jak mantrę- rzadko kogo stać na luksus
                      zapewnienia takich samych warunków 2 i 5 dzieci. Oczywiście można kupić spodnie
                      za 50 zł i za 500, przy czym nie oszukujmy się - te za 50 rozlecą sie po
                      miesiącu a te za 500 niekoniecznie.
                      Można kupić tenisówki za 20 zł i buty firmowe za 700 - przy czym te pierwsze są
                      na pół sezonu i zwykle zniekształcają stopę. O aspekcie estetycznym nie wspomnę.
                      Można dorabiać sobie rozmaite ideologie- i pewnie będzie się dorabiać, ale każdy
                      kto ma dzieci wie, że już przedszkolaki porównują, zazdroszczą.
                      Zgadzam się, że może być cham z 1 -2 dzieci, ale tu w opisanym przeze mnie
                      przypadku matka 4 miała postawę wybitnie roszczeniową - mam dzieci, nie mam
                      pieniędzy, więc niech inni się ze mną dzielą ( w domyśle - wszystkie dzieci są
                      nasze). A jak JEJ dziecko wyrządziło szkodę, to umywa się ręce, bo albo zwrot
                      pieniędzy za rower/jego naprawa, albo zaspokojenie potrzeb dzieci ( w domyśle -
                      po co im 2 rowery wystarczy jeden, moje nie mają żadnego).
                      Mamy z mężem niezłe pensje, dochody, pracę. Nasza rodzina to 4 osoby i nie
                      bylibysmy wstanie zapewnić takiego samego standardu większej rodzinie. A ,
                      zapewniam, jesteśmy sporo powyżej sredniej krajowej. Co zatem może oferować
                      większość będąca w okolicy sredniej lub poniżej?
                      P.S. Byłam dziś na zakupach - synowie po 1 parze spodni, po 1 koszuli, jakaś
                      bielizna, skarpetki i......prawie 2,5 tys. Te same zakupy przy 5 dzieci
                      wyniosłyby 6250 zł a przy 8 - aż 10 tys. A trzeba jeszcze coś jeść, opłacic
                      świadczenia, kupic leki, kosmetyki, ksiązki, środki czystości itd, nie mówiąc o
                      tym, że sama też nie ubieram się na bazarze. A gdzie wakacje? Nauka języków?
                      Fryzjer? Nie byłoby mnie stać na takie wydatki, I sądzę, że większość z Was też.
                      • eg0s Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 17.04.10, 21:10
                        protozoa napisała:

                        > Wakacje - krócej i gorsze, nauka
                        > języków obcych - ograniczona, ubrania donaszane po rodzeństwie
                        itd. Dzieci kosztują!!!

                        Oczywiście, że dzieci kosztują. Wszystko jednak zależy co jest dla
                        kogo ważne. Rozśmieszyłaś mnie tymi "gorszymi wakacjami". Ja np. nie
                        lubię wakacji typu all inclusive. Wolę z moją rodziną pojechać na
                        spływ kajakowy czy pochodzić po górach, a przede wszystkim spędzić z
                        nimi czas. Długość naszego wyjazdu jest ograniczona jedynie urlopem
                        jaki możemy dostać w pracy. A jeśli to oznacza dla Ciebie "gorsze
                        wakacje", to już twoja sprawa.

                        >Oczywiście można kupić spodnie za 50 zł i za 500, przy czym
                        > nie oszukujmy się - te za 50 rozlecą sie po miesiącu a te za 500
                        niekoniecznie.

                        Mój 8 latek do tej pory potrafi podrzeć spodnie na kolanach. I
                        założę się, że takie "za 500" też by długo nie wytrzymały ;-).

                        > I powtarzam jak mantrę- rzadko kogo stać na luksus
                        > zapewnienia takich samych warunków 2 i 5 dzieci.

                        Zdaję sobie z tego sprawę, że gdybyśmy się nie zdecydowali na
                        trzecie dziecko, to mielibyśmy więcej pieniędzy (prosta
                        arytmetyka). Ale czy bylibyśmy przez to szczęśliwsi? Zdecydowanie
                        nie.
                        • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.04.10, 09:19
                          A Ty mnie rozśmieszyłaś tłumaczeniami dotyczącymi gorszych wakacji. Tak! spływ
                          kajakowy z mieszkaniem w domkach pamietających stan wojenny to gorsze wakacje. I
                          bez względu na to co będziesz wypisywała tak jest. Dorabiasz ideologie do faktów.
                          Dzieci , moja droga, rosną. I jesli 8 latek może rzeczywiście, choć nie jestem
                          tego taka pewna, rozwalić spodnie za 50 i 500 złotych w podobnym czasie, to za
                          10 lat ( czas szybko biegnie) 18 latek nie włozy spodni za 50 zł, bo to "szajs".
                          No, chyba, że mamausia zacznie mu wmawiac, ze można równie dobrze ubierać się na
                          bazarze. Dobrze i do tego tanio. Sądze jednak, że koledzy szybko zweryfikują, i
                          słusznie, taki pogląd. Tak więc konflikt murowany.
                          Zależy co kto uważa za szczęście - dla mnie spływ kajakowy i mieszkanie w psich
                          budach bez możliwości umycia się nie jest ulubionym sposobem spędzania wakacji i
                          nie czyni mnie szczęśliwą. Zajmowanie sie kilkorgiem dzieci w róznym wieku ( z
                          Jasiem pobawić się klockami, Stasiowi poczytać bajkę, Józia przwinąć, Agatce
                          pomóc z matematyka, Kasię odpytać z wiersza a Basię wesprzeć przed maturą)
                          byłoby dla mnie koszmarem.
                          Mam blixniaki. Te same problemy w tym samym wieku.
                          I pewnie gdyby los nie spowodował, że mam 2 dzieci hurtem ( za co jestem mu
                          wdzięczna) miałabym jedynaka.
                      • bea116 Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.04.10, 00:34
                        P.S. Byłam dziś na zakupach - synowie po 1 parze spodni, po 1 koszuli, jakaś
                        bielizna, skarpetki i......prawie 2,5 tys.

                        Przy takich wydatkach na 2 pary spodni, 2 koszule, bieliznę i skarpetki cud, że cię stać aż na dwoje dzieci:P 700 zł na buty dla dziecka, ha, ha, pozwól, że nie skomentuję :)
                        • kasiulek_1 Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.04.10, 11:37
                          Ha ha, nie no protoza, Ty to lubisz się przylansować. Wszysycy
                          bywający na forum wiedzą, ze jesteś boska, masz cudownych
                          wykształconych synów i świetnie Ci się powodzi. Ale proszę Cię.
                          Uważasz, ze rodziny gdzie nie kupuje się dzieciom butów za 700zł są
                          dysfunkcyjne?
                          Chyba troche popłynęłaś.
                          Mówiąc o rozwadze, przy planowaniu kolejnych potomków, miałam na
                          myśli konieczność zapezpieczenia podstawowych potrzeb(jedzenie,
                          ubrania, edukacja), żeby nie musieć potem brać udziału w jakiś
                          uwłaczających spotkaniach i szukać gdzie by tu szarpnąć grosz.
                          Wiem, że napawa Cie to pewnym obrzydzeniem, ale zapewniam, że można
                          wychowac dzieci na ludzi, zaopatrując się na bazarkach, czy second
                          handach, jeżdżąc na wakacje pod gruszą.
                          Nie dajmy się zwariować.
                          • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 19.04.10, 16:18
                            Ani nie powodzi mi sie świetnie, ani nie jestem boska ani nie mam znakomicie
                            wykształconych synów. Powodzi mi się dzięki mojej i męża pracy nieźle, a moi
                            synowie są dopiero studentami. Co prawda państwowych uczelni, ale studiują -
                            więc nie rozmijaj się z prawdą.
                            Dzieci szybko rosną i o ile u maluchów dopuszczalne jest noszenie ubrań po
                            starszych ( nie dotyczy spiochów a potem obuwia) o tyle starsze dzieci mają o
                            wiele większe potrzeby. I te buty za 700 zł, które tak Was oburzają nie są
                            niczym nadzwyczajnym. Narciarskie, bezpieczne są niewiele tańsze, większość
                            sportowych tyle własnie kosztuje o markowych niedeformujących stóp nie wspomnę.
                            Można jeść naleśniki, ale można nawet bardzo je lubiąc jeść je raz w tygodniu
                            albo z konieczności 7. Mozna mieć książki, można nie mieć. Mozna zaopatrywać się
                            na bazarach i w second handach, ale nikt mi nie wmówi, że są to rzeczy pożądane
                            przez większość ludzi. Taką mamy naturę, że przywiązujemy wagę do tego co
                            nosimy, jak wyglądamy, jak pachniemy .....
                            Wszystkie wypowiedzi typu - wolę wczasy pod gruszą i spływ kajakowy niż wyjazd
                            do 5* hotelu to dorabianie ideologii do tego co się ma.
                            Nie twierdzę, że ci co mają mniej są gorsi, róznie się w życiu układa. Lepiej
                            jest miec mniej i nie kraść, oszukiwać, robic przekręty.
                            Natomiast przy ograniczonych dochodach duża liczba dzieci skutecznie obniża
                            standard życia. A niższy standard to i frustracje i mniejsze szanse.
                        • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 19.04.10, 16:07
                          2 pary spodni - po 499 każda- to prawie 1000 pln. Nie jakieś nadzwyczajne,
                          porządne, modne. 2 lniane koszule po 300 pln każda - to już 1600pln. 2 paski do
                          spodni po 99 - mamy już 1800; 4 T shirty a 120 i do tego po paczce skarpetek (
                          każda 59 pln), i po 1 parze kalesonów po 35 pln - czyli w sumie 2468 pln. Dużo?
                          Sporo.Pewnie, że to samo ( ale nie takie samo) mozna kupić na bazarze. Tylko
                          jest jedno małe ale......domyslasz się jakie?
                          700 zł za buty dla dziecka......dla malucha pewnie są tańsze, chociaż na czym
                          jak na czym, ale na butach nie wolno oszczędzać. Pamiętaj jednak, że za 10-12
                          lat dziecko nie będzie dzieckiem a zarabiać nie będzie. A wtedy buty za 700 zł
                          przestaną być luksusem i nie będą Cię szokować.
                          • ancymon123 Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 20.04.10, 15:24
                            Chyba bym na głowe upadła, żeby za taką kasę kupować ciuchy ! Oboje
                            z mężem pracujemy, zarabiamy sporo powyżej średniej, mamy jedynaka -
                            z wyboru. Właśnie dlatego, żeby stopy życiowej rodzinie nie obniżać.
                            Ale w życiu nie kupiłabym ani sobie, mężowi czy dziecku butów za 700
                            czy koszuli za 300. But markowy, skórzany, niedeformujący stopy, dla
                            dziecka oczywiście z wkładką, w markowym sklepie kosztuje poniżej
                            300 zł. Sandał jeszcze mniej, bo ok. 150 zł. Koszulki mojej
                            ulubionej firmy to wydatek ok. 129 zł za 3-pack (dla dzieciaka).
                            Bluzka dla mnie czy koszula męża spokojnie 100-150 zł. O czym Ty
                            kobieto piszesz? I podkreslam- ubieramy sie w markowych salonach
                            odzieżowych, nie w hiperkach czy tym bardziej na bazarach. PS. nie
                            widzę też nic złego w tym, że mój syn donaszał śpiochy po innym
                            dziecku. Nie widze tez nic gorszego w spływie kajakowym, choć
                            równiez lubię wczasy All Inclusive - dziecku trzeba wszystko pokazać.
                            • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 20.04.10, 15:36
                              Ile dziecko ma lat? 5? 7? 10? Owszem dla tak małego dziecka kupisz sandały za
                              150 zł, dla dorosłego już raczej nie. tzn kupisz, ale gorsze.
                              Koszulki dla dziecka być może tyle kosztują, ale dla nastolatka +19 czy studenta
                              płacąc za 3 pack 129 złotych kupisz raczej szmatkę.
                              Porządna lniana koszula kosztuje własnie 300 zł, mozna oczywiście kupić i za 30
                              tyle, że będzie to gorsze gatunkowo.
                              Nie pamiętam kiedy kupiłam dla siebie bluzkę za 100-150 złotych, po prostu
                              takich nie ma, ale jeśli wiesz gdzie można kupić podaj namiary- naprawdę chętnie
                              kupię.
                              Śpiochy maluch może donaszać, starsze dziecko- a czas cholernie szybko biegnie -
                              raczej nie zechce nosić ubrania po Andzi, Wandzi, Pimpusiu.
                              Spływ kajakowy - jak ktos lubi - byłam ze 3 razy i nie jestem fanką - zwłaszcza
                              w polskim wydaniu. Zgadzam się, że dziecku trzeba wszystko pokazać - a spływ i
                              wczasy u szwagra to jednak nie wszystko.
                              Tak więc wychodzi na moje - patrzycie na wydatki z perspektywy matek małych
                              dzieci. Małe dzieci to nieduże wydatki, ale rosną one i to piorunem .
                              P.S. Naprawdę czekam na info. gdzie można kupić DOBRE bluzki po 100-150 zł. Mam
                              rozmiar 36.
                              • ancymon123 Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 21.04.10, 14:11
                                NEXT, Simple, Solar, Tatuum... jest tego pełno. Można dodatkowo
                                zaoszczędzić kupując np. w outletach jak Ursus czy Piaseczno. Jeśli
                                te marki to dla ciebie szmaty, to ja już nie będę polemizować, bo
                                nie ma o czym.
                                  • asiuniap Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 22.04.10, 08:57
                                    protozoa napisała:

                                    > A gdzie powiedziałam, że są to szmaty? Można oczywiście kupować w
                                    outletach
                                    > jeśli kupuje się więcej niż 1-2 sztuki. Wyprawa do Piaseczna (
                                    benzyna, strata
                                    > czasu) to niejednokrotnie więcej niż 50 zł.

                                    Nieprawda. W outletach możesz kupować pojedyncze sztuki. Tam często
                                    są wyprzedaże. Moja nastolatka uwielbia House'a, Cropp Town,
                                    Reportera, Butik. W Hausie sie zarejestrowała i ma duże zniżki,
                                    głowy nie dam, ale chyba 30%. A propos, nie kupie juz trampek w
                                    Pumie, po miesiącu się rozlatywały. Podobnie Scotch&Soda. Po
                                    miesiącu w butach odpada podeszwa, robią się dziury. A ja własnie
                                    lubię kupowac ciuchy w Realu i Tesco. Cherokee sprzedaje się w
                                    Tesco. Co większym snobom podpowiem, że Madonna reklamowała
                                    Cherokee :))) Aha. Bazarki też uwielbiam. Protozoa, usiądź teraz
                                    lepiej...... zaglądam też do second handów! Mam stamtąd kilka
                                    zajefajnych ciuchów Armaniego, Gucci, Toma Forda.
                                    • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 22.04.10, 17:29
                                      Wiem., ze mozna kupować nawet 1 parę skarpetek, ale outlety są najczęściej za
                                      miastem. Dojazd do Piaseczna ( nawet z Ursynowa) to stanie w korku, wypalanie
                                      benzyny i strata czasu. Jeśli zrobi się rachunek to kosztuje to mniej więcej
                                      tyle samo co np. w Galerii Mokotów tylko część pieniędzy wydajesz w sklepie,
                                      część na stacji benzynowej itd. O czasie nie wspominam.
                                      Cropp jest tandetny. Może nastolatki przez moment go lubią, ale są to rzeczy do
                                      pierwszego prania.
                                      W Realu kupuje papier toaletowy , chusteczki do nosa i rzeczy fabrycznie
                                      zapakowane - odzież jest paskudna i zdania nie zmienię. W Tesco nie bywam.
                                      A second handy mnie brzydzą, wiem, wiem odzież jest prana i dezynfekowana nawet
                                      Gucci......
                                      • asiuniap Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.05.10, 02:14
                                        protozoa napisała:

                                        > Wiem., ze mozna kupować nawet 1 parę skarpetek, ale outlety są
                                        najczęściej za
                                        > miastem. Dojazd do Piaseczna ( nawet z Ursynowa) to stanie w
                                        korku, wypalanie
                                        > benzyny i strata czasu.

                                        Ja tez mieszkam na Ursynowie, w zasadzie na Kabatach pod lasem i
                                        jakoś nawet w godzinach szczytu dojeżdżam do Piaseczna w rozsądnym
                                        czasie. Mokotów to tłumy i wyższe ceny.

                                        Jeśli zrobi się rachunek to kosztuje to mniej więcej
                                        > tyle samo co np. w Galerii Mokotów tylko część pieniędzy wydajesz
                                        w sklepie,
                                        > część na stacji benzynowej itd. O czasie nie wspominam.
                                        > Cropp jest tandetny. Może nastolatki przez moment go lubią, ale są
                                        to rzeczy do
                                        > pierwszego prania.

                                        Nieprawda. Moja nastolatka jest wymagającą panną i ma zgoła odmienne
                                        zdanie. Może masz nieodpowiednią pralkę libo pierzesz w nie takich
                                        temp?

                                        > W Realu kupuje papier toaletowy , chusteczki do nosa i rzeczy
                                        fabrycznie
                                        > zapakowane - odzież jest paskudna i zdania nie zmienię.

                                        Nie mam zamiaru Cię przekonywać. Niektóre ciuchy są lepsze gatunkowo
                                        niz z GM i inych Złotych T.

                                        > W Tesco nie bywam.

                                        Za daleko?


                                        > A second handy mnie brzydzą, wiem, wiem odzież jest prana i
                                        dezynfekowana nawet
                                        > Gucci......

                                        I cóż? Ja zawsze piorę po zakupie. W SH mozna znaleźć takie perełki,
                                        których w żadnych galeriach nie uświadczysz. ja stawiam na
                                        oryginalność nie seryjną nudę.
                                    • allija Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 24.04.10, 04:14
                                      no proszę, proszę, dyskusja zeszła na całkiem nowe tory...
                                      House ma fatalną jakość tak na marginesie, spodnie syna nie wytrzymywały
                                      nawet jednego sezonu a dawno już wyrósł z biegania po podwórku czyt.
                                      intensywnego użytkowania.
                                      Odzież z Tesco czy Realu to są szmatki, że nie wspomnę o ciuchlandach,
                                      ups - second handach.
                                      Nie wyobrażam sobie donaszania po kimś ciuchów, nawet jeśli to
                                      będzie "sam" Armani, aż taką sknerą nie jestem.
                                      Własciwie to ja w ogóle sknerą nie jestem, mogę nawet dzielić się z
                                      innymi.
                                      Ale jeśli jesteśmy przy zakupach, moi synowie studenci sami sobie kupują
                                      ciuchy, takie jakie chcą i tam gdzie chcą, mają swoje konta i swoje
                                      karty, potem tylko im uzupełniam "poniesione koszta". Nie interesuje
                                      mnie czy kupią sobie koszulkę za 50 czy 200 zł, w takiej będą chodzili.
                                      Często też korzystają z wysyłkowych sklepów "bo kolega kupił fajne buty".
                                      Sama zreszta tez korzystam glownie z takich sklepow, wlasnie dlatego ze
                                      szkoda mi czasu.
                                      • jan-w Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 24.04.10, 08:56
                                        > Często też korzystają z wysyłkowych sklepów "bo kolega kupił fajne buty".
                                        > Sama zreszta tez korzystam glownie z takich sklepow, wlasnie dlatego ze
                                        > szkoda mi czasu.

                                        Takie sklepy (internetowe z całego świata) górują wyborem, ceną, możliwością
                                        porównania istotnych cech towarów itd. Sam często z nich korzystam. Ale akurat
                                        butów nie ośmieliłbym się kupować bez przymierzenia.
                                      • asiuniap Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.05.10, 02:25
                                        allija napisała:

                                        > no proszę, proszę, dyskusja zeszła na całkiem nowe tory...
                                        > House ma fatalną jakość tak na marginesie, spodnie syna nie
                                        wytrzymywały
                                        > nawet jednego sezonu a dawno już wyrósł z biegania po podwórku
                                        czyt.

                                        Miałaś pecha. Ja do tej pory noszę (kilka lat) i zdarza się, że na
                                        ulicy mnie panie pytają gdzie kupiłam dana bluzę czy spodnie.

                                        > Odzież z Tesco czy Realu to są szmatki, że nie wspomnę o
                                        ciuchlandach,
                                        > ups - second handach.

                                        Kupowałaś czy opierasz się na stereotypach vide Tesco dla biedoty?

                                        > Nie wyobrażam sobie donaszania po kimś ciuchów, nawet jeśli to
                                        > będzie "sam" Armani, aż taką sknerą nie jestem.

                                        Buhahaha.

                                        > Często też korzystają z wysyłkowych sklepów "bo kolega kupił fajne
                                        buty".
                                        > Sama zreszta tez korzystam glownie z takich sklepow, wlasnie
                                        dlatego ze
                                        > szkoda mi czasu.

                                        Bosz. Bon Prix, Neckermann czy inny niemiecki butik... Rozmiarówka z
                                        kosmosu, jakość tkanin w realu = szmata, choc w katalogu wygląda
                                        nieźle. Jak wspomnę ile razy odsyłałam zamówione towary... wolę
                                        przejśc się do Reala, SH lub FH, przynajmniej nie będę dotować
                                        Poczty Polskiej.
        • crayka Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.04.10, 01:17
          mam ursynowskie statystyki:
          około 300 rodzin z 1 dzieckiem korzysta z pomocy Ośrodka Pomocy
          Społecznej;
          około 200 rodzin z dwójką dzieci,
          około 60 z trójką dzieci
          25 rodzin z czwórką
          4 rodziny z piątką dzieci
          1 z szóstką

          widać, oburzeni podatnicy, że więcej jednak dokładacie do rodzin z 1
          i 2 dzieci


          • jan-w Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.04.10, 07:31
            Jaki to ma związek z twoim apelem o robienie zadymy aby wymusić więcej pieniędzy na rozdiny takie jak twoja? Nie dorabiaj ideologii do ordynarnej roszczeniowośći.
            1. Nie spotkałem apelu: dajmy czasu aby wymusić więcej pieniędzy na typowe rodziny.
            2. Statystyki ilościowe w tej sytuacji to zwykła manipulacja. Rodzin normalnych jest znacznie więcej niż wielodzietnych więc i korzystających (ilościowo) więcej. Statystyki w ocenie tego apelu o zadymę są nieistotne, ale jeżeli już je podawać to procentowo korzystanie z pomocy/ilość danego typu rodzin.
            • crayka Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 20.04.10, 09:31

              jan-w napisał:

              > Jaki to ma związek z twoim apelem o robienie zadymy aby wymusić więcej pieniędzy na rozdiny takie jak twoja? Nie dorabiaj ideologii do ordynarnej roszczeniowośći.
              > 1. Nie spotkałem apelu: dajmy czasu aby wymusić więcej pieniędzy na typowe rodziny.
              > 2. Statystyki ilościowe w tej sytuacji to zwykła manipulacja. Rodzin normalnych jest znacznie więcej niż wielodzietnych więc i korzystających (ilościowo) więcej. Statystyki w ocenie tego apelu o zadymę są nieistotne, ale jeżeli już je podawać to procentowo korzystanie z pomocy/ilość danego typu rodzin.

              jan-w, po usunięciu mojego postu, w którym napisałam, że na miejscu opiekuna forum zabroniłabym samemu sobie wstępu na to forum za jego wypowiedź: "Jaki to ma związek z twoim apelem o robienie zadymy aby wymusić więcej pieniędzy na rozdiny takie jak twoja? Nie dorabiaj ideologii do ordynarnej roszczeniowośći",

              Jan-W napisał do mnie na pocztę:

              "Ataki personalne są zabronione zarówno przez netykietę jak tez regulamin forum. Korespondencję do innych uczestników forum, zgodnie z regulaminem forum należy wysyłać e-mailem.
              Twój skasowany post nie zawierał **żadnej** treści merytorycznej. Był wyłącznie atakiem personalnym.
              Możesz dyskutować merytorycznie. Łamanie regulaminu jestem zmuszony korygować."

              Całkowicie zgadzam się z powyższym, szkoda, że "opiekun" tego forum nie stosuje się do tych zasad.

              A merytorycznie: proponuję przeczytać moje posty w tym wątku uwzględniając znane mi (ale, jak widać, nie wszystkim) obowiązujące zasady:
              1. wysokość zasiłków określana jest przez Sejm RP a nie władze Dzielnic Warszawy. Dzielnice nawet nie są jednostkami samorządu terytorialnego - gminami - które mogą, jeśli mają na to środki, wypłacać określone świadczenia, ale wtedy wszystkim uprawnionym mieszkańcom gminy, czyli, w naszym przypadku, wszystkim, spełniającym kryteria mieszkańcom Warszawy. Namawianie władz dzielnicy na przekazanie osobom prywatnym publicznych środków jest po prostu bez sensu - to jest niezgodne z obowiązującym prawem.
              2. środki publiczne są przekazywane osobom prywatnym na podstawie ustawy o pomocy społecznej - nie pisze się jej w dzielnicy
              3. są środki finansowe, które proszą, żeby je wziąć: środki unijne - wystarczy napisać dobry projekt (sama to umiem i myślę, że wielu wielodzietnych też to potrafi) - jeśli bez pieniędzy się nie da czegoś ważnego i potrzebnego zrobić.
              4. zasad dostępu do deficytowych żłobków i przedszkoli też nie zmienia się w dzielnicy - miejscem jest Rada Warszawy

              Pisząc "wielodzietni dajmy czadu!" i pozostałe teksty, mam świadomość powyższych zasad. Wiele dobrego można zrobić bez zabierania komukolwiek pieniędzy
              • jan-w Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 20.04.10, 10:23
                1. Kiedy piszę na czarno, piszę jak wiadomo prywatnie jako uczestnik forum.
                Kiedy pisze jako moderator, piszę na czerwono. Wszyscy o tym doskonale wiedzą.
                Udawanie że się nie zauważa tej różnicy i pouczanie co kto ma prawo myśleć jako
                moderator jest chwytem poniżej pasa. Także pisanie na temat zawartości
                usuniętego postu, korzystając z wiedzy że ja nie mogę napisać co naprawdę
                zawierał. Na ten temat nie zamierzam więcej się wypowiadać.
                2. Publikowanie cudzych listów bez porozumienia z ich autorem, wystawia
                świadectwo osobie która tak robi. Jednoznacznie negatywne.
              • jan-w A jakieś kontrargumenty merytoryczne? 20.04.10, 10:24
                W dalszym ciągu założycielka wątku nie ustosunkowała się merytorycznie do ani
                jednej z moich opinii wyrażonych w moich postach na temat jej wezwania do zadymy
                na obradach rady dzielnicy.
                Zamiast tego stosuje ataki personalne wobec osób nastawionych krytycznie do jej
                roszczeniowej postawy.

                Świadczy to o tym że sama wie że tezy z jej apelu są niemożliwe do obronienia w
                normalnej dyskusji. W tej sytuacji - atakuje personalnie polemistów.
                • silvio1970a Re: A jakieś kontrargumenty merytoryczne? 22.04.10, 17:57
                  jan-w napisał:

                  > W dalszym ciągu założycielka wątku nie ustosunkowała się
                  merytorycznie do ani
                  > jednej z moich opinii wyrażonych w moich postach na temat jej
                  wezwania do zadym
                  > y
                  > na obradach rady dzielnicy.
                  > Zamiast tego stosuje ataki personalne wobec osób nastawionych
                  krytycznie do jej
                  > roszczeniowej postawy.
                  >
                  > Świadczy to o tym że sama wie że tezy z jej apelu są niemożliwe
                  do obronienia w
                  > normalnej dyskusji.

                  co należało udowodnić. i udowodnienie czego należało do moderatora
                  form. forum GW. wielodzietnośc nie jest sexy. sexy są teraz
                  związki homoseksulane. co należy udowdonić
          • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.04.10, 09:22
            A mnie interesuje inna statystyka - jaki procent WSZYSTKICH ursynowskich rodzin
            z 4 dzieci korzysta z pomocy społecznej? Jaki z 5 czy 6?
            Jeśli na Ursynowie mamy 26 rodzin z 4 dzieci i 25 korzysta z pomocy społecznej
            to o czyms to świadczy.
            Powtarzam - nie znam statystyk, ale takie wylicznie jest bardziej wiarygodne.
            I ile osób nie decydujących sie na 3,4,5,6 dziecko unika pomocy ograniczając
            rozród? Ile oszczędza na tym podatnik?
          • bea116 Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.04.10, 15:41
            Nie wiem jakie są statystyki i tak naprawdę nikt z Was tego nie - bo faktycznie trzeba by to ująć procentowo w danej gupie: rodzin z 1, 2, 3 dzieci itd. Natomiast mówienie o rodzinach wielodzietnich (3+) w kategoriach pasożytów społecznych jest dużym przegięciem. Znam sześć rodzin z trojgiem dzieci, w siódmej właśnie spodziewają się czwartego i bynajmniej nie odstają standardem życia od rodzin z 1 czy 2 dzieci.
            • jan-w Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.04.10, 21:00
              Nikt nie twierdzi że rodziny wielodzietne to pasożyty. Odwrotnie. Wymaga to
              dużego poświęcenia. Posty odnoszą się jedynie do założycielskiego, którego
              autorka wzywała takie rodziny do zrobienia zadymy, aby wymusić na władzach
              dzielnicy dotacje dla tej grupy.
    • eg0s Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.04.10, 22:00
      Według mnie autorka wątku zachęca, żeby mimo przeróżnych obowiązków
      (których szczególnie w rodzinach wielodzietnych nie brakuje) pójść
      na spotkanie i
      > Może warto pokazać, że jesteśmy tu, na Ursynowie, że kochamy naszą
      > gromadkę i jesteśmy gotowi zainwestować czas i podjąć ryzyko, by
      > spróbować zrobić coś tam, coś tam, co sami wymyślimy, by naszym
      > "młodym" żyło się lepiej i dostatniej?

      To nie jest zachęta do demonstracji pod ratuszem i walki o swoje
      prawa czy przywileje. A sami dobrze wiecie jak wiele takich
      demonstracji odbywa się na ulicach Warszawy. A tak przy okazji nie
      przypominam sobie ani jednej zorganizowanej przez wielodzietnych ;-).

      Chodzi bardziej o to, że skoro włodarze Ursynowa chcą wymyślić jakąś
      politykę prorodzinną (nie mylić z polityką czysto socjalną), to może
      warto odpowiedzieć na ich zaproszenie i powiedzieć na czym rodzinom
      wielodzietnym najbardziej zależy. Co najbardziej ułatwiłoby życie,
      np. utworzenie kolejnego państwowego żłobka. Listy rezerwowe do tych
      istniejących są koszmarnie długie (znajomi zapisali sziecko w lutym
      tego roku i są na 300 pozycji listy rezerwowej, czyli praktycznie
      bez szans na przyjęcie).

      I cytat ze strony Ursynowa:
      "Spotkanie to stanowi inaugurację planowanych przez Zarząd Dzielnicy
      działań na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa i rozwoju rodziny (w tym
      szczególnie wielodzietnej), wspierania jej funkcji opiekuńczo-
      wychowawczych oraz zwiększenia szans rozwojowych i edukacyjnych
      dzieci i młodzieży z rodzin wielodzietnych poprzez zapewnienie
      równego i sprawiedliwego dostępu do socjalnej, sportowej, oświatowej
      i kulturalnej infrastruktury Miasta.
      Promowanie modelu rodziny z dziećmi i ukształtowanie pozytywnych
      postaw wobec wielodzietności wymaga rozpoznania sytuacji
      ursynowskich rodzin wielodzietnych, ich autentycznych potrzeb i
      oczekiwań, zweryfikowania dotychczas świadczonych form wsparcia oraz
      podjęcia adekwatnych działań.
      Jednym z oczekiwanych efektów tego pierwszego spotkania będzie
      zachęcenie rodziców do współpracy – realizacja ww. zadań nie będzie
      możliwa bez czynnego udziału samych zainteresowanych."
      • protozoa Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 19.04.10, 16:26
        Walka o prawa i przywileje powiadasz? Czyli......domaganie się czegos kosztem,
        no właśnie jakim czy może bardziej czyim kosztem?
        Nie ma np. miejsc w przedszkolach więc matka 1-2 dzieci nie będzie miała ŻADNYCH
        szans na umieszczenie tam dziecka, bo wszystkie miejsca będą zajęte przez dzieci
        z wielodzietnych rodzin. W ramach przywilejów.
        Towarem deficytowym są np. zajęcia organizowane przez domy kultury ( nie wiem
        piszę na rybkę)- tańsze. Więc niech obsadzą je wielodzietni, rodziny mniejsze
        niech płacą.
        Można też zacząć się domagać, żeby rodzinom wielodzietnym gmina fundowała te
        szczepienia, które nie są refundowane z budżetu państwa ( o ile rodzice
        wielodzietnych nie są zajadłymi przeciwnikami szczepień).
        S T O P......
        Gmina ma określona ilość funduszy i dając wielodzietnym zabierze innym. Może
        chorym, może emerytom, którzy całe życie pracowali i mają groszowe świadczenia,
        może rodzinom, które maja mniej dzieci.
        Nie może być tak, że jakaś grupa społeczna jest uprzywilejowana kosztem innej.
          • albwu w szkołach 26.04.10, 21:47
            W szkołach podczas zbierania pieniędzy na wycieczkę albo kino/teatr
            to nauczyciel mówi tak: wycieczka/kino kosztuje XXX zlotych, ale
            niektórych dzieci na to nie stać. Zatem dopłacimy po 5/10/20 złotych
            na te dzieci, których na to nie stać. I jak tu nie ma wyłudzania....
      • allija Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 05.05.10, 00:37
        ha, ha
        Gdyby to nie było w sumie takie przerażające powiedziałabym "a dobrze
        wam tak". Już widzę oczyma wyobraźni protozoę w burce służącą swemu
        mężczyźnie lub jana-w wznoszącego kilka modlitw dziennie do Stwórcy.
          • asiuniap Re: hej wielodzietni z Ursynowa! 18.05.10, 02:50
            Po pHostu stHaszne. Tak samo jak kiedyś nam wciskano, że margaryna
            jest zdrowsza od masła... Do wszelkich prognoz trzeba miec dystans
            drogie panie. Straszono nas globalnym ociepleniem, kurczeniem się w
            zastraszającym tempie lodowców, a niedawno okazało sie, że
            cieplarniany wieszcz oparł swoje rewolUcje na własnych gdybaniach,
            nie badaniach naukowych.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka