Sklepy-straszydła na Ursynowie

IP: *.dialup.medianet.pl 03.10.05, 23:47
Mieszkam na Ursynowie juz od dobrych kilku lat. Tutaj najchetniej robie
zakupy, chodze do lekarza etc. Najczesciej sklepy, ktore odwiedzam maja
sympatyczna i kompetentna obsluge. Ale to wlasnie nie gdzie indziej tylko
tutaj spotkalam sie z takim potraktowaniem przez sprzedawce, ze az
zdecydowalam sie o tym napisac. Otoz po raz pierwszy postanowilam odwiedzic
sklep z odzieżą, który miesci sie przy Pasażu Ursynowskim przy przychodni
ortodontycznej, na rogu budynku zaraz przy parku Jana Pawla II. W
tym "uroczym" sklepie dosyc okropnie wygladajaca sprzedawczyni doslownie nie
pozwolila mi przymierzyc kurtki krzyczac, ze bedzie dla mnie za mala bo ja to
mam w biodrach tyle i tyle! Kiedy weszlam do przymierzalni i zaslonilam
zaslone, to babsko po prostu ja odslonilo i zaczelo na mnie krzyczec, ze ona
mi nie pozwoli przymierzyc tej kurtki bo ja napewno ja zniszcze! Przyznam
sie, ze szczeka mi opadla i wlasciwie do tej pory opada na wspomnienie tej
sytuacji.A wydawaloby sie, ze mamy wolny rynek i demokracje!!! Chcialam
przestrzec przed robieniem zakupow w tym sklepie i bardzo prosze o informacje
o innych placowkach na Ursynowie, ktore zatrudniaja takich niezrownowazonych
frustratow jak ta paniusia. Nie mam ochoty szargac sobie nerwow tylko
dlatego, ze postanowilam kupic sobie kurtke na Ursynowie!
    • craker Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie 04.10.05, 14:52
      No to pięknie, jakaś niezrównoważona psychicznie musi być ta sprzedawczyni. Nie
      miałem takiej przygody na Ursynowie, ale w Centrum na Nowym Swiecie w sklepie z
      bielizną panienka powiedziała mojej zonie, ze nie poda jej jakiejs tam rzeczy,
      bo pewnie i tak jej nie kupi, gdyż jest bardzo droga.
      • Gość: ricky Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie IP: 193.109.123.* 04.10.05, 16:00
        dla mnie takim sklepem jest ten na stacji metra Imielin, wychodząc z metra w
        kierunku przeciwnym niż jedzie pociąg z centrum wychodzimy właściwie na ten
        sklep, kiedyś się cieszyłem bo sobie pomyślałem że rano tam bułeczki będę
        kupował czy cokolwiek ale po dwóch wizytach już więcej tam nic nie kupię. Za
        pierwszym razem nastawszy się w kolejce chciałem kupić wspomniane bułeczki,
        srzedawczyni niemalże nakrzyczała na mnie że muszę sam sobie wziąć (choć to
        sklep a nie "sam") a następnie zaczęła obsługiwać klienta za mną nie czekając
        aż wezmę te dwie głupie bułeczki. A kolejka była spora... Drugim razem sytuacja
        była taka że z zakupionego produktu oderawałem (bez żadnego celu) nalepkę z
        ceną, taką naklejoną pistoletem i jako że właśnie płaciłem nakleiłem ją na
        chwilę na ladę. I tu zaczęła się wojna, jak tak można, toć to zupełny brak
        kultury, i w ogóle całe zło świata jest przeze mnie w tym momencie. Oki, mogłem
        tego nie robić (zrobiłem to zupełnie odruchowo i zaraz miałem to zabrać) ale
        jej reakcja była gruuuubo przesadzona. A więc uwaga na ten sklep.
        • Gość: Subcomm Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie IP: *.chello.pl 04.12.05, 15:12
          Macie rację - Mieszkam na Imielinie i kiedyś parę razy zajrzałem do tego
          sklepu. Obsługa jest beznadziejna a kobitka tam pracująca faktycznie robi
          łaskę, że cokolwiek sprzedaje. Za to niedawno otworzył się drugi sklepik z
          prasą w tym samym miejscu. Tam jest dla odmiany bardzo pozytywnie.
          • kaaarolinkaa Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie 05.12.05, 11:03
            Na mnie ta babka z kiosku spozywczego wydarła sie ze drzwi nie zamknelam za sob
            ale jak wchodzilam to byly juz otwarte! no i jej mowie ze nie zamykalam bo byly
            otwarte jak weszlam! ona: ale to brak kultury, bo przeciez drzwi sie zamyka za
            soba! ja: no tak, ale jak sie je otwiera by wejsc! ona: no, dobra nie bede sie
            klocic!. To ta stara. Innym razem mloda nie dala mi wlozyc bulek do torebki:
            Moze pani wyjsc bo mi tu najda (!) a ja musze do toalety wyjsc.
            Szkoda gadac...stare raszple.
        • Gość: Mała Mi Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie IP: *.aster.pl 05.12.05, 11:50
          Faktycznie, w tym sklepie pracują jakieś dziwne panie!
        • Gość: gosc Prawda o ... IP: *.aster.pl 08.12.05, 12:30
          Cała prawda o tych Paniach jest taka,
          że w młodości bawiły się jak pospolite
          dzisiaj 'ziomalki', przyszło na siebie
          zarabiać i życie okazało się okrutne...
          A ziomale albo wyminili je na młodsze,
          albo też poszli kopać doły ;).

          A tak bardziej serio.
          Oczywiście, że takie zachowanie sprzedawczyń
          jest nie do przyjęcia i włąściciele sklepów
          powinni to tępić, zresztą coraz częściej tak robią.

          Z drugiej strony, wina też leży często po drugiej stronie...
          Człowieka może trafić szlak jak ktoś przychodzi ogląda 20 razy
          daną rzecz, a jej nie kupi... ;)

          Tak na podsumowanie...
          Najciekawsze jest to, że najmniej przyjemne są
          te stare, "grubsze ;)" Panie... ;)
          Czasami wydaje mi się, że obwiniają klientów
          za swój los...
    • mary_ann Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie 04.10.05, 23:36
      Kojarzę ten sklep, co prawda na podstawie bytności ładnych kilka lat temu, więc
      może personel już się zmienił (choc nna podstawie Twojego opisu - nie sądzę:-)
      Wtedy w kazdym razie było tam drogo, badziewnie, i raczej mało uprzejmie.
      • Gość: jaa Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie IP: *.chello.pl 05.10.05, 22:17
        jezeli o pierwszy post autorki to fakt- sprzedawczyni debilka z obgryzionymi
        pazurami. ja mialam taka przygode. to bylo 2 lata temu. coreczka miala ok 2
        mies bylam z nia w parku na spacerze. zaczal padac deszcz, schronilam sie pod
        daszkiem przy wejsciu do sklepu, do domu mialam kawalek drogi, wiadomo
        malenstwo w wozku jak tu przejsc. w parku zywej duszy nie ma. stoje sobie
        stoje - wychodzi ta straszna czarna baba i wygania mnie spod daszku na deszc bo
        klienci nie moga wejsc do sklepu ???!?!?!?!?. niezle co? przypominam nikogo w
        parku poza mna nie ma, zimno, deszcz. przez kolejne 1,5 roku przychodzilam i
        przychodze nadal do parku nigdy przenigdy nie weszlam do tego sklepu, ani moja
        mama, ani nikt z moich znajomych. to chyba jest jakas pralnia pieniedzy. tam sa
        ciagle pustki a klientow brak
    • Gość: Mała Mi Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie IP: *.aster.pl 05.12.05, 11:57
      Wczoraj wyjątkowo poszłam po drobne zakupy do Gross Marketu (dawna Rema) na
      Imielinie. Już wcześniej miałam z tym sklepem nie najlepsze doświadczenia, ale
      spieszyło mi się. Potrzebowałam kilku ziemniaków i ucieszyłam się, że obok
      paczek po 2.5 kg parę sztuk leżało luzem. Zebrałam je do woreczka i poszłam do
      kasy. A tam okazało się, że kasjerka nie może mi ich sprzedać, bo "nie będzie
      się bawić" w przeliczanie, jaka jest cena za 1 kg (1.99 za 2.5 kg) i ważenie
      moich 5 ziemniaków. Zabrała mi kartofle i odłożyła na bok! Na moją uwagę, że
      chyba lepiej je sprzedać niż wyrzucić nic nie odpowiedziała. Żałuję, że nie
      zostawiłam jej również pozostałych zakupów. W każdym razie moja noga już więcej
      w tym sklepie nie postanie!
      • Gość: gość Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie IP: *.era.pl 05.12.05, 12:18
        A tak na zdrowy chłopski rozum,: czy jeśli potrzebujesz trzech herbatników z
        paczki, która miesci 25 sztuk i znajdziesz taką otwartą paczkę, to poprosisz
        kasjęrkę, żeby przeliczyła, ile masz zapłacic za te trzy herbatniki???
        Daj żyć tej kobiecie. Za marne grosze zasówa cały dzień i ma prawo być zmęczona.
        Trochę zdrowego rozsądku...!!!
        • Gość: Mała Mi Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie IP: *.aster.pl 06.12.05, 09:18
          Bez przesady. Poza tym paczki, które leżały (dwie) nie były otwarte. Te
          ziemniaki wypadły skądś wcześniej. Jeśli nie chciało jej się ważyć, mogła
          powiedzieć "a niech sobie Pani weźmie". Sklep nic by na tym nie stracił, za to
          zyskał klientkę. Powinni chyba zabiegać o klientów, kiedy dookoła tyle taniej
          konkurencji. Socjalistycznych absurdów w tym sklepie jest zresztą więcej. Swego
          czasu odmówiono mi przyjęcia 4 butelek po piwie (kupionym w tym sklepie, miałam
          nawet paragon). Akurat niczego nie kupowałam i chciałam tylko oddać te butelki.
          Powiedziano mi, że nie przyjmą, chyba, że coś kupię. No, paranoja! Postawiłam
          te butelki koło śmietnika, żeby sobie ktoś wziął.
    • dziedzicznacytadelafinansjery Cukiernia Metro-Stokłosy 05.12.05, 21:32
      Scenka 1. Wchodzę, trochę mi się spieszy. Baba: albo się pan szybko zdecyduje,
      albo będzie pan musiał poczekac, bo ja muszę wyjść. Na to ja: "albo się
      zdecyduję, albo się nie zdecyduję". Na jej szczęście się zdecydowałem.

      Scenka 2. Wchodzę. Proszę o pół kawałka ciasta, które leży na ladzie, bo kawałek
      jest całkiem spory i nie zjadłbym go całego (nmie kazałem sobie dzielić okruszka
      na pół, normalnie takie kawałki na pół, nawet tam mi sprzedawano). Baba: tego
      podzielić nie mogę bo mi zostanie i nie sprzedam. To co, bierze pan całe? Ja:
      "Dziękuję, nie biorę".

      O tym, że moje "Dzień dobry" czy "Do widzenia" zawisa zwykle u baby w powietrzu,
      nawet nie warto wspominać.

      Szkoda tylko, bo mają tam dobre ciasta i naprawdę duży wybór. Na szczęście
      oprócz baby pracują tam (chyba) dwie sympatyczne jednak dziewczyny. Szkoda
      tylko, ze mój popyt na ciastka jest autonomiczny względem obsady stoiska, bo
      inaczej nie narażałbym się już na "przyjemności" związane z dokonywaniem
      transakcji u baby.
      • Gość: miśka Re: Cukiernia Metro-Stokłosy IP: *.chello.pl 07.12.05, 20:41
        Ja rónież staram się omijać cukiernię w metrze Stokłosy, starsza pani jest nie
        z tej epoki, jeszcze nigdy nie spotkałam się z uśmiechem, zachętą do zakupu.
        - jest chleb?
        - nie ma
        - ale widzę, że jest krjony, mogę prosić
        - a krojony jest (mina wskazująca na duże niezadowolenie, typu: po co tu w ogle
        przyszłaś).
        Niestety muszę czasem tam zajść bo mam, na moje nieszczęście, po drodze z
        pracy. Ciasta mają ok, ale "baba" okropna.
    • Gość: siema Market Warus IP: *.chello.pl 05.12.05, 22:22
      na Nugat, poczułam się jakbym się cofnęła do głębokiego PRL-u
    • Gość: miłka Re: Sklepy-straszydła na Ursynowie IP: *.chello.pl 07.12.05, 21:05
      Ja mam taki sklep na Pasażu Ursynowskim, pomiędzy sklepem z częściami do
      samochodów a spożywczym, jak się idzie do przychodni na Romera. Pracują tam
      dwie panie w, delikatnie mówiąc, średnim wieku. Jakiś rok temu miałam tam taką
      niemiłą przygodę. Będę 3 - 4 tygodnie po porodzie chodziłam z córeczka na
      spacery i któregoś dnia zaszłam sobie do tego sklepu. Skusiła mnie wystawa, na
      której były ubranka do chrztu. Ja, przewrażliwiona matka wpełzłam do niego z
      wózkiem, bo nie rozstawałam się z nim na krok. W środku oglądam sobie różne
      rzeczy i odruchowo lulam małą w wózku. Nagle Pani wyskoczyła na mnie, że po co
      ja tak ciągam to dziecko ze sobą, mogę przecież zostawić wózek przed
      sklepem, "nikt pani tego dzieciaka nie ukradnie". Wspomniała jeszcze, że ja tym
      wózkiem jej coś w sklepie pobiję, notabene sklep z ciuchami. Ponieważ moje blue
      days ciągle jeszcze trwało i trwało, wyszłam z tego sklepu i długo płakałam.
      Dziś postąpiłam bym inaczej, jednak nie polecam tego sklepu wrażliwym mamom,
      nawet jeśli mieliby najładniejsze ubranka dla dzieci.
    • java9 Marcpol przy stacji Stokłosy 08.12.05, 10:12
      Ja: "Poproszę kilogram schabu z tego kawałka"
      sprzedawca: " z tego nie mogę pani odkroić, bo mi zostanie kawałek i co ja z
      nim zrobię"
      ja: " a co mnie to obchodzi, klient prosi o kilogram schabu a musi kupić prawie
      dwa ??? " ( cały schab ważył 1,80 kg)
      sprzedawca: " mogę pani odkroić z innego kawałka" i pokazuje mi jakieś mięso z
      odzysku chyba, bo nie dośc że kolor nieciekawy to i jakieś takie wysuszone.
      ja : "ten kawałek mi się nie podoba "

      Na szczęście był jakiś jeszcze jeden kawałek, ładny i udało się z niego
      odkroić, ale nie pierwszy raz taka sytuacja ma miejsce i zaczyna mnie to
      irytować.Sprzedawca nic nie jest winien, bo takie dyspozycje dostaje od
      kierownika sklepu.Okazuje się, że za takie "odcięte" niesprzedane kawałki
      obsługa stoiska musi zapłacić z własnej kieszeni !!!

      Kolejna sytuacja przy kasie ,też nie po raz pierwszy.
      Klient przedemną płaci i zaczyna pakować zakupy.
      Ja jestem następna w kolejce i moje zakupy przejeżdżają przez czytnik
      i lądują na niedopakowanych zakupach poprzedniego klienta - ja nie mogę zacząć
      pakowac swoich zakupów, poprzedni klient wybiera swoje zakupy z moich ( już
      zapałconych), nie wiem czy przez pomysłkę nie zapakuje moich zakupów do swojej
      siatki, a jeszcze przecież muszę patrzeć na czytnik z kwotami, czy aby ktoś
      mnie oszukać nie chce......

      Zaczynam pakować swoje zakupy, płacę w miedzyczasie,
      dopakowuję do siatek a tu bach zakupy klienta lądują na moich a pani w kasie
      patrzy na mnie wzrokiem bazyliszka jakby chciała powiedzieć "zwijaj się
      damulka".

      Wniosek na przyszłość, o ile wogóle jeszcze będę ten sklep odwiedzać:
      nie zapłacę dopóki nie zapakuję wszystkiego do końca.
    • Gość: rr Marcpol przy Płaskowickiej - coś potwornego IP: *.aster.pl / *.aster.pl 09.12.05, 19:26
      jeżeli chodzi o obsługę. Kasjerki dzielą się na dwa rodzaje: na panie, którym
      klienci wyraźnie przeszkadzają, i panie, które podchodzą do pracy poważnie, to
      jest w panice miotają się po sklepie i usiłują się od kogoś dowiedzieć, jaki
      kod ma towar, który klient (najwyraźniej złośliwie) włożył do koszyka.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja