agahop
29.12.05, 12:57
we wtorek rano chciałam kupic miesięczny bilet w maszynce w metrze. Z jedenj
strony (od Jeżewskiego) nie działała. Pukam więc do kiosku, żeby mi pani
sprzedała bilet, a ta że za 15 min bo teraz to musi gazety rozłożyć...A ze
mną już wtedy 3 osoby stały które znalazły się w takiej samej sytuacji jak
ja.pani w kiosku chyba nie w tej epoce zyje. od dzis bojkotuje ten kiosk.
Na szczęście pojawiła się sąsiadka pani z którą bezradnie stałyśmy przed
kioskiem i wpuściła nas do metra. Przeszłam wieć, jako uczciwy obywatel, na 2
stronę peronu i tam maszyna do doładowania juz działa. Kupiłam bilet, a tu
pojawia się komunikat, ze nie wyda mi 4 zł reszty. I tak oto zostałam
okradziona przez automat...
a czy nie uważacie, że te maszynki powinny być na karty kredytowe, albo
przynajmniej wydawać kasę z 100 zł