Dodaj do ulubionych

Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią dz...

07.06.06, 00:58
Pozdrowionka dla nieustraszonej pani Sochy!!! Co za kobieta... ;D
Obserwuj wątek
    • reexpert Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 06:14
      Zaraz, zaraz. A od kiedy to TEREN osiedla nalezy do mieszkancow osiedla ??? Za
      teren osiedla o ile dobrze pamietam mieszkancy nie placa. Placa tylko za swoje 4
      scianki i ewentualny garaz zeby schowac swoje 4 kolka.

      "Jeżeli ktoś chce odwiedzić moje mieszkanie, to może to zrobić tylko za moją
      zgodą, prawda? Tak samo jest z placem zabaw ...."
      Droga Pani - nie wiem czy chcialbym odwiedzic mieszkanie osoby z takim tokiem
      rozumowania. Mózg sobie Pani ogrodź, bedzie tam bezpieczny przed inwazją mysli.
      • kenman Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 08:09
        Po pierwsze, to nie jest teren osiedla tylko nieruchomość wspólna.
        Po drugie, ta nieruchomość należy (jest własnościa) do właścicieli lokali
        (niekoniecznie mieszkańców)w budynku od chwili ujawnienia tego w księdze
        wieczystej nieruchomości.
        Po trzecie, właściciele ponoszą koszty utrzymania nieruchomości wspólnej, czyli
        jednak płacą. Płacą także podatki, opłaty za użytkowanie wieczyste i inne.
        Prawo własności jest święte. Socjalizm, gdzie miało być wszystko wspólne, czyli
        niczyje, na szczęście należy do przeszłości. Chociaż, przy obecnej władzy....
        • admiral_0000 Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 10:16
          A ja osobiscie uważam, że np. ulice, które zostały ogrodzone i na trwałe
          wyłączone ze swobodnego dostepu publicznego powinny byc pozbawione przez Radę
          Warszawy osobnych nazw. oficjalne nazwy, nadawane przez miasto powinny
          przysługiwac tylko ogólnodostępnym ulicom miejskim. Natomiast na domach przy
          uliczkach zamkniętych powinna być stosowana wyłącznie numeracja zgodna z
          numeracją działek, albo jakaś indywidualna, wymyslona przez właśicieli. Skoro
          place zabaw mogą prywatne, to uliczki również - i miasta by to w żaden sposób
          nie obchodziło.
        • tigga_11 Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 10:28
          Rozumiem, że Twoim zdaniem dzieci nie będą miały żadnych problemów ze akceptacją
          (prawidłowo zresztą prawnie opisanej) sytuacji i ze zrozumieniem zrezygnują z
          kontaktów z rówiesnikami w imieniu świętego prawa własności.

          Mądrością jest takie dysponowanie własnością aby przynosiła korzyść. Jedną z
          nich jest właśnie stwarzanie takich płaszczyzn do kontaktów i rozwoju dzieci
          jak wspólne place zabaw.

          Zaręczam że tłok na placu zabaw przeszkadza jedynie rodzicom - dzieciom wprost
          przeciwnie. A chyba o dzieci tu chodzi?
          • agatka_s Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 10:51
            no wiec wlasnie, kluczowe pytanie jest: po co (dla kogo ?)jest plac zabaw ?

            Aby zabawki byly ladne ? Aby ci co z nie zaplacili (za zabawki) mieli poczucie
            ze ich WLASNOSC nie jest niszczona ? Aby wlasciciele mogli sie pochwalic jaki
            mamy ladny, bezpieczny nie skazony inna niz "nasza-wlascicielska" dziecieca
            stopa ?

            Mnie sie wydaje ze plac zabaw jest dla dzieci, dla ich przyjemnosci, kontaktow,
            wspolnej zabawy itp itd. No i to dzieci trzeba by sie bylo chyba glownie
            zapytac czy im to sie podoba, ze Jasio z bloku obok nie moze wejsc sie
            pobawic...

            Takie grodzenie jest w interesie doroslych (niektorych) ale z pewnoscia nie
            dzieci. Bo dzieci potrzebuja swobodnej, roznorodnej zabawy, a nie przebywania
            w estetycznych, zadbanych klatkach z super czystymi i nietknietymi ludzka reka
            zabawkami. Nie od dzis wiadomo ze stary, nadszarpniety mis co to przezyl
            swoje, jest fajniejszy dla dziecka niz najbardziej wypasiona, lsniaca nowoscia
            zabawka...(to taka przenosnia dotyczaca stylu zabawy dzieci, dzieci wola
            poprostu ubrudzic, sie utytlac w blocie itp niz siedziec na strzyzonym i
            utrzymywanym przez ogrodnikow trawiastym dywanie...)

            Sama pamietam ze najfajniej na moim blokowym podworku bylo wtedy jak dzieci
            bylo duzo. I jak byly to dzieci rozne.(dzis przyjaznie sie z Kasia, ale jutro
            z Basia itp)-ta roznorodnosc i zabaw i towarzystwa byla najwazniejsza. Jak
            chcielismy bawic sie kameralnie, to bawilismy sie w domu, ale na podworku szlo
            sie aby spotkac duzo i roznych dzieci (np niektorych pewnie mama by sie nie
            zgodzila do domu zaprosic, ale od tego bylo podworko...czasem i jakis maly
            chuliganek tez tam sie trafil...)

            U nas (teraz !) mamy patio, tez teoretycznie zamkniete, ale moj syn z kolegami
            lata na ogolnie dostepny plac (ten kolo bazarku) bo tam jest zabawa, sa koledzy
            jedni ,drudzy-poprostu jest fajniej niz na sterylnej zamknietej przestrzeni.
            Blokowy placyk zostal dla maluchow raczkujacych i w tym wieku...i to moze dla
            nich i ich "wozkowych" mam takie zamkniecie jest OK. Ale jak dzieciak juz
            zaczyna sie socjalizowac to napewno bardziej roznorodne srodowisko jest
            bardziej atrakcyjne.
            • annajedi Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 16:09
              agatka_s napisała:

              > no wiec wlasnie, kluczowe pytanie jest: po co (dla kogo ?)jest plac zabaw ?
              >
              > Aby zabawki byly ladne ? Aby ci co z nie zaplacili (za zabawki) mieli
              poczucie
              >
              > ze ich WLASNOSC nie jest niszczona ? Aby wlasciciele mogli sie pochwalic
              jaki
              > mamy ladny, bezpieczny nie skazony inna niz "nasza-wlascicielska" dziecieca
              > stopa ?
              >
              > Mnie sie wydaje ze plac zabaw jest dla dzieci, dla ich przyjemnosci,
              kontaktow,
              >
              > wspolnej zabawy itp itd. No i to dzieci trzeba by sie bylo chyba glownie
              > zapytac czy im to sie podoba, ze Jasio z bloku obok nie moze wejsc sie
              > pobawic...

              Należy pamiętac, że czasy się zmieniły, niestety. A za pomysłem ogrodzonych
              placów zabaw stoi nie obawa przed tym Jasiem, biedniejsdzym rówieśnikiem, tylko
              przed Jasiem-nastolatkiem w dresie, który bedzie zaczepiał młodsze dzieci, bił,
              kopał, domagał się pieniędzy, zabierał im komórki... To niestety nie jest
              fikcja. Tego się boją rodzice maluchów, i trudno im się dziwić.

              > Takie grodzenie jest w interesie doroslych (niektorych) ale z pewnoscia nie
              > dzieci. Bo dzieci potrzebuja swobodnej, roznorodnej zabawy, a nie
              przebywania
              > w estetycznych, zadbanych klatkach z super czystymi i nietknietymi ludzka
              reka
              > zabawkami. Nie od dzis wiadomo ze stary, nadszarpniety mis co to przezyl
              > swoje, jest fajniejszy dla dziecka niz najbardziej wypasiona, lsniaca
              nowoscia
              > zabawka...(to taka przenosnia dotyczaca stylu zabawy dzieci, dzieci wola
              > poprostu ubrudzic, sie utytlac w blocie itp niz siedziec na strzyzonym i
              > utrzymywanym przez ogrodnikow trawiastym dywanie...)

              No to w takim razie skąd skargi w tym watku, że czyjeś dziecko nie może się na
              ten plac dostać? Skoro tam nudno... no to wrecz współczuć bogaczom należy,
              zamiast domagać się żeby wpuścili.

              dostepny plac (ten kolo bazarku) bo tam jest zabawa, sa koledzy

              > jedni ,drudzy-poprostu jest fajniej niz na sterylnej zamknietej przestrzeni.
              > Blokowy placyk zostal dla maluchow raczkujacych i w tym wieku...i to moze dla
              > nich i ich "wozkowych" mam takie zamkniecie jest OK.

              I dla nich niech takie zamkniete place zostaną. W przypadku małych dzieci
              (takich do 6-7 roku życia) ważne jest to, żeby na placu nie było psich kup,
              rozbitych butelek, śmieci... i chuliganów.

              Alme
              wierszykialme.blox.pl/html
              • agatka_s Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 16:38
                >>
                > > No to w takim razie skąd skargi w tym watku, że czyjeś dziecko nie może się
                na
                > ten plac dostać? Skoro tam nudno... no to wrecz współczuć bogaczom należy,
                > zamiast domagać się żeby wpuścili.
                >
                >


                Nikt tu sie na to nie skarzyl (przeczytalam raz jeszcze wszystkie wypowiedzi),
                przeciwnie wszyscy raczej wspolczuja tym dzieciom zamknietym, niz tym na
                zewnatrz.

                Chodzi o to ze zamykajacy plac zabaw robia krzywde WLASNYM dzieciom, i teraz
                pozbawiajac ich towarzystwa, przyjemnosci i na przyszlosc bo utwierdzaja ich w
                poczuciu jakiejs wyzszosci i elitarnosci. Placyk mozna zamknac, szkole mozna
                wybrac prywatna (byl tu kiedys taki watek o selekcji dzieci 6-letnich), na
                wakacje wyslac tylko na oboz z wyselekcjonowanymi i ODPOWIEDNIMI dziecmi...

                No i beda rosnac egoisci, egocentrycy i ego-potwory ktore kiedys matce czy ojcu
                nawet szklanki wody nie podadza, bo stara matka kiepsko komponuje sie z
                ogrodzona oaza luksusu czy inna willa z basenem. Oddadza do ogrodzonych i
                niewymownie luksusowych przytulkow.

                Krecicie sobie poprostu bicz na samych siebie, takim izolowaniem dzieci....

                • annajedi Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 08.06.06, 11:09
                  Agatka:

                  > Chodzi o to ze zamykajacy plac zabaw robia krzywde WLASNYM dzieciom, i teraz
                  > pozbawiajac ich towarzystwa, przyjemnosci i na przyszlosc bo utwierdzaja ich
                  w
                  > poczuciu jakiejs wyzszosci i elitarnosci.

                  Będę się upierać, że rodzice mają na uwadzie głównie bezpieczeństwo swoich
                  dzieci, i to raczej tych mniejszych.

                  >Placyk mozna zamknac, szkole mozna
                  > wybrac prywatna (byl tu kiedys taki watek o selekcji dzieci 6-letnich), na
                  > wakacje wyslac tylko na oboz z wyselekcjonowanymi i ODPOWIEDNIMI dziecmi...

                  Wiesz co, nie mam co prawda dzieci (jeszcze) ale nie miałabym nic przeciwko
                  temu, żeby były wysyłane na obóz tylko z porządnymi dziećmi. Czy naprawdę
                  (serio pytam) nie miałabyś nic przeciwko temu, żeby Twoje dzieci poznawały na
                  podwórku kieszonkowców i chuliganów? Żeby w ramach "integracji z nizinami"
                  nauczyły się wąchać klej albo wybijac szyby? Albo zostały ofiarami taich
                  bandziorów?
                  (nie twierdzę że takie dzieci się akurat włóczą po Natolinie, twierdzę tylko że
                  powodem ogradzania placów zabaw jest obawa przed takimi właśnie "rówieśnikami").
                  >
                  > No i beda rosnac egoisci, egocentrycy i ego-potwory ktore kiedys matce czy
                  ojcu
                  > nawet szklanki wody nie podadza, bo stara matka kiepsko komponuje sie z
                  > ogrodzona oaza luksusu czy inna willa z basenem. Oddadza do ogrodzonych i
                  > niewymownie luksusowych przytulkow.

                  A to niby czemu??? Sugerujesz, że włóczące się po Pradze czy łódzkich Bałutach
                  zapijaczone dzieci bandziorów (nie ogradzane niczym) wyrastają na altruistów?
                  Z mojego doświadczenia (jako dziecka niegdyś) wiem, że czasem lepiej siedzieć
                  nie tylko na ogrodzonym placu, ale nawet w domu. Wychowałam się siedzac głównie
                  w domu, bo na okolicznych podwórkach (nie była to dobra dzielnica) można było
                  dostać w głowę - od dzieciaka starszego o 2 lata.
                  >
                  > Krecicie sobie poprostu bicz na samych siebie, takim izolowaniem dzieci....

                  Nadal się nie zgadzam. Poza tym, na ile to jest izolacja? Czy to jest ogrodzony
                  plac dla 2-3 dzieci, czy dla 30?

                  Alme
                  • agatka_s Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 08.06.06, 11:36
                    No widzisz, a ja mam dziecko i to 11-letnie, ktore chodzilo (bo teraz chodzi do
                    spolecznej) do publicznej szkoly, bawilo sie na publicznych placach, zaliczylo
                    juz 8 obozow, za kazdym razem z innego klucza, i jakos nigdy z tego tytulu ani
                    z chuliganami ani innymi takimi "wychowanymi-inaczej" nie mialo doczynienia.
                    Wrecz przeciwnie poznalo wielu fajnych kolegow, roznych sytuacji rodzinnych
                    materialnych itp. Chuliganow ani meneli nie poznal (choc owszem kilkoro
                    lobuziakow i owszem, i to paradoksalnie najwiekszych akurat teraz w szkole
                    spolecznej...), i zadnych traumatycznych doswiadczen z powodu zabawy z dziecmi
                    mniej zamoznymi, czy pochodzacymi z "gorszych" domow go nie spotkalo.

                    Nawet zesmy kolege z Rumunii (sic ! sic !) u siebie przez tydzien goscili, i co
                    jakos syn mi nie zaczal zebrac na ulicy od tego kontaktu...

                    To sa mity. Ci chuligani, to zagrozone bezpieczenstwo, ten wandalizm i te
                    straszne okropienstwa ktore moga sie zdarzyc na placu zabaw jak go sie nie
                    ogrodzi.

                    A tak w ogole to plot i tak niczego nie rozwiazuje. Dzieciak wyjdzie metr za
                    plot i w leb dostanie, plot i tak nie uchroni jesli naprawde jakis chuligan sie
                    zjawi (nie mowiac o tym ze takie grodzenie chuliganow moze wlasnie prowokowac,
                    tak samo jak naklejki firm ochroniarskich..), przyjda PRAWDZIWI chuligani i
                    kamieniami ten placyk obrzuca...


                    2 lata mamy placyk publiczny, syn bywa tam regularnie z kolegami, gra w pilke,
                    nie slyszalam o chocby najmniejszym chuliganskim wybryku.

                    Na wakacjach czy na na obozie na plazy stykal sie tez z bardzo roznymi dziecmi
                    (np rodzicow z byczymi karkami i zlotymi lancuchami), tez jakos ten "szok"
                    przezyl. Tez mialam go grodzic ? Sorry ale na takim placyku nie da sie
                    funkcjonowac do konca zycia, kiedys z tej klatki i tak trzeba bedzie wyjsc i co
                    wtedy ? Lepiej od razu strzelic sobie w leb, bo za tym plotem to dopiero
                    chuliganie, wandale i psie g..na czekaja...

                    Mysle ze prawda jest taka, ze wlasciecili placyku denerwuje ze wszyscy moga z
                    niego korzystac, oni zaplacili a byle kto moze...Mysle ze to co pisze silvio,
                    czyli obrona Czestochowy MOJEGO PRAWA WLASNOSCI, to jest glowny powod.

                    Przy czym ja rozumiem wlasnosc mienia itp itd, ale dla dobra dziecka bylaby,m
                    sie gotowa to wlasnoscia dzielic. Poprostu

                    No ale nie kazdy chce sie dzielic, widocznie niektorych wychowywano na egoistow
                    i rozumiem ze nadal chca tak wlasnie wychowywac swoje dzieci. Dla mnie jest to
                    glupie, ale kazdy wychowuje jak uwaza...



          • kuki543 Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 17:25
            > Rozumiem, że Twoim zdaniem dzieci nie będą miały żadnych problemów ze akceptacj
            > ą
            > (prawidłowo zresztą prawnie opisanej) sytuacji i ze zrozumieniem zrezygnują z
            > kontaktów z rówiesnikami w imieniu świętego prawa własności.
            >
            > Mądrością jest takie dysponowanie własnością aby przynosiła korzyść. Jedną z
            > nich jest właśnie stwarzanie takich płaszczyzn do kontaktów i rozwoju dzieci
            > jak wspólne place zabaw.
            >
            > Zaręczam że tłok na placu zabaw przeszkadza jedynie rodzicom - dzieciom wprost
            > przeciwnie. A chyba o dzieci tu chodzi?

            Można przecież pójść dalej - niech wszyscy rodzice mający dzieci oddadzą zabawki
            do wspólnego użytku. Przecież chodzi o dzieci...
            • agatka_s Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 19:11
              >
              > Można przecież pójść dalej - niech wszyscy rodzice mający dzieci oddadzą
              zabawk
              > i
              > do wspólnego użytku. Przecież chodzi o dzieci...



              No cos w tym jest: taki placyk zabaw to wlasnie podarowanie-ustawienie zabawek
              przez doroslych dla dzieci, do ich wspolnego uzytkowania.

              No i jeszcze to ze to wlasnie zazwyczaj na placyku dziecko po raz pierwszy uczy
              dzielic sie zabawkami. Jesli nie ma rodzenstwa w domu to jedyna okazja aby w
              kontakcie z innymi dziecmi (i tymi co to lubia, i tymi co to niekoniecznie)
              uczyc sie dzielic. A czym dzielic nauczy sie dziecko wyizolowane za plotem ?
              Chyba tylko poczuciem wyzszosci z innymi "wybrancami losu".
      • annajedi Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 16:03
        > Droga Pani - nie wiem czy chcialbym odwiedzic mieszkanie osoby z takim tokiem
        > rozumowania. Mózg sobie Pani ogrodź, bedzie tam bezpieczny przed inwazją
        mysli.

        Rozumiem, że szanowna pani drzwi do mieszkania zostawia otwarte - w końcu ktoś
        może np.chcieć wejść i pooglądać sobie TV... albo skorzystać z telefonu... albo
        z łazienki... wpuszcza pani każdego?
        Alme
        wierszykialme.blox.pl/html
        • agatka_s Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 16:17
          Rozumiem, że szanowna pani drzwi do mieszkania zostawia otwarte - w końcu ktoś
          > może np.chcieć wejść i pooglądać sobie TV... albo skorzystać z telefonu...
          albo
          >
          > z łazienki... wpuszcza pani każdeg

          To jest demagogia. Nikt nie nawoluje do wspolnych mieszkan, lazienek i
          telewizorow. Ale tak jak powinny byc miejsca prywatne, powinny byc pewne
          miejsca, ktore sa publiczne.

          Uwazam ze wlasnie szczegolnie dla dzieci, powinno sie takie miejsca tworzyc.
          Aby dzieci uczyly sie otwartosci, nawiazywania kontaktow i najzwyczajniej aby
          dobrze sie bawily.

          Tworzenie gett i oaz nie jest OK, w sensie uniwersalnym, a robienie tego
          szczegolnie w przypadku dzieci jest poprostu glupie i bardzo krotkowzroczne a
          przede wszystkim potwornie egoistyczne. I zeby bylo jasne, rodzice grodzacy
          place zabaw, robia krzywde SWOIM dzieciom. Dziecko ktore nie wejdzie na plac
          zamkniety, pojdzie na inny, ten lub jeszcze inny, jakos poradzi sobie
          z "trauma" zamknietej furtki. A to biedne zamkniete (od wewnatrz) dziecko,
          sorry nie wyjdzie juz z tej klatki, bo rodzice broniac swoich racji nigdy nie
          puszcza dziecka na ten okropny, publiczny placyk, majac taka oaze czystosci,
          spokoju i bezpieczenstwa...To dziecko jest juz na zawsze skazane na ten jeden
          Cudowny i Nasz placyk.

          To rzeczywiscie beda dzieci z klatki (jak ktos to napisal), i to zlotej...


          Nie przecze moze intencje byly i dobre, ale zabraklo troche myslenia ciut
          szerzej niz tylko kategoriami doroslych...
      • julll Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 07.06.06, 18:59
        umieszczenie tego placyku przy wyjściu z metra, przy ruchliwej al. KEN, zamiast
        od strony podwórek, chyba było nieprzemyślane: albo skazywało go na bycie
        publicznym ze wszystkimi tego minusami (większe ryzyko niszczenia przez
        chuliganów etc.), albo na zamknięcie i zrobienie z niego rodzaju zoo...

        z tego, co obserwuję, nie zamykane na kłódkę placyki, które nie znajdują się
        przy ruchliwych "arteriach", nie przyciągają od razu połowy Ursynowa i nie są
        jakoś specjalnie niszczone przez wandali, a zapewniają więcej towarzystwa, nie
        tylko dzieciom, ale i ich mamom... Podoba mi się pomysł na płotek, żeby dzieci
        nie mogły nagle wypaść pod samochód, ale niekoniecznie od razu na zamykaną na
        klucz furtkę...

        swoją drogą, placyk przy Lanciego najpierw został ogrodzony i zamknięty, a
        dopiero później stał się placem zabaw...
    • dubiduu Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 10:52
      Obok mnie też wspólnota zagrodziła teren, na którym jest plac zabaw. Nigdy
      jednak furtki nie były zamknięte i wszystkie dzieciaki bawią się razem. Często
      przechodzę obok wspomnianego w artykule placu i jeśli mieszkańcy wspólnoty chcą
      by ich dzieci wyglądały jak zwierzaki w zoo to gratuluję pomysłu. To na pewno
      będzie miało świetny wpływ na rozwój psychospołeczny ich pociech;)!!
        • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 13:00
          jack.ryan napisał:

          > Tak z czystej ciekawości tylko spytam
          > Kto zapłacił za postawienie tego placu, kto płaci teraz za jego konserwację,
          i
          > w koncu kto będzie płacił jak się zepsuje?

          dokładnie. poza tym idąc tym tropem, po co do cholery grodzi się prywatne domy
          czy posiadłości? ludzie, którzy płacą za urządzenie i eksploatację takie placu
          mają prawo decydować kto moze z niego skorzystać. I nie sądzę żeby nie
          wpuszcali na plac dzieci z zewnątrz. Widze podobny placyk przy koncertwoej i
          raczej nie ma tam problemu żeby z niego skorzystać. oczywiście jest to spore
          utrudnienie dla chuliganerii i psiarzy, którzy rzeczywiście mogą zostać nie
          wpuszczeni.

          natomiast osoby z zewnątrz nie mają żadnego prawa by nakazywać właścicielom
          taką a nie inną eksplatację rzeczy.

          >
          • agatka_s Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 13:19
            z punktu widzenia wlasciciela tych zabawek, placyku itp-100% racji
            z punktu widzenia rodzica-0% racji...

            Dla mnie ogrodzenie mojego samochodu przed bandytami, jest istotne. Niemniej
            zdrowy (w tym psychicznie) rozwoj mojego dziecka, jest jeszcze wazniejszy.
            Jako mama, wolalabym aby dziecko bawilo sie na otwartym placu nie ogrodzonym, z
            mozliwoscia bawienia sie ze wszystkimi dziecmi, a nie tylko "koszernymi" (czyli
            bedacymi mieszkancami bloku Al. KEN iles tam).

            Aha wszystko jeszcze zalezy jak placyk jest usytuowany. U nas jest zamkniety
            np w sposob naturalny, bo jest w srodku budynku o ksztalcie wahlarza, wejscie
            jest tylko z klatki, a drzwi na klucz (ale i tak sa non stop otwarte, bo dzieci
            chodza w ta i z powrotem). No coz wejscie na plac zabaw=wejscie na klatke.

            Ale jesli wejscie na plac zabaw nie zakloca niczyjego bezpieczenstwa, czy nie
            daje dostepu do mieszkan,garazy itp. To po co ogradzac, aby ktos zabawki nie
            zepsul ? (rownie dobrze "wlasne" dzieci moga popsuc, bo dzieci takie sa PSUJA !)

            Reasumujac: zasady wlasnosci sa istotne, ale czasem warto pomyslec czy takie
            strzezenie wlasnosci nie obraca sie przeciwko nam. W tym wypadku jestem pewna
            ze obraca sie przeciwko dzieciom. Nie zawsze pieniadze (np na remont) sa
            najistotniejsze...
            • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 13:37
              agatka_s napisała:

              W tym wypadku jestem pewna
              > ze obraca sie przeciwko dzieciom.

              niby w jaki sposób? to są jedynie twoje przypuszczenia lub sposób myslenia
              prezentowany przez jedną z wielu szkół psychologii rozwoju. kolejny, myslę że
              całkiem estetyczny płotek nie wniesie niczego istotnego do psychiki dziecka
              dostatecznie już "zrujnowanej" setkami pozamykanych drzwi, domofonów czy budek
              strazniczych

              natomiast argumenty dotyczące praw własności czy czystości są bezsporne. to że
              plac jest ogrodzony nie znaczy że nie będą mogły z niego korzystać inne dzieci,
              po prostu będzie to uzależnione od zgody właścicieli.
              • agatka_s Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 13:43
                po prostu widze po swoim dziecku, jak zwiewa z ogrodzonego , bezpiecznego ,
                czystego i bardzo dobrze wyposazonego placyku w naszym domu na ogolnodostepny
                duzo gorzej wyposazony z lekko juz zdezelowanym sprzetem ale "zywy" plac.

                Pogadaj z dziecmi jaki placyk wola-otwarty czy zamkniety-to bedziesz wiedzial.
                • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 16:16
                  agatka_s napisała:

                  > po prostu widze po swoim dziecku, jak zwiewa z ogrodzonego , bezpiecznego ,
                  > czystego i bardzo dobrze wyposazonego placyku w naszym domu

                  to żaden argument, dzieci na ogól wolą robić rzeczy, które nam się nie
                  podobają. zamknijmy szkoły bo dzieci nie lubią tam chodzić!
                  • agatka_s Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 16:24
                    silvio, dla mnie to co mowi moje dziecko, a juz szczegolnie w kwestii tego co
                    lubi, co mu sie podoba, gdzie sie dobrze czuje - to jest argument.



                    Tak jak pisalam decyzja zostala podjeta przez doroslych i dla doroslych,
                    niestety nie pomyslano tylko o dzieciach.



                    PS
                    a czesto jak dziecko mowi ze nie lubi chodzic do szkoly, to dlatego ze ma
                    powody-czasem dobrze dowiedziec sie jakie (ale to zupelnie inny temat)



                    • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 16:33
                      > a czesto jak dziecko mowi ze nie lubi chodzic do szkoly, to dlatego ze ma
                      > powody-czasem dobrze dowiedziec sie jakie (ale to zupelnie inny temat)

                      własnie, domniemana psychologiczna szkodliwość grodzenia placów zabaw to jest
                      bardziej kwestia światopoglądowa a nie obiektywnie stwierdzony fakt. podbnie
                      jak kwestionowanie autorytetów czy prawa własnosci. na marginesie, grodzenie
                      łąk w Anglii dało podwaliny nowego, wydajnego systemu społecznego ekonomicznego.
                      • agatka_s Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 16:43
                        silvio1970 napisał:

                        > >> własnie, domniemana psychologiczna szkodliwość grodzenia placów zabaw to
                        jest
                        > bardziej kwestia światopoglądowa a nie obiektywnie stwierdzony fakt.


                        silvio, a ty dzieckiem nigdy nie byles ?

                        Jestes pewny ze jako dzieciak wolalbys sie bawic na takim zamknietym placyku,
                        ciagle z tymi samymi dziecmi, zamiast np chodzic po roznych miejscach poznawac
                        nowych kolegow. Raz na trzepaku, a raz grac w gale ?

                        Nie wiem ile masz lat,ale chyba nie tak duzo aby nie pamietac na czym polega
                        fajna i udana dziecieca zabawa. Z pewnoscia nie na siedzeniu w zagrodzonej
                        klatce...
                        • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 08:11
                          > Nie wiem ile masz lat,ale chyba nie tak duzo aby nie pamietac na czym polega
                          > fajna i udana dziecieca zabawa.

                          owszem pamiętam ale właśnie dlatego ze mam tyle lat ile mam, wiem dobrze że
                          fajna wcale nie znaczy bezpieczna czy odpowiednia dla dziecka.
                      • olecky Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 17:12
                        silvio1970 napisał:

                        > na marginesie, grodzenie łąk w Anglii dało podwaliny
                        > nowego, wydajnego systemu społecznego ekonomicznego

                        na marginesie, to w Anglii jest cos takiego jak Public Right of Way.

                        pozdrawiam, olek
                        • agatka_s Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 17:19
                          >
                          > na marginesie, to w Anglii jest cos takiego jak Public Right of Way.
                          >


                          przepraszam moze wyjde na ignorantke ale nie wiem co to ?

                          Czy to obowiazek nalozony na wlasciciela terenu prywatnego do przepuszczania
                          ruchu przez swoja posiadlosc ?
                          • olecky Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 17:34
                            agatka_s napisała:

                            > Czy to obowiazek nalozony na wlasciciela terenu prywatnego
                            > do przepuszczania ruchu przez swoja posiadlosc?

                            cos w tym stylu. Polega to na tym, ze oprocz sieci drog publicznych jest dosyc
                            gesta siec publicznych sciezek (pieszych oraz pieszo-konno-rowerowych), ktore
                            moga przebiegac przez tereny prywatne. Wlasciciel terenu nie moze blokowac czy
                            utrudniac przejscia tymi wytyczonymi sciezkami, a nawet wieszac przy nich
                            oznakowania wprowadzajacego w blad (np. "teren prywatny - wstep wzbroniony").

                            pozdrawiam, olek
                          • agatka_s Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 09:34
                            ja tam na prawie w UK sie nie znam, ale przez jakis czas mieszkalam w 2
                            metropoliach europejskich Londynie i Mediolanie. W Londynie na takim
                            odpowiedniku Kabat czyli Canary Wharf (Doclands inaczej)-to jest nowe osiedle
                            postawione na terenach dawnych dokow, zbudowane od zera, na ogol dla mlodych i
                            calkiem zamoznych yuppies z pobliskiego city (tez duzo mlodych tu mieszkania
                            wynajmuje)-to tez taka niby sypialnia. A w Mediolanie tez mieszkalam na
                            osiedlu blokowym pod Mediolanem-tez rodzaj sypialni 5 km do ostatniej stacji
                            metra.

                            No wiec tak w Londynie bloki byly grodzone i zamykane (ale bez przesady, ani
                            tam kamer nie bylo ani manifestacyjnie chodzacych ochroniarzy, byli ochroniarze
                            ale bardziej na zasadzie Dozorcy niz policjanta, oni pomagali mieszkancom a nie
                            odstraszali)-i miejsc dla dzieci nie bylo w ramach bloku. Byla za to bardzo
                            dobrze zorganizowana przestren publiczna, takie mini centrum dla kilku blokow-
                            tam byla szkola (raczej mini szkolka), park , plac zabaw, przedszkole itp. To
                            bylo charakterystyczne ze takie mini centra byly dla jakiejs grupy domow, bo
                            oprocz tego jest wielkie centrum kolo stacji metra, handlowe biurowe itp itd.-i
                            tam tez sa jakies atrakcje dla dzieci, ale to co innego. Obok zwyklych domow
                            sa tereny typowo dziecinne-tam jest jeszcze woda , bo to nad Tamiza, wiec o ile
                            pamietam to byla nawet jakas woda dla dzieci udostepniona. Bardzo to bylo
                            charakterystyczne, bo dzieci w Anglii chodza w mundurkach, wiec to fajnie
                            wyglada jak ich tak duzo sie kotluje.

                            A w Mediolanie bylo tak samo, z wyjatkiem tego ze domy nie byly grodzone
                            kompletnie (byl tylko domofon, nawet zadnej ochrony), wszystko tonelo w jednym
                            ogrodzie trudno bylo rozroznic gdzie konczy sie jeden budynek a gdzie zaczyna
                            nastepny, poprostu olbrzymia ilos roslinnosci powodowala ze to byla jedna
                            calosc, 3 bloki od domu mojej ciotki byl plac zabaw i caly kompleks sportowy.
                            Dalej (dla innej grupy domow) byl nastepny itp itd.

                            Dzieci kolo domow bawiacych sie nie widzialam ale na placach i boiskach
                            (zreszta tych boisk widzialam zatrzesienie-szczegolnie zwracalismy uwage bo moj
                            11 letni syn ma hopla i co bylo boisko to on wzdychal czemu u nas nie ma takich
                            boisk dla dzieci) multum.


                            Aha to wszystko bylo OTWARTE, wiem bo syn tam byl kilkakrotnie bez
                            jakiegokolwiek problemu. Aha w jednym z takich osidlowych mini-parkow byly
                            nawet zwierzatka-lamy dokladnie, to tez bylo publiczne i dostepne dla kazdego.

                            We Wloszech ta przestrzen publiczna utrzymuje komuna (communale) (to jakby
                            odpowiednik gminy tylko na takim malym terenie). Aha i jeszcze jedno obok sa
                            osiedla koncernu Fina, bardzo duze tereny gdzie w zasadzie mieszkaja tylko
                            pracownicy tego naftowego giganta, tam tez wszystko jest otwarte, mimo ze
                            podobno sa tam i bardzo drogie i eleganckie mieszkania pracownikow kierownictwa.


                            Wydaje mi sie moim skromnym zdaniem ze zamykane placyki zabaw to jednak polski
                            pomysl.
                            • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 11:33
                              agatka_s napisała:

                              > Wydaje mi sie moim skromnym zdaniem ze zamykane placyki zabaw to jednak
                              polski
                              > pomysl.

                              nawet jesli, to zwykła pochodna zamożnosci społeczeństwa (kudy nam do Włoch czy
                              GB) a także spuścizna wielu lat gdy wszystko było wspólne czyli niczyje.

                              zgodnie z twoim światopoglądem, postulowałbym żeby wszyscy ludzie jeżdzili
                              nowuitkimi volvo albo mercedesami, wszystkie dzieciaki bawiły się klockami lego
                              a wszystkie panie były piękne. niestety rzeczywistosć nie przystaje do takiego
                              widzenia świata. ja nie mam za złe develeperowi czy spółdzielni, którzy
                              próbują zapewnić swoim mieszkańcom minimum komfortu w ramch ograniczonych
                              zasobów (grunty, pieniądze) jakimi dysponują, tym bardziej tego że próbują o to
                              dbać.

                              Warunki o których piszesz możesz sobie kupic za olbrzymie pieniądze w
                              nowoczesnych parkach apartamentowców. Innym rozwiązaniem jest ich stworzenie
                              ze środków publicznych w ramach odpowiedniej polityki rozwoju osiedli. Tyle że
                              w takim wypadku źle adresujesz swoje pretensje.
                              • agatka_s Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 11:43
                                silvio,

                                ja akurat nie mam pretensji !!!

                                akurat jestem zadowolona, mamy mini placyk wewnatrz bloku (dzieci tam sie
                                spotykaja np jak pada deszcz, bo jest pod dachem) i 300 m obok duzy
                                nienajgorzej urzadzony, nawet z czyms na ksztalt miejsca do grania w pilke plac
                                publiczny-ogrodzony ale otwarty

                                Do grania w prawdziwa pilke jest dalej polozone boisko w szkole, tam jest tylko
                                problem ze zazwyczaj graja starsi chlopcy. Ale czasem daje sie chlopakom
                                zalapac.

                                Ja jestem szczesliwa !

                                Natomiast uwazam ze rzeczywiscie, placow dla dzieci takich publicznych i
                                fajnych powinno byc poprostu duzo. Gdyby bylo ich pod dostatkiem, nie byloby
                                potrzeby tworzyc jakis mini placykow blokowych.

                                No ale to inny temat.

                                Natomiast nadal uwazam ze zamykanie placow zabaw i tworzenie jakis
                                wyizolowanych przestrzeni dla dzieci nie jest dobre. Mowie o tym jako mama,
                                tylko i wylacznie.

                                • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 12:40
                                  agatka_s napisała:


                                  > Natomiast nadal uwazam ze zamykanie placow zabaw i tworzenie jakis
                                  > wyizolowanych przestrzeni dla dzieci nie jest dobre. Mowie o tym jako mama,
                                  > tylko i wylacznie.

                                  jak juz napisałem, to jest bardziej sprawa światopogladowa i powoływanie się na
                                  rzekomą szkodliwość psychiczną jest zwykłym nadużyciem. ja osobiście nie widzę
                                  nic złego w tworzeniu "wyizolowanych przestrzeni dla dzieci", szczególnie tam
                                  gdzie chroni je to przed potencjalnym zagrożeniem (zwierzęta, dorośli,
                                  samochody).

                                  natomiast za szkodliwe uważam odmawianie ludziom prawa by za swoje pieniądze
                                  takie warunki swoim dzieciom tworzyli. szczególnie zważywszy na to, ze akurat
                                  na Ursynowie czy Mokotopwie publicznyc placów zabaw jest sporo. A to, że ich
                                  wyposażenie czy stan sanitarny jest taki jak jest zawdzięczamy między innymi
                                  takiemu podejściu do spraw własności. Publiczną zaczniemy doceniać,
                                  paradoksalnie, wtedy gdy będzie jej mniej.
                                  • agatka_s Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 12:51
                                    silvio,

                                    napisalam ze mowie jako matka !! (z 11-letnim doswiadczeniem), poprostu
                                    dziecko lepiej sie rozwija na otwartej przestrzeni (w tym i spolecznie
                                    otwartej) niz na zamknietej, i nic to ze swiatopogladem nie ma wspolnego.

                                    Swiatopogladowo to ja jestem skrajny liberal, zwolennik wlasnosci prywatnej,
                                    wrog zbytniego ingerowania panstwa w moje zycie itp itd, zwolennik
                                    rozzwarstwienia spolecznego (no moze nie zwolennik, ale rozumiem ze jedni sa
                                    bogaci inni biedni, jedni jezdza Lexusami a inni ciagna riksze).

                                    Ale jako matka umiem wyczuc kiedy dziecko jest szczesliwe, napewno nie w klatce
                                    (nawet i diamentowej)....

                                    Wierz mi ze dzieci maja w nosie czyja jest wlasnosc, dla dziecka pierwszorzedne
                                    znaczenie jest aby byla fajna zabawa.

                                    Koncze bo juz powiedzialm co wiedzialam.


                                    • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 13:30
                                      > napisalam ze mowie jako matka !! (z 11-letnim doswiadczeniem), poprostu
                                      > dziecko lepiej sie rozwija na otwartej przestrzeni (w tym i spolecznie
                                      > otwartej) niz na zamknietej, i nic to ze swiatopogladem nie ma wspolnego.

                                      > Wierz mi ze dzieci maja w nosie czyja jest wlasnosc, dla dziecka
                                      pierwszorzedne
                                      >
                                      > znaczenie jest aby byla fajna zabawa.

                                      podejrzewam, ze to własnie twój liberalny swiatopoglad każe ci przypuszczać że
                                      to dziecko wie co jest dla niego najlepsze. z grubsza rzecz biorąc niezbyt
                                      podzielam ten pogląd.

                                      poza tym to czy ktoś zamyka drzwi czy zostawia je szeroko otwarte zależy od
                                      wielu czynników i rzadko odzwierciedla charatker człowieka czy społeczeństwa.
                                      w USA w ogóle nie stawia się płotów ale za naruszenie prywatnej własności może
                                      cię spotkać bardziej dotkliwa szykana niż widok ogrodzenia.

                                      tak wiec, szanując twoje 11 letnie doświadczenie rodzicielskie, proponuję byś
                                      swoje dzieci wypuszcała na otwarte, nieizolowane przestrzenie których na
                                      Ursynowie nie brakuje i nie robiła wyrzytów tym, którzy wolą by ich kilkuletnie
                                      pociechy (bo w sumie dla takich są przeznzaczone place zabaw) bawiły się w
                                      miejscach zamknietych i niezaskoanych prez zwierzeta i okoliczną żulerię.
                                      • agatka_s Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 13:43
                                        > >
                                        > > podejrzewam, ze to własnie twój liberalny swiatopoglad każe ci przypuszczać
                                        że
                                        > to dziecko wie co jest dla niego najlepsze. z grubsza rzecz biorąc niezbyt
                                        > podzielam ten pogląd.


                                        nie wiem czy to jest liberalizm czy inny -izm (wedlug mnie raczej sympatia i
                                        empatia wobec wlasnego dziecka), ale jak mi dziecko mowi ze lubi pomidorowa, a
                                        ogorkowej nie, to nie kaze mu jesc ogorkowej...

                                        a jak woli z kolegami isc na plac otwarty (bo tam bedzie ten Antek z Kuby (Kuba
                                        to kolega z podworka) szkoly, a on super broni-to jest autentyczny argument), a
                                        nie kisic sie na zamknietym to mu pozwalam isc na otwarty. I tyle

                                        Sama wole isc do kina niz ogladac mecz, i dzieki Bogu nikt (na razie !!!)
                                        maeczow mi ogladac nie kaze.

                                        Przeciez ja nikomu nie kaze wychowywac dziecka tak lub inaczej, ale swoj poglad
                                        na to jak wychowuje ktos dzieci mam. W tym wypadku uwazam trzymanie dzieci na
                                        zamknietych placach za okrutne wobec dzieci (bo odbiera sie im przyjemnosc) i
                                        zle w sensie wychowawczym. (juz nie bede sie powtarzac dlaczego)

                                        Ale niech kazdy wychowuje dzieci jak uwaza...(no tylko ze ja tez bede sobie
                                        uwazac co uwazam...)




                                        • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 16:00
                                          > Ale niech kazdy wychowuje dzieci jak uwaza...(no tylko ze ja tez bede sobie
                                          > uwazac co uwazam...)

                                          ok, w tej kwestii zgadzam się z tobą w 100%. problem w tym, że ktoś takim
                                          artykułem jak ten próbuje podważyć autonomiczną i całkowicie zgodną z prawem
                                          decyzję innych rodziców. Rodziców którzy wolą by ich dzieci bawiły się w
                                          bezpiecznym i czystym miejscu. Robia to za swoje pieniądze i niekoniecznie
                                          po to by ograniczyć dostęp innych dzieci. natomaist argumenty o rzekomych
                                          katuszach psychicznych jekie z tego powodu cierpią dzieci po dwóch stronach
                                          ogrodzenia nie jest niczym poparty.

                                          na marginesie, gdybym nie miał wpływu na jadłospis sowjego dziecka, to
                                          prawdopodobnie cały czas jadłoby lody i słodycze.
                          • olecky Re: Dzieci jak małpy w ZOO 09.06.06, 13:44
                            silvio1970 napisał:

                            > olecky napisał:
                            > > na marginesie, to w Anglii jest cos takiego jak Public Right of Way.
                            > jesteś pewien że dotyczy równiez placów zabaw?

                            nie wiem, nie pamietam z UK zadnych placow zabaw "nur fur nuworysze". To Ty,
                            nie ja, przeniosles dyskusje na grodzenie pol i pastwisk.

                            pozdrawiam, olek
                            • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 09.06.06, 14:53
                              olecky napisał:

                              > nie wiem, nie pamietam z UK zadnych placow zabaw "nur fur nuworysze". To Ty,
                              > nie ja, przeniosles dyskusje na grodzenie pol i pastwisk.

                              bo widzę pewną, pozytywna analogię. wzrost szacunku do mienia, którego
                              społeczeństwo używa
          • caps6 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 15:48
            > mają prawo decydować kto moze z niego skorzystać. I nie sądzę żeby nie
            > wpuszcali na plac dzieci z zewnątrz.

            Scenka sprzed dwóch dni. Jakaś mama próbuje otworzyć furtkę (nie było na niej
            żadnej kartki z informacją o zamknięciu placu). "Rezolutny" smyk, bawiący się
            na placu, podbiega i mówi "Prosię Pani. To jest zamknięty plac zabaw. Tutaj NIE
            KAŻDY może się bawić". Mama, siedząca na ławeczce, jest ubawiona.
            Oczywiście że mają prawo decydować o swoim terenie. Tak jak ja mam prawo
            uważać, że działają krótkowzrocznie.
            • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 07.06.06, 16:17
              caps6 napisał:

              > > mają prawo decydować kto moze z niego skorzystać. I nie sądzę żeby nie
              > > wpuszcali na plac dzieci z zewnątrz.
              >
              > Scenka sprzed dwóch dni. Jakaś mama próbuje otworzyć furtkę (nie było na niej
              > żadnej kartki z informacją o zamknięciu placu). "Rezolutny" smyk, bawiący się
              > na placu, podbiega i mówi "Prosię Pani. To jest zamknięty plac zabaw. Tutaj
              NIE
              >
              > KAŻDY może się bawić".

              prawo a umiejętność sensownego korzystania z niego to juz insza inkszość
      • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 11:37
        dubiduu napisała:

        > To na pewno
        > będzie miało świetny wpływ na rozwój psychospołeczny ich pociech

        bardzo bym prosił o rozinięcie tego wątku. bo póki co to ja bez problemu
        udowodnię, że grodzenie placów zabaw pozytywnie wpłynie na ich higienę i
        bezpieczeństwo bawiących się w nich dzieci. pozwolę sobie wysunąc sobie
        kontrtezę (równie solidnie udokunetowaną jak twoja) że pozytywnie wpłynie to na
        psychikę dzieci roziwjajac w nich szacunek do własności prywatnej oraz jescze
        większy do do własności pblicznej jako dobra rzadkiego.
        • bromba28 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 14:42
          Nie będę się wdawać w rozważania na temat prywatnej własności, światopoglądu i
          slumsów. Znam ten plac zabaw. Sama do niedawna chodziłam tam z dziećmi. Rozumiem
          grodzenie placów, ale nie rozumiem, czemu nie mogą się tam bawić dzieci z innych
          osiedli. Ogrodzenie likwiduje problem sikających psów, menele też się nie pchają
          na ogrodzone placyki (zwłaszcza gdy stróż stoi w pobliżu). Ale przecież nie
          trzeba zamykać furtki na cały dzień, wystarczy zamknąć plac na noc. W ciągu dnia
          bawiło się tam wspólnie sporo dzieci, każde przyniosło jakąś zabawkę, dzieciaki
          się wymieniały i miały przy tym sporo frajdy. Dodam , że były to głównie dzieci
          w wieku do ok. 5 lat, niczego nie niszczyły i nie śmieciły. Od kiedy został
          zamknięty na klucz siedzi tam góra dwoje, troje dzieci a reszte spotykam na
          okolicznych zatłoczonych placykach(najwyraźniej nudzi im się w zamknięciu).
          Jeśli natomiast spojrzeć na to od strony prywatnej własności, to mieszkańcy tych
          okolicznych osiedli też płacą na te "niezagrodzone " placyki, więc mogą sobie
          nie życzyć obecności dzieci z "elitarnych " bloków. Trudno odmówić słuszności w
          takim razie opiniom, że jakim prawem mieszkańcy grodzonych osiedli dbając o
          czystośći estetykę swojego otoczenia wyprowadzają psy pod okna sąsiadów z
          niezagrodzonych bloków a ich dzieci bawią się na placykach innych osiedli? Tylko
          dokąd takie rozumowanie nas zaprowadzi?
          • silvio1970 Re: Dzieci jak małpy w ZOO 08.06.06, 16:06
            bromba28 napisała:

            Tylk
            > o
            > dokąd takie rozumowanie nas zaprowadzi?

            do wiekszej dbałości o plac zabaw. zobaczysz że wkrótce placyk znowu otworzy
            się na dzieci z zewnatrz. Po prostu każdy, niezaleznie po której stronie płotu
            stoi musi sie nauczyć korzystac z niego na nowych zasadach. inne są prawa (i
            obowiązki!) gospodarza, inne gości. i nie ma w tym nic złego. najgorzej
            natomiast gdy dom jest bez właściciela. zapraszam na liczne, zdewastowane
            place zabaw na Ursynowie Płn.
    • kikula32 Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 11.06.06, 12:19
      Mieszkam w okolicy i przechodząc obok tego placu zabaw widziałam bardzo często
      mnóstwo małych dzieci z rodzicami. Cieszył oczy widok "młodej Polski".Teraz
      plac opustoszał. Bawią się pojedyńcze maluchy, smutno i nudno.Mam nadzieję, że
      wkrótce "właściciele" placu zabaw pukną się w puste naczynie i znowu "wszystkie
      dzieci będą nasze"!Ludzie! Opamietajcie się!!!
      • ewakd1 Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 20.06.06, 15:08
        Witam. Zastanawiam się nad jednym - nieopodal kontrowersyjnego placu zabaw jest
        inny placyk, który powstał przy zamkniętym osiedlu. Placyk od początku jest
        zamknięty, dzieci przechodząc obok niego widzą "elitarne" dzieci bawiące się
        tam a same nie mogą wejść. Dziwi mnie fakt, że ten placyk zabaw nie wzbudził
        tyle kontrowersji co omawiany szeroko na tym forum. A wiecie dlaczego? Bo tamci
        rodzice od początku zamknęli swój plac zabaw. Gdyby placyk przy KEN też był od
        początku zamknięty - rodzice mieszkający w blokach, do których należy ten plac
        zabaw - nie wysłuchiwaliby teraz jakimi wstrętnymi są rodzicami i wychowają
        swoje dzieci na psychopatów, od których nawet szkalnki wody nie dostaną. Ja nie
        widzę żadnego problemu w tym, że placyk przy KEN jest zamknięty. No może widzę
        jeden problem - PLACYK ZA PÓŹNO ZOSTAŁ ZAMKNIĘTY.
        • jan-w Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 20.06.06, 15:24
          Ta sytuacja jest nienormalna. Place zabaw dla dzieci powinna urządzać gmina. Za
          to między innymi pobiera podatki. Jeśli gmina nie spełnia swoich obowiązków,
          wyręczają ja developerzy, dla wygody swoich klientów. Podobnie jak z drogami i
          resztą infrastruktury. Stąd biorą się takie wynalazki, jak zagrodzone drogi itp.
        • agatka_s Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 20.06.06, 15:28
          Przepraszam, ale mylisz sie.

          Dyskusja dotyczy zjawiska pt "zamkniety na klucz plac zabaw", a nie konkretnego
          placyku przy bloku A, B, C.

          Ten konkretny placyk jest jedynie ilustracja zjawiska, przyczynkiem do
          napisania tego artykulu. A artykul nie mial na celu "dowalic" konkretnym
          rodzicom, raczej zwrocic uwage na nowe, zdaniem wielu niekorzystne zjawisko
          grodzenia przestrzeni (w tym dla dzieci).

          Ja tak to odbieram.
              • ewakd1 Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 20.06.06, 15:59
                I zgadzam się z Tobą, że gmina nie spełnia obowiązku związanego z placami zabaw
                dla dzieci. Natomiast patologią nazwałabym docinki pod adresem tych, którzy
                sami, z własnych środków muszą placyk stworzyć i utrzymywac go. Chodzi mi o
                docinki pt. dzieci jak małpy w zoo i jeszcze parę innych. Przykre, że przykład
                akurat TEGO placyku był powodem do obrażania właścicieli placyku i ich dzieci.
                Każdy ma w tym temacie swoje racje. A wszystko sprowadza się do tego, co ty
                napisałeś - gmina, która de facto powinna o nas dbać - nie robi tego.
                • jan-w Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 20.06.06, 16:04
                  Oczywiście, że te docinki, są nieuzasadnione.
                  W najmniejszej wiosce w Austri, w najgorszej dzielnicy w Berlinie, są takie
                  komunalne place zabaw, że sam się nie mogłem opanowac i korzystałem z nich ;-)
                  Niestety, rany jakie naszemu krajowi zadał komunizm, będą się bardzo długo
                  zabliźniać.

                  Kabaty Moczydło
                  dzieci neostrady
          • silvio1970 Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 21.06.06, 08:40
            > Ten konkretny placyk jest jedynie ilustracja zjawiska, przyczynkiem do
            > napisania tego artykulu. A artykul nie mial na celu "dowalic" konkretnym
            > rodzicom, raczej zwrocic uwage na nowe, zdaniem wielu niekorzystne zjawisko
            > grodzenia przestrzeni (w tym dla dzieci).

            problem w tym, że autorzy stawiają sprawę na głowie. nie mozna winić
            developerów czy spółdzielni za to że budują place zabaw dla swoich mieszkańców
            ale dzielnicę, która tego nie czyni. a sposobem na wyjście z błędnego koła nie
            jestotwarcie teo cio zagrodzone tylko zbudowanie publicznych ogródków.
    • agatka_s Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 20.06.06, 17:51
      Absolutnie jestem przeciwna obrazaniu i uzywaniu argumentow "ad persona".

      Natomiast uwazam ze mozna miec zdanie na temat jakiegos problemu zjawiska, w
      tym i zjawiska grodzenia i zamykania dzieci na placach. I czy to sie podmiotowi
      zjawiska podoba czy nie, opinie wyrazac.

      Wiele osob uwaza ze opisany proceder jest zly, szkodliwy, krotkowzroczny i
      okrytny wobec dzieci, i taki poglad nie jest docinkiem, tylko wyrazeniem opinii
      na sprawe. Czasem aby przedstawic jakis argument uzywa sie porozwnan, ironii,
      czasem podaje sie jakies przyklady np z wlasnego zycia, doswiadczen. Czasem
      uzywa sie argumentow ktore nie sa mile.

      Nie sadze aby dyskutanci chcieli atakowac sie personalnie (ja w kazdym razie
      nie !!), to jest tylko wyrazenie opinii na jakis temat, moze czasem w sposob
      dosadny (ale dajacy do myslenia...).

      Zgadzam sie ze gmina nie dopilnowywuje swoich obowiazkow, ale nie zmienia to
      faktu iz uwazam sam fakt grodzenia i zamykania placu, za rzecz zla i
      przynaszaca szkody dzieciom (choc jak pisalam juz milion razy, daje satysfakcje
      i zadowolenie rodzicom).

      Jedno nie usprawiedliwia drugiego.
      • pianoforte61 Re: Piaskownica pod kluczem, czyli jak się bawią 21.06.06, 20:16
        Moim zdaniem cała ta dyskusja nie ma sensu. Bo jeśli ktos kupił mieszkanie i
        zapłacił też za teren wokół, to tak samo jakby kupił dom na działce.
        Plac zabaw jest częścią nieruchomości, za którą płacą lokatorzy i tylko oni
        mają do niego dostęp.

        Tym, którym to przeszkadza, którzy mają komunistyczne
        inklinacje ,podpowiadam..podzielcie się lub oddajcie we wspólne władanie swoją
        własność....w tym mieszkania. Nie wszystkie bowiem dzieci ,mają nie tylko place
        zabaw, ale i też swoje pokoje.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka