MarcPol przy ul.Giewont.....

09.09.08, 10:43
Godz 7.40 - wchodzę do sklepu MarcPol przy ul.Giewont (przy Puławskiej),
rozglądam się w poszukiwaniu koszyka ale zamiast małego,czerwonego koszyka
widzę gigantyczną kolejkę dochodzącą do połowy sklepu.Kas w sumie naliczyłem 5
ale czynna jest jedna-kolejka liczy ok 12 osób.Podchodzę do kasjerki i pytam
czy sklep jest wyposażony w koszyki i gdzie ich należy szukać. Odpowiedz
kasjerki:"Klienci nie odnoszą koszyków na miejsce więc proszę sobie poszukać,
gdzieś są"...
Po tej odpowiedzi , żałowałem iż nie zabrałem ze sobą swojego psa , który
pomógł by mi w poszukiwaniu jakże dużego luksusu w sklepach Marcpol (większość
osób która weszła za mną , dała sobie spokój z koszykiem i nosiła zakupy w
rękach, ja zresztą też po nieudanych "poszukiwaniach").

Godz 7.45 - trzymając dzielnie w ręku jabłko podchodzę do lady z nabiałem.
Biorę do ręki "Serek Wiejski" - data ważności 7.09.2008. Biorę więc drugi -
data ważności 8.09.2008 , i tak trzeci ,czwarty i piąty. Każdy
przeterminowany.Podchodzę więc do Pani kasjerki i pytam kto jest
odpowiedzialny za ten fakt. Kasjerka mrucząc pod nosem odpowiedziała ,że
"kierownik".Poprosiłem więc kasjerkę aby poprosiła kierownika...Ta od
niechcenia podniosła słuchawkę mówiąc do niej "jakiemuś Panu coś się nie
podoba,choć TU"
W międzyczasie kolejka zwiększyła się do ok. 16 osób (czynna cały czas jedna
kasa)a osoba która stała na początku kolejki gdy wchodziłem do sklepu, stała
przy niej cały czas....

7.50 - po prawie 5 minutach przyszedł kierownik - mężczyzna ok. 30 lat w
granatowym ,brudnym ,zasyfionym polarze z poprutym napisem "MarcPol".Pokazuje
mu serki (każdy przeterminowany) , ale na panu kierowniku nie robi to żadnego
wrażenia i odpowiada mi "wyniesiemy to zaraz".W międzyczasie mojej rozmowy z
tym panem , jakaś kobieta krzyknęła w jego stronę aby coś zrobił z tą kolejką
(czytaj:otworzył inne kasy), na co on mruknął pod nosem "zaraz ktoś
podejdzie". Zapytałem go jeszcze o koszyki i odpowiedział - "koszyki są na
zapleczu i dziś je wystawimy". Ręce mi opadły...

7.55 - po nieudanej przygodzie z "serkiem wiejskim" , postanowiłem kupić mleko
i płatki.UDAŁO SIĘ!! Znalazłem mleko z datą ważności 10.09.08 (czyli do
jutra)!!!!.Podchodzę jeszcze tylko do półki z płatkami i biegnę do kasy...Co
widzę przy kasie??
Panią która stała na początku kolejki gdy tylko wszedłem do sklepu (czyli
jakieś 15 min.temu) i kolejkę w której stoi dokładnie 17 osób i ja na końcu.
Osoby które stały w kolejce były czerwone ze złości.
Nie wytrzymałem tylko ja...Podszedłem więc do kasjerki (3 raz) i poprosiłem
aby ponownie wezwała "kierownika". Kobieta widząc moją wściekłość natychmiast
podniosła słuchawkę i powiedziała "znowu ten pan".Przyszedł znowu "biedny pan
kierownik" i zapytałem go czy ma zamiar coś zrobić z tą kolejką i dlaczego
Pani która stała na początku kolejki 15 minut temu, nadal w niej stoi??
Pan stwierdził ,że "zablokował się komputer" i kasjerka nie może wbijac kodów.
Zapytałem czy nie może usiąść na kasie obok ale stwierdził ,że " ma mnóstwo
pracy i nie ma czasu ,ale już ktoś idzie". A czy ja nie mam pracy?? Czy ja
chodzę do MarcPolu dla wrażeń?? Może dla sportu??? Pan kierownik mi nie
potrafił odpowiedzieć...
W międzyczasie ktoś rzucił z nerwów koszykiem na ziemię , i wyszedł za nim 2
kolejne osoby , jedna starsza Pani krzyczała "tak jest u was codziennie, za
każdym razem dzwonicie po jakieś kody na pomidory czy bułki których codziennie
sprzedajecie setki, blokują się komputery,ludzie którzy tu pracują nie
potrafią obsługiwać terminala od kart płatniczych - moja noga więcej tu nie
stanie choćbym miała jezdzić do Auchan w Piasecznie" - po czym również rzuciła
koszykiem i wyszła. Kolejka znacznie się uszczupliła.
Ale niestety nie wytrwałem do końca , było 5 minut po godzinie 8 , również
rzuciłem koszykiem i "choćbym miał jezdzić do Auchan w Piasecznie" moja noga
więcej tam nie stanie....
PS.Już nigdy nie będę "popierał swojego" jak w reklamie, wolę
zachodnie-solidne....




Pełna wersja