urban_legend Legenda o ptasich ulicach 19.01.09, 23:25 Był początek lat osiemdziesiątych. Ursynów powoli zaczynał rosnąć. Budowały się domy, obok nich szkoły i przedszkola. Z początku w ślimaczym tempie, ale potem coraz szybciej powstawała jedna z bardziej popularnych dzielnic stolicy. Janina Z. złapała się za gardło i przez parę sekund jej twarz zmieniała kolor z czerwieni w głęboki fiolet aż w końcu zupełnie zsiniała. Janina Z. osunęła się bezładnie na ziemię. Była szóstą w tym miesiącu kucharką przedszkolną, która zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Milicja była bezsilna. Parę miesięcy wcześniej w przedszkolu, w którym pracowała Janina Z., doszło do dziwnych wypadków, których geneza do dziś nie jest jasna. Zaczęło się to wraz ze śmiercią pierwszej kucharki, Pelagii F. Późnym wieczorem, gdy spakowawszy torby z niewykorzystanymi podczas obiadu zapasami jedzenia, Pelagia F. usłyszała dziwny chrobot w jednym z pomieszczeń. Z początku pomyślała, że to myszy, ale w chwilę później dotarło do niej, że w przedszkolu myszy nie ma. Odgłosy nasiliły się i z pewnością dochodziły z jednego z magazynów. Pelagia F. postawiła siatki z jedzeniem na ziemi i na wszelki wypadek wyciągnęła latarkę z szafki. Otworzyła drzwi… Wewnątrz było ciemno. Włącznik światła nie działał, więc Pelagia F. postanowiła pomóc sobie nieco światłem ze swojej latarki. W słabym, żółtawym świetle Pelagia F. starała się omieść wzrokiem całe pomieszczenie. Wszystko było jak zawsze – słoiki, torby, butelki… no, prawie wszystko. Pomiędzy zapasami fasoli i ryżu znajdowała się para oczu, wbijająca wzrok w Pelagię F. Ta upuściła latarkę i krzyknęła. Był to ostatni dźwięk, jaki wydała w życiu. Chwilę potem leżała martwa, z toną worków fasolki Jaś, obciążającą jej ciało. Po Pelagii F. było pięć następnych: wszystkie zginęły nagle i niespodziewanie, bez żadnego wskazania na morderstwo na tle rabunkowym czy jakimkolwiek innym. Milicja postanowiła poddać teren monitoringowi, choć w tym okresie słowo to było nieznane. Niecałe dwa tygodnie po ostatnim zgonie milicjanci zauważyli niesamowity widok: na placu zabaw jednego z przedszkoli leżała kucharka, Zofia M. Była martwa. W ręku trzymała resztki worka z grochem, przeznaczonym prawdopodobnie na zupę dla dzieci. Naokoło krzątały się stada ptaków: mysikrólików, kolibrów, kormoranów… gdy tylko milicjanci próbowali podejść do stada, ptaki rzucały się na nich, jakby świadomie nie dopuszczając ich do ciała. Jakim cudem udało się całą sprawę zachować w tajemnicy, nie wiadomo do dziś. Jedno jest pewne: ugoda z ptakami powstała na dwóch warunkach. Po pierwsze, nazwano ich imionami część ursynowskich ulic. Po drugie, ptaki obiecały, że nigdy więcej nie dopuszczą się tak okrutnego czynu, o ile żadna z pazernych kucharek przedszkolnych nie zapragnie okraść dzieci z ich obiadu. Było to ponad dwadzieścia lat temu… Odpowiedz Link Zgłoś
horpyna4 Re: Legenda o ptasich ulicach 20.01.09, 10:55 Zadbaj lepiej o osadzenie w realiach, bo "ptasie" ulice powstały ok. 1960 roku. Reszta może być. A swoją drogą można wymyślać wiele historyjek związanych właśnie z powstającymi i przestającymi istnieć ulicami dzisiejszego Ursynowa. Ulica bodajże Albatrosów (a może Bociania, ktoś to jeszcze na pewno pamięta) nazywała się w latach 50-tych Malinowa. Pozostałe ulice w najbliższym sąsiedztwie nie miały żadnych nazw, były wiejskimi drogami. Odpowiedz Link Zgłoś
jan-w Re: Legendy i podania o Ursynowie vol. II 19.01.09, 23:39 Jak miło znów cię czytać :-) Odpowiedz Link Zgłoś