Dodaj do ulubionych

Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocław...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.10, 12:11
Za Komuny ograniczano liczbę studiujacych aby nie mnożyć
inteligencji, która stanowiła zagrożenie dla rządzącej Klasy
Robotniczej. Na niektóre kierunki o miejsce walczyło kilkunastu
chętnych. Paradoksalnie Komuna w ten sposób wzmocniła inteligencję
przez niedopuszczanie do studiowania osobników bez talentu. Co robią
teraz Neoliberałowie ? Mnożą wyższe uczelnie jak króliki. Studiuje
obecnie jakieś 3 miliony młodzieży, z czego 1 milion na to
zasługuje. Paradoksalnie Neoliberałowie w ten sposób niszczą polską
inteligencję przez jej kompletne zdewaluowanie. Niektórzy nawet
doszukują się w tym jakiegoś szatańskiego antypolskiego planu. Kto
wie może mają rację ?
Obserwuj wątek
      • Gość: menda Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.centertel.pl 22.02.10, 12:42
        a jakie jest podejscie studenta do wykladowcy? na wyklad nie przyjdzie, bo
        piatek rano, na egzamin sie nie przygotuje, bo pierwszy termin - A TO JEST KUZWA
        MOJ CZAS, KTORY MOGE SPOZYTKOWAC ZDECYDOWANIE LEPIEJ NIZ NA MOWIENIU DO PUSTEJ
        SALI ALBO NA SLUCHANIU JAKIEGOS MATOLA BELKOCZACEGO JAKIES BZDURY NA KOLEJNEJ
        POPRAWCE, LICZACEGO NA TO ZE W KONCU BEDE MIAL DOSYC I POSTAWIE MU TROJE!
            • Gość: ! Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.10, 13:46
              Też jestem wykładowcą. Studenci przychodzą na moje zajęcia, chociaż nawet nie sprawdzam obecności, po prostu chyba prowadzę ciekawe zajęcia. Jeśli do kogoś nie przychodzą to faktycznie jest przegrany i swoją frustrację wyładuje oczywiście na kim? Na studentach, wykorzystując w stu procentach tę odrobinę władzy, którą dostał.
              Na egzamin nie przyszedł, nie umiał to po prostu nie zaliczy i tyle. Są trzy terminy a potem niestety niezaliczone i to chyba wystarczy, prawda, nie ma potrzeby się jeszcze wyzłośliwiać i poniżać ludzi. To chyba normalne, choć widzę że nie dla wszystkich, niektórzy potrzebują furera.
              • Gość: no name Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.4web.pl 22.02.10, 14:06
                I to jest wlasnie clou.

                Na ciekawych zajeciach NIE MA MIEJSC, bo lduzie sie o nie zabijają !
                Nawet pozornie nudne, znienawidzone przez studentów zajecia mają to
                do siebie, ze wsród prowadzących je 4-6 wykładowców jest JEDEN,
                który prowadzi je ciakwie i do niego juz na początku nie ma miejsca
                w USOSie. I tak to działa.

                Natomiast polskie uczelnie to przechowalnie sfrustrowanych
                nieudaczników ( oczywiscie nie pisze o wszystkich wykładowcach, bo
                sa i wspaniali i miałam okazje na takich trafić) - system sprzyja
                temu, zeby na uczelniach zostawali pociotkowie pani Krysi, a nie -
                najlepsi. I na efekty nie trzeba długo czekac - poziom chamstwa i
                buractwa akademikow w stosunku do studentów jest porazajacy; prawie
                nikt z nich w prywatnej rozmowie nie mysli o uniwersytecie w
                kategorii "universitas" ( wspólnaota ) - tylko my i oni, a oni z
                załozenia to debile, kretyni, bydło itp ( wszystkie okreslenia a
                autopsji) Niestety, ale poziom chamstwa i pogardy dla ludzi wśród
                akademickich głów jest porazajacy - a potem sie dziwic, dlaczego
                Polscy sa tak chamscy, skoro elita taka jest
                  • Gość: Jasio Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: 82.177.111.* 22.02.10, 15:41
                    Tam gdzie ja uczęszczam na wykłady, takie żarty w formie słownej(nie pisemnej)
                    budzą ogólną wesołość i nikt nie ma z tym problemu. A żarty opowiada lubiany
                    wykładowca trudnego do zaliczenia przedmiotu do pełnej sali. Wychodzi na to że
                    nastawienie adresatów żartu też jest ważne. Jak angedota trafi do
                    nieprzystosowanego do życia w społeczeństwie społecznika albo rozemocjonowanej
                    dziewicy socjalnej to taki jest efekt.
                      • mecenas_misiura Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł 22.02.10, 16:05
                        Dobrze napisał. A zawsze się znajdą sieroty bez poczucia humoru. Miałem
                        wykładowcę (stary prof. a nie doktor) który komentował pisemnie egzaminy w
                        podobny sposób, i zawsze czekaliśmy na jego notatki pod wynikami - pozdrawiam
                        studentów bez kija w d..pie, którzy potrafią się pośmiać, nawet z siebie.
                        --
                        Only two things are infinite, the universe and human stupidity, and I'm not sure
                        about the former.

                        A.Einstein
                      • Gość: Jasio Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: 82.177.111.* 22.02.10, 16:14
                        Ad1. Niczym się nie chwalę.
                        Ad2. Prostactwo, jak to ujmujesz, niepowinno wywoływać oburzenia i pozwów do
                        sądu tylko raczej politowanie. Jestem daleki od określania wykładowców
                        prostakami. Zwłaszcza gdy ich nie znam osobiście.
                        Ad3. Nie wstydzę się swojego zdania.
                        Tak tak.. czuj się zaszczycony że Ci odpisałem ;). Do niczego nie pretenduje.
                        Jestem tym kim jestem.

                        Jeżeli chcesz sobie coś udowodnić lub co byłoby bardziej na miejscu przekonać
                        mnie że nie mam racji użyj argumentów a nie próbuj mnie poniżać. Ja chętnie
                        posłucham.
                        • Gość: lilly Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.wroclaw.mm.pl 22.02.10, 16:47
                          1. Nie zrozumiałeś ironii. To była odpowiedź na Twoje słowa:
                          "Tam gdzie ja uczęszczam na wykłady, takie żarty w formie słownej(nie pisemnej)
                          budzą ogólną wesołość i nikt nie ma z tym problemu."
                          Tłumacząc dosadniej - nie chwal się tym, jak jest u Ciebie na wykładach, bo to
                          powód do wstydu. Wstydu z takiego poziomu wykładowcy i innych studentów.


                          2. Na prostactwo wśród elit nie powinno być publicznego przyzwolenia. Nie trzeba
                          kogoś znać osobiście, by po jego czynach nie móc stwierdzić, że zachowuje się
                          jak prostak.

                          3. "Nie wstydzę się swojego zdania." - ten pan od listu do studentów pewnie też
                          nie.
                          "Tak tak.. czuj się zaszczycony że Ci odpisałem ;). Do niczego nie pretenduje.
                          Jestem tym kim jestem." - był taki jeden który mówił "jestem jaki jestem".


                          CHWILA CHWILA:
                          "Jeżeli chcesz sobie coś udowodnić lub co byłoby bardziej na miejscu przekonać
                          mnie że nie mam racji użyj argumentów a nie próbuj mnie poniżać."

                          Nie muszę Cię poniżać. Czynisz to sam sobie w każdej wypowiedzi.
                          A tekst:
                          - "nie próbuj mnie poniżać"
                          w odpowiedzi na mój neutralny tekst słowami:
                          - "nieprzystosowanego do życia w społeczeństwie społecznika albo
                          rozemocjonowanej dziewicy socjalnej"

                          jest naprawdę ŻENUJĄCY.
                • Gość: gość Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.dhcp.netz-service.uni-bamberg.de 22.02.10, 15:17
                  Clue polega na tym, że mało który wykładowca za 500 euro miesięcznie (czyli
                  pensję pomocnika murarza) będzię się wysilał na prowadzenie atrakcyjnych zajęć.
                  To wymaga czasu, a czas jest potrzebny żeby zarobić prawdziwe pieniąze i jakoś
                  utrzymać rodzinę. Poza tym studiowanie za darmo jest przywilejem, na który nie
                  stać nawet bogatych społeczeństw. Jak komuś się nie podobają wykłady to może się
                  przenieść tam gdzie jest ciekawiej... i czesne do zapłaty w dolarach, euro lub
                  funtach.
                    • Gość: gość Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.dhcp.netz-service.uni-bamberg.de 22.02.10, 16:03
                      To nie jest analogiczne bo wykształcenie wykładowcy społeczeństwo zainwestowało
                      kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset tysięcy złotych - znacznie mniej niż w
                      początkującego studenta nieumiejącego zaliczyć np. mikroekonomii. Dziwne, że
                      Polacy chcą tak pochopnie pozbywać ludzi, w których tyle zainwestowali:
                      wykładowców, lekarzy, biotechnologów itp. - bądź bezpośrednio bądź oferując im
                      głodowe pensję. Dlatego też do zawodu jest selekcja negatywna - zostają najgorsi
                        • Gość: alek dr Bartosz... IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.02.10, 22:41
                          Specyficzny, wymagający ale sprawiedliwy...no i niestety szczery do bólu. Za to
                          go większość studentów z mojej grupy lubiła...ba nawet uwielbiała. Umiejący
                          także drwić z siebie samego i mający dystans do tego co robi.
                          Poziom wiedzy - myślę że jeden z lepiej wykształconych młodych dr-ów ale nie
                          "gnojący" studentów.
                          Niestety chyba czasy się zmieniły - i student musi zdać, i musi być magistrem
                          choć nie jarzy prostej mikry. To co by powiedział na HME z Rektorem czy choćby
                          zajęcia z prof. Matysiakiem? Tylko że oni nie skomentowaliby nieuctwa w ten
                          sposób...
                          Szerze mi dra żal.
                          Były student
                          alek
                          • Gość: lilly Re: dr Bartosz... IP: *.wroclaw.mm.pl 23.02.10, 10:32
                            nikt nie musi być magistrem, studia nie są dla każdego.
                            ale można coś powiedzieć studentom zachowując klasę np. "rozważcie rezygnację ze
                            studiów, bo nie dajecie sobie rady z prostym przedmiotem".
                            zamiast szydzić z tym całym KFC, Dublinem i samobójstwami.

                            wykształcony człowiek powinien się sprawnie posługiwać ojczystym językiem i
                            zdawać sobie sprawę z wagi swoich słów (oraz tego jak mogą być odebrane).
                      • Gość: lilly Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.wroclaw.mm.pl 22.02.10, 17:13
                        i jeszcze jedna uwaga - skoro ktoś gardzi i pomiata studentami - to czy on w
                        ogóle chce przekazać jakąś wiedzę studentom?

                        dobry wykładowca, to taki wykładowca, który ma dużą wiedzę i dobre maniery.
                        taki, do którego wstyd iść nieprzygotowanym na egzamin. u którego człowiek nie
                        wyciągnie ściągi, bo nie chce być oszustem.
                        AUTORYTET po prostu. pod każdym względem.

                        nie pozbywajmy się WARTOŚCIOWYCH fachowców. reszta może jechać.
                  • Gość: ekonomista Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.tktelekom.pl 15.03.10, 09:28
                    Nie zgadzam się trochę. Owszem, są uczelnie które są "bo są". Lecz co powie Pan
                    na temat Uniwesytetów, Akademii które istnieją od lat i studenci chcą tam
                    studiować? Czy one też mają nie mieć interesujących zajęć bo wykładowcy malo
                    zarabiają? A czy to nie jest tak że jakby się troche przyłożyli to fama by
                    poszła w świat i inne uczelnie by się o nich biły ? Dobry wykładowca ma kilka
                    etatów bo wiele uczelni chce z nim pracować. Widzę to u siebie na Akademii w
                    Katowicach. pozdrawiam
              • udupi Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł 22.02.10, 14:43
                chyba ciekawie prowadzisz zajecia? Tzn nie jestes pewien czy masz problemy z
                samoocena? Daj probke jednego wykladu a ja ci powiem za darmo coz ten twoj
                belkot jest wart. Powiem ci w sekrecie ze po 30-tu latach nie pozostanie po
                tobie nawet jedna wzmianka w google ze istniales. Metody traktowania studenta
                ktore nam tu opisales swiadcza dobitnie o twojej niedojrzalosci zawodowej i ze
                nadajesz sie co najwyzej na sortowanie papierow. Ciebie sie powinno izolowac od
                studentow bo ty nic nie rozumiesz nt dydaktyki. Miales jakichs sadystow na
                studiach czy tez wywodzi sie ten twoj styl ze wspolnej kompieli z tata zanim cie
                zlal kablem od zelazka?
        • confused.girl Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł 22.02.10, 13:21
          Gość portalu: menda napisał(a):

          > a jakie jest podejscie studenta do wykladowcy? na wyklad nie przyjdzie, bo
          > piatek rano, na egzamin sie nie przygotuje, bo pierwszy termin - A TO JEST KUZW
          > A
          > MOJ CZAS, KTORY MOGE SPOZYTKOWAC ZDECYDOWANIE LEPIEJ NIZ NA MOWIENIU DO PUSTEJ
          > SALI ALBO NA SLUCHANIU JAKIEGOS MATOLA BELKOCZACEGO JAKIES BZDURY NA KOLEJNEJ
          > POPRAWCE, LICZACEGO NA TO ZE W KONCU BEDE MIAL DOSYC I POSTAWIE MU TROJE!

          Tak, bo oczywiście za prowadzenie zajęć dydaktycznych nie dostajesz ani grosza...

          --
          Kobiety całują się na powitanie, bo nie mogą się ugryźć ;D
        • douglasmclloyd Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł 22.02.10, 21:20
          Gość portalu: menda napisał(a):

          > a jakie jest podejscie studenta do wykladowcy? na wyklad nie przyjdzie, bo
          > piatek rano, na egzamin sie nie przygotuje, bo pierwszy termin - A TO JEST KUZW
          > A
          > MOJ CZAS, KTORY MOGE SPOZYTKOWAC ZDECYDOWANIE LEPIEJ NIZ NA MOWIENIU DO PUSTEJ
          > SALI ALBO NA SLUCHANIU JAKIEGOS MATOLA BELKOCZACEGO JAKIES BZDURY NA KOLEJNEJ
          > POPRAWCE, LICZACEGO NA TO ZE W KONCU BEDE MIAL DOSYC I POSTAWIE MU TROJE!

          Ludzie wyjeżdzajcie z tego Badziewiolandu. Za granicą też można studiować. W
          Polsce miałem wykładowców palantów, jak pan piszący powyżej (mimo to jakoś
          studia skończyłem). W USA takich wykładowców nie spotkałem. Zauważyłem też, iż
          uczyli rzeczy konkretnych i wymagali ode mnie tego, co mi przekazali. W Polsce
          wykładowca na wykładach pieprzył o jednym, a na egaminie pytał o coś innego,
          przeważnie opierało się to na schemacie: Udowodnienij wyższość świąt
          Wielkanocnych nad świętami Bożego narodzenia.




          --
          "W związku z przypadkami łamania Regulaminu, nie możesz założyć nowego wątku na
          tym forum." Dziękuję Gazeto - jeden z 200 wspaniałych.
        • Gość: akad Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.tktelekom.pl 15.03.10, 09:37
          Mądry wykładowca nie musi się wysilać, aby na jego zajęcia chętnie studenci
          chodzili. Są tacy o których studenci się "zabijają" i są tacy, do których się
          podchodzi: ee nie ma sensu chodzić tylko na ten jeden wykład.
          Uważam że w dużej też mierze to wina planów zajęć. Jeśli ja muszę przejechać
          godzinę drogi, stracić 15 zł żeby jechać na jeden "marny" wyklad na 8 rano w
          piątek, to wolę sobie znaleźć pracę dorywczą i spożytkować ten czas. Nie
          rozumiem wykładowców którzy mają problem do studenta o to że jest zaradny.
          Spróbujcie też popatrzeć oczami studenta! Nie szystkich stać by mieszkać w
          mieście gdzie studiują, więc wybierają co ciekawsze zajęcia żeby nie tracić
          pieniędzy! A jeśli wykład nie jest ciekawy, to wołami ich tam nie zaciągnie się
          ! I nie mówcie że jak człowiek wybiera studia to powinien studiować. Bo od kilku
          lat praktykuję to samo i jeszcze wielkich problemów nie miałam z tego tytułu. A
          wykładowcy u mnie na uczelni nie podchodzili w taki prostacki sposób do studenta.
      • jacqal Brak kindersztuby u studentów 22.02.10, 12:47
        A co ja mam zrobić ze studentem (studia dzienne inaczej niestacjonarne), który
        trzy dni po terminie egzaminu poprawkowego przysyła takiego maila:

        "Przepraszam za nieobecność na terminie poprawkowym z KM - niestety nie
        mogłem juz zmienić nic w grafiku pracy.

        Czy jest możliwość żebym zaliczył przedmiot w ten czwartek przed 13?
        Niestety w tym tygodniu nie mam innego wolnego terminu."

        Mamy problem, bo ja mam w czwartek dyżur o 15:30, a student nie ma w tygodniu
        czasu na egzamin.

        Albo inny student, który obudził się w trakcie przerwy międzysemestralnej i tak
        oto sugeruje:

        "Chciałem dzisiaj wszystko skonsultować na seminariach ale doszła do mnie
        wiadomość, że się one nie odbędą."

        A jak się mają odbywać, kiedy nowy semestr dopiero za kilka dni i mamy przerwę ?
        Ale student o tym nie wie, bo na uczelnię nie chodzi.

        To tylko dwa kwiatki z ostatnich 2 tygodni.

        I co z nimi zrobić ?
        • sidian Re: Brak kindersztuby u studentów 22.02.10, 13:43
          Odpowiem jako student studiow teoretycznie wieczorowych, w praktyce dziennych platnych. Powszechne wszedzie na swiecie podejscie "ja place, ja wymagam" nie ma zadnego zastosowania na mojej uczelni (UW), bo wszedzie traktuje sie mnie nie jako klienta, ale jako petenta. Brutalna prawda jest taka, ze nikogo nie interesuje, czy bede studiowal akurat tu czy gdzie indziej. Ja odejde, znajda sie inni. Poza tym liczy sie renomowany papierek.

          W dziekanacie jest jedno okienko, w ktorym jedna na trzy panie jest mila i pomocna. Pozostale tylko marnuja czas studentow. Kolejka do dziekanatu wiedzie przez waski korytarzyk, w ktorym jest bodaj 10 krzeselek (dla wszystkich lat razem), a petentow rzadko mniej niz 50. W dodatku klimatyzacji w srodku nie ma zadnej (nawet prostego wiatraka), w zwiazku z czym warunki z sauny panuja tam zawsze. Jedynym zadaniem czesci wykladowcow jest uwalenie jak najwiekszej liczby studentow, bo po prostu nie ma dla nich miejsca na kolejnych latach. "Znajomi" uczelni dostaja warunki nawet na pierwszym roku. Sam taka osoba bylem, wiec wiem, jak sie sprawy na uczelni zalatwia. Wykladowcow chetnych wyciagnac reke do studenta jest tak niewielu, ze mozna ich policzyc na palcach jednej reki.

          Pomimo powyzszych patologii chce studiowac i chce studiowac akurat tam. W tym roku wracalem z urlopu dziekanskiego. Dziekan podpisal sie pod pismem po ponad dwoch miesiacach (zlozone na poczatku wrzesnia, odpowiedz dostalem na poczatku listopada). Oczywiscie na pismie data 01.10.2009. Szkoda, ze w pazdzierniku odwiedzilem dziekanat siedem razy, by za kazdym razem dowiedziec sie, ze nie ma odpowiedzi i ze mam dzwonic. Telefonu nikt nigdy nie odebral (od kiedy na UW studiuje). Na zadnego maila do dziekanatu nigdy nie otrzymalem odpowiedzi. Pozostaje wiec stanie w kolejce. Po otrzymaniu odpowiedzi skontaktowalem sie z wykladowcami, bo przyjecie na studia nie znaczy wpisanie do grupy i otrzymalem odpowiedz odmowna od kazdego z nich. Jest za pozno, zebym mogl rozpoczac nauke. Czyli nie moge pomimo tego ze chce. W dziekanacie zas dowiedzialem sie, ze i tak bede musial za ten rok zaplacic... Jestem w trakcie wyjasniania sprawy, ale jesli skonczy sie to tym, ze bede musial wylozyc 8000 za rok, w ktorym sama uczelnia uniemozliwila mi studiowanie, to sie z ta cala farsa wyzszej uczelni zwyczajnie poddam. Wiekszosc pracodawcow juz sie nauczyla, zeby na papierek nie patrzyc, bo przygotowanie do jakiejkolwiek pracy po studiach jest zerowe. Bogom niech beda dzieki, ze mam udokumentowane 7 lat pracy, bo jesli kiedys powinie mi sie noga i bede musial jej szukac gdzies indziej, to tym na pewno wyzej sie przebije niz papierkiem z jakiejs uczelni.

          Jedyne, czego oczekuje od uczelni, to szacunek. To ten drobny szczegol, ze jesli ktos mnie oblewa, to niech mi powie, ze nie zdalem, a nie wskaze miejsce, w ktorym mam sie powiesic i stroi sobie ze mnie zarty, ze zyczy mi milej pracy w KFC albo na zmywaku w Anglii. Taki wykladowca to kompletna zenada i niestety standard. To uniwersytety powinny sie bic o studentow a nie odwrotnie. Tymczasem uczelnie, za przeproszeniem, sikiem prostym podchodza do swoich podopiecznych od momentu, w ktorym zdalo sie egzamin wstepny do momentu, w ktorym osiaga sie status elity wydzialu, czyli ostatniego roku. Wtedy faktycznie mozna cos zalatwic.

          Jesli zas chodzi o podejscie do studenta pracujacego, to sie to musi na uczelniach zmienic. Dzisiaj bardzo duza czesc studentow pracuje i ten odsetek moim zdaniem bedzie sie zwiekszal. Fakt, ze student nie ma czasu w jakims tygodniu podejsc do egzaminu powinien oznaczac, ze uczelnia zorganizuje wiecej terminow. Oczywiscie kazdy sie musi zmiescic w jakichs ramach, nikogo nie stac na organizowanie indywidualnego toku nauczania dla kazdego, ale w pracy nie ma zartow. Znaczna czesc wykladowcow nawet nie ma pojecia, o czym w tej chwili mowie, bo cale zycie przepracowali naukowo, czyli punkt 15.00 czy 16.00 (czy kiedy tam koncza prace) odstawiaja kubek po kawie do szafki, biora teczke pod pache i wychodza. Normalni ludzie pracujacy w normalnych firmach (a zwlaszcza korporacjach) na taki luksus sobie pozwolic nie moga. Siedza w biurze, poki jest praca i dopiero potem wychodza do domu, cieszac sie, jesli naleza do nielicznej grupy szczesliwcow, ktorzy dostaja jakiekolwiek pieniadze za nadgodziny.
          • asia_i_p Re: Brak kindersztuby u studentów 22.02.10, 15:23
            Znacz
            > na czesc wykladowcow nawet nie ma pojecia, o czym w tej chwili mowie, bo cale z
            > ycie przepracowali naukowo, czyli punkt 15.00 czy 16.00 (czy kiedy tam koncza p
            > race) odstawiaja kubek po kawie do szafki, biora teczke pod pache i wychodza. N
            > ormalni ludzie pracujacy w normalnych firmach (a zwlaszcza korporacjach) na tak
            > i luksus sobie pozwolic nie moga.
            Gdzieś ty te studia kończył?
            Politechnika Wrocławska ma zajęcia od 7 rano do 19 wieczór, czasem także w
            soboty. No sami tam ci studenci nie siedzą.

            Pracujący student też musi mieć podejście do uczelni, to znaczy traktować ją jak
            swojego drugiego pracodawcę - pracując na dwa etaty grafiki ustalasz tak, żeby
            żadnemu pracodawcy nie dać odczuć, że jest mniej ważny, prawda?

            Studiowałam i pracowałam, mój mąż też. Nikt nam życia nie utrudniał, ale też
            wiadomo było, że jak jest termin egzaminu, to jest termin egzaminu, w
            ostateczności biorę bezpłatny w pracy, ale na egzamin idę. Uczelnia ma
            ograniczoną elastyczność i nie da rady się dostosować do iluś tysięcy grafików
            uczących się tam studentów.
            --
            Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
            że przylecą piraci bombowcem
            i bogatym zabiorą pieniądze,
            a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
            • sidian Re: Brak kindersztuby u studentów 22.02.10, 16:22
              > Gdzieś ty te studia kończył?
              Napisalem wyraznie - UW. Jesli chodzi o grafik zajec, to moj wydzial (prawo i
              administracja) jest raczej luzny. Jak sie przylozysz do planu, to 3/4 tygodnia
              masz wolne. Oczywiscie roznie bywa na roznych uczelniach, zdaje sobie z tego sprawe.

              > Politechnika Wrocławska ma zajęcia od 7 rano do 19 wieczór, czasem także w
              soboty. No sami tam ci studenci nie siedzą.
              Zupelnie nie zrozumialas sensu mojej wypowiedzi. Mowie o przewidywalnosci swojej
              pracy. Kilku moich znajomych wyklada (UW, politechnika, SGGW), kilku z kolei
              pracuje w korporacjach, ja sam prowadze niewielka firme - zatrudniam ok. 10 osob
              (roznie bywa w ciagu roku). Mam wiec dosc szeroki poglad na wszystkie te grupy i
              wiem, ze ta czesc "wykladajacych" to wlasnie osoby z najbardziej uporzadkowanym
              kalendarzem.

              Najgorzej ze wszystkich wychodze oczywiscie ja, jako prywaciarz, bo jak jest
              zlecenie na cito, to nie ma wyjscia - siedze do oporu czasem po 30-40 godzin bez
              przerwy. Ta grupa wykladajacych podchodzi raczej przesmiewczo do takiego trybu
              pracy. Nie oszukujmy sie, uniwersytet to taki urzad, gdzie sie pracuje od do.

              Majac pelna wiedze na temat swoich godzin pracy z duzym wyprzedzeniem mozna
              wiele rzeczy planowac, ale pracujac w korporacji, gdzie szef w kazdej chwili
              moze wpasc i powiedziec "ty, ty i ty zostajecie dzisiaj dluzej, bo jest cos do
              skonczenia" juz takiego luksusu nie posiadasz. Tak samo mam ja - dzwoni klient i
              mowi, ze ma zababrana sprawe, ktora ktos juz mu schrzanil i trzeba to poprawic w
              tempie ekspresowym, bo czas spokojnej pracy wykorzystal w calosci z okladem
              poprzedni wykonawca. Wiele osob jest w takiej wlasnie sytuacji i fakt, ze
              kiedystam gdziestam jest jakis egzamin malo kogo obchodzi. Mam odpowiedziec
              mojemu klientowi, ze nie moge, bo mam egzamin akurat jutro i ma spadac na drzewo
              do innej firmy? Nie tak sie prowadzi interesy. Sprobuj powiedziec w korporacji,
              ze jutro nie mozesz przyjsc i chcesz wziac wolne, bo masz egzamin. Zapewne
              dowiesz sie, ze albo idziesz na zaoczne albo mozesz szukac nowej pracy.

              Tak, pracujac na dwa etaty ustawiasz grafiki tak, zeby zaden z twoich
              pracodawcow nie byl pokrzywdzony. Jednak placac 8000 za rok studiow, na ktorym
              mam 5 przedmiotow, z ktorych z czterech nie mam wykladow tylko same cwiczenia, w
              dodatku zadnych dodatkowych zajec (zapisy na zajecia dodatkowe sa prowadzone w
              takiej kolejnosci: dzienni -> brak miejsc, wieczorowym dziekujemy albo
              zapraszamy np. w ramach WFu na basen na Pradze Polnoc w niedziele o siodmej
              rano) mam prawo wymagac, zeby uczelnia zapewnila mi dwa albo i trzy terminy
              egzaminow, zebym mogl sobie dobrac jeden, ktory bedzie mi pasowal. Takiego
              luksusu nie mialem w zadnym razie. Jeden termin i albo zaswiadczenie od lekarza
              albo do zobaczenia na poprawce. Dodatkowo, zeby jeszcze bardziej dokopac takim
              studentom egzaminatorzy dostali pisemny zakaz egzaminowania ustnie. Czasami
              udawalo sie jeszcze z egzaminatorem w ten sposob, z pominieciem "gornych
              instancji" dogadac. Potem, jak widzisz, juz nie.

              Tak wiec sama stosujesz argument przeciwko sobie. Chce traktowac obie strony
              rowno z uwzglednieniem, ze wobec swoich klientow (pracodawcy) jestem petentem, a
              na uniwersytecie jestem klientem i mam prawo zadac, by pieniadze, ktore place za
              nauczanie byly wydawane w sposob, ktory mi to nauczanie umozliwi, a nie
              dodatkowo utrudni.
              • jacqal Re: Brak kindersztuby u studentów 22.02.10, 17:54
                Powtórzę, bo może to umknęło - nie piszę o studentach na studiach
                niestacjonarnych (czyli "sobotnio-niedzielni") tylko normalnych studentach
                dziennych. Oni za studia nie płacą - za ich studia płacimy my wszyscy (ja też, w
                moim niemałych podatkach).
              • Gość: natasza Re: Brak kindersztuby u studentów IP: *.ists.pl 24.02.10, 10:00

                >Nie oszukujmy sie, uniwersytet to taki urzad, gdzie sie pracuje od do.

                Tak, ale dla administracji. Zrozum, człowieku, że praca na uczelni to nie tylko
                dydaktyka, jak ci się pewnie wydaje, ale też nauka, której nie da się realizować
                "od do". Pomijam już to, że większość wykładowców aby utrzymać rodzinę musi
                pracować na co najmniej dwóch etatach albo realizować duże projekty naukowe. Ale
                Ty byś chciał, żeby każdy Ci koło d...y skakał bo pracujesz. Sorry, ale uczelnia
                nie da rady się dostosować do wszystkich.

                Sprobuj powiedziec w korporacji,
                > ze jutro nie mozesz przyjsc i chcesz wziac wolne, bo masz egzamin. Zapewne
                > dowiesz sie, ze albo idziesz na zaoczne albo mozesz szukac nowej pracy.

                No ja się właśnie tak zastanawiam, dlaczego nie przeniesiesz się na zaoczne?




          • jacqal Re: Brak kindersztuby u studentów 22.02.10, 14:13
            Gość portalu: ! napisał(a):

            > Co z nimi zrobić? Proste. Grzecznie odpowiedzieć, ze niestety nie ma możliwości
            > uzyskania zaliczenia na takich warunkach. I po sprawie. To chyba nie boli, pra
            > wda?

            Odpisałem: "Proszę najpierw dostarczyć zwolnienie lekarskie usprawiedliwiające
            nieobecność na "poprawce". Potem możemy rozmwiać o następnym terminie."

            Czy dostatecznie grzecznie ? Czy może student się załamał ? A jak poinformować
            studenta, że zgodnie z regulaminem studiów, w ciągu 3 dni od egzaminu MA
            OBOWIĄZEK dostarczyć zwolnienie lekarskie usprawiedliwiające jego nieobecność.
            • Gość: marfi panie wykładowco-egzaminatorze szanowny IP: 92.3.170.* 22.02.10, 18:34
              Student pisze panu, że pracował a nie chorował - czemu w takim razie żąda pan od
              niego zwolnienia lekarskiego? Chce go pan nakłonić do popełnienia przestępstwa
              (lewe zwolnienie)? A może od papieża od razu ma przynieść dyspensę? ;) Jeśli nie
              ma możliwości poprawki (bo nie był chory ani w sądzie) to nie ma, jeśli zaś jest
              to po co ta "biurokracja"?
        • Gość: akad Re: Brak kindersztuby u studentów IP: *.tktelekom.pl 15.03.10, 09:43
          Niestety i takie przypadki się zdarzają, wiem o tym. Przykre jest że czasem
          studenci próbują nagiąć profesorów pod swoje terminy, a nie na odwrót. Ja bym w
          takim przypadku grzecznie ale dobitnie dała do zrozumienia, że pański czas jest
          również cenny i czasu pan nie znajdzie na "extra termin".
          Jakkolwiek, wśród studentów znajdą się tacy, którzy mądrze wybierają między
          zajęciami a rezygnują z egzaminów, itp z różnych różniastych ważnych powodów, a
          są i tacy którzy studiują, bo chcą mieć papierek, ale edukacja w sensie
          "aktywna" dla nich nie istnieje i nikt ich nie przekona że na zajęcia warto
          chodzić.
          Nie ma złotego uniwersalnego środka jak temu wszystkiemu zaradzić, gdyż i
          zdarzają się wykładowcy - "mendy", i zdarzają się cudowni profesorowie, doktorzy
          których długo się pamięta.
          Tak samo są studenci - lenie, jak i studenci - pilni oraz studenci - pół pilni,
          pół zajęci innymi sprawami.
          Pozdrawiam
    • Gość: Krociech Brawo panie Doktorze IP: *.abaks.pl 22.02.10, 12:22
      Oblać mikroekonomię - powód do wstydu. Ludzie, którzy nie rozumieją paru prostych wykresów, powinni wziąć się do nauki, a nie obrażać za parę słów prawdy. Droga komisjo dyscyplinarna - mam nadzieję, że wyrzucisz z uczelni te niedorajdy, a nie pana doktora.

      Przy okazji - mamy to do czynienia z bezpośrednią konsekwencją dawania młodym ludziom praw bez obciążania ich obowiązkami. Oby tak dalej.
      • Gość: Kassad Re: Brawo panie Doktorze IP: *.chello.pl 27.02.10, 01:45
        Jakich słów prawdy człowieku?! Prędzej już bufonady i żenującego szydzenia z ludzi, którzy w Dublinie pracują w tego typu Fast foodach. Moim rodzinnym miastem jest Radzyń Podlaski. Bieda tu piszczy straszna. Część mieszkańców po ukończeniu zawodówek i techników została w kraju – szwędają się po Radzyniu, co zdobędą to przepiją, czasem komuś w mordę dadzą. Inni wyjechali za granicę i zaczepili w tego typu lokalach. Praca jak praca – beznadziejna, ale przynajmniej zaczynają żyć za swoje pieniądze, wkrótce może uda im się ją zmienić i dążyć do stabilizacji, a na emeryturę powrócić do Polski. Mam o wiele większy szacunek do takich ludzi niż do zarozumiałych doktorków z uniwersytetów tego i owego, którzy nie potrafią odróżnić żartu od oszczerstwa.
        • Gość: Tomek Re: a egzamin do poprawki? to coś zmieni? IP: *.nfz.gov.pl 22.02.10, 14:25
          Mysle, ze generalizujesz. Nie znam Pana Doktora, ale inaczej sie zdaje przed
          osoba mila dla studentow a inaczej przed osoba arogancka. Jezeli Pan Doktor
          slynal z arogancji (tylko przypuszczam, ale na podstawie artykulu swoje
          przypuszczenia uwazam za uprawnione), to wiadomo, ze studenci sie jego bali.
          Zamiast skupic sie na rozumieniu tematu przezywali sam fakt spotkania z Panem
          Doktorem.

          Trudna sztuka jest bycie wymagajacym, a jednoczesnie grzecznym i uprzejmym dla
          studentow.

          Ja sam osobiscie mialem taka wykladowczynie. Kobita wymagajaca, ale mila. W
          przerwach wychodzila z nami na papierosa i... opowiadala nam dowcipy bysmy sie
          rozluznili. Ponadto mozna bylo do niej przyjsc i porozmawiac jaki popelnilo sie
          blad, ze otrzymalo sie niedostateczny. Grzecznie, milo i cierpliwie wyjasniala.
          Potrafila podniesc na duchu "nastepnym razem bedzie lepiej", tylko prosze
          zwrocic uwage na... i tu wymieniala na co.

          Oczywiscie polowe roku oblala na egzaminie. Ale to faktycznie wynikalo z tego,
          ze tematy byly trudne.

          Jak slyszalem "na gieldzie" jakie ludzie trafiali pytania, to padl na mnie blady
          strach. Jedenak na egzaminie szczesliwie wyciagnalem te pytania, na ktore
          najlepiej bylem przygotowany.

          Tym co zbulwersowalo opinie publiczna jest arogancja Pana Doktora. A arogancja
          dziala zawsze stresujaco i dekoncentrujaco. Nawet gdyby merytorycznie Pan Doktor
          mial racje, ze studenci slabo byli przygotowani to nie usprawiedliwia to takiego
          zachowania.
      • Gość: Habanita Niech najpierw uczelnie wezma sie za siebie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.10, 12:37
        Studenci po prostu dostosowuja sie do warunkow panujacych na uczelni. Skoro
        wykladowcy sa jacy sa, to czego wymagacie od studentow?Skoro na akzdym kroku
        widza wazeliniarstwo, rozdmuchane ego i rece rece myjace? Polskie uczelnie to
        siedliska patalogii i przekretow, dla ktorych student jest zlym koniecznym od
        ktorego najlepiej wyciagnac jak najwiecej kasy, bo po co na zaoczne i wieczorowe
        studia ustala sie limit miejsc na 500 i wiecej osob ? Uczelnie dla wykladowcow
        staly sie sprawami do zalatwienia i szybkim zarobkiem, u mnie na studiach
        profesorowie czesto konczyli o pol godizny wczesniej wyklad bo spieszyli sie na
        inna uczelnie.....

        Niestety najpierw trzeba zaczac od gory, od gruntownych zmian na uczelniach, od
        kadry po sposob nauczania, jestem pewna,ze wtedy liczba studentow spadnie bo
        beda widziec,ze studia to nie parodia jaka teraz funduja im uczelnie.
    • Gość: koks Za "życzę szczęścia w KFC" i dobrze życzył IP: 80.50.236.* 22.02.10, 12:31
      Z czego się robi taki problem, że zgrai nieuków powiedział prawdę? Chwała
      takim ludziom za to, że nie wypuszczają niedouczonych cieci z dyplomami. A co
      kogo obchodzi metoda? Coś tu było wulgarnego? Każdego dnia w tysiącach
      polskich szkół nauczyciele wyzywają nawet małe dzieci od debili, głupków. Mają
      obowiązek uczyć, a robią to w miarę dobrze tylko na korepetycjach. Mają
      obowiązek wychowywać, a wypuszczają bandytów. Zwolnić dyscyplinarnie
      wszystkich. Na uczelniach student ma się uczyć, jest nieco inaczej. Co robi,
      każdy wie. To niech przyjmie te życzenia i myje gary w Londynie.
    • Gość: basiahm pozdrowienia dla uczelni z Tokyo IP: *.61-45-43.ppp.wakwak.ne.jp 22.02.10, 12:34
      Doprawdy nie rozumiem, skad to oburzenie w kraju, w ktorym na
      prezydenta wybierany jest wiekszoscia glosow spoleczenstwa prezydent
      co obraza nie zarujac "spieprzaj dziadu"!
      Profesor nikogo nie obrazil, napisal poniekad prawde. A prawda
      najbardziej boli......
      Jesli zostanie ukarany, bedziemy zaklamanym spoleczenstwem. Welcome
      to USA drugiej kategorii. Psychologow u nas tak wielu nie ma do
      leczenia sfrustrowanych prawdziwa rzeczywistoscia wychowanych
      bezstresowo obywateli.....
      Niech uczelnia napisze na stronie, ze wszyscy zdadza egzamin, sa
      cudowni i zrobia kariery nawet na ksiezycu, jesli tylko zapragna.I
      da gwarancje zwrotu czasu i wylozonych funduszy niezadowolonym z
      uslugi jaka jest ich edukacja!
      • Gość: Kaczo & ponuro Re: pozdrowienia dla uczelni z (Tokyo) IP: 132.170.10.* 22.02.10, 15:55
        Niech uczelnia napisze na stronie, ze wszyscy zdadza egzamin, sa
        > cudowni i zrobia kariery nawet na ksiezycu, jesli tylko zapragna.I
        > da gwarancje zwrotu czasu i wylozonych funduszy niezadowolonym z
        > uslugi jaka jest ich edukacja!

        Coz... w wielu odrobine bardziej cywilizowanych krajach tego rodzaju
        chamstwo jakie zaprezentowal wykladowca UE jest, po prostu,
        niedopuszczalne (i to niezaleznie od takiego, czy tez
        innego poziomu studentow)!!!
        • Gość: basiahm Re: pozdrowienia dla uczelni z (Tokyo) IP: *.61-45-43.ppp.wakwak.ne.jp 22.02.10, 17:08
          To prawda, ze wpis nie powinien znalezc sie na stronie i wykladowca
          posunal sie za daleko piszac to a nie mowiac ze smiechem.... Jest to
          specyficzny czarny humor, ktory w Polsce nie jest przez wszystkich
          dobrze rozumiany. Jednak tak wielka nagonka na wykladowce zastanawia
          mnie biorac pod uwage to, jak dosadnie i czesto wulgarnie wyrazaja
          sie politycy i inne wielkie osobistosci w Polsce.....Zapewne wpis
          ten zwrocil uwage spoleczenstwa na to, dokad zmierzamy jako
          narod.....Jest to dobra okazja do przedyskutowania,kim
          jestesmy,jakie sa nasze tradycje, kim chcemy byc jako narod.
          Sluchajac naszych niektorych politykow zastanawiam sie, czy wlasnie
          (ironizuje)jego styl i "chamstwo" nie przygotuje lepiej mlodych
          pokolen do stawienia czola obecnej rzeczywistosci....
          Zauwazmy jednak (pamietajac, ze intencje sa wazne), ze nie ma tu
          inwektyw, a ja wyczuwam troske i histeryczna wprost probe
          zmotywowania do pracy, ktora niewiele rozni sie od moich slow
          kierownych wielokrotnie do moich dzieci : kto sie nie chce uczyc i
          pracowac- konczy w kartonach na dworcu tokijskim.
    • kireta21 Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocław... 22.02.10, 12:35
      >Gość: Tomek 22.02.10, 12:25
      >Jezeli w ten sposob wykladowca odnosi sie do studentow, to powinien >zostac
      odsuniety od pracy dydaktycznej. Natomiast studenci powinni >miec mozliwosc
      ponownego zdawania egzaminu.

      >Gość: >:( 22.02.10, 12:19
      >No to nieuki i pieniacze postawiły na swoim. Jak się nie da zdać
      >egzaminu normalnie, trzeba utrącić prowadzącego.
      >A może by tak się trochę pouczyć??

      Bingo! :D
      --
      kultura musi być!
    • Gość: ziz7 Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.wolv.cable.virginmedia.com 22.02.10, 12:36
      No to się nazywa szacunek do drugiego człowieka...
      Dlatego Polacy szanują się jak szmaciarz szmaciarza. Takich rzeczy uczą na UE a
      potem tylko należy powielac ta piękną postawę w pracy, w sklepie, na ulicy, w
      domu no i oczywiście w sejmie.

      Ja na miejscu rektora to bym jemu nagrodę dał, wczasy pod gruszą i darmowe
      obiady przez rok za dawanie przykładu młodym ludziom.
    • Gość: friedmar Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocław... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.10, 12:37
      jak już wcześniej pisałem na umk WNEiZ w toruniu jeden z wykładowców mówił ze student dla niego to mniej niż pucybut. potem został dziekanem i mówił ze jesteśmy super, potem jego córka została jego asystentką i mówił że nasz wydział jest najlepszy w polsce. podobnie było z prodziekanem, którego syn został najlepszym doktorantem w historii wydziału zostając też kimś ds studentów i zdaje się na krótko szefem jednosłuchaczowego mba.
      takie czasy - nasze elity dopiero się kształtują ale co pyknięcie rocznika to jest co raz lepiej...
      musimy dać im czas by sami się oczyscili - przecież po zjednoczeniu NRD wszystkie uniwerki w pierwszej linii pozbyły się piewców marksizmu - nasi piewcy zostali wkręcając swoje rodziny
      • Gość: Windowlicker Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł IP: *.llgc.org.uk 22.02.10, 14:45
        Dla mnie ten facet jest nieprofesjonaly. Zwyczajnie odreagowuje sobie swoje
        zyciowe frustracje na studentach.
        Ciekawi mnie czy rzeczywiscie ten wykladowca jest takim 'luzakiem' i przyjalby
        rowniez zarty skierowane w swoja strone ? Spotkalem sie w Polskich uczelniach z
        uzurpowaniem przez wykladowcow pozycji wszechmogacego nietykalnego . . . W GB
        jest znowu inaczej. Mowi sie do wykladowcow po imieniu i sa do dyspozycji studentow.
        • ponury_sceptyk Re: Za "życzę szczęścia w KFC" wykładowca z Wrocł 22.02.10, 14:57
          Ja mowie jedynie za siebie, na pewno nie poczulbym sie dotkniety czyms takim. Co
          jest nieprofesjonalnego w pozwoleniu sobie na odrobine luzu? Ten wykladowca
          wyglada mi na chlodnego komentatora rzeczywistosci, potrafiacego posluzyc sie
          nutka ironii (ponownie - to tylko moje odczucie, gdyz nie znam faceta
          osobiscie). Jesli ktos poczul sie dotkniety tym textem, wlasciwa reakcja byloby
          jego zignorowanie. Mam wrazenie, ze ludzie, ktorzy nazbyt osobiscie odbieraja
          zart wykladowcy, sami maja zbyt malo do zaoferowania wlasna osoba zeby po prostu
          sie rozesmiac i olac...
    • hydrograf Nie marnujcie czasu na takiej "uczelni".... 22.02.10, 12:45
      Polskie "wyższe" uczelnie nie mieszczą się w 500-ce uczelni świata...
      Lepiej "jechać do Dublina, pracować w KFC i studiować w prawdziwej wyższej
      uczelni" niż mieć za wykładowców NIEDOUCZONYCH chamów. Polscy "profesorowie" i
      "doktorzy" (ci którzy zrobili doktorat w Polsce i "bratnich krajach"),
      szczególnie z nauk humanistycznych (i ekonomii) mają poziom co najwyżej
      magistra prawdziwej wyższej uczelni.
      Dyplom polskiej "wyższej" uczelni nie ma na świecie żadnej wartości, bo tu
      liczą się umiejętności nie wykute bez zrozumienia formułki.
      ps.
      Wiem co mówię, bo "zrobiłem" w Polsce dwa fakultety, ale nauczyłem się dopiero
      za granicą...
    • Gość: panleszek Żenująca poprawność polityczna IP: *.gd.pl 22.02.10, 12:52
      Ta nakręcona przez sfrustrowanych donosicieli "aferta", to dowód na
      to jak faszyzująca poprawność polityczna buduje fałszywy świat
      pozbawiony humoru i przymrużenia oka. Chwali się, że wykładowca w
      sarkastyczny (i tyleż prawdziwy co smutny) sposób starał się
      wyzwolić wśród nieuków chęć do nauki. PARANOJA
    • Gość: qdqdaq Ale w sumie co on takiego napisał? IP: 213.17.170.* 22.02.10, 13:00
      Przecież życzył im szczęścia i niezapomnianych wrażeń? Natomiast
      uwaga dot. miejsca ewentualnego zakończenia swojej tułaczki na tym
      łez padole - to zwykły pragmatyzm. Ostatecznie takie zbiorowe
      samobójstwo w miejscu publicznym istotnie byłoby sporym utrudnieniem.
      Czepiają się go bezpodstawnie i tyle.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka