Chcesz głosować. Już dziś dopisz się do spisu w...

IP: 217.76.112.* 05.11.10, 17:04
Nie chodzić na wybory
Nóż w kieszeni mi się otwiera, gdy słyszę, że ten, kto nie poszedł na wybory, zlekceważył demokrację. Że to błąd, że trzeba się z tego spowiadać (tak, były takie opinie), że nie ma prawa narzekać, że sam sobie winien. Niechodzący na wybory nie martwcie się – to wasze święte prawo!
Histeria rozpętana przed ostatnimi wyborami przypominała tę, jaką wywołała świńska grypa. Trzeba pójść na wybory - to nasz obowiązek, nieważne na kogo, ale idź głosować, nie głosujesz, szkodzisz demokracji - grzmiały media i różne "autorytety". Ton argumentacji był tak napastliwy, że wyzwalał poczucie winy za sam fakt pomyślenia o nieoddaniu głosu.
W tym całym zgiełku ktoś zapomniał o tym, że nieoddanie głosu to także wybór. Głosowanie na siłę przypomina mi dobieranie przy kasie do pełnej wartości bonu, bo pani nie wyda, a zmarnować szkoda. Bierzemy wtedy, co popadnie, no bo ci z tyłu naciskają, a i nam się spieszy, by wyjść ze sklepu.
Pomijając leni (ale ich procent jest jednaki w całej populacji), ludzie, którzy nie poszli na wybory, zrobili to z jakiegoś powodu. Albo byli chorzy (gdzie głosowanie przez przedstawiciela?), albo nie głosowali z przyczyn losowych (tego nie da się przewidzieć), albo po prostu (w większości) nie mieli na kogo zagłosować.
Opatrzone twarze (a w niektórych przypadkach nawet mordy), osłuchane do bólu frazesy, puste hasła i ani grama prawdy w wypowiedziach kandydatów - wszystko to nie skłaniało do postawienia na któregokolwiek z nich.
Mając w oczach nasz krajowy parlament, trudno uwierzyć, by parlament europejski był wolny od przywar, które obserwujemy na krajowym podwórku. Tak, to dobre określenie, bo czasami parlament przypomina podwórko. I to wcale nie w elitarnej dzielnicy.
Alternatywą jest właśnie niepójście na wybory. Można co prawda iść i wziąć kartę na pamiątkę (wtedy także głos się nie zmarnuje), ale po co robić kłopot członkom obwodowych komisji wyborczych – ostatnio dobieranych z łapanek. Co prawda kłopot się zaczyna, gdy kart z urny jest wyjętych więcej niż wydanych, a nie odwrotnie, ale mile jest widziane, by liczba kart wydanych i wyjętych była równa.
Do wyborów poszła ¼ Polaków. Odliczając osoby chore, leni i innych "spekulantów", śmiało można założyć, że ponad połowa rodaków świadomie wybory "olała". I to nie z powodów formalnych, tylko pryncypialnych. Wmawia się im (choć podejrzewam wmówić sobie oni tak łatwo nie dadzą), że zrobili źle, zaniedbali demokrację, przynieśli Polsce wstyd, zdradzili…
A takiego! Dobrze zrobiliście obywatele! Dopóki nie będzie na kogo głosować, dopóty na wybory nie należy, a nawet nie wolno chodzić! Dopóki nie zostaną wprowadzone okręgi jednomandatowe (w których wiemy, kogo wybieramy, a które są solą w oku wszystkich obecnie zasiadających partyj,) oraz ordynacja większościowa, dopóty każdy głos oddany w wyborach będzie zmarnowany. Czy to na PO, czy na PiS czy na inne tego typu hybrydy.
Pełna wersja