Gość: jolka
IP: *.tvgawex.pl
04.01.11, 15:23
DLACZEGO WŁADZA LUBI CENZURĘ
Tomasz Sakiewicz, "Gazeta Polska", 04-01-2011 12:54
Demokrację zaczyna się zabijać od ograniczania wolności słowa. Władza w Polsce boi się kolejnych wyborów i chce usprawnić demokrację tak, by jej za bardzo nie krytykować. Pewnie każda władza by tak chciała. Nasza rola: nie pozwolić im na to!
W Polsce po raz pierwszy od dwudziestu lat obowiązuje ustawa, która pozwala ministrowi skarbu wpływać na zmianę szefów mediów publicznych. Tym razem władza nie miała żadnych skrupułów i przyjęła wariant czysto białoruski. Nie wystarczyło, że ekipa rządząca zyskała faktyczną przewagą w Krajowej
Radzie Radiofonii i Telewizji, trzeba było jeszcze dać drogę
na skróty, gdyby swoi ludzie okazali się za mało spolegliwi.
Efekty tego widać na antenach: skrajny serwilizm wobec rządzących, używanie mediów do walki z opozycją, brak realnej dyskusji - bo zapraszanie dziennikarzy, z których jeden uważa, że Kaczyńskiego trzeba kopnąć, a drugi chce go tylko ośmieszyć, pluralizmem nie jest.
Ale działania w mediach publicznych to nie cały zakres zainteresowań władzy. Nie minęły jeszcze dwa lata od haniebnych wydarzeń, jakimi była seria rewizji u dziennikarzy "Gazety Polskiej" połączona z niezwykłą aktywnością ABW i prokuratury. Wszystkie sprawy wszczęte wtedy przeciwko nam zostały umorzone, często jako kompletnie absurdalne. Jedyny świadek, którego użyły służby specjalne - jak się okazało - od ćwierć wieku leczy się na schizofrenię paranoidalną, a obecnie jest ścigany za poważne przestępstwa.
Czy ktokolwiek odpowiedział za tamte wydarzenia, które były jawnym łamaniem prawa, a zgoła nawet zamachem na obowiązującą w Polsce konstytucję? Kto wydawał polecenia prokuratorom, służbom specjalnym, kto np. upoważnił urząd Rzecznika Praw Dziecka do włączenia się w polityczną rozrubę? Niszczono nie tylko "Gazetę Polską", ale ingerowano również w nasze rodziny, nie pozostawiając w spokoju nawet dzieci. Na to wszystko istnieje bogaty materiał dowodowy i tylko katastrofa smoleńska uniemożliwiła nam odpowiednie nagłośnienie tej polskiej Watergate.
Osobną sprawą są zachowania środowisk dziennikarskich. Absolutnie haniebną rolę odegrała tu "Polityka", która piórem Piotra Pytlakowskiego posunęła się do ingerowania w życie osobiste dziennikarzy, a nawet do absurdalnego kłamstwa, że braliśmy jakieś kredyty ze SKOK-ów. Było to jawne zastraszanie ewentualnych kontrahentów naszego wydawnictwa. Mimo upływu półtora roku Rada Etyki Mediów nie zajęła się tą sprawą, a tym razem Krystyna Mokrosińska, szefowa SDP, nie widziała potrzeby reakcji na skrajnie nieetyczne i zagrażające wolności słowa zachowania.
Nie zdziwiło nas zatem, że ludzie, którzy jeszcze niedawno posuwali się do najgorszych świństw wobec nas, w sprawie Smoleńska zachowują się jak podwładni Putina. Nie mogę zapomnieć tego, co działo się po 10 maja 2010 r., kiedy zorganizowaliśmy koncert
ku pamięci poległych w Smoleńsku.
Robiliśmy wszystko, by nie było tam żadnych elementów politycznych, modlitwę prowadzili kapucyni, na scenę nie wpuszczono żadnego polityka, zakazaliśmy umieszczania wokół nas jakichkolwiek politycznie kojarzonych transparentów. Widziało to 10 tys. osób, a każdą minutę filmowało kilka kamer. Mimo to wkrótce zaczęła się nagonka, że był to wiec wyborczy Jarosława Kaczyńskiego. Nagłośniła te kłamstwa szefowa SDP, a "Gazeta Wyborcza" bez żadnej żenady je powtarzała, jakby przestały obowiązywać jakiekolwiek normy przyzwoitości i zdrowego rozsądku.
Wytrenowani w lokalnych świństwach dziennikarze zostali teraz rzuceni do realizacji megaświństwa, jakim jest przeszkadzanie w ustalaniu prawdy o narodowej katastrofie z 10 kwietnia.
Demokrację zaczyna się zabijać od ograniczania wolności słowa. Władza w Polsce boi się kolejnych wyborów i chce usprawnić demokrację tak, by jej za bardzo nie krytykować. Pewnie każda władza by tak chciała. Nasza rola: nie pozwolić im na to! Dla dobra nas i samej władzy.
Tomasz Sakiewicz