Polskie uczelnie ze średniowiecza?

IP: *.mtnet.eu 31.01.11, 13:29
cóż... tak wygląda pewnie żywot większości polskich uczelni, przynajmniej tych państwowych, bo o prywatnych nie mogę się wypowiadać.
szkoda jednak, że w wielu wypadkach wolę i determinację do zmieniania czegokolwiek ma wąski krąg pracowników, z czego pewien odsetek ma problemy psychiczne, nic praktycznie nie wnosi do życia uczelni macierzystej, uderza nie w sedno sprawy, tylko tematy zastępcze, stanowi pasożytów uczelni i nęka swojego pracodawcę oraz kolegów po prostu z bezinteresownej chęci nękania kogokolwiek. znam taki jeden przypadek. i akurat nie jest to mój mąż, który wcale doskonały nie był, ale jakiś czas temu uciekł w sektor pozauczelniany w swojej branży, więc tam nic już nie miesza.
powodzenia w walce z wiatrakami życzę takim - bądź co bądź - don kichotom.
    • Gość: żonaexpolitechnika Re: Polskie uczelnie ze średniowiecza? IP: *.mtnet.eu 31.01.11, 13:31
      zapomniałam dodać, że powodzenia życzę tym normalnym oczywiście, którzy mają determinację zmieniania otoczenia, bez krzywdzenia innych i uczelni.
      • vbn53 Polskie uczelnie ze średniowiecza? 31.01.11, 14:18
        Uniwersytet Gdański wydziały Filologiczny, Historyczny i Nauk Społecznych to też feudalna struktura. Oczywiście plagiaty, żenujące zajęcia, bezsensowne wyjazdy kadry na konferencje to norma. Ale nikt tego nie ruszy. W rektoracie jeszcze gorzej.
    • Gość: REM Polskie uczelnie ze średniowiecza? IP: *.vline.pl 31.01.11, 15:53
      Uniwersytet Łódzki-
    • Gość: wert Niezłomni nie nadają się na złom ! IP: *.vline.pl 31.01.11, 15:56
      Krótki tekst Profesor na dziewięciu etatach Metro, 2010-01-14, zawiera taki zestaw informacji, że trzeba by napisać szereg artykułów, a gruncie rzeczy co najmniej sporą książeczkę, aby odbiorca poznał kontekst i rzeczywistość akademicką, taką jaka ona jest.
      Póki co skoncentruję się tylko na jednym zdaniu „ Uczelnie godzą się na takich pracowników, bo naukowców brakuje. „ objaśniającym konieczność zatrudniania wieloetatowców i tolerowania fikcji akademickiej.
      Otóż to nie jest objaśnienie tylko wyprowadzenie czytelnika w pole. Na takich pracowników nie godzą się uczelnie, tylko rektorzy, bo to rektorzy zarządzają uczelniami.
      I to rektorzy godzą się na siebie samych mimo, że są często wieloetatowcami, współtwórcami fikcji akademickiej ! Czyli inaczej mówiąc – są fikcjonariuszami, zamiast funkcjonariuszami służby publicznej /społecznie użytecznej.
      Bez trudu można w internecie znaleźć informacje jak to senat uczelni kierowanej przez jednego, czy drugiego rektora, udziela zgody temu rektorowi, aby nie tylko uczelnią kierował, ale dorabial sobie na innej uczelni, czy gdzieś na innym boku. Wiadomo, że rektor zarabia najwięcej na etacie w swoim miejscu pracy i nie jest to mało, ale skoro chce zarabiać jeszcze więcej, podobnie jak i inni, to zgodę otrzymuje, bo to on z kolei decyduje komu pozwoli, a komu nie, z tej kadry na dorabianie. Układ jest czytelny i funkcjonuje bardzo dobrze w przeciwieństwie do uczelni.
      Klasyczyne uzasadnienie tej patologii –
      1. wieloetatowość musi być bo płace są małe
      2. brak jest naukowców, a studentów coraz więcej
      Rzecz w tym , że to jest prawda, ale inaczej, jak się pozna kontekst tej prawdy.
      Skoro wieloetatowcami są najczęściej najlepiej zarabiający to widać, że większe zarobki nie likwiduja wieloetatowości tylko ją potęgują!
      Można twierdzić, bez większego ryzyka o pomyłkę, że wzrost zarobków przy zachowaniu obecnego prawa i pozostałych parametrów zwiększy, a nie zmniejszy wieloetatowość !
      Niewątpliwie stosunek liczby naukowców do studentów zmnieszył się znacznie w ostatnich 20 latach, ale robiono wiele, jeśli nie wszystko, aby tak było, żeby mieć znakomity argument do zachowania, a nawet wzrostu wieloetatowości. Gdyby naukowców przybyło wtedy trzeba by pracować solidnie na 1 etacie, bo i ten by można było stracić. Jeśli jednak utrzymamy liczbę naukowców na stałym poziomie, a zwiększymy ilość studentów, to na wieloetatowość będzie stałe zapotrzebowanie ! i argument – jacy to jesteśmy potrzebni, bez nas uczelnie upadną i tylko zapaść cywilizacyjna nastąpi!
      Dlaczego kadr brakuje nie jest przedmiotem żadnych badań, żadnej analizy, a jedynie się podkreśla, że jest niechęć do kariery naukowej, bo tam mało płacą !
      Rzecz w tym, że ci którzy mimo małej płacy decydują się na taką karierę nie są chętnie widziani, a nawet są usuwani z uczelni jeśli tylko pracę i obowiązki potraktują poważnie, podważając tym lipę profesorską/rektorską ! Do usuwania/nieprzyjmowania nie potrzebne są żadne merytoryczne argumenty.
      Najlepszy jest argument o niewłaściwym chrakterze, bo jak ktoś ma charakter i do tego niezłomny, po prostu nie nadaje się na nasze uczelnie – matecznik konformistów, oportunistów, serwilistów, ludzi bez twarzy, bez kręgosłupa, bez charakteru – beneficjentów systemu PRL, który takich przez kilkadziesiąt lat promował i wypromował. Tak zostało i po formalnym upadku PRLu , bo na uczelniach PRL bynajmniej nie upadł i złomowane kadry PZPR, tow. i TW znakomicie na nich prosperują, wykluczając niezłomnych, ze względu na niewłaściwy charakter, preferując i promując osobników o charakterze, tak jak oni – złomnym – nadającym się na złom.
      Zarządcy uczelni – rektorzy, odgrywają rolę zbieraczy złomu – ściągają do siebie złom, bo złom jest cennny, szczególnie złom akademicki.
      Z niezłomnych pożyku nie ma – tylko kłopot. Na złom się nie nadają !
      To tłumaczy dlaczego kadry akademickie są takie jakie są i dlaczego brak jest naukowców na poziomie, którzy by chcieli/potrafili formować/zatrudniać innych naukowców, aby stosunek naukowców do studentów wzrastał, a nie zmniejszał się.
      blogjw.wordpress.com/2010/01/15/niezlomni-nie-nadaja-sie-na-zlom/
Pełna wersja