Dodaj do ulubionych

11.11. Marsz, marsz, ale dokąd?

IP: *.um.warszawa.pl 10.11.11, 08:38
czy lewacy zaatakują Narodowy Bank Polski, Narodowe Siły Rezerwowe, Narodowy Fundusz Zdrowia, Stadion Narodowy, Teatr Narodowy, Narodowy Instytut Zdrowia, Bibliotekę Narodową, Muzeum Narodowe, Narodowy Instytut leków, Narody Zjednoczone (ONZ) itd. i czy będa niszczyć posiadane banknoty Narodowego Banku Polskiego aby całkiem wyzbyc się kontaktu z symbolami narodowymi ?
Obserwuj wątek
    • Gość: wielbiciel złotego czy lewacy zaatakuj Narodowy Bank Polski ? IP: *.um.warszawa.pl 10.11.11, 08:46
      i Narodowe Siły Rezerwowe, Narodowy Fundusz Zdrowe, Stadion Narodowy, Teatr Narodowy, Bibliotekę Narodową, Narodowy Instytut Leków, Narodowy Spis Powszechny, Narodową Strategię Spójności, Narody Zjednoczone (ONZ), Narodowe Centrum Nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Narodowe Centrum Sportu i będą niszczyć posiadane przez siebie znaki płatnicze Narodowego Banku Polskiego, aby odcięcie od śladów narodowych miało dużą wartość ?
    • joseph.007 11.11. Marsz, marsz, ale dokąd? 10.11.11, 09:08
      Tekst jest tak przerażająco głupi, że aż nie chce się wierzyć, iż został napisany przez człowieka z z wyższym wykształceniem i w dodatku nauczającego studentów :O W zasadzie do każdego zdania trzeba by tu napisać pięć zdań komentarza, więc może po prostu tylko kilka najdziwaczniejszych kwiatków.

      Czy głośne wielotysięczne świętowanie na ulicach czegoś tak intymnego jak nasz osobisty stosunek do narodowości i państwowości jest najlepszym pomysłem? Według matematyka Zbigniewa Semadeniego, obywatelstwo jest czymś na kształt małżeństwa, związku sformalizowanego. Narodowość odnosi się zaś do uczuć, kogo faktycznie się kocha, a może z kim się sypia. Patriotyzm powinien więc być sprawą dyskretną i prywatną.

      Czy autor - za owym matematykiem - nie dopuszcza do siebie myśli, że możliwe jest pozostawanie w związku sformalizowanym z kimś, kogo się kocha??? Lepiej niech nie mówi o tym swojej żonie :/

      Może lepiej, byśmy zamiast wymachiwać flagami w rytm skandowanych przez megafony haseł, namyślili się nad znaczeniem obywatelstwa i swobód obywatelskich, ale i obywatelskich obowiązków - takich jak płacenie podatków, przemyślane uczestnictwo w wyborach, zainteresowanie sprawami lokalnymi?

      Alternatywa ta jest w oczywisty sposób fałszywa. Czy zdaniem autora publiczne świętowanie jakoś wyklucza się nawzajem z płaceniem podatków i twórczym udziałem w życiu publicznym? Przecież to kosmiczna bzdura.

      Piłsudski może i by się cieszył, że w rocznicę jego powrotu z Magdeburga i przejęcia władzy, ulicami Warszawy idzie marsz. Dziwiłby się jednak, że kieruje się pod pomnik jego politycznego oponenta Dmowskiego. Co młodych ludzi motywuje do używania takiej sprzecznej symboliki? Co dokładnie mają w głowach?

      Mają w głowach to, co powinni mieć wszyscy logicznie myślący ludzie. Po upływie 90 lat, ówczesne ostre spory polityczne po prostu tracą znaczenie, a w pamięci pozostaje to, że zarówno Piłsudski, jak i Dmowski, niezależnie od siebie (choć czasem i we współpracy) położyli ogromne zasługi dla odzyskania niepodległości i im obu należy się pamięć oraz szacunek. Cóż w tym dziwnego, że dzisiaj głowy państw toczących niegdyś ze sobą krwawe boje, dziś wspólnie składają wieńce na grobach poległych z obu stron? Dlaczego akurat Polacy nie powinni mieć - jeśli dobrze rozumiem tezę autora - do tego prawa?

      Nie słyszę, żeby ktoś pytał: kogo i jak wyklucza się ze wspólnej Polski na co dzień, że aż tak gorączkowo musi manifestować swoją polskość 11 listopada?

      Czy naprawdę autor nie wyobraża sobie, że można być dumnym z siebie i swojego narodu bez wykluczania kogokolwiek? Czy jeśli np. całą rodziną hucznie świętujemy jubileusz naszego dziadka, to oznacza, że w jakiś sposób "wykluczamy" inne rodziny?

      Nikt nie stawia sprawy w kategoriach: czy będzie to marsz ludzi spełnionych, czy sfrustrowanych?

      A jakież to ma znaczenie? Czy wolność słowa jest większa dla "spełnionych" a mniejsza dla "sfrustrowanych" lub odwrotnie?

      Oprócz próby zrozumienia rzeczywistych motywów i problemów - na pewno zabrakło choćby próby mediacji. Chęci zapobieżenia ulicznemu konfliktowi - arbitrażu z udziałem wszystkich stron (organizatorzy wszystkich manifestacji, władze miasta i centralne, policja) - i umożliwiającemu każdej stronie wyjście z twarzą z ustępstw. Tymczasem władze stanęły z boku - w rzeczywistości godząc się na eskalację konfliktu.

      Jakiej, kurde, "mediacjii"??? Sprawa jest oczywista: każdy - i prawica, i lewica, i kolejarze, i fryzjerzy, i geje, i szachiści, i w ogóle wszyscy - ma prawo do wolności słowa i swobodnego demonstrowania swoich poglądów. I ostatnia rzeczą, jaka władze demokratycznego państwa powinny robić, to po ojcowsku radzić im lub grozić, żeby w imię jakiegoś "wyższego dobra" nie obrażali innych swoim wyglądem ani przekonaniami. Jak na razie bowiem sytuacja jest taka, że jedni zaplanowali legalną demonstrację, a drudzy zaplanowali jej fizyczne zatrzymanie - coś jakby autor żądał, żeby policja zajęła się "mediacją" między okradzionym i złodziejem, skłaniając tego pierwszego do ustępstw i kompromisu, w imię spokoju publicznego...
        • joseph.007 Re: 11.11. Marsz, marsz, ale dokąd? 10.11.11, 14:09
          Gość portalu: ^&$&^^)(* napisał(a):
          > - A czy komentator w zacietrzewieniu wyobraża sobie, że skłonność do bycia dumn
          > ym z siebie i swojego narodu może rosnąć, kiedy samemu jest się wykluczonym? :-
          > )

          Wyobraża sobie :) Ale zarazem nie sądzi aby akurat w opisywanym przypadku taka sytuacja miała miejsce. Według niego, ściślej mówiąc, nie ma raczej sensownych przesłanek do postrzegania jako szczególnie "wykluczonej" żadnej ze zwaśnionych tu politycznie stron.
            • joseph.007 Re: 11.11. Marsz, marsz, ale dokąd? 10.11.11, 15:53
              Ze smutkiem przyjmuję pogłoski, że znów ktoś chce maszerować środkiem Warszawy, głosząc, szepcząc czy krzycząc, że nie wszyscy jesteśmy równi jako obywatele i mieszkańcy Rzeczpospolitej. I znów inni, z którymi czuję się solidarna, zechcą spróbować tego marszu nie przepuścić, okazać, że jest nam obcy i obraża nasze uczucia. Formalnie może i jest „pokojowy”, ale pielęgnuje w sobie i budzi wokół agresję. To wydaje się groźne, zwłaszcza w świetle powtarzających się antysemickich demonstracji. Znów policja będzie narażona na to, że nie zdoła godnie i pokojowo rozładować sytuacji.

              No i czy to nie wspaniałe? ICH demonstracja pokojowa jest w oczywisty sposób agresywna, bo budzi NASZĄ agresję. I nawet jeśli demonstrujacy nie będą wołać ani prezentować na transparentach nienawistnych nam haseł, to nie ma żasdnego znaczenia - bo przecież każdy wie, że będą na pewno przez cały czas o nich myśleć. Oczywiście trzeba więc demonstracji "nie przepuścić" (czyli zatrzymać siłą, bo niby jak inaczej?) - i wojna z policją będzie wtedy oczywiście wyłącznie winą zaatakowanych, bo po co budzili agresję swoją obecnością i nie wołaniem tego, co się po nich oczekuje...?

              Co ciekawe, założę się o każde pieniądze, że gdyby pani Bortnowskiej opowiedzieć o mężu, który pobił żonę, ponieważ zdenerwowała go ona tym, iż podejrzewał ją o nie zgadzanie się z jego zdaniem na jakiś temat - byłaby z pewnością szczerze pełna zgrozy i z oburzeniem żądałaby podjęcia radykalnych działań przeciwko chuliganowi...
    • totapis500 11.11. Marsz, marsz, ale dokąd? 11.11.11, 18:12


      Kilkunastu czy kilkudziesięciu nierobów, zadymiarzy i kiboli próbuje narzucić społeczeństwu swoje
      zamiłowanie do burd i ustawek chciało by się w tym przypadku powiedzieć komuno wróć bo bez
      problemów sobie radziła z takim bydłem i hołotą.
      • artjomka Re: 11.11. Marsz, marsz, ale dokąd? 13.11.11, 16:50
        W kraju w ktorym warcholstwo zakodowane jest w genach jego obywateli, nie nalezy oczekiwac radykalnej poprawy na lepsze. Mniejszosc swym zachowanie terroryzowac bedzie wiekszosc spoleczenstwa - a odpowiedzialni za porzadek spoleczny wytryskiwac beda haselkami o wolnosci, demokracji i milosci blizniego.
        Policja - niezaleznie od modelu politycznego panstwa - miala i ma do dzisiaj okreslone zadania. Stania w obronie spoleczenstwa przed osobnikami lamiacymi normy prawa. Ale nacisk pewnych srodowisk - jak chocby mediow - na policje pogrzebuje te zasady. Tylko czekac, jak jaki gryzipiorek lub maly wielki mendrzec, oskarzy policjantow o brutalne dzialanie przeciwko pokojowo nastawionym kibolom, czy lewakow/radykalnym prawicowcom. (niepotrzebne skreslic - choc dotyczy wszystkich kategorii).
        Moze jednak metody MO - choc niegodne gloryfikacji - bardziej trzymaly w ryzach rozbuchane spoleczenstwo Piastolandii.
        Pozdro
        Poleć znajomemu
    • frusto 11.11. Marsz, marsz, ale dokąd? 14.11.11, 13:07
      "Nie słyszę, żeby ktoś pytał: kogo i jak wyklucza się ze wspólnej Polski na co dzień, że aż tak gorączkowo musi manifestować swoją polskość 11 listopada?"

      Ja p*, czy ten facet naprawdę jest aż tak ślepy? I nie widzi codziennego szczucia na całe rzezsze ludzi, którzy są za mało europejscy, obciachowi, zaściankowi i w ogóle nienowocześni?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka