Gość: dobrosław
IP: *.ip.netia.com.pl
30.05.12, 08:55
Taka jest niestety rzeczywistość. Sam pracowałem przez rok w agencji PR, tuż po uzyskaniu tytułu licencjata za 2 tys. do ręki. Telefon dzwonił od 7 do 22, obiecywał umowę o pracę, zazwyczaj było zlecenie na brata, bo drogą kombinacji ja byłem na stażu w tej firmie. Rozstanie nastąpiło w niemiłej atmosferze. Teraz pracuję w tej samej branży, na zlecenie, za stawkę godzinową, wstyd pisać jaką. Praca ciekawa, ludzie sympatyczni, ale nie o to chodzi. Człowiek nie ma prawa do urlopu, choroby, a dzień wolny kosztuje cię mniejszy przelew na koniec miesiąca.