szymon170
01.06.12, 11:39
całym szacunkiem i w współczuciem dla p. Agnieszki Lipińskiej, z tytułu ciężkiej sytuacji rodzinnej i życiowej:
Po primo - mało kto raczej ma na czole wypisane, że ma prawo korzystać z windy. Mam w rodzinie najbliższej dwa takie przypadki. Pierwsza (70 l.) po złamaniu kręgosłupa, nie wygląda bynajmniej na zgrzybiałą staruszkę ani nie porusza się o kulach, tyle że powoli, a po schodach już z trudem. Drugi (45 l.) po trwałym uszkodzeniu nogi wskutek zerwania ścięgna, bez papierów inwalidzkich (jeszcze by tego brakło w naszym ZUS...), wygląda i chodzi z pozoru normalnie, ale już np. schodzenie po schodach sprawa mu ból i skłania do poszukiwania alternatyw. W oczach p. Agnieszki Lipińskiej oboje są najwyraźniej "zdrowymi leniuchami"... Szczególnie dotyczy to właśnie stacji Ratusz-Arsenał, na której są wszak ruchome schody i różnica poziomów jest stosunkowo niewielka, więc w kolejce do windy raczej masochistycznie nie odstaje nikt, kto naprawdę nie ma realnego powodu.
Po drugo - absolutnie nie jestem w stanie uwierzyć, że p. Agnieszka Lipińska codziennie na windę musi czekać "kwadransik", czy "staczać walkę ze zdrowymi osobami, którym nie chce się..." etc. Nie jestem w stanie uwierzyć, bo po prostu nie wyobrażam sobie, żeby - przynajmniej w Polsce - reakcją na stwierdzenie: "Przepraszam, mam niepełnosprawne dziecko, czy możecie mnie państwo przepuścić?" było cokolwiek innego niż uśmiech i przepuszczenie. No chyba, że po prostu całe życie to jest dla niej taka jedna wielka - jak sama ładnie to okresliła - (...) pyskówka z osobami, które bezczelnie próbowały mnie zakrzyczeć...
Pozdrawiam