Co "nadaje się" do mediów?

18.06.12, 17:07
Witam, nie chcę swoim wpisem oceniać niczyjej pracy czy też decyzji, tym bardziej, że jestem

nieco rozgoryczony sytuacją jaka mnie spotkała. Od około roku usiłuję zainteresować kompetentne

osoby pewną sprawą, mianowicie skandalicznym postępowaniem, brakiem kompetencji i masowo

ukrywanymi aferalnymi wręcz błędami lekarzy (w tym często lokalnych autorytetów) z wrocławskich

"klinik". Tuż po narodzinach mojego dziecka, doszło do pewnych komplikacji oddechowych w wyniku

czego noworodek był wielokrotnie w rzeźniczy wręcz sposób intubowany w wyniku czego zostały

rozcharatane jego struny głosowe. Dziecko po wielotygodniowym pobycie na intensywnej terapii (i

tu jest wyjątek) udało się transportem lotniczym przewieźć do Warszawy, gdzie stwierdzono że

dziecko ma pozrywane i porażone obydwie struny głosowe w wyniku wielokrotnych nieudanych

intubacji po czym założono tracheotomię, z którą to synek hasa po dziś dzień niestety. We

wrocławiu uparcie wszyscy twierdzili, że nie znają przyczyny krytycznego stanu dziecka (3 razy

się zatrzymało), a coś co jest wręcz już absurdem to fakt, że kilka dni przed wylotem dziecka do

Warszawy, pani profesor będąca ówczesnym Dolnośląskim Konsultantem ds. Otolaryngologii wykonywała

dziecku laryngoskopię (diagnostyka krtani) w której stwierdziła, że krtań jest prawidłowa i

dziecko należy wypisać do domu, tylko dzięki przytomności lekarzy z intensywnej terapii dziecko

żyje, bo gdyby zastosować się do zaleceń pani profesor dzisiaj zamiast pisząc ryczałbym nad

grobem własnego dziecka. Sprawa oczywiście trafiła do prokuratury i gdy tylko prokuratura

zabezpieczyła dokumentację w szpitalu, sprawa rozniosła się echem "po koleżkach" lekarzach, w

wyniku czego praktycznie żaden lekarz nie chce się zająć dzieckiem, ze wszystkim jeździmy aż do

katowic. Wielokrotnie słyszeliśmy pogardliwy tekst "a to wy podaliście na prokurature?" po czym

byliśmy potocznie "spuszczani". Mamy wszystko udokumentowane w oficjalnej dokumentacji z klinik w

wielu miejscach w Polsce. Wielu lekarzy krytykuje niekompetencje i brak umiejętności lekarzy z klinik i to co się wydarzyło, ale żaden nie powie tego oficjalnie. Dziennikarze i media również zainteresowali się tym, że ww. pani profesor wraz ze swoim synem poustawiała zamówienia publiczne na potężne kwoty, ale tym że dobro pacjenta jest absolutnie nieistotne w sytuacji kiedy na szali staje dobro "koleżki po fachu" nie interesuje się nikt. Nikt również nie bierze pod uwagę tego ile jeszcze zupełnie niewinnych niczemu, nowonarodzonych istot będzie cierpiało tylko dlatego, że nikt nie miał mocy zająć się lekarzami, którzy są niekompetentni i dbają tylko o wizerunek własnej wielkości, a nie o życie i zdrowie małych pacjentów. Czy tak skandaliczne praktyki są niemedialne? nieopłacalne? źle się sprzedają? Dlaczego jest to nieinteresujące dla mediów? Pozdrawiam wszystkich, szczególnie tych którzy mieli cierpliwość to przeczytać.
Pełna wersja