Gość: Maria
IP: 77.236.24.*
12.10.13, 07:51
W poniedziałek 7/10 po godz.20:00 moja 13letnia córka wracała ze zbiórki harcerskiej.Przy ulicy Batorego jacyś chłopcy stojący na przystanku tramwajowym rzucili paroma hasłami w stronę harcerek.te przestraszone wsiadły do nadjeżdzającej 4.Jak wszyscy wiemy o tej porze w każdym prawie tramwaju jest niemiłosierny tłok.zanim więc córka dotarła do biletomatu tramwaj zatrzymywał się przy pl.Inwalidów gdzie jest nasz dom.Kontroler zastąpił jej drogę żądając biletu i na nic nie zdały się jej tłumaczenia dlaczego wsiadła i dlaczego biletu nie ma.Prosiła płacząc o możliwość zadzwonienia do rodziców (ze swojego telefonu) ale kontroler powiedział,że nie ma prawa nigdzie dzwonić i ma dać legitymację bo jak nie to 'ją wywiezie do Bronowic a tam wezwie policję' moja córka dostała mandat 240pln
Zadzwoniłam po tym zdarzeniu na 997 chcąc zgłosić zastraszenie nieletniej i pozbawieniu możliwości telefonu do rodziców.niestety kobieta odbierająca 997 powiedziała,że to nie ich sprawa tylko mpk.We wtorek poszłam na ul.Wawrzyńca zgłosić skargę na kontrolera jak również prosić o anulowanie mandatu ze względu na opisane wyżej okoliczności.Pan w dziale odwołań wysłał mnie do 'wszystkich diabłów' mówiąc,że mam zapłacić a 'dzieci nie są do szczęścia nikomu potrzebne'.
Szanowna Redakcjo,czy zastraszanie dzieciaka o 'wywiezieniu' gdziekolwiek nie jest sprawą policji? Czy przy zagrożeniu bezpieczeństwa nikt nie ma prawa schronić się w nadjeżdzającym tramwaju? Czy dziecko nie może liczyć na wyrozumiałość dorosłych?