Dziennikarka - "wywiad" przez telefon

28.10.04, 14:11
Dzwoniła do szkoły baba, redaktorka, pytała o nową maturę, prosiła żeby jej
nakreślić temat. Akurat ja się napatoczyłam jako nauczycielka posliego.
Odpowiedziałam ogólnie co i jak - chodziło o polski, uczę tego
przedmiotu.Myślałam naiwnie, że chce mieć wiedzę ogólną, jak to będzie
wyglądać, bo może jest jej to potrzebne do materiałów. Nie uprzedziła mnie, że
to wywiad (przez telefon!!!!! ) i że pójdzie DO DRUKU. Dzisiaj się dowiaduję,
że gdzieś jest o mnie w gazecie. Pada moje nazwisko kilkakrotnie. Babsko
poprzekręcało słowa, dopisało coś od siebie, pierdoły takie że hej!!!!! Jestem
wściekła i załamana. Nigdy więcej nie będę gadać z żadną taką krową. Innego
słowa nie znajduję. Warsztat pracy - super. Nagłówek - "Horror na maturze" czy
coś w tym rodzaju.
Co to za idiotyzm.
Co powinnam zrobić?
Mój dyrektor radzi być cicho i zostawić sprawę, bo się nie wygra. Bez sensu.
:((((((((((((((((
    • Gość: fiona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.tvp.pl 28.10.04, 16:42
      To dyrektor źle radzi. Dziennikarskim obowiązkiem jest poinformowanie rozmówcy
      o nagrywaniu!!! To zapis w prawie prasowym, nie żadna fanaberia. Spokojnie więc
      można zrobić z tego aferę, tylko nie wiem czy ma Pani dość dużo czasu i
      cierpliwości na cały tok proceduralny. Sprawy z dziennikarzami są do wygrania,
      wbrew powszechnym opiniom. Tylko trzeba uzbroić się w stalowe nerwy.
    • tomek_1985 Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon 28.10.04, 17:03
      Jeżeli zostało to opublikowane w formie wywiadu, lub w artykule znalazły się
      Twoje słowa, wtedy dziennikarka powinna była prosić Cię o autoryzację. Tak jest
      w Prawie Prasowym.
      • Gość: kasica Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 17:05
        • Gość: kasica "wywiad" przez telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 17:20
          A wcale nie! Prawo Prasowe mówi, że dziennikarz ma obowiązek autoryzować
          DOSŁOWNIE CYTOWANE WYPOWIEDZI na życzenie rozmówcy. Ty sobie tego nie życzyłaś,
          więc "po ptokach". To prawda, że o nagrywaniu rozmowy należy uprzedzać - i
          dziennikarze raczej to robią. Jednak często zdarza się, że wcale nie nagrywają,
          tylko na szybko notują rozmowę, a raczej jej fragmenty - no i stąd masz potem
          tyle przekręconych wypowiedzi. Nawet ciężko nazwać tę dziennikarkę nierzetelną,
          bo przecież się przedstawiła, powiedziała z jakiej gazety dzwoni, co chce
          wiedzieć i dlaczego. W takiej sytuacji ZAWSZE należy liczyć się z tym, że
          twoje informacje zostaną użyte. Przecież nie dzwoniła do Ciebie prywatnie.
          Każdy Ci powie: rozmawiałaś z nią, wiedząc że to dziennikarz, to teraz masz.

          Absolutnie nie mówię, że pochwalam takie postępowanie, jednak wiem, z czego ono
          wynika. Sama pracowałam w pewnym dzienniku. Dzienny "przerób" był okropny,
          czułam się, jakbym pracowała przy taśmie. Ciągle ścigałam się z czasem. Tekst
          (i to niejeden, niejeden!!!) trzeba było oddać np. do 16.00 i nie ma zmiłuj.
          Nie było szans wszędzie pojechać i z każdym się umówić. Trzeba było
          pracować "na telefon", szybko napisać, co się usłyszło i brać się za następny
          temat.
          Na szczęście to już poza mną :))) sama się zwolniłam. Ale może właśnie dlatego
          nie potępiam tej dziennikarki tak bardzo. (Zresztą dziennikarze "Wyborczej" też
          w większości pracują "na telefon").

          A w takiej sytuacji raczej z redakcją faktycznie nie wygrasz, zwłaszcza, jeśli
          informacje w tekście nie były nieprawdziwe, a tylko przedstawione z innego niż
          Twój punktu widzenia. Zawsze usłyszysz, że wiedziałaś, że rozmawiasz z
          dziennikarzem "na służbie" i że nie chciałaś autoryzacji.
          Chyba że w tekście są błędy. Wtedy, zgodnie z Prawem Prasowym, możesz domagać
          się sprostowania.
          Pozdrawiam :)
          • zuta Kasicu i inni! 28.10.04, 19:05
            Dziękuję wam za odpowiedzi.. Kasicu, ja uważam, że do dobrego obyczaju należy
            uprzedzić, że się ma zamiar czyjeś słowa drukować i ta pani postąpiła nie fair.
            W ten sposób nauczyłam się jednego - nie zgodzę się teraz na żadne takie
            rozmówki. Tym bardziej przez telefon.
            Będę dmuchać na zimne. Zawsze taki pisamk może wydrukować bzdury i podpisać
            moim nazwiskiem. Niedoczekanie.
            Kolega opowiadał dziś w pracy, jak dziennikarz go próbował kiedyś podpuścić
            przed rozpoczęciem matury - czy będzie pan pomagał uczniom? "Pomagał" to można
            różnie rozumieć - zabdał o przyjazną atmosferę na sali, o dobrą
            organizację..niekoniecznie chodziłoby o podkładanie ściąg. :) I tak łatwo mozna
            zmanipulować słowem.
            Mam nauczkę, a do tej pani postaram się zadzwonić. Niech wie.
            • zuta miało byc "pismak" 28.10.04, 19:05
              • Gość: antypismak Re: miało byc "pismak" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.10.04, 19:14
                tak bywa coraz czesciej, dziennikarze nie trzymaja sie dzisiaj zadnych zasad,
                co gorsza bardzo czesto swiadomie pisza nieprawde pod z gory zalozona teze.
                nie zalezy im na solidnosci bo tez im niesolidnie placa. wywiad przez telefon
                to standard, jeszcze lepsze sa luzne rozmowy potem znienacka zamieszczane jako
                autoryzowany wywiad czy tez wywiady kompilowane z roznych przypadkowych
                wypowiedzi - i to nawet w szanujacych sie (buahhahahh chyba kiedys, az sie
                rozesmialem do swoich mysli ;-) dziennikach. to niestety problem braku
                autorytetow - co takiemu Redaktorowi jakas (przepraszam za szczerosc) nudna
                nauczycielka z jakiejs tam szkolki. najwyzej sie obrazi, co kogo to obchodzi?
                jesli dyrektor nie robi klopotow - to nie przejmuj sie i namow wszystkich
                znajomych zeby nie kupowali wiecej tej gazety. mam nadzieje ze predzej czy
                pozniej taki sam brak szacunku bedzie okazywany dziennikarzom ;-) pozdrawiam!
                • potomar Re: miało byc "pismak" 04.11.04, 09:49
                  "nie zalezy im na solidnosci bo tez im niesolidnie placa"

                  Dziennikarzom niesolidnie płacą? Żartujesz chyba.
            • Gość: fiona Re: Kasicu i inni! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.04, 01:47
              ja uważam, że do dobrego obyczaju należy
              > uprzedzić, że się ma zamiar czyjeś słowa drukować

              Nie tylko do dobrego obyczaju, to nasz święty obowiązek. Nie wszyscy o tym
              jednak wiedzą...

              > W ten sposób nauczyłam się jednego - nie zgodzę się teraz na żadne takie
              > rozmówki. Tym bardziej przez telefon.

              Zrozum, to nie ma znaczenia
              czy przez telefon czy w inny sposób.
              Ważne są: obiektywizm i rzetelność. Czy to przez telefon, czy w rozmowie na
              żywo w radiu, tv czy do prasy.

              Zawsze taki pisamk może wydrukować bzdury i podpisać
              > moim nazwiskiem. Niedoczekanie.

              Nie demonizuj. "Pismak" może urazić tych, co piszą rzetelnie. Uważaj na
              słowa ;) Zawsze może się trafić czarna owca. Wśród nauczycieli polskiego też.

              > Mam nauczkę, a do tej pani postaram się zadzwonić. Niech wie.
              Koniecznie!
          • Gość: fiona Re: "wywiad" przez telefon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.04, 01:37
            > A wcale nie! Prawo Prasowe mówi, że dziennikarz ma obowiązek autoryzować
            > DOSŁOWNIE CYTOWANE WYPOWIEDZI na życzenie rozmówcy.

            Hola, hola, prawo prasowe mówi, że trzeba w ogóle wszystko autoryzować! Nie ma
            klauzuli na "dosłownie cytowane wypowiedzi" (zresztą mało maślane chyba, nie
            uważasz? Skoro tak mówię komuś, to jest to moja wypowiedź, prawda?).
            Autoryzacja to autoryzacja. Co to za rozróżnianie na "dosłowne cytowanie" albo
            na "niedosłowne"?!

            > więc "po ptokach".
            Gó.. prawda! Można to uruchomic dalej,tylko, umówmy się, cóż taka pani X (z
            całym szacunkiem)może nawojować wyszczekanej pani Y, skoro nawet nie zapytała o
            formę wykorzystania jej wypowiedzi. Pewnie już samym telefonem owej
            wyszczekanej pani Y była przerażona, tracąc zapewne czujność.

            Jednak często zdarza się, że wcale nie nagrywają,
            >
            > tylko na szybko notują rozmowę, a raczej jej fragmenty - no i stąd masz potem
            > tyle przekręconych wypowiedzi.

            Dziwne rzeczy opowiadasz. Siedzę w tym ładnych kilka lat i nigdy czegoś
            podobnego nie zrobiłam!!! Jak notuję to w cztery oczy, jak telefonuję, to
            nagrywam co do ostatniego oddechu rozmówcy.


            Nawet ciężko nazwać tę dziennikarkę nierzetelną,
            >
            > bo przecież się przedstawiła, powiedziała z jakiej gazety dzwoni, co chce
            > wiedzieć i dlaczego.

            Jeżeli dla Ciebie "rzetelność" to przestawienie się dziennikarki oraz
            powiedzenie z jakiej gazety dzwoni, co chce wiedzieć i dlaczego, to brawo!
            Pogratulować znajomości warszatu dziennikarskiego...

            W takiej sytuacji ZAWSZE należy liczyć się z tym, że
            > twoje informacje zostaną użyte. Przecież nie dzwoniła do Ciebie prywatnie.
            > Każdy Ci powie: rozmawiałaś z nią, wiedząc że to dziennikarz, to teraz masz.

            No comments...


            > Nie było szans wszędzie pojechać i z każdym się umówić. Trzeba było
            > pracować "na telefon", szybko napisać, co się usłyszło i brać się za następny
            > temat.

            No i co z tego?Można to robić zachowując minimum znajomości:
            a) etyki dziennikarskiej
            b) warsztatu

            Ale może właśnie dlatego
            > nie potępiam tej dziennikarki tak bardzo.

            A ja potępiam. I też, dla jasności, jestem dziennikarką.

            (Zresztą dziennikarze "Wyborczej" też
            >
            > w większości pracują "na telefon")
            Co nie zmienia faktu, że zachowują postawowe zasady rzeletności. Amen.

            A w takiej sytuacji raczej z redakcją faktycznie nie wygrasz, zwłaszcza, jeśli
            > informacje w tekście nie były nieprawdziwe, a tylko przedstawione z innego
            niż
            > Twój punktu widzenia.

            Sama się zapętlasz. Nie może być miejsca na TWÓJ punkt widzenia, jeżeli kogoś
            CYTUJESZ? Komentarz, felieton - to może być Twój punkt widzenia. Nigdy nie
            CYTAT!!!

            • Gość: fiona errata IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.04, 01:53
              Sama się zapętlasz. Nie może być miejsca na TWÓJ punkt widzenia, jeżeli kogoś
              > CYTUJESZ?
              Aby rzetelności zadość się stało ;) Miało być po "cytujesz" - ! nie - ? A
              więc: "Nie może być miejsca na TWÓJ punkt widzenia, jeżeli kogoś CYTUJESZ!"
            • Gość: kasica Re: "wywiad" przez telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.04, 10:47
              Fiona, nie wiem , gdziepracujesz, ale raczej na pewno nie w gazecie codziennej.
              bez urazy, ale z warsztatem dziennikarskim i prawem prasowym to raczej Ty
              jesteś na "oni".
              Prawo Prasowe dosłownie określa rzecz tak:
              "Art. 14.1 pkt 2.
              Dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji
              dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była ona uprzednio publikowana"

              Co jest interpretowane tak, że jak ktoś poprosi, to nie można odmówić. Jak nie
              poprosi, to nie trzeba autoryzować.


              Dorze wiesz, że "rzetelność dziennikarska" nie polega na przedstawieniu się i
              nie wiem po co czepiasz się słówek.

              I nie bądź naiwna, kobieto. Dobrze wiesz, że nawet cytując wypowiedzi
              informatorów dosłownie, można dane informacje przedstawić na różne sposoby.
              Albo piszesz neutralnie, bez emocji, albo robisz "aferę" (najczęściej to
              drugie - zwykle na życzenie szefostwa). I wszystko to nie dodając ani słowa od
              siebie. To sprawa konstrukcji tekstu, doboru cytatów itp. Czyli warsztatu
              dziennikarskiego.

              Naprawdę nagrywasz wszystkie rozmowy prowadzone przez telefon?? i co potem??
              przepisujesz je?? to współczuję - no chyba że pracujesz w miesięczniku.

              A uprzedzasz swoich rozmówców, że ich nagrywasz??
              • Gość: fiona Re: "wywiad" przez telefon IP: *.tvp.pl 29.10.04, 18:12
                > Fiona, nie wiem , gdziepracujesz, ale raczej na pewno nie w gazecie
                codziennej.

                Kobieto, a czy to ma znaczenie? Czy w codziennej, czy w tygodniku czy
                miesięczniku, prawo jest prawem i kropka! Chyba na tym polega ta rzetelność,
                nie uważasz?!
                >
                > bez urazy, ale z warsztatem dziennikarskim i prawem prasowym to raczej Ty
                > jesteś na "oni"

                Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz...

                > Prawo Prasowe dosłownie określa rzecz tak:
                > "Art. 14.1 pkt 2.
                > Dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji
                > dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była ona uprzednio publikowana"
                >
                > Co jest interpretowane tak, że jak ktoś poprosi, to nie można odmówić. Jak
                nie
                > poprosi, to nie trzeba autoryzować.

                Gó.. prawda! Mam wrażenie, że żyjesz w jakimś innym kraju niż ten, w którym
                żyję ja! Każdy brak auoryzacji równa się w naszym kraju ostracyzmowi niemalże,
                co jest swoją drogą beznadziejnie głupie (w Stanach to nie do pomyślenia!),
                więc nie nadinterpretuj prawa, dobrze? Z cytowanego paragrafu nic takiego nie
                wynika i dobrze wiesz, że w praktyce nie zadanie przez dziennikarza pytania o
                autoryzację, może narazić go na nieprzyjemną rozmowę z odpytywanym (o ile jest
                oczywiście na tyle czujny, że wyczai o co chodzi). W tym kraju autoryzuje sie
                wszystko! Tak jest w praktyce. To mól dziennikarzy i zawracanie dupy, wiem, ale
                tego nie zmienisz. A z takich przykładów, jak ten w wątku, są tylko
                niepotrzebne kłopoty i tyle.
                >
                >
                > Dorze wiesz, że "rzetelność dziennikarska" nie polega na przedstawieniu się i
                > nie wiem po co czepiasz się słówek.

                No to nie upraszczaj, proszę. Bo z Twojej wypowiedzi, takie można wyciągnąć
                wnioski.
                >
                > Naprawdę nagrywasz wszystkie rozmowy prowadzone przez telefon?? i co potem??
                > przepisujesz je?? to współczuję - no chyba że pracujesz w miesięczniku.

                Tak. A wiesz dlaczego? Właśnie dlatego, by uniknąć tak dennych sytuacji, jak ta
                z nauczycielką. To proste. I nie ma czego współczuć. To oblig. Ja mam spokój,
                rozmówca jest spokojny i szczęśliwy, a szefostwo przeszczęśliwe.
                >
                > A uprzedzasz swoich rozmówców, że ich nagrywasz??
                Jezuuuuu, co za pytanie??? Jak wyżej.
                • ols fiona, nie masz racji.. 30.10.04, 15:18
                  .. z prawa prasowego wynika, że gdy rozmówca zażąda autoryzacji to jest ona obowiązkowa. poza tym - nie.

                  zresztą autoryzowanie wszystkich rozmów to bezsens i wypacza sens takich form jak np. wywiad. rozmówca ma zwykle ochotę wziąść sobie tekst do domu na weekend i napisać go po swojemu - "poprawiając" swoje wypowiedzi i same pytania. czytelnik niczego się nie dowie z tak polukrowanej rozmowy. oczywiście prostowanie oczywistych błędów (które dziennikarze popełniają, nie są przecież specjalistami od wszystkiego) jest potrzebne, ale niestety "autoryzatorzy" nie poprzestają na tym..

                  jeśli ktoś się zgadza na rozmowę z "pismakiem" to niestety trzeba się liczyć, że coś tam z niej zostanie potem wykorzystane. dziennikarz nie wydzwania do ludzi, żeby poplotkować, tylko żeby zdobyć informacje/wypowiedzi. to tak jak na policji - wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko Tobie ;-)

                  fiono, nie wiem jak sobie radzisz z nagrywaniem wszystkiego, co mówią Twoi rozmówcy - przecież zgodnie z prawem muszą oni się zgodzić na rejestrację rozmowy. przy pracy nad tekstem do gazety codziennej, który zawsze jest "na wczoraj" jest to absolutnie awykonalne (chyba, że pracujesz w redakcji Samego Życia - tam tylko siedzą i piją kawę ;-). praktyka jest taka, że robi się notatki w trakcie rozmowy a ewentualne wątpliwości rozstrzyga się od razu.

                  a wracając do problemu pani, która zaczęła wątek - jeśli rzeczywiście dziennikarka coś namieszała w jej wypowiedziach, albo wręcz włożyła nieprawdę w jej usta to znaczy, że pani z z gazety wykazała się brakiem profesjonalizmu. trzeba do niej zadzwonić, ochrzanić i podsunąć jej jakiś nowy temat żeby miała okazję się poprawić....

                  (chociaż bywa tak, że pani "pismaczka" napisała wszystko jak było, ale redaktor uznał, że to się nie nadaje i "podkręcił" wypowiedzi. ale to już zupełnie inna historia)
                  • Gość: fiona nie zgadzam się z tym, ols IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.04, 01:12
                    .. z prawa prasowego wynika, że gdy rozmówca zażąda autoryzacji to jest ona obo
                    > wiązkowa. poza tym - nie.
                    Co z tego, że tak tam stoi, na Boga!, nie wiesz tego, że i tak summa summarum
                    to właśnie rozmówca ma rację? Czy to rozmowa "setka" w tv, czy to wywiad
                    prasowy, czy radiowy - autoryzacja w tym śmiesznym kraju, to warunek!!!
                    >
                    > zresztą autoryzowanie wszystkich rozmów to bezsens i wypacza sens takich form
                    > jak np. wywiad.
                    Już to potwierdziłam w poprzednich wypowiedziach. W Stanach nie ma tak durnego
                    przepisu.
                    Wychodzą z założenia, że dorosły człowiek powinien brać odpowiedzialność za
                    swoje słowa a nie ubarwiać sobie w domu, podrasowywać i uatrakcyjniać
                    wypowiedzi. U nas to, niestety, normalka. Dlatego tak wiele takich samych
                    wywiadów, o wszystkim i o niczym.

                    dziennikarz nie wydzwania do ludz
                    > i, żeby poplotkować, tylko żeby zdobyć informacje/wypowiedzi

                    To chyba jasne! Nie wiem, skąd w ogóle taki wniosek...


                    > fiono, nie wiem jak sobie radzisz z nagrywaniem wszystkiego, co mówią Twoi
                    rozm
                    > ówcy - przecież zgodnie z prawem muszą oni się zgodzić na rejestrację rozmowy
                    Radzę sobie. Dzięki. Mam wrażenie, że nie doczytałeś. Otóż wyraźnie napisałam,
                    że dużymi literami ich powiadamiam o NAGRYWANIU a oni się GODZĄ i mamy JASNOŚĆ
                    w temacie.
                    .
                    > przy pracy nad tekstem do gazety codziennej, który zawsze jest "na wczoraj"
                    jes
                    > t to absolutnie awykonalne
                    Jeśli jest się leniem i to na dodatek mało rzetelnym - to awykonalne, to
                    prawda. Zapewniam Cię jednak, że to jest możliwe. Nawet na wczoraj.

                    (chyba, że pracujesz w redakcji Samego Życia - tam t
                    > ylko siedzą i piją kawę ;-)
                    Nie wiem, jak się pracuje w ww tytule. Wiem natomiast jak się pracuje w
                    codziennych tytułach. Rzetelnych gazetach.

                    • Gość: nikt Nawyk nagrywania -OK, ale autoryzacja.... IP: *.utp.pl 31.10.04, 09:12
                      Fiona , broniąc (nie wiem w imię czego) interpretacji zapisu o BEZWZGLĘDNEJ I
                      ZAWSZE KONIECZNEJ autoryzacji, strzela sobie gola do własnej, dzienniarskiej
                      bramki. To jest jednak awykonalne, i żadne zapewnienia o RZETELNOŚCi tytułu
                      czy własnej pracowitości nie przekonają mnie, że można autoryzować każde zdanie
                      użyte w stosunkowo krótkiej informacji dziennika. Musiałby chyba przy każdej
                      redakcji powstac osobny, niezwykle sprawny Wydział Autoryzacji, złożony z
                      brygady telefonistek, wydzwaniających do rozmówców.
                      Zwykle jest tak, że rano na kolegium zgłasza się tematy, a deadline newsroomu
                      następuje późnym popołudniem, w najlepszym razie wieczorem. Jeśli mamy do
                      napisania choćby tylko 3-4 informacje (to niedużo), w których występuje średnio
                      6-8 rozmówców, to oznacza, że musimy natychmiast po napisaniu tekstów jeszcze
                      do nich (tych rozmówców) dotrzeć i przedstawić do zatwierdzenia cytowane
                      zdanie. Toż to absurd. Dobry dziennikarz to m.in. taki dziennikarz, który ma
                      intuicję i wyczucie, i wie, bez potrzeby autoryzacji, jak zacytować rozmówcę,
                      aby: 1. przekaz był prawdziwy 2. rozmówca nie protestował. To trudna sztuka i
                      nie zawsze się udaje. Często bywa tak, że wypowiedź wiernie przytoczona,
                      doprowadza rozmówcę do szału, bo po prostu demaskuje jego różne brzydkie cechy
                      (najczęściej nieznajomość języka polskiego). Często też dziennikarz rozmawia ze
                      specjalistą, z reguły bardzo wrażliwym na punkcie własnych kwalifikacji
                      zawodowych, który z reguły operuje hermetycznym slangiem swojego środowiska
                      branżowego i który dziennikarza ma za nic. Dziennikarz musi to przełożyć na
                      polski, nie zatracając sensu. Wówczas najczęściej pada zarzut - Ja tego, proszę
                      Pana/Pani nigdy nie powiedziałem!. I wtedy nagranie jest jak znalazł: można
                      odtworzyć przebieg rozmowy i ustalić - kto się myli: dziennikarz czy jego
                      rozmówca. I czy sens wypowiedzi został zachowany.
                      Ale lansowanie idei autoryzacji każdej pierdoły jest, w dzienniku, samobójstwem.
                      Co innego wywiad, reportaż, tekst śledczy itp. , kiedy mamy więcej czasu na
                      wszystko.
                      • ols podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami /bt 31.10.04, 15:32
                        • gree Re: podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami / 31.10.04, 23:45
                          Wtrace swoje trzy grosze. Fiona upiera sie przy swojej interpretacji zasad
                          autoryzacji, co - przepraszam - swiadczy chyba o tym, ze zna media wylacznie z
                          opowiesci. Autoryzacja jest tylko na zadanie rozmowcy i tyle.

                          Tak mowi ustawa, tak naucza sie na dziennikarstwie, tak mowia oparte na ustawie
                          kodeksy redakcji. Jestem czynnym dziennikarzem prasowym, widzialem prace
                          dziennikarzy nie tylko z mojej redakcji, jak i z kilku telewizji- wszedzie te
                          zasade rozumieja i stosuja tak samo.

                          Oczywiscie, uprzedzic rzomowce, ze sie jest dziennikarzem trzeba. Kiedy dzwoni
                          sie do urzedow i osob publicznych, to wiedza, ze rozmowa z dziennikarzem jest do
                          wykorzystania w prasie. Rzeczywiscie, moze osoby spoza tego kregu nalezy o tym
                          dodatkowo uprzedzac. Moze maja prawo nie wiedziec, ze dziennikarz nie dzwoni z
                          prywatna pogawedka.

                          Nie zgadzam sie z ujmowaniem wywiadu przez telefon w cudzyslow. Oczywiscie,
                          dluzsze, glebsze rozmowy osobiscie sie powinno robic. Ale krotkie komentarze czy
                          kilkupytaniowe rozmowki dlaczego nie przez telefon? Zwlaszcza, jesli pracuje sie
                          w dzienniku. Wtedy albo jest pare zdan przez telefon albo nic. Ja juz wole przez
                          telefon.
                        • Gość: kasica Re: podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami / IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 11:35
                          ja też - i niech ktoś wytłumaczy agresywnej nadgorliwej fionie, co to za gazeta
                          to "Samo życie" :D
                          • Gość: fiona dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.tvp.pl 02.11.04, 14:50

                            A skąd u Ciebie tyle jadu? Agresywnością Ty się raczej teraz wykazujesz, a nie
                            ja :-/
    • Gość: majster Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.10.04, 21:22
      Do nas co chwile dzwoni Pani z Dziennika Zachodniego... Cwaniara.
    • Gość: michal a gdzie to napisali IP: 82.146.225.* 29.10.04, 15:31
      macie jakiś link?
      • zuta Re: a gdzie to napisali 29.10.04, 23:04
        Nie, nie mają teraz strony internetowej, a szkoda.
    • Gość: Alek Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.04, 19:32
      To o czym mówisz to żenujący poziom dziennikarstwa. Jedyne co możesz zrobić, to
      przedstawić się za tą panią np. na forum niech ludzie wiedzą z kim mają do
      czynienia.
      • zuta Przedstawić się za tą panią? 29.10.04, 23:02
        I narobić jej koło tyłka?
        To ta sama metoda, jaką ona stosuje.
        Fakt, wydrukowany artykulik nosi w sobie znamiona sensacyjki. A tu wieś
        spokojna, wieś wesoła.. trzeba trochę podrasować rzeczywistość. Bo się nic nie
        dzieje.
        Bardzo mi przykro, ale takie panie dziennikarki to są dla mnie pismaki albo
        pismaczki za dychę. Panowie też. :)
        Ja też sprawdzając prace pisemne moich uczniów mogłabym się usprawiedliwiać, że
        mam na to cholernie mało czasu, pracuję często w wolne dni i jeszcze mi za
        sprawdzanie nie płacą (bo to smutna prawda), więc byle szybciej sprawdzam po
        łebkach.
        Tak, chodzi o rzetelność i uczciwość. Cieszę się, że nie muszę pracować w takim
        szmatławcu, a swoją pracę mogę wykonywać najlepiej jak umiem.
        Niestety, co do czarnych owiec, wkurza mnie każda taka zołza, czy to minister
        czy sprzątaczka, która śmieci wrzuca pod dywan, bo nie ma czasu.
        • Gość: Alek Re: Przedstawić się za tą panią? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.04, 00:23
          Najlepiej będzie do niej zadzwonić i ją postraszyć, może to po części zwróci
          honor. Ale z doświadczenia rodziców wiem, że sprostownia nic nie dają. Może
          mówiąc jej nazwisko, uchronisz innych bidaków. A swoją drogą to już takie
          bzdury czytałem o maturze, żę nic mnie już nie zdziwi.
    • Gość: ktozztv Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: 5.2.* / *.chello.pl 01.11.04, 08:48
      Chcialam tylko wrzucic dwa grosze w temacie autoryzacji, od lat pracuje w
      ogolnopolskiej tv, i nigdy o ile rozmowca sobie wyraznie nie zyczy nie dajemy
      niczego do autoryzacji . :) Pracowalam juz w paru firmach wiec wiem co mowie,
      to bzdury ze "setki" zawsze sie autoryzuje, na 100 osob moze 2 chca autoryzacji
      i to zwykle pracownicy sadu np :)
      • Gość: Krytyk Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.crowley.pl 01.11.04, 16:26
        Ja również udzielałem wywiadu, bo napatoczyłem się i byłem pod ręką, i
        zastrzegłem w rozmowie wyraźnie autoryzację.
        • Gość: Krytyk Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.crowley.pl 01.11.04, 16:41
          Oczywiście nie miało to związek z maturą:-)
          W instytucji w której pracowałem przestrzegaliśmy zasady że z dziennikarzami
          rozmawia rzecznik prasowy i rozmowa odbywa się przez niego albo za jego wiedzą
          po konsultacji.
          • Gość: fiona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.04, 23:33
            Ustalmy raz jeszcze precyzyjnie. Pani od polskiego udzieliła pewnemu "babsku"
            (że zacytuję) informacji. Nie wiemy jak długa to była wypowiedź. Od razu
            odpowiadając na retoryczne pytanie jednego z moich przedmówców (nicka nie
            pamiętam), dziennikarstwo znam nie tylko z opowieści, pracuję już w nim ładnych
            kilka lat. Ktoś pisze o zabiegach gazet codziennych, że nie ma na to czasu, że
            to awykonalne w wypadku poproszenia o krótkie wypowiedzi typu:komentarz,
            ustosunkowanie się do czegoś etc., etc. Ponieważ z postu pani od polskiego
            wnioskuję, że owa udzieliła "babie" trochę więcej niż krótkiej wypowiedzi -
            nadal upieram się przy pełnej, rzetelniej, wykonalnej AUTORYZACJI!!! Myślę, że
            to nie był jednozadniowy komentarz (o co byłoby tyle hałasu?). Oczywistym jest,
            że autoryzacja czegoś takiego byłaby totalną bzdurą, zgadzam się, ale
            zasłanianie się pośpiechem i dzialaniami "na wczoraj" w co drugim takim
            przypadku, jest śmieszne. I jeszcze jedno, do pana (-ni) o nicku
            ktozztv: "setki" są nadal autoryzowane. I nie robią tego dwie na sto osóby,
            niestety. Niemożliwe? Też bym w to nie uwierzyła, gdybym w tym nie
            uczestniczyła.


            • Gość: fiona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.04, 00:00
              A może wypadałoby, by pani od polskiego raz jeszcze wyjaśniła na forum
              PRECYZYJYNIE krok po kroku czego "baba" od niej wymagała (bo tylko to
              pozwoliłoby rozwiązać te problematyczne kwestie; jak widać, zawód dziennikarza
              rozumiany jest nie zawsze tak, jak rozumiany być powinien):

              a) krótkiej wypowiedzi, wywiadu czy obszernej informacji (rozstrzygło by to
              wiele głosów oburzenia na fakt autoryzacji i znajomości prawa prasowego)
              b) intencji (w sensie nagrywania rozmowy i wyraźnego poinformowania o tym
              rozmówcy, na co przystał i zgodził się, o dziwo!, tylko jeden z formumowiczów,
              o tempora, o mores!!!)
              c) czy to był dziennik czy tygodnik czy też miesięcznik (co jest, moim zdaniem,
              bez znaczenia, bo wszystko zależało tu od rzeczy o których była mowa już
              wcześniej)
      • wieslawa-siemiankowska Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon 03.11.04, 19:53
        Przepraszam Cię bardzo ale jakim cudem dziennikarz pracujący w TV ma coś
        zautoryzować ? Tam jedyne wypowiedzi to tzw setki do kamery ( pomijam kwestię
        gości w studiu) i w nich nie ma możliwości czegoś dodać czy włożyć w usta
        rozmówcy. Czyżbyś zapraszała rozmówców na montaż na autoryzację setki i
        ucinała wypowiedź tak, jak sobie ktoś życzy ? Ja pracuję od 10 lat w
        ogólnopolskiej telewizji i jak żyję się czymś takim nie spotkałam .
        • Gość: fiona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.04, 22:29
          A witaj, Wiesławo!
          To może się wydawać dziwne, ale kilka razy "sto na sto do kamery" narwani
          rozmówcy życzyli sobie autoryzować! Siedzieli jak debile na montażu i dopier...
          się do szczegółów!!! To nie był mój program, na szczęście, co nie zmienia
          faktu, że wyglądało to i straszno i śmieszno. Dlatego uwielbiam "żywce". Tam
          nie ma to tamto. Od tamtego czasu nie neguję ani nie wykluczam pewnych,
          odbiegających od norm w tym durnym kraju, zdarzeń. Życie pokazuje czasem coś
          zupełnie innego...

          • Gość: lu Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.acn.waw.pl 04.11.04, 11:47
            Fiona, coz to za brednie???? Kto wpuszcza gosci na montaz???? Chyba prezydent
            do ciebie przyszedl? (no moze prezydent miasta jesli pracujesz w osiedlowej tv)
      • Gość: lu Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.acn.waw.pl 04.11.04, 11:44
        Ktosztv napisal, ze od lat pracuje w ogolnopolskiej tv i niczego nie daje do
        autoryzacji. Zastanawiam sie czy ow "ktosztv" w ogole widzial tv inaczej niz u
        siebie w domu.... Co mozesz autoryzowac jesli w tv daje sie steki czyli to co
        gosc powiedzial w 100% (obraz i dzwiek!)?????????
        Rece opadaja jak sie takie absurdy czyta!
    • Gość: b Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.e-lider.pl 02.11.04, 13:54
      Sobie tak czytam walke owej Fiony o czystosc itepe i, ze ona za kazdym razem
      mowi, ze nagrywa, autoryzuje i wszystko cacy. Nawet nie chodzi mi o to, ze
      trzeba przy tam kupe czasu poswiecic. Wydaje mi sie tylko, ze pisuje ona
      najnudniejsze teksty w kraju:) Bo autoryzacja to dla mnie kastrowanie tekstu.
      Skoro zatem Fiona sama mowi, ze chce autoryzowac, to moze i ma spokoj, bo nikt
      sie jej nie czepia. Powstaje tylko pytanie, kto czyta takie autoryowane nudy?:)
      • Gość: fiona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.tvp.pl 02.11.04, 14:55
        A wiesz, że bardzo wielu? ;) To tak bardzo boli? Odrobina rzetelnego podejścia
        do zawodu? Minimum odpowiedzialności? Ech... przestaje mi się chceć, kiedy
        czytam takie posty jak ten Twój. Swoją drogą, musisz niesamowicie znać się na
        rzeczy sugerując, że najciekawsze teksty to te nieautoryzowane. Brawo, mistrzu!
        Jeszcze raz BRAWO!
        • Gość: b Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.e-lider.pl 02.11.04, 15:11
          Nie boli. Tylko ja wychodze z zalozenia, ze instytucja autoryzacji jest takim
          samym wrogiem dziennikarza jak bariera rzecznika prasowego. Ot, takie moje
          glupie podejscie.
          Nie sugeruje, ze najciekawsze sa teksty nieautoryzowane. Ja jestem o tym
          przekonany. Dlatego, ze zdarzalo mi sie czytac teksty przed i po autoryzacji.
          Za "mistrzowanie" dziekuje. Rozumiem, ze chcesz w ten sposob zakpic z mojej
          fachowosci. Nie ma takiej potrzeby. Zdaje sobie sprawe ze swoich wad, ale
          pamietam takze, ze w ciagu 11 lat pracy w mediach nie zdarzylo mi sie miec
          sprawy sadowej. Zaznaczam od razu, wyprzedzajac kolejne dywagacje, ze nie pisze
          o dziurach w chodnikach.
          • Gość: kasica Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 15:19
            coś mi wygląda na to, że nasza fiona pracuje w szkolnej gazetce :D
            • Gość: fiona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.tvp.pl 02.11.04, 15:39
              A Ciebie wyrzucili z Twojego Imperium, zapewne. Jakie to bolesne... :-P
              • Gość: kasica Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 15:57
                ech kobieto agresywna, wrzuć na luz bo cię wrzody zjedzą :/
          • Gość: fiona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.tvp.pl 02.11.04, 15:36
            Ja o tych dziurach także nie piszę, choć może byłoby to znacznie ciekawsze ;)
            Udało mi się jakoś "omijać je" przez osiem lat pracy w tychże mediach. To mniej
            niż Ty, oczywiście, ale nie zmienia to faktu, że o sprawach sądowych
            wymierzanych przeciwko dziennikarzom, wiem tylko z prasy. Na szczęście.
            Jeśli poświęciłeś swój cenny czas na przeczytanie (nudnych jednakowoż) ww
            postów powinienieś wiedzieć, że mam taki sam stosunek do autoryzacji jak Ty, co
            nie znaczy że jej nie stosuję! To, jakie ja mam prywatnie podejście do tej
            sprawy, nie interesuje przecież rozmówcy. I choć krew zalewa człowieka, trzeba
            wykonać. Amen. Przez tych kilka lat w mediach staram się być przede wszystkim w
            porządku z samą sobą. Oraz mieć szacunek do rozmócy. Tylko tyle i aż tyle. To
            chyba nie jest aż takie uwłaczające, nie sądzisz?
            Nie było moim celem zakpienie z Ciebie, ani z kogokolwiek, na Boga! Ale też to
            że pracuję jako dziennikarz nie upoważnia mnie do przyzwolenia na teksty w
            stylu "dzisiaj nie ma czasu na autoryzację, bo to, bo tamto, bo jeszcze co
            innego". Bo co? Bo to że codzienne tytuły funkcjonują w jakiś inny, specjalny
            sposób? Nieprawda. Funkcjonują tak, jak funkcjonują dziennikarze. A że ci są
            leniwcami ( o czym przez tyle lat pracowania w zawodzie pewnie się przekonałeś)-
            burzą się niemiłosiernie i robią sie agresywni na takie słowa. Dlatego ich nie
            bronię. Nie mam zamiaru. I, uprzedzając kolejne dywagacje, jestem spełniona w
            tym zawodzie, solidnie wynagradzana, chcą nie od dziś czytać moje (nie nudne)
            teksty i piszę o tym, co mnie interesuje.
            • Gość: b Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.e-lider.pl 02.11.04, 15:57
              Nie unikam autoryzacji, gdy wymaga tego ode mnie rozmowca. Chce, to wysylam
              cytaty z niego proszac jedynie, aby zatwierdzil lub uzupelnil to jak
              najszybciej.
              Jednak nie informuje go zaczynajac rozmowe lub konczac o tym, ze ma takowe
              prawo. Nauczylem sie dosc szybko, ze niektorym wtedy "odpie.." i z fajnej
              wypowiedzi robi sie gniot, ktory nie nadaje sie do wykorzystania. Slowa w
              gazecie sa bowiem fajne, gdy sa zywe, nieoficjalne, malo napuszone. Zreszta
              pewnie doskonale mnie rozumiesz.
              Z kontekstu Twojej wypowiedzi zrozumialem, ze informujesz, ze slowa danej osoby
              zostana wykorzystane w tekscie. Dla mnie, jesli dzwoni dziennikarz i pyta o
              cos, to jest zrozumiale, ze zostana wykorzystane. Dlatego tego tez nie mowie.
              Co do wyjasnienia, ze "mistrzem" nie kpilas jakos w nie powatpiewam, ale
              oczywiscie nie obrazam sie:)

              I jeszcze jedno, tak z ciekawosci:
              "Przez tych kilka lat w mediach staram się być przede wszystkim w porządku z
              samą sobą. Oraz mieć szacunek do rozmócy. Tylko tyle i aż tyle"

              A zdarzylo sie Tobie rozmawiac z osoba, ktorej nie szanujesz i wiesz, ze, na
              przyklad, jest przekretem? Bo ja wtedy z dzika rozkosza nie informuje o prawie
              do autoryzacji. Szkopul jednak najczesciej w tym, ze to rownoczesnie gnidy kute
              na cztery nogi.
              • Gość: kasica Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 15:59
                ano właśnie
              • Gość: fiona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.04, 17:44
                > Nie unikam autoryzacji, gdy wymaga tego ode mnie rozmowca. Chce, to wysylam
                > cytaty z niego proszac jedynie, aby zatwierdzil lub uzupelnil to jak
                > najszybciej.
                I w zasadzie gadamy w kółko o jednym i tym samym. Zgadzając się, co zabawne. A
                pani od polskiego pewnie nadal nic z tego nie wie, bo na nurtujące ją kwestie
                nikt nie odpowiedział logicznie, tylko zaczęła się gadka-szmatka o zawodzie
                jako takim.

                > Jednak nie informuje go zaczynajac rozmowe lub konczac o tym, ze ma takowe
                > prawo.
                Tak się składa, że ci, do których ja dzwonię, doskonale wiedzą jakie mają
                prawa. Może dlatego nie mam dylematów takiej natury...

                Nauczylem sie dosc szybko, ze niektorym wtedy "odpie.." i z fajnej
                > wypowiedzi robi sie gniot
                Święta racja!

                >
                > I jeszcze jedno, tak z ciekawosci:
                > A zdarzylo sie Tobie rozmawiac z osoba, ktorej nie szanujesz i wiesz, ze, na
                > przyklad, jest przekretem?
                Niestety zdarzyło. I ten przekręt-gnida kuty na cztery łapy, doskonale wiedział
                jakie ma prawo. Nie miałam więc tej dzikiej rozkoszy nieinformowania go o
                potrzebie autoryzacji. Niestety.

    • Gość: ktosztv Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: 5.2.* / *.chello.pl 03.11.04, 19:45
      Fiona bzdury opowiadasz, pracuje juz w drugiej ogolnopolskiej telewizji,
      wczesniej newsy teraz min prorgamy reporterskie, i o ile ktos wyraznie sobie
      tego nie zyczy nie ma autoryzacji. nie wiem w jakim swiecie ty zyjesz, ponadto
      odsylam do lektury prawa prasowego.
      • wieslawa-siemiankowska Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon 03.11.04, 20:03
        Ja pracuję w ogólnopolskiej telewizji już 10 lat- podobnie jak ktoś powyżej
        zaczynałam od newsów, teraz publicystyka i nigdy, ale to nigdy nie spotkałam
        się z koniecznością autoryzowania czegoś w telewizji. Przepraszam bardzo
        rozmówca miałby mi autoryzować setkę czy nagranie w studiu ? Jakim cudem ?
        Miałabym go zaprosić na montaż i pod jego dyktando pociąć wypowiedzi ? Przecież
        doskonale sobie zdaje sprawę ,że nie mam możliwości na montażu wsadzenia mu w
        usta coś czego nie powiedział ? Nigdy się nie spotkałam z czymś takim, a
        przerobiłam najróżniejszych rozmówców- od polityków , ekspertów w różnych
        dziedzinach po gwiazdy show- biznesu. Nie bardzo więc rozumiem co Fiona
        autoryzuje w TVP i w jaki sposób to robi.
        • Gość: Iwona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.swic.dialup.inetia.pl 03.11.04, 22:33
          > Nie bardzo więc rozumiem co Fiona
          > autoryzuje w TVP i w jaki sposób to robi.

          Droga Wiesiu, a gdzie Fiona napisała, że pracuje w telewizji????????????????

          Gwiazdo medialna czytaj zer zrozumieniem. Chyba z powodu takich jak ty nie
          oglądam gniotów telewizyjnych :-(
          • Gość: kasica Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 09:00
            fiona nie napisała, że pracuje w tv - napisała, że jej zdaniem autoryzuje się
            absolutnie wszystko, łącznie z materiałami telewizyjnymi i dźwiękami radiowymi.
            taka praworządna ta nasza fiona ;)))))))))))
          • wieslawa-siemiankowska Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon 04.11.04, 10:45
            Gość portalu: Iwona napisał(a):


            >
            > Droga Wiesiu, a gdzie Fiona napisała, że pracuje w telewizji????????????????
            >
            > Gwiazdo medialna czytaj zer zrozumieniem. Chyba z powodu takich jak ty nie
            > oglądam gniotów telewizyjnych :-(

            Droga Iwonko, gdybyś była bardziej bystra i inteligentna to byś wiedziała,że
            istnieje coś takiego IP. Zerknij wiec proszę na posty Fiony i spójrz skąd ona
            pisze. Chyba nietrudno zatem się domyślić gdzie pracuje, bo w TVP do komputerów
            nie dopuszczają wycieczek szkolnych.
            No cóż biedaczko z Twoim IQ to Ty nigdy nie zostaniesz gwiazdą medialną, a czy
            ty oglądasz TV czy nie to mi wisi.
      • Gość: fiona Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.04, 22:35
        A ja po raz kolejny Ci mówię, że prawo prawem a życie życiem. Poza tym, mięsem
        armatnim nie jest tu autoryzacja telewizyjna a prasowa. Telewizja to trochę
        inna bajka, choć jak wcześniej napisałam, spotkałam się i z takim kuriozum. I
        trochę więcej powściągliwości. Tak na przyszłość.

      • potomar Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon 04.11.04, 10:03
        newsy? A co to takiego?
    • Gość: lu Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.acn.waw.pl 04.11.04, 11:53
      Rozpisaliscie sie o autoryzacji, a Zuta ma juz ten problem "z glowy"
      bo "wywiad" poszedl. Na jej miejscu zadzwonilabym do naczelnego (a jeszcze
      lepiej zalatwic sprawe na pismie), opisalabym cala sytuacje. Jest malenka
      szansa, ze nierzetelna dziennikarka zostanie upomniana.
      Moze ktos ma lepszy pomysl?
      • Gość: kasica Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 15:39
        No fakt. My tu sobie gadu gadu, a "straszna dziennikarka" od tego czasu
        napisała już pewnie około pięćdziesięciu innych tekstów i zupełnie zapomniała,
        że w ogóle istnieje jakaś tam pani nauczycielka, która z nią rozmawiała przez
        telefon ileś dni temu. I pewnie nawet nie ma pojęcia, że ta pani nauczycielka
        jest tak strasznie zbulwersowana.

        I jakoś żyje bez tego.
    • zuta JAK BYŁO - JESZCZE RAZ. 07.11.04, 11:00
      To ja, Zuta. Wyjaśnię jeszcze raz, jak to się odbyło. Rekonstrukcja zdarzeń. :)
      Pewnego popołudnia, po 15.00 do pokoju nauczycielskiego zadzwonił telefon.
      Odebrała młoda (1. rok pracy) nauczycielka od rosyjskiego. Telefon był od
      dziennikarki z lokalnego tygodnika. Zapytała, czy w pokoju jest jakiś nauczyciel
      polskiego. Byłam ja. Rusycystka: Tak, jest pani ..... (tu moje imię i nazwisko)
      - i poprosiła mnie do słuchawki. Dziennikarka powiedziała, że chce mnie prosić
      o kilka słów na temat matury, jak to wygląda w realizacji. Ponieważ jestem z
      natury uczynna i nie podejrzewam od razu o złe intencje, zgodziłam się.
      Uznałam, że ma to być luźna rozmowa - bo może pani przygotowuje jakieś
      materiały, chce się zorientować w problemie. Naiwna. Nie zostałam poinformowana,
      że pani ma zamiar opublikować kokretnie moje odpowiedzi, z moim nazwiskiem w
      druku. BYŁO TO JEDYNE NAZWISKO NAUCZYCIELA W TYM ARTYKULE, PADŁO KILKAKROTNIE -
      CZYLI JAK GDYBY ARTYKUŁ ZE MNĄ W ROLI GŁÓWNEJ.
      Druga osoba wymieniona w artykule to nasz dyrektor.
      Teraz uważam, że dyrektor zgodził się przede mna na rozmowę z tą panią -
      telefonicznie również, chyba tego samego dnia. Naopowiadał (tak jest w tekście),
      że - szkoła ma duże problemy, będzie horror, bo odeszły dwie doświadczone
      polonistki, a na ich miejsce przyjął młode (nie mnie, ja uczę kilka lat), że
      jedna z młodych musiała NIESTETY wziąć klasę maturalną. Same właściwie tylko złe
      rzeczy.. niepozytywnie. Nie wiem, czy pan dyrektor tak naopowiadał SAM, czy pani
      dziennikarka troszkę sobie tekścik podkręciła. Jak wiemy, nieznaczna zmiana
      słówka może wyrażnie zmienić sens całego zdania.
      W mojej wypowiedzi było kilka głupot. Także taka właśnie ściśle zawodowa.
      Podobno miałam powiedzieć, że na lekcjach wystarczy czasu jedynie na realizację
      programu nauczania. A to znaczy, że czasu jest dość. Właściwa wypowiedź powinna
      brzmieć - wystarczy czasu tylko na podstawę programową. Podstawa programowa to
      minimum, zawiera się ona w każdym programie nauczania. Podstawa jest jedna,
      programy - różne, do wyboru.
      Zgłosiłam dyrektorowi, żeby interweniował w sprawie artykułu, skoro i on też tam
      się wypowiada. Jednak uznał to za niezbyt ważne i poradził nie ruszać sprawy. :((((
      Stąd myślę, że chyba wiedział wtedy, że udziela wywiadu.
      Szkoda tylko, że wszystko wyszło tak idiotycznie. "Horror w szkole"... brawo.
      Ja nie użyłam słowa "horror", "tragedia", "katastrofa" itp.
      Szkoła została pokazana w niekorzystnym świetle.

      Dodam, że co roku mamy bardzo wielu chętnych uczniów i musimy jako szkoła robić
      selekcję.
      W czasach niżu.... walki o ucznia.. może inna szkoła maczała w tym palce?
      Rozumiecie, że różne myśli przychodzą mi do głowy.
      • zuta Na końcu - chodziło mi o nabór do szkoły. 07.11.04, 11:03
      • uriel1 Re: JAK BYŁO - JESZCZE RAZ. 07.11.04, 19:39
        Witam panią, Zuto.

        zuta napisała:
        > Pewnego popołudnia, po 15.00 do pokoju nauczycielskiego zadzwonił telefon.
        > Odebrała młoda (1. rok pracy) nauczycielka od rosyjskiego. Telefon był od
        > dziennikarki z lokalnego tygodnika. Zapytała, czy w pokoju jest jakiś
        > nauczycie l polskiego. Byłam ja. Rusycystka: Tak, jest pani ..... (tu moje
        > imię i nazwisko) - i poprosiła mnie do słuchawki.

        Czyli wiedziała Pani, kto dzwoni.
        ===========
        > Dziennikarka powiedziała, że chce mnie prosić o kilka słów na temat matury,
        > jak to wygląda w realizacji.

        Czyli wiedziala Pani juz po co dziennikarka dzwoni.
        ============
        > Ponieważ jestem z natury uczynna i nie podejrzewam od razu o złe intencje,
        > zgodziłam się.

        To znaczy, że jak dzienniakrz dzwoni to tylko w złej wierze? Ma złe intencje?
        Nieładnie.
        =============
        > Uznałam, że ma to być luźna rozmowa - bo może pani przygotowuje jakieś
        > materiały, chce się zorientować w problemie. Naiwna.

        Nie wypada mi komentować.
        ==============
        > Nie zostałam poinformowana, że pani ma zamiar opublikować kokretnie moje
        > odpowiedzi, z moim nazwiskiem w druku. BYŁO TO JEDYNE NAZWISKO NAUCZYCIELA W
        > TYM ARTYKULE, PADŁO KILKAKROTNIE - CZYLI JAK GDYBY ARTYKUŁ ZE MNĄ W ROLI
        > GŁÓWNEJ.

        Rozumiem rozgoryczenie, ale pojmuję też zachowanie pani dzwoniącej. A propos -
        czy dziennikarka się Pani przedstawiła?
        ================

        > Druga osoba wymieniona w artykule to nasz dyrektor.
        > Teraz uważam, że dyrektor zgodził się przede mna na rozmowę z tą panią -
        > telefonicznie również, chyba tego samego dnia. Naopowiadał (tak jest w
        > tekście), że - szkoła ma duże problemy, będzie horror, bo odeszły dwie
        > doświadczone polonistki, a na ich miejsce przyjął młode (nie mnie, ja uczę
        > kilka lat), że jedna z młodych musiała NIESTETY wziąć klasę maturalną. Same
        > właściwie tylko złe rzeczy.. niepozytywnie. Nie wiem, czy pan dyrektor tak
        > naopowiadał SAM, czy pan i dziennikarka troszkę sobie tekścik podkręciła.
        > Jak wiemy, nieznaczna zmiana słówka może wyrażnie zmienić sens całego zdania.

        To już jest zabawne. Ma Pani pretensje do dyrektora, że powiedział coś złego o
        swojej szkole? Żartuję. Ale wybicie słowa "SAM" w kontekście rozważań czy był
        równie "złapany" jak Pani to już nadinterpretacja. Skoro Pani nie wie jak
        wyglądała ich rozmowa - prosze nie zakładać, że dzwoniąca zrobiła coś złego.
        Chociaż być może reakcja dyrektora, by sprawę zostawić - może wskazywać, że sam
        też się tęgo nie czuje...
        ===============
        > W mojej wypowiedzi było kilka głupot.

        No tak.
        ============
        > Także taka właśnie ściśle zawodowa. Podobno miałam powiedzieć, że na lekcjach
        > wystarczy czasu jedynie na realizację programu nauczania. A to znaczy, że
        > czasu jest dość. Właściwa wypowiedź powinna brzmieć - wystarczy czasu tylko
        > na podstawę programową. Podstawa programowa to minimum, zawiera się ona
        > w każdym programie nauczania. Podstawa jest jedna, programy - różne, do
        > wyboru.
        > Zgłosiłam dyrektorowi, żeby interweniował w sprawie artykułu, skoro i on też
        > tam się wypowiada. Jednak uznał to za niezbyt ważne i poradził nie ruszać
        > sprawy. :((((
        > Stąd myślę, że chyba wiedział wtedy, że udziela wywiadu.

        Poradził sprawy nie ruszać, czy po prostu zlekceważył całe zajście?
        ============
        > Szkoda tylko, że wszystko wyszło tak idiotycznie. "Horror w szkole"... brawo.
        > Ja nie użyłam słowa "horror", "tragedia", "katastrofa" itp.

        A włożono te słowa w Pani usta?
        ===============
        > Szkoła została pokazana w niekorzystnym świetle.

        Pewnie że szkoda, zwłaszcza jeśli to niesprawiedliwa ocena.
        =============
        > Dodam, że co roku mamy bardzo wielu chętnych uczniów i musimy jako szkoła
        > robić selekcję.
        > W czasach niżu.... walki o ucznia.. może inna szkoła maczała w tym palce?
        > Rozumiecie, że różne myśli przychodzą mi do głowy.

        To już spiskowa teoria.
        Pięknie pozdrawiam. Mam nadzieję, że wkrótce emocję zbledną i trochę bardizej
        kpiąco spojrzy Pani na całą sytuację.
        ps. Następnym razę może Pani odesłać dziennikarza do infolini maturalnej:
        (0-22) 629-24-83 ;o))
        • zuta Re: JAK BYŁO - JESZCZE RAZ. 07.11.04, 22:00
          Hmm.. przeczytałam Pana odpowiedź. Widzi Pan, staram się być osobą rozważną,
          zwykle. Dlatego mnie tak zdenerwowało to, co się stało.
          Byłam po pracy, po 8 godzinach lekcyjnych,siedziałam jeszcze przy biurku
          zmęczona jak licho, nie ma się wtedy sił na analizę i interpretację. Podjęłam
          rozmowę z tą panią spontanicznie, niestety.
          Nie podejrzewałam tej kobiety od razu o złe intencje. Dlaczego Pan wyciągnął
          taki wniosek? Dopiero potem - teraz - uważam, że zachowała się nie do końca w
          porządku.
          Napisałam tyle, że jestem uczynna i nie podejrzewam ludzi z założenia o złe
          intencje.

          Do tego jeszcze sens moich słów w artykule jest jakiś dziwny. Nie "mój".

          Dziękuję za odpowiedź..
          Mam bardzo dobrą nauczkę.
          Każdy by się zdenerwował chyba. Albo prawie każdy. :)


          • uriel1 To nie tak.... 07.11.04, 23:40
            zuta napisała:
            > Mam bardzo dobrą nauczkę.

            Błąd. Moim zdaniem. Szkoda życia na robienie założenia: "nigdy więcej", "już
            taka głupia nie będę" /to nie miało być obraźliwe/. :o)

            Odezwałem się tylko z jednego powodu. Czytałem ten wątek od kilku dni i widze,
            że zbyt mocno to w Tobie siedzi.

            ps. Formy "Pani" użyłem z dwóch powodów. Ma się rozumieć - z szacunku, ale tak
            bardziej - na wszelki wypadek - żeby Cię bardziej nie zdenerwować tym co
            chciałem napisać.
            Bo nie ma powodu do dużego tak rozgoryczenia, jakie Ci towarzyszy. Poważnie.
            Może dyrektor ma rację - jeśli nie włożono Ci w usta czegoś absolutnie
            klamliwego, nie Twojego - to proste zwrócenie uwagi - przez telefon
            dziennikarce - powinno wystarczyć. Szkoda Cię.
            Przyjmij radę starszego pana - udziel wywiadu, gdy Cię poproszą. Teraz już
            wiesz jak moga się skończyć sympatyczne rozmowy z dziennikarzami. Dla ciebie
            mogła to być swobodna wymiana zdań, dla tej kobiety - praca do wykonania i
            nauczyciel do wykorzystania - w dobrym tego słowa znaczeniu. Przecież
            rozmawiała z kimś, kto się orientował w temacie artykułu, który przygotowywała,
            prawda? Dobrej nocy. :o)
    • Gość: ckw Re: Dziennikarka - "wywiad" przez telefon IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.04, 16:53
      Chamstwo! Stary numer, mojego kolege tak zrobili 10 lat temu, babka sie z nim
      zakumplowala w knajpie (nawet nie wiedzial ze jest dziennikarka), wyciagnela od
      niego co nieco informacji,a potem poszlo w miejscowej gazecie.
      Na drugi raz popros o telefon za pietnascie minut, przygotuj sie, po czym
      poinformuj dziennikarke ze ty rowniez nagrywasz wywiad. Ja zauwazylem,ze odkad
      podczas imprez (czesto jestem osoba odpowiedzialna za kontakt z mediami-duza
      organizacja pracodawcow) nagrywam nasze wywiady z dziennikarzami dramatycznie
      spadla liczba manipulacji cytatami :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja