Gość: marian
IP: 192.168.1.* / *.internetdsl.tpnet.pl
10.04.05, 00:19
To była wizyta w 91-ym roku - a w czasie szalejących ZCHN-ów, dysput o
aborcji i konkordacie, o religii w szkołach, krzyżach itp, a jednocześnie
czasie ubożejącego społeczeństwa - pojawiło sie bezrobocie itd..
Papież przyjechał, a że docierały do niego oczywiście wieści iż rodacy jego
wcale nie są tak chętni podporządkowywać się nakazom kościelnym, mają opory
do zdelegalizowania aborcji, do tej religii w szkołach, popularność kościoła
spadała na łeb, coraz mniej ludzi chodziło na mszę, coraz więcej deklarowało
niechęć do księży, narzekało na ich dochody...
więc papież podjął się trudnej roli odwrócenia tychże trendów - formę wybrał
jednak jak się okazało nie najlepszą - ostro, krzycząc wypowiadał sie na
temat społeczeństwa polskiego - chodziło mu o to, że, społeczeństwo i jego
wiara to coś ważnego dla niego, ale...przyniosło to odwrotny skutek.
Ludzie mieli dosyć tych tematów, dosyć nieustannej katechezy w mediach, dosyć
buńczucznych księży, a w dodatku większość była za legalną aborcją, a wielu
miało problemy finansowe i oczywiście pretensje do rządu...
Efekt tej wizyty i jej formy był więc odwrotny do zamierzonego - Polacy się
postawili, obrazili (nie było wtedy wiwatujących tłumów, oj nie było) i
papież, który chciał na koniec pochodzić po Tatrach - jak planował, wskutek
złego nastawienia społeczeństwa ("a kto za to zapłaci?")
zrezygnował.
Później przez wiele lat prawie nikt nie chciał słyszeć o wizycie papieża.
Następna pielgrzymka, poprzedzona jednodniową wizytą odbyła sie dopiero sześć
lat później.
Starszy, zmęczony człowiek wzbudzał już inne emocje...
Pamięć jest wybiórcza, więc teraz mamy marsze, żałoby itp.