pressforum 26.04.05, 15:39 moja krucjatka przeciw misiwoi trwa. odkrylem dziwna prawidlowosc. jego posty dziwnie pokrywaja sie z wpisami w jego blagu. drogi misiu nie publikuj blogu na forum, bo nie po to jest forum. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
misio_zalogowany Re: krucjatka 26.04.05, 15:48 Jest odwrotnie, moje wpisy na forum zamieszczam w blogu. Aż tak bardzo się zdenerwowali? Jeszcze bardziej się wkurzą, jak zacznę analizować kwartalne wyniki AGORY SA, tam to dopiero są numery. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Otiss Re: krucjatka IP: *.crowley.pl 26.04.05, 15:57 Jaka tam krucjatka, gdzie nie spojrzysz na forum "Prasa i media" to misia_zalogowanego jest pełno aż do wyrzygania ;) i jeszcze żeby coś mądrego napisał... każdy widzi co nasz misio potrafi wytworzyć hehehehe.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kir Re: krucjatka IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 26.04.05, 23:29 Krucjatkę to rozpoczął sobie ten człowiek i to dawno temu o czym poniżej.Zastanawiać się można co byłoby gdyby nie pozytywna postawa władz francuskich do polskiej opozycji przebywającej na emigracji.Możliwe,że maczały w sprawie swoje ręece francuskie specłużby.Działały wszak w strukturach NATO a odszkodowanie dla Wikdsteina nie pozwalało na rozdmuchanie sprawy przez wscchodnie służby i kraaje o jawnej pomocy dla opozycji w Polsce.Przecież to co było tylko w kręegach polskiej opozycji nabrałoby wówczas rozgłosu i zostało odpowiednio wykorzystane przez media.Tak sprawa ucichła bo potraktowano ją jedynie jako polską kłótnię i praktyczniee francuzom nic zarzucić nie można było.Wildstein miał swój wyrok,odwołanie itp.Bardzo ładnie załatwiona sprawa.I gut. Nic się nie stało:))? a pogłówkujcie dlaczego:)) W latach 80. Wildstein najpierw jako jedyny załatwił sobie umowę o pracę w „Kontakcie”, a potem zażądał wysokiego odszkodowania www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=historia&name=37 Maria de Hernandez-Paluch ARRET Nr 646 R.G.: 6177/88 WILDSTEIN Bronisiaw C/ASSOCIATION KONTAKT To numer sprawy apelacyjnej, którą wniósł Bronisław Wildstein w 1988 r. do Cour d’Appel de Versailles (sądu apelacyjnego). Sprawa ta zaczęła się wcześniej w Boulogne-Billancourt przed conseil de prud’hommes – sądem pracy – z którego wyrokiem Wildstein się nie zgodził. Konflikt między Wildsteinem a Chojeckim był w Paryżu tajemnicą poliszynela. Chojecki mówi dzisiaj bardzo dyplomatycznie: – Poróżniliśmy się na temat sytuacji politycznej w Polsce. Według Wildsteina, „Solidarność” to był już wówczas zamknięty rozdział. Ja uważałem inaczej. Nie chodzi tu tylko o emigracyjne swary. Miało to kapitalne znaczenie z punktu widzenia pomocy Zachodu dla „S”. Gdybyśmy na emigracji uznali, że „S” się skończyła, skończyłaby się pomoc dla podziemia, którego byliśmy przedłużeniem na Zachodzie. Tak dyplomatycznie to nie wyglądało, przynajmniej od czasu, kiedy znalazłam się na emigracji w Paryżu (lipiec 1986 r.) i zaczęłam pracować w piśmie „Kontakt” oraz w Wolnej Europie. Bronisław (Bronisiaw, jak pisali Francuzi) Wildstein był redaktorem naczelnym „Kontaktu”, a założycielem i prezesem Stowarzyszenia Kontakt ukonstytuowanego na początku stanu wojennego był Mirosław Chojecki. Stowarzyszenie nie tylko wydawało miesięcznik, lecz także produkowało filmy dokumentalne oraz popularną kronikę. „Kontakt” w ówczesnej PRL był rozprowadzany za darmo. Docierał jednak i do innych krajów, takich jak Niemcy, Stany Zjednoczone czy Australia – wszędzie, gdzie były skupiska Polaków marzących o wolnej Ojczyźnie i wiadomościach na temat tego, co się dzieje nad Wisłą. Z tamtejszych środowisk polonijnych płynęły pieniądze na działalność „Solidarności”, której przedłużeniem był paryski „Kontakt”. Odcięcie się pisma od „Solidarności”, jak chciał tego Wildstein, byłoby równoznaczne z zakończeniem jego wydawania, bo nie byłoby pieniędzy. Wildstein dostawał 5 tys. franków miesięcznie, niepodlegających opodatkowaniu, bo pracował na czarno. Jak my wszyscy, którzy wtedy nie zastanawialiśmy się nad tym, jaki jest status naszej pracy. Pracowaliśmy dla Polski. Takie to były czasy, jak powiedział Chojecki. Widać, jednak nie dla wszystkich, a przynajmniej nie dla Wildsteina. Widziałam to i czułam od razu, jak tylko zaczęliśmy razem pracować. Sama nie miałam z nim konfliktów, można powiedzieć, że z natury, która nakazuje mi ignorować ludzi aroganckich i pyszałkowatych. W moje teksty nie ingerował, ale ja przybyłam z kraju w glorii „gwiazdy podziemia”, poza tym prawdopodobnie uważał, że mu nie zagrażam. Jasne było, że Wildstein każdym sposobem chce się wyzwolić spod prezesury Chojeckiego i samemu być panem na włościach „Kontaktu”. Niebagatelną przeszkodą był jednak fakt, że to Chojecki zdobywał pieniądze, a nie Wildstein. W 1987 r. Wildstein zażądał, by Chojecki zatrudnił go na warunkach zgodnych z francuskim prawem pracy i obowiązującymi ubezpieczeniami. Wszyscy pozostali pracownicy wiedzieli, że „Kontaktowi” brakuje pieniędzy na zatrudnianie zgodne z obowiązującym we Francji prawem pracy. Nie był bowiem „przedsiębiorstwem wydawniczym” – jak dowodził Wildstein – ale stowarzyszeniem, finansowanym przez ludzi pomagających „Solidarności”. Wildstein doprowadził jednak do tego, że Chojecki podpisał z nim umowę o pracę w majestacie francuskich przepisów, ale tylko na czas określony, czyli na pół roku. Nie poprawiło to atmosfery, nawet mimo że Chojecki starał się nie wtrącać w kompetencje Wildsteina jako naczelnego. Zareagował jednak zdecydowanie, kiedy podczas łamania numeru – co zwykle robił sam – zauważył przeznaczoną do druku recenzję filmu dokumentalnego produkcji Stowarzyszenia Kontakt, w której ostro zarzucano mu antysemityzm. Było to uderzenie poniżej pasa. Film był li tylko dokumentem, bez żadnych naleciałości antysemickich. Konflikt nabrał ostrości i trudno było mówić o możliwości porozumienia się między prezesem stowarzyszenia a redaktorem naczelnym miesięcznika. Środowisko związane ze stowarzyszeniem podzieliło się. Niektórzy przestali Bronkowi podawać rękę. Inni chcieli, żeby złożyć podpis pod listem popierającym Wildsteina, czyli opowiedzieć się za nim przeciw Chojeckiemu. Wtedy właśnie upływał termin półrocznego kontraktu Wildsteina i Chojecki nie podpisał z nim dalszej umowy o pracę. Wildstein, zgodnie z prawem przysługującym każdemu legalnie zatrudnionemu, zaskarżył decyzję o nieprzedłużeniu mu umowy o pracę do conseil de prud’hommes. Sąd oddalił sprawę jako bezzasadną. Z decyzją tą Wildstein się nie zgodził i złożył odwołanie do Sądu Apelacyjnego w Wersalu. Czego zażądał Wildstein? Przede wszystkim zażądał uchylenia wcześniejszego wyroku sądu pracy (z 22.01.1988 r.) oraz przedstawił następujące roszczenia finansowe wobec Stowarzyszenia Kontakt: – 305 tys. franków za stracone zarobki, – 50 tys. za płatne urlopy, – 30 tys. z tytułu wypowiedzenia, – 50 tys. odszkodowania za zwolnienie z pracy, – 10 tys. za nieprzestrzeganie obowiązującej procedury, – 240 tys. tytułem poniesionych szkód i odsetek za zwolnienie z pracy bez ważnej przyczyny. Dawało to pokaźną sumę 685 tys. franków. Sumę mogącą położyć każdą instytucję, nie mówiąc o stowarzyszeniu działającym wyłącznie dzięki ofiarności ludzi dobrej woli. Albo też... miało doprowadzić tę instytucję do przejścia w inne ręce, co było bardziej prawdopodobne niż wyegzekwowanie tak nierealnie wysokiej kwoty. O tym skarżący Wildstein dobrze wiedział. Chciał mieć „Kontakt” za wszelką cenę. Cour d’appel uznał jednak, iż podstawa zwolnienia Wildsteina była uzasadniona, ponieważ „zachowanie Wildsteina uniemożliwiało dobre wykonywanie pracy redakcyjnej”, jak napisano w uzasadnieniu wyroku. Chodziło o jego arogancję, niemożność porozumienia się z prezesem i kolegami oraz konfliktowy charakter. Sąd nie uznał też jego żądań finansowych. W orzeczeniu skazano Stowarzyszenie Kontakt na zapłacenie 5 tys. franków za nieprzestrzeganie procedur prawnych i 1,5 tys. franków odprawy dla skarżącego oraz wypłacenie mu 18 tys. franków za niewykorzystane urlopy. Kosztami sprawy obdzielono obie strony solidarnie po połowie. Zawsze drzaźniło mnie dlaczego wiedząc,że na liście są zarówno ofiary jak i TW Wildstein nie zrezygnował z sygnaturek z tymi zerami.Posty misia wydają się znakomitą odpowiedzią.Przecież nie można byłloby jej stosować instrumentalnie i to właśnie w taki sposób.Kto szuka ofiar TW z listy? praktycznie nikt. Przecież tak jest wygodniej,czyż nie? Czasami czytałm na forum o szykanowaniu ludzi przez SB w dawnym PRL-u,ale mało kto pisał na czym ono polegało.Może by sob Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kir Re: krucjatka-dokończenie IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 26.04.05, 23:52 Może by sobie przypomnieć?Na forach Gazety są niezłe teksty związane z listą wildsteina. Teraz to już tylko narzędzia.Każdy zresztą ma jakiś interesik. Inaczej postapiono by jak w Niemczech.Czasami ci co mają coś na sumieniu krzyczą naajgłośniej o karaniu i swojej nienawiści.Karać tych co łamali obowiązujące wówczas prawo.Ale nie-ddobrzy ci co się do nas zapiszą ze swoją przeszłością a źli ci co zapisać się nie chcą i z nami się nie zgadzają. To taki swoisty przymus.Dlatego też ci,którzy już należą do tej właściwej grupy czują wewnętrzny przymus potwierdzania tego jak to oni nie cierpią tamtych z którymi kiedyś byli. Ja teego nie nazywam krucjatą ale obserwuję to zjawisko i powwtórną ślepotę elit i przedstawicieli nauki.Media mnie nie zaskakują ani nie dziwią. Naród?-no cóż....chyba tak rozumie demokrację.... Pozdrawiam Kir Odpowiedz Link Zgłoś