Gość: Vitoo
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.06.08, 09:21
Witam, proponuje umieszczac tutaj nasze historie, warszawskich apsazerow trasportu miejsckiego. Niestety kultura kontolerow pozostawia wiele do zyczenia, trzymanie na siłę, pyskate teksty, zastraszanie.
Zaczne od mojej historii, wszystko wydazylo sie wczoraj kolo godziny 18. Czekalem z kolegami na autobus kiedy wysiadł kanar (potocznie od kontroler biletow) Oczywyscie niestosowne epitety rozgoryczonych pasazerow bez biletow. Pierwsza myśl ze ludzie przesadzaja, nie mieli biletow i sie kłoca. Wsiedlismy do autobusu razem z kanarami, zartowalismy sobie cicho krzyczac "Przypal, kanary, uciekac" Starszy pan zablokowal kasownik i zacza sprawdzac bilety, oczywiscie mnie w pierwszej kolejnosci. Zgubilem legitymacje szkolna zatem zgodnie z regulaminem nie moglem korzystac z ulg. Kupilem wiec normalny. Oczywiscie przyczepil sie jak to czlowiek pracujacy na norme ze to jest "pelny" a nie "polowka" Kazal mi wyjsc i wyrwal mi moja legitymacje swiezo znaleziona i wypelniac jakies kwitki miedzy czasie pokazal mi jakas wymieta kartke z jakims przepisem mowil ze nowy przepisz od 2 czerwca a kartka wyglada jakby miala z przynajmniej miesiac. Zapytalem sie co on wyprawia a on ze jade na czyims bilecie, za chwile przyszedl 2 kanar i zacza mnie STRASZYC ze zaraz zaplace drugie 150 zl za nie podpisana karte. Zostalem zmuszony zeby podpisac karte na moja mame, co samo w sobie przeczy z regulaminem (nie mozna podpisywac sie czyimis danymi) Jestem po prostu zawiedziony. Spotkalem kilku naprawde milych kanarow z ktorymi mozna bylo sie dogadac jak sie zapomnialo podpisac karte itp.
Co myslicie na temat warszawskiej kontroli biletow? Piszcie