Gość: est
IP: 150.254.212.*
15.07.08, 09:12
Sytuacja nie jest idealna - problem z brakiem kawiarni i
przestrzenią komercyjną w polskich muzeach jest nagminny. Być może
wynika to z faktu, że instytucjami kultury zarządzają przeważnie
naukowcy, historycy sztuki itp., a nie menedżerowie z prawdziwego
zdarzenia. Być może to właśnie „dzięki” temu np. w Poznaniu sala
audiowizualna zamiast służyć edukacji przeznaczona jest na magazyn,
a w sklepiku o swobodnym obejrzeniu publikacji i sprawnej obsłudze
można tylko pomarzyć. Podobnie ceny – to konsekwencja stylu
zarządzania i tego, że instytucje w przeważającej większości
korzystają ze środków publicznych, a poszukiwanie prywatnych stałych
sponsorów raczej nie jest ich mocną stroną.
Tym niemniej autor artykułu ewidentnie chciał sobie pomarudzić o tym
jak to jest w Polsce okropnie i beznadziejnie ... Wózków dla dzieci
nie widziałam w MoMA, Gugenheim Musemu w Nowym Jorku, Pinakothek
der Moderne ani w Kassel podczas ostatnich Documenta. Rodzice po
prostu chodzili ze swoimi pociechami lub wozili je we własnych
wózkach. Dodatkowych poręczy też tam nie ma.
Autor nie popiera swoich zarzutów przykładami dobrych praktyk
wózkowych i poręczowych w instytucjach kultury i sztuki. Bardziej
merytorycznie Panie dziennikarzu proszę na przyszłość. No i jeśli
pisze Pan o obiektach w mieście, w którym jak sądzę Pan zamieszkuje,
sili się Pan na krytykę, to może warto się dowiedzieć, że Muzeum
Narodowe w Warszawie aktualnie (zresztą od dłuższego już czasu) nie
ma dyrektora, więc bezcelowe jest narzekanie, że zapomniał on co to
znaczy mieć wzrost 3 latka. Być może to szczegół, ale koniec końców
świat składa się ze szczegółów. Jeśli krytykujemy, to róbmy to
konstruktywnie. Może warto byłoby również, Panie Stangret, zostać
kompetentnym i profesjonalnym dziennikarzem, skoro pobiera się za to
wynagrodzenie. Życzę powodzenia i czekam na kolejny artykuł!