Gość: Kir
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.07.08, 00:58
Rzeczpospolita półgłówków
* Jak zatrzymać polską konnicę? Wyłączyć karuzelę.
* Co zrobić, gdy Polak rzuci w ciebie granatem?
Należy granat podnieść, wyciągnąć zeń zawleczkę i odrzucić go z powrotem.
* Dlaczego Chrystus nie narodził się w Polsce?
Bo w całym kraju nie można było znaleźć trzech mędrców i jednej dziewicy.
Wbrew naszemu własnemu świetnemu samopoczuciu żarty te, dzięki którym Ameryka
natrząsała się z Polaków, mają za podstawę prawdę o narodku znad Wisły.
Kiedy głupota Polaków została naukowo dowiedziona, Amerykanie przestali się z
nas wyśmiewać. Czy uznali, że podważanie umysłowej tężyzny najbliższych
sojuszników osłabia wartość bojową NATO? Nie. Gdy przeprowadzone w
kilkudziesięciu krajach badania inteligencji wykazały, iż wśród krajów
"pierwszego świata" Polacy (wraz z Portugalczykami i Chorwatami)
należą do trójki narodów o najniższej w Europie średniej inteligencji.
Amerykanie przestali się z nas natrząsać, gdyż nie pozwala im na to
poprawność polityczna. Oni niepełnosprawnym budują wygodne podjazdy dla
wózków lub przyznają punkty preferencyjne na uczelniach.
W mijającym roku 2002 duże poruszenie w Europie i w USA wywołała książka
zatytułowana "IQ and the Wealth of Nations"* ("Iloraz inteligencji i bogactwo
narodów"), której autorzy Richard Lynn, profesor psychologii z Ulsteru, i Tatu
Vanhanen, profesor nauk politycznych z Tampere w Finlandii obalili liberalny
przesąd, w myśl którego narody i grupy etniczne nie różnią się od siebie pod
względem inteligencji. Opierając się na rzetelnych i ogólnie dostępnych danych
wykazali także, że to inteligencja lub jej brak w największym stopniu decyduje
o tym, jak powodzi się jej użytkownikom – czy
żyją w biedzie, czy opływają w dostatki. Nie umiarkowany klimat, jak
twierdził Monteskiusz, nie dominująca religia, jak chciał Max Weber, nie
obecność lub nieobecność wolnego rynku, nie wysokość stopy procentowej, jak
nam wmawiają ekonomiści, decydują zatem o sukcesie gospodarczym, lecz właśnie
przeciętna wysoka inteligencja: rozum, tęgi łeb.
Narody o wysokiej inteligencji mają wydajne gospodarki na wszystkich
poziomach, od górnych szczebli zarządzania po robotników wykwalifikowanych i
niewykwalifikowanych.
Ludzie inteligentni wytwarzają wysokiej jakości towary i usługi, które nie
mogą być produkowane w krajach, gdzie myśli się niechętnie i
z mozołem.
Ponadto społeczeństwa odznaczające się wysokim IQ dysponują całą armią
sprawnych i skutecznych urzędników w dziedzinach, które pośrednio decydują o
stanie gospodarki: w oświacie, medycynie, nauce i sądownictwie.
Inteligentne zarządzanie stwarza warunki do rozwoju gospodarczego, sprzyja
pełnemu zatrudnieniu przy minimalnej inflacji, chroni konkurencję, zapobiega
powstawaniu monopoli, ogranicza przestępczość i korupcję, zachęca do
kształcenia.
Narody inteligentne wybierają sobie równie inteligentnych przywódców, którzy
rozumnie troszczą się o wszechstronny rozwój kraju. Inteligentne narody mają
to wszystko, czego my nie mamy, i odwrotnie – nie mają tego, co my mamy w
nadmiarze.
Wykazana w omawianych przez Lynna i Vanhanena badaniach średnia inteligencja
Polaków wynosi zaledwie 92 punkty. Średnie IQ w badanych grupach obliczano
zaś w porównaniu z przeciętną wśród Anglików, którą przyjęto za 100. Polskie
IQ jest o 18 punktów mniejsze niż japońskie (110).
W innych krajach Azji Wschodniej uzyskano najwyższe wyniki. Różnica jest
niemal taka, jak między dolną granicą normy a upośledzeniem umysłowym.
Różnice między średnią w Polsce i w rozwiniętych krajach europejskich są
również znaczące i oscylują wokół 10 punktów (Włochy i Niemcy – po 103;
Holandia – 100). To cywilizacyjna przepaść! Polacy okazali się także mniej
inteligentni niż na ogół lekceważeni Rumuni (94) i Rosjanie (96), nie mówiąc
już o Czechach i Słowakach (98).
No i skąd tu wziąć kompetentnych przywódców, lekarzy, sędziów, naukowców i
dziennikarzy? Prawdziwym problemem każdego kraju nie są bowiem mało
inteligentni chłoporobotnicy, lecz matołowata inteligencja: prawnicy, którzy
nie rozumieją treści przedstawianych im dokumentów albo zapisów
konstytucyjnych, naukowcy-przyczynkarze, bezmyślni dziennikarze przy-milający
się do skorumpowanych polityków i biznesmenów; a w końcu infantylni politycy,
np. tacy, którzy z upodobaniem publicznie manifestują swoją męskość lub
odniesione krzywdy, choć jest to zachowanie właściwe raczej młodzieży męskiej
w wieku przedszkolnym.
Czy infantylizm musi oznaczać niski iloraz inteligencji? Niestety tak. Wyniki
w testach inteligencji, takich np. jak użyte w omawianych tu
badaniach "matryce Ravena", silnie korelują z wynikami w testach dojrzałości
umysłowej. Ludzie inteligentni robią z niej użytek; z biegiem lat
nieuchronnie tracą przedszkolne ambicje.
Umysłowa lichota miłościwie nam panujących to pół biedy. Jest to grupa
nieliczna, a jej wpływ na bieg rzeczy w kraju jest znacznie mniejszy, niż im
i nam się wydaje. Ponadto problem nieinteligentnych przywódców łatwo można
rozwiązać poprzez import kompetentnych osób. Czyż najpiękniejszych kart
historii Polski nie zapisali władcy z obcych krajów? Sprowadzaliśmy też sobie
Chopina, Wita Stwosza, udomowiliśmy Kopernika. Skąd jednak wziąć tysiące
specjalistów, wynalazców, urzędników państwowych, biznesmenów i lekarzy?
Średnią inteligencję w populacji można w stosunkowo krótkim czasie poprawić
poprzez podniesienie motywacji do myślenia. Tak na przykład wyjaśnia się
wyniki testów, w których wykazano, że Żydzi w diasporze są bardziej
inteligentni niż Żydzi w Izraelu, którzy również wypadli poniżej oczekiwań
(90 punktów), a więc są jeszcze głupsi od Polaków. Żydzi nieizraelscy muszą
walczyć o przeżycie w nieprzyjaznym, obcym środowisku. W podobnym kierunku
zmierzają próby wyjaśnienia znakomitych karier naukowych młodych Chińczyków
na uniwersytetach amerykańskich. Chińczycy i inni Azjaci to ludzie ambitni,
czasem do samozatracenia.
Czy zbliżony efekt można uzyskać w Polsce? Niestety, nic się w tym kierunku
nie czyni. Kilka lat temu niemal bez echa przeszły doniesienia o prowadzonych
pod patronatem OECD badaniach nad tzw. analfabetyzmem funkcjonalnym, w
których okazało się, że trzy czwarte Polaków nie rozumie treści tego, co
czyta, i że jest to wynik najgorszy wśród krajów objętych badaniem. Na
Zachodzie analfabeci funkcjonalni stanowią od 10 do 20 proc. społeczeństwa.
Zaniepokojony dziennikarz jednej z gazet zapytał ówczesnego ministra
edukacji: "Co MEN zamierza z tym zrobić?". Minister nie dostrzegł jednak
potrzeby podejmowania żadnych działań, gdyż "dzieci w Polsce są kształcone
znacznie lepiej niż w innych krajach". Dziennikarz pytał dalej, czy nie
powinien powstać program "narodowej alfabetyzacji".
– Nikt by nie chciał chodzić gdzieś i się uczyć – usłyszał w odpowiedzi.
– W Polsce ludzie uczą się nie dla wiedzy, ale dla papierka.
Tymczasem w Irlandii, w której wyniki testów, choć słabe, były dwa razy
lepsze niż w Polsce, powstało kilkadziesiąt takich programów: rządowych i
prywatnych. Irlandczycy doznali szoku słusznie podejrzewając, że ów
tajemniczo brzmiący "analfabetyzm funkcjonalny" niczym się nie różni od
pospolitej głupoty, co – jak się zdaje – umknęło uwadze polskich patriotów.
Czy znaleźliśmy się w ślepej uliczce? Czy znajdziemy sposób, żeby się
wzbogacić pomimo niskiej przeciętnej inteligencji? Kiedyś, gdy w naszej
części świata wysadzano w powietrze górskie łańcuchy i odwracano kierunek
biegu rzek, wszystko było możliwe. Na przykład Komitet Centralny
Komunistycznej Partii Chin podjął niegdyś decyzję o całkowitym wyeliminowaniu
z kulinarnej obyczajowości tego kraju pałeczek do jedzenia i zastąpieniu ich
postępowymi sztućcami w stylu zachodnim. Namawiałem wówczas decydentów z
polskich kręgów przemysłowych, by całą polską gospodark
Czy znaleźliśmy się w ślepej uliczce? Czy znajdziemy sposób, żeby się wzbogacić
pomimo niskiej