Jarocin: Rock nie umarł

IP: *.ntlworld.ie 21.07.08, 01:55
Czym się różni "duch" od "klimatu", wie chyba tylko autor tych żałosnych
wypocin. Zarówno o jednym jak o drugim ma on pojęcie zerowe.
Ale czegóż się spodziewać po organie kapitalistycznej partii Polski?
Cool Kids of Death mają obowiązkowo być chwaleni, bo to dziecko propagandowe
michnikowców, nawet jeśli ostatnia płyta jest zaprzeczeniem tego, o czym
michnikowcy pisali poprzednio (mocne, gitarowe granie, czad, bezkompromisowość
i co tam jeszcze). Poza tym, oczywiście, musi być obowiązkowo coś miłego - i
dla starych i dla młodych, taka ogólna harmonia świń, coś jak w Opolu za
Gierka (ale PRL oczywiście był be). A prawda jest taka, że Jarocin z lat 80 ma
się dokładnie tak do dzisiejszego, makdonaldowego, jak ówczesna Wyborcza do
tego szamba.
PS: autorowi gratuluję umiejętności skoków przez przeszkody. Gdyby był
starszy, pomyślałbym że pisywał recenzje do, powiedzmy, Na Przełaj (chociaż
tamte jednak były ostrzejsze w wymowie).
    • meth.p Re: Jarocin: Rock nie umarł 21.07.08, 10:43
      Gość portalu: seth napisał(a):

      > A prawda jest taka, że Jarocin z lat 80 ma
      > się dokładnie tak do dzisiejszego, makdonaldowego, jak ówczesna Wyborcza do
      > tego szamba.

      Mozliwe - wtedy nie bylem, wiec nie wiem. Byla dobra zabawa, a jezeli sie Tobie
      nie podobalo, to trudno :) (Cool kids of death nie lubie).
    • Gość: bleee1985 Jarocin jak Jarocin, ale Woodstock... IP: 212.160.172.* 21.07.08, 15:10
      w Jarocinie było fajnie, ale ludzi trochę mało... na Wodstocku... to
      jest dopiero impreza 40 razy więcej ludzi i tam to jest "klimat",
      może nie jak z lat 80', ale cóż świat idzie do przodu i się zmienia,
      dla jednych niestety dla innych stety... zostawiam Wam możliwość
      wyboru...
      a tak przy okazji jeśli ktoś z Pomorskiego szuka ekipy z namiotem
      niech pisze do mnie na browno2007@wp.pl mamy duży namiot (8osobowy)
      a jejedzie nas tylko 4
      PZDR
    • Gość: Faraon Jarocin: Rock nie umarł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.08, 16:47
      Rock nie umarł i ma sie coraz lepiej... Ale Jarocin... No cóż...
      Moim zdaniem umarł całkowicie. Nie znalazł sie nim, kto umiałby
      odpowiedziec na pyatnie jak ten festiwal ma wyglądac w sytuacji
      kiedy Polską rządzi Open'Er i OFF... Zreszta ten ostatni chyba
      przejął wiele z dawnych "Jarocinów"... Mnóstwo nowych brzmień,
      szukania nowych rzeczy w muzyce, nowych klimatów. Jakoś stał się
      takim skansenem oparty li tylko na nazwie i legendzie... Jest taki
      jak plakat, który go promował - jakby nieco zmięty, wytarty i taki
      stary po porstu... Szkoda. To było miejsce z wielkim potencjałem. Ja
      wiem - już słyszę: FESTIWAL PUNKOWY I NASZ FESTIWAL! I co z tego?!
      Mamy inne czasu, inny wiek. I nawet jesli ten festiwal ma być / miał
      być znów lekko wolnomularski, świeży i odkrywczy, to w cale nie
      przeszkadza, aby był nowoczesny. Mam niejasne wrażenie, że jest li
      tylko "swoistym skokiem na kaskę" ludzi, którzy go robią ślizgając
      sie po legendzie i jakimś spełnieniem marzeń i ambicji
      młodych "rządzących" miastem, którzy kiedyś - 18 - 16 lat temu,
      mieli jeszcze szczeniackie wypieki na twarzy widząc Armie, TILT, czy
      ówczesne Acid Drinkers...
      • lech.niedzielski Re: Jarocin: Rock nie umarł 21.07.08, 17:38
        Jeszczę parę papieskich pielgrzymek, a tekst przeprosin za pedofilię
        w Kościele stanie się zwykłym elementem katolickiej liturgii – taki
        wniosek można wysnuć po ostatniej wizycie Benedykta XVI w Australii
        na XXIII Światowych Dniach Młodzieży.

        Gdziekolwiek bowiem władca Watykanu się ruszy, musi głośno
        przepraszać ofiary księżowskich chuci. Jedynym wyjątkiem jest
        Polska – kraj, w którym laicyzacja nie poszła jeszcze tak daleko, by
        dumny papież musiał zniżać się do tak uwłaczających jego osobie
        gestów.

        Niemcy, Hiszpania, Brazylia, Austria, USA, a teraz Australia –
        wszystkie wizyty papieskie odbywają się według podobnego
        scenariusza, w którym główną pozycję zajmują nie modlitwy z tłumami
        wiernych, ale przeprosiny za lata tolerowania pedofilii wśród
        księży. Na dobrą sprawę papieskie pielgrzymki przypominają
        nie ,,wizyty apostolskie'', ale rozpaczliwe akcje ratunkowe, mające
        ocalić resztki dawnej potęgi Kościoła w zachodnim świecie, dziś
        kompletnie odwracającym się od przedstawicieli archaicznej struktury
        rządzonej z Watykanu.

Pełna wersja