rocznica sierpnia '80

IP: *.bstnma.east.verizon.net 11.09.08, 04:12
Kto tu jest niewdzięczny?
Kolejna rocznica sierpnia '80 rozdrapała stare rany, pokazując, kto, kim był i
jest. Ponieważ polskie życie publiczne pełne jest "ą" i "ę" autorytetów, które
dzisiaj usiłują posadzić własną pupę w poczesnym miejscu mitu założycielskiego
III RP i naszej wersji "walki narodowowyzwoleńczej", fakt, że ktoś nie wielbi
"ojców założycieli" w rodzaju L. Wałęsy, Bronisława Geremka, Jacka Kuronia czy
B. Borusewicza, uznany od razu bywa za brak patriotyzmu i wrażą postawę.
Od tamtych pięknych lat, kiedy wydawało się, że "wszyscy Polacy to jedna
rodzina", upłynęło sporo czasu i obecnie znacznie lepiej widać, kto się
buntował, a kto wykonywał polecenia. Zresztą było też i tak, że ktoś się
najpierw autentycznie buntował, a dopiero później wykonywał polecenia... Życie
zna różne przypadki.
Tak czy owak nie dziwię się ludziom wyprowadzonym w pole przez ówczesnych
narodowych tuzów, że buczą i gwiżdżą na widok zdrajców - tych wszystkich,
którzy po ich plecach wdrapali się do różnych "pałaców", a następnie okradli
jako głupie "bydło".
Człowiek, póki żyje, może się zeszmacić, i póki żyje, może też z zeszmacenia
się wydobyć. Umysł mi więdnie, gdy słucham "profesora" Władysława
Bartoszewskiego, który zarzuca oszukanym i okradzionym "zdziczenie".
Bohaterem się jest i bohaterem przestaje się być; taki generał Petain skazany
na rozstrzelanie po II wojnie światowej, jako zdrajca i sprzedawczyk, był po
pierwszej wojnie francuskim bohaterem narodowym - "zbawcą spod Verdun".
Polska elita nadal ma do własnego społeczeństwa stosunek podobny do relacji
dworu z chłopem pańszczyźnianym. Ów "chłop" robi się coraz bardziej obyty,
myślący i hardy, zwłaszcza gdy widzi, jak bezpardonowo walnięto go w rogi. To
z kolei wywołuje frustrację na salonach i nerwowe urągania.
Trudno świętować porozumienia sierpniowe bez zdania sobie sprawy, co później
Polsce uczynili ludzie, którzy te "umowy" po stronie "solidarnościowej"
podpisywali.
Śmieszy mnie też rozprawianie, jak to wiele zawdzięczamy naszym ówczesnym
"działaczom", którzy z "narażeniem życia" kierowali robotniczym zrywem.
Śmieszy, bo akurat najwięcej do stracenia miały całe rzesze nas, szaraczków, a
nie posiadacze nazwisk wymienianych co 10 minut na falach Radia Wolna Europa.
Michnika, Kuronia, Geremka, o Wałęsie nie wspominając, władza ludowa
traktowała z ojcowską troską nawet w kryminale, aby czasem rączki nie złamali;
nery obijano zwykłym "robolom", ludziom, po których pies z kulawą nogą nie
zaszczekał. Tych rozgniatano dla przykładu reszty gawiedzi, aby nie pomyślała
sobie czasem, że każdemu wolno być wolnym, ot tak, bez żadnej licencji czy
przydziału.
Trudno się dziwić, że dzisiaj klaszcze się na wiecach Gwiazdom, którzy
pozostali wierni sierpniowym ideałom i nie skorzystali z możliwości dorobienia
się na pragnieniu normalnego życia milionów rodaków.
To nie społeczeństwo zdziczało, lecz jego kompradorska elita, zaprzedając
się w pacht zagranicznego interesu. Pozostawiono nas na lodzie, opuszczono w
potrzebie. Okradziono z dorobku kilku pokoleń. Trudno o bardziej gorzki posmak
rocznicy tamtych wydarzeń wpisujących się w całą serię wypadków "transformacji
ustrojowej".
Mamy prawo oceniać rzeczywistość z dzisiejszej perspektywy. To nie młodzież
wygwizduje Borusewicza, lecz jego niegdysiejsi koledzy, to nie "kibole"
wygwizdali Bartoszewskiego na Powązkach, lecz jego niegdysiejsi towarzysze.
Dlaczego? No, na pewno nie z powodu irracjonalnego zdziczenia. O coś ważnego w
tym wszystkim chodzi; o to, że ta elita miała na początku lat 90. niemal
nieograniczone zaufanie społeczne. Wykorzystała je do rozszabrowania kraju i
ocalenia karku komunistów.
Z jakże nabożną czcią czytano pierwsze numery "Gazety Wyborczej"...
To właśnie dlatego jest dzisiaj gorzko, że Lecha Wałęsę w uwielbieniu
nosiliśmy na rękach; dlatego jest strasznie, że tak bardzo uwierzyliśmy. Stąd
dzisiejsze gwizdy i cynizm. Ile razy można się dawać oszukiwać? Ile razy można
być głupim?
Polska zasługuje na to, by być nowoczesnym państwem, z normalną elitą
broniącą interesu gospodarczego własnego społeczeństwa, jasno definiującą
potrzeby bezpieczeństwa zewnętrznego. Trzeba w końcu zerwać z pokomunistycznym
rozróżnieniem na "my" i "oni", trzeba wreszcie pozbawić dotychczasowe elity
przeświadczenia o nienaruszalnym charakterze ich pozycji. Jeśli ktoś zasługuje
na wygwizdanie, trzeba go wygwizdać, jeśli ktoś jest idiotą, trzeba mu to
otwarcie mówić, niezależnie od tego czy 30 lat temu rzucił się na kulomioty
wroga, czy nie. Gdy chodzi o interes narodu - czyli interes naszych rodzin i
dzieci - nie możemy sobie pozwolić na grzeczność i konwenanse.
Państwo i jego elita polityczna muszą służyć narodowi. Są mity pożyteczne i
szkodliwe. "Mit założycielski" III RP sprawił, że daliśmy się okraść i
ubezwłasnowolnić. Nie wszyscy aktorzy tamtych wypadków nadają się na bohaterów
do podręczników szkolnych.
Do budowania silnego państwa nie potrzeba nam autorytetów, lecz kręgosłupa
wartości, dumy z przeszłych sukcesów i nauki z klęsk. Skończmy ze zwyczajem
stawiania narodowych ołtarzyków żyjącym. Uczmy się, ile można, z błędów
innych i wychowujmy dzieci na mądrych Polaków - mądrych, to znaczy takich,
którzy nie dadzą się łatwo wodzić za nos i krzyczą "sprawdzam", gdy ktoś zbyt
pięknie gada.
- A jeżeli jacyś politycy manipulują pojęciem patriotyzmu do celów
partyjno-politycznych, to młodzi ludzie natychmiast to widzą i na złość
pokazują politykom język - mówił kiedyś... W. Bartoszewski.
Co niniejszym czynię.
Andrzej Kumor
Mississauga
Pełna wersja