Sądy się mylą, a kary śmierci nie można cofnąć

    • paolo74 Nie ma argumentów za karą śmierci 06.01.10, 10:10
      Są dwa główne argumenty zwolenników kary śmierci, pierwszy to koszty utrzymania skazanych na dożywocie, drugi skrajnie demagogiczny to odpowiedź pytaniem w stylu "a jakby ktoś ci zabił dziecko".

      Temat kosztów jest moim zdaniem bez sensu. Nawet gdyby KK przewidywał karę śmierci, to zakładając, że obecna Polska nie jest krajem mniej cywilizowanym niż PRL lat 70-tych i 80-tych (wiem, że to ryzykowna teza), warto sobie przypomnieć ile wyroków orzekano, a ile faktycznie wykonano w ostatnich 20 latach PRL? Otóż w skali roku była to liczba jednocyfrowa, o jakim więc zmniejszeniu kosztów mówimy. Jak sądzicie ilu z obecnie skazanych na długoletnie więzienie zostałoby skazanych na karę śmierci? Jakie oszczędności? Żadne. Czytałem wpis na tym forum gościa, który gotów jest ponieść ryzyko stracenia niewinnych osób, po to żeby zaoszczędzić jakieś niewielkie pieniądze. Cóż nie życzę mu tego samego, ale jeśli ma zamiar ryzykować życiem, to niech ryzykuje własnym. Ciekaw jestem czy podobnie myślałby, gdyby jutro rano trafił za "damski ch..." do aresztu wydobywczego i posiedział w nim z pół roku.
      Jeśli chcemy zaoszczędzić pieniądze na więziennictwie to znam znacznie lepsze rozwiązanie, nie obaczone ryzykiem sądowego morderstwa na niewinnych osobach. Po pierwsze przestać zamykać ludzi za alimenty, za narkotyki, za namawianie do aborcji, za jazdę po pijanemu na rowerze. Po drugie ustanowić dla więźniów przymus nieodpłatnej pracy. A dla skazanych za najcięższe przestępstwa wybudować obozy pracy. Nie wiem gdzie te oszczędności widzą zwolennicy kary śmierci? Chyba, że poza przywróceniem kary śmierci, chcieliby także rozszerzenia jej stosowania na złodziei (i pijaków, bo każdy pijak to złodziej, pedofilów (bo klasyczny moher nie odróżnia pederasty od pedofila) itd... jak w Generalnej Guberni.

      Teraz drugi ultra demagogiczny argument w stylu "a gdyby ktoś ci zabił dziecko". Otóż nie. W odróżnieniu od żądnych krwi katolików, którym podobno religia nakazuje wybaczanie właśnie osobistych krzywd, ja uznaję prawo vendetty wyłącznie osobistej i wyłącznie za własną krzywdę. Zwolennikowi kary śmierci odopowiem tak, gdyby ktoś zabił mi dziecko, zabiję go w brutalny i bestialski sposób. Nie wiem, czy po tej zemście poczuję się lepiej, ale jako pokrzywdzony mam moralne prawo wbić gościa na pal. Nie wiem czy poczuje się po tym lepiej, ale pewnie tak, tym bardziej, że pragnienie zemsty, podobnie jak czasowa, a w skrajnych wypadkach nieodwracalna schizofrenia są reakcjami obronnymi ludzkiego umysłu przed olbrzymiego psychicznego cierpienia. Nie mam jednak prawa domagać się by państwo wyręczało mnie w tej zemście, najlepiej żeby zrobiło to jeszcze w maksymalnie brutalny sposób. Natomiast żądam i oczekuję od państwa, żeby z uwagi na okoliczności potraktowało łagodnie mnie kiedy stanę przed sądem oskarżony o zabójstwo mordercy mojego dziecka. To nie powinien być jak dzisiaj paragraf o zabójstwie w stanie silnego wzburzenia, usprawiedliwianego okolicznościami, a w efekcie kilkuletnia odsiadka tylko chwilowa niepoczytalność i uniewinnienie.
    • Gość: xKunaKuna Re: Sądy się mylą, a kary śmierci nie można cofną IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.11, 20:36
      Jeśli chodzi o wykonywanie kary śmierci to najtrudniej jest jednoznacznie określić kto na nią "zasługuje". Bo to co dla jednych wydaje się być czym ś strasznym dla niektórych może być po prostu skróceniem odsiadki (jeśli założy się że niektórych więzienie powoli zabija - dla takiego wyrok śmierci może być nawet wybawieniem - nie będzie 'musiał' wieszać się sam bo państwo go wyręczy). Na temat życia i śmierci, czy można decydować o długości życia drugiego człowieka?
Pełna wersja