"Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int...

    • Gość: Amy "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int... IP: 89.167.16.* 26.06.09, 15:26
      U mnie WDŻ wyglądało tak :

      Lekcja 1 : spotkanie z panią oficjalnie polonistką. Dostaliśmy plan
      tematów na wszystkie lekcje WDŻ, czyli antykoncepcja,
      homoseksualizm, seks oralny, wszystko.
      Lekcja 2 : "Wypiszcie znane wam środki antykoncepcyjne a ja muszę na
      moment wyjść". Wróciła pod koniec zajęć.

      Wszystkie pozostałe : pani odwołuje zajęcia, albo nie przychodzi,
      albo przychodzi ale "ma masę pracy" i "weźcie sie czymś zajmijcie a
      najlepiej to idźcie do domu".

      Żeby było śmieszniej, mieliśmy z nią zastępstwo z Polskiego Wg. tej
      samej metody co powyżej, przerobiliśmy 2 Treny Kochanowskiego. W
      ciągu 3 miesięcy. Wyglądało to tak że dyktowała nam 4 stronowe
      notatki, i to był dla niej koniec zajęć.
    • majself "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int... 26.06.09, 15:34
      Dziewczyny nie powinny nosić krótkich spódniczek, bo wtedy chłopcy, którzy je
      widzą w tych spódniczkach, muszą się masturbować, czego konsekwencją jest
      późniejsza nieumiejętność zadbania o żonę podczas seksu.

      Dopasowanych spodni też nie można nosić, bo wtedy powietrze nie ma dostępu do
      pochwy i można być bezpłodnym.
      • majself Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i 26.06.09, 15:44
        Rzecz jasna to nie moja opinia, tylko rewelacje zasłyszane na moich lekcjach
        WDŻ. Ach, i jeszcze, że pocałunki dzielą się na zwykłe, głębokie i francuskie.
        Niestety nie wiem, co to znaczy.
      • Gość: xxx13 Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.09, 17:50
        Dobry kawał... nieźle się uśmiałem.
      • Gość: ccc Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.09, 20:14
        pierd.....sz jak potłuczona,,,,
    • Gość: AngelusSilesius II "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int... IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.09, 15:37
      Jestem facetem, ktory "zna sie" i potrafi "sie cieszyc zyciem".
      Moja zona tez. Razem znamy temat "ze wszystkich stron". :)

      Tyle, zebyscie mnie nie zrozumieli zle
      i nie zaszufladkowali automatycznie nie tak.

      Ale: drazni i zlosci mnie/nas...

      a) ze do glownej kwestii, tj. dyskusji o seksualnosci i wychowaniu/nauce
      mieszacie temat homoseksualizyzmu.
      --> Bo mozna byc "nowoczesnym", "wolnym", "praktykujacym",
      zdrowym na ciele i duchu itd. itp., a jednak byc zdania,
      ze homoseksualizm to problem - dla indywiduum i spoleczenstwa.
      Imho "uswiadamiajac" mlodych nie powinno sie jednoczesnie,
      jako ze tak powiem, "na rowni" jako "dalszy temat/rozdzial tematu"
      omawiac "alternatywy" homoseksualnej. Bo im sie tylko w glowie miesza, ale tez
      powstaje wrazenie normalnosci i rownosci - ktorej po prostu NIE MA. I dobrze tak.

      b) osmieszacie metode "kalendarzykowa" - ja tez sie kiedys z tego smialem, ale
      jednak to fakt, ze to (obok kondomu) jedyna rozsadna (oczywiscie, jesli
      kompetentnie praktykowana) metoda, a do tego jeszcze na dluzsza mete jedyna
      zdrowa, szczegolnie dla kobiety
      --> moze byc tego zdania, nie bedac "pofyrtancem", jak te cytowane panie,
      panowie i siostrzyczki.

      Prosze te 2 punkty respektowac. I "odizolowac" od tej niewatpliwie
      zabawnej i jednoczesnie przerazajacej prawdy o "Vtej RP". Pozatem,
      mysle, ze wiele milionow doroslych obywateli mysli podobnie.
      Akurat z tego powodu nie trzeba ich osmieszac czy krytykowac.
      Sa gorsze rzeczy. I gorsze metody(?).


      Jeszcze raz:
      Co innego krytyka zwariowanej sytuacji i trzecioswiatowego bajzlu,
      rowniez i na tym waznym w zycie i w wyksztalceniu polu.
      A co innego promowanie "pedalowania", bo "to tez ok", "szczegolnie w
      dzisiejszych czasach" "nowoczesne" i "nie ma sprawy - w porzo".
      I co innego w koncu prezentowanie osob przekonanych o efektywnosci,
      niezawodnosci, wyzszosci, rozsadnosci naturalnej metody antykoncepcji.

      Jeszcze raz podkreslam, ze jestem/smy, tzn. uwazamy sie (a mamy ku temu powody
      - wyksztalcenie, doswiadczenie, zawod, tzw."kosmopoli-
      tyzm" itd.) za ludzi "swiatlych" i "dzisiejszych", a nie za "wczorajszych
      oszolomow z ziobroworydzykowej prowincji".

      A teraz: AMEN. Zyjcie i cieszcie sie z tego, cieszcie sie zyciem.
    • Gość: luki349 "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.09, 15:44
      ja miałem WDŻ z feministką... nawet się kimnąć nie pozwalała - suka. Absolutny
      wróg tabletek, ale niestety miała racje w tym co mówiła. Ogólnie gadała
      pierdoły, które albo były nie istotne, albo już to wiedziałem :D
      • Gość: Monarchista Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i IP: *.mas.abpl.pl 26.06.09, 21:18
        Gość portalu: luki349 napisał(a):

        > ja miałem WDŻ z feministką... nawet się kimnąć nie pozwalała -
        suka. Absolutny
        > wróg tabletek, ale niestety miała racje w tym co mówiła. Ogólnie
        gadała
        > pierdoły, które albo były nie istotne, albo już to wiedziałem :D

        A może było tak:
        "Na lekcji wychowania seksualnego pani pyta:
        -Dzieci, czy wiecie, jak się nazywa taki, co chce, a nie może?
        -Impotent.
        -Dobrze, dzieci. A ten, co może, a nie chce?
        -??????
        -To ja wam powiem: To gnojek, leniwy, egoistyczny gnojek!"
    • japolak ksiądz Pirożyński 26.06.09, 15:44
      Przed wojną słynny był ksiądz Pirożyński, z którego czasem Boy-
      Żeleński kpił. Bo ksiądz pasjami w literaturze dla dorosłych i nawet
      dla dzieci szukał wszystkiego, co mu się z seksem kojarzyło i w
      swojej liście "ksiąg zakazanych" z lubością opisywał, co i dlaczego
      zakazuje.
      Kiedyś w krakowskim antykwariacie kupiłem już jego powojenną
      książeczkę, polecaną chrześcijańskiej młodzieży. Pasjonująca
      lektura. Że kobieta ma - hmm - ołtarz, gdzie mąż dokonuje sakramentu
      za pomocą - hmm - "daru bożego".
      Należy wznowić na potrzeby katechetów uczących seksu i życia
      rodzinego.
      Trzeba też delikatnie w temat wprowadzać młodzież, oczywiście już
      pełnoletnią. Na przykład ze świata owadów. Motylki. Modliszki...
      No i aktywizować młodzież do aktywości. Np. do dziurawienia szpilką
      z obrazem Matki Boskiej prezerwatyw w centrach handlowych. Kiedyś
      niektóre pobożne kioskarki były w tym aktywne.
      No i wzory osobowe w ramach polityki historycznej. Jeden z rodów
      śląskich Piastów wygasł, bo tamtejsza Jadwiga była taka święta, iż
      przez całe życie się nie myła. Nic dziwnego, że jej mąż, książę
      Henryk dostał przydomek "Pobożnego"...
      • Gość: AngelusSilesius II Re: ksiądz Pirożyński IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.09, 16:12
        Tak, slubowala "czystosc". :)

        No, ale za to teraz ta nasza Hedwig jest naprawde swieta.
        (Napewno dluzej i bardziej swieta od tej Waszej Jadwigi.)
        (Wspolne maja to, ze obie musialy sie dopiero uczyc po
        polskiemu (slaskiemu) i nigdy nie byly w tym dobre, haha.)
      • Gość: Maryna Re: ksiądz Pirożyński IP: 81.190.102.* 26.06.09, 16:45
        wypowiedź ciekawa tylko św Jadwiga księzna slaska była zona Henryka
        brodatego i po odchowaniu kilkorga dzieci zamieszkała w
        klasztorze.Jej synem był Henryk pobożny, zginął w bitwie pod
        Legnicą. natomiast św. Kinga zona Bolesława wstydliwego była virgo
        intacta ,bo jej mąż nie miał sklonności.To tyle.
      • furry Re: ksiądz Pirożyński 26.06.09, 17:27
        Czasem mam wrażenie, że krytycy katolickiego podejścia do spraw seksu tylko na
        takich przedwojennych pozycjach się opierają.
    • Gość: ania "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int.. IP: *.icpnet.pl 26.06.09, 15:56
      ufff, całe szczęście ja w gimnazjum miałam super wdż! wszystkiego się można było
      dowiedzieć, o antykoncepcji bardzo rzetelne informacje i na pewno nie był
      pochwalany kalendarzyk:P dużo było o relacjach dziewcyzn z chłopakami, nie o
      tlyko o seksie. a w liceum to już nikogo to nie obchodziło, bo albo się
      wiedziało z własnego doświadczenia co i jak albo z innych równie interesujacych
      źródeł:P w każdym razie nie miałam takich przezyć i szczerze mówiąc do tej pory
      nawet sobie nie zdawałam sprawy z tego problemu.wsio!
    • polak_kr Lewacy tylko zaglądają do łóżka 26.06.09, 16:07
      wywalić to całe nauczalnie o seksie ze szkół. Tysiące pokoleń przed
      nami tego nie potrzebowało, a idioci znajda się w kazdych czasach.
      • sekwana2005 Re: Lewacy tylko zaglądają do łóżka 26.06.09, 16:28
        By jeździć autem, w gruncie rzeczy też rowerem, powino się ukończyć
        kursy i zdać egzaminy. To samo, jeśli chcesz jachtem pływać. Tylko
        dzieci można robić bez żadnych kwalifikacji...
        Ja świadomie zdecydowałem się, by zostać ojcem, obojętna mi była
        płeć dziecka, specjalistyczne testy mnie nie interesowały. Mam córkę
        i syna, w dodatku z tej samej, jedynej żony.
        Kocham je, są mądre, wykształcone, uczciwe. MIMO szkoły i
        katechezy...
      • guru133 Tysiące pokoleń nie posługiwało się internetem, 26.06.09, 20:47
        więc wywalić internet a ludzkość zagnać do kościelnych krucht gdzie
        mają wychwalać swoich duchowych kapo nieistniejącego bożka, jak by
        się on nie zwał.
    • naels "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int.. 26.06.09, 16:12
      Zajecia z tzw. przygotowania do zycia w rodzinei mialam w liceum, w
      polowie lat 90, i wspominam je jako jedno z najwiekszych kuriozow
      edukacyjnych, jakich dane mi bylo doswiadczyc. W moim liceum uczylo
      malzenstwo, on biolog, ona fizyczka. Zaczelo sie dobrze - biolog
      poszedl na odpowiedni kurs i zdobyl kompetencje do nauczania tego
      przedmiotu. Potem jednak dyrekcja liceum stwierdzila, ze... biolog,
      jako mezczyzna, nie moze prowadzic zajec, bo uczniowie beda sie
      czuli skrepowani! Zamiast tego dostal prikaz, zeby cala wiedze,
      zdobyta na kursie, przekazac swojej zonie, a ona, jako wrazliwa
      kobieta, poprowadzi lekcje. W ten oto sposob o seksualnosci
      czlowieka dowiadywalismy sie od niedouczonej fizyczki, ktora
      homoseksualizm mylila z transseksualizmem, chlopcow traktowala, jak
      dzikie zwierzeta nie panujace nad popedami, a dziewczynki, jak
      biedne ofiary tychze popedow.

      Wychowanie seksualne w szkole powinno byc obowiazkowe i prowadzone
      przez kompetentnych nauczycieli. Nie mozna liczyc na to, ze dziecko
      uswiadomia rodzice - po pierwsze, dobrze wiemy, ze gros rodzicow ze
      wstydu nie robi tego albo robi to zle. Po drugie, do tego czesto
      trzeba specjalistycznej wiedzy z zakresu anatomii, fizjologii,
      psychologii, socjologii etc., ktorej wiekszosc rodzicow nie posiada.
      Przeciez matematyki czy geografii gimnazjalisci nie ucza sie w domu
      od rodzicow; dlaczego z edukacja seksualna ma byc inaczej?
    • Gość: v "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int... IP: 94.254.146.* 26.06.09, 16:55
      w moim liceum, już ładnych kilka lat temu, nauczyciele wpadli na pomysł, żeby
      wprowadzić nam takie zajęcia. wpadli też na pomysł, żeby spytać rodziców, czy
      wyrażają na nie zgodę. ktoś z konserwatywnych rodziców zgody nie wyraził i
      zajęć nie było. najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że całe zdarzenie
      miało miejsce pod koniec szkoły, kiedy już wszyscy uczniowie w mojej klasie
      byli pełnoletni :)
    • Gość: ksiadz Mariusz jedyna sluszna prawda pochodzi z Watykanu IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.06.09, 16:58
      jestem zdania, ze takie lekcje powinni prowadzic lokalni ksieza i powinny byc
      one platne co laska, ale minimum 50zl od lekcji!
    • Gość: dafafafasfa Nic dziwnego że nikt poważnie nie traktuje tego co IP: 195.158.247.* 26.06.09, 17:05
      mówi już nie tyle sam Kościół co wszyscy w miarę odpowiedzialni
      ludzi czyli żeby się nie puszczac na lewo i prawo, żeby
      odpowiedzialnie podchodzić do seksu i do związku z partnerem itp.

      Jak się czyta te "kwiatki" to w człowieku rodzi się odruch obronny
      przed przyjmowaniem bzudr i to z kolei nastawia człowieka wojowniczo
      do różnych tego typu katechetk, niedoszłych zakonnic które myjąc się
      pod prysznicem boją się dotknąć waginy.

    • Gość: Maja Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i IP: *.chello.pl 26.06.09, 17:09
      Uczę w szkole średniej, w technikum. W ubiegłym roku miałam okazję wysłuchać
      przeznaczonego dla uczniów wykładu lekarza ginekologa na temat antykoncepcji
      (uczniowie słuchali wykładu na sali gimnastycznej, pilnowani przez nauczycieli,
      z którymi powinni mieć wtedy lekcje). Był to bardzo znany i bardzo dobry
      warszawski położnik - z tym, że niektóre jego pacjentki rezygnują z wizyt u
      niego po urodzeniu dziecka, ze względu na jego poglądy.
      Wykład ten był moim zdaniem bardzo niebezpieczny. Pan doktor "obiektywnie" i
      "naukowo" wywodził, że wszelka sztuczna antykoncepcja jest zła. I nawet nie
      kłamał, jedynie przesuwał akcenty. I tak pigułka jest zła, ponieważ obniża
      poziom libido. Prezerwatywa jest zła, ponieważ przerywanie stosunku na czas jej
      założenia może doprowadzić do nerwicy seksualnej i impotencji, a do tego nie
      zawsze chroni przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Globulka jest zła,
      ponieważ może wywoływać uczulenia i podrażnienia. A poprawnie stosowane metody
      naturalne są bardzo skuteczne. Nic z tego nie można nazwać kłamstwem - ale to
      nie jest też cała prawda.
    • Gość: Po_prostu_JA Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i IP: *.kutno204.tnp.pl 26.06.09, 17:16

      U mnie w gimnazjum WDŻ uczyła nauczycielka WOSu . Mówiła ,że
      powinniśmy się powstrzymać do ślubu itd. O chłopakach nic .
      Zachwalała oczywiście kalendarzyk . Mówiła , że ma dwójkę dzieci
      włąsnie poprzez planowanie rodziny zgodnie z kalendarzykiem. Kiedy
      mówiłam , że z czymś się nie zgadzam obniżyła mi ocenę z zachowania
      (była moją wychowawczynią) . Za to , że powiedziałąm jej, że moje
      dziewictwo to moja sprawa . Robiła nam wszystkim pranie mózgu!!!!
      Dobrze,że to już się skończyło .
    • bogdan331 Inteligentna inaczej czyli "gupia fizda"LekcjeWDŻ 26.06.09, 17:22
      powinni prowadzić katecheci.Oni na seksie znają się najlepiej.Albo Gowin za przeproszeniem platformers dla ubogich;D
      • Gość: wera Wychowanie seksualne IP: *.chello.pl 26.06.09, 17:35
        Nie oplaca sie ANI PANSTWU ANI ZADNEJ RZADZACEJ PARTII wprowadzac zajęc W seksualnego z prawdziwego zdarzenia - uswiadomione dzieci a potem dorosli bardziej uważają, zeby przypadkowo nie zmajstrowac bachora. Mniej bachorow - mniej podatnikow do dojenia.
        Rodza glownie niewyksztalcone lale, ktore wpadly, bo albo nie stosowaly niczego albo kalendarzyk malzenski.
        Niewyksztalconymi i nieuswiadomionymi latwiej sterowac. Ot i cala prawda.
        • Gość: gość Re: Wychowanie seksualne IP: *.cust.tele2.pl 26.06.09, 17:43
          Najlepsze lekcje WDZ byly u mnie w liceum. Na lekcje chodził tylko dwie osoby,
          ja i kolezanka. NAuczycielka wdż była biologiczka, koło 35-40 lat. Osoba
          doświadczona, ktora ma pojecie seksie, i wszystkich dziedzinach. Uczyła nas,
          bardzo dobrze. Pokazywala jak sie co robi, jak osiagac najlepszy orgazm, i
          efekty dla partenrki na sobie i jej. Jak sie zabezpieczac i wiele innych rzeczy.
          Uczyła nas jak najlepiej odbyć stosunek, co trenowalismy razem z nia. Może
          odczujecie to że było głupie ale mi sie podobalo. Na tych lekcjach naprawde
          mozna bylo sie nauczyc, a nie ogladac filmy o AIDS. Lepiej sie nauczyc tego,
          zkim kto to dobrze uprawia seks, i z nim sie dobrze to robi, niz zajecia ktore
          prowadzi katechetka xD
    • Gość: xxx13 "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.09, 17:48
      Hm... Ciekawe bo ja wdżwru nie miałem nawet w gimnazjum... wszystkiego
      musiałem się uczyć sam.
    • Gość: Jotgie Antykoncepja to: IP: *.sta.asta-net.com.pl 26.06.09, 18:01
      Antykoncepcja w Polsce: kobiety żrą środki antykoncepcyjne potem sikają do
      kibla, siki trafiają do rzek i jezior stąd wszystkie żyjące tam żaby są
      bezpłodne, skoro są bezpłodne to nie ma żab więc bociany nie mają co jeść i
      nie przynoszą dzieci!
    • Gość: aa Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i IP: *.spray.net.pl 26.06.09, 18:01
      Ale dajecie się wkrecać przez ten ponton.Przecież im nie zależy na
      pokazaniu prawidłowo prowadzonych lekcji przez dobrze wykształconych
      nauczycieli. Tacy są, kończą podyplomówki, zdają egzaminy i naprawdę
      nieźle prowadzą zajęcia. Ale ich przykład kłóciłby się z głoszonymi
      przez ponton tezami.Katecheci takich zajęć nie powinni prowadzić.
      Nie mogliby zdystansować się od poglądów religijnych. Choć te
      przytoczone bzdety kłócą się nawet z poglądami kościoła na
      seksualność. Zresztą niezbyt często zleca się te zajęcia katechetom
      (czasem zwyczajnie nie ma komu zwłaszcza w małych miejscowościach) A
      panienki z pontonu, jak ktoś napisał, przygotowanie mają kiepskie i
      już jakieś wpadki mocno potem odkręcane zaliczyły wiec niech nie
      będą takie hej do przodu.
    • mrufka_86 no naprawdę... 26.06.09, 18:29
      nic nie pozostało, tylko sie modlić... :D hehehehhehe to ja miałam chyba
      normalne te lekcje :D a przynajmniej nie pamiętam takich hard corów...
    • Gość: Lubuszanin Lubuskie południowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.09, 18:59
      Właśnie skończyłem gimnazjum, moim nauczycielką od WDŻ była pani która uczyła
      religii (moja klasa religie miała z inną nauczycielką). Morałem każdej lekcji
      było ,,sex jest zły najlepiej czekać do ślubu". Pokazywała jakich chorób możemy
      się nabawić, niechcianych ciąży, oglądaliśmy 30sto paro letnie filmy po kilka
      razy, bo to jeszcze na świetlicy a to jeszcze rok temu itp. Do każdego rodzaju
      antykoncepcji dodawała na co można zachorować go stosując. Dobrze wspominam WDŻ
      z podstawówki, może nie było pogadanek o seksie ale wiele rzeczy nam pani
      wytłumaczyła jak mamy się w stosunku do dziewczyn zachowywać na randkach nawet,
      co kto spytał dostawał odpowiedź bez głupich komentarzy i uśmieszków
      nauczyciela. Ogółem mówiąc nic się nei nauczyłem, lekcje przespałem ewentualnie
      przegadałem, a całą edukacje seksualną to z pogadanek z kolegami i koleżankami,
      z internetu, nic ze szkoły. Takim jesteśmy pokoleniem. pozdrawiam WAKACJE SĄ:)
    • Gość: Gal Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i IP: 94.254.142.* 26.06.09, 19:00
      jak wszyscy wiedzą najlepszą edukację seksualną zapewniają youporn i redtube
    • oldbay "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int.. 26.06.09, 19:16
      Mam wrażenie, ze gdybym ja weszła do takiej klasy prosto z ulicy to
      bym poprowadziła te zajecia lepiej i przekazalabym dzieciom te wazne
      informacje prosto i dosadnie. Bo one mają prawo do rzetelnej
      informacji a do tej pory kazdy im truje tylki tylko tym, w co
      osobiście wierzy. Nie jestem ani psychologiem ani pedagogiem ani
      lekarzem ani katechetką tylko normalną kobietą i chętnie bym
      poprowadziła takie zajęcia.
      -
      oldbay
      • guru133 Tyle tylko że w Polsce tych zajęć nie mogą 26.06.09, 20:50
        prowaszić normalni ludzie a jedynie nawiedzeni.
    • Gość: 30-letnia Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i IP: *.chello.pl 26.06.09, 19:23
      w podstawówce - katechetka na lekcjach religii w 8 klasie zrobila pogadanke na
      temat naturalnych metod, wytlumaczyla co i jak z mierzeniem temperatury,
      rozciaganiem sluzu i prowadzeniem kalendarzyka, rzeczowo i bez moralizatorstwa
      odbyła się tez jedna wyprawa do poradni przy szkole rodzenia, gdzie lekarz
      ginekolog przedstawil wszystkie pozostale metody, odpowiedzial na nasze pytania,
      pokazal jak się zakłada prezerwatywy itp druga taka sama wizyta w tej samej
      poradni miala miejsce w liceum, na zadnych zajęciach w liceum [czy to 'godzina
      wychowawcza' czy lekcje religii (z księdzem)] tematow zwiazanych z antykoncepcją
      nie bylo, zadnych lekcji przygotowania do zycia w rodzinie tez nie mialam


    • Gość: Hariana "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int.. IP: *.adsl.inetia.pl 27.06.09, 00:59
      Ja zaś dowiedziałam się że będę złodziejem i mordercą i muszę iść do
      wiezienia bo uprawiam seks przed ślubem...a kał śmierdzi po jedzeniu mięsa "mój
      kał nie śmierdzi bo jem mięso raz w miesiącu"...
      autentyk z lekcji wdż.. tak jest w całym kraju bo zabierają się za to
      niekompetentne osoby (zakonnice, stare panny i dziewice czy pan od wfu) i wcale
      nie potrzebne jest to nam młodzieży do szczęścia. Od zawsze było tak że
      wszystkiego dowiadywało się od siebie nawzajem. I niech tak zostanie
    • Gość: mimo "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli int... IP: *.chello.pl 27.06.09, 08:32
      Wszystko OK tylko z jednym się nie zgodzę, ci niby nauczyciele gadają bzdety ale nawet kościol mówi ( np.nauki przed slubem) że kalendarzyka sie nie powinno uzywac po to pierwszy krok by miec dziecko sa inne metody . Kalendarzyk to taki kij firm farmaceutycznych na koscioł. Pozdrawiam
    • gondra Re: "Jestem prezentem dla mojego męża..." czyli i 28.06.09, 09:12
      Jestem w szoku i cieszę się, że już dawno skończyłam LO i nigdy nie musiałam
      znosić aż takiego g... Skąd się bierze takie oszołomstwo? Tych "nauczycieli"
      bezwzględnie należałoby pozwalniać, a niektórych dodatkowo wysłać do psychologa
      lub psychiatry. Czy tacy debile będą uczyć moje dzieci?
      Narzekania na rozwydrzoną młodzież, niskie zarobki i mało czasu, a znaleźć wśród
      nauczycieli kogoś kto by poprawnie i sumiennie wykonywał swoja prace, ile to by
      było, 10%?
Pełna wersja