agnieszkamamaweroniki
15.04.04, 08:36
Hej,
od dwóch dni mam ogromny problem z 9,5 miesięczną córką, dotąd spokojną,
rzadko płączącą. Może trochę upartą, ale bez przesady. Nie wiem czy
przypadkiem nie jest to związane z posłaniem do żłobka? Co prawda jest
zapisana tam od lutego, ale dopiero tak na prawdę chodziła do niego cały
ubiegły tydzień i w tym tygodniu na 4-5 godzin dziennie. Od dwóch dni jak
tylko wrócimy ze żłobka i mała zje (bo w żłobku do tej pory nie daje sobie
wcisnąć niczego do zjedzenia) zaczyna się problem. Nie pozwala mi się od
siebie oddalić ani na chwilę. Jak tylko próbuję włożyć ją do łóżeczka i wyjść
z pokoju to zaczyna POTWORNIE!!! POTWORNIE!!! płakać, aż usmarkuje się niemal
do pasa. Płacze tak straszliwie, że mam wrażenie, że uszy mi pękną. Uspokaja
się dopiero jak ją zabiorę. Dodam, że pracuję odkąd mała skończyła 5 miesięcy
i do tej pory nie było żadnego problemu. Mała była do południa z tatą, a
potem ze mną. Mąż pracuje po południu, a babcie mieszkają w innym mieście,
więc po pracy odbieram ją ze żłobka i do wieczora jest tylko ze mną. Od dwóch
dni ryczę z bezsilności, bo nawet nie mogę wyjść do toalety. W dodatku przez
cały tydzień był problem z jedzeniem, nie chciała niczego innego poza moim
mlekiem. Teraz dopiero nadrabiamy. Czy ktoś się z takim zachowaniem po
posłaniu do żłobka spotkał? Czy to możliwe, że ona aż tak tęskni i przeżywa
żłobek, że boi się, że ją zostawiam? A może to taki okres, bo czytałam, że
dzieciaki 8,9-miesięczne mają takie zachowania?
Pozdrawiam
Agnieszka mama Weroniki (ur. 01.07.2003)
www.nasza.weronika.prv.pl