m.niklaus
18.08.04, 22:50
Marysia ma 15 miesiecy od połowy maja chodzi do żłobka. Na początku byłam
zachwycona. Najedzona, wyspana, nabrała pewności w chodzeniu, bardzo się
uspołeczniła. W lipcu żłobek nieczynny - przerwa wakacyjna. Od początku
sierpnia przeżywam dramat. Do 8 osobowej grupy dzieci doszło 10 zupelnie
malenkie, wymagające - wiadomo - sporo opieki. Panie wprost powiedziały mi że
Marysia musi się sobą zająć. Zresztą "ona i tak chodzi swoimi drogami", co
Panią oczywiście w tej sytuacji jest na rękę. Od tygodnia Marysie i jej
kolezanke postanowiono przenieść na oddział II mimo, iż ze względu na wiek
nie kwalifikują się do tej grupy. Są o kilka miesięcy młodsze od innych
dzieci. Słyszałam że starsze wykorzystują swoją przewagą nad nimi, zabierają
zabawki, popychają. Marysia na sam widok żlobka zaczęla reagowac placzem. Od
kilku dni bardzo pilnuje swojego smoczka. Wczesniej ssala go tylko do snu.
Pojawiła się szansa na opieke w domu - znalazłam Panią która mogłaby sie nie
zajać.
Problem tylko w tym, ze ja naprawde wierze (wierzyłam) w dobra moc sprawcza
żlobka. Wiem, że dzieci to uodparnia i nie zabiera im szczescia. Jesli jednak
jest wybor (wczesniej ze wzgledów finansowych wyboru nie było) to czy
zabierajac dziecko ze złobka czynię mu większa krzywde??? Czy nie pojawia sie
pozniej trudnosci z przedszkolem.
Jezeli ktoras z was doswiadczyla takiej kolei zdarzen, to prosze dajcie
znac...
Pozdrawiam i wszystkim mamom zycze odwagi.
wątpiąca
Mama Gosia